Książę Ernest Günther: Szwagier cesarza w „procesie Kotzego” przeciwko autorom nieprzyzwoitych listów (1891–97)

Ernest Günther von Schleswig-Holstein-Sonderburg-Augustenburg w kostiumie, portret pędzla Elisabeth Vilmy Lwoff-Parlaghy, ok. 1895 r. Nordfriesland Museum. Nissenhaus Husum
Książę Ernest Günther: Szwagier cesarza w „procesie Kotzego” przeciwko autorom nieprzyzwoitych listów (1891–97)
Autor: Hans H. Lembke
Książę Ernest Günther zu Schleswig-Holstein (1863–1921) otrzymał w styczniu 1893 roku anonimowy list – doręczony przez posłańca. Już pierwsze zdanie wyraźnie wskazywało na szantaż, a przynajmniej na poważną obelgę: ”Wasza Wysokość ma, jak powszechnie wiadomo, nieszczęśliwą skłonność do hrabiny H. Dama ta, która poza tym zachowuje się bardzo ekstrawagancko, wobec Waszej Wysokości zgrywa cnotliwą, ponieważ chce utrzymać Waszą Wysokość, jako brata Jej Cesarskiej Mości, w wierze w swoją cnotę.”¹ „Jej Cesarska Mość” to cesarzowa Augusta Wiktoria, która w 1881 roku poślubiła późniejszego cesarza Wilhelma II. A książę Ernest Günther był jej o pięć lat młodszym bratem. W społeczeństwie dworskim był osobistością znaną, aczkolwiek mniej jako arystokrata, a bardziej jako kobieciarz.
Brakowało mu formatu męża stanu już choćby dlatego, że był księciem bez księstwa. Jego ojciec Fryderyk rościł sobie wprawdzie pretensje do bycia księciem Szlezwika-Holsztynu, lecz nie zyskało to trwałego uznania, gdyż wkrótce potem (1867) oba księstwa zostały przekształcone w pruską prowincję. Ernest Günther otrzymał przynajmniej prawo do tytułu księcia tytularnego Szlezwika-Holsztynu i zwracania się do niego per „Wysokość”.
Bez wątpienia wiedział, o jaką ekstrawagancką damę chodzi w liście: o olśniewająco piękną, wysoce atrakcyjną hrabinę Hohenau. W przeciwieństwie do księcia była ona zamężna, aczkolwiek z dość swobodnym zrozumieniem tematu. W liście przypisywano jej pod tym względem najwyższe aspiracje: „Piękna Lottchen ma mianowicie [...] na myśli nic mniejszego, niż zostać raz objętą przez silne ramiona Samego J. C. M. [Jego Cesarskiej Mości].” Nadawca lub nadawcy czuli się w obowiązku uświadomić księcia: poprzez odrzucenie jego awansów hrabina chciała zademonstrować swoją niedostępność, aby jego cesarska siostra dowiedziała się o tym i nie nabrała podejrzeń co do ewentualnego skoku w bok swojego małżonka.

Charlotte hrabina von Hohenau (1863–1933), 1 stycznia 1885. Album fotograficzny rodziny
List Ernest Günther otrzymał na pięć dni przed urodzinami cesarza. Jak zwykle, ten akt państwowy przygotowywano miesiącami pod kierownictwem mistrza ceremonii na dworze. Uroczystości rozpoczęły się na krótko przed rocznicą. Do tego prologu przyczynił się 1. Pułk Dragonów Gwardii z paradą w dniu 23 stycznia, o czym odbiorca listu mógł przeczytać: „Główny zamach ma jednak nastąpić jutro. Jutro po południu o godzinie czwartej H. ma jako woltyżerka wystąpić w najwyższym blasku, w zorganizowanym z kolosalnym przepychem święcie przed J. C. M. [...]. Wysyłamy to pismo przez posłańca, aby E. H. zyskał jeszcze czas i możliwość powstrzymania Ich Cesarskich Mości przed wizytą na jutrzejszym przedstawieniu, co w obecnym stanie rzeczy byłoby w najwyższym stopniu pożądane.” To się nie udało. Berliner Tageblatt donosił następnego dnia, że para cesarska przybyła o godzinie 15:30 i w drugiej części programu uroczystości otrzymała „podwójny tandem”, ”prowadzony przez rotmistrza hrabiego Dohna i hrabinę Hohenau. [...] Para, która wzbudziła powszechny podziw, zajechała najpierw przed lożę cesarską, oddając salut [...].”
Wysyłanie tego rodzaju listów, pisanych anonimowo i wymierzonych głównie w hrabinę, rozpoczęło się dwa lata wcześniej. Poprzedziło je niezobowiązujące spotkanie towarzyskie niektórych odbiorców listów, którzy w komplecie należeli do elity dworskiej. Historia ta jest wielu znana, ponieważ często opowiadana i wielokrotnie publikowana, jednak narracja o niej wciąż nie jest zamknięta. W najbardziej znanej biografii Wilhelma II na temat początku tej afery można przeczytać: „W pewną niedzielę w styczniu 1891 roku dziedziczna księżna Charlotte von Sachsen-Meiningen i jej szwagier książę Ernest Günther zorganizowali w pałacyku myśliwskim Grunewald dla „ludzi, z którymi utrzymywali kontakty” hulaszczą wyprawę saniami z tańcami, która miała mieć bardzo poważne – i wreszcie śmiertelne – konsekwencje. Wśród piętnastu uczestników znajdowali się, oprócz siostry cesarza i jej szwagra, książę Fryderyk Karol (Fischy) von Hessen, hrabia Fryderyk von Hohenau ze swoją żoną Charlotte (Lottką), [...] a także mistrz ceremonii Leberecht von Kotze i baron Karl von Schrader ze swoimi małżonkami. [...] Już następnego ranka niektórzy z nocnych marków otrzymali doprawdy ohydne anonimowe listy, które [...] zawierały obsceniczne zarzuty najgorszego rodzaju. [...]. Właściwym celem tych naprawdę odrażających listów była [...] Lottka, wyjątkowo piękna i wysoka młoda żona homoseksualnie usposobionego hrabiego Fritza Hohenau.”²
Wkrótce rozeszły się plotki o niemoralnej nocy i wstydliwych listach. Służba po cichu podglądała, poszkodowani wymieniali się informacjami, a niektórzy zwrócili się w maju 1892 roku – aby zapobiec gorszemu – do berlińskiej policji kryminalnej.³ Sprawę przejął komisarz von Tausch, faktyczny szef policji politycznej, obrotny, posiadający rozległe koneksje i w razie potrzeby bezwzględny.⁴ Jako podstawę do swoich badań otrzymał szereg wspomnianych listów, a po ich przejrzeniu był przekonany, że jako autor lub autorzy w rachubę wchodzą wyłącznie najwyżsi rangą uczestnicy imprezy w Grunewaldzie. Wśród nich znajdował się szwagier cesarza, Ernest Günther. Jego seksualne eskapady były przysłowiowe,⁵ był on na dworze nielubiany i raziło to, że siostra chroniła go przed zasłużoną krytyką.
Fakt, że książę był tymczasowo głównym podejrzanym, pozostał oczywiście tajemnicą. Wyczerpujące opisy afery opublikowano dopiero po 1896 roku.

Spotkanie rodzinne w maju 1900 r. w zamku Friedrichshof w Kronbergu: rodzeństwo Sophia, Victoria, Wilhelm, Charlotte, Heinrich i Margarethe. W środku zdjęcia ich matka, cesarzowa Fryderykowa. Nieznany fotograf
Autor „X. Strahl” podjął próbę „przyszpilenia autora”, przy czym nie wymienił nazwiska anonima, lecz podał szereg cech, które w kombinacji rzekomo pasowały tylko do jednej z wchodzących w grę osób.⁶ Jednakże pismo to nie było wymierzone w księcia, wręcz przeciwnie: autor rościł sobie prawo do uwolnienia go od wszelkich podejrzeń. Jeszcze wyraźniej uczynił to w swoim drugim studium tego rodzaju. Ukazało się ono nie w Rzeszy, jak pierwsze, lecz w Szwajcarii. A na jego stronie tytułowej widnieje: „W tej broszurze wymienione zostanie pełne nazwisko autora anonimowych listów.”⁷ Z kolei autor tej broszury aż do swojego „słowa końcowego” pozostaje nienazwany. Napisał je 1 stycznia 1897 roku i podpisał: H. von Langen-Allenstein (X. Strahl). W ten sposób, z jego perspektywy, tajemnica została ostatecznie wyjaśniona.
Kiedy właściwie cesarz dowiedział się o rozwiązłej nocy i jej następstwach w postaci ohydnych listów? I jak zareagował? Dopiero 16 czerwca 1894 roku ochmistrz książę Stolberg przesłał mu raport bezpośredni (Immediatbericht), do czego czuł się „zmuszony z największym ubolewaniem”. Od lat „część berlińskiego towarzystwa jest zalewana anonimowymi listami, które częściowo zawierają najbardziej bezdenne nikczemności”, przede wszystkim z zamiarem „podkopania pozycji hrabiny [...] von Hohenau [...] w tutejszym towarzystwie.” Wobec przedłożonych wyników śledztwa nie jest bezpodstawne podejrzewanie mistrza ceremonii von Kotzego jako autora listów. Dalsze postępowanie pozostawia J. C. M. „najuniżeniej do uznania, zarządzając wojskowe postępowanie sądu honorowego”, uzasadniając to faktem, że von Kotze jako rotmistrz jest „oficerem do dyspozycji”⁸. Cesarz zdecydował inaczej. Natychmiast poinstruował szefa Gabinetu Wojskowego v. Hahnkego, aby natychmiast aresztować v. Kotzego. Hahnke zameldował niezwłocznie, że podejrzany znajduje się już w „areszcie wojskowym” przekazany komendantowi, aby „na rozkaz Waszej Cesarskiej Mości wziąć go w areszt śledczy.”⁹
Podejrzenie to zostało rzucone przez inicjatorów tzw. „kręgu Hohenau-Schradera”, aby wpłynąć na coraz bardziej jednostronne śledztwo i ostatecznie nakłonić Stolberga do podjęcia inicjatywy. Impuls dała prawdopodobnie piękna hrabina jako główna ofiara tych paszkwili. A von Schrader wpadł na pomysł, na kogo można skierować podejrzenie – perfidnie i ze skutkiem. Obrzucenie błotem miało dotknąć jego rywala i wroga, mistrza ceremonii Leberechta von Kotzego.¹⁰ Był on na dworze podobnie nielubiany jak Ernest Günther, choć z innych powodów. W żadnym wypadku nie był niezręczny czy arogancki, wprost przeciwnie: uchodził za dwornego i szarmanckiego, przy czym jednak przesadzał z próżnością w stopniu trudnym do zniesienia. Cesarz uważał go jednak za zabawnego, co w czerwcu 1894 r. nie stanęło na przeszkodzie jego decyzji o natychmiastowym aresztowaniu go.
Poinformowany zbyt późno, Wilhelm II chciał – na ile to jeszcze możliwe – ograniczyć szkody wizerunkowe rodziny cesarskiej. Prasa donosiła powściągliwie. I tak Berliner Tageblatt dopiero 21 maja napisał o „tajemniczym uwięzieniu”. Bardziej szczegółowa relacja nastąpiła kilka dni później, z łagodzącym zakończeniem: „Sprawa nie ma podłoża politycznego, oferuje natomiast zainteresowanie psychologiczne i patologiczne. Jak mówią, aresztowany cieszył się szczególnym zaufaniem cesarza, przez co odkrycie tego procederu dotknęło go w najwyższym stopniu boleśnie. [...] Małżonka pana v. Kotze jest w towarzystwie dworskim wielce sławioną pięknością.”
Cesarz ze swoim nakazem aresztowania napotkał opór. Zniesławienie było przestępstwem ściganym na wniosek, lecz do momentu aresztowania nie wpłynął ani jeden wniosek ze strony „poszkodowanych”. Prowadzenie śledztwa powierzono wojskowym organom sprawiedliwości.¹¹ Należało do tego również zażądanie dwóch ekspertyz grafologicznych, które wskazywały na pismo kobiece. Wszystko to nie pomogło w ugruntowaniu podejrzeń wobec Kotzego – wręcz przeciwnie. Całkowicie nieoczekiwanie wysyłka listów trwała nadal. Już dzień po aresztowaniu minister Domu Królewskiego otrzymał wskazówkę w znanym drukowanym piśmie o następującej treści: „Książę E. G. von Schleswig-Holstein jest anonimowym autorem listów. Policja ma dowody!” Następnie nadszedł list do Hahnkego, w którym wezwano go do natychmiastowego zwolnienia Kotzego (czego nie zrobił). Był to pierwszy podpisany list, podpisany jako Das Comité [Komitet]. Rzeczywiście Kotze wyszedł na wolność już 5 lipca. Gubernator (wojskowy) Berlina uznał podejrzenia za słabo uzasadnione. Vorwärts pisał 7 lipca: „Jak nowo donoszą, Kotze ma zostać zwolniony z aresztu, ponieważ okazało się, że pewien ’bardzo wysoko postawiony człowiek’ jest sprawcą tych świństw.”
Nawet cesarz nie mógł więc przejść do porządku dziennego nad prawem stanowionym. Swoim nakazem aresztowania nagiął prawo i – jak miało się okazać – kazał aresztować niewłaściwą osobę. Coraz wyraźniejsze stawało się, że w sporze o autorów listów utworzyły się dwie grupy, które chciały wywrzeć decydujący wpływ na tę sprawę: z jednej strony krąg Hohenau-Schradera, który chciał postawić Kotzego pod pręgierzem, z drugiej strony grupa interesu złożona z wtajemniczonych, którzy się temu sprzeciwiali. Ci drudzy znali lub domyślali się prawdziwego tła i nie chcieli dopuścić do tego, by wrogi krąg z własnego interesu sfabrykował historię żądającą przedstawiciela stanu oficerskiego jako kozła ofiarnego. Jedni postawili wszystko na jedną kartę, aby pozyskać cesarza dla swojej wersji, drugim z zasady się to nie podobało. Lecz wiedzieli oni i musieli to zaakceptować, że cesarz za wszelką cenę chciał odwrócić jakiekolwiek podejrzenia od „stojących najbliżej”. Pomiędzy tymi oboma kręgami stali autorzy listów, co najmniej dwoje, jak należało przypuszczać: informator i autorka (kobieta). Możliwa wydawała się również „złowroga partia dworska”.
Kto zaliczał się do wtajemniczonych? Przypuszczać należało: „niemal wszechwiedzący” prezydent policji berlińskiej v. Richthofen (który wyznaczył v. Tauscha), szef Gabinetu Wojskowego v. Hahnke, dowódca Cesarskiej Kwatery Głównej v. Plessen, wielki mistrz dworu cesarzowej Mirbach, minister spraw wewnętrznych v. Köller. A w styczniu 1895 r. zaufany cesarza Philipp Eulenburg pisał: „Obawiam się, że ze względu na szwagra księcia E. G. wiele spraw zostanie przemilczanych i przez to ostatecznie nastąpi całkowite zaciemnienie tej nikczemnej sprawy.”¹² Ponadto: komisarz kryminalny v. Tausch wycofał się po 1894 r. ze sprawy – lub został z niej wypchnięty.¹³
Gdzie pozycjonował się Ernest Günther, którego wydarzenia dotyczyły bezpośrednio? W anonimowym liście do v. Hahnkego z datą 26 czerwca napisano: ”[...] to wystąpimy z nazwiskiem przed opinię publiczną, która była z nami sprzymierzona, ale stała się wiarołomna. Najbardziej podejrzany nazywa się E. G. von Schl. Holstein i jest bratem Jej Cesarskiej Mości Cesarzowej Królowej. Das Comité.”¹⁴ Czy E. G. należał dotychczas do grona autorów listów? Jaki jednak powód miałby mieć, by dopuścić do siebie tak żenujący list lub wręcz samemu go zainicjować? Czy chciał w ten sposób wyjść naprzeciw wtajemniczonym, którzy widzieli w nim sprawcę, może przypuszczali, że kolaborował przy tym z jedną z „najbliższych” osób? Myśleć tu należało o siostrze cesarza, Charlotte von Sachsen-Meiningen.
Można sobie wyobrazić, że wraz z nią podczas nocy w Grunewaldzie – lub nawet wcześniej – zaplanował wspólną intrygę przeciwko hrabinie i zainscenizował wysyłanie listów. Gdy w 1892 roku rozpoczęły się dochodzenia policyjne, między obojgiem, pod wpływem rosnącej obawy przed wykryciem, mogła zrodzić się pierwsza nieufność, która stopniowo narastała. Do zerwania mogło dojść wtedy, gdy stał się „wiarołomny” (odstępcą). Charlotte, jako projektantka tekstów, a być może także autorka odręcznych listów, kontynuowała potem tę serię bez swojego przyszywanego szwagra. A ów „odstępca” mógł wówczas zbliżyć się do kręgu Hohenau-Schradera,¹⁵ który chciał skazania Kotzego. W międzyczasie Wilhelm II do tego stopnia uwikłał się w historię Kotzego, że obawiał się, iż może z niej wyjść tylko z utratą honoru. Dlatego, prawdopodobnie wbrew lepszej wiedzy, trzymał się kurczowo skazania Kotzego.
Dlatego wtajemniczeni wycofali się, a książę przyłączył się do taktyki swojego szwagra. Kotze mógł nawet współgrać, oferując siebie jako ofiarę – nie bez oczekiwania nagrody.
Dalszy przebieg afery, tutaj w skrócie: Po zwolnieniu Kotzego w lipcu 1894 r. cesarz przekazuje sprawę do sądu wojskowego pod przewodnictwem księcia von Hohenzollern. Z tego rozwija się proces mamuci, który w marcu 1895 r. kończy się zaleceniem uniewinnienia Kotzego. Cesarz, jako najwyższy zwierzchnik sił zbrojnych, zatwierdza to. W styczniu przedtem Schrader został wyzwany przez Kotzego na pojedynek, w którym ten (chwilowo niezdolny do pojedynkowania się) dał się zastąpić swojemu kuzynowi. Nikt nie odniósł ran. Po wyroku cesarz nakazuje składającym wniosek o ukaranie przeprosić Kotzego. Jego szwagier i dwaj inni są posłuszni (wskazówkowo/częściowo), pozostali (w tym Schrader) odmawiają. Kotze wyzywa wszystkich trzech na pojedynek. Jeden z nich staje do walki i rani Kotzego w stopę; jest Wielki Piątek. Cesarz przesyła mu do szpitala pisankę – osobisty prezent na znak pojednania.¹⁶
Kotze wnosi oskarżenie przeciwko Schraderowi, ten z kolei żąda w maju 1895 r. pojedynku. Gdy Kotze odmawia, Schrader wnioskuje o postępowanie sądu honorowego, z rezultatem: Kotze nie może już nosić munduru cesarskiego, podczas gdy Schrader zostaje uniewinniony we wszystkich punktach. Prawdziwa katastrofa dla Kotzego, od którego cesarz się odwraca. Żąda on drugiego postępowania przed wybranym sądem honorowym, któremu bardziej ufa. Jednak i ten dochodzi do wniosku, że Kotze musi zostać wydalony z korpusu oficerskiego. Tę decyzję cesarz zamienia w kwietniu 1896 r. na naganę. Decyzja ze światłem i cieniem: Kotze znów ma zdolność honorową, przez co żądanie pojedynku przez Schradera odżywa. Ten pojedynek jest dla nich obu nieuniknioną sprawą honoru. Kończy się, w języku gazety Vorwärts, „morderstwem w pojedynku”. Schrader zostaje postrzelony w brzuch, Ernest von Bergmann operuje go przez wiele godzin, nie może jednak zapobiec śmierci. Leberecht von Kotze staje przed sądem wojennym i otrzymuje za zabójstwo w pojedynku 27 miesięcy twierdzy – z czego odsiedział sześć. Pięć lat po ułaskawieniu cesarz nadaje mu Order Orła Czerwonego III klasy. Wykluczony ze służby dworskiej, „wycofał się do swoich majątków”.¹⁷
Epilog do afery dało trzech „pisarzy”, wydając jedną powieść i trzy „broszury”.¹⁸ Dwa z tych pism, spod pióra Strahla vel Langen(-Allenstein), zostały już wspomniane.¹⁹ Czyta się je jako odciążenie księcia z zarzutu, że lekkomyślnie i licząc na ochronę na najwyższym szczeblu, dał impuls fali zniesławień, procesów i pojedynków, które mogły wywołać niebezpieczny kryzys w rodzinie cesarskiej i państwie. Autor wielokrotnie podkreśla, że taki zarzut jest całkowicie bezpodstawny,²⁰ a wręcz oburzający. Na ten temat Bringmann pisze:
„On [Langen] czynił to wielokrotnie i tak uderzająco, że nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż to uniewinnienie zostało celowo wprowadzone do książki.” Sugeruje to, że „odpowiednie wynagrodzenie” skłoniło go do napisania tego „pisma obronnego”²¹. W swoim drugim piśmie wymienił „pełne nazwisko” rzekomej autorki listów: Alma Freyberg, żona znanego malarza nadwornego Conrada Freyberga. Langen przypisał jej jako sprawczyni „jadowity język” i „penetrującą wścibskość”, napiętnował ją jako „nikczemną” i „demoniczną”. Małżeństwo pozwało go do sądu. Lecz zanim proces się rozpoczął, oskarżony odebrał sobie życie.²² Jego sytuacja stała się beznadziejna i niepewna.
Książę Ernest Günther wcześnie zniknął z widoku sceny tej afery. Berlin odwiedzał i tak prawie wyłącznie jako członek pruskiej Izby Panów. Poza tym mieszkał w swoim zamku w Przemkowie na Śląsku, a letni odpoczynek spędzał na wyspie Alsen, w zamku Augustenburg. Odbywał także długie podróże, czasami z misją dyplomatyczną lub przynajmniej z taką pretensją. I tak zimę 1887/88 spędził w Indiach, „przyjęty przez rodzimych władców z całym orientalnym przepychem ich dworów”. W okazałej oprawie ukazał się opis podróży, zawierający prawie 200 ilustracji wykonanych przez porywającego malarza. Książka ta, jak i bardzo pozytywna jej recenzja, ukazały się w pierwszym półroczu 1894 roku.²³ Było to późno – ale w samą porę, by wychwalać księcia, o którym w aferze Kotzego zaczęto mówić w podejrzany sposób.
W tych miesiącach, gdy skandal się zaostrzał, znów był w podróży. Odwiedził Rzym, Kair, Bejrut, Damaszek i Jerozolimę. Do Niemiec powrócił 28 czerwca, na krótko przed aresztowaniem mistrza ceremonii.²⁴
W tym samym roku książę otrzymał miejsce w pruskiej Izbie Panów, poświęcił się tam interesom prowincji, ale rzadko zabierał głos. W prasie pojawił się głośniej w 1904 roku z powodu swojego protestu przeciwko regulacji sukcesji tronu w Wielkim Księstwie Oldenburga oraz rok później w związku ze złowrogim „Kontem K” (budowa kościołów). Z tego konta bez śladu zniknęła jedna trzecia miliona. Berliner Zeitung snuła domysły, a Ernest Günther pozwał o zniesławienie.²⁵ Podczas wojny był generałem kawalerii i miał zaszczyt być przydzielonym à la suite Pułku Piechoty „Herzog von Holstein”. Rola ta trzymała go z dala od frontu, faktycznym dowódcą nie był. Po zakończeniu wojny groziła mu utrata majątków na wyspie Alsen. Wskutek tego sprzedał pałace Sonderburg i Augustenburg swojej siostrzenicy Helenie (szwagierce króla Danii), co przerodziło się w wewnętrzną aferę polityczną. Księżniczka unieważniła sprzedaż, a państwo duńskie nabyło te dobra wbrew protestom socjaldemokratów w Folketingu.²⁶
Było to 11 lutego 1921 roku. Dwanaście dni później Vossische Zeitung donosiła: „[...] wczoraj po krótkiej chorobie zmarł w swoim zamku Przemków w wieku 57 lat brat cesarzowej, książę Ernest Günther zu Schleswig-Holstein. Książę Ernest Günther stał się znany politycznie w ostatniej dekadzie przed wojną poprzez swoje wielokrotne opowiadanie się za nowoczesną reformą pruskiego prawa wyborczego w Izbie Panów. Także w innych kwestiach, zwłaszcza polityki społecznej i kształtowania stosunków pracy na wsi, książę był przedstawicielem postępowych postulatów. Berliner Tageblatt zamieścił krótką, trzywierszową notkę, Vorwärts nie napisał nic. Umowę kupna z państwem duńskim podpisała jego żona Dorota, urodzona księżniczka Sachsen-Coburg und Gotha. Jeszcze długo miała zmagać się z pozostawionymi jej dobrami i długami. W latach 30. została uwikłana w sporne kwestie majątkowe z dygnitarzami nazistowskimi.²⁷ Zmarła w 1967 roku. Bezpośrednich spadkobierców nie miała, małżeństwo zawarte w 1898 roku pozostało bezdzietne.
Do dziś uważa się za niewyjaśnione, kto po rozwiązłej nocy myśliwskiej w styczniu 1891 roku pisał te bezwstydne listy. Wniosek autora: Za sznurki pociągali książę Ernest Günther zu Schleswig-Holstein i księżna Charlotte von Sachsen-Meiningen.

Ernest Günther, Herzog zu Schleswig-Holstein, Autograf, Primkenau 7 grudnia 1911, Atelier Bogacki Liegnitz, Goldbergstr. 18. Papier fotograficzny (na kartonie), Schleswig-Holsteinische Landesbibliothek – Landesgeschichtliche Sammlung, Numer inwentarzowy P8-E-74
Profesor dr Hans H. Lembke
E-mail: hslembke@googlemail.com
Profesor dr Hans H. Lembke wykładał ekonomię przedsiębiorstwa na Politechnice w Brandenburgii (Technische Hochschule Brandenburg).
Hans H. Lembke, „Herzog Ernest Günther: Ein Schwager des Kaisers im ‚Kotze-Prozess‘ gegen die Verfasser unzüchtiger Briefe (1891–97)“ — Mitteilungen des Vereins für die Geschichte Berlins, Heft 3, Juli 2024. Obszerny artykuł naukowy poświęcony w całości księciu i aferze Kotze.
Przypisy
GStA PK I. HA Rep. 89, Nr. 3307/10, k. 81. Listy były pisane wielkimi drukowanymi literami (w tekście oddane kursywą).
John C. G. Röhl, Wilhelm II. (2), Monachium 2001, s. 741 i n. Schrader i Kotze pełnili na dworze te same funkcje i rywalizowali o łaski cesarskie. Przez „siostrę cesarza” rozumie się księżną Charlotte von Sachsen-Meiningen (siostrę Wilhelma), a przez „szwagra” księcia Ernesta Günthera.
Tobias C. Bringmann, Reichstag und Zweikampf, Fryburg 1995, s. 165. Jest to najbardziej szczegółowa praca na ten temat.
Wolfgang Wippermann, Skandal im Jagdschloss Grunewald, Darmstadt 2010, s. 57.
Trwały był jego przydomek jako „rozpłodowiec” [„Rammler”].
6. X. Strahl, Die anonymen Briefe der Hofgesellschaft und ihre Opfer, Hagen 1896.
7. H. von Langen-Allenstein, Herr von Tausch und die Verfasser der anonymen Briefe der Hofgesellschaft, Zurych 1897. (Dla czytelnika niniejszego artykułu: „pełne nazwisko” znajduje się dalej poniżej.)
8. GStA PK I. HA Rep. 89, Nr. 3307/8, k. 2–4.
9. GStA PK I. HA Rep. 89, Nr. 3307/2, k. 20 i n.
10. Patrz: Bringmann, s. 168.
11. Czasopismo Hardena Zukunft (7.7.1894) krytykowało to: „Sąd wojskowy ma go osądzić. To brzmi osobliwie, ponieważ chodzi tu o wyjaśnienie podejrzenia, które z luźnym stosunkiem wojskowym oskarżonego nie ma najmniejszego związku.”
12. W kwestii tego przekonującego poglądu dotyczącego grup autorów listów i wtajemniczonych, patrz: Bringmann, s. 205 i n.
13. Patrz: tamże, s. 169. W znanym procesie Lückerta-Lützowa (1896) udowodniono mu udział w sprawach łapówkarskich, w wyniku czego po dłuższym postępowaniu dyscyplinarnym w 1899 r. został zwolniony ze służby. Zob. pod http://www.zeno.org wzgl. https://www.landesarchiv-berlin.findbuch.net (Prezydium Policji/Akta dyscyplinarne).
14. GStA PK I. HA Rep. 89, Nr. 3307/10, k. 120.
15. Patrz: Wippermann, s. 61. Hipotezę, że Ernest Günther i Charlotte mogli współpracować, Wippermann uważa za prawdopodobną (s. 43 i n.), podobnie jak Bringmann (s. 204 i n.). Röhl (s. 753 i n.) nie podziela tego poglądu, jednak absolutnie podziela opinię, że książę mógł należeć do autorów listów.
16. Patrz: Wippermann, s. 66.
17. Patrz: Bringmann, s. 201.
18. Carl Fürst von ... (Pseudonim): Das Geheimnis des Ceremonienmeisters. Hofroman aus der jüngsten Vergangenheit, Zurych 1896 oraz Fritz Friedmann: Der deutsche Kaiser und die Hofkamarilla. I. Der Fall Kotze. II. Wilhelm II. und die Revolution von Oben, Zurych 1896. Friedmann napisał to pismo w Paryżu, uciekłszy z Berlina z powodu oszustw. Był obrońcą Kotzego, a H. v. Langen był czasowo jego współpracownikiem. Trzy dzieła wydane w Zurychu wyszły z wydawnictwa „Verlag von Cäsar Schmidt”. Wszyscy zaangażowani zapewniali, że nie znają „Carla Fürsta von ...”. Pisma te zostały w Niemczech wkrótce zakazane.
19. Hans v. Langen-Allenstein (ur. 1865) jest ledwo do znalezienia w jakimkolwiek źródle biograficznym. Wymieniony jest w Kürschners „Literatur-Kalender” z 1894 r. (s. 671) z dziełami: „Auge um Auge, Zahn um Zahn” (1891). W 1893 r. wytoczono mu przed Sądem Krajowym we Flensburgu proces z powodu zniesławienia przez publikację prasową (s. Landesarchiv Schleswig-Holstein, Abt. 354 Nr. 451).
20. Tego samego zdania był Friedmann (zob. wymienione pismo, s. 155). Do niego zob. także: https://de.wikipedia.org/wiki/Fritz_Friedmann_(Jurist).
21. Patrz: Bringmann, s. 214.
22. Małżeństwo wycofało pozew, przez co wdowa została oczyszczona z zarzutu współudziału. Zob. GStA I. HA Rep. 84a, Nr 58197 (tam wycinek ze Staatsbürgerzeitung z 5 maja 1897).
23. Sechs Monate Indien. Jagd- und Reisebilder von Woldemar Friedrich. Text von E. von Leipziger. Lipsk b. d. (151 stron). Recenzja ukazała się w: Preußische Jahrbücher, t. 77 (1894) z. 2, s. 372–375. Źródło cytatu: recenzja.
24. Zob. PA AA RZ 201/3899, k. 16 i n.
25. Berliner Tageblatt, 09.11.1905 (także Berliner Börsen-Zeitung i Vorwärts).
26. Zob. PA AA RZ 208/81213.
27. Na ten temat ukaże się prawdopodobnie artykuł autora w Roczniku Archiwum Krajowego w Berlinie (Jahrbuch des Landesarchivs Berlin) w 2025 roku.