NIEŚ MOJE SERCE KU SŁOŃCU. TEODORA Księżniczka Szlezwika-Holsztynu (1874-1910)
TEODORA
Księżniczka Szlezwika-Holsztynu
(1874 – 1910)
„NIEŚ MOJE SERCE KU SŁOŃCU...”
Materiały do biografii
opracowane przez
Prof. Dieter Leuthold
Instytut Historii Przedsiębiorstw
Wyższej Szkoły w Bremie
Fakty i oblicza
Z przedmową Hasso G. Naucka
„NAJWYŻSZE SZCZĘŚCIE: NAJDALSZE WYŻYNY.
NIEŚ MOJE SERCE KU SŁOŃCU...”

Teodora
Księżniczka Szlezwika-Holsztynu
urodzona 3 lipca 1874 r. w Przemkowie / Śląsk;
zmarła 21 czerwca 1910 r. w Obersasbach / Badenia
Przedmowa
Jubileusz 100-lecia naszej marki FEODORA skłonił nas do nawiązania kontaktu z panem profesorem Dieterem Leutholdem z Instytutu Historii Przedsiębiorstw (IFUG) przy Wyższej Szkole w Bremie i powierzenia mu zadania zbadania oraz udokumentowania życiorysu księżniczki Teodory.
Jesteśmy bardzo zadowoleni, że udało się nakreślić tak wielostronny portret, którego złożoność mogliśmy do tej pory jedynie częściowo przeczuwać. Tym bardziej czujemy się zaszczyceni, mogąc od 100 lat używać wspaniałego imienia Feodora dla naszych szlachetnych produktów.
Osobowość Teodory ma wysoką wartość szczególnie w dzisiejszych czasach – w czasach, w których coraz bardziej brakuje wzorców do naśladowania.
Niniejsze dzieło służy z jednej strony dokumentacji, a z drugiej strony wykorzystamy je jako podstawę do dopracowania pozycjonowania marketingowego naszej marki. Zwiększony nacisk na królewskie korzenie naszej marki w połączeniu z kunsztem rzemieślniczym naszych mistrzów cukiernictwa pozwala nam z przekonaniem stwierdzić, że pod każdym względem FEODORA jest czekoladą szlachetnego pochodzenia.
Życzymy Państwu przyjemnej lektury.
(podpis)
Hasso G. Nauck
FEODORA Chocolade GmbH & Co. KG
Uwagi wstępne
Historia przedsiębiorstwa zajmuje się wieloma różnymi perspektywami. Na pierwszym planie w większości prac dotyczących „Business History” lub „Corporate History” stoi rozwój samej firmy, jej aspekty ekonomiczne oraz techniczne. Historia korporacyjna jest – jak często się podkreśla – „kluczowym elementem kultury przedsiębiorstwa”. Tak brzmiało również moje oświadczenie w ramach 27. warsztatu CHALLENGE dla menedżerów w dniu 15 września 2006 r. na temat „Kultury i przedsiębiorstwa” w Bremer Landesbank.
To, że historyk przedsiębiorstwa zajmuje się postacią będącą patronką linii produktów lub marki premium, nie jest wprawdzie niezwykłe, ale raczej rzadsze.
W trakcie zajmowania się księżniczką Szlezwika-Holsztynu Teodorą doszedłem do przekonania, że jej osobowość składa się z czterech aspektów:
Była artystką (malarką i pisarką).
Była filantropką i osobą rodzinną (honoraria za swoje książki przekazywała potrzebującym; dla licznych siostrzenic i siostrzeńców była przyjaciółką i powiernicą).
Należała do ostatniego niemieckiego domu cesarskiego (jako najmłodsza siostra cesarzowej Augusty Wiktorii – żyjącej w latach 1858–1921 – z rodu Oldenburgów, linii Szlezwik-Holsztyn-Sonderburg-Augustenburg).
Była patronką marki czekolad „FEODORA” (miejsce produkcji: Brema).
W 2010 roku przypada 100. rocznica jej śmierci. Od 1910 roku oferowana jest czekolada „FEODORA”.
Spoglądając na różne fora internetowe, gdzie konsumenci, miłośnicy i koneserzy szczególnie wysokiej jakości czekolady rozmawiają ze sobą, można się dowiedzieć, że czekolada FEODORA otrzymuje najlepsze oceny. Również autor niniejszych materiałów biograficznych nie ukrywa, że zalicza się do kręgu „przyjaciół czekolady FEODORA”.
Gdziekolwiek to możliwe, w niniejszym przybliżeniu postaci księżniczki pozwalamy przemówić samym relacjom świadków epoki, aby ukazać również atmosferę panującą w latach jej życia od 1874 do 1910 roku. Po raz pierwszy wspomnienia angielskiej nauczycielki książąt cesarskich, Anne Topham, dotyczące Teodory, zostają przetłumaczone z języka angielskiego i udostępnione zainteresowanej opinii publicznej. Dotyczy to również relacji z „New York Times” oraz, w szczególności, z prasy badeńskiej na temat śmierci Teodory i związanych z nią okoliczności.
W ramach naszych badań krótko analizujemy związek między „wysokim urodzeniem” a twórczością literacką, odwołując się do przykładu rumuńskiej królowej Elżbiety – tworzącej pod pseudonimem „Carmen Sylva”.
Zrezygnowano z przypisów szczegółowych; wykaz literatury i materiałów archiwalnych informuje o wykorzystanych źródłach i podjętych badaniach.
Nie chodziło o to, by przedstawić „wszystko”. Z dostępnego materiału należało dokonać wyboru, przy czym na pierwszym planie znajduje się to, co osobiste, przedstawione jako subiektywne doświadczenie.
Niektórzy mogą zaoponować: Czy biografia Teodory jest naprawdę „znacząca”? Czy należało ją wydobywać z przeszłości?
Nasza odpowiedź brzmi: Tak!
Przy bliższym przyjrzeniu się można zauważyć, że wcale nie odpowiada ona stereotypowi „wysokiej rangi członkini” byłego niemieckiego domu cesarskiego. Wręcz przeciwnie: świadek epoki Anne Topham opisuje jej osobowość jako niekonwencjonalną i naturalną, silnie niechętną sztuczności i sztywności życia dworskiego.
„New York Times” nazywa ją wielką artystką, „an artist of merit” (artystką zasłużoną); jedyna córka ostatniej pary cesarskiej, księżna Wiktoria Luiza, tak ją wspomina: „Była naprawdę wyjątkowym człowiekiem, który całkowicie oddawał się pomaganiu innym i służeniu im radą”.

Dzieciństwo i młodość
Imię „Teodora”
Imię „Teodora” ma pochodzenie rosyjskie (również: Fjodora). Ma ono korzenie greckie i oznacza to samo co Teodora: dar Boży.
Imię matki brzmiało: księżniczka Adelajda zu Hohenlohe-Langenburg (1835–1900). Matką Adelajdy była księżniczka Teodora zu Leiningen (1807–1872), córka księcia Emicha Karola zu Leiningen i księżniczki Wiktorii z Saksonii-Saalfeld-Koburg. Ojciec: książę Fryderyk (VIII) (1829–1880) z domu Szlezwik-Holsztyn-Sonderburg-Augustenburg.
Można przypuszczać, że matka, Adelajda, nadała swojej najmłodszej córce Teodorze imię po własnej matce.
Pełne imię i nazwisko Teodory brzmiało:
Teodora Adelajda Helena Luiza Karolina Paulina Alicja Jenny, księżniczka Szlezwika-Holsztynu-Sonderburga-Augustenburga.
Linia Szlezwik-Holsztyn-Sonderburg-Augustenburg
Musimy skierować wzrok na Danię, aby móc dokładniej sklasyfikować dynastyczne pochodzenie księżniczki Teodory. W 1448 roku Chrystian I zostaje królem Danii, ale także Norwegii i Szwecji. Jego rodzicami są Dytryk, hrabia Oldenburga, oraz Jadwiga, dziedziczka Holsztynu.
Wraz z Janem Młodszym w 1559 roku linia Sonderburg oddziela się od linii królewskiej. Jego najstarszy syn Aleksander zakłada linię Sonderburg-Augustenburg w 1622 roku; w tym samym roku jego młodszy brat Filip zakłada linię Sonderburg-Glücksburg.
Przez stulecia królowie Danii nosili na zmianę imiona Chrystian i Fryderyk, tak jak Fryderyk VI (regent od 1784, król od 1808 do 1839). Po dwóch angielskich atakach morskich na Kopenhagę – w latach 1801 i 1807 – musiał on wydać duńską flotę i sprzymierzył się z francuskim cesarzem Napoleonem I. Po jego klęsce stracił Norwegię na rzecz Szwecji, a w 1815 roku otrzymał jako rekompensatę małe niemieckie księstwo Lauenburg, które, podobnie jak Holsztyn, było członkiem Związku Niemieckiego.
W następnym okresie narodził się narodowy antagonizm między Duńczykami z jednej strony a mieszkańcami Szlezwika i Holsztynu z drugiej. Duńczycy, wśród nich zwłaszcza narodowi liberałowie lub „Duńczycy Eiderscy”, domagali się przyłączenia Szlezwika aż do rzeki Eider do Królestwa Danii. Niemieccy mieszkańcy obu księstw, których to bezpośrednio dotyczyło, bronili natomiast w 1460 roku obiecaną przez króla Chrystiana I nierozerwalność („na zawsze nierozdzielne”) Szlezwika i Holsztynu oraz ich dotychczasową samodzielność w administracji i ustawodawstwie.
Na wypadek wygaśnięcia królewskiej linii rodu Oldenburgów, wysuwali oni roszczenia do tronu dla starszej linii bocznej Sonderburg-Augustenburg. Przedstawicielem tej linii był dziadek Teodory, Krystian August, który zmarł w listopadzie 1869 roku. Jego synem był jej ojciec, Fryderyk (VIII), który zmarł już w styczniu 1880 roku – Teodora nie miała wtedy jeszcze sześciu lat. Życie Teodory było zatem naznaczone brakiem ojca w młodości.
Gdy spojrzymy wstecz, słynny rok rewolucyjny 1848 zyskuje na znaczeniu. W tym roku przywództwo polityczne zdobyli „Duńczycy Eiderscy” i doszło do wojny duńsko-niemieckiej z lat 1848–1850. Prusy wspierały księstwa tylko połowicznie, a europejskie mocarstwa ustaliły w tak zwanym „protokole londyńskim” z 1852 roku, że w przypadku bezdzietnej śmierci króla Fryderyka VII tron w państwie duńskim obejmą nie Augustenburgowie, lecz linia Glücksburgów. Wyraźnie jednak zaznaczono, że oba księstwa mają zachować samodzielną pozycję.
W 1863 roku Chrystian IX z linii Glücksburgów wstąpił na tron w Kopenhadze i natychmiast „Duńczycy Eiderscy” zaczęli forsować integrację Szlezwika z królestwem.
Golo Mann tak charakteryzuje interesujące nas wydarzenia w swojej „Historii Niemiec XIX i XX wieku”:
„Zaczęło się od uciążliwej sprawy Szlezwika i Holsztynu. Europejskie mocarstwa uznały w 1852 roku duńskiego następcę tronu za przyszłego monarchę także w obu księstwach, podczas gdy Dania zobowiązała się utrzymywać kraje niemieckie, pod ich własną konstytucją, oddzielnie od głównego państwa. Pod rządami nowego króla Kopenhaga popełniła błąd, lekceważąc to zobowiązanie i próbując zjednoczyć Szlezwik z Danią. Było to to samo, co wydarzyło się już raz w 1848 roku, i nic innego jak bezprawie wobec Niemiec. W Szlezwiku potęgowało to i tak już niedawno wzmocnione, nigdy nie zaznające spokoju niemieckie poczucie narodowe. Istniała północnoniemiecka dynastia, która według uczonych prawników miała lepsze prawo do dziedziczenia Szlezwika-Holsztynu niż król Danii; ten książę z Augustenburga stał się symbolem niemieckiego prawa w nordyckim sporze o sukcesję. Protokół londyński, dzieło czasów reakcji, nie powinien już obowiązywać”.
Bismarck natomiast: „Gdyby Duńczycy powrócili do prawa, sprawa byłaby dla Prus najlepiej załatwiona. Duńczycy tego nie zrobili, ku szczęściu Bismarcka. To bowiem, co potajemnie wbił sobie do głowy, brzmiało: aneksja Szlezwika-Holsztynu nie przez liberalne Niemcy, lecz przez Prusy”.
Doszło w 1864 roku do wojny duńsko-niemieckiej, która zakończyła się zwycięstwem Austrii i Prus. Austria wyznaczyła namiestnika dla Holsztynu, a Prusy gubernatora dla księstwa Szlezwika.
Dwa lata później: po zakończeniu zwycięskiej dla Prus wojny z Austrią, 10 czerwca 1866 roku mianowano pruskiego nadprezydenta dla obu księstw. Ze Szlezwika-Holsztynu utworzono pruską prowincję.
Dla ojca Teodory powstała trudna sytuacja. Jego polityczny zamiar, by zostać suwerennym niemieckim księciem i władcą, został zniweczony. Przeniósł się wraz z przyjaciółmi i sympatykami do Gothy, gdzie wraz z rodziną zamieszkał w tzw. Pałacu Augustenburskim oraz w zamku Dłużek na Łużycach. Dziadek Teodory, Krystian August, rezydował aż do śmierci w 1869 roku w Starym Zamku w Przemkowie.
Państwo pruskie wypłaciło rodzinie książęcej odszkodowanie finansowe. Również zamki Augustenburg, Gravenstein (duń. Gråsten) i Sonderburg mogły być nadal zamieszkiwane przez Augustenburgów, względnie wynajmowane lub wykorzystywane w inny sposób.
Ojciec Teodory charakteryzowany jest jako „prawy, prostolinijny człowiek”, „któremu jednak w trudnych sytuacjach brakowało niezbędnej zręczności politycznej. Przede wszystkim”, czytamy w ocenie jego historycznej roli w pewnym artykule, „stosunki okazały się silniejsze niż jego chwalebna wola polityczna, która była ukierunkowana na to, by rządzić księstwami jako „dziedziczny pan lenny” na podstawie ustawy zasadniczej z 1848 roku, a tym samym jako częścią związku państw niemieckich w duchu liberalno-konstytucyjnym”.
W 1885 roku Fryderykowi pośmiertnie przyznano tytuł księcia również ze strony oficjalnych władz pruskich.
Po śmierci ojca Fryderyk wprowadził się do Starego Zamku w Przemkowie wraz ze swoją małżonką Adelajdą, którą poślubił w wieku 27 lat.
W Dłużku urodziła się najstarsza siostra Teodory, Augusta Wiktoria (1858–1921), późniejsza cesarzowa Niemiec, nazywana Doną. Jej pozostałym rodzeństwem byli: księżniczka Karolina Matylda (nazywana Kalma lub Calma; 1860–1932), późniejsza żona księcia Szlezwika-Holsztynu-Sonderburga-Glücksburga Fryderyka Ferdynanda; książę Ernest Günter (1863–1921) oraz księżniczka Ludwika Zofia (nazywana Yaya lub Jaja; 1866–1952), późniejsza żona księcia Fryderyka Leopolda Pruskiego.
Księżniczka Teodora urodziła się 3 lipca 1874 roku w Starym Zamku w Przemkowie (prowincja Śląsk / rejencja legnicka), zmarła zaś 21 czerwca 1910 roku w Obersasbach (Badenia): jej życie trwało niespełna 36 lat. Pochowana jest w miejscu swego urodzenia, a płyta nagrobna zachowała się mimo niesprzyjających kolei losu.


Przemków: Miejsce urodzenia i pierwsze strony rodzinne
W 1853 roku książę Szlezwika-Holsztynu-Sonderburga-Augustenburga Krystian August kupił dobra przemkowskie i uczynił z nich swoją rezydencję. Przede wszystkim dzięki wspieraniu przemysłu zmodernizował to małe prowincjonalne miasteczko. Przemków pozostał w posiadaniu książąt szlezwicko-holsztyńskich do 1931 roku, kiedy to bezpotomnie zmarł książę Albert. Spadek przypadł następcy tronu Wilhelmowi, synowi ostatniego cesarza Niemiec Wilhelma II i jego małżonki cesarzowej Augusty Wiktorii, która dorastała w Przemkowie. Była ona najstarszą z córek księcia Fryderyka i siostrą księcia Ernesta Günthera, który był panem na Przemkowie do 1921 roku. W 1879 roku zaręczyła się w Przemkowie z późniejszym cesarzem. Dzięki częstej obecności pary następców tronu, a później pary cesarskiej, oraz odbywającym się wówczas „polowaniom cesarskim”, Przemków znalazł się w centrum uwagi opinii publicznej i stał się celem licznych odwiedzających.
Ze średniowiecznych kuźnic żelaza w 1794 roku wyłonił się pierwszy wielki piec. Powstająca wokół zakładu osada szybko przekształciła się w dzielnicę Hohenofen, którą w 1906 roku przemianowano na Henriettenhütte (dzisiejsza Huta). Książęta szlezwicko-holsztyńscy wspierali i rozbudowywali hutę żelaza (Friedrich Christian-Hütte i Dorotheenhütte), która około 1920 roku zatrudniała blisko 1100 osób. Produkty sięgały od emaliowanych garnków, przez urządzenia sanitarne, po wszelkiego rodzaju rury i były eksportowane na cały świat. W 1925 roku zakład połączył się z hutą Wilhelmshütte w Warstein i został przekształcony w spółkę akcyjną. Do 1945 roku działał pod nazwą Warstein Heeag.
„Zamek leżał rozlegle i przytulnie wraz z parkiem i ładną Wyspą Róż na tyłach. Piasek i torfowiska przeplatały się w okolicy z tu i ówdzie pojawiającymi się skrawkami lasu sosnowego. W niektórych miejscach podłoże kołysało się pod stopami, a pod wieczór unosiły się białe opary, które wiatr pędził tam i z powrotem niczym niespokojne upiory”.
Tak opisuje Przemków Anna Wagemann, wychowawczyni i nauczycielka Teodory – miejsce, w którym Teodora urodziła się i dorastała.
Z kolejnej informacji o Przemkowie wynika, że książę Szlezwika-Holsztynu Krystian August nabył dobra przemkowskie w 1853 roku od barona von Block-Bibran:
„Jego Wysokość korzystał z małego i niepozornego pańskiego domu mieszkalnego i poprzez nadbudowę i dobudowę stworzył z niego zamek, którego widok tu przedstawiono, otaczając go parkiem, który powstał wraz z zamkiem w ciągu jednego lata dzięki wyburzeniu budynków, osuszeniu bagien, wykopaniu stawów itp.” – głosi ówczesne sprawozdanie.

„Para książęca miała siedmioro dzieci. Trzech synów i cztery córki. Dwaj najstarsi synowie zmarli bardzo wcześnie; trzecim synem był książę Ernest Günter. Moja matka była najstarszą córką. Po niej przyszły Karolina Matylda, Ludwika Zofia i Teodora, w której widziałam moją ulubioną ciocię. Książę sam wziął w swoje ręce wychowanie dzieci. Jego małżonka we wszystkim mu towarzyszyła. Jednak mój dziadek dominował w sposób nie do przeoczenia” – wspomina później księżna Wiktoria Luiza, jedyna córka ostatniej niemieckiej cesarzowej Augusty Wiktorii. Cesarzowa była najstarszą siostrą księżniczki Teodory.
Młodość Teodory była przede wszystkim naznaczona śmiercią ojca, którego straciła w wieku sześciu lat. Od tej pory matka, księżna Adelajda, była jej dominującą osobą odniesienia, do tego dochodziły dwie siostry i brat.
Księżna jest charakteryzowana w sposób bardzo zróżnicowany: była silnie zależna od nastrojów i bardzo cierpiała z powodu wczesnej śmierci męża.
Większy wpływ na Teodorę w dzieciństwie i młodości miała jej wychowawczyni Anna Wagemann, urodzona 26 listopada 1855 roku jako córka pastora dr. Ferdinanda Wagemanna w Winsen/Luhe.
W historii społecznej wyższej arystokracji wielokrotnie wskazuje się, jak odpowiedzialne zadanie spoczywało na wychowawczyni lub wychowawcy. Poprzez swój wzór mogli oni w istotny sposób wpływać na swoich „podopiecznych”, co najwyraźniej uczyniła wychowawczyni Teodory.
Znany jest przykład wychowawczyni królowej Luizy Pruskiej, córki pastora z Neuchâtel, Salomé de Gélieu, która w sposób cichy i niezauważalny pozytywnie współkształtowała charakter Luizy.
Wraz z wejściem Teodory w świat towarzyski – około czternastego roku życia – zatrudniono damę dworu, która sama wywodziła się ze szlachty. Dla Teodory pozyskano badeńską szlachciankę, baronnę Idę Roeder v. Diersburg (8.10.1850 – 22.1.1929), która towarzyszyła jej aż do śmierci.

Anna Wagemann opisuje obrazowo, jak doszło do pierwszego spotkania w 1883 roku z księżną i jej najmłodszą córką:
Przebywała w Dreźnie i była nauczycielką w „Finishing School” (szkole dobrych manier) u Miss Glendinning, „...gdzie dorosłe młode damy z wyższych sfer, głównie Angielki, otoczone komfortem wytwornego angielskiego domu, kształciły się pod kierunkiem nas, nauczycielek, a także profesorów wyższej uczelni, konserwatorium i akademii sztuk pięknych (...). Żyłam całkowicie moją dość wyczerpującą pracą i różnymi studiami, a bywałam jedynie w domu znanego dr. Dibeliusa, późniejszego radcy konsystorialnego i pierwszego duchownego Saksonii."
„W pewną niedzielę podczas popołudniowego nabożeństwa w pięknym starym kościele Krzyża (Kreuzkirche) śpiewaliśmy pieśń 'So nimm denn meine Hände und führe mich' (O weź me dłonie i prowadź mnie) i czułam dokładnie, że stoję u punktu zwrotnego w moim życiu. Kiedy wróciłam do domu, służący poinformował mnie, że pytała o mnie pewna pani z X. i chciała przyjść następnego dnia. Zamiast tego napisał do mnie radca konsystorialny, że matka przyszłej cesarzowej Niemiec, księżna Szlezwika-Holsztynu Adelajda, przyjechała na kilka dni z zamku w Przemkowie na Śląsku do Drezna i zaprosiła go wczoraj na obiad."
„Od czasu konfirmacji młodego księcia Ernesta Güntera, który uczęszczał do gimnazjum w Dreźnie, dr Dibelius stał się poniekąd spowiednikiem rodziny książęcej. I księżna skarżyła mu się, że od sześciu miesięcy bezskutecznie szukają odpowiedniej wychowawczyni dla swojej najmłodszej, dziewięcioletniej córki, księżniczki Teodory, a on wówczas zaproponował mnie. Żona marszałka dworu, która miała mnie od razu sprowadzić, minęła się ze mną, i teraz miałam się o godzinie piątej tego popołudnia przedstawić księżnej. Pospieszyłam do mojego dobroczyńcy, podziękowałam mu za zaufanie, oświadczyłam jednak, że nie ma mowy, bym mogła pójść. 'Nie mam w sobie ani krzty ambicji', powiedziałam, 'i dlatego wolę zostać wśród swoich. Nie lubię, gdy ktoś traktuje mnie z góry'."
„'Ryzykuje to pani być może u parweniuszy', rzekł gorliwie, 'nigdy u ludzi tak wewnętrznie szlachetnych, jakimi są księżna i jej dzieci'. – 'Ale te historie z garderobą, które na dworze grają tak wielką rolę!' – zaoponowałam, 'i w ogóle to wszystko, to zupełnie nie dla mnie. Proszę więc panią księżnę, by zechciała mi wybaczyć'. 'W takim razie musi to pani powiedzieć jej sama', wyjaśnił radca. 'Wezwanie od takiej damy to rozkaz. Musi pani pójść'."
Z zadziwiającą pamięcią przyszła wychowawczyni odtwarza wydarzenia sprzed dziesięcioleci:
„'Niechętna i nieco skrępowana udałam się w drogę. Przyjął mnie lokaj, a potem dama dworu. Zaprowadzili mnie do księżnej, postaci wciąż fascynującej, w czarnej sukni z trenem (od śmierci męża, księcia Fryderyka VIII w 1880 roku, nigdy nie założyła kolorowej sukni, z wyjątkiem uroczystości rodzinnych) (...). Gdy jej piękne brązowe oczy spoczęły na mnie tak przyjaźnie i serdecznie, zrobiło mi się ciepło na sercu. Chciałam jej wyjaśnić, dlaczego przyszłam, ale wtedy wyjęła zdjęcie swojej 'małej' i wcisnęła mi je do ręki. Z małej, poważnej buzi patrzyła na mnie para wielkich, smutnych dziecięcych oczu. Wtedy we mnie wezbrało: sprawić, by te chude policzki stały się okrągłe, a te pełne melancholii oczy radosne – jakież to piękne zadanie!' I jeszcze tego samego wieczoru napisałam do radcy konsystorialnego: 'Jeśli księżna mnie chce, ja chcę!' I ona mnie chciała."
Anna Wagemann udała się na Nowy Rok 1884 do Przemkowa. Oddajemy jej ponownie głos:
„'Księżna przyjęła mnie w swoim „różowym gabinecie”. Na sofie siedziała poważna, otoczona mnóstwem dużych i małych lalek, delikatna mała księżniczka. Wstała i podała mi rękę, przyglądając mi się nieustannie badawczo. Następnie zaprowadziła mnie do swoich pokoi położonych naprzeciwko, od strony parku, w których mieszkała z panią W., swoją pielęgniarką, i swoją Filipiną, młodą dziewczyną, pół pokojówką, pół towarzyszką zabaw, no i – żeby nie zapomnieć o najważniejszej postaci – z Flockiem, swoim ukochanym piaskowym grubym pudlem'."
I dalej wspomina jej wychowawczyni Anna Wagemann:
„'Księżniczka Feo była niezwykle pociągającą postacią. Dobrze zbudowana, jak całe jej rodzeństwo, nie przypominała jednak żadnego z nich, nawet matki, po której odziedziczyła jedynie brązowe włosy i oczy – ku swemu zmartwieniu: tak bardzo chciałaby być niebieskooką, blondwłosą, prawdziwą północną Niemką. Twarz była pociągła, prosty nos dobrze uformowany, skóra delikatna. Szczególną urodę miała mała, ekspresyjna dłoń, a przede wszystkim stopa, z której była dumna – rzadko spotykana „klasyczna” stopa, jaką pokazują posągi greckie z najlepszych czasów (w której drugi palec u nogi jest najdłuższy), (i którą każdy, kto jej nie posiada, udaje, nosząc wąskie buty, za co potem często musi pokutować odciskami)'."
Jak przebiegało życie pierwszego dnia – i zapewne również w dniach kolejnych – w Przemkowie?
Śniadanie spożywano w pokojach, „...około południa gong wzywał nas na drugie śniadanie, po tym jak poprzedni przypomniał nam, byśmy się do niego uporządkowali. Gromadziliśmy się na dole w ładnym „holu”, rodzaju ogrodu zimowego z kwitnącymi drzewami kamelii i kominkiem, w którym wesoło trzaskał ogień. Tutaj poznałam również trzecią córkę księżnej, wesołą księżniczkę Ludwikę Zofię, zwaną Jają; była bardzo podobna do swojej najstarszej siostry, księżnej Wilhelma Pruskiego, późniejszej cesarzowej Niemiec Augusty Wiktorii, z którą też często bywała mylona – oraz księcia Ernesta Güntera, ich jedynego syna. Oboje powitali mnie przyjaźnie. Gdy pojawiła się księżna, udaliśmy się z nią do sąsiedniej jadalni. Rozmowa była ożywiona i swobodna, tak że wkrótce poczułam się jak u siebie."
O posiłkach relacjonuje się, że spożywano je szybko. Przygotowywano je i serwowano bez większego nakładu pracy.
Teodora otrzymywała od pani Wagemann lekcje robótek ręcznych; tak więc wydziergała parę długich pończoch, które podarowano komuś potrzebującemu.

Pobyt w innych miejscach według wspomnień Anny Wagemann
W Wyk na wyspie Föhr
W towarzystwie swojej najstarszej siostry, Augusty Wiktorii, oraz trzech książąt, Teodora i Anna Wagemann udały się na wyspę Föhr na Morzu Północnym, gdzie mieszkały w małej willi na plaży ze „wspaniałym widokiem na morze”.
W Poczdamie i Berlinie
Augusta Wiktoria, najstarsza siostra Teodory, wyszła za mąż za następcę tronu, księcia Wilhelma Pruskiego, i rezydowała w Pałacu Marmurowym w Poczdamie. Była już matką licznych dzieci – książąt Wilhelma, Eitela Friedricha, Adalberta i Augusta Wilhelma. Teodora była tylko o osiem lat starsza od najstarszego z nich. Byli oni – jak twierdzi Anna Wagemann – „dla siebie wspaniałymi towarzyszami zabaw”.
Kiedy Teodora przebywała na dworze Hohenzollernów, brakowało jej swobodnych, długich spacerów.
„Zawsze trzeba było najpierw odbyć dłuższą jazdę, zanim dotarliśmy na wolną przestrzeń i do jakiegoś ładnego punktu. A te przejażdżki były dla niej udręką. Lokaje i stangret zawsze nosili srebrną galę z czarnymi orłami na kapeluszach; ale gdy tylko przejeżdżał ktoś należący do rodziny cesarskiej, stangret nakładał na to zupełnie szeroką [wstążkę], którą zaraz po powrocie zdejmował, gdy odwoził mnie – czyli Annę Wagemann (DL) – samą. Tam, gdzie stangret miał szeroką galę, żołnierze na wartowniach prezentowali broń, pozdrawiali wszyscy należący do dworu i wielu przechodniów, wielu dostawców wszelkiego rodzaju oraz całe wojsko. Biedna księżniczka musiała bez przerwy się kłaniać, jak jakaś kiwająca się figurka.. ‘Jestem taka zmęczona’, skarżyła się. ‘Od tego kłaniania bolą mnie plecy’. Ale małym ulicznikom, którzy stali przed nią na baczność, kłaniała się szczególnie przyjaźnie. ‘Inni myślą, że muszą się kłaniać’, mówiła, ‘ci robią to, bo chcą’”.
W Dreźnie
Mieszkano najpierw w apartamencie, a potem w willi i utrzymywano bliski kontakt z dworem króla saksońskiego. Teodora poznała całą rodzinę królewską. O księciu Maksymilianie Saksońskim krążyły plotki – że mogłoby dojść do małżeństwa. Jednak ze względu na różnice wyznań – książę był katolikiem, Teodora ewangeliczką – o zawarciu małżeństwa nie mogło być mowy.
Wychowawczyni Anna Wagemann zarządzała „apanażem” Teodory. Dzięki temu mogły zapraszać wybitne osobistości i specjalistów z różnych dziedzin na wykłady. Szczególnie godne uwagi są te wygłoszone przez uczonego profesora Sophusa Ruge, ówczesnego przewodniczącego niemieckiego towarzystwa geofizycznego, który wygłosił dwanaście wykładów dla Teodory. Poruszano w nich tematy prahistorii, budowy geologicznej, ludzkich domostw, dzieł sztuki, odkryć i wynalazków, zamków, miast, wydarzeń historycznych – „ogrom materiału”.
Na zamku Gravenstein
Do posiadłości domu książęcego należały – po tym, jak brat Teodory, Ernest-Günther, osiągnął porozumienie zaakceptowane przez obie strony z Prusami – jako jedyna reminiscencja utraconych terytoriów, zamki Sonderburg i Augustenburg na wyspie Alsen oraz zamek Gravenstein nad Zatoką Flenburską.
Dziadek Teodory, książę Krystian August, po 1848 roku nie mógł już wjechać do księstwa. Jego najstarsza córka, księżniczka Amalia, często opowiadała Teodorze i jej siostrom o tym, jak rodzina, ponieważ ich ojciec brał udział w powstaniu przeciwko Danii w roku rewolucyjnym, musiała uciekać z kraju i była zmuszona żyć na wygnaniu początkowo w wielkiej biedzie. Majątek ziemski Przemków, położony w śląskim powiecie szprotawskim, został opłacony z późniejszego odszkodowania, które książę otrzymał, ponieważ zrzekł się swoich roszczeń do księstwa na rzecz swojego syna Fryderyka.
Po ugodzie z Prusami rodzina książęca mogła ponownie odwiedzać te trzy zamki. Teodora szczególnie chętnie przebywała z rodziną w Gravenstein. Anna Wagemann relacjonuje, że ludność przywitała ich podczas pierwszej wizyty entuzjastycznie: „Ze wszystkich stron sypały się róże”.
Zamek Gravenstein musiał zostać początkowo prowizorycznie umeblowany, później wyposażono go bardziej wystawnie. „Prości ludzie” mówili głównie po duńsku, a Teodora, jej siostry i brat posługiwali się tym językiem płynnie. Jest to ciekawy aspekt, na który warto w tym miejscu wskazać: Augusta Wiktoria, późniejsza cesarzowa Niemiec, i jej rodzeństwo mówili i rozumieli po duńsku! Dla rodzeństwa język ten był sposobem na komunikowanie się „we własnym gronie”, bez obawy, że inni zrozumieją to, co zostało powiedziane.
Zamek Augustenburg – rodowa siedziba rodziny – służył jako seminarium nauczycielskie i nie był zamieszkany. Do zamków w bliższej, ale i dalszej okolicy należą zamek Glücksburg, dobra Grünholz oraz zamek Louisenlund (dziś znany wiejski internat) – posiadłości linii Szlezwik-Holsztyn-Glücksburg, które Teodora odwiedzała wraz ze swoją wychowawczynią. Jej siostra Calma była zamężna z księciem Fryderykiem Ferdynandem i była matką wielu córek i jednego syna.
Teodora często opisywała Gravenstein w swoich wierszach. Kolejny utwór znaleziono w jej spuściźnie:
Śpiący zamek
Zamek oczy swe zamknął,
W oparach wspomnień tonie.
Milczy wiatr w przestworzach,
Gdzie obłok nieruchomy płonie.
Cisza spływa z nieba,
Zaczarowane liście na drzewie.
Spogląda w bezgłośnym spokoju
Biało lśniący kwiat w marzeniu.
A nad ciemną tonią wody
Głosy wspomnień płyną w cieniu,
Tak cicho z oddali lasu,
Jak ptaka wieczorna pieśń w ukojeniu.
O śpij – śpijże dalej,
Wspomnień twych wieczny druh,
Otulony swym lasem,
Biały, kochany zamek – duch.
Z księżniczką Amalią do Pau w południowej Francji
Księżniczka Amalia, cioteczna babka Teodory, zaprosiła Teodorę wraz z jej wychowawczynią, aby towarzyszyły jej w dalekiej podróży przez Szwajcarię, północne Włochy, do Paryża na Wystawę Światową, do Biarritz nad Zatoką Biskajską i do Pau w południowej Francji. Podróż ta trwała jedenaście miesięcy i przyniosła bardzo silne, niezapomniane wrażenia.
„Niebieskie, wiecznie pogodne niebo i wiecznie uśmiechnięte słońce już mi zbrzydły. Tęsknię za burzą i ciężkimi, ciemnymi chmurami” – wyznała cierpiąca na tęsknotę za domem Teodora swojej towarzyszce.
Śmierć matki i lata później
Książę August Wilhelm Pruski (1887 – 1949) wspomina swoją ulubioną ciocię we wstępie do jej wierszy, wydanych pośmiertnie w 1910 roku:
„W chwili śmierci ukochanego ojca (14 stycznia 1880 r.) była jeszcze zbyt młoda, by w pełni pojąć powagę tego wydarzenia; jednak wkrótce zaczęło jej go brakować na każdym kroku, a gdy ogarniał ją smutek, skradała się do jego portretu i próbowała w ten sposób z nim rozmawiać. Tylko jej mała niania wiedziała o tych wszystkich łzach, które nocami płynęły do jej poduszki”.
Jej wczesna młodość upływała w spokojnym wiejskim życiu. Gdy jej starsze siostry kolejno wychodziły za mąż, przeniosła się wraz z matką do Drezna, gdzie obie na stałe zamieszkały przez kolejne lata, przerywane jedynie krótkimi letnimi podróżami do rodowego zamku Gravenstein na północy, do krewnych w Poczdamie lub Holsztynie oraz wiosennym pobytem w Rzymie i Neapolu. (...)
Tak pozostało do 25 stycznia 1900 roku, kiedy to śmierć zabrała (...) księżnę, rozrywając tym samym serdeczną więź miłości, która łączyła te dwa skrajnie różne, a jednak świetnie rozumiejące się ludzkie serca.
W ten sposób dom rodzinny wcześnie zamknął się dla księżniczki. Po krótkim pobycie w ukochanym uzdrowisku St. Blasien w Schwarzwaldzie, który przywrócił jej siły po tych brzemiennych w skutkach styczniowych dniach, skorzystała z propozycji swojego brata, księcia, i zamieszkała w tzw. Pałacu (Palais) naprzeciwko Nowego Zamku w Przemkowie.
Przebywała tam przez kilka lat, spędzając lato zazwyczaj w podróżach do tak bardzo ukochanej przez nią ojczyzny w Szlezwiku-Holsztynie, u swojej siostry, księżnej Glücksburga, w Grünholz koło Vogelsang lub w ojcowskim zamku Gravenstein u brata i jego młodej małżonki. Odwiedzała również często blisko z nią zaprzyjaźnioną wielką księżną Oldenburga, a raz spełniła swoje dawne marzenie, by poznać Anglię, a przede wszystkim Szkocję, i odwiedziła przyjaciółkę z lat młodości (...).
Później przeprowadziła się do posiadłości Krongut Bornstedt pod Poczdamem, po tym jak jej szwagier-cesarz zaproponował jej stałe miejsce zamieszkania w pobliżu Nowego Pałacu i jej najstarszej siostry, niedaleko siostry Luizy, której dzieci wraz z dziećmi cesarzowej i księżnej Glücksburga z miłością i czcią spoglądały na tę ciocię, która w wyjątkowy sposób potrafiła być zawsze wierną towarzyszką i doradczynią.
Jednak ciągle chwiejne zdrowie zmuszało ją wielokrotnie do pobytów kuracyjnych w zacisznym Schwarzwaldzie, dokąd sprowadzały ją również przyjacielskie relacje z baronową von Roeder-Diersburg w Hochfelden koło Achern, do Pyrmontu, Frankfurtu nad Menem lub na południe, do Santa Margherita Ligure, a na koniec jeszcze do Grotta Giusti koło Florencji.
Przyczyny tej wieloletniej choroby należy zapewne szukać w nie do końca wyleczonym tyfusie, który w połączeniu z groźną zakrzepicą zaatakował ją latem 1906 roku w Hochfelden. Przez długi czas znajdowała się wtedy w niebezpieczeństwie śmierci i wyniosła z tego ciężkiego czasu najgłębsze wrażenia, które towarzyszyły jej później w życiu.
Jako szczególną cechę, wszystkie wyroby firmy Feodora Chocolade GmbH & Co. KG w Bremie prezentują herb księżniczki:
Herb księżniczki Teodory składa się z kilku symboli:
Na dole po lewej widać tzw. „liść pokrzywy” (Nesselblatt) jako symbol „Holsztynu”, u góry po prawej dwa lwy dla „Szlezwika”. Biały łabędź poniżej symbolizuje holsztyńską prowincję „Stormarn”, a pod nim rycerz w zbroi jest symbolem „Dithmarschen”. Pole środkowe oraz wspięty lew z halabardą pochodzą z herbu rodu Oldenburgów.

Używane dawniej na produktach, częściowo skrzyżowane lub skierowane ku sobie wielkie litery „F” – zwieńczone koroną – nawiązywały do jej imienia: Teodora (niem. Feodora).
Teodora w mediach
(Wycinek po angielsku - The London Chronicle):
Niemiecka księżniczka pisze powieść.
Księżniczka Teodora ze Szlezwika-Holsztynu, najmłodsza siostra niemieckiej cesarzowej, jest autorką poruszającej powieści wydanej niedawno w Niemczech, zatytułowanej „Hahn Berta”. Ma ona za sobą romantyczną historię, gdyż odrzuciła wszelkie propozycje małżeństwa po tragicznej śmierci swojego narzeczonego, księcia Fryderyka z Meklemburgii-Schwerinu, który jako dowódca torpedowca zginął na Bałtyku wraz z całą załogą. Mogła zostać królową Włoch, gdyby zgodziła się zmienić wyznanie z luteranizmu na katolicyzm. Cieszy się dużą sympatią cesarza, który podziwia jej dowcip i osąd. Chociaż księżniczka Teodora opublikowała już inne książki, „Hahn Berta”, historia kłusownika i jego córki, jest jej pierwszą powieścią.
(Tłumaczenie notatki z New York Times z 28 lipca 1907 r.):
„Księżniczka Szlezwika-Holsztynu Teodora, najmłodsza siostra niemieckiej cesarzowej, jest autorką wyrazistego opowiadania, które niedawno zostało opublikowane w Niemczech pod tytułem „Hahn Berta”. (Teodora) ma romantyczną przeszłość, ponieważ odrzuciła wszystkie propozycje małżeństwa od czasu tragicznej śmierci swojego narzeczonego, księcia Fryderyka z Meklemburgii-Schwerinu. Zginął on jako dowódca torpedowca wraz z całą załogą na Morzu Bałtyckim. Mogła zostać królową Włoch, gdyby wyraziła zgodę na konwersję z wiary luterańskiej na katolicką. Jest ulubienicą cesarza, który ceni jej bystry umysł i zdolność osądu. Księżniczka Teodora wydała także inne książki. „Hahn Berta”, opowieść o kłusowniku i jego córce, jest jej pierwszą publikacją”.
(Tłumaczenie powyższego artykułu autorstwa Dietera Leutholda)
Główny tekst:
Zaręczyny z księciem Fryderykiem z Meklemburgii-Schwerinu – nawet po intensywnych poszukiwaniach (literatura, archiwum) – nie dały się zweryfikować.
Jako członkini niemieckiego domu cesarskiego, Teodora cieszyła się zainteresowaniem publicznym. Choć żyła bardzo wycofana, donoszono o niej – na przykład gdy zgodnie z obowiązkiem brała udział w oficjalnych galowych kolacjach podczas wizyt państwowych.
Jednak nie tylko niemiecka, lecz także międzynarodowa prasa informowała o niej, w szczególności „The New York Times”. W prasie niemieckiej to zwłaszcza „Neuesten Mittheilungen” lub „Provincial-Correspondenz” donoszą o wydarzeniach towarzyskich w Rzeszy i w stolicy – zawsze w centrum uwagi znajduje się rodzina cesarska.
Wśród tych doniesień są także oczywiste błędne informacje, co można wywnioskować z notatki w „The New York Times” z 29 listopada 1907 roku:
(Wycinek z NYT):
BERLIN, 29 listopada. – Donoszą, że księżniczka Teodora (...) ma poślubić księcia Maksymiliana, kuzyna i następcę wielkiego księcia Badenii oraz oficera armii niemieckiej. Książę Maksymilian ma trzydzieści jeden lat, a księżniczka Teodora dwadzieścia dwa.
Poniżej znajduje się komunikat o tym, że księżna Adelajda i księżniczka Teodora udają się do zamku Wilhelmshöhe, aby odwiedzić cesarzową Augustę Wiktorię:
(Nagłówek wycinka): ŚWIAT TOWARZYSKI OPUSZCZA BERLIN
Cesarz Wilhelm w rejsie po morzach północnych – Cesarzowa w zamku Wilhelmshöhe...
Teodora jest wymieniana jako odznaczona wysokim orderem („high decoration”) z okazji wizyty cesarza Franciszka Józefa I z Austrii 6 maja 1900 r., jako uczestniczka bankietu na cześć 18. urodzin następcy tronu Wilhelma 4 maja 1900 r. oraz przy innych okazjach.
Jej śmierć odbiła się szerokim echem w mediach, czego dowodem jest poniższy tekst. Szczególne znaczenie ma tu jej uhonorowanie jako „Artist of Merit” – jako uznanej artystki.
(Wycinek z gazety):
SIOSTRA CESARZOWEJ NIE ŻYJE.
KARLSRUHE, 21 czerwca. – Księżniczka Szlezwika-Holsztynu Teodora, najmłodsza siostra cesarzowej Augusty Wiktorii, zmarła dziś nagle na chorobę serca. Księżniczka była niezamężna. Napisała kilka tomów poezji i była uznaną artystką („artist of merit”). Ze względu na śmierć siostry, cesarzowa odwołała wszystkie swoje zobowiązania towarzyskie w najbliższym czasie, a także planowaną wizytę w Kilonii na regatach jachtowych.
Księżniczka Szlezwika-Holsztynu Teodora Adelajda Helena Luiza Gustawa Paulina Alicja Jenny urodziła się w lipcu 1874 r. i była najmłodszą z czworga dzieci księcia Szlezwika-Holsztynu Fryderyka. Jej najstarsza siostra, księżniczka Augusta Wiktoria, poślubiła księcia Wilhelma Pruskiego, obecnie cesarza Wilhelma, w 1881 roku.
Spotkania ze sztuką według Anny Wagemann
W Dreźnie Teodora podjęła swoje pierwsze studia w dziedzinie malarstwa i rysunku. Był to w szczególności profesor Heinrich Hoffmann, którego „szlachetny sposób bycia” przyciągał księżniczkę i który zapoznał ją z najważniejszymi technikami.
Teodora miała głęboką relację z muzyką. Śpiewała pięknym altem i była zafascynowana muzyką Johanna Sebastiana Bacha i innych. Anna Wagemann opisuje swoje wrażenia po wizycie na koncercie w kościele św. Tomasza (Thomaskirche) w Lipsku: „Nie przypuszczałam, że tutaj na dole może istnieć coś tak nieziemsko pięknego”.
Pobyty w Nowym Pałacu i w Pałacu Miejskim w Poczdamie
Augusta Wiktoria została cesarzową Niemiec po śmierci cesarza Fryderyka III w 1888 roku. Cesarz Wilhelm II przeniósł rezydencję rodziny cesarskiej z Pałacu Marmurowego (Marmorpalais) nad jeziorem Heiliger See do Nowego Pałacu (Neues Palais) w dużym ogrodzie zamkowym Sanssouci.
Podczas swoich licznych pobytów w Poczdamie Teodora mieszkała ze swoją matką, księżną Adelajdą, z baronową von Roeder, swoją damą dworu, oraz z panną Wagemann, swoją wychowawczynią, również w poczdamskim Pałacu Miejskim (Stadtschloss), który – jak wiadomo – nie zachował się do dziś.
Niezapomniany pobyt w Nowym Pałacu, „mieszkaniu” Augusty Wiktorii, jej najstarszej siostry: „Łagodna czerwień całego budynku łagodnie odcina się od zieleni pięknego parku, a we wnętrzu wdzięczne formy rokoka na ścianach, sufitach, drzwiach i oknach, na meblach i obrazach nastrajają (...) pogodnie. Księżniczka Feo i ja zajmowałyśmy na parterze, obok większych sal, mniejsze pokoje, a oko nie męczyło się śledzeniem uroczych srebrnych wici, które niemal niewyczerpana artystyczna wyobraźnia lekko rzuciła na ściany obite różowym jedwabiem”.
Dla Teodory bycie z siostrzeńcami było okazją do niezmąconej radości. Książęta witali ją „z wielkim entuzjazmem”, gdy pojawiała się w ich małych ogródkach – każdy miał swój własny. Każdy chciał ją mieć tylko dla siebie.
Jej praca artystyczna jako „treść i znaczenie jej życia”
Poniższy ogólny opis jej artystycznych zainteresowań i osiągnięć znajdujemy we wstępie księcia Augusta Wilhelma Pruskiego do jej pośmiertnie opublikowanych wierszy (1910):
„Od najmłodszych lat ciągnęło ją do sztuki, a Drezno było właściwym miejscem, by w pełni oddać się kształceniu; bo właśnie o to chodziło. Nie podejmowała go jednak dla zabicia czasu, lecz z poważnej, wewnętrznej potrzeby i zgodnie z przekonaniem, które sama kiedyś żartobliwie wyraziła: nie wiadomo, czy przewrót w istniejących stosunkach nie sprawi kiedyś, że i księżniczka będzie musiała zarabiać na utrzymanie pracą rąk własnych. Poważnie traktowała więc sztukę, w której najpierw skłoniła się ku malarstwu, pozwalając jednak wykształcić także swój przepiękny, głęboki i ciemny alt. Niestety, później nie miała już zbyt wiele czasu na poświęcenie się talentowi muzycznemu i tak godziny, w których śpiewała nam pieśni Brahmsa czy Bacha, które przedkładała nad inne, stawały się coraz rzadsze.
Do jej ulubionych pieśni należały „Feldeinsamkeit” Brahmsa oraz cudowna, szczególnie bliska jej sercu ze względu na głębokie wyczucie natury „Kein Hälmlein wächst auf Erden” – jedyna pieśń młodego Friedemanna Bacha. Już wcześnie znajdowała radość i wielkie zrozumienie dla postulatów Wagnera i stała się częstym gościem w domu Wahnfried. Jej kształcenie jako samodzielnej artystki spoczywało w różnych rękach, co zapewne początkowo powodowało niekorzystną dla niej zmienność, mimo że z niestrudzoną gorliwością dążyła do doskonałości.
Odnalazła jednak pełną równowagę, gdy bliżej poznała rodaka ze swojej północnej ojczyzny, Fritza Mackensena. Od tego czasu całkowicie zwróciła się ku kierunkowi szkoły z Worpswede, której mistrza odwiedziła osobiście, co zawsze wspominała z ogromną radością. „Harowała”, jak to często nazywała, poważnie i gorliwie; świadczą o tym wielkie stosy obrazów i szkiców we wszystkich technikach, które miałem zaszczyt trzymać w rękach. Ich liczba przekracza trzysta i byłoby wielce pożądane, aby ich wybór został udostępniony opinii publicznej, która mogłaby wówczas sama ocenić, czy dziecko z rodu panującego nie może stanąć w szranki, tam gdzie chodzi o nadanie wyrazu pięknu i prawdzie życia w zarysie.
Tym, co szczególnie predysponowało ją do bycia artystką wykonawczynią, był wyjątkowo subtelny zmysł kolorystyczny połączony z wielką, głęboką miłością do natury, w której odnajdywała symbole dla wszystkiego i w której, zawsze sama rozumiejąc, czuła się również zawsze rozumiana. Z tej wielkiej miłości do natury czerpała także nową siłę wiary, by odrzucać pojawiające się wątpliwości i mężnie toczyć często wybuchające walki życia. (...)
W tym miejscu chciałbym dołączyć inne stwierdzenie, które znajduje się w jej „Myślach”, spisywanych od czasu do czasu na papierze w luźnym związku, i które w istocie wyznaje jej stosunek do sztuki. „Czym jest sztuka? – Choć dawne pytanie Piłata bardziej wstrząsa umysłami i kosztowało większe walki, o to słowo również pytano we wszystkich tonacjach, od uśmiechniętej pogardy po rozpaczliwy ból. – Czym jest sztuka? Tym, co cieszy moje oko, moje ucho. – Tym, co czyni mnie lepszym. – Tym, co wyraża moją najgłębszą istotę i uwalnia mnie od samej siebie. Tak brzmi wielogłos dobiegający do twórcy. Ale on, jeśli jest prawdziwym artystą, tworzy tak, jak musi, i milczy. Bo to jest wielkie prawo, według którego tylko mogą poruszać się sprawy tego świata: pozostań wierny samemu sobie”.
Niestety, z biegiem lat musiała ona coraz bardziej rezygnować z rysowania i malowania, gdyż stan zdrowia zmuszał ją do częstego przerywania nauki, a jej siły na dłuższą metę nie wystarczały na trudy związane z wytężoną pracą domową. Z powodu coraz silniejszych dolegliwości stóp została skazana na częste, przymusowe leżenie, co skłoniło ją mimowolnie do wyrażania swoich talentów artystycznych w innym kierunku – poprzez twórczość poetycką w prozie i wierszu.
Także i tutaj pomocna okazała się jej wielka zażyłość z naturą, znaną jej niczym stara dobra przyjaciółka, od której podpatrzyła niejedną tajemnicę. Natura pomagała jej szybko odnaleźć się w nowej roli, dostarczając wciąż nowych tematów:
„Jeśli chodzi o moje obecne życie, to myślę, że minęłam się z powołaniem; powinnam była zostać pisarką – wierzę bowiem, że jest niewielu ludzi, przed którymi otwiera się tak wiele różnych sfer życia i kręgów, jak przypadkiem przede mną. Od moich dobrych przyjaciół, szlezwickich rybaków i śląskich robotników leśnych, aż po dwór cesarski – czasem kręci mi się w głowie od tych wszystkich obrazów, które roztaczają się przede mną. Ale to czyni życie bogatym i sprawia, że kocha się 'człowieka', niezależnie od tego, gdzie się znajduje, dlatego nie mam powodu skarżyć się na swój los”.
Krótka charakterystyka jej trzech dzieł: Pierwsze, pełne poezji natury i ukochanego ponad wszystko „Lasu”, o którym kiedyś powiedziała: „Gdy brakuje mi lasu, brakuje mi części mojego 'ja'”. Stąd też wziął się tytuł książki. Opowiadania te, momentami utrzymane jeszcze w konwencji baśniowej paraboli, są niezwykle nastrojowe, choć jeszcze nie do końca dojrzałe.
Drugie to historia śląskiej rodziny robotników leśnych, stanowiąca tło dla losów kobiety walczącej o siłę i prawdę, ujęta w formę noweli zatytułowanej „Hahn Berta”. Pierwotnie planowany tytuł „Cierpienie” (Leid) oddaje w skrócie treść tego znaczącego dzieła, wyróżniającego się opisami ludu i jego środowiska.
Trzecia książka, ostatnia, której wydania doczekała zmarła, to szlezwicka powieść o rybakach. Jest to historia mężczyzny zmagającego się z życiem, który w mgle zwątpienia i wahania nie widzi już wyjścia, którego przytłaczają ciosy losu, a który ostatecznie odnajduje drogę poprzez „mgłę”. Jak mówi biblijne słowo: „Przez mgłę przebija się jego światło”. Autorka zawarła tu głębokie odczucia i własne doświadczenia; wraz z biednym Larsem zmagamy się z gęstniejącą mgłą, by na końcu powtórzyć za Karen: „Takie jest życie – a gdy zasłona znów opadnie, ja jednak zajrzałam do środka – a tam, za nią, jest morze”.
W książce tej doszukiwano się silnych wpływów Frenssena, którego bardzo ceniła i u którego zasięgała rady, jednak niesłusznie; choć stylistycznie niektóre fragmenty mogą go przypominać, pod względem treści jest to całkowicie jej własne dzieło, pisane krwią własnego serca, tchnące jej własnym życiem.
Ja również widziałem księżniczkę tam, nad Zatoką Flenburską, mieszkającą u rybaków pod słomianą strzechą, żyjącą w pełni pod wrażeniem potęgi natury, którą tu, na północy, kochała ponad wszystko. Wielka woda, czyste, północne światło oraz szczere twarze i serca jej szlezwicko-holsztyńskich braci i sióstr – to była prawdziwa ojczyzna jej serca.
Jak sama trafnie ujęła to w liście, gdy pewien wydawca zarzucił jej brak obiektywizmu wobec opisywanych tematów:
„O, należałoby zobaczyć to moje życie wśród moich rybaków. To prawda, że brakuje mi 'obiektywnego dystansu' wobec tej ziemi i tych ludzi. Cała moja istota niemal bez reszty stapia się z tym ojczystym światem”.
Mimo sukcesu, jaki odniosły te dzieła, zwłaszcza ostatnie, zawsze mówiła o nich z największą prostotą i skromnością. Wielką satysfakcję sprawiało jej jednak, gdy z zysków ze sprzedaży książek mogła przygotować bożonarodzeniową niespodziankę dla biednych mieszkańców Bornstedt lub dla swoich „niewidomych”, jak nazywała wielką akcję pomocy dla ubogich niewidomych w Hesji. W innym liście pisze:
„Czy u schyłku życia pozostawię zdumionemu potomstwu coś naprawdę godnego podziwu na płótnie czy papierze, tego nie potrafię powiedzieć. Zauważyłam jednak, że Frenssen ma rację, mówiąc: 'Jeśli nie uderzysz bączka, to nie będzie buczał'. Im dalej idę, tym wyraźniej widzę, że Wielki Mistrz, który każdemu wyznacza jego melodię, dba o to, bym swoją wygrywała coraz wyraźniej – wierna samej sobie”.

Jej obraz w oczach innych... Anne Topham
Teodora (Z książki: Wspomnienia z dworu cesarskiego (Memories of the Kaiser's Court 1914), s. 173 - 176)
Anne Topham była nauczycielką języka angielskiego dzieci Augusty Wiktorii.
Tłumaczenie: Dieter Leuthold
„Mniej więcej milę (tj. 1,6 km) od Nowego Pałacu mieszkała jedyna niezamężna siostra cesarzowej, księżniczka Szlezwika-Holsztynu Teodora, kobieta o wielu intelektualnych talentach oraz bardzo wyrazista i interesująca osobowość, która wywierała wielki wpływ na dzieci swojej siostry (czyli cesarzowej – przyp. D.L.). Spędzały one dużo czasu w zażyłym towarzystwie «cioci Feo».”
Jej poglądy były bardzo demokratyczne. Nienawidziła atmosfery dworów i wszystkich związanych z nimi ograniczeń oraz reguł ceremonialnych.
Była bardzo mądrą artystką i autorką kilku książek o życiu wiejskim, które dawały wspaniały wgląd w wiejski sposób myślenia i odczuwania.
Jej domem przez kilka lat był duży dwór, znany jako «Gut Bornstedt», który należał do Korony i w którym jakiś czas wcześniej mieszkali cesarz i cesarzowa Fryderyk (czyli rodzice Wilhelma II – przyp. D.L.). Parter zamieszkiwał zarządca z rodziną. Wszystkie pozostałe pokoje zajmowała księżniczka Teodora. Dom został jej udostępniony przez szwagra, niemieckiego cesarza. Cesarz bardzo ją lubił, choć ich poglądy w niemal wszystkich kwestiach były sprzeczne i ścierały się bez kompromisów. Umeblowała dwór zgodnie z własnym gustem i robiła zakupy jak zwykła mieszczka, pośród tłumu zwykłych kupujących.
Kochała realia życia i nie zgadzała się na uprzywilejowane traktowanie z powodu bycia siostrą cesarzowej.
Choć była tylko o siedem lat starsza od swojego najstarszego siostrzeńca, następcy tronu, od samego początku była dla dzieci cesarzowej i jej sióstr – księżnej Fryderykowej Leopoldowej i księżnej holsztyńskiej – z zachwytem wybieraną towarzyszką zabaw.
Zobaczyłam ją po raz pierwszy w Bornstedt, kiedy przyjechałam odebrać moją małą księżniczkę (czyli Wiktorię Luizę, najmłodszą córkę cesarską – przyp. D.L.), która spędziła popołudnie u cioci. Powóz, w którym siedziałam, wjechał na duże gospodarstwo rolne, gdzie właśnie zaprzęgano konie pociągowe, aż pod same drzwi dużego kamiennego domu, ocienionego przyjemnie kasztanowcami.
Gdy wysiadłam z powozu, z mrocznego przejazdu bramnego obory, niczym podczas nalotu, wybiegła gromadka krzyczących dzieci – chłopców i dziewcząt w różnym wieku – wśród których dostrzegłam moją księżniczkę, będącą w stanie najwyższego podniecenia i rozgardiaszu. Przebiegły przez podwórze pełne ściółki i innych nieczystości i uciekły z krzykiem po stromej drabinie na strych z sianem. Po krótkiej chwili podążyła za nimi dama ubrana w tweedową spódnicę, pasiastą bluzkę i kapelusz panama, która z równie niezwykłą zwinnością wślizgnęła się po drabinie i zniknęła. Natychmiast ze strychu dało się słyszeć tumulciarskie krzyki. Najwyraźniej bawili się w chowanego, a mój stangret wyznał mi z ufnością, że damą na drabinie była sama księżniczka Teodora we własnej osobie.
Księżniczka nie lubiła życia dworskiego z jego ciasnymi i ograniczonymi poglądami; uwielbiała otaczać się mądrymi i niekonwencjonalnymi ludźmi, bez względu na ich status społeczny.

Podpis pod zdjęciem: Dwór Bornstedt
Była głęboko przekonana, że wszyscy jej królewscy siostrzeńcy i siostrzenice powinni poznać prawdziwe życie takim, jakie było, a nie zamazane i zmienione przez atmosferę dworską, w której pomijano rzeczy odpychające i brzydkie.
Uczyła ich wielu, czasem nieprzyjemnych prawd o nich samych, których nikt inny nie odważyłby się wypowiedzieć.
Starała się szczerze i mądrze poznawać nowoczesne myślenie i współczesną politykę. Dla biednych, dla prostych ludzi, miała głębokie współczucie i pełną pasji delikatność wobec wszystkich zmagających się z losem prostych osób.
Choć najwyraźniej była pełna humoru, w swoich książkach opisywała tylko ciemną stronę życia: nagie i krasowe wydmy swojej holsztyńskiej ojczyzny, żywiczny oddech sosen, zimne i smutne uderzenia fal o brzeg wielkich morskich odmętów. Obrazowo przedstawiała męczący trud, ciężką pracę, brudne życie i walkę o byt rolników. „Jedyna prawda w życiu opiera się na pracy. Wszystko inne jest fałszem” – tak powiedziała jedna z jej postaci powieściowych.
W towarzystwie „cioci Feo” mała księżniczka miała przywilej zobaczyć pierwszy w życiu lot samolotu, a mianowicie lot Orville’a Wrighta, który rozstawił się na polu w Bornstedt, aby uczyć niemieckich oficerów sztuki latania.
Pod koniec września 1909 roku jeden z książąt w Poczdamie przekazał telefonicznie wiadomość, że Orville Wright będzie latał nad «polem». Jej Wysokość natychmiast kazała przygotować dwa «auta» – jedno dla niej, jej siostry (czyli Teodory – przyp. D.L.) i księżniczki (czyli Wiktorii Luizy – przyp. D.L.), a drugie dla świty; pałac huczał jak rój pszczół. Służący spieszyli się, by prosić damy o gotowość.
... Anna Wagemann
Księżniczka Teodora. Wspomnienia z dworu augustenburskiego i pruskiego. Z barwnej księgi obrazkowej mojego życia (1932)
Strona 166/167:
„Jako pisarka przyjęła nazwisko F. Hugin. F. H. = Feodora Holstein (pol. Teodora Holstein); ale poza tym kryła się za tym pewna historia. Młodego sokoła, który wypadł z gniazda i złamał skrzydło, wychowała i nazwała go Hugin, krukiem Odyna. Przez większość czasu zwierzę wydawało się całkiem zadowolone ze swojego losu, ale czasami dopadała go wielka tęsknota; wtedy próbował, wzrok utkwiony prosto w słońce, unieść biedne, sparaliżowane skrzydło i wzbić się wysoko w powietrze, do swojego królestwa, by po chwili z bolesnym krzykiem, który przeszywał duszę, zrezygnować z bezowocnych wysiłków. «To ja w mojej sztuce» – mawiała księżniczka Feo – «ja też chciałabym wzbić się do Najwyższego, co widzę jasno przed oczami, a pozostaję zawsze tylko ubogo na ziemi».”
Planowano wystawę zbiorową jej obrazów, do której namawiali ją m.in. profesor Fritz Mackensen; była ona wielokrotnie planowana, ale wciąż przekładana, ponieważ Teodora miała nadzieję osiągnąć jeszcze coś lepszego, i ostatecznie do niej w ogóle nie doszło.
W odniesieniu do swoich książek niemal lękliwie chowała się za pseudonimem. „Jeśli są coś warte” – wyjaśniała – „to utrzymają się o własnych siłach; jeśli nie, niech przepadną. W żadnym wypadku nie chcę, aby zwracano na nie uwagę tylko dlatego, że jestem siostrą cesarzowej Niemiec”.
Strona 153/154:
„Jeśli chodzi o jej wnętrze, rozwinęła w sobie z czasem inną, równie rzadką cnotę: sprawiedliwość.”
Bornstedt
„Cesarz i cesarzowa w poruszający sposób opiekowali się księżniczką Feo. Cesarz polecił przebudować i urządzić dla niej budynek w majątku rycerskim Bornstedt, gdzie niegdyś jako następca tronu mieszkał cesarz Fryderyk. Pod kierownictwem księżniczki Feo został on artystycznie udekorowany i wyposażony. Nawet naczynia kuchenne i stołowe wybierała sama. Codziennie cesarzowa przesyłała wspaniałe kwiaty. To był uroczy dom...”
Relacja pełna zaufania między księżniczką Feo a jej siostrzeńcami i siostrzenicami przetrwała i o każdej porze dnia zaglądali do niej...
Ale w Bornstedt zawsze radośnie witano nie tylko państwa, lecz także wielu starych przyjaciół i wybitne osobistości, malarzy i poetów. Wśród tych ostatnich księżniczkę szczególnie interesowali Frenssen i Sohnrey. Pisali o tym, co malowali artyści z Worpswede: o prostym człowieku i jego życiu, o rzeczywistości i o północnoniemieckiej ziemi z jej zapachem gleby, o ojczyźnie – i teraz księżniczka znalazła dla siebie odpowiednie towarzystwo...
Uroczystości dworskich unikała jak tylko mogła. „To zawsze to samo” – mawiała. Tylko od czasu do czasu pojawiała się na nich, gdy cesarzowa wyraźnie sobie tego życzyła. Dlatego w kręgach dworu berlińskiego była mało znana i nie znano innego wyjaśnienia jej odosobnienia niż rzekoma wielka chorowitość lub nieszczęśliwa miłość. Bogu dzięki żadna z tych rzeczy nie była prawdą. Chorowała tylko w ostatnich latach życia po tyfusie, z którego nigdy w pełni nie wyzdrowiała, a na nieszczęśliwą miłość miała zbyt zdrową i dumną naturę...”
... Hrabina Mathilde von Keller
Czterdzieści lat w służbie cesarzowej. Obraz kulturowy z lat 1881–1921 (1935)
„(...) Tam, w Gocie, rodzina książęca Szlezwika-Holsztynu posiadała w ogrodach poniżej zamku Friedenstein dom przypominający willę z dużym ogrodem. Kupił go niegdyś książę Krystian August, ojciec znanego księcia Fryderyka, ojca mojej cesarzowej. Po jego śmierci przeszedł on na własność jego córek, które jednak rzadko z niego korzystały, podczas gdy książę Fryderyk często spędzał tam zimą kilka tygodni z małżonką i dziećmi. Księcia mam wciąż wyraźnie przed oczami jako postać dystyngowaną, rycerską; cała jego istota była przepełniona wielką dobrocią i głęboką powagą. Jednak właściwie nie znałam go bliżej, a jego osobowość poznałam dopiero z późniejszych rozmów z księżną. Bardzo ożywiony politycznie, książę żył swoimi wielorakimi zainteresowaniami, przede wszystkim sprawami swojej rodziny. To ograniczenie było następstwem utraty jego księstw, a tym samym jego właściwego powołania. Kilka słów o tych powiązaniach może nie być dla czytelnika niepożądane ze względu na pozycję, jaką córka księcia miała później zajmować. (...)
Jego dobra i posiadłości w Szlezwiku oraz na wyspie Alsen wraz z zamkiem Augustenburg musiały zostać przekazane królowi Danii (przez Krystiana Augusta), a on sam musiał zamieszkać poza granicami kraju.
W tych trudach i trudnościach dorastał urodzony 6 lipca 1829 roku książę Fryderyk, wraz ze swoimi siostrami i młodszym bratem Krystianem. Przy okazji podróży z ojcem w 1847 roku został przedstawiony w Babelsbergu księciu i księżnej pruskiej. Po nieszczęśliwym zakończeniu wojny, a zwłaszcza jako książę następca tronu wraz z księciem Fryderykiem Wilhelmem, późniejszym cesarzem Fryderykiem III, studiującym w Bonn, widział, że późniejsza pierwsza para cesarska również często gościła go w Koblencji. W 1854 roku wstąpił do Pierwszego Pułku Gwardii Pieszej w Poczdamie i obracał się dużo na dworze pruskim, przede wszystkim u księcia Fryderyka Wilhelma. Już po dwóch latach, po zaślubinach z utalentowaną i kochającą sztukę księżniczką Adelajdą zu Hohenlohe-Langenburg, książę Fryderyk wystąpił z czynnej służby wojskowej. Młoda para spędziła pierwszy rok małżeństwa na zamku w Przemkowie na Dolnym Śląsku, który książę Krystian August nabył w 1853 roku, a następnie przeniosła się do Dłużka. Tutaj, po tym jak księżna urodziła już mężowi syna w Przemkowie, przyszły na świat dwie córki: 22 października 1858 r. Augusta Wiktoria i 25 stycznia 1860 r. Karolina Matylda, a następnie dwaj kolejni synowie. Obaj najstarsi synowie zmarli wcześnie, przy życiu pozostał jedynie urodzony w 1863 roku książę Ernest Günther. Przy pierwszym synu ojcem chrzestnym był król Fryderyk Wilhelm IV, przy drugim następca tronu Prus (...). W 1866 r. przyszła na świat kolejna córka, Ludwika Zofia, a w 1874 r., szesnaście lat po Auguście Wiktorii, jako ostatnie dziecko, urodziła się księżniczka Teodora. (Wyróżnienie D.L.)
15 listopada 1863 r. na zamku Glücksburg zmarł ostatni potomek męski starszej linii królewskiej domu oldenburskiego. Wywiązały się ciężkie konflikty i walki o sporną sukcesję, z których wyrosła wojna szlezwicko-holsztyńska 1864 roku, a w jej następstwie księstwa ostatecznie stały się prowincją pruską. Tak się stało, że książę Fryderyk stracił swój kraj, a cesarzowa dorastała nie w swojej ziemi ojczystej, lecz w sercu Niemiec.
Z dni spędzonych w Gocie wspominam wciąż wyraźnie obie małe księżniczki Augustę Wiktorię – w kręgu rodzinnym zwaną tylko Wiktorią lub «Doną» – i Karolina Matylda, „Kalma”, ze swoimi pięknymi, długimi, blond, rozpuszczonymi włosami, jak grzecznie spacerowała z rodzicami, a my z siostrą cieszyłyśmy się, gdy spotykałyśmy ich z naszymi rodzicami i mogłyśmy z nimi porozmawiać. W latach po wojnie 1870/71 kontakty z nimi stały się częstsze, ponieważ zostaliśmy współmieszkańcami. Gdy bowiem moi rodzice musieli opuścić swoje dotychczasowe mieszkanie i nie mogli znaleźć odpowiedniego zastępstwa, para książęca pomogła im z kłopotu i oddała im do dyspozycji część swojego domu. W owym czasie rodzina książęca przebywała u nas bardzo rzadko, a wtedy zawsze tylko na kilka dni, w drodze do Gothy, tak że wolna część domu służyła jako kwatera etapowa. (s. 11-13)
Zapiski z dziennika hrabiny von Keller:
„Berlin, Zamek, 18 stycznia 1900 r. Złe wiadomości o stanie zdrowia dobrej pani księżnej holsztyńskiej przygnębiają (...). Towarzyszyłam cesarzowej w pierwszej podróży do Drezna 15. dnia tego miesiąca. (...) Wysiedliśmy w hotelu; cesarzowa wezwała tam lekarza nadwornego księżnej. Jego werdykt jest wstrząsający. Całkowicie porzucił on nadzieję na uratowanie drogiego życia, spodziewa się jednak dłuższego dogorywania w obecnym stanie. Moja biedna cesarzowa pojechała potem natychmiast do willi matki. Chora cieszyła się niewypowiedzianie z jej przybycia; cierpiała wielkie katusze, szczególnie z powodu silnej duszności.
Panował nastrój smutku, najgłębszego przygnębienia w całym domu; również księżniczka Feo nie łudziła się co do sytuacji i ze świadomością oczekiwała ciężkiej godziny rozstania z ukochaną matką. Była niewymownie wzruszająca w swoim cichym oddaniu i przy tym dzielna, doprawdy godna podziwu jak na tak młodą istotę (Teodora ma 25 lat – przyp. D.L.), a jednak utrata księżnej jest właśnie dla niej szczególnie dotkliwa”. (s. 217)
W roku 1910:
„Plany przewidziane na lato uległy zmianie z powodu wstrząsającej wiadomości o nagłej śmierci ukochanej księżniczki Feo, siostry cesarzowej, która nadeszła rano 21 czerwca. Od lat jej stan zdrowia dawał powody do poważnych obaw. Konsultowano liczne autorytety medyczne, odbywano kuracje w różnych uzdrowiskach i sanatoriach w ojczyźnie, jak i we Włoszech, ale nie przyniosły one uzdrowienia. W domu baronowej v. Roeder w pięknej krainie badeńskiej, niedaleko rodowej siedziby Roederów, chciała ona, jak już często wcześniej, spędzić kilka tygodni w pełnym spokoju. Oczekiwany odpoczynek tym razem jednak nie nadszedł; wiadomości o jej samopoczuciu nie brzmiały dobrze, nie dawały jednak powodu do najgorszych obaw. Tak więc biednej cesarzowej całkowicie zabrakło przygotowania na ten głęboko wstrząsający cios. Przy dużej różnicy wieku między obiema siostrami, Jej Wysokość żywiła niemal macierzyńską miłość do tej „małej siostry” i czuła się po śmierci matki w szczególny sposób za nią odpowiedzialna. Nasi książęta i księżniczki kochali swoją księżniczkę Feo gorąco i stracili w niej niewypowiedzianie wiele. Była im przecież bliska w swojej bogatej, poetyckiej naturze, w swoim zrozumieniu dla młodzieży. Była ich powiernicą od dzieciństwa. Kilka godzin po otrzymaniu żałobnej nowiny cesarzowa wyjechała z księciem Augustem Wilhelmem i ze mną do Hochfelden. Wczesnym rankiem 22 czerwca dotarliśmy na miejsce – cóż za wstrząsające przybycie!” (s. 277)
... Księżna Wiktoria Luiza (1892 – 1980)
Życie córki cesarza (1965)
„W Gravenstein (dzisiejsze Gråsten w Danii – przyp. D.L.) mieszkała również najmłodsza, niezamężna siostra mojej matki (tj. cesarzowej Augusty Wiktorii – przyp. D.L.), Teodora, zwana ciocią Feo. Była ona znacznie młodsza od swojej siostry, bliższa naszemu pokoleniu. W wielu rzeczach była bardziej samodzielna niż inne młode damy jej pochodzenia i wykształcenia. Była bardzo utalentowana, dużo malowała i to już z nowoczesnym akcentem, wyprzedzała w ogóle myślą swój czas i musiała znosić z tego powodu częstą krytykę. Pisała książki o kraju i ludziach swojej ojczyzny oraz Śląska, gdzie czasami mieszkała.
Była zwolenniczką Gustava Frenssena i pisała w podobnym do niego stylu. Jej głębokie zrozumienie dla prostych ludzi z ludu i współodczuwanie ich trosk i zmartwień, jak to tak cudownie wyrażała w swoich książkach, było często poruszające i wywarło na mnie, gdy dorastałam, głębokie i trwałe wrażenie.
Byliśmy wszyscy bardzo szczęśliwi, gdy poszukała sobie własnego domu, a mój ojciec (tj. cesarz Wilhelm II – przyp. D.L.) oddał jej do dyspozycji swój majątek Bornstedt, wcześniej wzorcowe gospodarstwo swojej matki (tj. cesarzowej Wiktorii, Princess Royal of England – przyp. D.L.), które leżało tuż obok Nowego Pałacu, by mogła tam urządzić mieszkanie. Powstał tam dla mnie wiejski raj. Podczas moich wizyt cieszyłam się wiejskim życiem, z krowami i świniami, i baraszkowałam na strychach z sianem. Ogród prowadził do stawu; stare, piękne kasztanowce otaczały tę idyllę. U cioci Feo mieszkała starsza dama z krainy badeńskiej, panna v. Roeder. Mówiła tak pięknie po badeńsku, co sprawiało nam wiele radości. Kucharka była Ślązaczką, u nas z powodu jej wspaniałych tortów warstwowych ze Szlezwika i śląskiego kołacza z kruszonką szczególnie lubianą.
Zainteresowaniem i ciekawością darzyłam przede wszystkim pracownię malarską mojej cioci. Ciocia Feo była również bardzo uzdolniona muzycznie i śpiewała pięknym altem pieśni, do których sama napisała teksty.
Jej miłość do natury była wielka. Szybko zauważyła, jak bardzo się w tym zgadzamy, i nieskończenie wiele od niej przejęłam. Była naprawdę wyjątkowym człowiekiem, który całkowicie oddawał się pomaganiu innym i służeniu radą.
Sama zapewne przeszła wiele ciężkich chwil i widziała swoje zadanie w tym, by właśnie młodzieży wskazywać drogę, pokazywać, jak radzić sobie z życiem. Gdy dręczył mnie jakikolwiek smutek, gdy czasem nie mogłam wytrzymać z trzema guwernantkami i starymi damami dworu mojej matki (tj. cesarzowej Augusty Wiktorii – przyp. D.L.), które przy moim wychowaniu też miały jeszcze słowo do powiedzenia, gdy moi rodzice byli w podróży, wtedy biegłam szybko do cioci Feo i wylewałam przed nią swoje serce. Zawsze wracałam pocieszona i z ulgą.
Niestety była bardzo wątłego zdrowia. Śmierć wcześnie po nią sięgnęła. Zachorowała na ciężki tyfus, po którym nigdy w pełni nie wyzdrowiała. Ciężkie paraliże przykuwały ją na długi czas do łóżka chorego. Mimo wszystko jej umysł był rześki. Gdy przy jej łożu boleści niemal chcieliśmy rozpaczać, miała zawsze humorystyczne słowo w zanadrzu i nie chciała dać po sobie poznać, jak słabo i marnie się czuła.
Ciocia Feo zmarła, mając trzydzieści sześć lat, w Obersasbach, uroczej małej wiosce u podnóża Schwarzwaldu, gdzie szukała odpoczynku. Nigdy nie zapomnę chwili, gdy przyniesiono mi wiadomość o śmierci. To był mój pierwszy wielki i głęboki smutek”.
W blasku korony (1967)
S. 90 w rozdziale: Augustenburger
„Para książęca miała siedmioro dzieci. Trzech synów i cztery córki. Dwaj najstarsi synowie zmarli bardzo wcześnie; trzecim synem był książę Ernest Günther. Moja matka była najstarszą córką. Po niej przyszły Karolina Matylda, Luiza Zofia i Teodora, w której widziałam moją ulubioną ciocię. Książę sam wziął w swoje ręce wychowanie dzieci. Jego małżonka we wszystkim mu towarzyszyła. Jednak mój dziadek dominował w sposób nie do przeoczenia”.
S. 158 w rozdziale: Cesarzowa
„Inny list pochodzi z ciężkich tygodni po śmierci ulubionej siostry mojej matki. Moja ciocia Teodora przez długie lata chorowała, a mimo to jej śmierć była dla nas wszystkich zaskoczeniem. Z Wilhelmshöhe napisałam wtedy do mojego ojca:
«Mieliśmy tutaj bardzo spokojny czas, a mimo to uważam, że biedna mama wygląda jeszcze na dość wyczerpaną i często bywa bardzo zmęczona. Jest jednak mocno przygnębiona od czasu śmierci naszej biednej cioci. Dlatego potrzebuje jeszcze dużo spokoju. Ale, mój najdroższy ojcze, ja jako córka powiedziałam Ci to, a mama byłaby bardzo zła, gdyby usłyszała, że Ci to mówię. Proszę Cię więc, nie daj jej tego po sobie poznać. Bo ona sama zawsze mówi przecież, że czuje się wyśmienicie...»”
... Adolf Bartels
Patrz artykuł w czasopiśmie "Die Heimat" Rocznik 22 Nr 1-12 z 1912 roku.
... Max Lehrs
„KSIĘŻNICZKA FEO” 1910
Była jeszcze małą dziewczynką w długich włosach i krótkich sukienkach, kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy. Było to – jeśli się nie mylę – w połowie lat osiemdziesiątych w drezdeńskim Gabinecie Miedziorytów (Kupferstichkabinett). Mieszkała wówczas ze swoją matką w jednej z willi w Dzielnicy Szwajcarskiej (Schweizerviertel), a ponieważ powoli wprowadzano ją w świat sztuk pięknych, miała przede wszystkim oglądać miedzioryty według obrazów wielkiego Rafaela z Urbino, aby wyrobić sobie pojęcie o jego sztuce. Wtedy uważano to za najlepszą i najbardziej celową metodę, ponieważ fotografie zawsze wydawały się czymś gorszym w porównaniu ze szlachetnymi rycinami liniowymi. Dziś myśli się o tym oczywiście inaczej, a ona sama, o której chcę opowiedzieć, przeszła od tamtych dni wiele zmian w swoich poglądach artystycznych, zanim osiągnęła dojrzałość zrozumienia i poznania, którą zawdzięczała w gruncie rzeczy samej sobie i która miała stać się jej potrzebą życiową i celem.
Potem minęło chyba dziesięć lat, zanim się poznaliśmy. Znowu i wciąż przychodziła do jasnych sal Gabinetu Miedziorytów, którego wysokie okna wychodzą na bajkowy, latem pachnący tysiącem róż dziedziniec Zwingeru, opromieniony zielonymi miedzianymi dachami pawilonów – lub w stronę dyskretnej Łaźni Nimf (Nymphenbad), gdzie dziś zamiast pluskającej wody bladozielone pędy żarnowca oplatają puste misy kaskad, a zniszczone rzeźby bogów opowiadają o minionym czasie, o pragnieniu piękna i zamiłowaniu do przepychu światłych książąt.
Nie przychodziła już tak jak dawniej, bo tak wypadało, lecz z własnego, najgłębszego impulsu ku sztuce. Nie kazała sobie też już podawać starych tek z miedziorytami według Rafaela, lecz dzieła Böcklina, rysunki i akwaforty Maxa Klingera czy litografie Hansa Thomy. Chciała bowiem przede wszystkim poznać żywą sztukę niemiecką, sztukę naszych czasów, która zrodziła się z nami i dla nas, abyśmy mogli się nią cieszyć i przez nią wznosić. – Tak oto poznaliśmy się i zostaliśmy dobrymi przyjaciółmi, pomimo znacznej różnicy wieku i pozycji społecznej.
A dziś leży przede mną gruby tom listów napisanych jej energicznym, pełnym siły pismem, które odzwierciedlają wszystko, co przeżyło i wycierpiało jej spragnione piękna oko w ciągu trzynastu długich lat, od czerwca 1897 roku aż do ostatniego, dyktowanego listu z kwietnia tego roku, na którym widnieje już tylko jej ołówkowy podpis.
„Księżniczka Feo”, jak nazywali ją w zaufanym kręgu najbliżsi, już wcześnie przejawiała skłonność do własnej aktywności twórczej. Trudno ocenić, jak daleko ona sięgała. W każdym razie częste zmiany nauczycieli nie pomagały w ugruntowaniu podstaw, mimo że ona sama traktowała to bardzo poważnie i w żadnym razie nie chciała bawić się w malowanie jak inne damy-dyletantki. – „Tak, to wielki dar, móc cieszyć się pięknem tego świata i móc chłonąć je najgłębszą cząstką serca” – pisała kiedyś – „i mam nadzieję, że to bogactwo w człowieku nigdy nie wygaśnie, podczas gdy wypływ nadmiaru wrażeń, tworzenie, niestety zbyt często zostaje stłumione w połowie drogi. Znajduję się teraz w tym szczęśliwym stanie, że przy każdej mojej kresce węglem mam wrażenie, iż gdybym nie miała możliwości ekspresji, musiałabym jeszcze walczyć rękami i nogami”.
Tęskniła za bezpośrednią rozmową z artystami, a ponieważ przejawiała szczególną skłonność do surowej, poważnej natury swojej północnej ojczyzny, poradziłem jej zwrócić się do Mackensena, pod którego surowym okiem rzeczywiście robiła szybkie postępy w rysunku. Jednak jej wciąż chwiejne zdrowie zmuszało do nieustannych przerw, a coraz rzadziej mogła przystępować do malowania, do czego właściwie nieustannie pchał ją znakomicie rozwinięty zmysł kolorystyczny. Ale przecież zrozumiała, że istota wszelkiej sztuki nie leży w przedstawianiu przedmiotowym i że niejasne wyobrażenia o materii z północnego świata sag, którym wcześniej poświęcała duże, kartonowe kompozycje, zostaną sowicie zrekompensowane przez prawdę skromnego studium natury jej ojczystego lasu. Dlatego tak sympatyczna była dla niej młoda wówczas jeszcze kolonia w Worpswede, ponieważ melancholijny krajobraz z białymi, fruwającymi obłoczkami w rześkim wiosennym powietrzu nad ciemnoniebieskimi rowami torfowymi i srebrzystymi pniami brzóz przypominał jej Gravenstein. W czerwcu 1899 roku spełniło się jej ulubione życzenie, by osobiście poznać Worpswede, a malarze Mackensen, Vogeler, Overbeck i Hans am Ende przygotowali jej wspaniałe przyjęcie.
Później pośredniczyłem w jej znajomości z Hansem Thomą, którego odwiedziła w jego frankfurckim domu, a pewnego wieczoru byliśmy zaproszeni na herbatę z Klingerem i Kalckreuthem. Mogła tam wreszcie poczuć się wolna od wszystkiego, co ją artystycznie przygnębiało. „Przebywanie wśród ludzi to rozkosz” – pisała w innym liście – „którzy poważnie traktują sztukę, dla których jest ona warta poważnie prowadzonej walki, i których nie wypuszcza się z kategorii «rozrywek» z lekceważącym wzruszeniem ramion”.
Jej narastająca z latami chorowitość zmuszała księżniczkę do coraz częstszych przerw w nauce, ale także do podróży do uzdrowisk, podczas których nigdy nie zaniedbała szukania sztuki po drodze. I tak z St. Blasien udała się do Bazylei, by tam u źródła poznać Holbeina i Böcklina, a we Fryburgu odwiedziła profesora Grosse, w którego nieporównywalnej kolekcji po raz pierwszy objawiła się jej magia kolorów japońskiej ceramiki i wyrobów z laki.
St. Blasien i dalsze rejony Schwarzwaldu pozwoliły jej w pełni zrozumieć sztukę Hansa Thomy, do czego przyczyniła się jego łagodna, harmonijna osobowość. Przy tym zawsze zachowywała spokojną jasność własnego, osobistego sądu, nigdy nie uciekała się do przesadnych pochwał i potrafiła bez ostrości krytykować tam, gdzie uważała to za stosowne. Z wrodzonym darem serdecznego wyczucia sztuki podchodziła do każdego pierwszego, zrodzonego w bólach dzieła, zdecydowanie odrzucając jedynie to, co było tylko schlebiające i przesłodzone.
Późnym latem 1901 roku odwiedziła przyjaciółkę w Szkocji, której piękno potrafiła scharakteryzować w krótkich i jasnych słowach, zawsze z porównawczymi odniesieniami do Szlezwika-Holsztynu. Wyżyny, mimo całego podziwu, uznała za „niemalarskie” i brakowało jej tam czystego, spokojnego światła ojczyzny. W drodze powrotnej Oxford był dla niej objawieniem ze swoją gotycką architekturą porośniętą jesiennie kolorowymi pnączami, prastarymi drzewami i krętymi uliczkami. W Christ Church College zapoznała się z twórczością Gainsborougha i Reynoldsa, a przy okazji nabożeństwa widziała tam światło wpadające przez wysokie okna Burne-Jonesa z ich prostymi, poważnymi aniołami i po raz pierwszy poczuła głębokie oddziaływanie sztuki tego wielkiego odnowiciela. W Londynie wyżej stawiała National Gallery od Wallace Collection, która wydała jej się „pompatyczna”. Turner zainteresował ją swoimi fantazjami kolorystycznymi, podczas gdy Romney, o dziwo, pozostawił ją obojętną. Jej listy wspominają także o wizycie u starego Wattsa.
Kolejne lata zaprowadziły ją z najstarszą siostrą do „Haus Baden” pod Badenweiler, skąd siostrzeńcy zostali wysłani do Bazylei, aby zapoznać się z dziełami Böcklina, a następnie do zamku Lensahn w Holsztynie do zaprzyjaźnionej wielkiej księżnej Elżbiety z Oldenburga.
W grudniu 1902 roku musiała z powodu dolegliwości żołądkowych udać się do kliniki specjalisty v. Nordena we Frankfurcie. „Z otwartymi oczami wałęsałam się tutaj” – pisze – „ale już z zachwytem! Cóż tu za zakątki i uliczki – Ludwig Richter to nic w porównaniu z tym śpiewającym, brzmiącym niemieckim duchem. Także dom Goethego zwiedziłam z uroczystym zadowoleniem. Dlaczego dzisiaj jesteśmy tak bezgranicznie nieprzytulni, bez gustu i niespokojni?! (Przez «My» rozumie się wprawdzie zazwyczaj innych.)” –
Kolejną wiosnę spędziła w S. Margherita „wysoko w dalekich górach wśród niezliczonych kwitnących storczyków i dzikiego złotokapu, przy bajecznie błękitnych zatokach Portofino i Paraggi, gdzie w starym Castello mistrz Böcklin przyjmował swoje morskie potwory na popołudniowej herbacie”.
Głęboka miłość do ojczyzny wypełniała całe jej życie, które właściwie od śmierci matki (25 stycznia 1900 r.) było pozbawione domu. Kursowała między Gravenstein, Przemkowem a Berlinem, gdy nie przebywała na kuracji w Schwarzwaldzie lub we Frankfurcie. Wreszcie jesienią 1903 roku zamieszkała w ukrytym za Sanssouci majątku Krongut Bornstedt, raju cesarzowej Fryderykowej, która próbowała założyć tam wzorcowe gospodarstwo. Tutaj mieszkała ze swoją wierną damą dworu, panną v. Röder, będącą inkarnacją kobiecej łagodności i dobroci serca. Z okien gabinetu, urządzonego z najwyższym wyczuciem koloru w sposób jak najbardziej przytulny, roztaczał się widok na jezioro otoczone wysokimi drzewami, a kury i krowy folwarku dopełniały ten wiejski sielankowy obraz. Tak oto znalazła wreszcie stałą siedzibę, całkowicie według własnego gustu, z dala od zgiełku ulicy, a jednak znów blisko Nowego Pałacu, tak że często mogła przyjmować wizyty siostry, siostrzeńców i siostrzenic, których czule kochała i w których rozwój żywo się angażowała. – W latach, gdy kierowałem berlińskim Gabinetem Miedziorytów (1905-1908), często bywałem z żoną w Bornstedt i omawialiśmy wtedy kwestie artystyczne lub literackie, które wisiały w powietrzu, umawialiśmy się na wspólne wizyty w berlińskich salonach sztuki, na Wystawę Angielską itd. Pewnego razu odbyto nawet pielgrzymkę do grobu hrabiego von der Mark w kościele Dorotheenstädtische, tego arcydzieła Gottfrieda Schadowa, które w samym sercu miasta, nieznane berlińczykom, wiedzie żywot śpiącej królewny, chociaż pod względem artystycznym znacznie przewyższa całą berlińską plastykę na ulicach i placach (wliczając w to Tiergarten).
Podczas wizyty wielkiej księżnej Marii z Meklemburgii-Schwerinu w zamku Steinfeld księżniczka po wielu latach zobaczyła swoją najlepszą przyjaciółkę: Amélie von Bülow, której talent postrzegania w czasie długiej rozłąki rozwinął się niezależnie w tym samym kierunku. W tamtych drezdeńskich dniach obie przyjaciółki nazywały się „Hugin” i „Munin”, na cześć kruków Odyna, i na pamiątkę tamtych czasów księżniczka Teodora przyjęła imię Hugin jako pseudonim dla swojej działalności literackiej.
Gdyż teraz, zmuszona przez cierpienie do zrezygnowania z rysowania i malowania, tym silniej ujawniła się u niej skłonność do opisywania tego, co widziała, słowami – prozą lub wierszem. I tutaj z pewnością tkwiły najsilniejsze korzenie jej mocy. Tutaj nie potrzebowała nauczyciela, gdyż potrafiła nadawać swoim myślom wyraz w cudownie plastyczny sposób, nawet w najbardziej ulotnych listach. Jej debiutanckie dzieło: „Wald” (Las), cztery opowiadania z własną oprawą graficzną, ukazało się w 1904 roku.
W nich [książka „Wald”] najszczęśliwiej uchwyciła ton niemieckiej baśni i pokazała się jako subtelna obserwatorka natury. Druga z nich: „Hahn Berta” (1907) zaskoczyła surowym tragizmem tematyki zaczerpniętej z życia ludu śląskiego oraz mistrzowskim opanowaniem dialektu. Nawet jeśli Frenssen, którego bardzo kochała, służył jej nieświadomie za wzór, nie było tu nic wyczytanego, lecz samo życie wyniesione z własnej, ostrej obserwacji. Znała tych biednych, dorastających w ciężkiej pracy robotników leśnych i z miłością zagłębiała się w ich sposób myślenia oraz sferę zainteresowań. W swoim trzecim i ostatnim dziele: „Durch den Nebel” (Przez mgłę, 1908), powieści przenikniętej głęboką melancholią, wystawiła piękny pomnik rodzinnej ziemi szlezwickiej i jej mieszkańcom. Podczas lektury człowiek na każdym kroku zadaje sobie pytanie: gdzie na całym świecie księżniczka miała okazję tak głęboko wniknąć w duszę ludu?
W ostatnich latach, za namową przyjaciół, planowała wydać ograniczony wybór swoich wierszy, a treść i formę omawiano w wielu listach lub przy herbacie w Bornstedt. Nie wiem, czy wydanie tomiku w wydawnictwie Groteschen Verlag jest pewne, ale chciałbym mieć taką nadzieję*).
*) W 1920 r. wiersze te ukazały się w formie książkowej z przedmową księcia Augusta Wilhelma Pruskiego.
W każdym razie wydanie to musiałoby nastąpić zgodnie z intencją autorki, która sama energicznie dążyła do wyeliminowania wszystkich niedojrzałości czy rzeczy błahych. Wiele jej wierszy charakteryzuje się nie tylko rzadką eufonią języka, ale także rytmem, który najszczęśliwiej dopasowuje się do nastroju, jaki ucieleśniają. Nie mogę sobie odmówić przytoczenia tutaj jednego z nich, które w przypływach i odpływach swoich wersów sprawia wrażenie osobistego wyznania tej niestrudzonej, pełnej nadziei, walczącej i znów wątpiącej duszy artysty:
Pogoń za chmurami,
żyć z ryzykiem,
tylko pył zdobyć
i nic nie zdziałać,
a jednak nie skarżyć się
i nigdy nie tracić ducha.
Walka bez końca,
skrzydeł rozpięcie
na ścieżkach chmur,
wieczne przeczucie,
radosny śpiew,
parcie ku słońcu –
a potem znikanie,
i oślepnięcie,
nieuchwycenie niczego,
lecz nieporzucenie
świętego dążenia –
to jest życie artysty.
Tak, jej życie było bogate w rozczarowania, ale także bogate w nadzieje, którym wczesna śmierć łagodną ręką wyznaczyła kres. Często i gęsto, gdy z ciepłem i zapałem mówiła o swoich obowiązkach i pragnieniach, dochodziło się do poznania prawdy.
... Gustav Frenssen
W tym samym czasie, gdy mieszkaliśmy w Meldorf w nowym domu, kilkakrotnie odwiedzał nas książę Henryk, brat cesarza; przyjeżdżał samochodem, co wówczas, około 1905 roku, było jeszcze rzadkością. Robił wrażenie krzepkiego marynarza i wydawał mi się człowiekiem prostolinijnym, miłym i łagodnym. Przywoził ze sobą swojego szwagra, wielkiego księcia Hesji, postawnego, przystojnego mężczyznę, będącego jeszcze w młodym wieku. Nie wiem, czy u podstaw ich wizyty leżał jakiś szczególny plan. Jeśli tak było, to zrezygnowali z niego, prawdopodobnie uznawszy, że ryzykowne byłoby wyrywanie mnie z ojczystej ziemi, w której tkwiłem zbyt głęboko całą swą istotą. Rozmowa nie należała zresztą do łatwych. Ponieważ akurat trwała wojna rosyjsko-japońska i o niej rozmawialiśmy, ze zdziwieniem zauważyłem, że książę oceniał ją czysto emocjonalnie, że tak powiem – rodzinnie. Rosja (szwagier) musiała zwyciężyć, ponieważ była krajem europejskim i chrześcijańskim, podczas gdy ja, ilekroć czytałem i słyszałem o tej wojnie, myślałem zawsze tylko o Niemczech, o skutkach dla Niemiec. To było wzruszające, jak mówił o swoim bracie, cesarzu, najwyraźniej w poczuciu, że duża część narodu jest mu niechętna, i w dążeniu do przeciwdziałania tym nastrojom na miarę swoich możliwości. Kiedy powiedział, że cesarz chce tylko tego, co słuszne, przyznałem mu rację; tak, to było moje zdanie i jest nim do dzisiaj. Gdy mówił dalej w ten sposób, milczałem. Raz przyszła jego żona z nim, piękna, poważna kobieta. Kiedy wkrótce potem dowiedziałem się z Hamburga o niebezpieczeństwie, w jakim znajdował się Maksym Gorki, poprosiłem ją, aby wstawiła się za nim u swojej siostry, rosyjskiej cesarzowej. Po ośmiu dniach odpowiedziała mi, że ma wiadomość od siostry, iż jest on bezpieczny. Dlaczego nie ponowili wizyty w kolejnych latach, nie wiem. Nigdy więcej ich nie widziałem.
W tym okresie pobytu w Meldorf pisywała do mnie czasem księżniczka Teodora, córka ostatniego księcia Szlezwika-Holsztynu, młodsza siostra naszej cesarzowej, w sprawach swoich prac literackich. Miała zapewne około trzydziestu pięciu lat i w przeciwieństwie do swoich postawnych sióstr była chorowita. Odwiedziłem ją, na jej życzenie, gdy przebywała z wizytą u swojej ciotki, żony profesora Esmarcha w Kilonii. Podczas gdy ona, młodsza, chciała rozmawiać o sprawach literackich, jej ciotka, mądra i sympatycznie złośliwa starsza pani, lubowała się w rozmowach o najróżniejszych ludziach, nie wyłączając wcale obecnych. Powiedziała na przykład: „Czy wie pan, że... (pewien wysoki duchowny) tak a tak o panu sądzi?”. Ja, unosząc mały palec, odrzekłem: „Czy wie pani, że ten człowiek, mierzony moją miarą, jest tak mały?”. Ogromne zdziwienie tak wielką pychą! Ale młodsza stanęła po mojej stronie. Na koniec starsza koniecznie chciała, abym wpisał swoje nazwisko do jej księgi pamiątkowej i nalegała, by znalazło się obok Edwarda VII. Wszędzie czuło się tę filuterną, cicho złośliwą, dolnosaksońską naturę, którą każdy kocha u drugiego. Odwiedziłem potem księżniczkę Teodorę raz w Bornstedt pod Poczdamem, gdzie mieszkała w pobliżu swojej siostry i pod jej ochroną niczym zamożna mieszczka. Pisała historię pewnej robotnicy. Poradziłem jej, aby lepiej opowiadała o ludziach sobie równych, np. o owej metodzie, którą popierał Schiller. Okazało się jednak, że zadanie to wcale jej nie pociągało; a z jej oczu i słów wyczytałem, jak szczera i prawdziwa była jej miłość do prostego ludu. Twierdziła to samo o swoich krewnych, zwłaszcza o siostrzeńcach, synach cesarskich, a ja nie miałem powodu w to wątpić. Potem powiedziała, że przyjdzie jej siostra, cesarzowa, ze swoją małą córką. Odparłem, że nie chcę, aby cesarzowa ze mną rozmawiała, gdyż z pewnością byłbym kimś innym, niż ona sądzi, a obecnie piszę opowiadanie („Hilligenlei”), które ze swej natury musiałoby jej się nie spodobać. Zaprowadziła mnie więc do pokoju swojej damy dworu. Później, gdy cesarzowa już odeszła, przeszliśmy do polityki i religii; okazało się, że wobec wszystkich tych spraw tkwiła ona w wierze w autorytety, przez co pozostawała dla niej zakryta cała rzeczywistość teraźniejszości, poruszana świeżymi, chłodnymi wiatrami. Kiedy ostrożnie próbowałem wzbudzić w niej wątpliwości i domagałem się, aby w każdej kwestii, także w wierze, być człowiekiem bezzałożeniowym i kierującym się własną wolą, zauważyłem, że ją to konsternuje, a nawet dręczy. Była jak dobry statek, który zawsze pozostaje w zatoce bezpiecznego portu i nigdy w lęku nie wątpił, czy zorza poranna przyniesie sztorm nad szerokim, otwartym morzem, czy też słoneczny dzień. Zmarła niedługo potem, nie mając jeszcze czterdziestu lat, w stanie panieńskim. Oba dzieła, które zdołała ukończyć: „Hahn Berta” i „Durch den Nebel”, zdradzają niepospolity talent narracyjny.
Takie były moje relacje z domami panującymi. Po nich nastąpiło kilka, bardzo niewiele, z innymi dystyngowanymi ludźmi. Kiedy myślę o tych relacjach, nie czuję się najlepiej. Nie byłem człowiekiem światowym i nie miałem też w tym kierunku talentu; moje myśli biegły powoli i toczyły się swoim cichym, niespokojnym trybem. Byłem też – co jest zgubną namiętnością naszego szczepu, patrz: Friedrich Hebbel i Klaus Groth – ponad miarę pyszny. Za kogo ja się uważałem! Za kogoś, kto ramię w ramię mierzył się z najcięższym losem i lękami! Już wtedy wiedziałem – a wszystkie późniejsze publikacje to potwierdziły – że cała rodzina Wilhelma II, z moją rodaczką, cesarzową, na czele, składała się z ludzi o szlachetnej woli. A „najlepszą rzeczą na świecie” – mówi Kant – „jest dobra wola”. Niemniej jednak nie mogłem przemóc się, by do tych i innych, z urodzenia wysoko postawionych osób, zbliżyć się bez uprzedzeń. Budzili we mnie opór także ci, którzy z pogodnym spojrzeniem poruszali się po dworach książęcych lub w kręgach bogatego mieszczaństwa – ludzie tacy jak, by wymienić nazwiska z moich czasów, nadworny kaznodzieja Frommel czy profesor Erich Schmidt. Wszystko to, co ja, który zawsze żyłem pośród prostego ludu i wszystkimi zbuntowanymi zmysłami byłem tylko przy nim, widziałem w postaci biedy, nędzy, nieufności i goryczy; moje własne ciężkie zadłużenie od lat chłopięcych aż po czterdziesty rok życia; oraz cała ta żałosna niesprawiedliwość i opuszczenie, jakich doświadcza dziecko robotnika lub rzemieślnika, które chce i może awansować społecznie: to wszystko sprawiało, że odwracałem się od tych ludzi, a nawet czułem do nich niechęć. Myślałem zawsze: co oni wiedzą o szponach beznadziei, pod którymi jęczą miliony i które nie puszczają ani w dzień, ani w noc?! Gdzie widziałem blask i dostatnie życie lub wiedziałem o nim, tam się odwracałem. To nie była zawiść. To było poczucie zbuntowanego i gorzkiego smutku, że z całą moją wiedzą o nędzy ubóstwa nie należałem do ich istoty i życia. Przy czym taki smutek krył w sobie jednocześnie pewne poczucie satysfakcji – satysfakcji płynącej z tego, że dzięki takiej wiedzy jest się człowiekiem głębszym, bardziej świadomym i prawdziwszym, i że można być pysznym wobec dystyngowanych osób oraz ich otoczenia.
Teodora w kontekście biografii Augusty Wiktorii autorstwa Elizzy Erbstößer
Cesarzowa Augusta Wiktoria (1858-1921), żona Wilhelma II (2008)
S. 252 i nast.
W szczególny sposób Augustę Wiktorię obciążyła choroba jej matki. (Ta ostatnia) kurczowo trzymała się swoich córek i brata Hermanna (tj. Hermanna, księcia zu Hohenlohe-Langenburg 1829 – 1913). Gorączkowo szukała ochrony, pomocy i należnej jej zdaniem pozycji społecznej poprzez zakończenie wdowieństwa. Przez dłuższy czas w latach 1888 i 1889 przebywała w sanatorium Maria Grün pod Grazem, przy czym sama często stała na przeszkodzie realnej poprawie swojego stanu. Odpowiedzialny lekarz opisał jej stan w opinii przeznaczonej dla Augusty Wiktorii:
„...niezwykle żywy umysł i jeszcze żywsze uczucia. ... Nerwy, które już wcześniej były mocno dotknięte, popadły teraz w stan wysokiego stopnia osłabienia i drażliwości... Praca z nią jest bardzo trudna i delikatna ze względu na czynniki psychiczne – częściowo patologicznie wzmożone, częściowo chorobowe objawy: ogromna drażliwość, niepokój, przymus rozmyślania nad sprawami codziennymi i religijnymi, intensyfikacja życia uczuciowego kosztem logicznego myślenia...”
Augusta Wiktoria i Calma często odwiedzały matkę w Dreźnie, gdzie do śmierci żyła pod opieką lekarską. Cierpliwie znosiły wszystkie osobliwości i kaprysy matki, wciąż na nowo uspokajały personel pielęgniarski i okazywały wdzięczność, że wypełnia on swoją ciężką służbę przy chorej. Obie szanowały chorą matkę i nie wypowiadały się o niej negatywnie ani podczas choroby, ani po jej śmierci.
Córki sprawiły matce ostatnią wielką radość podróżą do Szlezwika i wizytą w Gravenstein. Stamtąd wysyłała dzieciom i krewnym pocztówki pisane drżącym, niewyraźnym pismem ołówkowym. Od sylwestra jej stan stał się beznadziejny z powodu nasilających się ataków duszności i niewydolności serca.
Augusta Wiktoria kursowała między Dreznem, Berlinem a Kronbergiem/Bad Homburgiem, wypełniając obowiązki rodzinne i zawodowe. 25 stycznia 1900 roku matka zmarła w Dreźnie; pogrzeb odbył się trzy dni później w Przemkowie. Córka i zięć opłakiwali ją – to tragizm jej życia kazał im znosić wszystkie jej dziwactwa.
Pochodziła z szanowanego rodu mediatyzowanego, nie mogła zostać cesarzową Francji, musiała przetrwać wieloletnią walkę męża o Szlezwik-Holsztyn i wreszcie ostateczną stratę.
W wieku 46 lat ta samotnie wychowująca dzieci matka spadła z pozycji księżnej na „boczny tor” jako księżna-wdowa. Choroba coraz bardziej uniemożliwiała jej prowadzenie upragnionego życia w wielkim świecie, choćby jako teściowa cesarza. Wraz z pełnoletnością syna utraciła prawo do zamieszkania i ojczyzny w Przemkowie, które odzyskała dopiero po śmierci.
...
Augusta Wiktoria oprócz śmierci matki musiała również przetrawić śmierć bardzo bliskiej jej ciotki Malio. Siostra jej ojca zmarła 3 maja 1901 roku w Kairze, podczas gdy teściowa oczekiwała na śmierć. Amalia, księżniczka Szlezwika-Holsztynu-Sonderburga-Augustenburga, urodzona w 1825 roku w Augustenburgu, w młodości z powodów wyznaniowych odrzuciła małżeństwo z królem Bawarii Maksymilianem II i jako osoba dorosła żyła w stanie panieńskim w Pau. Jako powiernica księcia i jego córek często pod nieobecność rodziców opiekowała się dziećmi, a Donę i Calmę gościła u siebie przez kilka miesięcy, aby wprowadzić je w międzynarodowe towarzystwo. Zmarła w wieku 76 lat, a Augusta Wiktoria, ze względu na chorobę teściowej, nie miała niemal spokoju ani czasu, by opłakiwać ukochaną ciotkę.
Jeszcze tragiczniejsza dla Augusty Wiktorii była choroba i śmierć jej najmłodszej siostry Teodory.
Teodora Adelajda Helena Luiza Karolina Gustawa Paulina Alicja Jenny była siódmym i najmłodszym dzieckiem pary książęcej z Augustenburga. W rodzinie nazywano ją początkowo „Baby”, a później Feo.
Gdy zmarł ojciec, miała zaledwie 5 ½ roku i od tamtej pory pozostawała pod opieką niestałej matki, wychowawczyń i życzliwych krewnych, którzy przyjmowali ją i jej guwernantkę Annę Wagemann, gdy matka przebywała na leczeniu stacjonarnym.
Anna Wagemann została zatrudniona do opieki nad dziewięcioletnią, mocno zaniedbaną Teodorą. Rozpoczynając służbę, zastała smutne, niedożywione dziecko, które przed południem musiało godzinami przebywać w milczeniu u boku matki, nieznoszącej samotności.
Pod względem organicznym Feo była zdrowa, ale nie była przyzwyczajona ani do zdrowego jedzenia – wolała majonez z homara, a nienawidziła warzyw – ani do kontaktów z rówieśnikami.
Nie potrafiła przetrawić choroby i nagłej śmierci ojca.
Matka nie potrafiła długo zagrzać miejsca; w ciągu jednego roku trzynaście razy zmieniała miejsce pobytu wraz z Feo i oczywiście guwernantką, która czasami pełniła obowiązki zastępczej damy dworu.
13 marca 1891 roku Feo została konfirmowana w Dreźnie.
Cesarzowa Fryderykowa w kodycylu do swojego testamentu zapisała Teodorze po jej śmierci własne i stałe miejsce zamieszkania w Bornstedt.
Wbrew życzeniom Augusty Wiktorii Teodora nie wyszła za mąż.
Najpóźniej od 1908 roku cierpiała na zapalenie nerwu kulszowego, które silnie ograniczyło jej sprawność ruchową. Mimo to serdecznie i z miłością uczestniczyła we wszystkich wydarzeniach rodzinnych swoich sióstr, a gdy stan zdrowia uniemożliwiał jej udział, pisała pełne empatii listy.
W kwietniu 1909 roku była zbyt słaba, by udać się do Glücksburga na ślub swojej siostrzenicy Heleny z Haraldem Duńskim. Zamiast tego siostrzenice z Glücksburga odwiedziły ją w Bornstedt.
Już w styczniu, podczas wizyty siostrzenic, z trudem poruszała lewą nogą i prawym ramieniem.
W maju 1909 roku Feo udała się przez Coburg, gdzie najstarsza siostrzenica Wiktoria Adelajda była żoną księcia Karola Edwarda, na pobyt kuracyjny do Montreux.
Ponieważ nie nastąpiła poprawa, 14 września tego samego roku udała się na leczenie do Frankfurtu.
Lekarz dr Lampe stwierdził silne niedożywienie i odpowiednio osłabione siły, a także chorobę nerwu kulszowego i nerwów obwodowych, „które uniemożliwiały chodzenie, a nawet spokojne stanie”.
Jego terapia obejmowała, oprócz poprawy odżywiania, ćwiczenia gimnastyczne, elektryczne kąpiele stóp i unikanie wzruszeń. Pobyt we Frankfurcie sprawił, że wspierana z obu stron mogła przejść krótkie odcinki, co potwierdził telegram siostrzeńca Auwiego do Calmy:
„Odwiedziłem wczoraj ciocię Feo, zastałem (sic! D.L.) ją w znacznie lepszym stanie, lekarz bardzo z niej zadowolony”.
Swoją prawdopodobnie ostatnią podróż Feo podjęła wiosną 1910 roku. Augusta Wiktoria starała się o ułatwienia dla chorej siostry: „(...) że wzruszająco dobra cesarzowa kazała dołączyć rodzaj wagonu salonowego na podróż do Frankfurtu, a stamtąd do Monachium, aby księżniczka mogła podróżować całkiem wygodnie i nie drożej, ponieważ musimy wziąć te bilety, które i tak musielibyśmy wziąć”, poinformowała pannę von Roeder 24 marca Calma. Perspektywa podróży ożywiła Feo, na początku maja przez całe dnie nie odczuwała bólu. We Frankfurcie Augusta Wiktoria spotkała się z siostrą i przekonała o dobrym nastroju Teodory, która następnie udała się z parą książęcą z Gothy do Florencji.
21 czerwca 1910 roku Feo zmarła. O pogrzeb i jego koszty, a także o zakwaterowanie wieloletniej towarzyszki von Roeder, zadbała Augusta Wiktoria, a nie brat, który był za to właściwie odpowiedzialny. „Uważam, że Günther zachowuje się coraz gorzej. ... Uważam to za skandaliczne wobec świata, gdy tak .... bogaty człowiek jak Günther tak się zachowuje”.
Pozostawione przez Teodorę wiersze trafiły do Glücksburga. Siostrzeniec August Wilhelm chciał zadbać o ich publikację.
Teodora czuła się uwięziona w swojej chorobie i łączyła swoje nastroje z obserwacjami otoczenia, w których dostrzegała paralele do samej siebie:
„Słońce jest blade, a wiatr tak mroźny,
Dni rozkoszy minęły już.
Leci tak marny motyl przez pola,
Lot jego żmudny, skrzydła jak głaz. –
Czy przegapiłeś letni swój dzień?
Ciągnie cię słońce wciąż w swoją sień?
Biedny motylu, nie odnajdziemy
naszego słońca straconego blask”.
Choroba Teodory
We wspomnieniach Anne Topham, nauczycielki języka angielskiego księżniczki Wiktorii Luizy i książąt pruskich, Teodora opisywana jest jako osoba pełna energii, która „z godną uwagi szybkością” wspinała się po stromej drabinie na strych z sianem, by podążać za swoimi podopiecznymi. Jednak w innych relacjach Teodora jest postrzegana bardzo często jako osoba chorowita i cierpiąca, leżąca w łóżku, a nawet siedząca na wózku inwalidzkim.
Jej wychowawczyni Anna Wagemann postrzega małą Teodorę jako dziecko o słabej konstytucji, zamknięte w sobie i najwyraźniej niedożywione.
Książę August Wilhelm Pruski wspomina jej „dolegliwości stóp”, które skazywały ją na „częste, przymusowe leżenie” i uniemożliwiały jej malowanie na stojąco przy sztalugach, przez co zwróciła się ku pisaniu.
Wielokrotnie Teodora miała być – według jej siostrzeńca – na etapie poszukiwania „siły i skupienia”, zmuszona do odzyskiwania „swego chwiejnego zdrowia” podczas pobytów w uzdrowiskach.
Książę: „Przyczyny tej wieloletniej choroby należy zapewne szukać w dużej mierze w następstwach nie do końca wyleczonego tyfus (infekcji wywołanej przez bakterie), który wraz z niebezpieczną zakrzepicą dotknął ją latem 1906 roku w Hochfelden”.
Już w 1906 roku znajdowała się w niebezpieczeństwie śmierci, co mocno ją naznaczyło i co przetworzyła w swoim dziele literackim. Cztery lata później, 21 czerwca 1910 roku, zmarła w tym samym miejscu.
Pojawiły się również przypuszczenia, że Teodora cierpiała na cukrzycę. Być może to połączenie obu obrazów chorobowych było przyczyną jej przedwczesnej śmierci.

Prace literackie Teodory
To, że księżniczki, a nawet królowe, publikują dzieła literackie, nie jest w literaturze międzynarodowej, a zwłaszcza niemieckojęzycznej, niczym wyjątkowym.
Niemal zapomniane są Marie Louise Wilhelmine Księżna zu Wied-Neuwied, urodzona hrabina Sayn-Wittgenstein (1747–1823), poetka i tłumaczka z języka francuskiego i angielskiego, Eleonore Księżna Reuß (1835–1903), autorka noworocznej pieśni „Das Jahr geht still zu Ende, nun sei auch still mein Herz…”, oraz Mechtilde Księżna Lichnowsky, urodzona hrabina von Arco-Zinneberg (1879–1958), dramatopisarka i autorka dzienników.
Jako czwartą należy tu przypomnieć Carmen Sylvę (1843–1916):
Urodzona w 1843 r. w zamku Monrepos pod Neuwied nad Renem jako księżna zu Wied, od 1869 r. zamężna z księciem Karolem Eitelem Friedrichem z Hohenzollernów, od 1881 r. królowa Rumunii, pod pseudonimem „Carmen Sylva” („Pieśń lasu”) opublikowała liczne dzieła literackie, w tym wiersze, opowiadania, sztuki teatralne i powieści.
„Kiedy wychodziłam za mąż, miałam już napisany cały tom wierszy i próbowałam wszystkiego: dramatu i noweli (...) Dopiero gdy miałam trzydzieści pięć lat, dałam to po raz pierwszy do druku, ponieważ ludzie odpisywali ode mnie tak długie rzeczy, że chciałam zaoszczędzić im trudu i to uprościć” – czytamy w biografii króla Karola i królowej Elżbiety autorstwa Paula Lindenberga.
Najbardziej znane są jej „Baśnie Pelesz” („Pelesch-Märchen” – Pelesch to nazwa zamku, w którym mieszkali Karol i Elżbieta). Jako Carmen Sylva tłumaczyła również z języka rumuńskiego i była aktywna społecznie. Zakładała szkoły i szpitale, szczególnie wspierała rzemiosło artystyczne i pomogła odzyskać znaczenie rumuńskiemu haftowi – sama ubierała się w rumuńskie stroje haftowane.

Dopiero po muzyce i malarstwie Teodora późno dotarła do własnych prac literackich. W roku 1904, w trzydziestym roku życia, opublikowała swoje pierwsze opowiadanie „Wald” (Las), następnie w 1907 r. „Hahn Berta”, a rok później „Durch den Nebel” (Przez mgłę). Jej wiersze (1912) zostały wydane pośmiertnie.
Jako pseudonim Teodora wybrała nazwisko „F. Hugin”. Skrót „F.” oznacza Teodorę (Feodorę). „Hugin” i „Munin” to w mitologii germańskiej kruki Odyna, germańskiego ojca bogów. Teodora zdecydowała się na „Hugin”, gdyż zapewne wiedziała, że słowo „Hugin” pochodzi od staronordyckiego „hugi” oznaczającego „myśl, sens”. W innym miejscu – we wspomnieniach Anny Wagemann – podane jest inne uzasadnienie wyboru pseudonimu „F. Hugin”.
W wielkich opracowaniach historii literatury niemieckiej rzadziej znajduje się jej nazwisko. W poczytnym opracowaniu „Die Deutsche Dichtung der Gegenwart” (Niemiecka poezja współczesna) Adolfa Bartelsa, opublikowanym w 1910 r., pojawia się jednak wskazówka: „Dzięki swemu szczeremu stosunkowi do natury wyróżnia się dama pisząca pod pseudonimem F. Hugin, która urodziła się 3 lipca 1874 r. w Przemkowie na Śląsku i mieszka w Bornstedt pod Poczdamem. Jest (ona)(...) w kreowaniu postaci ludzkich naturalniejsza i konsekwentniejsza niż (szeroko czytany autor) Frenssen...”
Dzieła Teodory w szczegółach
Las (Wald), cztery opowiadania z własną oprawą graficzną
Opublikowane w wydawnictwie Martin Warneck, Berlin (1904)
Pierwsza publikacja
Cztery opowiadania noszą tytuły: Las jodłowy (Tannenwald), Las bukowy (Buchenwald), Las górski (Bergwald) i Las sosnowy (Kiefernwald).
W pierwszym opowiadaniu pt. „Las jodłowy”, opatrzonym podtytułem „Baśń”, zmodyfikowano motyw „Śpiącej Królewny”. Śpiąca Królewna jako dziecko i księżniczka wychodzi nocą z białego zamku ojca do lasu i doświadcza natury. Może rozmawiać ze zwierzętami, ale one nie chcą pozwolić jej wrócić do domu ojca. Śpiewa swoją małą bożonarodzeniową pieśń i zostaje odnaleziona przez ojca, który zabiera ją do siebie.
W gruncie rzeczy przesłanie tej baśni należy rozumieć jako więź człowieka z naturą: „Kto jednak chce znaleźć biały zamek, tam gdzie szumi woda i śpiewa Śpiąca Królewna, ten musi przeciągnąć złoty promień słońca między pniami drzew. Musi on kochać wszystkie zwierzęta w lesie, drzewa, zioła i grzyby tak bardzo, jak kocha je Śpiąca Królewna – inaczej nie znajdzie wstępu do świętej krainy, gdzie panuje dobry Król i brzmią pieśni Śpiącej Królewny”. (S. 33)
W drugim opowiadaniu pt. „Las bukowy” bohaterem jest Asmus Erichsen, trzynastoletni chłopiec z północnych Niemiec, którego ojciec pracuje w gospodarstwie pewnego szlachcica. Kiedy Asmus dorasta, ojciec proponuje, by zabrać chłopca do miasta – najwyraźniej do Berlina.
Berlin jest postrzegany przez Asmusa jako wrogie życiu zagrożenie: „I wtedy wyszli na ulicę. – Zmierzchało się, a na mokrym od deszczu asfalcie odbijały się światła uliczne. – Przejeżdżały z łoskotem dorożki. – Śmigały elektryczne tramwaje. – Obok potężnych omnibusów kroczyło kilka olbrzymich kolumn (...) – I znowu ludzie – rzesze ludzi – na czoło chłopca występuje pot gruby ze strachu”. (S. 51)
Stajnia – „między oficynami” – staje się nowym miejscem pracy Asmusa. Gdy inni pracownicy stajni i stangret go przedrzeźniają, chowają mu wypłatę i twierdzą, że nie wolno mu jechać do domu, ten uderza i próbuje uciekać. U boku starego lekarza Asmus – poturbowany psychicznie – może wyzdrowieć w „pobielonej wapnem chacie pod strzechą”. Tutaj, w swoim znanym środowisku, Asmus wraca całkowicie do zdrowia.
W trzecim opowiadaniu pt. „Las górski” – również będącym baśnią – opisano historię „dziecka elfów” (Albenkind) – istoty, która może żyć tylko w lodzie i śniegu, a wiosną przemienia się w pierwiosnek.
W ostatnim, czwartym opowiadaniu pt. „Las sosnowy” chłopiec o imieniu Hermann – „ten wiecznie brzydki chłopak, głupi chłopak, bezużyteczny chłopak” – jak sam siebie nazywa – syn biednego rolnika małorolnego na Śląsku, którego sąsiedzi wyśmiewali i odrzucali, ratuje córkę sąsiada z płomieni jej płonącego domu rodzinnego i staje się bohaterem. Hermann umiera w wyniku ciężkich obrażeń.
Hahn Berta (Berta Hahn), opowiadanie
Opublikowane w księgarni wydawniczej G. Grote, Berlin (1907)
Portret silnej kobiety
Akcja opowiadania „Hahn Berta” osadzona jest w lasach śląskich; jej bohaterowie mówią śląską gwarą. „Fuchsgraben” to nazwa wioski, w której Berta, córka zagrodnika Hahna, wraz z ojcem, matką i bratem Augustem prowadzi twarde i pełne wyrzeczeń życie. „Heidersdorf” to nazwa sąsiedniej miejscowości.
„Było coś dzikiego w tej dziewczynie” (S. 15), „Miała w sobie coś tak silnego, twardego” (S. 16), co zauważają inne dziewczęta w wiosce, a właściwie wszyscy ludzie, z którymi ma do czynienia. Walter Stilke, syn zagrodnika z sąsiedztwa, stara się o względy Berty. Potężny pożar lasu, który wymaga wszystkich sił ojca Hahna i Berty, zmienia naturę ojca; od tego czasu ma on „tępe spojrzenie” (S. 41). „Ale ojciec również nie śmiał się już od czasu pożaru”. (S. 48)
Berta również się zmieniła. Gdy ojciec Hahn zostaje schwytany na kłusownictwie w lesie, strzela do leśniczego i trafia do więzienia. Berta gardzi nim za to: „Nie wiedziała, co się w nim dzieje. Czuła jedynie głupi, twardy śmiech, gdy myślała o sobie lub ojcu. To, co uważała za stałe i nienaruszalne, spotkało się z pogardą ze strony tego, który był dla niej najsilniejszy i najlepszy wśród ludzi”. (S. 70) Ponieważ ojciec siedzi w więzieniu, pole nie może być zaorane. Wtedy Walter Stilke proponuje pomoc w każdą niedzielę i w każdej wolnej chwili. Berta, pod wrażeniem jego uczynności i energicznej pomocy, zgadza się wyjść za niego za mąż.
Ojciec Hahn umiera w więzieniu i podobno wyraził przekonanie, że to Berta jest winna jego śmierci. Po ślubie z Walterem Stilkem sytuacja zdaje się poprawiać: „Gdy zaczęły się ciężkie wiosenne prace, a Berta z mężem przebywała na polach od rana do późnego wieczora, na jej policzki powrócił świeży kolor, a w jej oczach pojawił się stały, radosny blask”. (S. 100) Berta uzgodniła z bratem, że przejmie gospodarstwo i spłaci go. Od wczesnego rana do późnego wieczora rozmyśla o tym, jak może zarządzać pieniędzmi dla brata, pracuje tak ciężko, że „krople potu stawały jej na czole”. (S. 105)
Po śmierci matki Berta rodzi chłopca, któremu nadaje imię Hans. Walter Stilke przepija pieniądze, które otrzymał za cielę na targu. Berta mu wybacza, bo zapewnia ją: „...to się już nigdy nie powtórzy”. (S. 115) Pieniądze dla brata nie zostają zebrane, a Walter nie raz nie dotrzymał obietnicy (S. 122). Koń musi zostać sprzedany. Obraz Waltera w oczach Berty zmienia się: „Nieświadomie w jej duszy żył stały wyrzut, że ten człowiek nie był dla niej silnym oparciem, którego pragnęła”. (S. 124)
Berta towarzyszy mężowi na dożynkach w karczmie, podczas których dochodzi do bójki. Berta już nigdy więcej nie chce wejść do karczmy; Walter nie chce jednak rezygnować z towarzystwa i coraz częściej wraca do domu pijany. Brat Berty, August, zdał egzamin mistrzowski i chce się ożenić. Berta nie może zebrać należnych mu pieniędzy. Gospodarstwo i krowa zostają sprzedane, a w drodze jest drugie dziecko, które ma otrzymać imię Karl. Walter pracuje nieregularnie, ale „Berta szła do pracy jak zwierzę pociągowe”. (S. 127)
Była człowiekiem bez wieczornego odpoczynku i niedzieli.” (s. 142)
Walter pożycza pieniądze i nie może ich spłacić. Dochodzi do licytacji „inwentarza i sprzętów domowych” (s. 146). Trzecie dziecko jest w drodze.
Berta i Walter zostają „wyrobnikami”, po tym jak stracili swój majątek, i przez cały dzień pracują w lesie. Rodzi się trzecie dziecko, dziewczynka.
Mąż Berty, Walter Stilke, „wraz z zagrodą stracił poczucie własnej wartości.” (s. 158)
W międzyczasie Walter nawiązuje romans z inną kobietą i ma z nią dziecko. Rozmyśla nad swoją sytuacją: „Niesławy – hańby by nie zniosła, a on przecież wciąż piętrzył nową hańbę na nią.” (s. 173)
Walter ginie w wypadku w lesie. Nie udaje mu się uniknąć spadającego drzewa (s. 185). Berta zyskuje „odwagę, by wziąć życie na własne barki i zacząć działać” (s. 191).
Brat oferuje Bercie, by zamieszkała z trójką dzieci w jego domu, ale Berta odmawia.
„Berta Hahn patrzyła prosto przed siebie. – Nie chciała zerkać na boki i lękać się nędzy. Czarna nędza wciąż czyhała przy drodze. Ale swoimi dwiema silnymi pięściami stała się jej panią. Dla swoich bliskich chciała stworzyć przestrzeń do oddechu. Jej dzieci nie miały zostać ujarzmione przez czarną nędzę. Chciała się bronić i nadal.” (...) „Ale nie została złamana...” (s. 203)
Przez mgłę (Durch den Nebel), Powieść
Opublikowana w G. Groteschen Verlagsbuchhandlung Berlin (1908)
Powieść rybacka
W serii: „Grote’sche Sammlung von Werken zeitgenössischer Schriftsteller” powieść „Przez mgłę” ukazała się jako 94. tom w 1908 roku. Rysunki tytułowe i na okładce są autorstwa Heinricha Vogelera z Worpswede.
Powieść opatrzona jest dedykacją:
„Pamięci mojego ojca”. Chodzi o Fryderyka VIII, księcia Szlezwika-Holsztynu-Sonderburga-Augustenburga (1829–1880).
Lars Asmussen, syn Christiana Asmussena, życzliwego człowieka, i jego żony Stiny, poważnej i lękliwej, dorasta w małym gospodarstwie na wybrzeżu Holsztynu. Brat i siostra już zmarli.
Lars – będąc ledwie w wieku szkolnym – zostaje posłany do szkoły, ale nie bierze właściwego udziału w lekcjach. Ciągnie go na łono natury. Ojciec umiera przedwcześnie na skutek udaru „w upojeniu”, zapewne także z żalu z powodu zbiorów zboża, które z powodu złej pogody zgniły na polu.
Ponieważ gospodarstwo jest zadłużone, matka i syn muszą przeprowadzić się do domu dziadka, „tuż przy plaży” (s. 18). Dziadek, Klaas Klaaßen, ojciec matki Stiny, jest małomównym człowiekiem, do którego Lars nabiera zaufania.
Klaas kupił sobie harmonium i sam nauczył się grać. Matka i syn lubią, gdy dziadek na nim gra.
Czasami dziadek zabiera wnuka ze sobą na morze. Lars „ledwie ośmielał się oddychać i nie wypowiedział ani jednego słowa. Ale była w nim radość i radosny zachwyt.” (s. 22)
Lars zaprzyjaźnia się z synem rybaka Peterem Lassenem, który często go odwiedza.
Kupiec Asmussen, brat ojca Larsa, zabiera Larsa ze sobą do swojego „wysokiego domu ze śmierdzącym sklepem”, do swojej żony Henriette i ich wspólnej córki Miete. Mieszkają teraz w większej wiosce.
W wieku dwunastu lat zostaje umieszczony u rodziny urzędniczej w mieście, aby uczęszczać do wyższej szkoły. Z Jakobem Lindem, swoim współlokatorem, Lars zawiera przyjaźń. Uczęszczają do klasy piątej (Quinta) miejskiego gimnazjum.
Z innym przyjacielem, Hansem Todtsenem, który mieszka w tej samej kwaterze, oraz z Jakobem Lars i Peter Lassen wybierają się na wyprawę łodzią. Gdy Hans Todtsen wpada do wody podczas burzy, Peter Lassen wyciąga chłopca z toni.
Po konfirmacji drogi przyjaciół się rozchodzą. Hans Todtsen chce studiować na politechnice, Jakob wybiera teologię, a Lars mógłby pracować w redakcji gazety reprezentującej sprawę duńską. Lars odmawia przyjęcia tej oferty, w czym wspiera go dziadek. Ponieważ dziadek i matka nie chcą, aby został marynarzem, Peter Lassen i Lars Fischer chcą wypłynąć własną łodzią, należącą do każdego z nich w równych częściach.
Wkrótce udaje się Larsowi zbudować dzielną łódź i czuje boleśnie, że jako szkutnik mógłby do czegoś dojść. Na takie wykształcenie brak jednak potrzebnych pieniędzy.
W rozmowie z dziadkiem Asmussenem wspomniani zostają rybacy z Wanbyll, którzy „trzymają się razem i chcą kiedyś odmienić cały świat, to przecież piękne” (s. 84).
Peter Lassen wybrał sobie na narzeczoną Dorę Nielsen, córkę zmarłego nagle kilka miesięcy wcześniej pracownika cegielni, który przeforsował się zbyt ciężkim ładunkiem kamieni.
Lars musi udać się do wielkiego miasta, aby odbyć służbę wojskową. Tutaj jego były kolega szkolny Hans Todtsen oferuje mu pracę stoczniowca z możliwością awansu zawodowego. Lars odmawia, ponieważ nie mógłby wtedy wspierać swojej rodziny.
Podczas wizyty u cioci Jette i wujka Gusta spotyka ponownie Miete. W domu tym Trina Lassen jest zatrudniona jako służąca.
W pewną sztormową noc udaje się Larsowi uratować przed utonięciem dziadka Nissena, ojca kolegi z pracy Kordsa, który jest niepełnosprawny z powodu paraliżu.
Lars prosi wujka o rękę Miete, ale dziewczyna i jej rodzice odrzucają stan rybacki jako zbyt niski.
W ważnej rozmowie ze swoim byłym kolegą szkolnym Jakobem Lindem, który z braku pieniędzy nie mógł studiować teologii i dlatego przebywał w seminarium nauczycielskim, poruszony zostaje temat przełomu wieków:
„W tym czasie rozmawiał on zapewne z Jakobem o swojej złości na przymus, który zewsząd napierał na małego człowieka i osaczał go tak, że w swoim niepokoju nie wiedział już, dokąd się udać.
«Tak», powiedział Jakob, «nawet jeśli są syci i mają co jeść, nie zaznają spokoju, a u nas część walki dopiero się zaczyna. Ale to też znów jest piękne, Lars, takie parcie i stawanie się. I w naszych czasach właśnie 'stawanie się' jest największym słowem. Powinieneś to tylko usłyszeć, Lars, na uniwersytetach i wszędzie, gdzie ludzie są rozbudzeni i żywi. – To jest ruch naprzód. W sztuce przecierają nowe szlaki, a w nauce wieje rześki powiew. Nazywa się to również 'wiekiem dziecka', ponieważ tak wiele myśli i trosk o nadchodzące pokolenie chyba nigdy wcześniej nie było. I wiesz, Lars, robotnik, on też jest jak dziecko; do niego należy przyszłość, dlatego to jest właśnie teraz jego wiek».”
„Tak, to zapewne piękny czas, Jakob”, powiedział Lars i patrzył przed siebie. „Ale właśnie dlatego chciałoby się też samemu przyłożyć rękę.” (s. 151-152)
Peter Lassen ożenił się z Dorą, a Lars ożenił się z Triną; Miete została z jego wnętrza „wyrwana” (s. 180).
Z Kordsem, Peterem Lassenem i Christenem Matthiesem, który ma duszę duńską, Lars wypływa w wyjące jesienne sztormy. Do wiosny zarobił tyle pieniędzy, że może kupić kawałek ziemi pod ziemniaki za domem.
Gdy umiera jego dziadek, Lars nawiązuje ponownie kontakt ze swoim byłym kolegą szkolnym Jakobem Lindem, który został nauczycielem. W jego domu mieszka również Karen, do której Lars żywi szczególne uczucie.
Trina zapada na tyfus i zostaje skierowana do krajowego zakładu dla obłąkanych na leczenie. Ponieważ po powrocie wciąż zachowuje się dziwnie, matka Triny wprowadza się do domu Larsa.
Lars widzi swoją sytuację bardzo krytycznie: „Wszystko jest po prostu zupełnie błędne”, powiedział. „Powinienem był wziąć się do roboty i iść własną drogą, nie oglądając się na innych. Co możecie mi teraz pomóc! Gdybym poszedł do stoczni, to może doszedłbym teraz do czegoś konkretnego. Tak oto cała radość została ze mnie wkrótce wyciśnięta i do niczego się już nie nadaję!” (s. 202)
Gdy załatwia sprawunki w sklepie w osadzie, spotyka Karen, z którą idzie do Lindów. Po drodze zbliżają się do siebie. On walczy ze sobą. Jako żonaty mężczyzna nie może związać się z Karen; czuje jednak do niej coś więcej niż tylko przyjaźń.
„Wciąż jeszcze był wolnym człowiekiem i chciał mocno chwycić życie. Tylko jednego nie potrafił: zostawić Karen.” (s. 212)
Lars staje się coraz bardziej niezadowolony i zaczyna pić z innymi w karczmie.
Karen czuje litość i sympatię do Triny, która po chorobie jest na drodze do wyzdrowienia.
„W braniu się do pracy tkwi uzdrawiająca moc. Człowiek swoim świeżym czynem przegania mgłę przed sobą, tak że nie leży już ona przed jego oczami niczym mętna ściana.” (s. 237)
Lars i Karen postanawiają, że nie będą już ze sobą.
Rybacy, za radą Larsa, tworzą kooperatywę i kupują parowiec, aby dostarczać ryby bezpośrednio na rynek. Nowe stowarzyszenie rybackie robi dobre interesy, autorytet Larsa wciąż rośnie. „Tak, to było kilka dobrych lat dla Larsa Asmussena.” (s. 264)
Dochodzi do sporu z Kordsem i Trollsenem o wykorzystanie parowca, gdyż w cieple połów utrzymuje się tylko przez krótki czas, a parowiec nie może być wszędzie w tym samym momencie. Parowiec musi zostać sprzedany z wielkimi stratami. Rybacy oraz Lars i Peter „pogrążyli się w ciężkich troskach”. (s. 274)
Podczas zimowego połowu Lars wyślizguje się na oblodzonych deskach i wypada za burtę. Zostaje wciągnięty do łodzi martwy. Na pogrzebie pan Asmussen skarży się: „Tyle nadziei – i wszystko na próżno – wszystko na próżno. – Taki koniec.” Peter jednak odpowiada: „Nie, panie Asmussen, to pan jeszcze zobaczy. Na próżno to nie mogło być.” (s. 286/7) Karen czuje to samo.
Wiersze Teodory, księżniczki Szlezwika-Holsztynu (F. Hugin)
Wydane z pośmiertnej spuścizny
Opublikowane w wydawnictwie G. Grote, Berlin (1910)
Przedstawienie i interpretacja
Wiersze Feodory zostały opublikowane w wydawnictwie G. Grote w Berlinie dopiero po jej śmierci. Imię lub imiona wydawców nie są wymienione. Wiemy jednak, że jej siostrzeniec, książę August Wilhelm, miał duży udział w tej publikacji.
Kartkujemy zbiór, podzielony na „Pierwszą księgę”, „Drugą księgę” i „Trzecią księgę” wierszy. Stosunkowo wiele z nich zostało włączonych do zbioru z jej spuścizny po śmierci.
W „Pierwszej księdze” oddane są nastroje dotyczące przebiegu dnia i roku, ale także jej „domu ojcowskiego”: opisuje zamek Gravenstein w południowej Danii, do którego kilkakrotnie podróżowała:
Mój dom ojcowski
Pomiędzy szepczącymi lasami bukowymi,
pomiędzy falującymi polami zbóż,
pomiędzy jeziorami, tymi skrytymi, czystymi. –
Dzikie kaczki mieszkają w szuwarach stadami, –
Leży on – ten biały zamek. –
Białe łabędzie przepływają obok.
Białe mewy latają nad nim.
Białe chmury rosną w błękicie,
głęboko w wodę chcą one patrzeć –
pozdrawiają stary zamek.
Teodora wielokrotnie łączyła te nastroje i uczucia z łabędziem. Jest on dla niej najwyraźniej symbolem wolnego i nieograniczonego ruchu. Ponieważ z powodu etapów choroby była niemal nieruchomo przykuta do łóżka, jej obrazy łabędzi i odczucia z nimi związane mogą być interpretowane jako pragnienia i nadzieje na przezwyciężenie tego stanu.
Niemal bez osłony opisuje swój stan w wierszu „Sokół”:
Tam siedzi on, więzień,
przestworzy dumny pan,
wokół zaciśniętego szpona
pęto, ciasne i ciężkie.
Niewymownie pali tęsknota
w jego dumnym spojrzeniu,
jak gdyby miał spalić
swój nędzny los...
Ja też jestem mocno spętana
i spoglądam z tęsknotą w górę,
o pozwól mi raz unieść się
z tobą, w wolnym locie!
W części zatytułowanej „Druga księga” poruszane są najróżniejsze tematy i nastroje: „Wieczór w górach”, „Magia wyżyn”, „Cisza” i inne.
Jej motyw przewodni – bycie spętaną przez chorobę i pragnienie pokonania tego – powtarza się w tym tomie wierszy:
Krzyk!
Przytulona do ciepłego zbocza wrzosowiska,
kołysana przez wiatr w sosnach,
podsłuchiwałam szeptu słońca za pniem,
i szumu przelatującego głuszca.
Chciałabym jak lis mknąć przez gęstwinę leśną,
przed każdym ludzkim głosem uciekać w mrok
i głęboko w istotę chłonąć wszerz i wzdłuż
wokół siły i wspaniałość
i nie być przykutą do jednolitości,
wolna jak myszołów szybować, radosna i wolna!
Także w „Trzeciej księdze” przeważają ciemne tony i nastroje. Wyraźnie widać to w powstałych bardzo późno wierszach „W ciężkiej chorobie” i „Po ciężkiej chorobie”. W tym ostatnim przeważa ton rezygnacji, gdyż śmierć była już blisko:
Słońce jest blade, a wiatr tak mroźny,
Dni rozkoszy minęły już.
Leci tak marny motyl przez pola,
żmudny lot, skrzydła jak głaz! –
Czy przegapiłeś letni swój dzień?
Wciąż jeszcze do słońca tęsknie mkniesz?
Biedny motylu, nie odnajdziemy
naszego słońca straconego blask.
O jakości jej wierszy można dyskutować: niektórzy zostaną przez nie urzeczeni, zwłaszcza że najwyraźniej udaje jej się przemówić do duszy i umysłu w szczególny sposób u tych, którzy poznali smutek, żałobę i melancholię w jej własnej biografii. Inni uznają jej wiersze za przesadzone i „nieaktualne”, niemniej jednak nie można zaprzeczyć pewnej ich emanacji.
Z przedmowy (A. Wilhelma, księcia Prus i in.):
(Jej wiersze:) „Tak wiele tam napisano, o czym nie wspomniałaby światu. Była zbyt dumna i dzielna, by rozglądać się za pomocnikami, którzy mogliby unieść za nią ciężar życia. Tak oto jedna z jej ostatnich pieśni, która ze względu na nastroje należy do jej najpiękniejszych, głosi nam:
Gdy białe łabędzie cierpienie niosą,
niech słońcu o tym nie powiedzą,
głęboko ranę niesie ptak w sitowie.
I ku najgłębszym cieniom leśnym
ciągnie jeleń – i ucieka z jasnych polan,
stado nie powinno widzieć jego męki.
Czy człowiek musi więc znosić współczucie?
Czy nie może uciec przed swą skargą?
Czy nie ma już dla niego mroku leśnego?
Owszem, – płaszcz radości może go okryć,
a jego śmiech ma uciszyć skargi,
jak w leśnej nocy jest on sam.
To taka myśl prosto z jej serca. Nie pokazywać bólu innym, rozpraszać wzbierające skargi uśmiechem. Czy to nie hart ducha, godny bycia dla nas wzorem?
Wbrew wszelkim cierpieniom zachowała nie tylko odwagę do życia, pozostała w niej również tęsknota, by wrócić do życia w pełnym zdrowiu.
Kiedy tego lata wróciła z północnych Włoch, dokąd udała się w towarzystwie pary książęcej z Gothy, z którą łączyły ją więzi pokrewieństwa i przyjaźni, nie mogła powstrzymać się od odwiedzenia swojego ukochanego Schwarzwaldu.
Tak jak co roku, zatrzymała się u swych zacnych, wiernych przyjaciół w Hochfelden. Jednym z jej ostatnich wypowiedzianych tam zdań było: „Tutaj cztery lata temu zachorowałam, tutaj też wyzdrowieję”. Nie dane jej było jednak wyzdrowieć do życia na tej ziemi, o której w jednym z jej wierszy czytamy:
Ciebie, ziemio, kocham od krańca do krańca,
ty, kochana ziemio, niesiesz moją ojczyznę.
Powróciła do innej ojczyzny.
Spoglądając wstecz na to bogate w walki i błogosławieństwa ludzkie życie, możemy podsumować jego treść słowami kończącymi książkę „Przez mgłę”:
„To nie było na próżno, wszystko, zupełnie wszystko, z całą pewnością”.
Z ogólnej liczby 84 wierszy, poniżej przedstawiamy kolejne przykłady w wyborze.
Z „Trzeciej księgi”:
Śpiący zamek
Zamek oczy swe zamknął,
W oparach wspomnień tonie.
Milczy wiatr w przestworzach,
Gdzie obłok nieruchomy płonie.
Cisza spływa z nieba,
Zaczarowane liście na drzewie.
Spogląda w bezgłośnym spokoju
Biało lśniący kwiat w marzeniu.
A nad ciemną tonią wody
Głosy wspomnień płyną w cieniu,
Tak cicho z oddali lasu,
Jak ptaka wieczorna pieśń w ukojeniu.
O śpij – śpijże dalej,
Wspomnień twych wieczny druh,
Otulony swym lasem,
Biały, kochany zamek – duch.
Ptak drapieżny
Skąpany w złocistych przestworzach,
nieopisanych błękitnych woniach –
kołysząc się
i tuląc
do mamiących podmuchów.
Wznosząc się
i prąc
w lśniące wyżyny.
Daleko ponad krainami,
mija chmury zwycięsko białe. –
Bez granic, wielka jak światy
żyje w sercu twym żądza.
Wahania, cierpienie leży tak daleko
w dolinach i z dala od twojej piersi.
Obcy łzom, złocisty blask,
ku słońcu bezkresny trud
to twój wzrok.
Najwyższe szczęście:
Najdalsze wyżyny.
Nieś moje serce ku słońcu,
gdzie wieją twoje wiatry!
Teodora jako patronka czekolady „Feodora”
Z okazji 150-lecia parafii Potsdam-Bornstedt opublikowano niedawno księgę pamiątkową autorstwa Williego Hanke (zob. bibliografia), w której opisany jest okres urzędowania trzeciego proboszcza w Bornstedt, Johannesa Simona (1895–1910). Od 1 listopada 1892 roku proboszcz Simon był żonaty z Elsbeth Meyer, córką właściciela fabryki Friedricha Hugo Meyera z Tangermünde.
Z „Podręcznego słownika kupca, Leksykonu handlu i przemysłu”, t. 5, (1927) czerpiemy następującą informację:
„Tangermünde, pruskie miasto u ujścia rzeki Tanger do Łaby, powiat Stendal, rejencja Magdeburg, prowincja Saksonia. 1 odlewnia żelaza i fabryka maszyn, 1 fabryka chemiczna, 1 rafineria cukru, fabryka czekolady, konserw, dżemów, płatków ziemniaczanych, 1 fabryka puszek blaszanych, 1 stocznia rzeczna, tartaki. 13 123 mieszkańców”.
Założona w 1825 roku przez Friedricha Theodora Meyera z sześcioma robotnikami, rafineria cukru w Tangermünde stała się najstarszym tego rodzaju niemieckim zakładem w XIX wieku i jedną z największych fabryk w Rzeszy Niemieckiej. Produkcja początkowo opierała się na cukrze trzcinowym z Kuby, ale od 1849 roku używano również cukru buraczanego z produktów regionu. Senior przekazał firmę swoim dwóm synom, Friedrichowi Theodorowi i Friedrichowi Hugo, którzy znacznie rozbudowali fabrykę. Ich synowie, Friedrich Theodor i Hermann, założyli w 1903 roku fabrykę dżemów i konserw owocowych, a w 1904 roku fabrykę czekolady w pobliżu cukrowni.
Od 1910 roku produkowano tutaj czekoladę „FEODORA”, a także czekoladę „Falter” oraz inne marki („Eskimo”, „Rolly-Molly”, „Lorenza”, „Altmärker Schokolade”, „Altmärker Kakao”, „Frisia-Schokolade”, „Frisia-Kakao”).
To właśnie szczególna bliskość proboszcza z Bornstedt, Johannesa Simona, do cesarzowej Augusty Wiktorii i cesarza Wilhelma oraz ich rodziny, rezydującej w pobliskim Nowym Pałacu, ma istotne znaczenie dla historii powstania czekolady FEODORA. Mieszkająca we dworze Bornstedt księżniczka Teodora była dobrze znana proboszczowi i jego żonie, a kontakty te pielęgnowano – oczywiście z zachowaniem i akceptacją społecznego dystansu.
Pod nagłówkiem „Wspomnienia o Teodorze” Willi Hanke przytacza wspomnienia córki proboszcza Simona, która dobrze pamiętała wydarzenia z roku 1910:
„Wkrótce po jej – tj. księżniczki Teodory – śmierci, pewnego dnia przyjechał do nas brat mojej matki, wujek Hermann (Meyer) z Tangermünde, który zarządzał fabryką czekolady, i oświadczył, że opracował (...) zupełnie nową czekoladę, szczególnie wykwintną. Szukał dla niej dobrej nazwy i pytał, czy moi rodzice – proboszcz Simon i jego żona – dzięki swoim kontaktom z dworem mogliby uzyskać dla niego pozwolenie na nazwanie tej czekolady „Feodora”. Mój ojciec napisał do gabinetu cesarzowej”.
Pod warunkiem, że ona, cesarzowa, wybierze opakowanie, Augusta Wiktoria wyraziła zgodę. Kolor oraz rozmieszczenie podpisu, herbu Szlezwika-Holsztynu-Sonderburga-Augustenburga i skrzyżowanych liter F cesarzowa wybrała osobiście spośród różnych projektów.
(Według informacji Tajnego Archiwum Państwowego w Berlinie, które zarządza również przetrzebionymi w wyniku działań wojennych zasobami brandenbursko-pruskiego archiwum rodowego, niestety nie jest już możliwe odnalezienie w aktach dowodu na to wydarzenie).
Córka proboszcza Simona wspomina: „Skrzyżowane litery F księżniczka miała na swoich sztućcach i na porcelanie. Podpis znajduje się pod jej fotografią, którą podarowała mojej matce. Na jarmarku bożonarodzeniowym w Poczdamie cesarzowa osobiście sprzedawała wówczas czekoladę FEODORA”. (Wyróżnienie D.L.)
Wielokrotnie zadawano pytanie, czy w ogóle istnieje uprawnienie do umieszczania imienia i herbu księżniczki Teodory na produktach.
Jako siostrzeniec i spadkobierca, książę August Wilhelm Pruski w 1927 roku jeszcze raz wyraźnie udzielił na to zgody.
FEODORA Chocolade GmbH & Co KG w Bremie od 1949 roku kontynuuje tradycję produkcji z Tangermünde – ze stale rosnącym sukcesem.
Obraz Teodory w kościele w Bornstedt
Willi Hanke informuje, że w kościele w Bornstedt zachował się obraz Teodory, przez wielu błędnie interpretowany jako obraz cesarzowej Augusty Wiktorii. Hanke relacjonuje: „(Obraz) wisi nad miejscem, gdzie siedziała jako regularna słuchaczka kazań, w loży dworskiej, po stronie odwróconej od wiernych, nieco ukryty”. Pochodzi on ze spuścizny po cesarzowej i po wojnie został przekazany do dyspozycji parafii w Bornstedt.
Wokół fotografii Teodory w centrum obrazu – o wysokości ok. 80 cm – udokumentowane są najważniejsze etapy jej życia: najpierw zamek w Przemkowie, potem dwór w Bornstedt, a na dole cmentarz w Przemkowie z datą śmierci 21 czerwca 1910 r. Wstęga – przyozdobiona białymi liliami – zawiera słowa:
Wciąż czuję jej bliskość, wciąż słyszę jej słowa.
I ach, w moim sercu jej miłość wciąż trwa.
Z nią radzę się co dzień w ciszy jak dawniej;
Jakże opłakiwać to, czego nigdy się nie straciło.
Johannes Simon, który w latach 1895–1910 był proboszczem parafii w Bornstedt, przekazał swojemu następcy Emilowi Domnickowi, będącemu duszpasterzem w Bornstedt w latach 1914–1930, następującą charakterystykę Teodory:
„Była bardzo powściągliwa i początkowo niemal skryta; dopiero po trzech latach nieco sztywnych kontaktów otwierała się coraz bardziej, a potem niezmiennie zachowywała wierność, zupełnie niewzruszoną, niechby ludzie mówili, co chcieli. Etykieta dworska była jej gruntownie nienawistna, tylko niechętnie i pod przymusem brała udział w uroczystościach dworskich, które wydawały jej się kłamliwymi pozorami i tylko zabierały jej czas (na pracę). Szło to tak daleko, że nie lubiła nawet parku Sanssouci, lecz najchętniej przechadzała się w Katharinenholz i w Nedlitz. Miała bardzo subtelne zrozumienie dla natury, szczególnie dla lasu, jeziora, nieba i chmur, o czym świadczą jej bardzo piękne i doskonałe pod względem formy wiersze”.
W kolejnym liście do Domnicka proboszcz Simon wspomina, że od czasu do czasu towarzyszył Teodorze w podróżach, na przykład nad Jezioro Genewskie.

Śmierć księżniczki Teodory
według relacji „Acher- und Bühler Bote” w okresie od 21 do 28 czerwca 1910 r.
Poniżej dokumentujemy oryginalne doniesienia lokalnej gazety „Acher- und Bühler Bote” o nagłej śmierci księżniczki Teodory, która miała miejsce w Obersasbach – czyli w bezpośrednim sąsiedztwie. W żadnym innym źródle nie poinformowano tak szczegółowo o tym wydarzeniu.
Wtorek, nr 138, 21 czerwca 1910 r., strona 3
„Najnowsze wiadomości. Telegramy.
Zgon w niemieckim cesarskim domu panującym.
Tuż przed zamknięciem numeru otrzymujemy z Obersasbach telefoniczną wiadomość, że księżniczka Teodora, siostra niemieckiej cesarzowej, zmarła nieoczekiwanie. Księżniczka Teodora przebywała od około trzech tygodni z wizytą u baronowej von Röder w Obersasbach. Zmarła była wielokrotnym gościem rodziny baronostwa von Röder. Kilka lat temu nieodżałowana księżniczka leżała przez dłuższy czas chora w Obersasbach, co było wówczas powodem przyjazdu cesarzowej do tej miejscowości. Niespodziewany zgon pogrążył rodzinę cesarską w głębokiej żałobie.
Cesarzowa o godzinie 3 udała się do Obersasbach koło Achern w Badenii”.
Środa, nr 139, 22 czerwca 1910 r., strona 2
Niemiecki dom cesarski w żałobie.
Achern, 22 czerwca.
Jak poinformowano już wczoraj, niemiecki dom cesarski został nieoczekiwanie pogrążony w najgłębszej żałobie. W „Willi Hochfeld” pod Obersasbach zmarła we wtorek przed południem około godziny 9:30 księżniczka Szlezwika-Holsztynu Teodora, najmłodsza siostra niemieckiej cesarzowej. Księżniczka, która cierpiała od lat, zmarła najprawdopodobniej na zator (wylew krwi). Urodziła się 3 lipca 1874 r. w Przemkowie, osiągnęła zatem wiek blisko 36 lat. Księżniczka była niezamężna.
Nieżyjąca już książęca dama wielokrotnie przebywała u rodziny baronostwa von Röder w Obersasbach. Około trzech tygodni temu ponownie odwiedziła Obersasbach, aby w tym spokojnym, rajsko położonym miejscu znaleźć ulgę w swoim cierpieniu. Niestety nie zostało jej to dane. Niemniej jednak wydawało się, że księżniczka czuje się całkiem dobrze, biorąc pod uwagę okoliczności. W poniedziałek po południu przebywała kilkakrotnie w ogrodzie i parku willi, a wieczorem udała się na spoczynek bez szczególnych objawów (sic! D.L.). Również we wtorek rano księżniczka wstała o zwykłej porze i rozmawiała z otoczeniem, najwyraźniej będąc w dobrym zdrowiu. Po godzinie 9 nagle poskarżyła się na złe samopoczucie i szybko straciła przytomność. Otoczenie początkowo sądziło, że to omdlenie i natychmiast wezwało telefonicznie lekarza leczącego księżniczkę, lekarza powiatowego dr. Schneidera z Achern. Przybył on samochodem do Willi Hochfeld tuż przed godziną 10, lecz mógł jedynie stwierdzić zgon księżniczki, który nastąpił w międzyczasie. Pan lekarz powiatowy dr Schneider natychmiast poinformował telegraficznie o odejściu księżniczki Jej Majestat niemiecką cesarzową w Berlinie. Wkrótce nadeszła wiadomość, że Jej Majestat pojawi się przy łożu śmierci księżniczki.
Przyjazd cesarzowej do Achern zapowiedziano początkowo na środę rano o godz. 6:42. Późniejsze telegramy głosiły, że przyjazd Jej Majestatu nastąpi już dzisiaj rano o godz. 4:30.
Środa, nr 139, 22 czerwca 1910 r., strona 3
Cesarzowa w Achern.
Achern, 22 czerwca.
Cesarski pociąg dworski, składający się z sześciu wagonów i prowadzony przez dwie lokomotywy, wjechał dziś rano o godz. 4:35 na dworzec w Achern. Pociąg został natychmiast, po tym jak wysiadło z niego kilku panów z orszaku, skierowany na boczny tor przy starym dworcu, gdzie początkowo zatrzymał się wraz z książęcymi gośćmi. Wczoraj wieczorem pociągiem o godz. 23:06 przybył już tutaj Jego Królewska Wysokość książę Szlezwika-Holsztynu Ernest Günther, brat cesarzowej, wraz z małżonką, a także marszałek dworu hrabia v. Resowsky (prawdopodobnie: Rekowsky D.L.) i zamieszkali w hotelu „Post”. Pociągiem pośpiesznym o godz. 4:46 rano przybyli dzisiaj: ochmistrz Jej Królewskiej Wysokości wielkiej księżnej Luizy, hrabia Andlau, pełniący służbę marszałek dworu wielkiego księcia, szambelan hrabia Hönin oraz dama dworu baronówna von Rotberg. Tym samym pociągiem nadeszły wspaniałe wieńce z Karlsruhe, które niezwłocznie przewieziono do Obersasbach.
Cesarzowa i pozostałe damy ubrane były na czarno, jednak bez żałobnych woali.
Na bocznym torze przy starym dworcu w godzinach nocnych szybko zbudowano prowizoryczny peron, który wyłożono dywanami. Cesarzowa wraz z orszakiem wysiadła z pociągu dworskiego za kwadrans siódma i wsiadła wraz z księciem i księżną Augustem Wilhelmem oraz damą dworu (tj. hrabiną Keller -D.L.-) do czekającego powozu dworskiego, których kilka przybyło nocą z Karlsruhe.
Cesarzowa pojechała krótko przed godziną 7 otwartym powozem przez miasto do Obersasbach, jej orszak podążył za nią w kilku pojazdach. Przyjazd do Willi Hochfeld nastąpił około godziny 7:30. Cesarzowa, którą powitała baronowa von Röder, udała się natychmiast do pokoju, w którym spoczywała zmarła księżniczka. Ciało zostało wystawione pośród kwitnącego gaju kwiatów. Rysy twarzy księżniczki są spokojne, wydaje się ona drzemać. Jak słychać, dzisiaj odbędzie się sekcja (sic! -D.L.-) i balsamowanie zwłok. Pochówek zwłok odbędzie się w Przemkowie, miejscu urodzenia księżniczki.
Czas przewiezienia zwłok na dworzec w Achern nie został jeszcze w tej chwili ustalony; mówi się, że nastąpi to w czwartek po południu. Odjazd cesarzowej nastąpi, jak słychać z kompetentnych źródeł, w piątek rano.
Achern, 22 czerwca, godz. 10 przed południem.
Dziś przed południem o godz. 11:16 przybędą tutaj niemiecki następca tronu oraz książę Eitel Friedrich, aby udać się do Willi Hochfeld. Część książęcych gości zakwaterowana jest w domu zakonnym Marienheim, położonym w pobliżu Willi Hochfeld. Cesarzowa zje dzisiaj obiad w domu kuracyjnym Marienheim”.
Ostatni raport telefoniczny
Achern, 22 czerwca, godz. 11:30 rano.
Właśnie powróciły ze stacji puste powozy dworskie, które miały przywieźć następcę tronu i księcia Eitela Friedricha do Villa Hochfeld. Pociąg z cesarskimi dostojnikami został omyłkowo skierowany do Hochfelden w Alzacji. Jak słychać, wysokie osobistości przyjadą stamtąd samochodem przez Strasburg. W „Hotelu Adler” zamówiono dla nich obiad; tam też zamieszkają. – Słychać głosy, że jutro przybędzie tu również Wielki Książę Badenii.
Ze stron rodzinnych
Achern, 22 czerwca. Książęcy goście żałobni, którzy przybyli tu z powodu śmierci księżniczki Teodory, w większości zaopatrywali się w stroje żałobne w tutejszych sklepach. Zamówienia złożono m.in. w firmach: Georg Kurz, Anton Rabolt, Karl Möcklin i Leopold Rösinge. Księżna Szlezwika-Holsztynu złożyła zamówienie w firmie Kurz. – Mocno zaangażowane zostały również ogrodnictwa.
Czwartek, nr 140, 23 czerwca 1910, strona 1
„Jego Wysokość książę Szlezwika-Holsztynu Ernest Günther polecił mi przekazać w imieniu swoim i wszystkich wysokich rangą członków rodziny serdeczne podziękowania za wyrazy współczucia okazane mu ze wszystkich kręgów ludności z okazji żałoby w jego rodzinie.”
Achern, 23 czerwca 1910.
Burmistrz Schechter.
Czwartek, nr 140, 23 czerwca 1910, strona 2
Przypadek żałoby w niemieckim domu cesarskim.
Achern, 23 czerwca.
Niemiecki następca tronu oraz książę Adelbert – nie książę Eitel Friedrich, jak podawały wczorajsze telegramy – przybyli tu wczoraj w południe krótko po godzinie dwunastej samochodem ze Strasburga. Obaj książęta byli w ubraniach cywilnych i udali się bezpośrednio do Obersasbach do Villa Hochfeld. Tam wysocy goście zostali przyjęci przez cesarzową i udali się natychmiast do pokoju zmarłej, gdzie przebywali przez dłuższy czas. O godzinie 12:30 cesarzowa, następca tronu, książę Adelbert, książę August Wilhelm z małżonką, książę Szlezwika-Holsztynu Ernest Günther z małżonką, księżniczka Friedrich Leopold oraz bliższe otoczenie spożyli obiad w Marienheim-Erlenbad. Następnie wysocy goście powrócili do Villa Hochfeld. Następca tronu i książę Adelbert opuścili Obersasbach samochodem o godzinie 3 po południu i udali się najpierw do Frankfurtu nad Menem. Cesarzowa i pozostali wysocy goście pozostali przez resztę dnia w Villa Hochfeld.
Przy cesarskim stole w Marienheim, który to dom został zaszczycony wysokim wyróżnieniem, zasiadło osiem osób. Orszak, składający się z dziewięciu osób, jadł przy osobnym stole. – Cesarzowa nocowała w Villa Hochfeld, książę August Wilhelm z małżonką w „Nowym Erlenbadzie” u pana Kroppa. Pozostali członkowie orszaku częściowo w „Marienheim”, częściowo w Achern w „Hotelu Adler” i „Hotelu Post”. W tym ostatnim zamieszkali m.in.: książę Szlezwika-Holsztynu Günther z małżonką, wraz z damą dworu i służbą; księżniczka Leopold; ochmistrz hrabia v. Hönsin; marszałek dworu von Rekowski.
Achern, 23 czerwca.
W Obersasbach przybyła również księżniczka Friedrich Leopold, siostra cesarzowej. – Dziś w południe o godzinie 2 przybędzie tu również księżna Sonderburg-Glücksburg, także siostra cesarzowej.
Przekazanie zwłok
Achern, 23 czerwca.
Poświęcenie zwłok zmarłej księżniczki odbędzie się dziś wieczorem o godzinie 5 przez ewangelickiego prałata Schmitthennera z Karlsruhe przy asyście pana proboszcza miejskiego Spitzera z Achern. Po nim nastąpi przewiezienie zwłok na stację kolejową w Achern. Ciało zostanie załadowane na tamtejszym dworcu towarowym. Zostanie ono przewiezione specjalnym pociągiem do Przemkowa na Śląsku.
Zgodnie z informacjami, pociąg specjalny odjedzie dopiero o godzinie 2 w nocy. Część wysokich rangą krewnych, w tym brat zmarłej księżniczki, książę Szlezwika-Holsztynu Günther, będzie towarzyszyć zwłokom. – Wyjazd cesarzowej nastąpi w piątek rano.
Wraz z księżniczką Szlezwika-Holsztynu Teodorą, najmłodszą siostrą niemieckiej cesarzowej, odeszła wielce utalentowana dama książęca. Zarówno w dziedzinie malarstwa, jak i poezji, dawała dowody rzadkiego talentu artystycznego. Gdy pięć lat temu pod pseudonimem F. Hugin ukazała się jej pierwsza książka zatytułowana „Im Walde” (W lesie), zbiór czterech baśniowych opowieści, sama dostarczyła do nich szkice ilustracji i obramowań w prostych, a przez to tym bardziej sugestywnych obrazach. Inne jej dzieła nosiły tytuły „Hahn Berta” (Berta Hahn), powieść „Durch den Nebel” (Przez mgłę) i inne. Księżniczka w ostatnich latach bardzo cierpiała; podagra i inne choroby szczególnie utrudniały jej chodzenie.
Achern, 23 czerwca, przed południem o godz. 11.
Właśnie przybyła tu księżna Sonderburg-Glücksburg, siostra cesarzowej. Wysoka dama została przyjęta przez ochmistrza cesarzowej i odprowadzona do Villa Hochfeld w Obersasbach. – Z Karlsruhe przybyło sześć koni do zaprzęgu karawanu. Te ostatnie zapewnia miasto Achern. Wóz został wybity na czarno i udekorowany kwiatami przez pana ogrodnika handlowego Essera. Pojazd w swym godnym wystroju jest nie do poznania.
Wielki Książę przybywa do Achern.
Zgodnie z najnowszymi informacjami, Wielki Książę przybędzie tu dziś po południu po godzinie 2, aby złożyć wizytę kondolencyjną cesarzowej w Obersasbach i wziąć udział w przewiezieniu zwłok śp. księżniczki Teodory. – Wszystkie dostępne dorożki z Achern i innych miejscowości zostały zamówione na dzisiejszy wieczór na godzinę 5 do Obersasbach.
Ze stron rodzinnych
Achern, 23 czerwca. Zgon w niemieckim domu cesarskim znacznie zwiększył nakład pracy na tutejszej poczcie. Aby poradzić sobie z obszerną służbą, trzeba było zaangażować dwóch dodatkowych urzędników. – W celu zapewnienia bezpieczeństwa sprowadzono tu kilku policjantów z zewnątrz. – Jego Wysokość książę Szlezwika-Holsztynu Ernest Günther kazał przekazać przez damę dworu wyrazy uznania firmie Georg Kurz za szybką obsługę, dzięki której książęce damy tak szybko mogły zostać zaopatrzone w stroje żałobne.
Piątek, nr 141, 24 czerwca 1910, strona 2
Przypadek żałobny w niemieckim domu cesarskim.
Przyjazd Wielkiego Księcia.
Achern, 24 czerwca.
Wielki Książę przybył tu wczoraj po południu o godzinie 4 specjalną salonką, odczepioną od pociągu pospiesznego odjeżdżającego z Oos o godzinie (...), który zazwyczaj przejeżdża przez nasze miasto bez zatrzymywania się. Towarzyszył mu adiutant skrzydłowy oraz kilku innych panów. Wagon salonowy został odczepiony i odjechał później z powrotem w stronę Karlsruhe. Wielki Książę, którego zdrowy wygląd wszędzie odnotowano z zadowoleniem, został powitany przez pana nadporucznika Dillmanna, burmistrza Schechtera i radnego dr. Schüle, a następnie odprowadzony do przygotowanych dorożek dworskich. Licznie zgromadzona na dworcu publiczność powitała Wielkiego Księcia, ze względu na żałobę, pełnym szacunku milczeniem. Niezwłocznie nastąpił przejazd w zamkniętym korowodzie do Obersasbach. W kolejnym powozie wieziono wspaniały wieniec z białych róż. W Villa Hochfeld Wielki Książę został powitany przez cesarzową i pozostałych książęcych gości, po czym natychmiast udał się do pokoju zmarłej, aby złożyć wieniec przy marach. Widniała na nim dedykacja na białej wstędze ze złotym napisem: Hilda i Fryderyk z Badenii.
Poświęcenie zwłok.
Krótko po godzinie 5 w pokoju zmarłej, zamienionym w kaplicę, nastąpiło poświęcenie zwłok przez pana prałata Schmitthennera z Karlsruhe i proboszcza miejskiego Spitzera z Achern. W uroczystym akcie, podczas którego nauczyciel pan Schmitt z Achern grał na harmonium, uczestniczyła cesarzowa, Wielki Książę wraz ze wszystkimi pozostałymi książęcymi osobistościami, dwór, rodzina baronów von Röder, służba itd.
Stowarzyszenie Śpiewacze z Obersasbach uświetniło uroczystość kilkoma pieśniami żałobnymi. Po poświęceniu trumna została wyniesiona najpierw przed portal willi, a następnie na karawan. Cesarzowa i pozostałe damy dworu pożegnały się z ciałem tutaj, podczas gdy panowie wraz z Wielkim Księciem, księciem Szlezwika-Holsztynu Ernestem Güntherem, księciem Augustem Wilhelmem, marszałkami dworu i pozostałymi żałobnikami towarzyszyli karawanowi pieszo. Karawan, przybrany wspaniałymi wieńcami, był ciągnięty przez cztery konie okryte kirem. Straż honorową po obu stronach wozu pełniło 12 członków związku wojskowego z Achern.
W Sasbach związek wojskowy, stowarzyszenie śpiewacze itd., a także uczniowie zakładu naukowego Lendersa utworzyli szpaler wzdłuż wiejskiej drogi.
W Achern oczekiwali wszyscy mieszkańcy, a także wielu przybyłych gości, ustawieni po obu stronach ulic wzdłuż trasy konduktu. Liczne flagi przepasane kirem świadczyły o nastroju żałobnym, który wypełniał mieszczan. Przy ulicy Kolejowej (Eisenbahnstraße) wysocy rangą goście opuścili powozy i szli pieszo za karawanem aż do dworca.
Bezpośrednio za trumną szedł po cywilnemu brat zmarłej, książę Szlezwika-Holsztynu Ernest Günther, po lewej Wielki Książę Badenii, po prawej książę August Wilhelm Pruski – obaj ostatni w mundurach pułku grenadierów przybocznych.
Przy hali towarowej przygotowana była już książęca salonka, bogato ozdobiona roślinami i kwiatami. Panowie z honorowej asysty wnieśli trumnę do wagonu salonowego i złożyli w nim również wieńce i dary kwiatowe przywiezione z Obersasbach. Książę Ernest Günther, Wielki Książę, książę August Wilhelm weszli następnie do salonki i po krótkiej chwili zadumy, kładąc prawą rękę na katafalku, pożegnali się z książęcymi zwłokami.
W międzyczasie wybiła godzina siódma i wysocy państwo udali się do poczekalni, aby oczekiwać na przyjazd cesarzowej.
Przyjazd cesarzowej
na dworzec nastąpił tuż przed wpół do ósmej. Jej Wysokość, ubrana w głęboką żałobę wraz z pozostałymi wysokimi damami, została powitana przez księcia Ernesta Günthera, Wielkiego Księcia i księcia Augusta Wilhelma i poprowadzona do wagonu salonowego mieszczącego ciało zmarłej księżniczki. Wysokie damy weszły do wagonu i w głębokim poruszeniu pożegnały się z drogą zmarłą.
Wyjazd Wysokich Osobistości
Wielki Książę poprowadził cesarzową pod ramię do pociągu cesarskiego, który w międzyczasie podjechał na stację. Na peronie Wysoka Pani rozmawiała jeszcze krótko ze swoim otoczeniem. Między innymi poleciła swojemu bratu, księciu Ernestowi Güntherowi, przekazać członkom związku wojskowego oraz prezesowi panu Ritterowi serdeczne podziękowania z mocnym uściskiem dłoni za honorową asystę. Zaraz potem wysocy goście zajęli miejsca w pociągu. Wraz z cesarzową wsiadł Wielki Książę Fryderyk i jeszcze raz pozdrowił stamtąd licznie zgromadzoną publiczność. O godzinie 8:35 pociąg cesarski z książęcymi gośćmi żałobnymi i ich orszakiem opuścił dworzec. W Karlsruhe przewidziano krótki postój, który cesarzowa wykorzystała na wizytę u Wielkiej Księżnej Luizy.
Odjazd zwłok
Pociągiem specjalnym nastąpił dziś w nocy o godzinie 2. W pociągu zajęli miejsca również pozostali jeszcze urzędnicy dworscy i służba. Opłakiwana księżniczka spocznie, jak już informowano, w Przemkowie. R.i.p. (Niech spoczywa w pokoju).
Ze stron rodzinnych.
Achern, 24 czerwca. Wczorajsze przewiezienie zwłok księżniczki Teodory na dworzec w Achern przyciągnęło do naszego miasta wielu obcych. – Dzisiejszej nocy odjechali ostatni z książęcych gości i w naszym mieście, które w tych dniach dostąpiło zaszczytu goszczenia w swych murach prawie całej rodziny cesarskiej wraz z Wielkim Księciem Badenii, zapanował znów zwykły spokój.
(Strasburskie nieporozumienie:)
Achern, 24 czerwca.
W „Straßburger Post” donoszą z Hochfelden w Alzacji pod datą 22 czerwca: Dziś rano tutejszy dworzec otrzymał wiadomość telegraficzną, że niemiecki następca tronu i książę Adalbert Pruski przyjadą pociągiem o godzinie 12 i powrócą pociągiem pospiesznym o godzinie 3 w kierunku Strasburga.
Zgodnie z poleceniem powiadomiono burmistrza, który natychmiast, w miejscowym zwyczaju, wezwał do zamiecenia ulic i wywieszenia flag. Choć nie bardzo rozumiano cel wizyty wysokich gości – jedni mówili o zakupie zamku Schauenburg, inni o budowie zapory na Galgenbergu – przyjazd lokomotywy manewrowej w celu przestawienia dworskiej salonki oraz wielkiej skrzyni z książęcymi pieczęciami potwierdziły wiarygodność wiadomości. Jednak u burmistrza pojawiły się wątpliwości. W dyrekcji powiatowej, do której zatelefonował, nic nie wiedziano o książęcej wizycie. Wkrótce nieporozumienie się wyjaśniło. Środki podjęte przez kolej dotyczyły zamku Hochfeld w Badenii, gdzie zmarła księżniczka Szlezwika-Holsztynu Teodora, siostra cesarzowej. Teraz tutejsi obywatele zwinęli flagi, a mieszkańcy rozczarowani powrócili do codziennej pracy.
Sobota, nr 142, 25 czerwca 1910, strona 2
Ze stron rodzinnych
Achern, 25 czerwca
Podziękowania cesarzowej i księcia Szlezwika-Holsztynu Ernesta Günthera.
Jak przewodniczący Drugiej Izby Badeńskiej poinformował wczoraj Wysoką Izbę, do ministra von Marschalla wpłynęły z Achern następujące telegramy:
„Za słowa kojącego współczucia w mojej ciężkiej stracie, które przekazał mi Pan w imieniu narodu badeńskiego i Drugiej Izby, składam najserdeczniejsze podziękowania. Księżniczka zaznała w kraju badeńskim wiele miłości i zawsze przebywała tu z szczególną radością.
(podpisano:) Auguste Viktoria, I.R.” [Imperatrix Regina - Cesarzowa Królowa]
„Uprzejmie proszę o przekazanie prezydium badeńskiego Landtagu w imieniu członków mojej rodziny naszych głęboko odczutych podziękowań z okazji kojącej manifestacji żałobnej Landtagu po odejściu mojej siostry, która w pięknym kraju badeńskim zawsze czuła się tak swojsko.
(podpisano:) Ernest Günther
Książę Szlezwika-Holsztynu.”
Wielki Książę polecił ministrowi stanu von Duschowi przekazać drugiej izbie podziękowania za wyrazy współczucia z okazji zgonu księżniczki Teodory.
Sobota, nr 142, 25 czerwca 1910, strona 3
„Najnowsze wiadomości. Telegramy. Biuro Telegraficzne Wolffa.
Przybycie zwłok księżniczki Teodory do Przemkowa.
Przemków, 25 czerwca. Wczoraj wieczorem przybyły tutaj zwłoki tak niespodziewanie szybko zmarłej w Villa Hochfeld w Obersasbach siostry niemieckiej cesarzowej, księżniczki Teodory, i przy dźwiękach dzwonów zostały przewiezione do kaplicy dworskiej, gdzie odbyło się nabożeństwo żałobne.”
Wtorek, nr 144, 28 czerwca 1910, strona 1
„Rzesza Niemiecka.
Pogrzeb księżniczki Teodory.
Przemków, 27 czerwca.
Dziś po południu odbył się tutaj, z udziałem ludności, pogrzeb księżniczki Teodory, zmarłej w zeszłym tygodniu w Obersasbach pod Achern. Otoczenie zamku i miasto przybrały żałobny wystrój. O godzinie 13:30 w obecności książęcych krewnych w kaplicy dworskiej, gdzie wystawione było ciało, odbyło się nabożeństwo żałobne. Podczas gdy formował się kondukt pogrzebowy, cesarzowa, następczyni tronu i pozostałe książęce damy udały się powozami do kościoła ewangelickiego, gdzie zajęły miejsca w loży dworskiej. Kondukt żałobny otwierały osoby z hutnictwa, urzędnicy książęcy, personel leśny i łowiecki oraz duchowieństwo. Trumnę ozdobioną kosztownymi wieńcami eskortowało dwóch szambelanów; za trumną szedł książę Ernest Günther, po jego prawej stronie książę Friedrich Leopold, po lewej książę Eitel Friedrich, następnie książę August Wilhelm, książę sasko-kobursko-gotski, książę Szlezwika-Holsztynu Albert, książę Joachim, dziedziczny książę Hohenlohe-Langenburg, książę Oskar i książę Filip z Koburga, ponadto przedstawiciele króla Saksonii, Wielkiego Księcia Oldenburga, księcia Hohenzollerna, najwyżsi przedstawiciele władz wojskowych i cywilnych, orszaki najwyższych i wysokich osobistości i inni. W kościele trumna została złożona przed ołtarzem. Superintendent Jensch (z Przemkowa) wygłosił mowę żałobną. Następnie żałobnicy odprowadzili ciało do krypty książęcej, gdzie została pochowana u boku rodziców.”
Wyciąg z protokołu Badeńskiego Landtagu, 104. posiedzenie z dnia 24.06.1910
Otrzymaliśmy pismo Jego Ekscelencji Pana Przewodniczącego Wielkoksiążęcego Badeńskiego Ministerstwa Stanu o następującej treści: „Jego Królewska Wysokość Wielki Książę łaskawie polecił mi wyrazić II Izbie Stanów podziękowania Jego Królewskiej Wysokości za przekazaną na najwyższym szczeblu przez Pana Ministra barona v. Marschalla manifestację współczucia po zgonie Jej Wysokości księżniczki Szlezwika-Holsztynu Teodory.
Na telegramy kondolencyjne skierowane przez barona v. Marschalla do marszałka dworu Jej Cesarskiej Mości Cesarzowej w następstwie inicjatywy II Izby, wpłynęły telegramy załączone w odpisie.
Uprzejmie proszę Waszą Wielmożność o łaskawe podanie tych podziękowań do wiadomości II Izby.”
Telegramy brzmią:
„Za słowa kojącego współczucia w mojej ciężkiej stracie, które przekazał mi Pan w imieniu narodu badeńskiego i Drugiej Izby, składam najserdeczniejsze podziękowania. Księżniczka zaznała w kraju badeńskim wiele miłości i zawsze przebywała tu z szczególną radością. (podpisano) Auguste Viktoria I.R.”
Ponadto: „Uprzejmie proszę o przekazanie prezydium badeńskiego Landtagu w imieniu członków mojej rodziny naszych głęboko odczutych podziękowań z okazji kojącej manifestacji żałobnej Landtagu po odejściu mojej siostry, która w pięknym kraju badeńskim zawsze czuła się tak swojsko. (podpisano) Ernest Günther książę Szlezwika-Holsztynu.”
Dla zabieganego czytelnika: Fakty o Teodorze
Urodzona 3 lipca 1874 r. w Przemkowie (powiat Szprotawa/Dolny Śląsk: obecnie Polska);
Zmarła 21 czerwca 1910 r. w Obersasbach koło Achern (Schwarzwald);
Pochowana w Przemkowie.
Najmłodsza siostra ostatniej niemieckiej cesarzowej Augusty Wiktorii na przełomie wieków kształciła się na malarkę i była uczennicą Fritza Mackensena, jednego z założycieli kolonii artystycznej Worpswede.
Następnie zajęła się pracą literacką, ponieważ ze względu na osłabienie (zachorowanie na tyfus, który nigdy nie został wyleczony i później doprowadził do jej przedwczesnej śmierci) musiała odsunąć malowanie na dalszy plan lub z niego zrezygnować.
Swoje dzieła publikowała pod pseudonimem „F. Hugin”, ponieważ nie chciała ryzykować, że od początku zostanie zakwalifikowana jako „księżniczka dyletantka”. Innym powodem użycia pseudonimu była chęć uniknięcia sytuacji, w której jej prace mogłyby zostać wykorzystane przeciwko krytyce jej szwagra, cesarza Wilhelma II, wobec naturalizmu i modernizmu.
Jej dzieła w porządku chronologicznym:
Wald. Vier Erzählungen (Las. Cztery opowiadania) z własnymi zdobieniami książkowymi. Berlin 1904.
Hahn Berta. Erzählung (Berta Hahn. Opowiadanie). Berlin 1907.
Durch den Nebel. Roman (Przez mgłę. Powieść). Berlin 1908.
Gedichte (Wiersze). Wydane z pośmiertnej spuścizny. Berlin 1910.
Na jej twórczość literacką wpływ miał Gustav Frenssen – poczytny pisarz tamtych czasów.
Historia życia „Hahn Berta”, osadzona w środowisku śląskich chałupników, została zaopiniowana przez Frenssena w rękopisie. Frenssen pośredniczył również w kontakcie ze swoim wydawcą Grote w Berlinie, który wydawał książki Teodory.
Historia życia „Hahn Berta” oraz opublikowana w ślad za nią powieść „Durch den Nebel”, której akcja toczy się nad Zatoką Flensburską wśród rybaków i drobnomieszczaństwa, wykazują naturalistyczny opis środowiska i psychologiczne wczucie się w przedstawione postacie z silnym naciskiem na ojczyznę. Teodora w swoich dziełach stawiała przede wszystkim na symboliczną nobilitację natury i jej sił.
Również jej obrazy i rysunki – pod wpływem Worpswede – pozostawały w napięciu wobec pojmowania sztuki i programu artystycznego jej szwagra, cesarza Wilhelma II.
Również do muzyki Teodora miała nastawienie całkowicie pozytywne i konstruktywne. Wykształciła swój głos altowy i nawiązała kontakty z Wagnerem oraz domem Wahnfried w Bayreuth.
Teodora straciła ojca już w wieku pięciu lat, a w 1900 roku matkę. Z tego powodu wykształciło się u niej silne poczucie rodzinne, zarówno wobec starszego rodzeństwa, jak i licznych siostrzeńców i bratanków z rodziny cesarskiej. Była przez młodych postrzegana jako doradczyni i „wierny towarzysz”.
Teodora pozostała niezamężna. Ze względu na wczesną chorobę wymagała oszczędzania się, ale z drugiej strony dużo podróżowała.
Wilhelm II zaproponował Teodorze dobra koronne Bornstedt w Poczdamie, w bezpośrednim sąsiedztwie Nowego Pałacu, rezydencji rodziny cesarskiej.
O jej osobowości: „Była zawsze delikatnym dzieckiem o południowej cerze i dużych, cudownie głębokich ciemnych oczach.” (Autor wstępu do jej „Wierszy” w 1910 roku).
Związek z czekoladą Feodora:
Na zapytanie fabrykanta Meyera z Tangermünde skierowane do najstarszej siostry, cesarzowej Augusty Wiktorii, o możliwość używania imienia i herbu najmłodszej siostry dla nowego, wysokiej jakości produktu, zgoda na to została udzielona pisemnie – już po śmierci Teodory.
Wybór miejsc, w których przebywała Teodora:
Przemków (Śląsk)
Gotha
Drezno
Dwór Bornstedt
Hochfelden koło Achern
Pyrmont
Frankfurt nad Menem
Santa Margherita Ligure (Włochy)
Grotta Giusti koło Florencji (Włochy)
Dom Wahnfried w Bayreuth
Worpswede jako gość Fritza Mackensena – jej pobyt w 1899 r. jest udokumentowany
Gravenstein (Grasten) (Dania)
itd.
Jeden z jej przyjaciół, tajny radca Max Lehrs, scharakteryzował ją następująco:
„Była księżniczką ducha i,
co mówi jeszcze więcej,
księżniczką serca...”
Wybór bibliografii
Afflerbach, Holger (oprac.): Kaiser Wilhelm II. als Oberster Kriegsherr im Ersten Weltkrieg. – Monachium: Oldenbourg 2005.
Bartels, Adolf: Die Deutsche Dichtung der Gegenwart. Die Alten und die Jungen. – Lipsk: Eduard Avenarius 1910.
Tenże: Handbuch zur Geschichte der deutschen Literatur. (Wydanie drugie) – Lipsk: Eduard Avenarius 1909.
Tenże: F. Hugin (Prinzessin Feodora von Schleswig-Holstein). – W: „Die Heimat”, rocznik 22, styczeń 1912, s. 1 – 9.
Bartels, Anne: Schleswig-Holsteinische Biographie. www.shlb.de/bibliogr3.htm.
Borinski, Karl: Geschichte der deutschen Literatur von den Anfängen bis zu Gegenwart. Stuttgart, Berlin, Lipsk: Union Deutsche Verlagsgesellschaft (1921).
Chronik des Schützenvereins Worpswede e.V. von 1875: (W niej: 1899: Księżniczka Szlezwika-Holsztynu Teodora odwiedziła z wielką przyjemnością u boku Fritza Mackensena święto strzeleckie).
Dänemark. Ein offizielles Handbuch. – Kopenhaga: Krak 1971. – W nim: Bent Rying: Staats- und Königswappen; John Danstrup: Geschichte.
Dietrich, Richard: Kleine Geschichte Preußens. – Berlin: Haude & Spener (1967).
Dollinger, Hans: Preußen. Eine Kulturgeschichte in Bildern und Dokumenten. Przedmowa: Marion Gräfin Dönhoff. – Monachium: Süddeutscher Verlag (wyd. 2) 1981.
Doormann, O.: Landeskunde der Provinz Schleswig-Holstein und der Freien und Hansestadt Lübeck mit ihrem Gebiete. – Wrocław: Ferdinand Hirt 1910 (Reprint Melchior-Verlag Wolfenbüttel).
Erbstößer, Elizza: Kaiserin Auguste Victoria (1858 – 1921). – (Wydanie własne) 2008.
Taż: Auguste Victoria. Die letzte deutsche Kaiserin. – Erfurt: Sutton 2008.
Ewers, H.H. (red.): Führer durch die moderne Literatur. 300 Würdigungen der hervorragendsten Schriftsteller unserer Zeit unter Mitwirkung von Victor Hadwiger, Erich Mühsam, René Schickele und Walter Bläsing. – Berlin: Globus (1906).
Fechter, Paul: Geschichte der deutschen Literatur. – Gütersloh: C. Bertelsmann 1954.
Frenssen, Gustav: Lebensbericht. – Berlin: Grote 1940 (w nim: Wspomnienia o księżniczce Feodorze s. 139 i n.).
Frenzel, H.A. i E.: Daten deutscher Dichtung. Chronologischer Abriss der deutschen Literaturgeschichte. Monachium: dtv (1962).
Grote, Hermann: Stammtafeln. Europäische Herrscher- und Fürstenhäuser. Lipsk: Reprint. – Oryginał: Lipsk: Hahnsche Buchhandlung 1877.
Handwörterbuch des Kaufmanns. Lexikon für Handel und Industrie. t. 5, Hamburg i Berlin: Hanseat. Verlagsanstalt (1927).
Hanke, Willi: „Bornstedt nahe bei Sanssouci“. Geschichte der Evangelischen Kirchengemeinde Potsdam-Bornstedt. – (Wydanie własne) 2006.
Kaiser Wilhelm II.: Aus meinem Leben 1859 – 1888. – Berlin i Lipsk: K. F. Koehler (wyd. 5) 1927.
Tenże: Ereignisse und Gestalten aus dem Jahren 1878 - 1918. – Lipsk i Berlin: K. F. Koehler 1922.
Keller, Mathilde Gräfin von: Vierzig Jahre im Dienst der Kaiserin. Ein Kulturbild aus den Jahren 1881 – 1921. – Lipsk: Koehler & Amelung 1935.
Kessler, Johannes: (Wychowawca książąt) Ich schwöre mir ewige Jugend. Mit einem Schlusswort von Kasimir Edschmid. Im Bertelsmann Lesering (b.d.).
Lehrs, Max: Gesammeltes. – Fryburg Bryzgowijski: Urban 1924 (w nim: „Prinzessin Feo”, s. 120 – 130).
Leuthold, Dieter: Corporate History als Kernelement der Unternehmenskultur. – Schriftenreihe des AMW (Arbeitskreis für Management und Wirtschaftsforschung a.d. Hochschule Bremen), t. 5. – Brema 2006.
Tenże: Interview. – W: Alexander Schug: History Marketing. Ein Leitfaden zum Umgang mit Geschichte im Unternehmen. – Transkript-Verlag (b.d.).
Tenże: Ein Bremer „rettet“ den Kaiser. Die Flucht des Prinzen Wilhelm im Jahre 1848 aus Berlin, nach den Erinnerungen von August Oelrichs. – Brema: Hauschild 1998.
Lindenberg, Paul: König Karl von Rumänien. Ein Lebensbild, dargestellt unter Mitarbeit des Königs. 2 t. – Berlin: Hafen-Verlag 1923.
Machtan, Lothar: Der Kaisersohn bei Hitler. – Hamburg: Hoffmann & Campe 2006.
Mann, Golo: Deutsche Geschichte des 19. und 20. Jahrhunderts (Frankfurt n/M: Büchergilde Gutenberg) 1958.
Martini, Fritz: Deutsche Literaturgeschichte von den Anfängen bis zur Gegenwart. Stuttgart: Kröner (1961).
Massenbach, Louis Ferdinand Freiherr von: Die Hohenzollern einst und jetzt. – Bonn: Tradition und Leben (wyd. 20) 2008.
Mielke, Hellmuth: Der deutsche Roman. (Wydanie czwarte) Drezno: Carl Reißner 1912.
Molzow, Hartwig i Alken Bruns: Biographisches Lexikon für Schleswig-Holstein und Lübeck www.shlb.de.
Otto, Karl-Heinz: Auguste Viktoria. Deutschlands letzte Kaiserin (Edition Märkische Reisebilder) b.d.
Plümecke, Klaus Ingo: Potsdam – 400 Jahre Bornstedter Friedhof. Licht und Schatten hinter Sanssouci. – Kolonia: Ufkes 1998.
Porskrog Rasmussen, Carsten; Imberger, Elke; Lohmeier, Dieter; Momsen von Wachholtz, Ingwer (red.): Die Fürsten des Landes - Herzöge und Grafen von Schleswig, Holstein und Lauenburg. – Neumünster 2008.
Riebau, Herbert: Die Tangermünder Zuckerraffinerie. Ein Stück altmärkischer Industriegeschichte. – W: „Altmark-Blätter”, dodatek regionalny do „Altmark-Zeitung”, rocznik 19, nr 10 z 8 marca 2008.
Röhl, John C.G.: Wilhelm II. Die Jugend des Kaisers 1859 – 1888. Monachium: Beck (wyd. 2) 2001.
Tenże: Wilhelm II. Der Aufbau der Persönlichen Monarchie 1888 – 1900. Monachium: Beck 2001.
Samerski, Stefan (red.): Wilhelm II und die Religion. Facetten einer Persönlichkeit und ihres Umfelds. – Berlin: Duncker & Humblot 2001.
Seidler, Herbert: Die Dichtung. Wesen, Form, Dasein. – Stuttgart: Alfred Kröner (1959).
Soergel, Albert: Dichtung und Dichter der Zeit. Eine Schilderung der deutschen Literatur der letzten Jahrzehnte. (Wydanie trzecie). – Lipsk: Voigtländer 1916.
Topham, Anne: Memories of the Kaiser's Court. 1914.
Viktoria Luise, Herzogin: Ein Leben als Tochter des Kaisers. – (Getynga i Hanower:) Göttinger Verlagsanstalt (wyd. 2) 1965.
Tamże: Im Glanz der Krone. – Getynga: Göttinger Verlagsanstalt (1967).
Tamże: Deutschlands letzte Kaiserin. – (Getynga i Hanower:) Göttinger Verlagsanstalt (wyd. 2) (1972).
Wagemann, Anna: Prinzessin Feodora. Erinnerungen an den Augustenburger und den Preußischen Hof. Aus dem bunten Bilderbuch meines Lebens. – Berlin: Martin Warneck 1932.
Weiberg, Thomas: Prinzessin Feodora. Nach Sternen jagen... Ein Leben als Schwester der deutschen Kaiserin. – Berlin: Berlin Story Verlag (2008).
Wülker, Ludwig (red.): 50 ausgewählte Briefe der Königin Luise von Preußen. – Hanower i Lipsk: Hahnsche Buchhandlung 1909.
Wybór kwerend archiwalnych
Generallandesarchiv Karlsruhe (Protokoły Landtagu; kwerenda prasowa).
Hohenlohe – Zentralarchiv Neuenstein (Materiały dotyczące księżniczki Adelheid zu Hohenlohe-Langenburg).
Staatsarchiv Coburg (Archiwum Państwowe w Coburgu).
Landesarchiv Baden-Württemberg – Hauptstaatsarchiv Stuttgart (Śmierć Feodory w Obersasbach).
Stadtgeschichtliches Institut Bühl, Schloss Waldsteg (Śmierć Feodory w Hochfelden/Achern: kwerenda prasowa).
Niedersächsisches Landesarchiv Hannover (Zapytanie o możliwość korzystania z Królewskiego Archiwum Domowego – Königliches Hausarchiv).
Brandenburgisches Landeshauptarchiv Potsdam (Poczdamskie gazety codzienne z 1910 r.).
Geheimes Staatsarchiv Preußischer Kulturbesitz Berlin (Materiały dotyczące czekolady „Feodora” oraz firmy Fr. Meyer w Tangermünde).
Teltower Kreisblatt (Wydanie z 15 czerwca 1903 r.: Feodora jako gość na regatach wioślarskich w Grünau pod Berlinem).
Hans-Christoph Freiherr Roeder v. Diersburg (Informacje o Idzie Freiin Roeder v. Diersburg).
Załączniki / Ilustracje

Metryka (Impressum)
Autor: prof. Dieter Leuthold, Brema
Projekt i skład: Helga Seegelken, Brema
Druk: WORTART, Brema
© FEODORA Chocolade GmbH & Co. KG