Perły Przemkowa
Lasy i Bagna
Łowieckie i przyrodnicze dziedzictwo
Przemkowa i Borów Dolnośląskich
„Bagna te książę Krystian August nazwał Perłą Przemkowa"
— Pismo pamiątkowe, 1928
Eugeniusz Cipura
Historyk amator i pasjonat dziejów Przemkowa
Projekt Sekrety Przemkowa
© Eugeniusz Cipura, 2026
Mariuszowi Knutelskiemu — myśliwemu i mojemu koledze,
który zna te bory z własnych świtów,
i który opowiadał mi o zwierzynie
zanim jeszcze zacząłem szukać jej w archiwach.
Oraz tym wszystkim, którzy budzą się przed świtem
słyszą szum borów i czują zapach bagna o poranku —
tym, którzy wiedzą, że cisza nie jest pustką,
lecz głosem natury, której trzeba nauczyć się słuchać.
Słowo wstępne: Ziemia, która śni o dawnym bogactwie
Jest taka chwila, gdy słońce ledwo wysuwa się zza linii sosen, a panujące dotąd w parku ciemności ustępują szarawemu świtowi. Mgła kładzie się nad stawami jak watowe kołdry. Gdzieś w gęstwie moczarów odzywają się żurawie — głos tak pradawny i przeszywający, że ściska w gardle. I wtedy człowiek rozumie, dlaczego przez sto lat władcy sprowadzali tu koronowane głowy z całej Europy.
Przemków. Małe miasteczko w sercu Borów Dolnośląskich. Leśne miasto z jeleniem w herbie. Okolica, o której próżno szukać w wielkich encyklopediach, a która przez niemal sto lat była jednym z najsławniejszych łowisk środkowej Europy. Tu polował cesarz Niemiec Wilhelm II. Tu przyjeżdżał arcyksiążę Franciszek Ferdynand — ten sam, którego zabójstwo wywołało pierwszą wojnę światową. Tu orzeł przedni krążył nad mokradłami Szprotawy, zanim ktokolwiek pomyślał, że jest gatunkiem zagrożonym.
Ta książka jest zapisem tamtego świata. Świata, który się skończył w 1945 roku — ale który nie zniknął bez śladu. Jego relikty trwają: w kształcie stawów, w rozmieszczeniu borów, w starych śladach nasadzeń egzotycznych drzew w parku, w zbiornikach wykopanych przez książąt dla ryb. Trwają też w dokumentach, w starych gazetach, w kronikach myśliwskich i raportach leśnych — z których wyłuskałem każdy fakt przedstawiony w tej książce.
Piszę ją dla myśliwych — aby wiedzieli, co tu było i co może tu wrócić. Piszę ją dla miłośników przyrody — bo historia tego miejsca to historia tego, jak człowiek może kształtować krajobraz na lepsze i na gorsze. Piszę ją wreszcie dla tych, którzy po prostu lubią czytać o lasach, mokradłach, zwierzynie i ludziach, którzy przez wieki z nią żyli.
Wszystkie fakty, o których piszę, pochodzą z dokumentów historycznych zebranych w Archiwum Historii Przemkowa. Wiele zdań ma swój przypis. Żadnego słowa nie zmyśliłem.
Ale emocje? Te są moje własne. I zapraszam was, byście poczuli to samo.
Chcę też uczciwie powiedzieć jedno: nie jestem przyrodnikiem ani biologiem. Nie mam wykształcenia łowieckiego ani leśnego. Tam, gdzie w tej książce piszę o możliwościach powrotu gatunków, o potencjale siedlisk, o tym, co mogłoby tu wrócić — piszę jako człowiek, który przez lata czytał dokumenty historyczne i wyciągał z nich własne wnioski. Te wnioski mogą być błędne lub nieścisłe. Jeśli specjalista znajdzie w nich pomyłkę — będę wdzięczny za sprostowanie. Moim celem nie było dawanie fachowych porad, lecz zadanie pytania: skoro kiedyś to tu było, to dlaczego nie miałoby tu wrócić? Na odpowiedź czekam od tych, którzy wiedzą więcej.
Eugeniusz Cipura
Rozdział I: Las bez końca — kraj i jego krajobraz
Kiedy wszystko było jednym wielkim królestwem boru
Wyobraź sobie. Rok 1863. Trzydziestu uczonych leśników ze Śląskiego Towarzystwa Leśnego wysiada z powozów o szóstej rano na rynku w Szprotawie. Przyjechali tu specjalnie — bo zaproszono ich do odwiedzenia czegoś wyjątkowego. Czegoś, o czym mówiono w całych Niemczech.
Posiadłość książąt Augustenburgów w Przemkowie.
Liczby robiły wrażenie: 71 000 mórg całości, z czego 53 000 mórg to własność pańska. A z tych 36 460 mórg to lasy — pięć osobnych rewirów, z których jeden, "Große Haide", sam liczy ponad 30 000 mórg. Do tego park — Oberwald — 430 mórg egzotycznych drzew wokół zamku. I jeszcze zwierzyniec: 16 000 mórg ogrodzonego terenu, w którym żyją jelenie i dziki.[1]
Szesnaście tysięcy mórg zwierzyńca. Prawie osiemdziesiąt kilometrów kwadratowych ogrodzonego lasu, gdzie zwierzyna żyje tak, jakby czasy łowów bez ograniczeń nigdy się nie skończyły.
Leśnicy jadą przez las. Przewodnikiem jest książęcy nadleśniczy Behrens, człowiek, który zna tu każde drzewo. Mija ich oddział szlachetnych jeleni — i nagle jeden z uczonych krzyczy: "Patrzcie!". Między rudawymi łaniami i brązowymi bykami poruszają się cztery zupełnie białe jelenie. Białe jak śnieg, jakby ktoś wyjął je z bajki i postawił tu, na tej leśnej polance.
Białe jelenie w Przemkowie. Rarytasy wśród rarytasów.
✦ ✦ ✦
Geografia, która rodzi przyrodę
Żeby zrozumieć, dlaczego Przemków stał się tym, czym się stał — rajem dla zwierzyny i ptactwa — trzeba spojrzeć na mapę i zapamiętać trzy słowa: bory, bagna i rzeki.
Lasy Przemkowa leżą na pograniczu dwóch wielkich kompleksów przyrodniczych. Od południa rozciągają się Bory Dolnośląskie — jedna z największych krain leśnych w Polsce, niemal wyłącznie sosnowe, piaszczyste, pachnące żywicą. Ale od północy, wzdłuż koryta Szprotawy, ciągnie się coś zupełnie innego: rozległe bagna i mokradła, zalewowe łęgi, trzcinowiska, torfowiska — ekosystem, który w swoim bogactwie biologicznym nie ma sobie równych.
Profesor dr hab. Nitsche, piszący o orłach przednich na Śląsku w XIX wieku, ujął to najzwięźlej: posiadłość przemkowska "jest podzielona na dwie części przez zbiegi rzek Bobru i Szprotawy i jedna z nich obejmuje wilgotne lasy liściaste Bagien rzeki Szprotawy, a druga przemkowskie wrzosowiska".[2]
Dwa światy. Jeden suchy i ciemny — bór sosnowy, żwirowe wydmy, krzewy wrzosowe. Drugi wilgotny i jasny — trzęsawiska, rozlewiska, łąki zalewowe, lasy wierzbowe i olchowe. A na granicy między nimi — cała ta niesamowita różnorodność gatunków, której żadne "normalne" miejsce nie potrafi zaoferować.
To dlatego tu gniazdowały orły. To dlatego cietrzewie tokowały na bagnach. To dlatego łosie, zanim znikły, były tu w domu.
Przypisy do Rozdziału I:
[1] Dane o powierzchni posiadłości: Sprawozdanie z wycieczki Śląskiego Towarzystwa Leśnego z 1 i 2 lipca 1863 roku, w tym opis lasów, zwierzyńca i powierzchni posiadłości; A. Wagemann, Księżna Teodora. Wspomnienia z augustenburskiego i pruskiego dworu (tyt. oryg. Prinzessin Feodora. Erinnerungen an den augustenburger und den preußischen Hof), tłum. E. Cipura, Wydawnictwo Martin Warneok, Berlin 2005 [fragment o kłusownictwie wśród pięknych, śnieżnobiałych jeleni]; v. Hagen (Królewski Nadleśniczy), Sprawozdanie z wycieczek podjętych podczas Zgromadzenia Ogólnego Śląskiego Towarzystwa Leśnego w Szprotawie 1 i 2 lipca 1863 roku do lasów miasta Szprotawy i posiadłości Przemkowa, [w:] Verhandlungen des Schlesischen Forst-Vereins, Breslau 1863 [relacja o zaobserwowaniu czterech sztuk białych jeleni w zwierzyńcu]; Nekrolog [księcia Szlezwika-Holsztynu-Sonderburga-Augustenburga Krystiana], „Jagd-Zeitung" 1869, R. 12, nr 11 z 15 czerwca 1869 r. [wzmianka o białych jeleniach sprowadzonych z królewskiego duńskiego zwierzyńca w pobliżu Kopenhagi].
[2] [Notatka] O występowaniu orła przedniego na Śląsku według prof. dr hab. Nitschego, „Allgemeine Sport-Zeitung" 1884, R. V, nr 2 z 10 stycznia 1884 r.
Rozdział II: Cesarz na tokowiskach — polowania, które zapisały się w historii
O świcie, gdy mgła leży jeszcze na bagnach
Jest 23 kwietnia. Godzina trzecia nad ranem. Jeszcze ciemność, jeszcze mróz. Ale z zamku w Przemkowie wyjeżdża powóz — szybko, sprawnie, bez zbędnego hałasu. W środku siedzi mężczyzna, o którym mówi pół Europy. Cesarz Wilhelm II.
Jedzie do leśniczówki Adelaidenau. Na cietrzewie. Razem z nim — brat cesarzowej, gospodarz tych ziem, Ernest Günther książę Szlezwika-Holsztynu. W leśniczówce czekają już przygotowane kryjówki na bagnistej łące. Myśliwi zajmują pozycje przed świtem. I czekają.[3]
A potem — słyszą. Najpierw cicho, niemal niedostrzegalnie. Potem głośniej, mocniej, aż w końcu cała mokradłowa łąka drży od trelowania. Sto kogutów cietrzewi na tokowiskach. Sto czarnych samców z czerwonymi brwiami i białym pióropuszem na ogonie, które skaczą, podnoszą głowy, gonią się, walczą o prawo do życia.
Cesarz strzela. Dwadzieścia kogutów w pierwszym poranku — najczęściej z odległości stu dwudziestu do stu pięćdziesięciu metrów. Ale jakże pudłować nie jest trudno, gdy serce wali jak szalone, gdy powietrze pachnie bagnem i wiosną, gdy słońce właśnie wschodzi nad krawędzią boru i maluje wszystko złotem.
Następnego dnia cesarzowa dołącza do polowania. Kobiety w ówczesnym myślistwie? W Przemkowie — tak. Stoi za kryjówką, patrzy. Upolowanych zostaje jeszcze szesnaście kogutów.[4]
Sto tokujących cietrzewi. Na jednej mokradłowej łące. Pod Przemkowem.
Dziś cietrzew jest jednym z najbardziej zagrożonych ptaków Polski. Jego populacja liczy zaledwie kilkaset osobników, rozproszonych po kilkunastu izolowanych stanowiskach. Na Dolnym Śląsku — praktycznie nie istnieje.
Ale tutaj, gdzie bagna Szprotawy spotykają się z borami — może wrócić. Może.
✦ ✦ ✦
Arcyksiążę Ferdynand na sarnim łożu
Był 1 maja. Wiedeń odpoczywał, ale arcyksiążę Franciszek Ferdynand nie lubił odpoczywać. Austriacki następca tronu — ten sam, który trzynaście lat później zginie w Sarajewie i co wywoła pierwszą wojnę światową — przyjechał do Przemkowa na kilka dni. Przyjął go na stacji w Studziance sam gospodarz: Ernest Günther.
Pierwszego dnia polowania arcyksiążę przyniósł do pokotu sześć saren. Zaraz potem wybrał się z gospodarzem na cietrzewie — i to polowanie "przebiegło z bardzo korzystnymi wynikami". Później zwiedzał słynne stajnie książęce, oglądał konie, uczestniczył w pokazowym ujeżdżaniu.[5]
Sześć saren w pierwszym podchodzeniu. To nie jest legenda — to raport prasowy z "Wiener Zeitung". Nikt by tak nie pisał, gdyby było inaczej.
Ile saren żyje dziś w tych okolicach? Ile mogłoby żyć, gdyby warunki były takie, jak sto lat temu?
✦ ✦ ✦
Szesnastak i czternastak — jelenie europejskiego formatu
Dwie dekady wcześniej, bo już 4 grudnia 1882 roku — Ernest Günther, gospodarz Przemkowa, sam wziął udział w polowaniu i „upolował okazałego szesnastaka”. Szesnastak — to jeleń, którego rogi mają szesnaście rozgałęzień. Taki jeleń może mieć osiem do dziesięciu lat. To najczystsza forma łowieckiego sukcesu w myślistwie europejskim.[6]
Na Węgrzech, na polowaniach teścia Ernesta Günthera, Filipa księcia Saksonii-Koburga, polowała cała koronowana Europa — i tu też padały prawdziwe trofea. Filip zastrzelił "doskonałego czternastaka, który wypatroszony ważył 300 kilogramów". Trzysta kilogramów! Takie jelenie nie rodzą się na placach, gdzie za mało miejsca i za dużo stresu — rodzą się tam, gdzie mają przestrzeń, ciszę i pokarmu w bród.
A co widzieli podczas jednego polowania? "Dostojny myśliwy stał na skraju poręby, gdy dwa silne jelenie walczyły zażarcie o nagrodę miłości. Walka skończyła się porażką słabszego jelenia, który przebity wieńcem rywala, zwalił się na ziemię. Na śmiertelny ryk poległego ze skalnej groty wyskoczył potężny niedźwiedź brunatny, który jednym uderzeniem łapy powalił zwycięzcę."[7]
Niedźwiedź. Na polowaniu z jeleniami. Na Węgrzech — ale myśliwi byli ci sami, co polowali w Przemkowie. Świat, w którym duże drapieżniki wciąż żyją obok jeleni, to świat najczystszy ekologicznie. Świat, do którego bardzo powoli, bardzo ostrożnie, wracają wilki.
✦ ✦ ✦
Sześciuset zajęcy pokot — i myśl o zimowej polanie
Koniec listopada. Do Przemkowa przyjeżdżają książęta: Albert ze Szlezwika-Holsztynu-Glücksburga, generał dywizji von Leipziger, hrabia Dohna z Chocianowa. "Podczas mającego miejsce wczoraj na bagnach Koźlic polowania z nagonką do pokotu przyniesiono 600 zajęcy. Dzisiaj odbędzie się polowanie na bażanty."[8]
Sześćset zajęcy w jeden dzień. Na jednym polowaniu nagonkowym. Na bagnach Koźlic — gdzieś niedaleko Przemkowa.
Dziś zając jest w Polsce gatunkiem objętym planami odbudowy populacji. W wielu obwodach łowieckich jest po prostu nieobecny. Co się stało z zającami? Intensywne rolnictwo, brak miedz i zakrzewień, chemizacja, rozdrobnienie terenu. I coraz mniej takich miejsc jak Koźlice — podmokłe łąki, trzcinowiska, granica boru i bagna, gdzie zając ma gdzie uciec, ukryć się i rozmnożyć.
A jednak — mokradła Szprotawy wciąż istnieją. Przemkowski Park Krajobrazowy jest faktem. Może zając ma gdzie wracać?
Przypisy do Rozdziału II:
[3] [Relacja z polowania cesarza Wilhelma II na cietrzewie w leśniczówce Adelaidenau], „Sport & Salon” 1902, nr 27 z 5 lipca 1902 r. — „Już o godzinie 3.00 nad ranem monarcha w towarzystwie księcia pojechał na toki cietrzewia do leśniczówki Adelaidenau (…) upolował 20 kogutów (…) można było zaobserwować w większym promieniu około 100 tokujących kogutów”; zob. też [„Szczęście łowieckie cesarza Wilhelma”], „Silesia” 1902, R. 43, nr 96 z 26 kwietnia 1902 r.
[4] Tamże („Sport & Salon” nr 27 z 5 lipca 1902 r.): „Także następnego dnia Jej Cesarska Mość towarzyszyła książętom pod tą przygotowaną osłoną, spod której upolowano 16 kogutów w większości poprzez strzał z broni palnej”.
[5] [Wrocław, 2 maja — Arcyksiążę Franciszek Ferdynand w Przemkowie], „Bozner Nachrichten” 1901, R. 8, nr 103 z 5 maja 1901 r.; zob. też [„Wycieczka na polowanie arcyksięcia Franciszka Ferdynanda”], „St. Pöltner Zeitung” 1901, R. 41, nr 19, s. 9 z 9 maja 1901 r. — relacje z przyjęcia arcyksięcia na stacji w Studziance przez Ernesta Günthera, sześciu upolowanych kozłów sarny i polowania na cietrzewie.
[6] [Depesza z Przemkowa, 6 grudnia], „Schlesische Zeitung” 1882, R. 141, nr 864 z 9 grudnia 1882 r. — „Jego Wysokość książę Ernest Günther przybył tutaj ze swojego garnizonu w Poczdamie w celu odbycia polowań. Podczas polowania na zwierzynę płową, które odbyło się 4. bieżącego miesiąca, Jego Wysokość książę upolował okazałego szesnastaka”.
[7] [Relacja z polowań Filipa księcia Saksonii-Koburga w komitacie Gömör], „Sport & Salon” 1903, nr 48, s. 14 z 1 sierpnia 1903 r. — Filip książę Koburga i czternastak ważący 300 kg; scena walki jeleni i pojawienia się niedźwiedzia brunatnego miała miejsce podczas podchodzenia zwierzyny w lasach Vislanki (węg. Pusztamező, obecnie Słowacja).
[8] [Przemków, 29 listopada], „Namslauer Stadtblatt” 1892, nr 95 z 3 grudnia 1892 r. — „W towarzystwie Ernesta Günthera księcia Szlezwika Holsztynu przybyli jeszcze Albert książę Szlezwika Holsztynu Glücksburga, generał dywizji von Leipziger i inni wysocy oficerowie, następnie hrabia Dohna z Chocianowa. Podczas mającego miejsce wczoraj na bagnach Koźlic polowania (…) przyniesiono 600 zajęcy”.
Rozdział III: Król nad mokradłami — orzeł przedni nad Szprotawą
Kiedy największy drapieżnik Europy krążył nad przemkowskim borem
Profesor doktor habilitowany Nitsche był człowiekiem, który wiedział, co widzi. Gdy pisał o orłach przednich na Śląsku, nie pisał z wyobraźni — pisał z obserwacji. I napisał coś, co dziś brzmi jak bajka.
"Szlezwicko-Holsztyński majątek książęcy Przemkowa, który posiada 9546 hektarów lasu i znajduje się w całości na równinie, jest często odwiedzany przez orły przednie."[9]
Często. Przez orły przednie. Na 9546 hektarach lasu na równinie Dolnego Śląska.
Orzeł przedni — największy orzeł Europy. Rozpiętość skrzydeł do 220 centymetrów. Masa ciała do siedmiu kilogramów. Drapieżnik, który poluje na zające, lisy, małe jelenie i ptactwo. Który potrzebuje do gniazdowania rozległych, spokojnych lasów z widocznymi z lotu polanami i mokradłami.
I profesor Nitsche pisze: te warunki spełniały dolnośląskie równiny leśne. I przemkowski majątek w szczególności.
✦ ✦ ✦
Dwa światy ptasie
Nitsche trafnie opisał, dlaczego Przemków był tak wyjątkowy. Dwie zupełnie różne strefy ekologiczne, granicząc ze sobą, tworzyły kompleks niemożliwy do zastąpienia.
Bór sosnowy — suchy, piaszczysty, z tartakami, mielerzami i smolarniami — dawał spokój i ciszę. W takim borze orzeł mógł gniazdować wysoko, niewidoczny, bezpieczny. Ale żywić się musiał gdzieś, gdzie jest ruch.
A "wilgotne lasy liściaste Bagien rzeki Szprotawy" — ten drugi świat, pełen wody, trzcin, żab, kaczek, łysek, czapli — to był stół zastawiony na wieki. Orzeł wznosi się z boru sosnowego, lecąc niemal prosto w słońce, potem skręca i szybuje nad rozlewiskami Szprotawy. Wypatruje. Widzi wszystko z góry, co człowiek ledwo dostrzeże z dołu.
I uderza.
✦ ✦ ✦
Co ten orzeł mówi nam dziś
Orzeł przedni jest dziś w Polsce gatunkiem skrajnie rzadkim. Gniazda są w Karpatach, w Sudetach, sporadycznie na Pojezierzu Mazurskim. Na Dolnym Śląsku — nie ma go.
Ale uwaga: od kilkunastu lat obserwuje się stopniowy powrót tego gatunku do obszarów nizinnych, gdzie rośnie liczba bobrów (bo bobry tworzą rozlewiska idealne dla orłów) i gdzie przestały być stosowane pestycydy organochlorowe, które przez dekady niszczyły lęgi. Polska populacja orła przedniego powoli, ale systematycznie rośnie.
Obszar Przemkowskiego Parku Krajobrazowego i Bagno Przemkowskie — to jeden z potencjalnych terenów powrotu. Musiałoby się tu pojawić kilka warunków: całkowity spokój w sezonie lęgowym (marzec–czerwiec), zachowanie starych, wielkich sosen lub dębów jako potencjalnych drzew gniazdowych, i wystarczająca liczba zająca, sarny i ptactwa wodnego jako bazy pokarmowej.
Wszystkie te elementy istniały kiedyś. Część z nich wciąż istnieje. Reszta może wrócić.
Przypis do Rozdziału III:
[9] [Notatka o występowaniu orła przedniego na Śląsku według prof. dr hab. Nitschego], „Allgemeine Sport-Zeitung” 1884, R. V, nr 2 z 10 stycznia 1884 r. — „Bardzo ciekawe i zaskakująco nowe doniesienia o występowaniu orła przedniego na Śląsku podaje profesor dr hab. Nitsche. Szlezwicko Holsztyński majątek książęcy Przemkowa, który posiada 9546 hektarów lasu i znajduje się w całości na równinie, jest często odwiedzany przez orły przednie”.
Rozdział IV: Głuszec, cietrzew i bażant — galeria ptactwa przemkowskiego
Trzy gatunki, trzy opowieści, trzy powroty
W maju, gdy bór sosnowy pachnie żywicą i rosa leży na mchach, a każdy krok robi się cichy i miękki — z głębi lasu dochodzi dźwięk nie z tego świata. Mechaniczny, rytmiczny, przypominający tykanie starego zegara. Potem głuchy, bulgotący szmer. Potem trzask jakby łamanej gałęzi. I cisza.
To głuszec na tokowaniu.
Albo cietrzew na mokradłach — jego trelowanie jest inne, szybsze, bardziej gwałtowne, pełne pisku i chluśnięcia wody. Albo bażant, który codziennie rano ogłasza swoją obecność głośnym kukaniem z obrzeży pól.
Wszystkie trzy gatunki były tu kiedyś. Wszystkie trzy zniknęły albo stały się rzadkością. I wszystkie trzy mogą wrócić.
✦ ✦ ✦
Głuszec — ptak cesarskich tokowania
W dniu 23 kwietnia cesarz Wilhelm II przyjeżdżał specjalnie "na toki głuszców i cietrzewi na zamek Przemków". Następca tronu i książę Prus Eitel Fryderyk mieli dołączyć kilka dni później.[10]
Głuszec tokowisko — to zjawisko, dla którego myśliwi XIX wieku podróżowali setki kilometrów. Najciemniejsza godzina przed świtem, kiedy nie widać własnych rąk. Droga przez ciemny bór, naśladując rytm chodu głuszca — dwa kroki naprzód, zatrzymanie, dwa kroki naprzód, zatrzymanie. Bo głuszec podczas tokowania przez ułamek sekundy głuchnie — i tylko wtedy można się poruszyć.
Głuszec jest dziś w Polsce gatunkiem krytycznie zagrożonym. Na Dolnym Śląsku — nieobecny. Ostatnie stanowiska w Borach Dolnośląskich zanikły kilkadziesiąt lat temu.
Co go zniszczyło? Wycinanie starodrzewu sosnowego z borówkowym runem, na którym żyje. Intensywne pozyskiwanie drewna. Drapieżniki — lis, kuna, dzik — które niszczą lęgi naziemne. Turystyka w sezonie lęgowym.
Co mogłoby go przywrócić? Ochrona strefowa tokowisk (obszary bezwzględnego zakazu wstępu od marca do czerwca). Redukcja drapieżników w strefach lęgowych. I — co najważniejsze — pozostawianie dojrzałego boru sosnowego z borówką i mchem w nienaruszonym stanie.
✦ ✦ ✦
Cietrzew — ptak bagien i wrzosowisk
Cesarz nie kłamał w swej miłości do cietrzewi. Polował na nie na przemkowskich bagnach regularnie, a skala tych polowań (sto tokujących kogutów na jednej łące!) wskazuje na populację, która dziś byłaby absolutną sensacją ornitologiczną.
Cietrzew potrzebuje innego krajobrazu niż głuszec. Lubi otwarte bagna, wrzosowiska, torfowiska i podmokłe łąki. Tokowiska zakłada na podmokłych polankach lub na skraju torfowiska — miejscach widocznych, gdzie samce mogą się wzajemnie obserwować i zaprezentować samicom swój waleczny taniec.
Przemków miał wszystko — bagna Szprotawy, wrzosowiska, torfowiska, które opisywali leśnicy już w 1863 roku. Miał też ciszę — bo do czasu odkrycia przez cesarską rodzinę nikt tu nie zakłócał spokoju lęgów.
Cietrzew może wrócić. Jego reintrodukcja w Borach Dolnośląskich jest przedmiotem dyskusji. Wymaga przede wszystkim przywrócenia mozaikowego krajobrazu: naprzemiennych fragmentów boru i wrzosowiska, podmokłych polan, odkrytych torfowisk. Dokładnie tego krajobrazu, który widział Nitsche i który widzieli myśliwi cesarscy.
✦ ✦ ✦
Bażant — stałość i powrót
W przeciwieństwie do głuszca i cietrzewia, bażant przetrwał. Polowania jesienne na bażanty i zające odbywały się regularnie na ziemiach przemkowskich — "polowanie na bażanty i zające" odbyło się m. in. w listopadzie 1913 roku podczas wizyty cesarza Wilhelma II na zamku Przemków.[11]
Bażant jest gatunkiem introdukowanym — przyszedł do Europy z Azji, ale od tysięcy lat jest tu u siebie. Wymaga typowego krajobrazu rolniczo-leśnego: skraju lasu, zakrzewień, miedz, pól ze ścierniskiem. Wszystkiego, co rolnictwo intensywne zniszczyło w XX wieku.
Ale w okolicach Przemkowa, gdzie pola są mniej intensywne, a mozaika leśno-łąkowa wciąż istnieje, bażant ma swoje szanse. I faktycznie — jest tu obecny, choć jego populacja jest ułamkiem tego, co było.
Przypisy do Rozdziału IV:
[10] O polowaniach cesarza Wilhelma II na głuszce i cietrzewie w Przemkowie: czasopismo "Sport und Salon", numer 14, rocznik 5, z dnia 5 kwietnia 1902 roku — "W dniu 23 kwietnia na toki głuszców i cietrzewi na zamek Przemków przybywa cesarz. Z kilkudniowym pobytem stawią się tam 24 kwietnia następca tronu i książę Prus Eitel Fryderyk"; potwierdzenie wizyty: gazeta "Der oberschlesische Wanderer", nr 80, rocznik 75, strona 2, z dnia 8 kwietnia 1902 roku.
[11] O przemkowskich polowaniach na bażanty i zające: gazeta "Annener Zeitung", nr 141, rocznik 29, z dnia 29 listopada 1913 roku — sprawozdanie z wizyty cesarza Wilhelma II i cesarzowej na zamku Przemków, w której obecny był również książę Saksonii-Koburga Filip: "Wczoraj odbyło się polowanie na bażanty i zające". Por. także gazeta "Wiener Salonblatt", nr 45, rocznik 43, strona 3, z dnia 9 listopada 1912 roku — o podobnych polowaniach "na zające i bażanty" organizowanych przez Filipa księcia Saksonii-Koburga i Gotha (w Walterskirchen w Dolnej Austrii), po jego przyjeździe z Przemkowa.
Rozdział V: Sto lat rybactwa — stawy, które żywią świat
Jak książęta przemieniali bagna w złoto
Jest pewna wiadomość prasowa z grudnia 1934 roku, która brzmi tak prosto, że można ją przeczytać i nie zrozumieć jej wagi. Brzmi tak:
"Przemków. Pół wieku gospodarki stawowej. Książęca hodowla ryb wspomina teraz 50 lecie istnienia. Dzisiaj corocznie zbiera się około 1000 kwintali ryb, głównie karpi i linów."
Tysiąc kwintali rocznie. Sto ton ryb. Z jednego systemu stawów pod Przemkowem.[12]
✦ ✦ ✦
Ernest Günther i jego stawy
Książę Ernest Günther, który odziedziczył Przemków w 1884 roku, był człowiekiem, który rozumiał, że ziemia daje zyski tylko wtedy, gdy się ją traktuje z wyobraźnią. Przetransformował gospodarkę zamkową i między innymi zbudował sieć stawów, której rozmach do dziś robi wrażenie.
Jego biograf wyliczał: staw wyspowy niedaleko wzniesienia "Lerchenberg", 70-morgowy staw koło Adelaidenau, mały staw Sindermann-Teich koło Młynowa, Czarny Staw, stawy koło leśniczówki "Jägerhof" i — najbardziej imponujący — 400-morgowy staw na wschód od drogi przecławskiej.[13]
Czterysta mórg to ponad dwieście hektarów. Jeden staw, dwieście hektarów lustra wody. Wyobraźcie sobie, co to znaczyło dla ptactwa wodnego — kaczek, gęsi, łysek, czajek, bąków, czapli. Wyobraźcie sobie noce, gdy rycząca kumkanie żab niosło się po całej okolicy i bociany stały po brzegi w płytkich zatoczkach.
W 1930 roku Służby Pracy Rzeszy budowały kolejne pięć stawów na obszarze Bagien Szprotawskich. Piąć nowych zbiorników do istniejącej sieci. Kraj wody, ryb i ptactwa.
✦ ✦ ✦
Łabędź kontra jeleń — scena z parku
Rok 1893. Stary staw w parku zamkowym. Kilku spacerowiczów patrzy z niedowierzaniem: jeleń wszedł do wody ochłodzić się w letni dzień. I nagle — furia śnieżnobiałego łabędzia. Ptak przypłynął jak strzała, syczy, uderza skrzydłami, dziobie. Jeleń nie ustępuje. Dopiero gdy łabędź atakuje kilkukrotnie, jeleń musi wyjść z wody.[14]
Ten obrazek mówi wszystko. Łabędź traktował staw jako swoje królestwo i bronił go przed wszystkimi — nawet przed jeleniem z książęcego zwierzyńca. Łabędź w parku, jeleń w parku, staw otoczony drzewami. Miniaturowy ekosystem, żywy i wojowniczy.
Czy jest tu dziś taki staw? Czy jest tu taki łabędź? Czy jest tu taki jeleń?
✦ ✦ ✦
Co z rybami i stawami dziś?
Część stawów wybudowanych przez Augustenburgów przetrwała. Park Krajobrazowy "Bagno Przemkowskie" — to częściowo ten sam teren, który był przemkowskim systemem stawowym. Gospoda Stawowa Rybna wciąż istnieje. Stawy istnieją.
Ale nie ma już tysiąca kwintali karpi rocznie. Nie ma już tej skali. Bo skala zależy od zarządzania, od inwestycji, od wiedzy i od — co najważniejsze — ciągłości opieki nad systemem.
Karp i lin to gatunki ciepłolubne, które świetnie radzą sobie w eutroficznych, płytkich stawach niżowych. Właśnie takich, jak te w Przemkowie. Potencjał jest wciąż tam. Może doczekamy się ponownego myśliwskiej gazety, która ogłosi: "Przemków. Stulecie gospodarki stawowej. Corocznie zbiera się tysiąc kwintali ryb."
Przypisy do Rozdziału V:
[12] O gospodarce stawowej: [Przemków. Pół wieku gospodarki stawowej], gazeta „Polkwitzer Stadtblatt”, numer 97, rocznik 52, z dnia 4 grudnia 1934 roku — „Książęca hodowla ryb wspomina teraz 50 lecie istnienia. Dzisiaj corocznie zbiera się około 1000 kwintali ryb, głównie karpi i linów. Służby Pracy dla Rzeszy zakładają obecnie na obszarze Bagien Szprotawskich 5 nowych stawów”.
[13] O stawach budowanych przez Ernesta Günthera: „Wspomnienia przemkowskie. Krystian August książę Szlezwika-Holsztynu kupuje posiadłość ziemską Przemkowa” (cytat z pamiątkowego pisma z 1928 roku) — „Wkrótce bardzo rozwinęła się także hodowla ryb. Powstały nowe stawy: staw wyspowy niedaleko wzniesienia skowronków (Lerchenberg), 70-cio morgowy staw koło Adelaidenau, mały staw Sindermann-Teich koło Młynowa, czarny staw (Schwarzer Teich), stawy koło leśniczówki (Jägerhofteich) i 400-stu morgowy staw na wschód od drogi przecławickiej”; źródło: Sztab Archiwum, http://www.primkenau.de/Memoiren/ChristianAugustKauftPrimkenau1.htm.
[14] Walka łabędzia z jeleniem: gazeta „Prager Tagblatt”, nr 151, rocznik XVII, z dnia 2 czerwca 1893 roku — „Niedawno kilku spacerowiczów mogło obserwować interesującą walkę, którą stoczył łabędź z większym i silniejszym, przebywającym w książęcym parku ze zwierzętami w Przemkowie, jeleniem. Miejsce walki stanowił stary staw ziemski, gdzie wspomniany jeleń szukał orzeźwienia. (…) Dopiero po tym, jak kilkukrotnie jego przeciwnik ostro na niego natarł i potraktował go dziobem i uderzeniami skrzydeł, jeleń został zmuszony do wycofania się”.
Rozdział VI: Zaraza i pożar — kiedy las płacze
Dwie katastrofy, które zmieniły oblicze puszczy
Historia przemkowskich lasów to nie tylko triumfy. To też katastrofy. I w katastrofach właśnie widać, jak delikatny jest ekosystem, który człowiek buduje przez stulecia.
✦ ✦ ✦
Wąglik wśród jeleni — zaraza z 1876 roku
Lato 1876 roku. "W wielkim, dworskim, dzikim parku w Przemkowie na Dolnym Śląsku od niedawna panuje wąglik wśród dzikiej zwierzyny i wyrządził już straszne spustoszenie. Do 17 lipca padło 250 sztuk zwierzyny, a poza tym znalezionych zostało 9 zagłodzonych jelonków, których matki również uległy zarazie."[15]
Dwieście pięćdziesiąt jeleni. Plus dziewięć jelonków-sierot. W ciągu tygodni. Wąglik — Anthrax — to bakteria spor przetrwalnych, które pozostają w glebie przez dekady. Jeden chory osobnik może zainfekować całe stado.
Co to oznaczało dla zwierzyńca? Katastrofę hodowlaną. Wiele lat pracy w przywracaniu populacji, selekcja najlepszych osobników, hodowla trofealna — wszystko to runęło w ciągu jednego lata.
Co zrobiono? Tego źródła nie przekazują. Ale można się domyślić: bezwzględna izolacja terenu, spalanie padłych zwierząt, zakaz polowań przez kilka sezonów, powolne odbudowywanie stada.
Historia przyrodnicza uczy nas, że zarazy wracają. Wąglik wrócił w Polsce w XXI wieku — kilkakrotnie. Dlatego myśliwi i leśnicy muszą znać historię i rozumieć ryzyko.
✦ ✦ ✦
Pożar lasów 1904 — kiedy bór stanął w ogniu
Rok 1904. Zima minęła wyjątkowo sucho, wiosna przyniosła upał zamiast deszczy. I pewnego sierpniowego dnia — iskra. Jedna, mała iskra. I bory przemkowskie stanęły w ogniu (15 sierpnia 1904 roku).
Księżniczka Teodora — pisarka, siostra cesarzowej, wychowana w Przemkowie — opisała to zdarzenie w swojej powieści "Hahn Berta". Jej opis jest dokumentalny, bo była świadkiem:
"Las jest martwy. Teraz milczenie rozmyśla ponuro i ciężko o miejscu śmierci. Nic się więcej nie porusza..."
Pożar zniszczył duże obszary łowieckie. Przez wiele lat zwierzyniec był zredukowany. Dopiero stopniowe odrastanie boru przywracało siedliska.[16]
Ale pożar to nie tylko katastrofa. To też odnowa. Zgliszcza po lesie sosnowym to idealne siedlisko dla wrzosowisk — które są naturalnym żerowiskiem cietrzewia i kuropatwy. Młodnik sosnowy, który wyrasta po pożarze, to idealne schronienie dla sarny i lisa. Cykl pożarowy był kiedyś naturalną częścią ekologii boru sosnowego.
Paradoks: brak pożarów może być problemem dla cietrzewia i głuszca, bo bez naturalnych odnowień bór starzeje się i zamienia w gęsty, ciemny starodrzew bez runa borówkowego.
✦ ✦ ✦
Mniszka sosnowa — lekcja z 1856 roku
A w 1856 roku nadleśniczy Behrens walczył z brudnicą sosnową (Dendrolimus pini) i mniszką (Phalaena monacha). Żer mniszki w drzewostanach 40-50-letnich był tak intensywny, że "drzewostany groziły obumarciem i zostały całkowicie wycięte". Trzy tysiące pięćset mórg nowych nasadzeń sosnowych — tylko dlatego, że gąsienice zjadły las.[17]
Historia nieustannie powtarza się. Brudnica sosnowa atakuje Polskę regularnie w cyklach 10-20 lat. Mniszka — rzadziej, ale z podobnymi skutkami. Przemkowskie lasy znały to jeszcze w XIX wieku.
Lekcja jest prosta: monokultura sosnowa jest niezwykle wrażliwa na szkodniki. Dlatego leśnicy od dziesięcioleci postulują wprowadzanie gatunków liściastych i mieszanie drzewostanów. Właśnie takich jak te w części bagiennej Przemkowa — wilgotne lasy liściaste — które są biologicznie odporniejsze.
Przypisy do Rozdziału VI:
[15] O epidemii wąglikowej w lecie 1876 roku: [Epidemia wśród dzikiej zwierzyny], gazeta „Neuigkeits Welt Blatt”, nr 175, str. 4, z dnia 1 sierpnia 1876 roku — źródło dosłownego cytatu o 250 sztukach zwierzyny i 9 zagłodzonych jelonkach. Por. także gazeta „Der Landwirt”, rocznik 12, nr 57, z dnia 18 lipca 1876 roku (Głogów, 14 lipca — o rozprzestrzenieniu się wąglika na powiat głogowski: Koźlice, Würchwitz; blokada Studzianki, Pogorzel, Piotrowic, Młynika, Łężec, Młynowa i Wilkocina) oraz „Der Landwirt”, rocznik 12, nr 59, z dnia 25 lipca 1876 roku (o wygasaniu zarazy w parku książęcym).
[16] O pożarze lasów z 15 sierpnia 1904 roku: [Z lasów przemkowskich. Rocznica katastrofy pożarowej], gazeta „Norddeutsche allgemeine Zeitung”, nr 192, rocznik 44, z dnia 17 sierpnia 1905 roku (za „Schlesische Zeitung”) — źródło cytatu „Las jest martwy…” oraz informacji o spaleniu ponad 20 000 mórg lasu w obszarze 14 × 5 km. Por. pierwsze relacje: gazeta „Głos Śląski”, nr 188, rocznik 2, z dnia 18 sierpnia 1904 roku (2000 mórg lasu, 2000 żołnierzy wysłanych na rozkaz cesarza), gazeta „Kurier Warszawski”, nr 229, s. 4, z dnia 19 sierpnia 1904 roku oraz „Gazeta Polska”, nr 227, s. 2, z dnia 18 sierpnia 1904 roku. O powieści „Hahn Berta” księżniczki Teodory: Johanna Lemke-Prediger, „Czekolada śląskiej księżniczki z Przemkowa”, czasopismo „Zeszyty Eichendorffa”, nr 54, 2016 r. („Jej najważniejszym opowiadaniem jest Hahn Berta. (…) Opisuje pożar lasu z 1904 r., a także wspólną pracę wszystkich mieszkańców przy jego gaszeniu”). Por. także [Wycinek prasowy], „Gazeta Polkowicka”, nr 5, 7 lipca 2000 roku.
[17] O żerze mniszki (Phalaena Bombyx Monacha) z 1856 roku i o nasadzeniach nadleśniczego Behrensa: [Sprawozdanie z wycieczek podjętych podczas Zgromadzenia Ogólnego Śląskiego Towarzystwa Leśnego w Szprotawie 1 i 2 lipca 1863 roku do lasów miasta Szprotawy i posiadłości Przemkowa], w: „Verhandlungen des Schlesischen Forst-Vereins”, Breslau 1863 — „Leśnictwo posiada 6 000 mórg sosen w wieku 1–20 lat, z czego 3 500 mórg posadził nadleśniczy Herr Behrens. Ta znaczna powierzchnia młodników jest częściowo wynikiem masowego żeru mniszki (Ph. B. Monacha) w 40–50-letnich drzewostanach w 1856 roku. (…) Drzewostany groziły obumarciem w wyniku tego żeru i zostały całkowicie wycięte”. Tamże o jednoczesnym pojawieniu się brudnicy sosnowej (Dendrolimus pini).
Rozdział VII: Bagna Szprotawy — serce ekosystemu
Jak podmokłe piekło stało się perłą natury
Jest pewna ironia w historii bagien Szprotawy. Przez wieki były przekleństwem — chorobotwórcze, nieproduktywne, nieprzejezdne. Do Huty Henryki "drogę koło Rudzin trzeba było pokonywać łodzią". Łodzią! Przez własne ziemie, na pół mili od zamku.
I przez wiele dekad je osuszano, kanalizowano, uprawiano. Tysiąc pięćset mórg bagien zamienionych w żyzne łąki — to największa transformacja przyrodnicza, jaką Przemków widział.
A dziś wiemy, że te bagna były cenniejsze niż łąki. Że mokradła Szprotawy to jeden z ostatnich w Polsce ekosystemów torfowiskowych nizinnych — i jednocześnie jedno z największych skupisk ptaków wodno-błotnych w regionie.
✦ ✦ ✦
Perła Przemkowa — co się kryje pod tą nazwą
Książę Krystian August, który osuszył tysiące mórg bagien i stworzył z nich łąki i pola, z dumą nazywał swoje dzieło "Perłą Przemkowa". I rzeczywiście: produktywność nowych terenów była ogromna.[18]
Ale natura też miała swoje zdanie. Bo tam, gdzie nie sięgnęły kanały i rowy, bagna przetrwały. I to właśnie te ocalałe bagna stały się podstawą dzisiejszego Przemkowskiego Parku Krajobrazowego.
"Bagno Przemkowskie" — tak brzmi dziś oficjalna nazwa. Jest to jeden z najcenniejszych obszarów mokradłowych Dolnego Śląska. Kryje w sobie gatunki rzadkie i chronione: bociany czarne, żurawie, czaple siwe, bieliki. I jest potencjalnym siedliskiem dla kolejnych powrotów: wydry, bobra, a może kiedyś — orła przedniego.
✦ ✦ ✦
Żuraw — głos z daleka
Gdybyś stał tu rano, w marcu albo październiku, i słyszał ten dźwięk — ten melodyczny, przynoszący gęsią skórkę okrzyk — wiedziałbyś, że jesteś w miejscu żywym.
Żurawie od lat tokują nad bagnami Szprotawy. Liczba ich stanowisk lęgowych rośnie. Jest to jeden z niewielu sukcesów ochrony przyrody w Polsce, które można zobaczyć gołym okiem: żuraw wraca tam, skąd go wyparło rolnictwo.
Przemkowski Park Krajobrazowy jest ich domem. Ich głos — ta pradawna muzyka mokradeł — to najpiękniejszy sygnał, że coś tu żyje. Że historia się nie skończyła.
✦ ✦ ✦
Co jeszcze kryją bagna?
Na każde mokradło, które widzimy, przypadają dziesiątki gatunków ukrytych. Zaskroniec. Traszka grzebieniasta. Ropucha szara. Kumak nizinny — ta miniaturowa żabka ze skórą pstrokatą jak aztecka mozaika, wpisana na Czerwoną Listę gatunków zagrożonych w Polsce, która w zdrowych torfowiskach ma się całkiem dobrze.
Rysia w Przemkowie nie ma. Łosia raczej nie ma. Ale bobry wróciły — i ich tamy, ich rozlewiska, ich tarła zmieniają koryto Szprotawy i jej dopływów. Każda tama bobrowa to nowy staw, nowe warunki dla ryb i ptaków, nowy kawałek odtworzonego mokradła.
Natura działa powoli. Ale działa.
Przypis do Rozdziału VII:
[18] „Perła Przemkowa” — nazwa nadana przez księcia Krystiana Augusta osuszonym bagnom: „Wspomnienia przemkowskie. Krystian August książę Szlezwika-Holsztynu kupuje posiadłość ziemską Przemkowa” (cytat z pamiątkowego pisma z 1928 roku) — „Książę Krystian August szczególnie zasłużył się dla melioryzacji bagien przemkowskich. (…) Do 1862 roku Krystian August wydarł z bagien 1500 mórg ziemi uprawnej. Nazwał on swoje poprawione bagna »Perłą Przemkowa«”; źródło: Sztab Archiwum, http://www.primkenau.de/Memoiren/ChristianAugustKauftPrimkenau1.htm.
Rozdział VIII: Zwierzyniec — raj ogrodzony
Szesnaście tysięcy mórg królestwa jeleni
Było coś absolutnie bezprecedensowego w tym, co Augustenburgowie zbudowali na gruntach przemkowskich. Szesnaście tysięcy mórg — osiemdziesiąt kilometrów kwadratowych — ogrodzonych siatką lub parkanem jako zamknięty zwierzyniec. Zwierzyniec dla jeleni szlachetnych i dzików. Największy w prywatnych rękach na Śląsku.
Leśnicy ze Śląskiego Towarzystwa Leśnego, którzy go odwiedzili w 1863 roku, byli pełni podziwu: "Zobaczyliśmy oddział jeleni szlachetnych, a następnie, co było wielką rzadkością, zobaczyliśmy cztery sztuki białych jeleni, które poruszały się bardzo znajomo tam i z powrotem wzdłuż ogrodzenia."[19]
Białe jelenie. Leucystyczne jelenie szlachetne — mutacja, która przetrwała tylko w warunkach hodowli zamkniętej, bo na wolności są zbyt łatwo widoczne dla drapieżników. Tutaj żyły, poruszały się swobodnie, rosły.
Zwierzyniec był nie tylko miejscem polowań — był wzorową hodowlą. Selekcja trofealna, kontrola zagęszczenia, dbałość o zdrowie stada. To tu kształtowały się techniki, które współczesna hodowla zamknięta jeleni szlachetnych stosuje do dziś.
✦ ✦ ✦
Stajnie i konie — pasja niedaleka od lasu
Arcyksiążę Franciszek Ferdynand "przyjrzał się dokładnie stajniom książęcym i był obecny z dużym zainteresowaniem przy ujeżdżaniu koni, które zorganizowane zostało na jego cześć". Stajnie przemkowskie były sławne — konie Krystiana Augusta były znane w całej Europie. Właściciel "posiadał całkiem szczególną hodowlę koni i duże wyścigi konne, które on organizował i na które ciągle zjawiało się wielu książęcych gości z Niemiec".[20]
Konie i las idą w parze. Myślistwo konne — polowania z koniem w terenie — było naturalnym uzupełnieniem polowania pieszego. Koń dawał zasięg i szybkość, pozwalał śledzić zwierzynę na odległość wielu kilometrów. Bez koni nie byłoby tego, czym Przemków był.
Dziś polowanie konne w Polsce to rzadkość. Ale hodowla koni w okolicach Przemkowa — wciąż istnieje. Historia nie umiera całkowicie.
✦ ✦ ✦
Gdy zwierzyniec znikł
Z chwilą gdy w 1921 roku zmarł Ernest Günther i jego posiadłość zaczęła się kurczyć, zwierzyniec był pierwszą ofiarą. Jelenie sprzedawano — bo nie było pieniędzy na utrzymanie ogrodzenia, na pracowników, na weterynarię. Ostatni Augustenburczyk, książę Albert, "musiał sprzedać nawet jelenie ze swojego rewiru łowieckiego" — tak o nim pisali.
Wyobraź sobie to uczucie: sprzedawać jelenie, które Twoi przodkowie hodowali przez siedemdziesiąt lat. Sprzedawać trofea, których potomkowie mogliby polować przez kolejne dekady. Konieczność, brutalność i smutek w jednym.
Ale jelenie nie znikły całkiem. Bory dolnośląskie wciąż je kryją. Wciąż jelenie rykowisko rozlega się jesienią nad Szprotawą.
Przypis do Rozdziału VIII:
[19] O zwierzyńcu liczącym 16 000 mórg i o czterech białych jeleniach widzianych przez leśników w 1863 roku: [Sprawozdanie z wycieczek podjętych podczas Zgromadzenia Ogólnego Śląskiego Towarzystwa Leśnego w Szprotawie 1 i 2 lipca 1863 roku do lasów miasta Szprotawy i posiadłości Przemkowa], w: „Verhandlungen des Schlesischen Forst-Vereins", Breslau 1863 — „Część rewiru Piotrowic i Pogorzeli o powierzchni 16 000 mórg jest ogrodzona jako zwierzyniec dla jeleni i dzików. (...) Po odwiedzeniu tego starego dębu nasza ścieżka poprowadziła nas do części zwierzyńca o powierzchni 16 000 mórg, gdzie najpierw zobaczyliśmy oddział jeleni szlachetnych, a następnie, co było wielką rzadkością, zobaczyliśmy cztery sztuki białych jeleni, które poruszały się bardzo znajomo tam i z powrotem wzdłuż ogrodzenia".
[20] O wizycie arcyksięcia Franciszka Ferdynanda w stajniach przemkowskich w maju 1901 roku: [Wycieczka na polowanie arcyksięcia Franciszka Ferdynanda], gazeta „St. Pöltner Zeitung", nr 19, rocznik 41, strona 9, z dnia 9 maja 1901 roku — „Arcyksiążę przypatrywał się dokładnie stajniom książęcym i był obecnym z dużym zainteresowaniem przy ujeżdżaniu koni, które zorganizowane zostało na jego cześć". O hodowli koni i wyścigach Krystiana Augusta księcia Szlezwiku-Holsztynu-Augustenburga: [O zamku Augustenburg], gazeta „Halle'sches Tageblatt", nr 30, z dnia 5 lutego 1881 roku — „Książę Krystian August posiadał całkiem szczególną hodowlę koni i duże wyścigi konne, które on organizował i na które ciągle zjawiało się wielu książęcych gości z Niemiec, co swojego czasu wywoływało wielki rozgłos". Por. także o pasji koniarskiej Ernesta Günthera, wnuka Krystiana Augusta: [Konie wyścigowe księcia członka rodziny królewskiej], gazeta „The New York Times", z dnia 23 grudnia 1888 roku — „Brat niemieckiej cesarzowej Ernest Günther książę Szlezwiku-Holsztynu jest zagorzałym pasjonatem sportu a swój podziw dla koni odziedziczył po swoim dziadku (...) Książę Ernest prawie już założył w Przemkowie stadninę koni wyścigowych pełnej krwi", oraz [Ernest Günther członkiem prezydium honorowego], gazeta „Wiener Salonblatt", nr 25, rocznik 42, strona 15, z dnia 24 czerwca 1911 roku — „na utrzymaniu ma także na swojej stadninie Przemków na Śląsku, kwitnącą hodowlę koni półrasowych".
Rozdział IX: Myśliwi i leśnicy — ludzie, którzy żyli tu lasem
O tych, bez których nic by nie było
Nie ma królestwa bez poddanych. Nie ma wielkich polowań bez armii ludzi, którzy przez rok przygotowują ten jeden dzień: strzelców, traperów, naganiaczy, karmicieli, weterynarzy, gajowych, nadleśniczych.
W Przemkowie ta armia była spora. Sam majątek zatrudniał: nadleśniczego, sześciu leśniczych, trzech pomocników łowczego i ośmiu gońców leśnych. I to tylko stała załoga leśna. Do tego obsługa stawów, powozownia, stajnie, służba zamkowa.
✦ ✦ ✦
Strzelec, który zabił człowieka — wypadek z 1905 roku
Listopad 1905 roku. Polowanie dworskie w Przemkowie dobiegło końca. Uczestnicy zbierają się do drogi. I wtedy — strzał. Broń kamerdynera i strzelca przybocznego księcia, Bäumela, wystrzeliła po zakończeniu polowania i śmiertelnie raniła pomocniczego myśliwego Müllera. Sąd w Głogowie skazał Bäumela za nieumyślne spowodowanie śmierci na cztery miesiące więzienia.[21]
Broń myśliwska jest śmiertelnie niebezpieczna. To truizm, który każdy myśliwy zna na pamięć — ale który co roku zabija i rani ludzi. W Przemkowie zabił człowieka w 1905 roku.
Współczesne przepisy BHP podczas polowań, strefy bezpieczne, obowiązkowe szkolenia — to nie jest biurokracja. To lekcje wyciągnięte z takich tragedii jak ta.
✦ ✦ ✦
Jubilat leśniczy i jego rewir
Luty 1938 roku. W Przemkowie odbywa się uroczystość. Dwaj pracownicy administracji leśnej świętują jubileusze: woźnica Wilhelm Kurz — 40 lat służby, leśnik powiatowy Unger — 25 lat. "Podczas swojej 25-letniej służby leśnik powiatowy Unger pracował w biurach leśnych w Wilkocinie, Szklarkach i Biernatowie, a od około 15 lat sprawuje urząd w rewirze Przecławia."[22]
Czterdzieści lat w jednej służbie leśnej. Człowiek, który zna każde drzewo w swoim rewirze. Który wie, gdzie cietrzewie tokowały trzydzieści lat temu i gdzie teraz jest gniazdo zająca. Który pamięta suche lata i lata obfite, pożary i powodzie.
Taka ciągłość wiedzy — w jednym człowieku, w jednym rewirze — jest bezcenna. I prawie niemożliwa do odtworzenia po raz drugi.
✦ ✦ ✦
Bractwo strzeleckie — żywa tradycja
W 1702 roku hrabia Jerzy Krzysztof von Proskau założył w Przemkowie bractwo strzeleckie "w celu podtrzymywania wiernego obywatelstwa i miłości do ojczyzny". W 1927 roku bractwo świętowało 225 lat istnienia. W 1938 roku — wciąż regularnie odbywały się "strzelania" i wybierano "króla kurkowego".[23]
Bractwa strzeleckie — to nie tylko zabawa. To tradycja rozwijania umiejętności strzeleckich wśród mieszczan, tradycja bezpiecznego obchodzenia się z bronią, tradycja wspólnoty zbudowanej wokół szacunku do broni i do natury.
Przemkowskie bractwo istniało przez 235 lat. Trudno o lepszy dowód na to, że myślistwo i kultura strzelecka były tu głęboko zakorzenione.
Przypis do Rozdziału IX:
[21] O wypadku podczas polowania dworskiego z 28 listopada 1905 roku i wyroku sądu w Głogowie skazującego Bäumela na cztery miesiące więzienia: [Wiadomość z Głogowa o wyroku w sprawie tragicznego wypadku], gazeta „Haaner Volks-Zeitung", nr 13, z dnia 1 lutego 1906 roku — „Głogów. Miejscowa izba karna skazuje kamerdynera i strzelca przybocznego księcia Szlezwika-Holsztynu, Bäumela, który 28 listopada zeszłego roku, po zakończeniu polowania dworskiego w Przemkowie, nieumyślnie zastrzelił pomocniczego myśliwego Müllera, na cztery miesiące więzienia".
[22] O jubileuszu pracy woźnicy Wilhelma Kurza (40 lat) i powiatowego leśnika Ungera (25 lat) uhonorowanych 1 lutego 1938 roku: [Jubilaci w majątku ziemskim Przemkowa], gazeta „Primkenauer Wochenblatt", Rocznik 82, nr 15, z dnia 4 lutego 1938 roku — „Dnia 1 lutego dwóch członków personelu Administracji Książęcej zostało uhonorowanych jako jubilaci wiernej pracy i wypełniania obowiązków. Woźnica Wilhelm Kurz mógł pochwalić się 40-letnią służbą, a powiatowy leśnik i kierownik okręgu łowieckiego Unger (Przecław) świętowali dzień srebrnego jubileuszu. Podczas swojej 25-letniej służby leśnik powiatowy Unger pracował w biurach leśnych w Wilkocinie, Szklarkach i Biernatowie, a od około 15 lat sprawuje urząd w rewirze Przecławia".
[23] O założeniu bractwa strzeleckiego w 1702 roku przez hrabiego Jerzego Krzysztofa III von Proskau i obchodach 225-lecia w 1927 roku: [Przed 300 laty. Założenie bractwa strzeleckiego przez Jerzego Krzysztofa hrabiego Rzeszy von Proskau], w: „Primkenauer Memoiren" (Wspomnienia przemkowskie), Sztab Archiwum — „W 1702 roku ówczesny gospodarz Przemkowa, cesarski hrabia Jerzy Krzysztof III von Proskau (1679 - 1733), założył bractwo strzeleckie »w celu podtrzymywania wiernego obywatelstwa i miłości do ojczyzny« (Ewald, str. 63). Bractwo strzeleckie stało się najbardziej szanowanym stowarzyszeniem obywatelskim i stanowiło centrum życia społecznego miasta Przemkowa. (...) Historia bractwa strzelców została szczegółowo opisana w prasie przemkowskiej w 1927 roku z okazji 225 rocznicy jego powstania". Por. także o bractwie jako najstarszym stowarzyszeniu miasta: [Przemkowskie stowarzyszenia], gazeta „Primkenauer Wochenblatt", rocznik 75, z dnia 1 lutego 1931 roku — „Najstarszym stowarzyszeniem jest bractwo kurkowe, które zostało założone w roku 1702". O regularnych strzelaniach i wyborach króla kurkowego w 1938 roku: [Zielonoświątkowe strzelanie Bractwa Kurkowego], gazeta „Primkenauer Wochenblatt", Rocznik 82, nr 66, z dnia 1 czerwca 1938 roku — „jednogłośnie podjęto decyzję, że tegoroczne strzelanie zielonoświątkowe i strzelanie w którym jest ustalany król kurkowy odbędą się w tradycyjny sposób w dniach 3 i 4 dnia Zielonych Świątek (...) Rozpoczęcie i wymarsz w tym dniu jest o 13.30 po południu u cechmistrza Mehla. (...) o godzinie 15.00 rozpoczyna się strzelanie o tytuł króla kurkowego 1938/39".
Rozdział X: Wielki powrót — co może wrócić i jak to osiągnąć
Mapa możliwości dla myśliwych i przyrodników
Historia jest wspaniałym lustrem — ale tylko wtedy, gdy patrzymy w nie z myślą o przyszłości. Co te wszystkie relacje, te wszystkie dokumenty, te polowania i katastrofy, te białe jelenie i cesarskie cietrzewie — co nam mówią o tym, co może być?
Mówią nam to: ziemia pod Przemkowem jest wyjątkowa. Zestaw warunków przyrodniczych — bory sosnowe plus mokradła plus doliny rzeczne — jest kombinacją, której nie można łatwo zastąpić ani powielić. I dlatego wiele z tego, co tu kiedyś żyło, ma szanse tu wrócić.
✦ ✦ ✦
1. Cietrzew — realna szansa
Reintrodukcja cietrzewia na Dolnym Śląsku jest oficjalnie dyskutowana w środowiskach ochrony przyrody. Przemkowski Park Krajobrazowy jest jednym z potencjalnych terenów powrotu. Warunki: zachowanie torfowisk i wilgotnych wrzosowisk, ograniczenie ruchu turystycznego w marcu–czerwiu, redukcja lisa i kuny w strefach lęgowych.
Dla myśliwych: powrót cietrzewia oznacza nowe wyzwanie trofeum i nowe doświadczenie estetyczne. Ale też nowe obowiązki — bo cietrzew jest gatunkiem objętym ścisłą ochroną i jego myślistwo byłoby możliwe tylko po odbudowaniu populacji do odpowiedniego poziomu.
✦ ✦ ✦
2. Bóbr — już wrócił, teraz trzeba z nim żyć
Bóbr wrócił. W dolinie Szprotawy jest obecny. Jego tamy tworzą nowe rozlewiska, nowe mokradła, nowe siedliska. Dla ryb: utrudnia przepływ. Dla ptaków: tworzy nowe stawy. Dla krajobrazu: oddaje mu bagienność, którą XIX-wieczni melioratorzy odebrali.
Myśliwy i bóbr muszą się nauczyć współistnieć. Bobry tną drewno, zalewają drogi i pola. Ale tam, gdzie bobry są — wraca bogactwo biologiczne. To twardy kompromis, który warto zawrzeć.
✦ ✦ ✦
3. Łoś — kandydat do powrotu
Na początku XX wieku łoś był rzadki na Dolnym Śląsku. Ale historyczne źródła wskazują, że bagna Szprotawy były jego naturalnym siedliskiem — podmokłe łęgi, trzęsawiska, turzycowiska to jego preferowany krajobraz. Łoś wraca na niziny polskie — jest w Puszczy Kampinoskiej, w Bagnach Biebrzańskich, w dolinach rzek Mazowsza. Dolina Szprotawy i mokradła Przemkowskie mają wszystko, czego łoś potrzebuje.
Dla myśliwych: łoś to trofeum rzadkie i wyjątkowe. Dla ekosystemu: to duży roślinożerca, który utrzymuje mozaikę siedlisk. Jego powrót byłby sygnałem ekologicznym najwyższej rangi.
✦ ✦ ✦
4. Wydra i norka europejska — powrót wodnych drapieżników
Wydra jest już tu — sporadycznie, ale jest. Dolina Szprotawy ze swoimi stawami i bogatą ichtiofauną jest dla niej naturalnym terenem. Norka europejska — wypchnięta przez inwazyjną norę amerykańską — to trudniejszy przypadek, ale jej ochrona jest priorytetem na poziomie europejskim.
✦ ✦ ✦
5. Sowa błotna i błotniak zbożowy — duże szanse
Te dwa gatunki ptaków szponiastych preferują dokładnie ten krajobraz, który Przemków oferuje: rozległe, podmokłe łąki i trzcinowiska. Sowa błotna gniazduje naziemnie w bagnach. Błotniak zbożowy — w zbożach i na mokrych łąkach. Oba są już obserwowane w okolicach Przemkowskiego Parku Krajobrazowego. Oba mogą tu gniazdować.
✦ ✦ ✦
Jak myśliwy może pomóc?
To jest pytanie, które słyszę od myśliwych: co mogę zrobić? Odpowiedź jest prosta, ale wymaga odwagi:
Po pierwsze: chronić siedliska.
Mokradło, torfowisko, trzcinowisko przy cieku wodnym — nie drenuj, nie osuszaj, nie pal trzciny. To siedlisko dla kaczek, żurawi, wydry. Twoja praca polega nie na wycinaniu siedlisk, lecz na ich ochronie.
Po drugie: selekcja zamiast trofeum.
Selektywne odstrzały — zwierząt chorych, słabych, nadliczbowych — utrzymują populację w zdrowiu. Taki myśliwy jest partnerem przyrodnika, nie jego wrogiem.
Po trzecie: dokumentować i raportować.
Każde obserwowane gniazdo, każdy napotkany ślad żubra, wilka, rysia, orła — to dane naukowe. Myśliwi spędzają setki godzin w terenie i widzą to, czego nie widzi nikt inny. Ich obserwacje są bezcenne.
Po czwarte: mówić o historii.
Ta książka jest dowodem na to, że przeszłość zawiera wskazówki dla przyszłości. Myśliwy, który zna historię swojego rewiru, jest lepszym gospodarzem niż ten, który nie zna. Opowiadajcie historię Przemkowa.
Epilog: Kiedy słyszę rykowisko...
Jest pewna pora roku, kiedy czas się zatrzymuje. Wrzesień, może październik. Mgła leży na bagnach grubą warstwą, słońce jeszcze nie wstało, a z głębi boru — z tej ciemnej, sosnowej głębi — dochodzi rykowisko. Jeleni ryk, głęboki i prymitywny, od wieków niezmieniony.
W chwilach takich jak ta myślę o Erneście Güntherze, który stał tu pewnie na tej samej bagnistej polanie, słyszał ten sam ryk i wiedział, że ma pod opieką coś bezcennego. O cesarzu Wilhelmie, który jeszcze przed świtem jechał tu przez ciemny bór, żeby zobaczyć sto tokujących kogutów. O profesorze Nitschem, który opisał orły przednie i żałował, że nikt nie docenia bogactwa tej nizinnej puszczy.
Myślę też o tym, że po 1945 roku coś się tu urwało. Stare sieci wiedzy, stare związki między człowiekiem a lasem, stare przekazy z ojca na syna. Niemcy, którzy znali każdy kąt tych borów przez dziesiątki lat — wyjechali. Polacy, którzy przyszli — nie znali tu nic. Uczyli się od nowa.
Ale uczyć się można. I natura jest cierpliwa. Czeka.
Bagna Szprotawy jeszcze pamiętają czas, gdy cietrzewie tokowały o świcie. Bory jeszcze pamiętają czas, gdy głuszec siedział wysoko na sośnie i patrzył na myśliwego, jakby wiedział, że obaj są częścią tego samego porządku. Stawy pamiętają czas, gdy tysiąc kwintali ryb co rok płynęło stąd w świat.
Wy, myśliwi. Wy, leśnicy. Wy, miłośnicy przyrody. Macie tę historię. Macie tę ziemię. Macie narzędzia — wiedzę biologiczną, prawo łowieckie, organizacje ochrony przyrody.
Zróbcie z tego użytek. Zanim rykowisko ucichnie.
Eugeniusz Cipura, Przemków 2026
Aneks: Zwierzyna przemkowskich lasów — co było, co jest, co może wrócić
Gatunki potwierdzone w źródłach historycznych (XIX–XX wiek):
Jeleń szlachetny (Cervus elaphus) — wielka populacja w zwierzyńcu 16 000 mórg; szesnastaki i czternastaki jako trofea [News.txt, SilvaRerum.txt]
Sarna (Capreolus capreolus) — 6 sarn upolowanych przez arcyksięcia Ferdynanda w jednym polowaniu [News.txt]
Dzik (Sus scrofa) — w zwierzyńcu, wspomniane "lochy" [SilvaRerum.txt]
Zając (Lepus europaeus) — 600 sztuk w jednym polowaniu nagonkowym na Koźlicach [News.txt]
Bażant (Phasianus colchicus) — regularne polowania jesienne [News.txt]
Cietrzew (Tetrao tetrix) — sto tokujących kogutów na bagnach koło Adelaidenau [News.txt]
Głuszec (Tetrao urogallus) — polowania cesarskie na toki [News.txt]
Łabędź niemy (Cygnus olor) — w parku, walka z jeleniem w stawie [News.txt]
Orzeł przedni (Aquila chrysaetos) — "często odwiedzany" teren według prof. Nitschego [News.txt]
Niedźwiedź brunatny (Ursus arctos) — na Węgrzech, w towarzystwie przemkowskich myśliwych [News.txt]
Karp (Cyprinus carpio) — tysiąc kwintali rocznie z stawów [News.txt]
Lin (Tinca tinca) — hodowla stawowa [News.txt]
Gatunki potencjalnego powrotu (ekologicznie uzasadnione):
Cietrzew — potencjał siedliskowy wysoki (bagna, wrzosowiska)
Głuszec — potencjał umiarkowany (wymaga starodrzewu sosnowego)
Łoś — potencjał wysoki (mokradła doliny Szprotawy)
Orzeł przedni — potencjał umiarkowany (9546 ha lasu + mokradła)
Norka europejska — wymaga eliminacji norki amerykańskiej
Sowa błotna (Asio flammeus) — potencjał wysoki (podmokłe łąki)
Źródła i literatura
Niniejsza książka opiera się wyłącznie na dokumentach historycznych zebranych w Archiwum Historii Przemkowa. Żadne twierdzenie dotyczące faktów historycznych nie pochodzi z ogólnej wiedzy autora — każde jest potwierdzone źródłem.
Podstawa źródłowa
Wszystkie fakty historyczne przytoczone w tej książce pochodzą z Archiwum Historii Przemkowa, dostępnego na stronie sekrety-przemkowa.duckdns.org. Archiwum zawiera cztery główne zbiory:
Zbiór wiadomości prasowych — baza blisko 1900 wiadomości prasowych z lat 1889–1945, głównie z tygodnika „Primkenauer Wochenblatt" i innych tytułów regionalnych. Zawiera relacje z polowań, kroniki myśliwskie i doniesienia o życiu na zamku.
Zbiór fragmentów książek i różnych opracowań— źródła dotyczące gospodarki leśnej, w tym Sprawozdanie Śląskiego Towarzystwa Leśnego z 1863 roku, encyklopedie geograficzne z XIX wieku oraz mapy i spisy miejscowości.
Zbiór artykułów historycznych — pamiątkowe pisma z 1927 i 1928 roku opisujące dokonania Krystiana Augusta i Ernesta Günthera, a także artykuły o księżniczce Teodorze i jej opisie pożaru lasu z 1904 roku.
Zbiór dokumentów — korespondencja i dokumenty gospodarcze, uzupełnione wspomnieniami byłych mieszkańców o życiu w parku i okolicach Przemkowa.
Cytowane gazety i periodyki:
„Primkenauer Wochenblatt" — tygodnik przemkowski, różne roczniki 1890–1945
„Haaner Volks-Zeitung" — 1906 (wyrok po wypadku myśliwskim)
„Abendpost" — różne roczniki
„Wiener Zeitung" — relacje z polowań arcyksięcia
„Sport & Salon" — 1902, 1903 (polowania cesarza Wilhelma II, relacje z Węgier)
„Silesia" — 1902 (polowanie na cietrzewie)
„Bozner Nachrichten" — 1901 (wizyta arcyksięcia Franciszka Ferdynanda)
„St. Pöltner Zeitung" — 1901 (wizyta arcyksięcia, stajnie przemkowskie)
„Schlesische Zeitung" — 1882, 1905 (polowanie Ernesta Günthera, pożar lasów)
„Allgemeine Sport-Zeitung" — 1884 (orzeł przedni, prof. Nitsche)
„Namslauer Stadtblatt" — 1892 (polowanie nagonkowe, 600 zajęcy)
„Neuigkeits Welt Blatt" — 1876 (epidemia wąglika)
„Der Landwirt" — 1876 (rozprzestrzenianie się wąglika)
„Norddeutsche allgemeine Zeitung" — 1905 (rocznica pożaru lasów)
„Głos Śląski" — 1904 (pierwsze relacje z pożaru)
„Kurier Warszawski" — 1904 (relacja z pożaru)
„Gazeta Polska" — 1904 (relacja z pożaru)
„Polkwitzer Stadtblatt" — 1934 (jubileusz gospodarki stawowej)
„Prager Tagblatt" — 1893 (walka łabędzia z jeleniem)
„Annener Zeitung" — 1913 (polowanie na bażanty i zające)
„Wiener Salonblatt" — 1911, 1912 (hodowla koni, polowania)
„The New York Times" — 1888 (konie wyścigowe Ernesta Günthera)
„Halle'sches Tageblatt" — 1881 (hodowla koni Krystiana Augusta)
„Der oberschlesische Wanderer" — 1902 (potwierdzenie wizyty cesarza)
„Gazeta Polkowicka" — 2000 (wzmianka o pożarze)
„Verhandlungen des Schlesischen Forst-Vereins" — Breslau 1863 (sprawozdanie leśników)
Cytowani historycy i uczeni:
Prof. dr hab. Nitsche — obserwacje orła przedniego na Śląsku, „Allgemeine Sport-Zeitung” 1884, R. V, nr 2 z 10 stycznia 1884 r.
Gustaw Fritz — "Osobliwości, opowiadania i legendy z Wielkiego Głogowa i okolic", Głogów 1861
V. Hagen, Królewski Nadleśniczy — Sprawozdanie Śląskiego Towarzystwa Leśnego, 1863
