Prehistoryczne szańce na Śląsku
Prehistoryczne szańce na Śląsku
Autorstwa królewskiego mierniczego M. Hellmicha w Głogowie
Wśród spuścizny mieszkańców naszej prowincji z owych minionych dni, o których pisana historia nie daje nam żadnej lub jedynie skąpą wiedzę, rozproszone wszędzie, często potężne ziemne budowle szańców zawsze robią najsilniejsze wrażenie.
Gdziekolwiek pojawiają się one w śląskich krainach przed oczami wędrowca – czy to w samotnych dolnośląskich wrzosowiskach w dorzeczu Bobru jako wyciągnięta wzdłuż linia „Trzech Rowów” (*Dreigräben*), czy jako wał pierścieniowy na podmokłym terenie jednego z licznych cieków wodnych prowincji, czy może jako otoczony wałem szczyt szczególnie wybitnego wzniesienia na pagórkowatym terenie – pierwsze wrażenie zawsze budzi podziw dla śmiałości i ducha przedsiębiorczości ich budowniczych. Bo nawet jeśli nasze nowoczesne środki techniczne, w połączeniu ze ścisłą organizacją wszystkich sił przez wielkie wspólnoty, pozwalają nam planować i doprowadzać do pomyślnego końca zupełnie inne, znacznie potężniejsze przedsięwzięcia, to trzeba jednak odjąć te zdobycze kulturowe dla tamtych czasów, w których budowano szańce. Porównanie z Asyryjczykami i Egipcjanami można chyba przeprowadzić jedynie o tyle, o ile tu i tam ludzkie zasoby siły roboczej były dostępne licznie i tanio. Podczas gdy na Wschodzie można już mówić o użyciu maszyn przy budowie, u nas jedynymi pomocami do przemieszczania znacznych mas ziemi musiały być zapewne skórzane worki, wyplatane kosze i ciągnięte przez ludzi lub zwierzęta płozy. Wskazują na to podania o budowie poszczególnych szańców. Opowiada się tu i ówdzie, że ziemię na szańce przynoszono przez budowniczych w ich skórzanych czapkach lub fartuchach z dość odległych miejsc wydobycia.
O tym, że przy budowie postępowano bardzo planowo i w każdym razie bez bezużytecznego marnotrawstwa sił, zobaczymy później.
Najpierw należy przyjrzeć się różnym formom budowli, aby wyjaśnić, czy pomimo różnego wykonania, które jest niemal tak liczne, jak same obiekty, można rozpoznać pewne formy podstawowe.
Istotnym kryterium rozróżniającym jest cel tych budowli. Jeśli były one przeznaczone do oznaczenia granicy części kraju, siedziby ludu lub plemienia, to taką często wielomilową linię, wyznaczoną przez rów i wał, nazywa się „Landwehr” lub „Langwall” (wał podłużny). Jeśli natomiast budowla miała otaczać tylko mniejszy plac, osadę wspólnoty wiejskiej lub właściciela ziemskiego, działo się to poprzez usypanie wału zamkniętego pierścieniowo, czyli wału pierścieniowego lub, w przypadku zabezpieczenia strony dostępnej w miejscu chronionym przez naturę, wału odcinkowego (Abschnittswall).
Miejscami bardzo dobrze zachowanym i wyróżniającym się swoją długością przykładem wałów podłużnych, który posiada Śląsk, są wspomniane już na wstępie „Trzy Rowy” (Dreigräben), które wykazano z przerwami na długości 60 kilometrów. Ciągną się one od granicy powiatów bolesławieckiego i głogowskiego w stronę wrzosowisk Przemkowa, Szprotawy i Małomic i kończą się ostatecznie na granicy powiatów Kożuchów i Żagań, starej granicy księstwa głogowsko-żagańskiego, aż do Niebusch w powiecie Kożuchowa, gdzie kończą się w parku przy głęboko wciętym cieku wodnym. Podobna, choć nie tak okazale rozbudowana linia, leży na Łużycach między Rothenburgiem a Mużakowem i została zbadana przez proboszcza Stocka w Rothenburgu. Znana jest pod nazwą „Szańce” lub „Szańce piersiowe”.
„Trzy Rowy” na obszarze Bobru mają na poszczególnych odcinkach różne przekroje i tworzone są przez dwa lub trzy wały z leżącymi pomiędzy nimi i przy nich rowami. Częściowo pomiędzy jednostkami utworzonymi z rowu i wału leżą jeszcze poziome pasy pierwotnej powierzchni o szerokości około 5 metrów. Całość obiektu, w zależności od przyjętego planu budowy, jest w różnych miejscach różnie szeroka, od 14 do 45 metrów. Ich różnice wysokości pomiędzy dnem rowu a koroną wału wynoszą obecnie do 2,2 metra. Wcześniej były one z pewnością jeszcze znaczniejsze i w najlepiej wykształconych miejscach mogły wynosić co najmniej 3 metry – licząc po połowie na wysokość wału i głębokość rowu. Wskazują na to ustalenia dokonane przy okazji nowszych wykopalisk. Najpotężniejsza część obiektu między wyżej wspomnianą granicą powiatu na północ od Rückenwaldau aż do Kuhsee na południe od Przemkowa ma około 11 kilometrów długości, z niewielką przerwą przy wsi Pogorzele, gdzie została splantowana na początku XIX wieku; rowy leżą tam wszystkie na wschód od wałów – okoliczność, która zdaje się wskazywać, że skierowane były przeciwko krajowi i jego mieszkańcom po tej stronie świata. Biorąc pod uwagę uznawany także gdzie indziej (*) germański charakter tych obiektów, można by zatem pomyśleć o celu wyznaczenia granicy terytorium niemieckiego przeciwko Słowianom mieszkającym na wschodzie i być może o zamknięciu tej granicy przed napierającymi hordami. Także ich obrona w poszczególnych zagrożonych miejscach jest widoczna już w samym założeniu obiektu, a stanowisko na koronie wału było dla obrońcy przy ówczesnym rozwoju broni nadzwyczaj korzystne w stosunku do atakującego, który podczas napierania przez głęboki rów ze spiczastym dnem był dwukrotnie w niekorzystnej sytuacji. Także druga i trzecia linia oferowały obrońcy, po sforsowaniu przez przeciwnika pierwszego wału, jeszcze dwukrotnie okazję do przeciwstawienia się już wstrząśniętemu atakującemu w korzystnej pozycji. Te rozważania pozwalają przypuszczać, że budowa miała miejsce w czasie walk między Słowianami a Niemcami.
Nieliczne znaleziska przy „Trzech Rowach” niestety pozostały niezauważone i zaginęły. Również przeprowadzone wykopaliska nie przyniosły niczego, tak że oparte na takich przesłankach datowanie dotychczas nadal pozostaje niewyjaśnione.
Dołączone ilustracje pokazują obiekty w takim stanie, w jakim prezentują się one dzisiaj. Ze względu na stosunkowo niewielkie różnice wysokości, mogą one oddać wrażenie w miejscu i czasie tylko w sposób niedoskonały.
Od tych wałów podłużnych wyraźnie oddzielone są, jak już wyżej zauważono, wały pierścieniowe i wały odcinkowe, które zamykają stosunkowo mały obszar w sposób obronny. Obiekty te nazywane są w ludowych podaniach szańcami szwedzkimi, tatarskimi lub pogańskimi, albo „Góry Zamkowe” czy „Wały Zamkowe”, albo noszą nazwy szczególne tylko dla danego obiektu, jak np. Purprichsberg koło Pinquard w powiecie głogowskim. Także nazwa „Winnica” (Weinberg) występuje często dla samych obiektów lub pobliskich wzniesień. Nie należy przywiązywać wagi do nazwy odnoszącej się do jakiegoś konkretnego ludu, gdyż takie fałszywe nazewnictwo występuje nawet przy współczesnych dziełach, jak wykazał to dr Lustig dla szańców wokół Königszelt, pozostałości słynnego obozu bolesławieckiego, oraz dla szańców pochodzących z wojen wyzwoleńczych pod Frankenstein (Ząbkowice Śląskie) i Martha.
Tak różne, jak punkty, na których zostały założone, tak różne są też ich formy. Jedno jest jednak wspólne dla wszystkich: ogląd w doborze terenu i wykorzystaniu naturalnego położenia dla zwiększenia ochrony. Znajduje się je na łąkach i bagnistych nizinach, jako zwieńczenie stromizny brzegu doliny, na dominujących szczytach gór, jak i na mniejszych wzniesieniach, które leżą ukryte w dolinie pod ochroną wieńca większych pasm górskich. Albo są dla ochrony całkowicie otoczone wałem, albo dostęp jest tylko zagrodzony wałem, który od krótkiej tamy biegnie w poprzek szyi wysuniętej góry aż do wału sierpowatego na bagnie lub krawędzi doliny – może przybierać wszystkie formy i rozmiary. Nawet rozmiar otoczonego obszaru zmienia się w bardzo szerokich granicach: od „Wallesfeld” koło Lubowitz w powiecie raciborskim, który według Söhne obejmuje obszar ponad 20 hektarów i kryje w sobie całą wieś, aż do góry zamkowej koło Gustau, gdzie wewnętrzne miejsce wału mierzy tylko około 15 do 20 metrów i obejmuje więc tylko około 300 metrów kwadratowych – można znaleźć wszystkie stopnie wielkości.
Wszystkie te formy pozostają jednak w najściślejszym związku z naturą terenu z jednej strony, a z drugiej strony z zasadą oszczędności środków, które należy zużyć do osiągnięcia zamierzonego celu. Jeśli strome zbocza wybranego zbocza góry lub krawędzi doliny są tak nieprzebyte, że można je zdobyć tylko z trudem, i dlatego obrona wspinających się jest łatwa ze względu na wynikającą z tego bezbronność, to w tym miejscu nie wznosi się sztucznej ochrony, co można zobaczyć w licznych obiektach, z których wymienię tylko wał koło Köben w powiecie ścinawskim i zamek na górze zamkowej koło Bobernig w powiecie zielonogórskim, oba na prawym stromym brzegu doliny Odry, oraz „Góry Zamkowe” koło Röchlitz w powiecie złotoryjskim i Kolbnitz w powiecie jaworskim.
Jeśli nieprzebyte bagniste niziny lub powierzchnie wodne oferują niepowołanym gościom trudności, to również tam zaniechuje się usypywania ziemi, co pokazuje ładna sierpowa forma „Szwedzkiego Szańca” koło Zeippern w powiecie górowskim.
Zawsze natomiast znajduje się pomysłowo zablokowane miejsce dostępowe i cel ten osiąga się przeważnie w oszczędny sposób poprzez pobranie ziemi po stronie zewnętrznej i usypanie jej po stronie wewnętrznej.
Pomiędzy tymi dwoma skrajnymi przypadkami – całkowicie naturalną oraz bezwzględnie wymagającą sztucznej ochrony – znajduje się niezliczona ilość przejść, gdzie braki natury uzupełniano mniejszymi lub większymi sztucznymi środkami pomocniczymi. Często stosunek ten w terenie jest trudny do dostrzeżenia, ponieważ rosnące drzewa i krzewy lub późniejsze zmiany zatarły obraz, albo dlatego, że cały obiekt ze względu na swoje rozmiary jest mało przejrzysty. Szczególnie mylące są stosunki wysokościowe, a zwłaszcza wzajemne położenie punktów wewnątrz i na zewnątrz wału jest trudne do właściwej oceny. Muszą wtedy pomóc dobre pomiary i opracowany na ich podstawie obraz mapy, aby sprowadzić szacunki do właściwych proporcji.
Tak jest np. w przypadku „szańca” w Niemberg (powiat złotoryjsko-chojnowski), który nie jest czystym owalem, za jaki często bywa uważany, ani nie został w swoim wnętrzu znacząco podwyższony względem pierwotnej powierzchni gruntu. Żaden obserwator nie uwierzyłby w to bez dalszych wyjaśnień, gdyż sprawia on wrażenie potężnego nasypu. Że jednak tak nie jest, wynika z rodzaju i sposobu jego budowy, z przekroju podłużnego w osi zachód-wschód. Teren był niegdyś wysuniętym cyplem krawędzi doliny rzeki Kaczawy. Z tego cypla odcięto ostatni występ poprzez wykopanie przecinającego go rowu poprzecznego i usypanie z wydobytych w ten sposób mas ziemi nasypu od strony doliny. Zarówno rów, jak i nasyp mają bardzo duże wymiary, a ten pierwszy posiada płaskie zbocza. Tak powstało od strony zwróconej ku górze nasypu zbocze o wysokości 13 metrów, do czego potrzebna była tylko głębokość wykopu około 5 metrów.
W mniejszej skali odnajdujemy tę samą konstrukcję tuż obok, na przeciwległej krawędzi doliny, przy wspomnianej już „Górze Zamkowej” (Burgberg) koło Złotoryi. Jeśli wyobrazimy sobie w obu przypadkach wydobytą ziemię z powrotem w miejscu jej pobrania, to linia powierzchni od strony górskiej aż do wnętrza chronionej przestrzeni jest nieprzerwana i stała. Podczas gdy przy Górze Zamkowej koło Złotoryi pozostałe, niechronione sztucznie strony były wystarczająco strome, by utrudnić dostęp, przy szańcu w Niemberg – prawdopodobnie dlatego, że miejsce to miało większe znaczenie – uznano za konieczne usypanie wału obwodowego o zmiennej wysokości, dokładnie dostosowanej do trudności zbocza.
Podobnie, choć różniąc się w szczegółach, przedstawia się konstrukcja wałów na nizinach. Nawet jeśli można było wykorzystać wzniesienie terenu górujące nad okolicą, to dla samego obwałowania zawsze trzeba było zyskać ziemię poprzez wykopanie szerokiego i niezbyt głębokiego rowu. Że także na takim terenie oszczędzano w miarę możliwości nakład pracy, pokazuje bardzo wyraźnie wspomniany już „Szwedzki Szaniec” (Schwedenschanze) koło Zeippern w powiecie górowskim, szaniec sierpowaty. Jako naturalna osłona służy mu od południa lustro wody z przylegającym, ciągnącym się po obu stronach bagnistym zagłębieniem, które bez wątpienia było niegdyś – a mianowicie prawdopodobnie w czasie budowy szańca – korytem rzeki Baryczy (Bartsch), podczas gdy rzeka ta płynie teraz w niewielkiej odległości na północ. Tutaj wzniesiono tylko jeden wał o sierpowatym zarysie, którego końce stykają się z bagnem. Wokół stopy wału ciągnie się płaskie zagłębienie o zmiennej szerokości – miejsce, z którego pobrano ziemię na wał.
Przykładem kolistego nasypu jest położony niedaleko stamtąd wał koło Linz w powiecie górowskim. Jest on najwyraźniej wycięty z pobranej ziemi z sąsiednich pól uprawnych, a oddzielające go zagłębienie łączy się z istniejącą już wcześniej, ciągnącą się daleko łąkową niziną, która niegdyś mogła być odnogą Odry, szukającej sobie drogi bez żadnych przeszkód. Ta nizina musiała jednak być już w czasie wznoszenia szańca opuszczona i płaska, tak że nie była już uważana za poważną przeszkodę w zbliżaniu się; dlatego wnętrze szańca jest szczelnie zamknięte dość dokładnie kolistym wałem.
Jako trzeci rodzaj nizinnych szańców chciałbym wymienić „Wał Górny” (Wallberg) koło Priedemost w powiecie głogowskim z dwoma leżącymi obok siebie obwałowaniami w formie szeroko rozciągniętej ósemki. Większy wał jest bardziej płaski i niższy niż mniejszy. Różnica wysokości obu niecek jest niemal identyczna i zgadza się z przypuszczalną pierwotną wysokością terenu tak dokładnie, jak tylko można oczekiwać, biorąc pod uwagę zmiany spowodowane wypłukiwaniem przez deszcz i podobne naturalne wpływy.
Odnośnie celu tych budowli, wznoszonych przy ogromnym nakładzie sił, stawiano długo najróżniejsze przypuszczenia; od najbardziej prozaicznych po sakralne, wyczerpano niemal wszystkie możliwości. Podczas gdy jedni uważali je za miejsca pracy prehistorycznych mydlarzy – ze względu na tanią etymologię: szańce szwedzkie (Schwedenschanzen), szańce suewskie (Suevenschanzen), szańce mydlane (Seefenschanzen) – inni uważali je za miejsca ofiarne, w których środku stał ołtarz, przy którym kapłani przyzywali swojego boga, podczas gdy przybyły na tę posługę lud patrzył z nabożeństwem z amfiteatralnie wznoszących się wałów na święty obrzęd.
Wyjaśnienie tego mogą przynieść tylko dwa środki pomocnicze, mianowicie badania archiwalne i badania za pomocą łopaty. Źródła tych pierwszych są prawdopodobnie dotychczas zbyt słabo wykorzystane. Jednakże szczególnie w naszej węższej ojczyźnie, na Śląsku, nie należy wiązać zbyt wielkich nadziei z ich wynikami, gdyż podstawy ku temu – pisane dokumenty – płyną dopiero z czasów, w których grodziska były już w większości opuszczone. Z raportu z podróży Ibrahima ibn Jakuba z roku 973 można jednak z pewnością wywnioskować, że niektóre obiekty należy uważać za miejsca schronienia i obrony, które tworzono lub wykorzystywano w czasach najazdów wrogów zewnętrznych. Że istniały także miejsca używane przez władców kraju jako tymczasowe lub przez ich urzędników jako stałe siedziby, wynika z dokumentów datowanych na tamte czasy i ich zgodności ze starymi, określanymi jako kasztelanie siedzibami wyższych urzędników administracyjnych, kasztelanów. Posiadamy dokumenty dotyczące licznych kasztelanii, wśród których chcę wymienić jako bez wątpienia identyczną z zachowanym do dziś szańcem Sandovel, tj. Sandewalde w powiecie górowskim, podczas gdy wśród świadków innych dokumentów znajdujemy wymienioną wielką liczbę kasztelanów, zestawionych w rozprawie Neulinga z „Czasopisma Śląskiego Towarzystwa Historycznego” (tom X, strona 96) pt. „Kasztelanie śląskie do roku 1250”.
Wszystkie te ustalenia dają nam jednak tylko informacje z ostatniego okresu ich użytkowania. Nad wcześniejszymi czasami ciąży głęboka ciemność, którą można rozjaśnić tylko zastosowaniem łopaty. Wprowadzenie tego środka pomocniczego przy ocenie grodzisk, a zwłaszcza konsekwentne wykorzystanie i ocena uzyskanych przy tym wyników, zawdzięczamy przede wszystkim geniuszowi Virchowa, który osiągnął dzięki temu wybitne rezultaty.
Znaleziska uzyskane tą metodą są wprawdzie niepozorne w porównaniu z tymi z wykopalisk na poszczególnych cmentarzyskach. Składają się one w przeważającej większości z odłamków naczyń i odpadów gospodarczych. Badania porównawcze są jednak dzisiaj już w stanie – i w przyszłości przy konsekwentnym postępowaniu będą jeszcze bardziej – wyciągać daleko idące i uzasadnione wnioski nawet z tak niepozornych znalezisk. Już dziś można z okazjonalnych znalezisk wywnioskować tak wiele, że nie pozostawia to niemal żadnych wątpliwości co do użytkowania wałów jako siedzib w czasach pokoju i jako miejsc obronnych w czasach wojennych. Podczas gdy znaleziska takie jak klucz (Chojnów, powiat złotoryjsko-chojnowski), zwęglone resztki bogatego składu zboża (Poppschütz, powiat kożuchowski) oraz znajdowane chyba wszędzie skorupy naczyń użytkowych, a także odpady kuchenne w postaci kości zwierząt domowych i dzikich wskazują na to drugie zastosowanie, znaleziska broni, jak żelazny miecz (Sława, powiat kożuchowski) czy groty strzał lub bełtów (Jakubów, powiat głogowski), dowodzą, jak bezkrytycznie postępowano dotychczas przy budowaniu nowoczesnej obrony kraju.
W zestawieniu dotychczas znanych wiadomości o śląskich grodziskach, które przygotowałem jako pracę wstępną do inwentaryzacji, wykazano dla Dolnego Śląska w 19 powiatach 114 obiektów, dla Środkowego Śląska w 23 powiatach 137 obiektów, a dla Górnego Śląska w 18 powiatach 74 obiekty. Już samo ich obejrzenie w większości powiatów Dolnego Śląska wykazało, że znaczna liczba z nich odpada, częściowo jako grody historyczne, wieże wartownicze i tym podobne, częściowo jako wysoce wątpliwe. Jednakże odnaleziono także, choć rzadko, dotychczas nieznane wały. Poza tym konieczne jest także rozwarstwienie czasowe. Będzie potrzeba jeszcze bardzo wielu i pogłębionych prac, zanim dla naszej prowincji ojczystej będzie można podać końcowy przegląd, który sprosta wszystkim wymaganiom.
Dopiero wtedy, gdy będzie on dostępny, będzie nieuniknionym obowiązkiem wszystkich właściwych organów zadbanie o to, aby te czcigodne pozostałości dawnych czasów zostały zachowane i nie padły ofiarą braku zrozumienia lub żądzy zysku poszczególnych jednostek, jak to spotkało już tak wiele wałów. Śląskie Towarzystwo Starożytności we Wrocławiu w pierwszej kolejności uczyniło troskę o nie jednym ze swoich najważniejszych zadań.
---
() Zobacz „Atlas prehistorycznych fortyfikacji w Dolnej Saksonii”, zeszyt IV, ust. 80: „Bowiem według dostępnych wiadomości od najwcześniejszych czasów germańskim zwyczajem było, aby odgradzać się nie tylko przed obcymi ludami, ale także szczep od szczepu za pomocą Landwehr” (umocnień granicznych).*