Przeszukiwanie archiwów...
Przeszukiwanie archiwów...
Notatki, teorie i obserwacje kustoża archiwum. Dzielę się swoimi odkryciami, hipotezami i przemyśleniami na temat historii Przemkowa.
Istnieją miejsca, o których historia wydaje się milczeć. Małe, zapomniane miasteczka, przez które czas przetacza się jak wody rzeki — spokojnie, bez wielkich dramatów. Przemków przez wieki był właśnie takim miejscem. Leżący w sercu Borów Dolnośląskich, otoczony szeleszczącymi sosnami i podmokłymi łąkami, przez długi czas żył własnym rytmem, w cieniu bogatszych sąsiadów — Szprotawy, Głogowa, Bolesławca...
Są miejsca, które milczą. Leżą poza głównym nurtem historii, z dala od wielkich bitew i błyskotliwych dworów, ukryte pod warstwą mchu i ciszy. Bagna rzeki Szprotawy przez wieki były właśnie takim miejscem — rozległe, ciemne, nieprzeniknione...
Przez ponad osiemdziesiąt lat – od jesieni 1853 roku aż po koniec drugiej wojny światowej – zamek w Przemkowie na Dolnym Śląsku był siedzibą jednego z najważniejszych rodów europejskiej arystokracji: książąt Szlezwika-Holsztynu-Sonderburga-Augustenburga...
11 sierpnia 1863 roku, w letni poranek, w posiadłości Dłużek na Dolnych Łużycach przyszedł na świat długo oczekiwany potomek w linii męskiej. Rodzice — książę Fryderyk Szlezwika-Holsztynu-Sonderburga-Augustenburga...
Punktem wyjścia jest rycina z rocznika „Privileg. Zittauisches Historisches, Topographisches, Biographisches monathliches Tage-Buch”, wydanego w Żytawie w 1786 roku. Choć książka jest późniejsza, sam miedzioryt pochodzi z około 1630 roku i wyszedł najprawdopodobniej z pracowni Eberharda Kiesera we Frankfurcie nad Menem.