Nędza i epidemia samobójstw
Przemków w czasie Wielkiej Depresji (1930–1933)
Esej dokumentalny oparty na źródłach prasowych, kronikach i dokumentach archiwalnych
Projekt Sekrety Przemkowa
© Eugeniusz Cipura, Przemków 2026
* * *
I. Złoty wiek
Były lata, kiedy Przemków był miastem dobrobytu. Nie baśniowego, nie ekscentrycznego — ale solidnego, wilhelmińskiego, opartego na żelazie. Huta żelaza. Zakłady zatrudniające ponad tysiąc dwieście robotników w latach dwudziestych, kiedy interes szedł dobrze. Znaczna część wyrobów trafiała na eksport. Miasto żyło z fabryki, a fabryka żyła z koniunktury.
Przed 1914 rokiem Przemków był miejscem, gdzie coś się działo. Zamek książąt Szlezwika-Holsztynu dominował nad miastem i okolicą. Dorota, księżna Saksonii-Koburga-Gotha, zarządzała posiadłością, którą odziedziczyła po mężu. Trzysta czterdzieści pięć hektarów ziemi, lasy, stawy, pałac, park. Przemysł rósł. Kolej łączyła z pobliskimi miejscowościami i dalej ze Śląskiem. Wydawało się, że nic tego nie zatrzyma.
Przyszła I Wojna Światowa. I po niej — Republika Weimarska, inflacja, niepewność. Ale nawet w tych chwiejnych latach dwudziestych Przemków trzymał się. Pracował. Budował. Liczył się w regionie.
Tamten świat skończył się jesienią 1929 roku, gdy na Wall Street runęły ceny akcji. Do Przemkowa kryzys dotarł z pewnym opóźnieniem — jak zawsze dociera na prowincję. Ale kiedy już przyszedł, uderzył mocno i długo nie odpuszczał.
II. Pierwsze pęknięcia: lekcja z roku 1923
Przemków znał już smak kryzysu, zanim nadeszła Wielka Depresja. Rok 1923 był próbą generalną.
Hiperinflacja, która pożarła oszczędności mieszczan całych Niemiec, nie ominęła śląskiego miasteczka. Jesienią 1923 roku huty ograniczyły pracę — zamiast sześciu dni w tygodniu, robotnicy pracowali trzy. Sześćdziesięciu dwóch bezrobotnych w Przemkowie w listopadzie 1923 roku. To nie brzmi jak tragedia, gdy zestawi się z milionowymi liczbami ogólnoniemieckimi. Ale w mieście liczącym kilka tysięcy dusz sześćdziesięciu dwóch bezrobotnych mężczyzn to sześćdziesiąt dwie rodziny bez pewnego dochodu.
Kryzys z 1923 roku minął. Do lutego 1924 roku huty wróciły do pełnego rytmu. Przemków odetchnął. Lata 1924–1929 były latami względnego spokoju, może nie złotymi, ale przynajmniej srebrnymi. W 1925 roku przemkowskie huty połączyły się z Zakładami Warsteiner Eisenwerke z Nadrenii — pierwsza oznaka, że lokalne zarządzanie nie daje sobie rady z „objawami spowolnienia w przemyśle metalowym", jak pisała ówczesna kronika. Nikt wtedy nie wiedział, że to tylko przedsmak tego, co nastąpi za kilka lat.
III. Rok 1930: Kryzys dociera do Przemkowa
W marcu 1930 roku trzydziestu ośmiu młodych mężczyzn zebrało się, by założyć w Przemkowie klub szybowcowy. Trzydziestu ośmiu entuzjastów, którzy — jeśli wierzyć kronikarzowi — z przejęciem rejestrowali się na listę członków. To może dziwić w roku 1930: właśnie wtedy, gdy gospodarka się kurczyła, młodzi Niemcy z Przemkowa marzyli o szybowaniu nad śląskimi lasami. Ale kryzys na początku był niewidzialny. Wykresy giełdowe to jedna rzecz, a pusty żołądek — inna.
Pustego żołądka jeszcze nie czuć było wyraźnie wiosną 1930 roku. Ale latem już tak. W sierpniu 1930 roku sąd rejonowy w Szprotawie wydał nakaz przymusowej sprzedaży dóbr przemkowskich. Księżna Dorota, właścicielka zamku i majątku, była winna wierzycielom czterysta sześćdziesiąt siedem tysięcy marek. Cztery stulecia rodu w Przemkowie — i taki finał. Aukcja komornicza.
Dwa miesiące później, w lipcu 1930 roku, policja przeszukała domy dwóch miejscowych członków partii narodowosocjalistycznej NSDAP. Znaleziono „większe zapasy amunicji". Notatka w „Dzienniku Berlińskim" z 25 lipca 1930 roku jest lakoniczna — kilka zdań, żadnych komentarzy. Ale wymowna: w miasteczku rządzonym przez bezrobocie i długi, ktoś chował broń. Frustracja szukała ujścia.
IV. Rok 1931: Spirala
W lutym 1931 roku przemkowska szkoła katolicka przyjęła nowego nauczyciela. Nie byłoby w tym nic niezwykłego — gdyby nie to, że chłopak był bezrobotny. Przyjęto go na mocy rozporządzenia ministerialnego z 1927 roku, które nakazywało szkołom dawać schronienie nauczycielom pozbawionym posady. Bezrobotny nauczyciel. To słowa, które jeszcze dekadę wcześniej brzmiałyby jak żart. Teraz stały się urzędową kategorią.
Bezrobocie w 1931 roku przestało być abstrakcją. Nie dotyczyło już tylko robotników fizycznych — tych można było jeszcze gdzieś odesłać wzruszeniem ramion. Teraz sięgało po ludzi z dyplomami, po tych, którzy skończyli szkoły i mieli być filarem społeczeństwa. Jeśli bezrobotny był nauczyciel, to co z kowalem, szklarzem, robotnikiem hutniczym?
W czerwcu 1931 roku przy jednej z przemkowskich ulic doszło do strzelaniny między trzema członkami SPD a dwoma komunistami. Trzech rannych, jeden z kulą w brzuchu. „Badische Presse" odnotowała wypadek jako zwykłą notatkę policyjną. Przemków 1931: miasto, w którym bezrobotni robotnicy toczą ze sobą uliczne bitwy o to, która partia ma rację, skoro obie nie mają pracy.
Kasy oszczędnościowe ogłaszały przejęcia i fuzje. Lokalna Sparkasse Przemków straciła samodzielność — wchłonęła ją większa instytucja ze Szprotawy. Centralizacja finansowa jako odpowiedź na kryzys lokalny: mniejsze przestają istnieć, większe przejmują. Tyle że w tej operacji buchalteria wygrywa, a ludzie tracą.
V. Rok 1932: Dno
Dwunastego maja 1932 roku kowal A. Fojkosch otworzył sobie żyły na rękach.
Mieszkał sam — rozwiedziony, bezrobotny. Domownicy znaleźli go w kałuży krwi, w stanie konającym. Lekarz zdążył. Fojkosch przeżył. „Nowiny Codzienne" opisały wypadek w numerze 108 z 1932 roku pod tytułem, który mówi wszystko: „Epidemia samobójstw na Śląsku". Powód: głód i nędza.
Słowo „epidemia" w tytule jest nieprzypadkowe. Przypadek Fojkoscha nie był incydentem — był symptomem. Redakcja „Nowin Codziennych" używa tego słowa ze świadomością, że to nie jest historia o jednym człowieku. To historia o regionie, który wybiera śmierć, bo nie widzi innego wyjścia.
„Bezrobotny kowal A. Fojkosch z Przemkowa w zamiarze samobójczym otworzył sobie żyły u rąk. Domownicy znaleźli tego samotnego, rozwiedzionego i bezrobotnego mężczyznę w jego mieszkaniu w stanie konającym w kałuży krwi. Dzięki natychmiastowej pomocy lekarskiej niedoszły samobójca został utrzymany przy życiu. Powód: głód i nędza."
Kowal bez pracy, bez żony, bez pieniędzy. Czterdzieści lat, może starszy. Spędził życie przy kowadle i nie nauczył się niczego innego. Kiedy kowalstwo przestało być potrzebne, przestał być potrzebny też on. Nikt nie powiedział mu, że tak będzie.
Rok 1932 był najgorszym rokiem Wielkiej Depresji w Niemczech. Sześć milionów zarejestrowanych bezrobotnych w całym kraju. W Przemkowie Huta Fryderyka Krystiana — ta sama, która zatrudniała czterysta osób — zamknęła bramy. „Z powodu nierentowności", jak zapisała kronika. Maszyny stanęły. Piece wygasły. Czterdziestu? Osiemdziesięciu? Stu robotników nagle z niczym?
Dokładnej liczby bezrobotnych z Przemkowa w 1932 roku nie znamy. Dokumenty tego nie zachowały — albo nie przetrwały. Zostaje nam kowal Fojkosch, kałuża krwi i oszczędna notatka prasowa. Czasem jedna historia mówi więcej niż statystyki.
VI. Rok 1933: Koniec wolności
W styczniu 1933 roku Adolf Hitler został kanclerzem Rzeszy. W tym samym miesiącu, siedemnastego, sąd wyznaczył termin licytacji zamku w Przemkowie.
Trzysta czterdzieści pięć hektarów: zamek, pałac księcia, park, lasy, stawy. Księżna Dorota, stara już i złamana finansowo, nie była w stanie utrzymać posiadłości. Długi z lat kryzysu pożarły wszystko. Majątku wystawionego na licytację nikt nie kupił — lub raczej nie za cenę, która pozwoliłaby pokryć zobowiązania.
Rozwiązanie przyszło z Berlina. We wrześniu 1933 roku Reichsarbeitsdienst — Służba Pracy Rzeszy, paramilitarna organizacja, która miała wchłaniać bezrobotną młodzież — przejął zamek i rozłożył się wokół niego obozem. Pięćset ochotników. Ich zadanie: odwadnianie bagien w okolicach Przemkowa.
To była narodowosocjalistyczna odpowiedź na bezrobocie: nie zasiłek, nie roboty publiczne w duchu Roosevelta — ale mundur, dyscyplina i łopata. Bezrobotny Niemiec miał kopać rowy, a w zamian dostawał dach nad głową, strawę i poczucie, że służy Volksgemeinschaft, wspólnocie narodowej. Przemkowski zamek, który przez wieki był siedzibą arystokracji, stał się teraz bazą paramilitarną.
Nikt chyba nie zapytał starego Fojkoscha, co myśli o tym rozwiązaniu.
VII. Po kryzysie: powrót, ale inny
W marcu 1934 roku ukazała się w gazecie „Polkwitzer Stadtblatt" krótka notka: Huta Fryderyka Krystiana, „która dwa lata temu z powodu nierentowności została zamknięta, ma zostać obecnie ponownie otwarta". Gdy interes szedł dobrze — zatrudniała czterystu pracowników.
Huta wróciła do pracy. Zakłady Warsteiner zainwestowały w nową zabudowę robotniczą: w latach 1934–1938 wyrosło na obrzeżach Przemkowa osiedle mieszkaniowe dla pracowników. W 1934 roku skanalizowano miasto — przy robotach zatrudniano bezrobotnych, co było sposobem na jednoczesne rozwiązanie dwóch problemów: infrastruktury i bezrobocia. Stare metody, stare problemy, nowe czasy.
Ale to już był inny Przemków. Tamte lata zostawiły ślad. Kowal Fojkosch przeżył — czy wróciła mu chęć do życia? Nie wiemy. Strzelectwo polityczne, amunicja w piwnicach, nauczyciele bez klas — to wszystko z pozoru minęło. Jednak Niemcy, które wychodziły z kryzysu w 1934 roku, były Niemcami z Hitlerem na czele. Depresja dała mu władzę tak samo pewnie, jak dała ją nędza Fojkoscha.
Przemków się odbudował. Bezrobotni wrócili do pracy. Zamek stał się obozem pracy. Partia rządziła. Kryzys skończył się tak, jak kończą się kryzysy w historii: nie triumfem tych, którzy cierpieli, lecz tryumfem tych, którzy umieli cierpienie skapitalizować.
* * *
Epilog: jedna liczba
W Adressbuch z roku 1930 — książce adresowej wydanej właśnie na progu kryzysu — Przemków miał swoją stałą strukturę: rzemieślnicy, kupcy, urzędnicy, nauczyciele, hutnicy. Każdy na swoim miejscu. Adressbuch z roku 1936 pokazuje miasto, które powróciło do liczby zbliżonej: 4688 mieszkańców.
Liczby są podobne. Ale za nimi kryją się zupełnie inni ludzie. Inny porządek. Inne strachy. Kowal, który otworzył sobie żyły w maju 1932 roku, zdążył może zobaczyć otwarcie huty dwa lata później. Zdążył może pomyśleć, że się mylił w tamtym mieszkaniu, w tamtej kałuży krwi. A może nie. Nie wiemy. Gazeta nie wróciła do niego z aktualizacją.
Tak właśnie wygląda historia gospodarcza widziana z poziomu ulicy: statystyki się zgadzają, a człowiek znika.
* * *
Źródła
Nowiny Codzienne nr 108/1932 (12.05.1932): „Epidemia samobójstw na Śląsku Sprottau" — opis próby samobójczej kowala A. Fojkoscha z Przemkowa.
Dziennik Berliński, 25.07.1930: Znalezisko amunicji u członków NSDAP w Przemkowie.
Badische Presse, 13.06.1931: Strzelanina między członkami SPD a komunistami w Przemkowie — trzech rannych.
Polkwitzer Stadtblatt, 02.03.1934: Wiadomość o ponownym otwarciu Huty Fryderyka Krystiana po dwuletnim zamknięciu.
Kronika miejska Przemkowa (Stadtchronik Primkenau): dane o zatrudnieniu w hutach, kryzysie 1923 roku, połączeniu z Warsteiner Eisenwerke 1925.
Akta sądowe / prasa lokalna, sierpień 1930: Nakaz przymusowej licytacji dóbr przemkowskich — długi księżnej Doroty na 467 000 marek.
Prasa regionalna, styczeń 1933: Wyznaczenie terminu licytacji zamku i majątku przemkowskiego (345 ha).
Prasa regionalna, wrzesień 1933: Przejęcie zamku przez Reichsarbeitsdienst — 500 ochotników skierowanych do odwadniania bagien.
Akta szkolne / dokumenty ministerialne, luty 1931: Przyjęcie bezrobotnego nauczyciela do przemkowskiej szkoły katolickiej na mocy rozporządzenia z 1927 r.
Adreßbuch für Stadt und Kreis Sprottau, 1930 i 1936: Struktura mieszkańców Przemkowa na progu i po wyjściu z kryzysu (4688 mieszkańców w 1936 r.).
