Cesarzowa Augusta Wiktoria
Cesarzowa Augusta Wiktoria
Najpiękniejszym kwiatem kobiecego serca,
Koroną kobiety jest dobroć.
— Otto von Leixner.
W dniu jubileuszu naszego Cesarza wspominamy również jego małżonkę, Cesarzową i Królową Augustę Wiktorię. Jest ona pierwszą monarchinią, która od dwudziestu pięciu lat nosi niemiecką koronę cesarską i dziś, w kręgu kwitnących dzieci i wnucząt, świętuje ten uroczysty dzień u boku swego małżonka. Naturalnie w życiu narodów i państw znaczenie wysokich rangą kobiet ustępuje miejsca władcom; jednak i one nie są dla swojego ludu bez znaczenia. 7 września 1890 roku Cesarz Wilhelm II wypowiedział w hotelu Strandhotel w Glücksburgu wobec zgromadzenia mieszkańców Szlezwika-Holsztynu znamienne słowa: „Więź, która łączy mnie z tą prowincją i przywiązuje ją do innych prowincji mojego imperium mocniej niż inne, to ten klejnot, który lśni u mego boku: Cesarzowa! Wyrosła z tej ziemi, będąc uosobieniem wszelkich cnót germańskiej księżnej, dziękuję jej za to, że jestem w stanie wypełniać trudne obowiązki mojego urzędu z radosnym duchem i im podołać tak, jak potrafię”. Z tych doniosłych słów poznajemy, jak wielki udział ma nasza Cesarzowa w pracy i sukcesach naszego władcy, na które może on spoglądać w dniu swojego dwudziestopięciolecia panowania.
Dane z jej życia są znane. Urodziła się 22 października 1858 roku w Dłużku (Dolzig) na Dolnych Łużycach jako najstarsza córka swojego ojca, następcy tronu Fryderyka ze Szlezwika-Holsztynu-Sonderburga-Augustenburga. Tutaj spędziła swoje ciche, szczęśliwe lata dziecięce, później w Gocie i Przemkowie, w ojcowskim zamku na Śląsku, gdzie w spokoju i odosobnieniu upływała jej młodość i gdzie odebrała gruntowne i wszechstronne wykształcenie. Niespokojne i burzliwe były jedynie lata 1864–1866, kiedy to jej ojciec po śmierci duńskiego króla Fryderyka VII zgłosił roszczenia do Szlezwika-Holsztynu i czasowo został ogłoszony tamtejszym księciem, rezydując w Kilonii. Gdy wojna 1864 roku wyzwoliła oba księstwa spod duńskiego panowania, w szerokich kręgach Niemiec następca tronu Fryderyk był postrzegany jako prawowity książę mimo zrzeczenia się praw przez ojca; ponieważ jednak nie chciał uznać warunków, jakie kunszt dyplomatyczny Bismarcka narzucił wyzwolonym ziemiom w interesie narodowym Prus i Austrii, wielki mąż stanu bezwzględnie go odsunął i doprowadził do aneksji księstw przez Prusy, co dokonało się po zwycięstwie nad Austrią w 1866 roku. Naturalnie wywołało to wielkie napięcie między domami Szlezwika-Holsztynu i Hohenzollernów; jedynie z parą następców tronu Fryderyk pozostawał w dobrych stosunkach. Księżniczka Augusta Wiktoria dorastała tymczasem zdrowa na ciele i duszy. W owym czasie wraz z rodzicami odbywała częste podróże, także do południowej Francji i Anglii. Tam spotkała się w Windsorze, a potem częściej w Przemkowie i Reinhardsbrunn z księciem Wilhelmem z Prus i oboje pokochali się. Gdy już się odnaleźli w miłości, w styczniu 1880 roku miały zostać ogłoszone zaręczyny; przeszkodziła temu nagła śmierć następcy tronu w Wiesbaden. Dopiero 2 czerwca 1880 roku Cesarz Wilhelm I ogłosił zaręczyny podczas wielkiego obiadu rodzinnego w Babelsbergu, w którym brał udział również książę Bismarck. 27 lutego 1881 roku odbył się ślub w Berlinie. Wydarzenie to było, jak ujął to Bismarck wobec panny młodej podczas zaręczyn, „radosnym finałem pełnego konfliktów dramatu”. Albowiem gdy córka zdetronizowanych książąt augustenburskich podała rękę przyszłemu dziedzicowi pruskiej korony królewskiej i niemieckiej korony cesarskiej z czystej skłonności i prawdziwej, serdecznej miłości, zamknęła się przepaść między oboma dynastiami, a małżeństwo z miłości ich córki sprawiło, że mieszkańcom półwyspu otoczonego morzami przynależność do Prus wydała się czymś naturalnym.
Po śmierci dziadka i ojca w 1888 roku Wilhelm II wstąpił na tron, a w miłości i wierności u jego boku trwa od tego czasu jego małżonka, nasza Cesarzowa. Urodziła mu siedmioro dzieci, sześciu synów i jedną córkę, a Niemcy z podziwem spoglądali na ich czyste, szczęśliwe, rzadko mącone życie rodzinne w domu cesarskim. Dziś synowie, o silnych i kwitnących postaciach, założyli już własne domy, a serce cesarskiej babki cieszą wnuki. Jedyna córka, Wiktoria Luiza, zawarła małżeństwo z miłości w 1913 roku, którego przypieczętowanie przez ślub może mieć podobny, pojednawczy wpływ na wrogie rody (Welfów), jak niegdyś ślub samej Cesarzowej. Przez te dziesięciolecia lud pruski i niemiecki nauczył się cenić i kochać swoją Cesarzową, co stało się wyraźnie widoczne podczas obchodów srebrnego wesela w 1906 roku. Jako szczególne cechy jej charakteru wymieniane są naturalny majestat i godność, ujmujący wdzięk i skromna uprzejmość powierzchowności, a przede wszystkim głęboka religijność, poważne poczucie obowiązku i prawdziwie złote serce. Naturalnie takie cechy charakteru kobiety ujawniają się najpełniej w bliższych kontaktach, a przede wszystkim w rodzinie, ale wiele dowodów i przykładów tego stało się znanych także w szerszych kręgach. Wszyscy, którzy obserwowali wspólne życie Cesarza i Cesarzowej, matki i dzieci w dobrych i złych dniach, zgodnie podkreślają serdeczne, pełne bliskości życie rodzinne, jakie zawsze panowało w domu cesarskim, oraz to, jak troskliwie Cesarzowa nadzorowała i kierowała wychowaniem dzieci. To jest jednak przede wszystkim zasługą Cesarzowej, która obok licznych obowiązków swego wysokiego powołania potrafi być dla swego małżonka wierną, kochającą żoną, a dla swoich dzieci w pełni matką, stanowiąc tym samym dobry wzór dla wszystkich niemieckich kobiet. Jednak nawet dla najdalszych kręgów narodu szczególnie istotne wydają się dwie cechy „matki kraju”. Pierwszą, która bardzo wyraźnie odróżnia ją od obu jej poprzedniczek, jest trzymanie się z dala od polityki. Zachowuje ona wielką powściągliwość w sprawach politycznych i kościelnych, tak że jej imię nigdy nie zostało powiązane z interesami państwowymi i unika ona nawet dzisiaj wpływania w jakikolwiek sposób na bieg polityki. Drugą cechą jest jej gorliwa działalność na polu chrześcijańskiej miłości bliźniego, dobroczynności i religijności. Założyła Ewangelicko-Kościelne Stowarzyszenie Pomocy (Hilfsverein), a ponadto stowarzyszenie „Frauenhilfe” (Pomoc Kobiet) zajmujące się opieką nad ubogimi i chorymi; jest protektorką Stowarzyszenia Budowy Kościołów, a od 1889 roku Kobiecego Stowarzyszenia Czerwonego Krzyża dla Kolonii; wiele innych stowarzyszeń i inicjatyw często znajdowało w niej inspirację i wsparcie. Cesarzowa nie czyni tego bynajmniej po to, by zyskać popularność, lecz z wewnętrznej potrzeby serca. Z jej żarliwych zainteresowań religijnych wynikał również w głównej mierze jej udział w podróży Cesarza do Palestyny w 1898 roku na poświęcenie kościoła Odkupiciela w Jerozolimie.
Pierwsza dama naszej ojczyzny poświęca należytą uwagę także innym dziedzinom niemieckiego życia. W tym miejscu należy podkreślić jej zainteresowanie i zaangażowanie na rzecz spraw niemieckich za granicą. Szczególny dowód na to mieli Niemcy w Azji Wschodniej, gdy czule zatroskana matka widziała swego syna, księcia Adalberta – który przez około półtora roku w latach 1903–1904 odbywał szkolenie marynarskie w eskadrze krążowników – wystawionego na liczne trudy i niebezpieczeństwa z dala od ojczyzny, a później, po jego powrocie, jego opowieści ze świata Wschodu budziły jej żywe zainteresowanie i zrozumienie.
Tak oto stoi dziś przed nami obraz naszej Cesarzowej jako prawdziwej niemieckiej księżnej, troskliwie kochającej żony i matki, wobec której naród niemiecki ma wielki dług wdzięczności, gdyż wiernie trwa ona u boku naszego ukochanego władcy w jego trudnym powołaniu. W dniu jubileuszu także Niemcy z Azji Wschodniej przesyłają jej z dalekich stron najlepsze życzenia; niech przez wiele lat panuje w szczęściu i błogosławieństwie, w miłości i wierności u boku małżonka, pośród kwitnących dzieci i wnucząt, dla dobra ojczyzny i ku chwale niemieckiego imienia!
Gdzie spotkałem ślady naszej Cesarzowej
Autor: Pastor von Probst, w Hongkongu.
Nie widziałem naszej Cesarzowej zbyt często na własne oczy; ale dwukrotnie, gdy byłem studentem, znalazłem się szczególnie blisko niej. Raz, czekając na skraju Pola Tempelhof, w porannym słońcu dnia wiosennej parady, w ogromnym tłumie ludzi. Na polu niekończące się szeregi pułków w radosnej grze kolorów, błyszczące blaszane czapki i powiewające kity na hełmach; na przedzie róg kadetów – tam najpierw musiały pojawić się Ich Cesarskie Mości. Hej, jak to „Teraz” elektryzowało, przenikając aż do szpiku kości! Wtedy wjechał Cesarz, najwyższy pan wojny, przez mury utworzone z ludu, ze swoim lśniącym orszakiem w strojnych mundurach narodów, a po nim nadjechała Cesarzowa w powozie typu à la Daumont, odpowiadając na okrzyki tłumu ujmującym, uśmiechniętym pozdrowieniem, niczym pokój i wiosna! I wtedy zagrały orkiestry, bębny, rozległy się wiwaty, niosąc się od pułku do pułku i cichnąc w migoczącej oddali...
Innym razem stałem w nawie głównej tymczasowej katedry (Dom-Interimskirche), dopóki nie otwarto rzędów ławek. Z dziesiątym uderzeniem dzwonu Cesarz wszedł do swojej loży i szybkim krokiem udał się na swoje miejsce, znikając z oczu wiernych. Za nim podążyła Cesarzowa z dwoma młodszymi książętami cesarskimi. Nie był to nawet żaden szczególny dzień pamiątkowy, nie było słychać Dryandera [słynnego nadwornego kaznodziei], nie był to jeden z pięknych nowych kościołów Berlina; za to był to tym bardziej przykład dla chrześcijańskich rodzin Berlina i wyraz pobożności, którą dom panujący tak wiernie zachowuje.
Wtedy wiedziałem o naszej Cesarzowej tylko tyle, co wszyscy: o jej ujmującym sposobie bycia, o jej macierzyństwie, o jej głębokim zainteresowaniu kościołem i chrześcijańską pracą miłosierdzia. Jednak ze śladami jej działania zetknąłem się osobiście dopiero wtedy, gdy zostałem duchownym w prowincji poznańskiej i podlegałem sędziwemu superintendentowi generalnemu Hesekielowi. Był on jej współpracownikiem w szczególnym sensie; istniało między nimi pewne pokrewieństwo dusz; owa wysoka pani omawiała z nim niejeden plan i za jego pośrednictwem doprowadzała do ich realizacji.
Szczególnym zainteresowaniem darzyła żonę pastora. Jak ważna jest jej pozycja i wpływ w gminie, a jak mało przygotowane do tego są niektóre z nich! Idąc za taką sugestią, D. Hesekiel założył coroczne kursy dla „narzeczonych pastorów”. Sam nimi kierował, a kto w nich uczestniczył, ten wie, jak bardzo leżało mu to na sercu. Ale jak wielki udział miała w tym Cesarzowa, opowiedział on kiedyś sam. Uczestniczył w nabożeństwie w Kościele Pamięci Cesarza Wilhelma. Cesarzowa również tam była, zauważyła go i kazała mu przekazać przez swojego szambelana, że chce z nim potem rozmawiać. I wtedy powiedziała do niego: „Czy pomyślał pan już o tym, że jedna z naszych narzeczonych ma dzisiaj ślub? Modliłam się również za nią”. Żadnej z tych narzeczonych pastorów nie zabrakło w dniu ślubu telegramu z życzeniami z gabinetu Cesarzowej.
Jest też „Frauenhilfe” (Pomoc Kobiet), owa szczególna fundacja jej opieki, przez którą Cesarzowa – podobnie jak Cesarzowa Augusta poprzez odnowienie Ojczyźnianego Związku Kobiet – wezwała do służby kobiecej w celu odparcia wielkich potrzeb ojczyźnianych, chcąc postawić niemieckie kobiety ewangelickie w osobistej służbie pomocy biednym, słabym, chorym i kobietom cierpiącym pod presją społeczną we własnej gminie. Na świętej ziemi Palestyny myśl ta zrodziła się w owej wysokiej pani, gdy zobaczyła, jak wiele zaniedbań natury fizycznej i duchowej zawinił tam brak wpływu kobiet.
Bardzo prosta organizacja takiego stowarzyszenia skłoniła mnie do wprowadzenia go również w mojej poznańskiej gminie. A po tym, jak zostało zgłoszone w Poczdamie, przesłano mu pamiątkowy dokument uznający je, podpisany własnoręcznym nazwiskiem Cesarzowej.
Wtedy nadszedł dla naszej gminy ów wypracowany i wytęskniony dzień, w którym mogliśmy poświęcić nasz kościół. Był to pięćdziesiąty pierwszy kościół, który wyświęcał superintendent generalny Hesekiel, i jeden z ostatnich przed jego przejściem na emeryturę. Wziął on do ręki nową Biblię w srebrnej oprawie i odczytał werset wpisany na początku: „Błogosław, duszo moja, Panu, i nie zapominaj o wszystkich dobrodziejstwach Jego!” [Psalm 103, 2]. To był dar i życzenie, którym Cesarzowa o nas wspomniała! Trzykrotnie jej imię w naszej małej miejscowości! Trzykrotny dowód tej samej postawy osobistego udziału i troski o pojedynczą parafię!
Ślady działania naszej Cesarzowej spotkałem również za granicą, w Palestynie, gdzie we wspaniałym ewangelickim kościele w Jerozolimie potężna Biblia ukazuje swój werset i podpis wraz z podpisem Cesarza z roku poświęcenia 1898; gdzie w Betlejem niemiecki Kościół Bożego Narodzenia świadczy o jej wielkodusznej pomocy; gdzie na wolnym wzgórzu Góry Oliwnej, widoczny z daleka na wschód i zachód, wznosi się potężny budynek z ciosów kamiennych hospicjum dla pielgrzymów, które nosi jej imię. Niech one będą świadectwem widocznym i trwałym; ale o sercu, które bije dla swojego ludu i tworzy żywe dzieła, wymownie mówią dopiero te drobne rysy.
Bądź pozdrowiona, nasza Cesarzowo!
Źródło: Gazeta "Der Ostasiatische Lloyd" Rocznik XXVII Wydanie Specjalne z dnia 15 czerwca 1913 roku.