Miasto i Majątek ziemski Przemków
Miasto i Majątek Ziemski Przemków.
Szkic geograficzno-historyczny ze szczególnym uwzględnieniem działalności książąt von Augustenburg.
Przez nauczyciela seminarium Wehnera z Bolesławca.
„Przemków, 1618 mieszkańców, położone w okolicy podmokłej i wrzosowiskowej” – tak brzmi krótka informacja w słownikach geograficznych o miejscowości, z której pochodzi małżonka przyszłego następcy tronu, księżniczka Szlezwika-Holsztynu-Sonderburga-Augustenburga Augusta Wiktoria. Wyruszyła ona w podróż poślubną, a bardziej szczegółowych informacji o tym miasteczku, o którym w ostatnim czasie tak często wspominano w gazetach, nie zawiera nawet leksykon Brockhausa. Chcę zapoznać czytelnika nieco bliżej z tymi ziemiami rodzinnymi i ich okolicami. Proszę, aby podążył za mną w myślach w kierunku środkowej, a raczej najgłębszej części Dolnego Śląska.
I. Położenie geograficzne miasta i majątku ziemskiego Przemkowa.
Przemków jest miasteczkiem, które wraz z przynależnym do niego majątkiem ziemskim leży właściwie na nizinie. Jeśli wyciągnie się linię od Krosna Odrzańskiego, leżącego u ujścia Bobru (do którego obszaru wodnego należy obszar Przemkowa), z Legnicą nad Kaczawą, stolicą owej rejencji, w której politycznym związku znajduje się Przemków – oraz drugą linię od Zgorzelca, stolicy Górnych Łużyc, do Głogowa, stolicy owego dolnośląskiego księstwa, z którym Przemków w dawniejszych czasach pozostawał w bliskim związku – i wreszcie trzecią od stolicy prowincji nad Odrą (Wrocławia) – które to dwa ostatnie miasta [tj. Głogów i Wrocław] są obecnie połączone koleją prowadzącą przez nasz Przemków (przy Studziance) – to punkt przecięcia tych dwóch linii określa topograficzne położenie Przemkowa.
Punkt ten leży tam, gdzie przecinają się 33,5° długości geograficznej wschodniej i 51,5° szerokości geograficznej północnej.
Miasteczko należy pod względem ścisłych powiązań politycznych do południowo-wschodniej części powiatu ziemskiego Szprotawy. Obszar, którego dotyczy posiadłość Augustenburgów, graniczy od południa z powiatem bolesławieckim, na północnym wschodzie z Głogowem, a na północy z miastem Kożuchów.
Pod względem fizycznym oznaczony obszar leży na owym odcinku lewego brzegu Dolnego Śląska, który na północy od Legnicy i Bolesławca, aż po swoją południową szerokość geograficzną, ograniczony jest przez podnóże wyżyny ciągnącej się od zewnętrznego pasa górskiego Karkonoszy aż po wspomniane miasta. Na południowej szerokości geograficznej ograniczony jest przez skraj owego grzbietu wzgórz, który należy uważać za kontynuację prawego brzegu Odry na śląsko-polskim grzbiecie i który w swej najwyższej części znany jest pod nazwą „Wzgórz Dalkowskich”. Na wschodzie wąski pas nizin towarzyszy szerokim wysokościom lewego brzegu Odry, które ciągną się od ujścia Kaczawy przez Ścinawę-Lubiąż i Rudną-Polkowice aż do Głogowa. W kierunku południowo-zachodnim od tej twierdzy wznoszą się ku całkiem znacznym, wieńczącym strategicznie ważne miejsce nad Odrą wzgórzom, które następnie łączą się w swej dalszej kontynuacji ze Wzgórzami Dalkowskimi. Na zachodzie obniżenie terenu zamykane jest przez Bóbr od Bolesławca, towarzyszący mu po prawej stronie malowniczymi wysokimi brzegami, ale tylko do luki, przez którą rzeka Szprota przepływa obok Szprotawy przez Bóbr. Ujście wspomnianej rzeczki, charakterystycznej dla całego krajobrazu, następuje w owej luce w tym samym miejscu, gdzie niegdyś wielki król polski Bolesław Chrobry w roku 1000 powitał króla niemieckiego i cesarza rzymskiego Ottona III – w drodze do odwiedzenia grobu św. Wojciecha w Gnieźnie – we wsi Iława.
W sensie merkantylnym Przemków leży wreszcie w północno-zachodnim kącie trójkąta, który wyznaczają węzły kolejowe Żagań, Głogów i Legnica. Leży zatem blisko linii kolejowych prowadzących do Berlina, Poznania i Wrocławia oraz przy węźle starej drogi, która z Jeleniej Góry, Lwówka i Bolesławca prowadziła do Głogowa i w którą to drogę wpadały drogi ze Zgorzelca i Lubania.
II. Kilka rysów z historii miasta i majątku ziemskiego Przemkowa.
Zwróćmy się do historii miasta i nazwanego od niego majątku ziemskiego. Miasto wywodzi swą nazwę od swojego założyciela, śląskiego księcia Przemysława I, który założył je między 1280 a 1290 rokiem. Na starych mapach można znaleźć tę miejscowość pod nazwą „Prinken”, wywodzącą się od imienia, które w dolnośląskim dialekcie ludowym zachowało się do dnia dzisiejszego w tym samym brzmieniu co „sinken” [zapadlina/obniżenie]. Nazwa ta w swojej formie zbliża się do wspomnianego śląskiego imienia księcia, a mianowicie do skrótu „Primko”. Ten książę „Primko” to wnuk Henryka II Pobożnego, a więc owego śląskiego księcia, który 9 kwietnia 1241 roku pod Legnicą oddał życie w walce z Tatarami (Mongołami).
W następstwie tego wydarzenia, osłabiającego ośrodki władzy na Dolnym Śląsku, oraz dziesięcioletniej wojny braterskiej stało się tak, że Dolny Śląsk, który od 1163 roku był oddzielony od Górnego Śląska, rozpadł się na księstwa Wrocław, Legnicę i Głogów w 1253 roku. Syn Henryka II, Konrad, jako książę głogowski, uznany za pierwszego, był tutaj fundatorem szczególnej linii, która po zgonie, jaki nastąpił około 1273 roku, podzieliła ponownie ziemię głogowską, a później nawet na cztery księstwa. Był to czas, w którym z pierwotnego, podzielonego w 1163 roku na Górny i Dolny Śląsk, powstało przez ciągłe podziały dziesięć i więcej księstw. Okoliczność ta wprawdzie nie przyniosła korzyści potędze Śląska na zewnątrz, a wręcz przeciwnie – przyniosła wszelkiego rodzaju szkody. Z drugiej strony była ona równie znacząca dla wewnętrznego rozwoju kraju i jego ludności, jak tak wyszydzane, a przecież w swoich czasach błogosławione rozdrobnienie środkowych i zachodnich Niemiec. Okoliczność ta w szczególności sprzyjała germanizacji Dolnego i Środkowego Śląska.
Kiedy wspomniany Konrad I, po zdobyciu licznych zasług dla swojego obszaru, prawdopodobnie otruty – jak wielu piastowskich książąt – spoczął w grobie, dziedzictwo głogowskie zostało podzielone między trzech synów, którym przydzielono główne miasta ich terytoriów: Henryka I Głogowskiego, Przemysława Ścinawskiego i Konrada Żagańskiego. Przemysław (Primislaus), książę ścinawski, który w źródłach określany jest również jako „książę żagański” (co mogłoby wskazywać na wymianę terytoriów) oraz jako „książę szprotawski”, jest założycielem Przemkowa. Rządził od 1273 do 1289 roku. Do władzy doszedł młodo i był jeszcze w młodym wieku, kiedy musiał oddać życie na polu chwały. Podczas jego rządów bowiem Niemcy w Krakowie wezwali swojego spornego krewnego, Henryka IV wrocławskiego, do swojego kraju. Kiedy jednak ten, będąc w trakcie rozszerzania swojej władzy, spotkał się z oporem ze strony zawistnych polskich książąt i musiał bronić się przy użyciu siły oręża przeciwko nim oraz sprzymierzonym z nimi „Rusinom”, stracił życie w bitwie pod Siewierzem w lutym 1289 roku, a wraz z nim także Primko, towarzysz broni Henryka IV.
Należy jeszcze raz podkreślić, że młody książę zginął w służbie niemieckim dążeniom kulturowym. Lubiąż (Leubus), stara siedziba edukacji w pobliżu Wrocławia nad Odrą, przechowuje do dziś w chórze kościoła klasztornego jego nagrobek. Znajduje się tam również jego pierwotny pomnik – wielka płyta z piaskowca z wstawioną, wykonaną z mosiężnych tablic postacią. Inskrypcja na tym pomniku brzmi w heksametrach leonijskich*):
† Que dedit in donis Deus et natura. Polonis.
Summis, aut pronis. Ducis hui erant. Premeconis.
A oto tłumaczenie:
Co Bóg i natura hojnie obdarzyli,
wielkich i uniżonych – to w księciu Przemysławie złożyli.
Nie potrafię podać, w jaki sposób „majątek ziemski” Przemkowa od 1397 roku przeszedł w posiadanie rycerza Hansa von Rechberga – pozostał on w rękach jego potomków do 1637 roku. Następnie przeszedł w ręce cesarskiego pułkownika Leona Cropello de Medices, a na mocy jego testamentu w 1640 roku w ręce jezuitów, którzy jednak w 1667 roku musieli je ponownie oddać spadkobiercom zmarłego. W 1705 roku posiadł je hrabia Johann Christoph von Proskau. Po nim było w szybkim obrocie zmienianych właścicieli: w 1737 roku hrabia Heinrich Gottlob von Rheder zu Malmitz (pod Szprotawą), w 1753 roku minister hrabia Heinrich IX Reuß i książę zu Plauen, w 1781 roku wolny pan von Seher-Thoß, w 1791 roku wolny pan David Heinrich von Bibran, od którego w 1829 roku jego córka odziedziczyła je, a w 1841 roku w drodze sprzedaży odstąpiła je swojemu małżonkowi, Hansowi von Block-Bibran.
Od tego wolnego pana, który w swoich czasach posiadał bogate posiadłości w północnych częściach powiatu bolesławieckiego itp., zakupił je w 1853 roku Jego Wysokość, dziadek Jej Królewskiej Wysokości księżnej Wilhelma, książę Szlezwika-Holsztynu-Sonderburga-Augustenburga Krystian August.
Zanim jednak skierujemy wzrok na osobowość i działalność tego księcia, jeszcze kilka uwag z historii „miasta”, w którym Augustenburgowie rezydują od 1854 roku i w którym w szczególności księżna spędziła znaczną część swojej młodości.
Miasto Przemków posiada kościół ewangelicki i katolicki. Ten drugi [kościół katolicki] został zbudowany jeszcze za czasów księcia Przemysława i przekazany do użytku religijnego niemieckim mieszkańcom, których on, prawdopodobnie z Turyngii, sprowadził do Przemkowa.
Kiedy Przemków przyjął Reformację, nabożeństwa w tym kościele odprawiano w obrządku ewangelickim bez przeszkód aż do roku 1637, chociaż miasto leżało w podlegającym bezpośrednio cesarzowi księstwie śląskim. W tamtym roku jednak ewangelicki kaznodzieja, Abraham Crusius, został przez wspomnianego już cesarskiego pułkownika Leona Cropello de Medices usunięty z urzędu. Na jego miejsce zatrudniono przy kościele katolickiego proboszcza, który jednak z obawy przed Szwedami, którzy czasowo okupowali miasto, już w 1639 roku porzucił swój urząd. Ewangelicy, którzy przez te dwa lata odprawiali swoje nabożeństwa w stodole, mogli od tego czasu ponownie korzystać z domu bożego aż do 1654 roku. Jednak w lutym tegoż roku przybyła komisja cesarska i odebrała klucze do kościoła, zabierając go tym samym po raz kolejny i ostatecznie ewangelikom. Od tego momentu zakazano ewangelikom z Przemkowa odprawiania nabożeństw. Udawali się więc częściowo do oddalonego o 3 godziny Kożuchowa, częściowo do oddalonych w podobnej odległości Pogorzelisk. Obie miejscowości leżały blisko granicy księstwa głogowskiego, ale już w księstwie legnickim, w którym nabożeństwa ewangelickie mogły być wówczas jeszcze niezakłócenie odprawiane. Władza cesarska, czyli króla Czech, dotyczyła tylko księstw „bezpośrednich”, a nie jeszcze „pośrednich”, tak jak to miało miejsce w przypadku Legnicy. Zakaz odwiedzania ewangelickich nabożeństw przez jezuitów, którzy wówczas byli panami w mieście i okolicy, spotkał się z tak samo małym posłuchem, jak ich zaostrzenia, które miały na celu wymuszenie udziału w nabożeństwach katolickich w miejscu zamieszkania. Wierność ojców, którzy mimo podstępów i przemocy trwali przy wyznaniu ewangelickim, jest przyczyną, dla której również dzisiaj w Przemkowie mieszka tylko bardzo niewielu katolików.
Dopiero w 1741 roku, czyli gdy Śląsk dostał się już w ręce króla Prus, Fryderyka II, Przemków otrzymał ponownie kaznodzieję ewangelickiego, a mianowicie pana Heinricha Otto Kegela, który był jednym z dwunastu ewangelickich kaznodziejów, tzw. „śląskich apostołów”, których wielki król wysłał z Berlina, aby zaradzić najpilniejszym potrzebom śląskich ewangelików.
Pod rządami hrabiego Rhedera położono następnie w 1744 roku kamień węgielny pod budowę kościoła ewangelickiego, który jednak, ponieważ wzniesiono go z muru pruskiego (szachulca), w 1776 roku częściowo rozebrano i wzniesiono na nowo w sposób masywny. Jednak dopiero prawie 100 lat później, w 1871 roku – a więc gdy już Jego Wysokość, ojciec naszej księżnej, objął władzę nad majątkiem ziemskim – wmurowano kamień węgielny pod wieżę kościoła ewangelickiego, którą wykonano w pięknym stylu gotyckim i o atrakcyjnych proporcjach. W 1872 roku ukończono ją w takim stopniu, że we wrześniu trzy dzwony, odlane z francuskiego metalu armatniego, mogły zostać dostarczone na miejsce przeznaczenia.
Wyżej zaznaczone położenie miasta, z jednej strony na szlaku z Żagania, Krosna Odrzańskiego i Głogowa do Zgorzelca, Legnicy, względnie Świdnicy i Wrocławia, a z drugiej strony w kierunku południowo-zachodnim od Łużyc ku Bytomowi Odrzańskiemu, Chobieni, Ścinawie itd., sprawiło, że podczas wielkich wojen, które w ostatnich stuleciach nękały dobrobyt Śląska, także omawiany majątek ziemski bardzo ucierpiał pod względem gospodarczym.
Podczas wojny trzydziestoletniej Przemków był nękany częściowo przez Szwedów, częściowo przez wojska cesarskie, gdyż masy wojsk ciągle tędy przemieszczały się, wielokrotnie plądrowały i obciążały mieszkańców nieznośnymi ciężarami. Jeszcze w 1642 roku Szwedzi ponownie spalili Przemków. Miejscowość Studzianka, położona w pobliżu w lesie, miała być przez dłuższy czas kwaterą główną szwedzkiego generała Torstenssona, który w tym samym roku wygrał wielką bitwę pod Lipskiem-Breitenfeld.
Podobnie źle wiodło się Przemkowowi, gdy podczas wojen śląskich przez okolicę przechodziły wojska. Jednak w 1806 i 1807 roku, gdy Śląsk został zajęty przez Francuzów i był okupowany przez wojska francuskie i reńskie, Przemków musiał ponownie dźwigać znaczne ciężary wojenne. W 1813 roku nękali go na zmianę Francuzi i Rosjanie, którzy obciążali miasto i okolicę licznymi kwaterunkami oraz znacznymi dostawami furażu. W czasie rozejmu w 1813 roku, od 7 czerwca do 13 sierpnia, dywizja wirtemberska zajęła kwatery w Przemkowie i okolicach, a do dziś szańce usypane przez nich w pobliżu Przemkowa świadczą o tamtych wielkich, choć tragicznych czasach. Bo jeszcze dziś dolnośląski chłop, który przeżył tamten okres, opowiada, że zarówno Rosjanie, jak i Wirtemberczycy, po wszystkim co lud wie, musieli obchodzić się ze Śląskiem z przerażającą surowością.
Lepszy czas, który nastał po wojnach wyzwoleńczych, nie przyniósł początkowo żadnego gospodarczego rozkwitu dla okolicy z powodu różnych współpracujących ze sobą przyczyn. Nastąpił on dopiero w kolejnej fazie, którą nazwiemy:
III. Okres restauracji majątku ziemskiego Przemkowa przez księcia von Augustenburg.
Książę Szlezwika-Holsztynu-Sonderburga-Augustenburga Krystian August kupił we wrześniu 1853 roku majątek ziemski Przemkowa, obejmujący poza miasteczkiem o tej samej nazwie także 14 wsi, zamieszkanych przez 6500 dusz. Wówczas majątek ziemski był wyłącznie majątkiem leśnym. Co prawda posiadał on 6 dworów pańskich lub folwarków, ale z relatywnie małymi powierzchniami pól i łąk, wynoszącymi odpowiednio 300, 700 i 900 mórg, co wobec 38 075 mórg lasu nie miało większego znaczenia.
Analiza przeglądowa poszczególnych właścicieli wykazuje, że majątek ziemski Przemkowa przez ponad sto lat był traktowany jak towar, który przechodził z rąk do rąk – właśnie w tym czasie po wojnach śląskich (1740–1763), w którym w innych częściach prowincji poczyniono wielkie postępy w rolnictwie i leśnictwie. W pewnym sensie było to mienie niczyje, ponieważ żaden z właścicieli nie traktował go jako swojej stałej siedziby, lecz pozostawiał wszystko rozmaitym urzędnikom. Brakowało więc ogólnego spojrzenia i jednolitej woli prawdziwego pana. Tak więc majątek ziemski, przechodząc w posiadanie Augustenburga, był nadal obciążony staroświeckimi powinnościami: 553 gospodarzy w mieście i w wioskach korzystało z najdalej idących praw do drewna, żywicy i ściółki w pańskich lasach oraz z nieograniczonych praw do wypasu na terenach podmokłych. W tych warunkach racjonalna gospodarka leśna i osuszanie terenów podmokłych przez właściciela dominalnego były niemożliwe, a zarządzanie folwarkami, których grunty były rozdrobnione w małe działki między ziemiami chłopskimi, było przynajmniej bardzo utrudnione.
Zaledwie jednak jasne i uważne oko „starego księcia”, jak nazywali go ludzie z okolicy, spoczęło na jego nowej posiadłości, w jego wszechogarniającym umyśle gotowy był już plan, co należy zrobić. Wkrótce przystąpiono do prac, które – dopóki śmierć księcia nie nastąpiła 11 marca 1869 roku – mogły wyznaczyć cel.
Bezpośrednio po zakończeniu zakupu książę przyjął zasadę: »Człowiek musi wiedzieć, czego chce« i »nie znać trudności« – i z żelazną energią dążył do stworzenia rodzinnego domu dla siebie i swoich bliskich. Albowiem w tak zwanym »zamku w Przemkowie« nie sposób było zamieszkać wraz z małżonką¹; budynek ten był wręcz duszony przez mnóstwo ogrodzonych ogrodów oraz pańskie i mieszczańskie budynki gospodarcze, w pewnym sensie pogrzebany w nawiezionych stertach kamieni i składowanym drewnie, a jego dolne pomieszczenia służyły wręcz za drewutnię. Natychmiast po objęciu posiadłości zniknęły ogrodzenia i pańskie zabudowania, w ślad za nimi szybko poszły wykupione budynki mieszczańskie wraz z ich podwórkami, a zamek – rozbudowany dzięki przebudowom i dobudowom, lecz utrzymany w bardzo skromnych wymiarach – nie posiadał luksusowych wnętrz. Już w sierpniu 1854 roku księżna wraz z księżniczkami mogła wprowadzić się do nowej ojczyzny, która odtąd miała być stałą siedzibą dostojnego rodu.
W związku z tym początkiem rozpoczęto już drugie dzieło, którego udoskonalenie książę, po tym jak je zainicjował, kontynuował do końca swojego życia. Do majątku ziemskiego Przemkowa należała część Bagien Szprotawskich. Szprota jest jednym z dopływów prawego brzegu Bobru, który powstaje na północnym skraju pasma wzgórz, dzielącego wody między Czarną Wodą, która płynie do Kaczawy, a Zimnym Potokiem, który płynie do Odry, oraz zbiera swoje źródliska między miastami Lubin i Kożuchów. Za właściwe źródło tej rzeki ludność okolicy uważa ujście fosy zamkowej przy pańskich budynkach majątku rycerskiego Szprotawki. Dzięki bogatym lasom liściastym i pięknym łąkom, pomiędzy okręgami wiejskimi i majątkowymi Braunau, Seebnitz, Hummel-Wengeln, Parchów-Wilkocin, Szprota płynie na północ, póki wzgórza pod Głogowem nie zagrodzą jej drogi i nie zmuszą do płynięcia na zachód, ku Szprotawie. Szczególnie po swojej prawej stronie Szprota przyjmuje obfite dopływy z pasma wzgórz między Polkowicami, Głogowem a Gaworzycami; jednak ponieważ jej spadek jest bardzo niewielki, przy zmianie kierunku dochodzi również do spiętrzenia i rozlewania się wody oraz tworzenia się bagien. Po wewnętrznej stronie owego wydmowatego rantu wzgórz, który ogranicza to bagno od południa, leży Przemków i jego zamek.
W celu osuszenia i przywrócenia do użytku rolniczego tego oraz sąsiedniego bagna gaworzyckiego, już Fryderyk Wielki wydał specjalne rozporządzenie dla zaangażowanych powiatów lubińskiego, głogowskiego i szprotawskiego, w wyniku czego wykopano kanał, który jednak nie osiągnął zamierzonego sukcesu. Także prace melioracyjne podjęte w późniejszym czasie przez poszczególnych właścicieli ziemskich po północno-zachodniej stronie tego bagna, w najlepszym razie osiągnęły tylko częściowy skutek. Gdyż jeśli co roku czyszczono kanał oraz duże i małe koryta Szproty – tak nazywane są główne odnogi rzeczki – to woda płynąca w tych korytach nie była w pełni poddana kontroli człowieka i w porze deszczowej wylewała bez przeszkód, gdzie chciała i jak chciała. W ten sposób bagno było bardziej lub mniej zarośniętymi zaroślami bagnem, które niemal uniemożliwiało wszelki ruch między północną a południową częścią kraju, w deszczowe lata czyniło zbiory kwaśnej i trzcinowatej trawy bardzo trudnymi, jeśli nie wręcz niemożliwymi, a podczas utrzymującej się suszy niemal nic nie rodziło. Dlatego też poszczególne fragmenty tego bagna zostały przez wcześniejszych właścicieli majątku sprzedane za niską cenę, i tym samym powierzchnia bagien pod Przemkowem przeszła w posiadanie wielkiej liczby poszczególnych osób, w dużej mierze ludzi należących do majątku ziemskiego Przemkowa, ale także takich, którzy mieszkali w 30 odległych, czasem o mile, wioskach w okolicy.
To, że bagno nie może stać się niczym innym, niż tym czym było – bagnem – było przekonaniem wszystkich mieszkańców okolicy, więc gdy książę zlecił wykonanie pierwszych prac, oceniano je jako całkowicie bezcelowe, z politowaniem wzruszając ramionami i patrząc na znaczne nakłady jako pieniądze wyrzucone w błoto. Ale książę wiedział, czego chce i był przekonany, że dzieło to, znaczące dla całej okolicy, musi się udać; dlatego, nie zważając na powszechne i lekceważące opinie, spokojnie i z determinacją realizował swój wielki plan. W latach 1854–1856 zakupił najpierw od drobnych i wielkich posiadaczy poszczególne fragmenty bagien o łącznej powierzchni 989 mórg; następnie kupił przylegający od wschodu majątek rycerski Koźlice w powiecie głogowskim, o powierzchni 1258 mórg, z 550 morgami gruntów bagiennych, i wreszcie graniczące od północy Bagna Jędrzychowskie o wielkości 570 mórg, tak że po dokonanej jednocześnie separacji gruntów chłopskich i dworskich, złączone zostały przynależne do niego grunty orne, i około 1859 roku posiadał już 10 900 mórg bagien. Teraz pozostało jeszcze usunąć przeszkodę tamującą odpływ Szproty, czyli zakupić młyn wodny położony 2 mile poniżej jego bagien, co pozwoliło uregulować odpływ i dopływ Szproty oraz generalnie prace melioracyjne powyżej tego młyna, które mogły teraz zostać zrealizowane na wielką skalę wraz z innymi urządzeniami. Zysk z tej pięcioletniej działalności stanowią duże obszary łąk zalewowych, których zieleń raduje teraz oko, oraz około 1500 mórg ziemi uprawnej, wyrwanej bagnom.
W celu nawodnienia trzeba było zobaczyć systemy kanałów i rozległe systemy pól, aby móc ocenić, jak dobrze przemyślana musiała być całość założenia i jak starannie musiało być zaplanowane odprowadzenie wód. To ostatnie jest częściowo możliwe tylko dzięki „syfonom” (ciśnieniowym rurociągom), które prowadzone są pod dnem kanałów i rzek; często melioracja całych pól opiera się tylko na takich syfonach.
W ten sposób, dzięki myślom i środkom dziadka księżnej, wspaniałe melioracje, do których od 100 lat bezskutecznie dążyły władze i osoby prywatne, zostały osiągnięte dla bagien szprotawskich i tym samym wielki majątek ziemski wraz z okolicą został całkowicie zagospodarowany rolniczo. Podczas tych prac, jak wspomniano, przeprowadzono separację z 7 gminami wiejskimi i miastem; dzięki temu oraz dzięki wykupowi 3356 mórg gruntów chłopskich, które wynikły z wymogów gospodarczych, książę przy swojej śmierci w 1869 roku utworzył spójną całość o powierzchni 54 401 mórg i 78 prętów kwadratowych. Powierzchnia ta dzieli się na:
38 075 mórg 172 pręty kwadratowe lasu,
7 115 mórg 132 pręty kwadratowe ziemi ornej,
2 809 mórg 134 pręty kwadratowe łąk i
6 400 mórg bagien.
Dla lepszego gospodarowania całością majątku książę założył dodatkowo 3 nowe folwarki: Louisenhof, Amalienthal i Adelainau, a z chwilą założenia czwartego, Szklarki, śmierć położyła kres jego działalności. Różnice między dawnym a obecnym stanem rolniczym majątku ziemskiego można rozpoznać w szczególności po folwarku Adelainau; jest on położony na tym samym terenie, który kiedyś był środkiem bagna, gdzie w czasie przybycia księcia polowano na dzikie kaczki z łodzi.
Także podziemne skarby podłoża książę odkrył dzięki odwiertom i ulepszył zimne gleby, po tym jak je zdrenował, poprzez długotrwałe nawożenie marglistą gliną, dzięki czemu znaleziono zasobne pokłady margla. Tą samą starannością, w połączeniu z poprawą gleby, posłużono się przy rozmnażaniu i uszlachetnianiu inwentarza żywego oraz rybołówstwa. Dzięki tym wszystkim ulepszeniom dochód z rolnictwa wzrósł pięciokrotnie.
W wyniku postępującej wraz z separacją gruntów ornych kontynuacji uwalniania lasu od ciążących na nim służebności, książę nabył wprawdzie duże obszary zbędnego drewna – ale znaleziono tu tak duże połacie drzewostanu – ostatni właściciel dbał o las tak bardzo, że przy budowie drogi prowadzącej przez swoje lasy z Modłej do Kożuchowa, trzeba było przerwać linię, by ominąć kilka grubych sosen – że pojawiło się pytanie, w jakim kierunku można by osiągnąć odpowiedni zbyt dla uzyskania wartości z drewna. Dzięki osuszeniu bagien oraz ofiarnej inicjatywie księcia udało się zrealizować zamierzony cel, jakim było połączenie południowej strony bagien z północną drogą kołową oraz jednoczesne uzyskanie połączenia z najbliższym punktem kolejowym Dolnego Śląska. Otwarta w tym celu odnoga kolejowa między Żaganiem a Głogowem, a mianowicie stacja Niegosławice, otworzyła tym samym nową drogę zbytu zarówno dla lasów w Przemkowie, jak i dla hrabiowskiej posiadłości Kożuchów (Burggraf zu Dohna) oraz miasta Bolesławca. Jeśli jednak chodzi o eksploatację lasu, książę wolał kierować się praktycznym założeniem, że doświadczonym prywatnym nabywcom łatwiej przyjdzie znaleźć miejsca o korzystnym zbycie drewna niż samemu właścicielowi; dlatego też pozostawił sprzedaż drewna w rękach kupców. Miał satysfakcję widzieć, jak handel drewnem rozwijał się, z roku na rok rosnąc i stając się coraz bardziej ożywionym. Jednocześnie dbał nieustannie o to, aby wykarczowane powierzchnie – o ile nie nadawały się do innego wykorzystania – były natychmiast zalesiane; postępował tak, co w szczególności biorąc pod uwagę charakter wielu piaszczystych wzgórz na południowym skraju jego posiadłości, było jedynym właściwym i zbawiennym dla całego krajobrazu rozwiązaniem. Miałem wielokrotną okazję w latach 1850–1860 przemierzać „starą” posiadłość Przemkowa ze wschodu na zachód; pierwsze zatrudnienie otrzymałem w 1863 roku na południowym skraju powiatu bolesławieckiego i miałem okazję przemierzać ją z południa na północ; w 1880 roku, po piętnastu latach nieobecności, przemierzałem ją ponownie w obu kierunkach. Człowiek ten ma rację, pisząc z podziwem po śmierci księcia: „Tutaj dokonało się wielkie dzieło!”. I cała ta reorganizacja jest najwłaściwszym dziełem księcia; bo nie tylko sam wpadł na pierwsze pomysły, nie tylko sam stworzył dla nich plan – ale także przeprowadzenie tego dzieła w najdrobniejszych szczegółach sam wyznaczał, kierował nim i nadzorował. Dzięki swojemu wrodzonemu duchowi niezależności odczuwał wstręt do wszelkiej biurokracji, papierkowej roboty i rządzenia przez urzędników; chciał być „panem” w pełnym tego słowa znaczeniu, któremu należy się wyłączna inicjatywa we wszystkim, a mógł to czynić przy realizacji swoich zamierzeń, rozciągającej się na najdrobniejsze szczegóły „bez przeszkód”. Kto choć pobieżnie przejrzy obszar tej książęcej działalności, ten rozpozna, dokądkolwiek spojrzy, że panował tu szlachetny człowiek w najczystszym i najpełniejszym tego słowa znaczeniu, który nie kierował się jedynie zasadą użyteczności; że działała tu osobowość, której myśli przybierały formę artystyczną; kto dokładnie się przyjrzy, rozpozna, że księciu udało się zrealizować najbardziej imponujące melioracje rolnicze, na jakie pozwoliło mu życie, tak że pola i łąki sprawiają wrażenie przedłużenia parku stworzonego bezpośrednio przy zamku. Gdziekolwiek padnie wzrok: na układ ścieżek, na pojedyncze lub zgrupowane drzewa i krzewy rozsiane po polach, wszędzie rozpoznaje się wprawne oko „szlachetnego ducha”.
Zainteresowany czytelnik łatwo dostrzeże, że światem tego szlachetnego człowieka była praca na roli, która dawała mu okazję i przyjemności, które odświeżały jego ducha i umysł. Do tych ostatnich zaliczał on bardzo wysoko polowania. Dlatego też przekształcił część swojego lasu o powierzchni 14 000 mórg, ogrodzoną parkiem zwierzyny, który zaludnił licznymi gatunkami dzikiej zwierzyny, oraz założył podobne obiekty w innych stosownych miejscach. Po zakończeniu separacji, również te ostatnie tereny otoczył wielomilowymi ogrodzeniami, aby oddzielić je od gruntów chłopskich i tym samym uchronić przed szkodami wyrządzanymi przez zwierzynę. Przeszkodziły mu w tym jedynie warunki czasowe w ostatnich latach przy organizowaniu większych polowań, na które zwykł zapraszać na początku każdej zimy duże towarzystwo do swojego zamku; kiedy jednak na skutek podeszłego wieku sam przestał brać czynny udział w łowach, dzika zwierzyna sama w sobie straciła dla niego urok, a szczególną przyjemność sprawiało mu przygotowanie rzadkiej okazji do polowania dla swoich książęcych synów lub innych przyjaciół podczas ich wizyt. Za szczególnie pielęgnowaną zwierzynę łowną uważam głuszca, których sam widziałem kilka par, a których rozpiętość skrzydeł wynosiła znacznie ponad 1 m. W grudniu 1880 roku zastrzelono w książęcym zwierzyńcu w Biernatowie orła przedniego (Aquila chrysaetos), którego rozpiętość skrzydeł wynosiła 2 m. Ciężki cios dla zwierzyny nastąpił kilka lat temu, kiedy wybuchła zaraza wśród wysokiej zwierzyny; setki pięknych dzikich zwierząt padły ofiarą tej wstrętnej plagi.
Wierzę, że zarysowałem główne linie działalności, z której mogło płynąć bogate błogosławieństwo dla wszystkich warstw zaangażowanej ludności; robotnicy dniówkowi znaleźli nowe, opłacalne zajęcie niż wcześniej; drobni właściciele ziemscy, którzy posiadali ziemie pomiędzy latyfundiami książęcymi, znaleźli we wzorcowym prowadzeniu jego folwarków wzór do naśladowania, co uznali za większy pożytek niż cokolwiek innego. Co więcej, jego wzorcowe gospodarstwa miały błogosławiony wpływ nawet na wielkich właścicieli ziemskich, którzy osiedli na peryferiach posiadłości Przemkowa: książąt, hrabiów i panów von Dohna, von Rittberg, von Rede, von Logau, von Biron, von Eckertsberg itd.
Choć niektórzy, zwłaszcza wśród prostych ludzi, czuli się dotknięci separacją – czy to słusznie, czy niesłusznie – i uważani za pokrzywdzonych w swoich interesach, to wśród przytłaczającej większości popularność księcia rosła w miarę jak się go bliżej poznawało; i stałaby się ona zapewne bardziej powszechna, gdyby Bóg pozwolił mu żyć tak długo, aż zainteresowani w pełni zrozumieliby czasy po separacji. Ale jak już powiedziano w szkicu, który służy nam za podstawę, w żadnej warstwie ludności nie słyszało się już więcej słów o bezradności i nędzy jako o „ostatecznym ratunku” [ultimum refugium]: „Idę do księcia!”. Podsumowując jego działalność w tej części „śląskiej perły w koronie Prus”, można by powiedzieć – w ujęciu bardziej powściągliwym – że jego znaczenie dla rolniczego krajobrazu Śląska, który zyskał tak wielkie znaczenie dla księstw Szlezwika-Holsztynu, można wyrazić słowami: „Losy księstw od roku 1850 wielokrotnie zależały od decyzji księcia, a bezstronna historia, mając przed sobą pełny obraz faktów, musi dodać, że te terytoria należące do Niemiec, ten wynik zawdzięczają w znacznym stopniu księciu”.
IV. Miasto i majątek ziemski Przemkowa w obecnej postaci.
Jeśli wejdziemy w fazę rozwoju po 1869 roku, to należy przede wszystkim podkreślić, że Jego Wysokość Książę Fryderyk, szlachetny ojciec Jej Królewskiej Wysokości Księżnej Wilhelma Pruskiej, wstąpił na drogę swego ojca i starał się urzeczywistnić to, czego szlachetny książę nie zdołał dokończyć. Obecnie miasto i majątek ziemski Przemkowa otoczone jest z trzech stron rozległymi lasami sosnowymi, świerkowymi i dębowymi; od północnej strony leżą bagna ze swoimi torfowiskami i pięknymi lasami olchowymi. Pola uprawne bogate w próchnicę zmieniają się w obrębie tej ramy na nośny piasek gliniasty, i podczas gdy na tym ostatnim uprawa rzepaku i pszenicy daje niezłe średnie plony, na tym pierwszym, przy sprzyjającej pogodzie, żyto i ziemniaki dają plony rzadkiej jakości, ale w latach o umiarkowanej pogodzie dają także wystarczający plon. Potężne pokłady gliny w bezpośrednim sąsiedztwie miasta są wykorzystywane przez cegielnię; wytwarza się tam głównie dachówki o doskonałej jakości, które są wywożone na duże odległości. Tartaki, w liczbie czterech, wyposażone częściowo w maszyny parowe, częściowo w napęd wodny, przetwarzają obfite produkty racjonalnie prowadzonej gospodarki leśnej. Znaczna liczba wiatraków i młynów wodnych, które znajdują się na wzgórzach wokół Przemkowa oraz na potokach pobliskich miejscowości, przetwarzają zboże na mąkę i kaszę; ponadto wykorzystuje się tam fabrykę krochmalu, założoną przed dziesięcioma laty przez księcia Fryderyka, przetwarzającą bogate produkty ziemniaczane z posiadłości i okolicy, przy czym płynne odpady są natychmiast wykorzystywane do nawożenia pobliskich łąk.
Słynna jest oddalona o pół godziny drogi od miasta huta żelaza "Henriette", która składa się z odlewni żelaza, emalierni i ślusarni. Setki mieszkańców miasta i okolicznych miejscowości znajdują w tym zakładzie, który swoje emaliowane wyroby żelazne wysyła w większości do Poznania, Prus i Berlina, a surowce sprowadza ze Szwecji i Anglii, stałe i opłacalne zajęcie. Swoje powstanie zawdzięcza on obfitemu uzyskowi rudy darniowej, która dawniej, po przetopieniu z żelazem dolnośląskim, dostarczała użytecznego materiału do większych wyrobów żelaznych; teraz, jak wspomniano, huta przetwarza głównie zagraniczną surówkę żelaza.
Większość mieszkańców miasta jest przedsiębiorcami, ale jednocześnie w większości są też rolnikami. Zgodnie z produktami okolicy, do rzemieślników w mieście należą przede wszystkim bednarze, którzy przetwarzają drewno użytkowe z lasów jodłowych i dębowych, a swoje poszukiwane towary dostarczają albo na rynki okolicznych miast, albo wysyłają na niziny do większych ośrodków, jak np. Kożuchów, które częściowo leżą na terenach uboższych w drewno. Dwa browary zaopatrują miasto i okolicę w chętnie pite piwa, z których część jest również wysyłana na zewnątrz.
"Bruk" na ulicach i placach miasta nie jest słynny; słynne są za to "pierniki z Przemkowa" (Primkenauer Pflastersteine – dosł. kamienie brukowe z Przemkowa), brązowe pierniki wielkości talara, które są glazurowane na biało.
Taki jest, szanowny czytelniku, obraz i historia spokojnego, wiejskiego miasteczka, w którym w 1858 roku urodziła się księżniczka Augusta Wiktoria (niedaleko Lubska). Kiedy bowiem jej świętej pamięci ojciec, książę Fryderyk, udał się do Dłużka, aby skutecznie dochodzić swoich praw do rządzenia Szlezwikiem-Holsztynem, i tam sam obwołał się księciem Fryderykiem VIII, przeniósł się wraz z książęcą matką, z nią i rodzeństwem, księżniczką Karoliną Matyldą i ówczesnym księciem dziedzicznym, obecnym księciem Ernestem Güntherem, do świętej pamięci dziadków w pałacu w Przemkowie i zamieszkali w Pałacu Książęcym.
Różności.
Księżna Szlezwika-Holsztynu Adelajda. Księżna Adelajda, matka księżnej Wilhelma Pruskiej – nazywana pełnym imieniem Adelajda Wiktoria Luiza Amalia Maria Konstancja – jest córką zmarłego księcia Ernsta von Hohenlohe-Langenburg i siostrzenicą królowej Wiktorii Angielskiej. Urodzona 20 lipca 1835 roku, w dziewiętnastym roku życia, 11 września 1856 roku, poślubiła księcia Szlezwika-Holsztynu-Sonderburga-Augustenburga Fryderyka, wówczas majora w armii pruskiej. Po szczęśliwym, dwudziestotrzyletnim małżeństwie, książę Fryderyk, jeszcze niespełna pięćdziesięcioletni, 14 stycznia 1880 roku rozstał się z życiem, które postawiło przed nim trudne próby. Jednolite stworzenie Rzeszy Niemieckiej odsunęło na bok jego roszczenia, które podnosił od śmierci króla Fryderyka VII z Danii, aby wystąpić jako panujący w księstwach północnych; pozostał on bez kraju. Ale nie zapominając o fakcie, że przegrał w tym sporze prawnym, książę w godzinie wspólnego niebezpieczeństwa był jednym z pierwszych, którzy stanęli w szeregach obrońców ojczyzny. W sztabie następcy tronu Prus brał udział w całej kampanii przeciwko Francji. To, czego księciu odmówiono w zewnętrznym blasku, zastąpiło mu wewnętrzne szczęście rodzinne, które zyskał dzięki drogiej małżonce i pięciorgu ukochanych dzieci, czterem córkom i synowi. Księżniczki Augusta Wiktoria i Karolina Matylda, jak również książę dziedziczny Ernest Günther, urodzili się dla niego w pałacu Dłużek na Dolnych Łużycach, gdzie rezydował do wybuchu wojny duńskiej; księżniczka Luiza Zofia w pałacu w Kilonii; najmłodsza córka, księżniczka Teodora, licząca obecnie siódmy rok życia, ujrzała światło dzienne w Przemkowie. Księżna Adelajda, która wiernie stała u boku swego męża w dobrych i złych chwilach, wyróżnia się w równym stopniu szlachetnością ducha i charakteru. Jej czysta natura odzwierciedlała się szczególnie w serdecznym i czystym charakterze książęcego kręgu rodzinnego, który łączył w rzadkiej harmonii mieszczańską prostotę i książęce obyczaje. I nawet jeśli w duszy wysokiej rangi damy ból po wczesnej stracie małżonka powoli zagoił się z czasem, to uczucie wielkiego szczęścia, radości z nieoczekiwanych zwrotów losu po przebytych próbach, musi teraz napełniać matczyne serce księżnej w wysokim stopniu. Jeśli było jej [księżnej Adelajdzie] dane nie oglądać swego zmarłego małżonka na tronie jego ojców, to będzie to przeznaczone dla jego córki, by pewnego dnia ozdobić niemiecki tron cesarski.