Osobliwości z Przemkowa i okolic.
Szklarki koło Przemkowa.
Szklarki oddalone od Przemkowa o około pół godziny należą niewątpliwie do najstarszych miejscowości majątku ziemskiego Przemkowa. Ponieważ wioska ta nosi nazwę „Klein Gläserdorf” (Małe Szklarki), to należy niewątpliwie przyjąć, że wcześniej wioska nie zajmowała większego obszaru niż teraz. Wcześniejszą okolicę stanowiły najczęściej lasy i posiadłość ta powstała może przez wyrąb lasu.
Na 30 września 1468 roku datowane są według najstarszych dokumentów prawa większej posiadłości („Scholtisei”) jako („Beweisthun”). Jednak w starych dokumentach niestety nie została podana władza do której należał Przemków. Ta posiadłość („Scholtisei”) pośrodku wsi (która już może powinna posiadać 30 gospodarstw) leży ze swoimi budynkami przy drodze, która prowadzi do Piotrowic. Z tyłu za budynkami w kierunku północno-zachodnim wcześniej był wolny plac i to samo graniczyło na północy z wiejską drogą, która ciągła się przez środek wsi. Cały obszar tego placu obejmował kilka (100 Quadratreuthen). Całość pomiędzy drogami tworzyła trójkąt i gospodarstwa, które na nim stoją, zostały wybudowane z początkiem zeszłego wieku.
Wspomniany plac przy wiejskiej drodze jest zagłębieniem i ku północy, zachodowi i na południe teren pnie się do wzniesienia do drogi do Szprotawy. To wzniesienie było kiedyś cmentarzem, prawdopodobnie dla chrześcijan, ponieważ nie znaleziono pozostałości i pomników grobów pogańskich.
Zagłębienie to wiązało się wcześniej z legendą, że w tym miejscu znajdował się kiedyś kościółek. Mogłoby się to wydawać dla mieszkańców tej okolicy fikcją, jednak zeznają oni jeszcze teraz ciągle o pojawiających się kościach z wcześniejszego miejsca przeznaczenia tego placu. Legenda, przekazywana z ust do ust, mówi, że był tam kościół i miejsce pochówku. Jakaś wielka zaraza wyludniła wioskę i uczyniła ją niezamieszkałą. Żaden człowiek więcej tutaj nie mieszkał i kościół zawalił się i wszystko zaginęło. Jakiś dzik musiał ryć później w tym zagłębieniu, gdzie stał kościół i wyrył dzwon, który dzisiaj jeszcze powinien być na wieży kościoła katolickiego w sąsiedztwie Przemkowa. O tej legendzie i o tym cmentarzu nic nie mówi historia kościoła i kronika Przemkowa. Bezsprzeczne pozostanie tylko to, że było to miejsce pochówku i miejsce czczenia Boga dla pierwszych Chrześcijan. Powinna mieć z tym także związek pierwsza siedziba książąt.
Kilkaset kroków w kierunku wschodnim od wioski znajduje się książęcy park, już w 1690 roku nazywany „Oberwald”. Ciągnie się on ze swoimi ozdobami, które może oferować tylko las, ze swoimi źródłami i rowami, aż do książęcego zamku. Okolicą tego lasu po stronie północnej są stawy i łąki. Na odległości kilku tysięcy kroków w lesie jak i na łąkach spodnią warstwą ziemi jest bezdenne trzęsawisko
Na najbardziej skrajnym końcu lasu, na zachodzie i w oderwaniu od niego wznosi się zaokrąglony pagórek. Od strony południowo-zachodniej jest on porośnięty sośniną a próchnicza powierzchnia jest piaszczysta. W kierunku północnym i wschodnim ten sterczący z tych bagnistych i błotnistych łąk pagórek pokrywają leszczyna i inne krzaki liściaste. Ongiś z jego powierzchni sterczały kamienie a pod krzakami wydawał się być stały grunt. Pagórek, aż do dnia dzisiejszego zwany był „Burgberg” (góra zamkowa) i oddalony jest od Szklarek zaledwie o trochę ponad tysiąc kroków. Legenda utrzymuje, że jest to miejsce, gdzie pierwsi mieszkańcy obecnego Przemkowa mieli swoją siedzibę, gdzie bezpiecznie i pewnie mieszkali. Jeszcze w zeszłym wieku daremne by było nakłonić jakiegoś mieszkańca tej okolicy, ażeby zbliżył się on w nocy do tego miejsca; opowieści o dzikim myśliwym, który w tym miejscu przebywał budziły zgrozę. Obecnie w tym miejscu nie pokazuje się żaden z tych złych duchów i sama wieść o tym prawie całkowicie już o tym zaginęła; ustąpiły one miejsca pogodnemu duchowi, dla którego pagórek jest jeszcze tylko ozdobą okolicy, której mieszkańcy przy spojrzeniu na niego chyba niekiedy w zamyśleniu myślą o tych odległych czasach, w których stał tam jeszcze zamek.
Trzy rowy.
W kierunku południowym od wsi Piotrowice, na skraju lasu, gdzie małe pagórki piaszczyste przeplatają się z gruntem bagnistym, oko widza ujrzy wystające z przemkowskiego lasu, wprawdzie trochę nieregularne „Trzy rowy”. Śledząc od tego miejsca w kierunku południowym bieg tych regularnych rowów po upływie pół godziny dojdziemy do wyraźnych śladów pewnego regularnego okopu. Tutaj te wykopane rowy podnoszą się na wysokość prawie do 10 stóp. Ciąg tych rowów przebiega równolegle przez las przemkowski a następnie jest przejmowany przez granice lasów chocianowskiego, bolesławieckiego i modlińskiego (zwane trzema granicami).
Tutaj przy tych granicach zagłębienia nie są znaczące i prawdopodobnie także znikną w tych lasach sąsiadujących z książęcymi lasami Przemkowa. Ciąg tych rowów w lesie przemkowskim wynosi dobrą niemiecką milę i można powiedzieć, że od Piotrowic biegnie całkowicie w kierunku południowym niemalże prosto, z nieznacznymi skrętami. Ziemia wykopana z tych rowów leży po stronie zachodniej, a odległość od jednego rowu do drugiego jest na tyle duża, że wygodnie mogą się tam wyminąć dwie furmanki. Na tej wykopanej ziemi i na dnie największych zagłębień mocno zapuściły korzenie stuletnie dęby i sosny. Te rozległe oszańcowania ponoć wybudowała armia szwedzka. Niestety wypowiedź ta przekazywana była tylko z ust do ust i nie mamy przed sobą żadnych pewnych relacji.
Jako dowód na szaniec niech służy rzecz następująca: w pobliżu tych oszańcowań leży wioseczka Pogorzele, niemalże razem z tymi oszańcowaniami w lesie przemkowskim i pola kilku mieszkańców graniczą z tymi tak zwanymi „Trzema rowami” w pobliżu, gdzie one trochę poniżej są najgłębsze. W tej okolicy przed około 50 laty pewien żyjący jeszcze teraz starzec ze swoim ojcem adoptował część tych „Trzech rowów” na ziemię uprawną, przy czym znaleźli oni mocno zardzewiałe podkowy i ostrogi.
Huta Henryki.
Huta Henryki, największy zakład przemysłowy w okolicy Przemkowa, kilka razy zmieniał już miejsce i nazwę. Już pod panowaniem wcześniejszych właścicieli Przemkowa, przed i w czasie XVIII wieku, zajmowali się oni usilnie pozyskiwaniem żelaza. Występująca bogato w ówczesnych czasach w tej okolicy ruda darniowa, obfitość opału i dobre wykorzystanie żelaza skłoniło właścicieli majątku ziemskiego Przemkowa do założenia hut żelaza.
I tak wioski: Łężce, Młynowo i Karpie wykazują w pięciu miejscach nagromadzenie złogów żużla żelaznego. Pagórki usypanego żużla wykazują na ponad stuletnią eksploatację. Za i przed panowaniem hrabiego Proskau z początkiem XVIII wieku huty te za wyjątkiem jednej zostały przekształcone w młyny i przerzuciły się na inną produkcję. W roku 1707 hrabia Georg Christoph von Proskau sprzedał dla pewnego mistrza młynarskiego nowo wybudowany przez niego poniżej Młynowa, przy rzece Szprotawie młyn wodny, nazywany według jego imienia młynem Georga „Georgenmühle”. W latach od 1720 do 1730 do miejscowości Georgenmühle dobudowały się jeszcze trzy rodziny. W 1754 roku zostało wybudowane jeszcze jedno mieszkanie. W 1790 roku ten młyn wodny przeszedł znów w posiadanie właściciela majątku ziemskiego Przemkowa barona von Bibran. Kazał on zburzyć młyn i wybudował nową hutę z wielkim piecem. Należy jeszcze zauważyć, że wcześniejsze huty nazywano „Schmelzgruben” (dołami odlewniczymi). Od teraz miejsce to nazywano „Am Hohen ofen” (Przy Wielkim Piecu). Powstało osiem nowych osad a zajęciem ich właścicieli była praca w hucie. Dopiero w czasie ostatnich dziesięcioleci huta ta okrzepła i została powiększona o nowe dobudowania. Obecny właściciel Przemkowa, książę von Schleswig-Holstein-Augustenburg, hutę tą nazwał Hutą Henryki i miejscowość ta liczy obecnie 200 mieszkańców.
Hutę tą można uważać za skarbiec dla Przemkowa; tysiące talarów płynie rocznie z huty do kas kupców i rzemieślników Przemkowa. Tą założoną teraz przez księcia prawie od nowa Hutę Henryki można nazwać przez jej położenie i okolicę romantyczną i miłośnik Przyrody wybiera swoje drogi chętnie do tej okolicy jak i wielu z bliska i z daleka, ażeby podziwiać potężny zakład Huty Henryki.
Wielki dąb.
Kilkaset kroków za ostatnimi domami wsi Piotrowice w kierunku zachodnim wznosi się mały piaszczysty pagórek. Na jego zboczu stoi dąb, który powszechnie nosi nazwę „Wielki dąb” i nie ma żadnego innego dębu w lasach majątku ziemskiego Przemkowa, który równałby mu się wielkością. Jego pień ma obwód 26 reńskich stóp i bardzo zdrowy wygląd. Wielka jest liczba osób odwiedzających ten dąb, ażeby podziwiać jego majestatyczną wielkość i piękność.
Herb miasta Przemkowa.
Na herbie tym znajduje się jeleń na tarczy – według pewnej starej legendy, wśród pasącego się w lesie bydła znalazł się jeleń lub raczej może łoś i z bydłem tym został zagnany do miasta, gdzie został całkowicie oswojony. Przed pożarem z 1804 roku godło to było jeszcze odmalowane na kościele katolickim.
Upadek Przemkowa.
W Wojnie Trzydziestoletniej w roku 1642 Szwedzi paląc miasto, uratowały się wtedy tylko cztery domostwa, pokonali przez to wrogie wojska. Z tego czasu pochodzą także prawdopodobnie w/w szańce w lesie. Są one oddalone od miasta zaledwie o ¾ mili i droga do Bolesławca prowadzi koło Pogorzeli przez te okopy.