Książę przed sądem
Sprawy sądowe Ernesta Günthera księcia Szlezwika-Holsztynu
Projekt Sekrety Przemkowa
© Eugeniusz Cipura, Przemków 2026
* * *
Słowo od Autora
Nie ma historii zamku bez historii jego pana. Ernest Günther, książę Szlezwika-Holsztynu, władał Przemkowem przez prawie trzydzieści lat — od roku 1891, kiedy to objął dorosłe życie jako pełnoletni dziedzic, aż do swojej nagłej śmierci w roku 1921. W tym czasie zbudował nowy zamek, prowadził hutę i rafinerię, polował z królami i cesarzem, przyjmował na swych włościach główne figury europejskiej polityki.
Ale Ernest Günther był też człowiekiem uwikłanym — w długach, w skandalach, w procesach sądowych. Prasa europejska śledziła jego potyczki prawne z zapasem charakterystycznym dla epoki, w której „plotka z salonów dworskich" była najchętniej czytaną rubryką.
Niniejszy esej zbiera wszystkie sprawy sądowe, jakie udało się odnaleźć w źródłach prasowych. Jest ich zaskakująco dużo. Książę przed sądem — to historia, która mówi coś ważnego nie tylko o nim samym, lecz także o społeczeństwie wilhelmińskich Niemiec, gdzie nawet członkowie dynastycznych rodzin musieli — lub musieli się wymigiwać — od odpowiedzialności prawnej.
Eugeniusz Cipura, Przemków 2026
I
Książę, który nie chciał płacić na szkołę
Przemków, lata 1892–1895
Pierwsza znana batalia sądowa Ernesta Günthera nie rozegrała się w zacisznych gabinetach cesarskiego Berlina ani na europejskich kurortach, lecz w niepozornym budynku sądowym w Szprotawie — i dotyczyła kwestii na pozór banalnej: kto ma płacić na utrzymanie szkoły w Przemkowie.
Był rok 1892. Ernest Günther miał dwadzieścia dziewięć lat i służył jako oficer w berlińskim garnizonie. Zamek w Przemkowie był już jego własnością — zgodnie z ustawą odszkodowawczą z roku 1885, kiedy to Prusy rekompensowały domowi Augustenburgów utratę praw do Szlezwika-Holsztynu. Książę władał rozległymi dobrami, lecz na co dzień mieszkał w Berlinie, w mieszkaniu służbowym oficera kawalerii.
Magistrat Przemkowa wpadł na pomysł, aby obciążyć właściciela zamku składką szkolną — 387 marek za rok 1892. Uzasadnienie było proste: książę spędza w Przemkowie duże ilości czasu, ma tu pełne mieszkanie, utrzymuje gospodarstwo, zatem zamek jest jego drugim miejscem zamieszkania, a on sam winien uczestniczyć w kosztach utrzymania ewangelickiej szkoły miejskiej.
Ernest Günther nie zamierzał płacić. Złożył protest, a gdy protest nic nie dał — odwołanie do najwyższych instancji. Jego argumentacja była subtelna, niemal sofistyczna: owszem, przebywa w Przemkowie, lecz jego stałe miejsce zamieszkania to Berlin, gdzie jest mu przyznane mieszkanie służbowe jako czynnemu oficerowi. Podatki i składki gminne płaci w Berlinie. Szkoła pruska z Przemkowa nie ma z nim nic wspólnego.
Książę dowodził, że był właścicielem ziemskim Przemkowa; według ogólnego prawa krajowego koszty utrzymania szkoły zobowiązani byli ponosić nie właściciele ziemscy, lecz ich poddani.
Sprawa dotarła aż do Naczelnego Sądu Administracyjnego w Berlinie. Wyrok zapadł 22 marca 1895 roku i był dla księcia niepomyślny. Sąd uznał, że zamek w Przemkowie jest jego drugim miejscem zamieszkania — skoro w 1891 roku spędził tu łącznie 73 dni podczas sześciu wizyt, a w roku następnym 62 dni podczas ośmiu wizyt, zawsze z gośćmi liczonymi w dziesiątki osób. „Centrum życia" nie musi być jedno — orzekł sąd. Poczciwe 387 marek musiało zostać zapłacone.
Sprawy nikt by nie pamiętał, gdyby nie to, że wyrok stał się precedensem cytowanym potem w całych Niemczech. Sąd sformułował zasadę: „Urzędnik lub oficer może mieć drugie miejsce zamieszkania oprócz tego wynikającego z jego siedziby służbowej." To był fragment prawnego życiorysu miasteczka Przemków — malutki, lecz trwały.
⁂
II
Skarb z krypty drezdeńskiej
Drezno, rok 1900 i następne
W roku 1900, podczas prac remontowych w Kościele Krzyża w Dreźnie, robotnicy natrafili na coś niezwykłego. W krypcie Albrechta księcia Holsztynu, który spoczął tam w roku 1619, leżały razem z nim skarby: złote pierścienie, złote łańcuchy i ozdobiona klejnotami korona. Spały tam trzy stulecia.
Kto ma do nich prawo? Pytanie zadane przez drezdeńskich prawników okazało się niespodziewanie skomplikowane. Początkowo sprawa wyglądała na rzecz państwa saskiego — skarb znaleziony w kościele, w ziemi, na saskim terytorium. Lecz wtedy pojawił się adwokat księcia Ernesta Günthera z Przemkowa.
Argumentacja była prosta i skuteczna: Albrecht, który spoczął w krypcie, był członkiem rodu Augustenburgów. Dom Szlezwika-Holsztynu jest prawowitym następcą tego rodu. Klejnoty pochowane z księciem są częścią dziedzictwa rodowego — nie mieniem kościelnym, nie skarbem państwowym. Ernest Günther, jako głowa rodu Augustenburgów, jest prawowitym dziedzicem.
Trzy lata temu w Kościele Krzyża w Dreźnie w grobie Albrechta księcia Holsztynu, który zmarł w 1619 roku, znaleziono złote pierścienie, łańcuchy i ozdobioną klejnotami koronę. Rościł sobie do nich prawo książę Ernest Günther i sądy przyznały teraz jego tytuł do nich.
Tym razem sąd stanął po stronie księcia. Po kilku latach postępowania prawnego, sądy uznały roszczenia Ernesta Günthera za zasadne. Klejnoty z drezdeńskiej krypty przeszły w ręce właściciela zamku Przemków. Był to rzadki przykład sprawy sądowej, z której Ernest Günther wyszedł ze złotem w ręku.
⁂
III
Anna Milewska i uprowadzenie w Kairze
Kair — Berlin — Przemków, lata 1899–1904
Gdyby należało wybrać jedną sprawę sądową, która najdobitniej zaświadcza o charakterze Ernesta Günthera — jego bezwzględności, arystokratycznym poczuciu nietykalności i gotowości do użycia władzy, aby ukryć wstydliwą rodzinną prawdę — to byłaby to właśnie sprawa Anny Milewskiej. Toczyła się ona przez ponad siedem lat, zajmując kilka sądów równocześnie i zdobiąc pierwsze strony europejskiej prasy.
Anna Milewska urodziła się w 1874 roku w Marggrabowie na Mazurach jako córka mistrza rzeźnickiego. Wyuczyła się krawiectwa, a potem została pokojówką — i to nie byle jakich dam, lecz dam z najwyższych sfer berlińskiej socjety. Inteligentna, lojalna i pełna poświęcenia, zdobyła w końcu posadę w służbie księżnej Amelii Szlezwicko-Holsztyńskiej, bardzo starej i schorowanej ciotki cesarzowej Augusty Wiktorii.
Księżna Amelia była osobą tragiczną — chora na gruźlicę, osamotniona, żyjąca na mieszczańskim garnku, bo jej brat i głowa rodu, Ernest Günther, wypłacał jej zaledwie 12 000 marek rocznie, chociaż sam dysponował majątkiem liczonym w milionach. Milewska stała się dla starej księżnej czymś więcej niż pokojówką — była jej powiernicą, opiekunką, przyjaciółką. Księżna podróżowała, wyjechała do Egiptu; Milewska towarzyszyła jej wszędzie, często z własnych oszczędności wspomagając finansowo swoją panią.
Latem 1901 roku, gdy obie kobiety przebywały w Kairze, doszło do zdarzenia, które Milewska opisywała potem przed sądami przez następne sześć lat. Na rozkaz Ernesta Günthera, wykonany przez jego szambelana dworu, majora von Blumenthala, egipska policja aresztowała Milewską na ulicy. Zatrzymano ją z brutalnością, przewieziono do konsulatu niemieckiego. Następnie, bez żadnego wyroku sądowego, deportowano do Niemiec. Księżna Amelia, oderwana od jedynej bliskiej osoby, wkrótce zmarła.
Książę Ernest Günther próbował rozwiązać stosunki, pojechał za nimi do Egiptu, kazał hrabinę uprowadzić i mimo protestu uwięzić w niemieckim konsulacie. W końcu została przewieziona do Niemiec, nie rozpatrzono jeszcze jej skargi cywilnej przeciwko księciu.
Dlaczego Ernest Günther tak desperacko chciał oddzielić Milewską od swojej ciotki? Prasa europejska snuła domysły. Oficjalnie twierdzono, że Milewska dopuściła się kradzieży. Lecz według Milewskiej — i było to przekonujące dla wielu dziennikarzy — książę chciał obsadzić przy ciotce kogoś innego, a przede wszystkim chciał zabezpieczyć mienie księżnej Amelii przed pretensjami lojalnej służącej, która finansowo ratowała swoją panią.
Po śmierci księżnej Amelii Milewska została formalnie oskarżona o kradzież biżuterii — cennych pierścieni, bransoletek i sznurów pereł, stanowiących prezenty od cesarza Wilhelma II, samego księcia Ernesta Günthera i królowej Danii. W torbie Milewskiej rzeczywiście znaleziono klejnoty i dużą gotówkę — lecz ona twierdziła, że to spłaty jej pożyczek i dary od wdzięcznej księżnej. Ernest Günther zeznawał co innego.
⁂
IV
Proces, który trwał siedem lat
Berlin — Drezno — Kilonia, lata 1904–1907
Proces Anny Milewskiej był jednym z najbardziej komentowanych procesów kryminalnych wilhelmińskich Niemiec. Nie dlatego, że był wyjątkowo okrutny lub zagadkowy — lecz dlatego, że ujawniał kulisy życia arystokracji, która dla prasy i jej czytelników była jednocześnie podziwiana i nienawidzona.
Zgodnie z nową ustawą — złośliwie nazywaną przez prasę „ustawą Günthera", bo wielu uważało, że została stworzona pod konkretną osobę — książę Szlezwika-Holsztynu nie musiał stawać przed berlińskim sądem. Komisja sądowa ze Szprotawy przyjechała więc do Przemkowa. W zamkowych komnatach, przy udziale adwokata dr. Lubszyńskiego z Berlina, Ernest Günther złożył pod przysięgą zeznania. Był to rok 1904.
Zeznanie księcia było długim wykładem o hierarchii, lojalności i własności. Twierdził, że ciotka nie miała powodów pożyczać pieniędzy — miała apanaże i rentę. Twierdził, że Milewska podawała się za hrabinę Michałowską lub hrabinę Arnim, czym burzyła dworski porządek. Twierdził, że Milewska podawała księżnej alkohol pod pozorem lekarstwa, by osłabić jej wolę, i że traktowała ją z góry.
Zostałem poproszony o interwencję jako głowa rodziny. Ale ponieważ o całej sprawie mówiło się najwyraźniej tylko w kręgach służby, na razie powstrzymałem się od dalszych kroków. Dopiero jednak, gdy dowiedziałem się o tym od różnych konsulów, a zwłaszcza gdy zaobserwowałem, że ciotka za namową Milewskiej zaczęła znów przygotowywać się do dalszych podróży, uznałem, że muszę działać.
Tymczasem Milewska nie siedziała z założonymi rękami. Wytoczyła kilkanaście postępowań cywilnych: przeciwko samemu księciu za bezprawne uprowadzenie w Kairze, przeciwko majorowi von Blumenthalowi za fałszywe oskarżenia wobec egipskich władz, przeciwko pani von Esmarch (ciotce cesarzowej i księcia) za list oczerniający jej charakter. Berlińskie gazety śledziły każde rozstrzygnięcie.
Wielki proces karny rozpoczął się 23 kwietnia 1907 roku przed I Izbą Kryminalną I Sądu Okręgowego w Berlinie. Przez kilka dni przesłuchiwano dziesiątki świadków, odczytywano zeznania składane w Przemkowie trzy lata wcześniej, przedstawiano klejnoty jako dowody rzeczowe. Adwokat księcia domagał się jak najsurowszego wyroku. Obrona Milewskiej wskazywała, że całe dochodzenie oparte jest na zemście arystokracji na kobiecie, która odważyła się być lojalna wobec swojej pani wbrew życzeniu rodu.
Pani Milewski przed przystąpieniem do rozprawy złożyła wniosek o wyłączenie całego trybunału sędziowskiego. Uzasadniła ten wniosek stwierdzeniem, że trybunał już dawno ma gotowy przeciwko niej wyrok. Jako dowód przytoczyła to, że książę Ernest Günther około pół roku temu powiedział jej byłemu radcy prawnemu, że jeżeli ona nie zgodzi się na ugodę sądową, gdy zostanie jej choćby jedna najmniejsza rzecz udowodniona, zostanie skazana co najmniej na rok więzienia — tak mu powiedział sędzia.
Sprawa ciągnęła się dalej: oskarżenia o zniesławienie, kolejne odwołania, kolejne posiedzenia. Prasa donosiła o negocjacjach ugodowych na kwotę 50 000 marek, które rzekomo zakończyły się fiaskiem. Cesarz Wilhelm II miał podobno osobiście wydać decyzję w sprawie Milewskiej — choć prasa nie zdradzała, jaką dokładnie.
Kiedy w 1908 roku sprawa w końcu ucichła, nie było triumfatorów. Milewska spędziła lata na sądowych porażkach i korytarzach, Ernest Günther zapłacił cenę reputacyjną, której nie można było wyliczyć w markach. Prasa europejska okrzyknęła go „hulaką" i „rozrzutnym szwagrem cesarza", a jego imię na zawsze splotło się z nazwą tej sprawy.
⁂
V
Konto K i skandal Banku Pomorskiego
Berlin — Przemków, rok 1905
W tym samym czasie, gdy sprawa Milewskiej toczyła się swym powolnym biegiem, Ernest Günther znalazł się w centrum zupełnie innego skandalu — finansowego, z udziałem książąt, bankierów i marszałków dworu cesarskiego.
Pommersche Hypothekenbank, czyli Bank Hipoteczny Pomorski, zbankrutował z hukiem. Podczas procesu sądowego wyszło na jaw istnienie „Konta K" — tajemniczej pozycji w księgach, opiewającej na kwotę 350 000 marek. Marszałek dworu cesarzowej Augusty Wiktorii, baron Ernst von Mirbach, podpisał pokwitowanie na 325 000 marek i twierdził, że pieniędzy nie dostał. Kto je więc zagarnął?
Trzy artykuły w gazecie „Berliner Zeitung" nie pozostawiały wiele do wyobraźni: wskazywały, z jawną ostrożnością prawną unikającą bezpośredniego nazwania, że odbiorcą był ktoś blisko związany z dworem cesarskim — ktoś „miłujący życie i wiecznie zadłużony." Czytelnicy rozumieli: chodziło o Ernesta Günthera.
Książę Szlezwika Holsztynu Ernest Günther, hulaszczy szwagier cesarza, został przesłuchany przez komisję w swojej siedzibie w Przemkowie i oświadczył pod przysięgą, że nigdy nie miał nic do czynienia z wiadomym „Kontem K" banku Pomorskiego. Jak wiadomo, chodziło o pozycję w rachunku w kwocie 320 000 marek, której pisemny odbiór poświadczył dawniejszy wielki ochmistrz dworu cesarzowej, mocno skompromitowany baron von Mirbach.
Ernest Günther zareagował błyskawicznie: ogłoszenie w prasie, że wniesie oskarżenie o zniesławienie przeciwko każdej gazecie, która będzie łączyć jego imię z „Kontem K". „Berliner Zeitung" postanowiła się nie cofać. Po niemal roku przygotowań do redaktora Richarda Löwe trafiło formalne oskarżenie.
Komisja sądowa przyjechała do Przemkowa. Ernest Günther złożył zeznanie pod przysięgą: nie miał absolutnie nic wspólnego z Pommernbank, ani bezpośrednio, ani pośrednio, ani nie otrzymał od banku żadnych pieniędzy. Baron von Mirbach złożył zeznania odmienne co do szczegółów, lecz potwierdził, że pieniędzy nie zagarnął dla siebie.
Wynik był ironiczny: książę udowodnił swoją niewinność pod przysięgą — ale przez to niewyjaśnione 325 000 marek ciągnęło za sobą pytanie, któremu sąd nie umiał odpowiedzieć: gdzie więc one są? Sprawa o zniesławienie zakończyła się — lecz zagadka „Konta K" pozostała nierozwiązana, a książę nie odzyskał reputacji, którą utracił już przez sam fakt pojawienia się jego nazwiska w nagłówkach.
⁂
VI
Pożar lasów i sprawiedliwość kolejowa
Okolice Przemkowa, rok 1904
Nie wszystkie sprawy sądowe Ernesta Günthera były wynikiem skandalów. Niektóre były po prostu biznesem — owego rodzaju uciążliwym, ale koniecznym biznesem, który jest udziałem każdego właściciela ziemskiego w Niemczech epoki industrialnej.
15 sierpnia 1904 roku od iskry lokomotywy towarowej zajęły się lasy pod Przemkowem. Ogień poczynił wielkie spustoszenia na terenach należących do kilkudziesięciu właścicieli — wśród nich był i Ernest Günther ze swoją domeną liczącą czterdzieści tysięcy morgów lasu.
Trzydziestu kilku poszkodowanych właścicieli zjednoczyło się i wspólnie wystąpiło do państwowej kolei z żądaniem odszkodowania. Formalnie chodziło o sprawę bezsporną — lokomotywa państwowa, iskra, pożar na gruntach prywatnych. Kolej jednak nie spieszyła się z płatnością.
Właściciele lasów, do których należał i książę Szlezwika-Holsztynu Ernest Günther, w liczbie trzydziestu kilku, wystąpili do kolei skarbowych z żądaniem odszkodowania za poniesione straty, co im też zostało przyznane, jak donoszą z Wrocławia. Ogólna suma zapłaconego odszkodowania wynosi 420 000 marek.
Tym razem Ernest Günther wygrał bez dramatu. Wspólnie z pozostałymi właścicielami wywalczył pełne odszkodowanie. Co więcej: kolej kupiła równowartość 130 000 marek niedopalonego drzewa z lasów książęcych — straty okazały się więc mniejsze niż początkowo szacowano. Był to przykład, że wśród wszystkich jego kłopotów prawnych zdarzały się i takie, które kończyły się po prostu na korzyść jego książęcości.
⁂
VII
Rafineria Quisisana przed Sądem Rzeszy
Berlin — Lipsk, rok 1912
Ernest Günther był człowiekiem epoki przemysłowej. Nie wystarczało mu być właścicielem ziemskim — budował hutę, zakładał stadniny, uruchamiał rafinerie. Pod firmą „Herzoglich-Schleswig-Holsteinische Oel-Raffinerie zu Primkenau" — Książęco-Szlezwicko-Holsztyńska Rafineria Oleju w Przemkowie — prowadził fabrykę masła roślinnego o nazwie Quisisana.
Około roku 1902 zawarł z berlińską firmą handlową umowę na dziesięć lat: firma miała być generalnym przedstawicielem produktów Quisisany na terenie Niemiec i za granicą, z wyjątkiem Francji. Umowa wyglądała rozsądnie — dopóty, dopóki Ernest Günther nie stwierdził, że berlińska firma używa jego tytułu książęcego w celach reklamowych niezgodnie z postanowieniami kontraktu.
Wypowiedział umowę listownie. Firma berlińska pozwała go do sądu, żądając stwierdzenia, że umowa nadal obowiązuje. Książę wniósł powództwo wzajemne, domagając się uwolnienia od zobowiązań umownych.
Sąd Okręgowy w Berlinie orzekł całkowicie na korzyść powoda — firmy berlińskiej. Sąd Apelacyjny był już ostrożniejszy: oddalił oba powództwa, uznając że firma co prawda naruszyła postanowienia reklamowe, lecz książę też nie miał dostatecznego powodu do natychmiastowego rozwiązania umowy. Sprawa dotarła aż do Niemieckiego Sądu Rzeszy w Lipsku.
Książę, pod swoją firmą handlową „Herzoglich-Schleswig-Holsteinische Oel-Raffinerie zu Primkenau", zawarł umowę z firmą E. z Berlina, zgodnie z którą przekazał tej firmie na 10 lat generalne przedstawicielstwo w Niemczech i za granicą do dystrybucji wszystkich produktów swojej fabryki masła roślinnego Quisisana. Umowa została wypowiedziana przez księcia listownie, ponieważ berlińska spółka używała nazwy księcia w celach reklamowych niezgodnie z postanowieniami umowy.
Wyrok Sądu Rzeszy nie zachował się w dostępnych źródłach — lecz sama droga tej sprawy przez trzy instancje sądowe mówi wiele o tym, jak skomplikowany i kosztowny był komercyjny świat, który Ernest Günther usiłował zbudować w swoich dobrach. Nie był tylko arystokratycznym ziemianinem — był przedsiębiorcą, i jak wielu przedsiębiorców, nie zawsze czytał drobny druk umów.
⁂
VIII
Kuratela nad księżną Luizą
Bruksela — Budapeszt — Berlin, lata 1910–1918
Księżna Luiza Sasko-Koburska, teściowa Ernesta Günthera i matka jego małżonki Doroty, była kobietą legendarnie rozrzutną i skandalicznie wolną — na miarę epoki, która tego nie przebaczała. Córka króla Belgii Leopolda II, przez lata żyła ze swoim kochankiem, węgierskim oficerem Gézą Mattachichem, trwoniła majątki, zaciągała długi i bojkotowała wszelkie próby „zaopiekowania się" nią przez rodzinę.
Ernest Günther, jako głowa rodziny przez małżeństwo z księżną Dorotą, wziął na siebie rolę administratora tej katastrofy. Kiedy w roku 1910 miał się odbywać podział spadku po królu Leopoldzie, wysłał do Brukseli berlińskiego adwokata jako pełnomocnika — aby zabezpieczyć interesy swojej żony w tej majątkowej układance.
Ale prawdziwym polem bitwy stało się pytanie, co zrobić z zadłużeniami teściowej. Adwokaci Ernesta Günthera zaproponowali księżnej Luizie ugodę: zrzeknie się swojego dziedzictwa po cesarzowej Karolinie Meksykańskiej (wartego ówcześnie około 21 milionów franków) i testamentowej części schedy po królu Leopoldzie na rzecz swojej córki, księżnej Doroty. W zamian Ernest Günther zaspokoi jej wierzycieli i zapewni jej do życia rentę roczną 120 000 marek — pod warunkiem, że rozstanie się z Mattachichem i podda się „odpowiedniemu otoczeniu."
Na pytanie, co za to będzie jej zaoferowane, radca sprawiedliwości odpowiedział, że nie otrzymał odnośnie tego żadnych wskazówek. W tych okolicznościach księżna powierzyła swoje przedstawicielstwo monachijskiemu radcy sprawiedliwości Troll.
Księżna Luiza odrzuciła te warunki, nazywając je „nie do przyjęcia." Uciekła na Węgry i zareklamowała się węgierskim obywatelstwem, które chroniło ją przed kompetencją niemieckich sądów. Sprawa ugrzęzła na kilka lat.
Kiedy w roku 1918 niemiecka armia zajęła Belgię, sytuacja stała się dramatyczna. 4,5 miliona koron zdeponowanych przez księżną Luizę w Banque de Bruxelles na rzecz jej wierzycieli zostało przetransferowanych do Reichsbanku w Monachium. Ernest Günther, podczas gdy Europa waliła się w gruzach Wielkiej Wojny, wszczął oficjalnie postępowanie sądowe o objęcie księżnej Luizy kuratelą — ubezwłasnowolnienie ze względu na „rozrzutność."
Jej zięć Ernest Günther, książę Szlezwika Holsztynu, szwagier niemieckiego cesarza, kazał wszcząć przeciwko niej postępowanie o objęcie ją kuratelą. Mieszkała ona w małym pensjonacie, otrzymywała codziennie tylko kilka marek i musiała radzić sobie bez służby. Uciekła na Węgry i powołała się na swoje węgierskie obywatelstwo.
Sprawa utknęła w geopolitycznym bagnie. Księżna Luiza mieszkała w hotelu Bristol w Budapeszcie, Niemcy przegrywały wojnę. Ernest Günther nie dożył jej ostatecznego rozwiązania — zmarł na zamku w Przemkowie 21 lutego 1921 roku.
⁂
IX
Trofea wojenne z roku 1864
Przemków — Głogów — Kopenhaga, lata 1921–1933
Ostatnia batalia sądowa związana z imieniem Ernesta Günthera rozegrała się już po jego śmierci — i paradoksalnie, po raz ostatni wyprowadziła jego rodzinę przed sąd w Głogowie.
W roku 1873 państwo pruskie, jako wyraz szczodrobliwości wobec rodu Augustenburgów po zawarciu ugody majątkowej, przekazało księciu Karolowi Szlezwicko-Holsztyńskiemu szczególne trofea wojenne z roku 1864: dwa pergaminowe drzewa genealogiczne duńskiego króla Krystiana i jego małżonki Doroty, sporządzone w złotych oprawach. Była to pamiątka po wojnie duńskiej, która ostatecznie rozstrzygnęła o tym, że księstwo Szlezwika-Holsztynu przeszło pod panowanie Prus.
Po śmierci księcia Karola pergaminy znalazły się — za zgodą pruskiego Archiwum Państwowego — w posiadaniu Ernesta Günthera w Przemkowie. Wisiały zapewne w jednej z zamkowych sal jako świadectwo dynastycznej chwały.
Kiedy Ernest Günther zmarł w roku 1921, a jego spadkobiercy znaleźli się w finansowych kłopotach, ktoś postanowił sprzedać cenne pergaminy do Danii — do galerii w Kopenhadze. Zapłacono za nie 12 000 marek Rzeszy. Pruskie Archiwum Państwowe zareagowało za późno: nakaz prowizoryczny dotarł już po transakcji.
Po tym, jak zmarł książę Ernest Günther, brat byłej cesarzowej, te cenne trofea zostały sprzedane do Danii, a mianowicie dla galerii w Kopenhadze. Zarządzenie prowizoryczne pruskiego archiwum państwowego wobec tej sprzedaży nastąpiło za późno.
Sprawa trafiła do sądu. Przez prawie dwa lata Pierwsza Cywilna Izba Wyższa Sądu Rejonowego w Głogowie rozpatrywała powództwo państwa pruskiego. W roku 1933 zapadł wyrok: księżna Dorota (wdowa po Erneście Güntherze), jej przybrany syn książę Jan i dyrektor generalny dóbr przemkowskich Hübner zostali zobowiązani do zwrotu wartości trofeów i zapłaty odszkodowania.
Uzasadnienie było proste: pergaminy nigdy nie stały się prywatną własnością rodu. Przekazanie ich w 1873 roku było depozytem, nie darowizną. Ernest Günther użytkował je przez lata — lecz nie miał prawa ich sprzedawać. Trofea z roku 1864 kosztowały rodzinę Günthera należności sądowe.
⁂
X
Epilog: zamek na licytacji
Szprotawa — Przemków, lata 1927–1931
Ernest Günther zostawił swoją żonę Dorotę i przybranego syna Jana w trudnej sytuacji. Majątek był zadłużony, lata po klęsce Niemiec w Pierwszej Wojnie Światowej były czasem inflacji i krachu. Księżna Dorota, o której pisano, że jest ofiarą intryg własnej rodziny, próbowała utrzymać Przemków.
W roku 1927 Sąd Okręgowy w Głogowie otworzył postępowanie upadłościowe wobec majątku księżnej Doroty, po czym je umorzył — co wywołało skandal. Prasa donosiła o możliwych nieprawidłowościach jednego z sędziów Sądu Rejonowego w Szprotawie, który miał mieć nieodpowiednie powiązania z wrogami księżnej. Sprawa trafiła do ministerstwa sprawiedliwości.
W roku 1931 sąd w Szprotawie wyznaczył termin licytacji komorniczej. Na sprzedaż wystawiono najpierw część majątku, a w roku następnym — zamek w Przemkowie, park zamkowy, pałac książęcy i setki hektarów lasu i ornych pól. Był to koniec tego, co Ernest Günther budował przez trzy dekady.
Przed sądem rejonowym w Szprotawie ma się odbyć 11 kwietnia licytacja komornicza majątku księżnej Szlezwika-Holsztynu Doroty Marii, szwagierki byłego cesarza, po tym jak już w ubiegłym roku część tego majątku została zlicytowana. Tym razem na licytację wystawiono również słynny zamek w Przemkowie, który w latach 90. ubiegłego wieku wybudował książę Ernest Günther, brat zmarłej cesarzowej.
Przemków zamknął swój rozdział dynastyczny na sali sądowej.
⁂
Zamiast podsumowania
Ernest Günther był człowiekiem, który żył ponad swoje możliwości — finansowo, społecznie i moralnie. W epoce, w której arystokracja musiała się pogodzić z tym, że prawo obowiązuje również książąt, on szukał ustępu w każdym przepisie i wychodził z każdego sądu z nową sprawą w zanadrzu.
A jednak — czytając te akta z blisko stu lat odległości — trudno odmówić mu pewnej konsekwencji. Walczył. O skarb z drezdeńskiej krypty, o prawo do niepłacenia podatku szkolnego, o swoje dobre imię wobec oskarżeń bankowych. Nawet sprawa Milewskiej, choć moralnie dwuznaczna, wynikała z przekonania, że jako głowa rodu ma prawo — i obowiązek — chronić rodzinę przed wstydliwymi skandalami.
Zamek w Przemkowie, który wybudował w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku, nie istnieje już od pół wieku. Po roku 1945, opuszczony i uszkodzony pożarem, popadał w ruinę. W roku 1964 stały jeszcze tylko mury obwodowe i część sklepień parteru. Z początkiem lat siedemdziesiątych XX wieku ruinę rozebrano do fundamentów. Podobny los spotkał przylegający pałac książęcy — na jego miejscu stoi dziś budynek Urzędu Miasta i Posterunek Policji. I to jest chyba najgorsza odpowiedź na pytanie, co zostało po człowieku, który przed sądem stawał przez trzydzieści lat: nie akta sprawy, nie mury zamku — nie zostało nic.
Eugeniusz Cipura, Przemków 2026
Źródła i przypisy
Niniejszy esej oparty jest na archiwalnych przekazach prasowych znalezionych w bazie Projektu Sekrety Przemkowa, zawierającej artykuły z gazet niemieckich, austro-węgierskich i polskich z lat 1881–1938. Kluczowe źródła:
Sprawy sądowe:
ID 1401 (27.03.1895) — wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego w sprawie składki szkolnej; ID 2024 (22.03.1895) — uzasadnienie wyroku.
ID 518, 747 (1903) — sprawa skarbu z krypty drezdeńskiej.
ID 1513, 1561, 1600 (1904) — początek procesu Milewskiej, aresztowanie w Kairze.
ID 1324 (25.11.1904) — przesłuchanie księcia w Przemkowie przez komisję sądową.
ID 1249 (24.08.1905) — przesłuchanie w sprawie „Konta K" i Pommernbank.
ID 587, 1422 (1905) — powództwo o obrazę honoru przeciw „Berliner Zeitung".
ID 803 (15.12.1905) — odszkodowanie za pożar lasów; ID 222, 882 (1905–1906) — skargi o zniesławienie Milewskiej.
ID 693 (14.02.1906) — wniosek o wyłączenie trybunału; ID 489 (09.08.1906) — decyzja cesarza.
ID 1176, 1283, 1345, 1409 (kwiecień 1907) — wielki proces karny w Berlinie.
ID 519 (10.04.1912) — sprawa rafinerii Quisisana przed Sądem Rzeszy.
ID 858 (17.01.1910), 1393 (27.01.1910) — sprawa spadku po Leopoldzie II i kuratela księżnej Luizy.
ID 952 — negocjacje ugodowe z księżną Luizą; warunki ugody.
ID 1032 (20.08.1918) — postępowanie o ubezwłasnowolnienie księżnej Luizy.
ID 1105 (22.03.1927) — kłopoty księżnej Doroty, postępowanie upadłościowe.
ID 1918 — przed licytacją komorniczą zamku w Przemkowie.
ID 94 (01.12.1933) — wyrok w sprawie trofeów wojennych z 1864 roku.
