ZAMEK W PRZEMKOWIE
Historia domu, który był sercem śląskiej posiadłości rodu

Zamek w Przemkowie, fot. Robert Scholz, Zgorzelec, ok. 1912 r.
Projekt Sekrety Przemkowa
© Eugeniusz Cipura, Przemków 2026
I. Na skraju wrzosowisk
Był taki poranek — Fritz Mielert z Dortmundu opisał go w swoim artykule jak najpiękniejsze zdanie, jakie kiedykolwiek napisano o tym miejscu — gdy człowiek stał na skraju północno śląskich wrzosowisk i nagle widział: wśród zielonych połaci łąk i pachnącego żywicą wysokiego lasu wyłaniał się dom książęcy, niczym zamek z bajki, niczym fatamorgana, widoczna przez wieloramienne, sękate konary stuletnich leśnych olbrzymów. Był to zamek w Przemkowie — i żadne inne zdanie nie oddaje lepiej tego, czym to miejsce było.
Przemków leży na skraju Borów Dolnośląskich, w dawnym powiecie szprotawskim, w miejscu, gdzie sosnowe lasy przechodzą w podmokłe łąki wzdłuż rzeki Szprotawy. Przez wieki to małe miasto żyło swoim cichym rytmem — lokowane przez księcia Przemka, syna Konrada II głogowskiego w 1280 roku, przez stulecia było własnością kolejnych rodów śląskich, aż w końcu trafiło w ręce zakonu jezuitów i hrabiów Prószkowskich. Kiedy w 1853 roku nowi właściciele — wygnani z ojczyzny książęta Szlezwika-Holsztynu-Sonderburga-Augustenburga — zapłacili za te ziemie dziewięćset tysięcy talarów, nikt jeszcze nie wiedział, że na śląskim piasku i bagnie wyrośnie jeden z najpiękniejszych majątków ziemskich ówczesnych Niemiec.
Centrum tego królestwa stał się zamek. Nie jeden — bo zanim na horyzoncie wrzosowisk pojawiły się wieże z piaskowca i szachulcowe galerie, stały tu wcześniejsze budowle, starsze mury, skromniejsze domy, w których wychowała się kobieta, która została cesarzową. Historia zamku w Przemkowie jest historią trzech generacji jednego rodu — i jednego miejsca, które przez siedemdziesiąt lat było sercem wszystkiego.
* * *
II. Ród bez ojczyzny
Rok 1852. W Londynie podpisano układ, który zakończył wieloletni spór dynastyczny: Krystian August, książę Szlezwika-Holsztynu-Sonderburga-Augustenburga, zrzekł się roszczeń swojego rodu do Szlezwika w zamian za sowite duńskie odszkodowanie. Nie była to klęska, lecz chłodny rachunek — zamiana tytułu na gotówkę. I właśnie z tych pieniędzy, rok później, książę kupił coś zupełnie innego: dziewięćset tysięcy talarów za rozległą posiadłość na pruskim Śląsku, w małym miasteczku o nazwie Przemków. Człowiek, który sprzedał dynastyczne marzenie, szukał teraz dla siebie i swojej rodziny — żony Luizy Zofii i dzieci — nowego miejsca na ziemi. Znalazł je na skraju dolnośląskich wrzosowisk.
Były to ziemie niezbyt żyzne — wrzosowiska, bagna, rozległe lasy sosnowe — ale właśnie w tej surowości Krystian August dostrzegł potencjał. Zabrał się do pracy z energią człowieka, który ma co udowodnić. Osuszał bagna, kopał kanały, zalesiał wyręby, zakładał folwarki. Zamieniał nieurodzajne pustkowie w coraz bardziej dochodowe dobra. I przy tym wszystkim — budował dom.
Pierwsze budowle, jakie wyrosły przy przemkowskim rynku, to Pałac Książęcy — ciągnący się wzdłuż północnej strony rynku — i Dom Kawalera, oba wzniesione wkrótce po 1854 roku, w stylu tamtej epoki. Na budynkach umieszczono inicjały imion księcia i jego małżonki: C.A.-L.S., oraz rok budowy i herb książęcy. Nieco później stanął zamek normandzki — skromniejszy, starszy dom, który służył rodzinie przez czterdzieści lat. To w nim wychowywały się dzieci Krystiana Augusta. To w nim rozbrzmiewał śmiech młodej Augusty Wiktorii — tej samej, której pisane było zostać cesarzową Niemiec.
Kiedy w 1869 roku Krystian August zamknął oczy w swoim zamku, wśród łkania dzieci i smutku całego miasteczka, pochowano go z honorami. Mowę pogrzebową wygłosił pastor, a za trumną szedł, jak pisała prasa, tłum mieszkańców. Zamek przeszedł na jego syna Fryderyka, a po nim na wnuka — Ernesta Günthera — jedynego mężczyznę w linii.

Zamek w Przemkowie — widok od strony północnej, stara pocztówka z okresu niemieckiego.
* * *
III. Dzieciństwo cesarzowej
W zamku przemkowskim, w tym starym domu otoczonym parkiem i wrzosowiskami, dorastały cztery córki księcia Fryderyka i księżnej Adelajdy. Najstarsza — Augusta Wiktoria — urodziła się w 1858 roku. Wychowała się tu, wśród zapachów żywicy i bagiennej mgły, w salach starego zamku i pod cieniem wielkich drzew parkowych. Kiedy w 1881 roku wychodziła za mąż za Wilhelma pruskiego, zabierała z Przemkowa całe swoje dzieciństwo.
Prasa donosiła: księżna Szlezwika-Holsztynu Adelajda wraz z córką księżną Karoliną Matyldą "udała się wczoraj po południu znów na zamek Przemków". Zamek był centrum — miejscem, do którego się wracało, miejscem, z którego wychodziło się w świat. W 1872 roku Henryka, siostra Fryderyka, wychodziła tu za mąż za tajnego radcę sanitarnego doktora Esmarcha — uroczystość odbyła się "bez rozgłosu w dniu 28 lutego 1872 roku na zamku w Przemkowie". W 1884 roku tu świętowano pełnoletność Ernesta Günthera — z flagami na wieżach, wojskową muzyką i osiemset gości na balu.
Ten stary zamek znała cesarzowa z lat dziecięcych. To o nim myślała, gdy wiele lat później, mieszkając już w berlińskim pałacu, mówiła o Przemkowie jak o czymś nieuchwytnym — miejscu, którego się nie tłumaczy, bo jest się jego częścią. Kiedy jej brat Ernest Günther podjął decyzję o zburzeniu starego zamku i wzniesieniu nowego, musiała to być dla niej chwila bolesna. Stary dom szedł pod młot — a z nim połowa jej dzieciństwa.
* * *
IV. Człowiek, który zbuduje zamek
11 sierpnia 1863 roku, w letni dzień, w posiadłości Dłużek na Dolnych Łużycach przyszedł na świat Ernest Günther — jedyny syn księcia Fryderyka, jedyny mężczyzna w linii Augustenburgów, dziedzic przemkowskich ziem. Chłopiec miał przed sobą całe życie i wielki dom do przejęcia.
Dorastał w cieniu siostry, która sięgnęła szczytów. Augusta Wiktoria wyszła za mąż w 1881 roku za Wilhelma — wnuka cesarza, księcia pruskiego. Kiedy w 1888 roku, po zaledwie 99 dniach panowania chorego ojca, Wilhelm wstąpił na tron jako Wilhelm II, Ernest Günther stał się bratem cesarzowej Niemiec. Ta bliskość otwierała mu drzwi całego świata — ale Ernest Günther nie zamierzał przez nie wchodzić jedynie jako brat cesarzowej. Miał własne zdanie, własne ambicje i własny dom do zbudowania. Interesowały go sprawy gospodarcze, polityka społeczna, reforma prawa wyborczego, ale przede wszystkim — własne ziemie. Przemków. Zamek. Dom.
W sierpniu 1884 roku, gdy miał właśnie dwadzieścia jeden lat, Przemków przyodział się we flagi. Gazety donosiły: "z blanek zamku wybudowanego w kształcie warowni powiewała w dół niebiesko-żółto-czerwono-biała książęca flaga rodu, podczas gdy na szczycie ogromnego, porośniętego bluszczem flagowego masztu, który wznosi się w parku przed środkiem tarasu zamkowego, rozwinięty był sztandar obecności najwyższego członka rodziny — księcia Prus Wilhelma". Uroczystość pełnoletności zgromadziła osiemset gości, orkiestra grała przez całą noc, a nad zamkiem huczały salwy honorowe.
To był zamek jego ojca i jego dziada. Ale Ernest Günther patrzył na niego innymi oczami. Widział mury, które pękają. Widział fundamenty, które kruszą się pod naporem czasu. Stary zamek "okazał się niezdatny do remontu" — jak pisano w prasie. I wtedy zapadła decyzja.
* * *
V. Stary zamek musi ustąpić
Maj 1890 roku. Do redakcji wrocławskiej gazety „Breslauer Zeitung" dociera relacja z Przemkowa: podczas ostatniej bytności księcia Szlezwika-Holsztynu w swoich dobrach naradzano się nad kwestią przebudowy lub budowy nowego zamku — z królewskim radcą budowlanym i architektem dworskim Ihne z Poczdamu, który już rok wcześniej został poproszony przez księcia o radę.
Decyzja nie była prosta. Początkowo Ernest Günther chciał zachować stary zamek — z pietyzmu wobec ojca i dziadka, którzy w tych murach mieszkali i dla których zamek był domem. Planowano jedynie nadbudowę i dobudowę. Ale gdy Ihne zbadał budynek dokładnie, wyrok był jednoznaczny: cała drewniana konstrukcja zamku była doszczętnie zżarta przez grzyba domowego. Nie było czego ratować. Stary zamek musiał zostać całkowicie rozebrany.
Ihne miał przygotować rysunki, po czym książę podejmie ostateczną decyzję. „W korzystnym przypadku rozbiórka zamku rozpocznie się w przyszłym sierpniu" — pisała gazeta — „choć w planach mogą jeszcze z łatwością nastąpić zmiany. Budowa zamku ma zostać następnie przeprowadzona i ukończona w przeciągu trzech lat."
Zmiany nastąpiły. Rozbiórka i budowa ruszyły ostatecznie dopiero w 1894 roku — cztery lata po tamtej naradzie. Powody opóźnienia pozostają w źródłach milczące. Może rysunki wymagały dopracowania, może finanse, może książę po prostu nie chciał się spieszyć z wyrokiem na dom swojego dzieciństwa.
* * *
VI. Narodziny zamku (1894–1897)
Przez cztery lata — 1894, 1895, 1896, 1897 — przy północno-wschodnim krańcu parku rosły mury ze śląskiego piaskowca. Ernst von Ihne stworzył budowlę, która łączyła to, co nie zawsze daje się połączyć: różnorodność form i harmonię całości. Nowy zamek był wielki i skomplikowany — miał kilka wież, kilka skrzydeł, galerie, loggie, balkony, schody — a mimo to sprawiał wrażenie, jakby wyrósł tu naturalnie, jak drzewo, które samo decyduje, w którą stronę pnie swoje gałęzie.
Rozbiórka starego zamku nie była jednak zupełna. Tylny mur budowli — ten zwrócony w stronę Pałacu Książęcego — pozostawiono celowo. Stał się on odtąd ogrodzeniem tzw. dziedzińca pralniczego, gdzie służba prała, suszyła i prasowała zamkową bieliznę. Pod ziemią zaś spoczęły fundamenty jeszcze starsze — stary zamek stał bowiem na murach dworu z 1772 roku, którego części były w niego wbudowane. Nowy zamek stanął nie dokładnie w miejscu starego, lecz nieco dalej od Pałacu Książęcego — bo gdy powstawały jego pierwsze mury, stary budynek jeszcze w części stał.
Centralnym punktem bryły była potężna wieża południowo-zachodnia — wysoka, okrągła, zwieńczona wysoką iglicą — widoczna z daleka, punkt odniesienia dla całego założenia. Naprzeciwko niej, na wschodnim narożniku elewacji południowej, stanęła mniejsza wieża z herbem, opatrzona hurdycjami i masywnym dachem. Między nimi rozciągała się "szeroka, żywo rozczłonkowana fasada szczytowa z wysokim balkonem wykuszowym" — tak opisał ją Fritz Mielert, dziennikarz, który widział zamek jeszcze w całej jego krasie.
Ale co naprawdę czyniło ten zamek wyjątkowym, to coś innego: piękne zachodnioniemieckie formy szachulcowe — mur pruski, fachwerk — wplecione w kamienną tkankę budynku. Mocne brązowe belki, częściowo zdobione kunsztownymi rzeźbieniami i karbowaniami, tworzyły kontrast z szarością piaskowca. "Nęcący jest widok na zielony przepych parteru ogrodowego po północnej stronie zamku" — pisał Mielert — "uroczy parter kwiatowy przed zamkiem z filigranową fontanną misową na smukłych kolumnach oraz bluszcz obficie pokrywający ściany — wszystko to tworzy niezwykle fascynujący obraz".
Środkowy przejazd na wjeździe od strony wschodniej nakrywało przejście mostowe z szachulcowym gontem i małą wieżyczką wykuszową — tam właśnie, w tej ciemnej, chłodnej bramie, zaczynała się opowieść o tym domu. Przejście przez bramę było jak przekroczenie granicy między dwoma światami: na zewnątrz — rynek, miasto, codzienność. Wewnątrz — park, fontanna, cień wieży.
Nad całością górowały "potężne połacie dachu z mansardowymi szczytami" i "wspaniały drewniany balkon loggiowy spoczywający na mocnych belkach wspornikowych". Od północy zamek prezentował "zaskakującą" — to słowo Mielerta — kompozycję: nisza z otwartą altaną, szachulcowy wykusz powyżej, szczyt z balkonem, a między tym wszystkim — iglice wież różnej wysokości. Gdyby dziecko zobaczyło ten zamek po raz pierwszy z daleka, skupiłoby wzrok właśnie na tych wieżach — i mogłoby pomyśleć, że widzi fragment starej Norymbergi.

Zamek w Przemkowie — widok od strony południowo-zachodniej z potężną wieżą okrągłą. Fot. Robert Scholz, Zgorzelec, ok. 1912 r.

Fasada północna zamku — od strony ogrodu. Widoczne: loggia, wieże, szachulcowe elementy, parter ogrodowy. Fot. Robert Scholz, Zgorzelec, ok. 1912 r.
* * *
VII. Dom pełen cudów
Kiedy w lutym 1900 roku cesarz Wilhelm II odwiedził brata swojej żony w nowo wybudowanym zamku w Przemkowie — po raz pierwszy nocował w tych murach jako gospodarz — prasa donosiła: "Monarcha, który wewnętrzne wyposażenie i urządzenie zamku dokładnie obejrzał podczas niedawnego pobytu, wyraził swoje wysokie zadowolenie. To jest wspaniała budowla, która składa wymowne zeznanie dla smaku jego budowniczego."
Zamek miał w przybliżeniu dwieście pomieszczeń rozdzielonych na trzech piętrach. To liczba, która zapiera dech — i której dziś, gdy patrzymy na ocalałe zdjęcia, trudno jest doszacować całą skalę. Parter zajmowały salony reprezentacyjne. Pierwsze, co widział wchodzący przez bramę gość, to westybul — "wspaniały", jak pisano, wyposażony w cenne gobeliny i kosztowne snycerstwo. Tkaniny na ścianach opowiadały historie; rzeźbione drewno piło światło padające przez okna; pod stopami leżały dywany sprowadzone pewnie z Orientu.
Za westybulem rozciągał się wielki salon — serce towarzyskiego życia zamku — a za nim okrągły, "pięknie wyposażony salon muzyczny". Tu Ernest Günther i jego goście zasiadali wieczorami, gdy za oknami szumiały bory i brzęczały komary nad stawami parku. Muzyka płynęła przez szyby do ogrodu. Na dziedzińcu cisza. Na górze — pieśni.
Osobna przestrzeń to aula — "cała wykonana w drewnie dębowym". Dąb jest materiałem wiecznym, materiałem opowieści o tym, co trwa — i właśnie taki był zamysł: sala, w której dębowe ściany mówią o powadze rodu, o tradycji, o tym, że ktoś tu był przed nami i ktoś będzie po nas. Obok auli — jadalnia. I gabinet pracy księcia, w którym stała rzeźba naturalnej wielkości "jelenia wymodelowanego przez Magnussena z Berlina" — artysta tak realistyczny, że kiedy słońce padało z boku na brąz, zwierzę sprawiało wrażenie, jakby zaraz miało skoczyć.
Na wyższym piętrze mieściły się apartamenty pary książęcej. Jeszcze wyżej — pokoje cesarskie. "Wspaniale wyposażone i oferujące piękny widok na park". Gdy cesarz Wilhelm nocował tu w 1900 roku, oglądał z okna swego apartamentu rozległość parku sięgającego dwa kilometry w głąb borów. W piwnicach zamku urządzono elegancką winiarnię z żelaznymi regałami na butelki — w 1898 roku, gdy zamek był już gotowy, zamontował je ślusarz z Nowej Soli, którego syn jako młody uczeń pomagał ojcu przy pracy w pałacowych piwnicach.
Ale najbardziej zdumiewało to, co Ernest Günther przywiózł z podróży. Książę podróżował intensywnie — do Palestyny, do Indii, do Włoch, do Francji, do Anglii. Z każdej z tych wypraw wracał z czymś: rzeźbą, tkaniną, obrazem, przedmiotem, który miał swoje miejsce i swoją historię. Zamek stawał się muzeum żywym — "o zamku przemkowskim powiedziano, że w szczegółach przedstawia muzeum". Cenne poroża zwierzyny łownej wisiały obok historycznych malowideł. Egzemplarze broni z dawnych wieków sąsiadowały z gobelinami flamandzkimi. Na ścianach koegzystowały Orient i Śląsk, antyk i współczesność, kość słoniowa i piaskowiec.

Portal głównego wejścia do zamku — łuk romański z dekoracyjnymi medalionami i inskrypcją "DOMO DISI AMICUS". Fot. Kasprzak.
* * *
VIII. Dom z czterech stron świata
Zamek miał swoje oblicza — inne z każdej strony. Kto obserwował go od południa, widział to, co zamieszczono na fotografiach Roberta Scholza: frontowy, reprezentacyjny charakter budowli, z wielką wieżą ciągnącą się w niebo i symetrią fasady przerwaną przez wykusze i balkony. Z tej strony wjeżdżało się powozem przez bramę, przez tę samą bramę, przez którą przejeżdżały cesarskie powozy i królewskie karety.
Od zachodu zamek prezentował inny charakter — tu dominowały szczyty neorenesansowe, pięknie wygięte, "efektowne" w słowach Mielerta, i okrągła wieża schodząca w dół jak twierdza strażnicza. Mury z szarego piaskowca. Bluszcz. Cień.
Od północy — od strony ogrodu — zamek był najbardziej swój, najbardziej prywatny. Tu park przytulał się do murów; tu fontanna grała wodą na filigranowych kolumnach; tu lądowe partery kwiatowe rozciągały się przed otwartą loggią jak dywan na powitanie. Ten widok — zamek i park razem — był tym, co zachwycało wszystkich odwiedzających.
Od wschodu — przejazd bramny. Kamienny tunel, szachulcowe belki nad głową, blask parku widoczny przez drugi koniec jak przez ramę obrazu. Przez tę bramę wchodziło się do innego świata.

Zamek w Przemkowie — elewacja południowa z widocznymi pomieszczeniami. Adnotacje autora.

Elewacja zachodnia zamku — szczyty neorenesansowe i okrągła wieża. Adnotacje autora.

Widok zamku od strony południowo-wschodniej — wieże i skrzydła. Adnotacje autora.

Elewacja północna — od strony ogrodu i parku. Adnotacje autora.
* * *
IX. Miejsce cesarskie
Przemków leżał daleko od Berlina. Trzysta kilometrów, kilka godzin pociągiem — a jednak przez dwie dekady był regularnym celem cesarskich podróży. Cesarz Wilhelm II, wielki miłośnik polowania, wiedział, że w lasach przemkowskich zwierzyna jest jak nigdzie indziej w Prusach. Wiedział też, że jego szwagier jest doskonałym gospodarzem — człowiekiem, który umie przyjąć gości bez zbędnych ceremonii, ale z właściwą elegancją.
Jesień 1888 roku. Augusta Wiktoria wróciła do Przemkowa — ale już nie jako córka księcia, lecz jako cesarzowa Niemiec. Widziała te same ściany, ten sam park, te same stare drzewa — i musiała czuć, jak bardzo wszystko się zmieniło, skoro ona sama jest teraz kimś innym. Zamek był wciąż domem rodzinnym. Ale dom rodzinny miał teraz cesarzową za gościa.
W maju 1900 roku, jak donosiła prasa z dobrze poinformowanego źródła, cesarz Wilhelm II i król Saksonii Albert mieli złożyć Ernestowi Güntherowi wizytę z okazji polowania. "Po raz pierwszy zamieszkały został nowo wybudowany książęcy zamek rezydencjalny przez jego majestat cesarza." Cesarz obejrzał każde pomieszczenie, przeszedł przez westybul, zatrzymał się w salonie, spojrzał z okna na park — i powiedział: to wspaniała budowla.
W 1901 roku do Przemkowa przyjechał arcyksiążę Franciszek Ferdynand — następca tronu Austro-Węgier. Przyjął go Ernest Günther w Studziance, skąd razem udali się do zamku. Przez kilka dni arcyksiążę polował w borach przemkowskich, jadał przy stole swojego gospodarza, oglądał trofea na ścianach. Trzynaście lat później jego śmierć w Sarajewie uruchomi lawinę, która pochłonie całą Europę. Wtedy jednak, w jesiennym Przemkowie, był tylko gościem na polowaniu.
Ale najpiękniejszy opis cesarskiej wizyty pochodzi z grudnia 1911 roku. Cesarz wyjechał z Wrocławia pociągiem dworskim i przybył do Przemkowa o 17.30. Tego samego wieczora, jak donosi prasa, "na zamku księcia Ernesta Günthera część zespołu artystycznego Residenztheater z Richardem Aleksandrem wystąpiła w komedii". Cesarz przyszedł na polowanie — a wieczorem oglądał teatr. W zamkowej auli, w dębowej sali, przy świecach i lampach, aktorzy berlińskiego teatru grali dla władcy i jego gospodyni. Przemków — mała mieścina na śląskim pustkowiu — przez jedną grudniową noc był centrum kulturalnego świata.

Zamek i park w Przemkowie, 1912 r. Widok od strony ogrodu północnego. Fot. Robert Scholz, Görlitz.
* * *
X. Serce zamku bije
Zamek nie był tylko murami. Był centrum systemu, który ciągnął się przez kilkadziesiąt kilometrów. Park rozciągał się od północno-zachodniego krańca miasta przez dwa kilometry w głąb borów, aż do pierwszej miejscowości na drodze do Szprotawy. Wśród drzew — stawy rybne, aleje lipowe, ławki nad kanałami, miejsca, gdzie cisza ma inny kolor niż gdzie indziej. Na wzniesieniu Fuchsberg — rodzinne groby, drewniana kaplica, spokój.
Ernest Günther był przede wszystkim myśliwym. Lasy Przemkowa — rozległe, zarządzane jak fabryka, z precyzją, z planami i protokołami — stały się jednym z najlepszych łowisk w Prusach. Jelenie, dziki, sarny, orły, żurawie nad stawami Szprotawy. Polowania jesienią i zimą, gdy mróz twardniał na kałużach i szron bielał na gałęziach dębów. W zamku wieszano kolejne poroża — każde z datą, każde z historią, każde z imieniem strzelca lub gościa, który pociągnął za cyngiel.
Ale było i coś innego — strona, o której wielkie gazety pisały rzadziej. Ernest Günther był pracodawcą dla setek ludzi: leśniczych, robotników, służby zamkowej, zarządców folwarków, pracowników huty i sadu owocowego w Wilkocinie. Prasa donosiła, że "zaprosił kupców z Przemkowa do swojego zamku na spotkanie, aby omówić, jak możliwe byłoby jak najlepsze zarządzanie dobrami publicznymi". W 1916 roku, w środku pierwszej wojny światowej, kiedy kraj cierpiał na braki żywności i opału, książę otworzył zamkowe sale dla rady miejskiej. Był gospodarzem nie tylko w swoim domu, lecz w całym miasteczku.
W zamku były też chwile prywatne, których nikt nie notował. Dorota, księżna Saksonii-Koburga i Gotha, żona Ernesta Günthera od 1898 roku, urodzona w Koburgu, wychowana w europejskich dworach — przybyła do Przemkowa jako do nowej ojczyzny. "Ostatni rok spędziła na zamku Przemków, na pruskim Śląsku" — donosił wiedeński korespondent przed ślubem. I zostałaby tu, gdyby historia pozwoliła.
* * *
XI. Ostatni właściciel
22 lutego 1921 roku. Przemków, sala zamkowa. Ernest Günther, książę Szlezwika-Holsztynu, brat byłej cesarzowej Niemiec, umiera nagle na atak serca. Ma pięćdziesiąt siedem lat. Jest po krótkim czasie choroby. Przez cały świat lecą depesze: "Przemków, 22 luty. Ernest Günther książę Szlezwiku-Holsztynu zmarł dzisiaj po południu po krótkim okresie choroby na atak serca." Kilkanaście gazet powtarza tę samą wiadomość w kilkudziesięciu językach. Nikt nie może uwierzyć.
W Doorn, w Holandii, leży chora i wyczerpana Augusta Wiktoria — lekarz zabrania informować ją o śmierci brata, bo stan jej zdrowia jest zbyt poważny. Kiedy w połowie marca dociera do niej wiadomość — doznaje kolejnego, ciężkiego ataku serca. Umiera miesiąc później, 11 kwietnia 1921 roku. Para rodzeństwa, wychowana razem w zamku nad śląskim wrzosowiskiem, odchodzi w tym samym roku — on w lutym, ona wiosną.
Pogrzeb Ernesta Günthera odbył się 26 lutego 1921 roku "wśród dużego uczestnictwa". Kościelna uroczystość o godzinie 13.30. Pastor Schöttke wygłosił mowę pogrzebową, biorąc za podstawę słowa psalmu: "Meine Seele ist stille zu Gott, der mir hilft" — Dusza moja w milczeniu wyczekuje Boga. Za trumną szli: książę August Wilhelm jako przedstawiciel byłego cesarza, była następczyni tronu, książę i księżna Saksonii, księżna Reuß, książę Prus Zygmunt, księżna Meiningen Luiza, książę Bułgarii Cyryl. "Wśród brzmienia chóru mieszanego, wśród salw honorowych i pozdrowienia pożegnalnego myśliwych nastąpiło złożenie do grobu." Myśliwi zagrali na rogach — to był strzał ostatni, w stronę lasu.
Ernest Günther był "głową linii Augustenburgów" — pisały nekrologi — "i bratem cesarzowej. Urodził się w Dłużku w 1863 roku, był jedynym synem księcia Fryderyka. W 1880 roku po swoim ojcu odziedziczył posiadłości Przemkowa na Śląsku". Odznaczony Orderem Czarnego Orła, Orderem Świętego Huberta i dziesiątkami innych odznaczeń, znany jako człowiek postępowy w kwestiach polityki społecznej i reformy prawa wyborczego — zostawił za sobą ziemie, zamek i wdowę. Bezdzietne małżeństwo z Dorotą nie dało mu następcy. Linia się urywała.
* * *
XII. Zamek umiera powoli
Po śmierci Ernesta Günthera zamek pozostał w rękach wdowy — Doroty Marii. Ale to były inne czasy. Niemcy przegrały wojnę, cesarz uciekł do Holandii, imperium się rozpadło. Inflacja lat 1923–1924 zniszczyła fortuny całej klasy próbującej żyć z majątku ziemskiego. Dorota, która nie miała dzieci i nie miała już za sobą cesarskich koneksji, zaczęła tonąć w długach.
Około roku 1925 zamek stał już pusty. Uszkodzona instalacja centralnego ogrzewania sprawiała, że wielki budynek nie nadawał się do zamieszkania. Cenne wyposażenie wnętrz — gobeliny, rzeźby, meble zamówione według specjalnych projektów wytrawnych firm — zostało "wywiezione do Berlina i tam wystawione na licytację oraz sprzedane". Mówiono, że wiele przedmiotów z dawnego majątku rodzinnego linii Augustenburgów sprowadzono z powrotem do Danii — gdzie niektóre z nich może spoczywają do dziś.
Dorota wycofała się do Pałacu Książęcego przy rynku — mniejszego, starszego budynku, który jeszcze dawał się ogrzać. Zamek tymczasem stał. Pusto, cicho. Bluszcz zarastał okna. Wiatr w szachulcowych ścianach. Nikt nie grał już muzyki w salonie muzycznym.
Kiedy w 1933 roku sąd rejonowy w Szprotawie ogłosił przymusową licytację majątku Doroty, prasa pisała: "Zamek Przemków, który wybudowany został przed zaledwie pół wiekiem temu. Na licytację idzie także znajdujący się obok zamku pałac książęcy, jak również park zamkowy, w którym zmarła cesarzowa przeżyła część swojej młodości." Grunty leśne, orne i ogrodowe obejmowały łącznie trzysta czterdzieści pięć hektarów. Termin licytacji wyznaczono na 11 kwietnia 1933 roku. Pół wieku historii — pod młotek.
W 1934 roku część pustostanu zamkowego zajął sztab 106 Grupy Służby Pracy Rzeszy, tak zwanego "Sprottebruch" — Bagien Szprotawskich. Żołnierze Służby Pracy kwaterowali w tych samych salach, w których cesarz pił wino i oglądał teatr. W westybulu z gobelinami stały wojskowe skrzynie. W gabinecie z brązowym jeleniem Magnussena być może siedział jakiś plutonowy i pisał rozkazy.
* * *
XIII. Pożoga
10 lutego 1945 roku. Zima. Front zbliża się do Śląska od wschodu — Armia Czerwona jest już przy Odrze. Przemków w gorączce ewakuacji, niepewności, strachu. W zamku — magazyn zaopatrzeniowy Wehrmachtu. Tysiące ton zapasów, amunicji, żywności.
I wtedy przylatują samoloty. Ale to nie sowieckie — to niemieckie. Rozkaz z Berlina jest jasny: magazyny nie mogą wpaść w ręce wroga. Felix Matuszkewitz, znany historyk lokalny ze Szprotawy, zapisał po wojnie: "Zamek Przemków został 10 lutego 1945 roku zbombardowany przez niemieckich lotników, ponieważ znajdował się tam duży magazyn zaopatrzeniowy Wehrmachtu, aby nie pozwolić mu wpaść w ręce wroga." Niemcy zniszczyli własny zamek własnym lotnictwem.
Inne relacje mówią co innego — lub uzupełniają. Pałac Książęcy przy rynku "ostrzelany przez rosyjską artylerię stanął w ogniu". Jeszcze inne donoszą, że zamek "podpalony przez wycofujące się oddziały". Może jedno i drugie jest prawdą. Może do bombardowania dołożył się ostrzał artyleryjski, a do niego — podpalenie przez uciekających żołnierzy. Ogień nie pyta o autora. Pali wszystko po równo.
W 1958 roku "Gazeta Zielonogórska" doniosła, że zamek "całkowicie zniszczony przez spalenie". Polskie gazety — a teraz Przemków był już miastem polskim — notowały fakt zniszczenia dawnej siedziby książąt. Ruiny stały jeszcze przez lata. Ktoś w roku 1963 pisał list do zachodnioniemieckiej gazety: "W Przemkowie, województwo Zielona Góra, stoją ruiny zamku książąt Szlezwika-Holsztynu." Stały — i były milczące, i były dziurawe jak wspomnienie, z którego wszystkie szczegóły już wypadły.
* * *
XIV. Ruiny i milczenie
Po wojnie zamek zniknął. Nie nagle — powoli, tak jak znikają wielkie budowle: najpierw dachy, potem stropy, potem ściany. Zostały cegły — i te rozbierano, bo nowi mieszkańcy potrzebowali materiału do odbudowy. Zostały fundamenty — i te pokryła ziemia, trawnik, krzaki, las odrastający od południa. Dziś na miejscu, gdzie stało dwieście pomieszczeń, fontanna z filigranowymi kolumnami i dębowa aula — nie ma nic. Żadnej tablicy. Żadnego znaku.
Groby dynastii, które spoczywały w parku — na wzgórzu Fuchsberg, w kaplicy wybudowanej w 1921 roku — zostały zbezczeszczone. Ktoś pisał z Przemkowa do zachodnioniemieckiej gazety w 1963 roku: "Groby zostały otwarte i obrabowane; ciężkie nagrobne płyty odsunięto na bok. W takim też stanie, od lat otwarty, znajduje się grób księcia, ojca ostatniej, niemieckiej cesarzowej." Kaplica drewniana rozebrana i spalona — drewno skradzione.
Park nadal istnieje. Rozległość jego dwukilometrowej przestrzeni robi wrażenie — może nawet większe niż kiedyś, gdy stał w nim zamek, bo dzikie drzewa nadają mu teraz inny, bardziej tajemniczy charakter. Czarno-węglowy kolor gleby. Cień starych lip nad kanałami. Tylko Dom Kawalera — jeden z pierwszych budynków wzniesionych przez Krystiana Augusta — przetrwał, jako szczątkowa pozostałość. Wszystko inne znikło.
Ale jest coś jeszcze, o czym mało kto wie. Pod tą trawą, pod warstwą gruzu i ziemi naniesionej przez osiemdziesiąt lat, kryją się nie jedne, lecz prawdopodobnie dwoje piwnic. Pierwsze — pozostałość fundamentów dworu z 1772 roku, na których stanął zamek Krystiana Augusta, a których nie ruszono podczas rozbiórki w 1895 roku. Drugie — piwnice samego zamku Ernesta Günthera, te same, w których stała chłodna winiarnia opisywana przez kronikarzy z 1900 roku. Gdy zamek rozbierano po wojnie, zburzono mury naziemne, ale piwnic nie zasypano — jedynie zamknięto wejścia i wyrównano teren. Pani Gerda Brehm, której ojciec służył u księżnej od 1919 roku, mówiła o tym jeszcze w 2001 roku z przejęciem: te fundamenty powinno się dać odnaleźć.
Nikt ich nie szukał. Leżą. Czekają.
Jedynym śladem, jaki można zobaczyć dziś na zdjęciach, są fotografie Roberta Scholza z Görlitz, wykonane około 1912 roku — pięć lat przed pierwszą wojną, trzydzieści trzy lata przed pożogą. Na tych zdjęciach zamek stoi w pełni chwały: iglice wież, bluszcz na murach, parter kwiatowy, loggia. I ta brama — z szachulcowymi belkami nad łukiem, przez którą cesarz wjeżdżał powozem.
Fritz Mielert napisał o tym zamku, gdy jeszcze stał: "Na skraju wrzosowisk północno śląskich, wspaniale osłonięty wśród zielonych połaci łąk i pachnącego żywicą wysokiego lasu, wyłania się dom książęcy Ernesta Günthera von Schleswig-Holstein, niczym zamek z bajki, niczym fatamorgana." To zdanie przeżyło zamek. Jest teraz jedynym zamkiem, jaki pozostał — zamkiem ze słów, niepalnym, nieburzalnym, niezatapialnym w żadnej inflacji ani wojnie.
* * *
Zamknięcie: Co zostało
Zamek w Przemkowie trwał jako siedziba rodu przez niespełna trzydzieści lat — od ukończenia budowy w 1897 roku do opuszczenia przez ostatnich jego mieszkańców około 1925 roku. Tyle czasu trzeba, by drzewo urosło, by dziecko stało się dorosłym, by miasto zapamiętało twarz. Za mało, by nie bolało, że wszystko zniknęło.
Zostało kilka fotografii Roberta Scholza. Zostały gazety, w których kronikarze notowali każdy przyjazd i wyjazd cesarza, każde polowanie, każdą wizytę. Został artykuł Fritza Mielerta i wspomnienia Joachima Ewalda, który widywał zamek "zwykle tylko z oddali" jako dziecko — i który, gdy pisał o nim po wojnie, musiał opisywać go z pamięci, bo murów nie było już do oglądania. Zostały adnotacje na starych pocztówkach.
I zostało to zdanie: niczym zamek z bajki, niczym fatamorgana. Zamek, który był realny, który z piaskowca śląskiego i dębowego drewna i szachulcowych belek i dzieł sztuki przywiezionych z różnych stron świata — rzeczywiście istniał. Przez trzydzieści lat był domem. Przez trzydzieści następnych — duchem. A od roku 1945 jest tylko wspomnieniem.
Warto je zachować.
Czy to opracowanie było dla Ciebie przydatne? Podziel się opinią w ankiecie czytelnika.
Źródła i przypisy
1. Fritz Mielert, "Zamek w Przemkowie", artykuł opublikowany w bogato ilustrowanym piśmie, cytowany w: Joachim Ewald, "Park Zamkowy w Przemkowie. Wspomnienia i relacja", cz. 3, Heimatbriefe.
2. „W sprawie budowy zamku w Przemkowie" — Breslauer Zeitung, rocznik 71, nr 348, z dnia 21 maja 1890 roku: relacja o naradach z architektem Ihne z Poczdamu, decyzji o rozbiórce starego zamku (grzyb w drewnie) i budowie nowego. Zob. też: „Budowa zamku w Przemkowie", Berliner Tageblatt, nr 244, rocznik XIX, z dnia 17 maja 1890 roku.
3. „Jak donoszą nam z zamku Przemków" — Neueste Nachrichten, nr 34, z dnia 6 lutego 1900 roku: szczegółowy opis nowo wybudowanego zamku i zapowiedź wizyty cesarza Wilhelma II oraz króla Saksonii Alberta.
4. „Pod datą 10 sierpnia napisano nam z Przemkowa…" — Berliner Börsen-Zeitung, nr 372, z dnia 11 sierpnia 1884 roku: relacja z uroczystości pełnoletności Ernesta Günthera; opis starego zamku „wybudowanego w kształcie warowni" z blankami i bluszczem.
5. „Jak donoszą ze Śląska…" — Die Presse, nr 217, rocznik 37, z dnia 7 sierpnia 1884 roku: zapowiedź przyjazdu Wilhelma, księcia Prus, na uroczystość pełnoletności jego szwagra Ernesta Günthera.
6. Nekrolog Ernesta Günthera — Wiener Salonblatt, nr 5, str. 6, z dnia 5 marca 1921 roku. Źródło podaje wiek 58 lat, co jest błędem: książę urodził się 11 sierpnia 1863 r. i w chwili śmierci (22 lutego 1921 r.) miał ukończone 57 lat.
7. „Pogrzeb księcia Ernesta Günthera" — Neue Hamburger Zeitung und Handelsblatt, nr 97, rocznik 26, z dnia 27 lutego 1921 roku: relacja z uroczystości pogrzebowych w Przemkowie.
8. „Wiadomość o śmierci brata przyczyną kolejnego ataku serca" — The New York Times, z dnia 12 marca 1921 roku: informacja o ciężkim ataku serca Augusty Wiktorii po otrzymaniu wieści o śmierci brata.
9. Joachim Ewald, „Park Zamkowy w Przemkowie. Wspomnienia i relacja", cz. 3 — Sagan-Sprottauer Heimatbriefe, nr 9 (rok wydania nieustalony): opis losów zamku po 1921 roku, opróżnienie wnętrz, kwaterowanie RAD, zniszczenie w 1945 r.
10. „Zamek Przemków ma być zlicytowany" — Hamburger Nachrichten, nr 27, rocznik 142, z dnia 17 stycznia 1933 roku: urzędowe ogłoszenie sądu rejonowego w Szprotawie o przymusowej licytacji majątku księżnej Doroty Marii.
11. „Przed licytacją komorniczą znacznego śląskiego majątku. Szprotawa" — Brockauer Zeitung, rocznik 33, nr 7, z dnia 15 stycznia 1933 roku: szczegóły licytacji i lista nieruchomości majątku księżnej Doroty Marii.
12. „Groby książąt Szlezwika-Holsztynu w Przemkowie" — Sagan-Sprottauer Heimatbriefe, nr 2, s. 37–38: relacja o losach cmentarza rodowego i kaplicy na wzgórzu Fuchsberg.
13. „Zdanie czytelników — List z Polski" — Hamburger Abendblatt, z dnia 17 września 1963 roku: świadectwo polskiego obywatela o stanie ruin zamku i zdewastowanych grobach.
14. „Znów został zniszczony niemiecki zamek we wschodnich Niemczech" — Das Ostpreußenblatt, rocznik 9, z dnia 11 października 1958 roku: doniesienie o zniszczeniu dawnego pałacu książąt Szlezwika-Holsztynu w Przemkowie oraz zbezczeszczeniu grobów rodziny książęcej po wojnie.
15. Felix Matuszkiewicz, Georg Steller, „Z przeszłości Przemkowa", [w:] Unsere Sagan-Sprottauer Heimat, Rodenkirchen bei Köln 1956, s. 39: relacja o zniszczeniu zamku przez lotnictwo 10 lutego 1945 r.
16. „Arcyksiążę Franciszek Ferdynand przybył tutaj z kilkudniową wizytą na polowania" — Berliner Börsen-Zeitung, nr 203, z dnia 2 maja 1901 roku: przyjazd arcyksięcia do Przemkowa i przyjęcie przez księcia w Studziance. Zob. też: Altonaer Nachrichten, nr 203, z dnia 2 maja 1901 roku.
17. „Na zamku księcia Ernesta Günthera w Przemkowie…" — Die Presse, nr 289, rocznik 29, z dnia 9 grudnia 1911 roku: pobyt cesarza Wilhelma II na zamku, wieczór teatralny z zespołem Residenztheater Richarda Aleksandra. Zob. też: Neue Hamburger Zeitung, nr 575, rocznik 16, z dnia 8 grudnia 1911 roku.
18. „Opieka społeczna księcia" — Rabenauer Anzeiger, nr 28, rocznik 29, z dnia 4 marca 1916 roku: spotkanie Ernesta Günthera z kupcami przemkowskimi w zamku w sprawie taniego zaopatrzenia robotników w żywność.
19. Eugeniusz Cipura, "Biografia dokumentalna księcia Ernesta Günthera", Projekt Sekrety Przemkowa, Przemków 2026. Cyfrowe Archiwum Historii Przemkowa.
20. Eugeniusz Cipura, "Złoty Wiek Przemkowa", Projekt Sekrety Przemkowa, Przemków 2026. Cyfrowe Archiwum Historii Przemkowa.
21. Fotografie zamku w Przemkowie, fot. Robert Scholz, Görlitz, ok. 1912 r. Zbiory: Projekt Sekrety Przemkowa / Archiwum E. Cipury.
22. „Profesor Richard Steche" — Centralblatt der Bauverwaltung, s. 20, z dnia 14 stycznia 1893 roku: nekrolog prof. Richarda Steche z Drezna z wzmianką o przebudowie zamku Przemków dla księcia Szlezwika-Holsztynu.
