Seks i przestępczość w Grunewald. Skandal z 1891 roku
Regina Stürickow | 29 sierpień 2016 | Berlin
Seksowne imprezy w pruderyjnych Prusach, oszustwa liczone w milionach, projekty budowlane z „posmarowaniem”: Berlin to miasto skandali. Regina Stürickow zebrała 16 najbardziej ekscytujących historii ze 100 lat historii Berlina w swojej książce „Scandals in Berlin”.
W 1891 roku doszło do szczególnie pikantnego zdarzenia: zameczek myśliwski w Grunewald służył jako zamek przyjemności dla szlachty ... plotki i spekulacje o tymt rozprzestrzeniały się w szybkim tempie. Przyjemnej lektury fragmentu naszego tekstu!
Jest jasny, zimny dzień w styczniu 1891 roku, gdy sanie ciągnięte przez konie torują sobie drogę przez nietknięty jeszcze śnieg w Grunewald. Mówi się, że pasażerami było dziewięciu mężczyzn i sześć kobiet, wszyscy należący do dworzan, w tym bliscy krewni i osoby zaufane cesarza. Gdy dotarli na miejsce, do zameczku myśliwskiego Grunewald, zapadał już zmierzch. Mówi się, że Szarlota Saksonii - Meiningen, siostra cesarza Wilhelma II, zapraszała do odległego zameczku myśliwskiego. - Idealne miejsce imprezę przyjemności w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu. Tutaj można zabezpieczyć się przed niechcianymi gośćmi, a świadkowie tej nocy w żaden sposób nie są pożądani.
Jednak szczegóły nie są zresztą znane. Czy woźnicy czekają w bezpiecznej odległości od tego, co ma tam miejsce przy koniach w stajni? Gdzie podziała się służba? Czy wycofała się do innego skrzydła zamku i w tym czasie dobrze się bawi na swój sposób? Wyobraźnia nie zna granic.
W każdym bądź razie zameczek jest dobrze ogrzewany. Panie pozbywają się swoich futer, mężczyźni zdejmują ciężkie płaszcze. Dziś nie ma etykiety. Jest jedzenie i picie - potem opadają okrycia i załamuje się opanowanie. Wycieczka zakamuflowana jako wieczór towarzyski okazuje się być „imprezą swingersów”, orgią seksualną bez tabu: każdy może uprawiać seks z każdym, mężczyzna z mężczyzną, kobieta z kobietą, seks w trójkę, wszystko można wypróbować, wszystko jest dozwolone. Przyjemność trwa do późnych godzin nocnych.
fot. Zameczek myśliwski w Grunewald około 1930 roku @ akg-images, Berlin
Seks impreza ze szlachetną listą gości.
Wśród gości był książę Szlezwiku-Holsztyna Ernest Günther, szwagier Wilhelma II, książę Hesji Fryderyk Karol, który później poślubił Małgorzatę, młodszą siostrę cesarza, hrabia Hohenau Fryderyk z żoną Szarlottą, królewski szambelanem baron Schrader Karol Ernest z żoną Alidą, a także mistrz ceremonii i zaufany cesarza Jan Luis Karol Leberecht von Kotze i jego żona Elżbieta.
Niezliczone pogłoski narosły wokół tej podejrzanej imprezy. Główne postacie domniemanej orgii seksualnej w zameczku myśliwskim w Grunewald się znają od dawna. Dworzanie to zaprzysięgły krąg, który prawdopodobnie miał już pewne intymne relacje. Plotkuje się i plotkuje. Niewiele z nich przenika na zewnątrz, do uszu wiernych poddanych. Z drugiej strony, „w murach” nie tylko nieoficjalnie szepce się między sobą o rozwiązłym życiu seksualnym hrabiny takiej a takiej i księcia takiego a takiego; orgie seksualne na dworze, jeśli spojrzeć na historię, należą do wielkopańskich zwyczajów. Nie jest tajemnicą, że szlachetni dworzanie, jeśli chodzi o seks, nie są tak szlachetni. Czy to na dworze Ludwika XIV, u Habsburgów, w angielskiej rodzinie królewskiej, czy na dworze króla Bawarii Ludwika II - zawsze były afery seksualne. Nawet cesarz Wilhelm II nigdy nie był wybredny. Jego afery, które miał jako książę następca tronu, są legendą. Mówi się, że w Strasburgu miał związek ze szlachetnie urodzoną prostytutką i pisał listy miłosne do ukochanej. Kiedy zagroziła opublikowaniem listów, wykupił je dwór, aby uniknąć skandalu. Miłosne eskapady wysoko urodzonych nie zawsze pozostawały bez konsekwencji. Jednak szlachta zwykle dyskretnie - i za dużo pieniędzy - pozbywała się swoich afer.
Nieprzyzwoity post na śniadanie.
Ale wracając do Grunewaldu: pomimo wszystkich środków ostrożności to seksualne party nie zostało utrzymane w tajemnicy. Następnego ranka uczestnicy i uczestniczki tej zimowej wycieczki na srebrnej tacy, obok dżemu na śniadanie, razem ze zwykłą pocztą znajdą list bez nadawcy. List, którego treść ma na celu zepsuć apetyt odbiorców: praktyki seksualne, szczególnie homoseksualne, które praktykowano na przyjęciu, są napiętnowane i opisywane we wszystkich pikantnych i zawstydzających szczegółach. Aby zilustrować swoje wyjaśnienia, autor wymyślił coś bardzo wyjątkowego: na pocztówkach ze zdjęciami z pornograficznymi przedstawieniami - łatwymi do zdobycia - są przyklejone, wycięte z innych fotografii, twarze głównych postaci party w myśliwskim zameczku i innych członków dworu. Aby również nie było nieporozumień, twórczy pisarz naszpikował jeszcze swoje listy rysunkami różnych genitaliów. Ale co jest znacznie gorsze: nie tylko uczestnicy „imprezy swingersów” otrzymują te pornograficzne listy, ale cały szereg członków dworu i przedstawicieli szlachty.
Anonimowe listy rozwodzą się mianowicie, o czym dotychczas co najwyżej szeptano, o erotycznych tajemnicach dworu. Jedno jest pewne: listy zostały napisane przez osobę wtajemniczoną w to wszystko. Plotki kwitną obficie, szczególnie jeśli chodzi o życie miłosne 28-letniej hrabiny Hohenau Szarlotty, znanej jako Lottka. Ponieważ na dworze nie pozostawało tajemnicą, że (zaaranżowane) małżeństwo z Fryderykiem hrabią Hohenau jest farsą. Krążyły wieści, że mąż Lottki, o głowę niższy od niej i cztery lata młodszy, woli dzielić łóżko z mężczyznami niż ze swoją piękną żoną. Do tego Fryderyk nie ukrywał swojego homoseksualizmu, wręcz przeciwnie: w go urzeczywistniał. Hrabina nie przepuszczała natomiast okazji, by nie być na tym stratna. Lottka była, jak się powszechnie mówi, „rasową kobietą”. Swoimi umiejętnościami jeździeckimi - jeździ lepiej niż dziesięciu huzarów - robi wrażenie na męskim świecie. I nikt nie może się oprzeć jej seksapilowi. Mężczyźni są u jej stóp. Ale kobiety nienawidzą tej wyrafinowanej lafiryndy, która zwraca uwagę wszystkich mężczyzn. Podobno na dworze nie ma mężczyzny, którego jeszcze nie wciągnęłaby do swojego łóżka. Cieszy się reputacją nienasyconej nimfomanki, która nawet nie ma oporów przed żonatymi mężczyznami. W anonimowych listach czytamy, że Szarlotta von Hohenau nie spoczęła „dopóki nie nawiązała, jeżeli to tylko było możliwe, kontaktu seksualnego ze wszystkimi książętami”. Na pewnej uroczystości dworskiej podobno pojawiła się „z całkowicie obnażonymi piersiami”. Ale nikt nie zarzucił jej braku gustu i nie upomniał.
Sodoma i Gomora na dworze?
Mówi się, że Wilhelm II, wówczas książę następca tronu, miał mieć związek z Szarlottą von Hohenau, a także książę Hesji Fryderyk Karol, który poślubił siostrę Wilhelma Małgorzatę, syna Bismarcka Herbert, jak również późniejszy kanclerz Rzeszy Maks von Baden. Lista może być dowolnie rozszerzana.
Homoseksualizm księcia Anhalt Ariberta i domniemane lesbijskie usposobienie Alidy von Schrader są nie mniej widoczne.
Jednak nieznany denuncjator nie był zadowolony z jednego, czy dwóch listów bezpośrednio po przyjemnościach w Grunewald. Powódź anonimowego pisania nigdy się nie kończy. Po dwóch latach, w maju 1892 roku, panujący władcy ostatecznie wybuchają ze złości. Włączają w sprawę policję, ale nie bez wcześniejszego, starannego zaciemnienia najbardziej kompromitujących fragmentów.
Śledztwo jest niezręczne, prawie amatorskie i nie jest pozbawione humoru. Skrzynki pocztowe w mieście są obserwowane, aby złapać sprawcę na gorącym uczynku przy wrzucaniu listów, a papier listowy jest konfiskowany od potencjalnych podejrzanych. Ale nie wszystkim dobrze urodzonym mężczyznom i kobietom się to podoba i po prostu bez ceregieli wyrzucają dzielnych detektywów za drzwi. Kto jest autorem tych listów? Ekscentryczna Szarlotta von Meiningen jest również podejrzana, ponieważ nałogowa palaczka siostra cesarza ma reputację nie mniej nimfomańskiej niż „Lottka”. Motyw jest oczywisty: zazdrość i zawiść o Szarlottę von Hohenau, która niewątpliwie stawiała ją w cieniu.
Chociaż eskapady homoseksualne wymienione w listach podlegają karze na mocy paragrafu 175 Kodeksu karnego, nie interweniowała ani policja, ani prokuratura. Nikt nie chce wsadzać kija w mrowisko. Nadgorliwe śledztwa oznaczałyby tylko kłopoty, a może nawet kosztowałyby karierę, ponieważ wiedziano o dużej liczbie homoseksualistów na dworze. Ponadto niezwykle trudno byłoby dostarczyć dowody aktów homoseksualnych. Znane miały być takie skłonności poza tym z postępowań rozwodowych prowadzonych przez niektóre żony, które wprawdzie w tamtym czasie były rzadkie i w których jednak prano wiele brudów.
Mistrz ceremonii jako kozioł ofiarny.
W końcu zidentyfikowano podejrzanego: niebezpiecznego ze względu na swój cięty język mistrza ceremonii Leberechta von Kotze. Był on tą osobą na dworze, która planuje i organizuje imprezy i wydarzenia, kimś w rodzaju „managera wydarzeń”. Von Kotze był bardziej niż nielubianym, ponieważ był ekscentryczny: zwracał uwagę na swój wygląd, nie tylko ubiera się modnie, ale i ekstrawagancko. W tamtym czasie świadomość mody uznawana była jednak za niemęską, tak że von Kotze zniesławiany był jako „kobiecy”. Do tego był potępiany jako notoryczny plotkarz, co było również kobiecą wadą. Cesarz, który nawet prywatnie odwiedzał swojego mistrza ceremonii, aby poznać najnowsze pogłoski na dworze, ciągle doceniał jego cynizm i sarkazm, z którymi przekazywał plotki.
Stopniowo nieprzyzwoita treść listów wyciekała również do opinii publicznej. I tak to się stało: arystokracja mogła być zwykle obsługiwana przez całą dobę, a personel służby zwykle serwował pocztę ze śniadaniem – rozumie się, że już otwartą, ponieważ pracodawca nie powinien zajmować się jeszcze otwieraniem poczty. Dyskrecja jest oczywiście kwestią honoru. Ale jeśli służący napotykają pornograficzne zdjęcia podczas otwierania listów, trudno jest zachować dyskrecję i nie rzucić okiem na treść listu. Niedyskrecje, które są podawane do publicznej wiadomości przez dworską służbę, są tak stare jak sama arystokracja. Sługa mówi o tym pokojówce, która przekazuje je dalej krawcowej, która przekazuje je z ufnością żonie piekarza, która następnie przekazuje je handlarzowi warzywami. Brudna historia się kręci. Szyderstwa i kpiny wylewają się na arystokrację, która wcale nie jest tak w porządku, jak się zachowuje.