Garnek dukatów
14 stycznia 2003, 0:01
PRZEMKÓW - Miałem to w rękach. Było tego z pięćdziesiąt, może sześćdziesiąt sztuk. Tych ze złota... - mówi nam przemkowski robotnik. O skarbie w miasteczku plotkowano od wielu tygodni.
PRZEMKÓW
- Miałem to w rękach. Było tego z pięćdziesiąt, może sześćdziesiąt sztuk. Tych ze złota... - mówi nam przemkowski robotnik. O skarbie w miasteczku plotkowano od wielu tygodni. Na końcu dowiedziała się o nim policja i miejscowa władza. Skarb rozkradziono.
- G... no tam wykopali, a nie skarb - mężczyzna z baru „Przemkowianka” przedstawiający się jako „Przystojniaczek” bełkocze, z trudem utrzymując równowagę.
- Każdy coś doda i legenda o skarbie gotowa - dodaje inny konsument taniego wina.
- Może nawet policja coś dodała. Dla reklamy. Mówili, że wykopano ponoć 60 monet, ale ja w to nie wierzę - dodaje kolejny.
- Skarbów to my szukamy w starych grobowcach. Przyjedźcie latem, to wypijemy flaszkę i pokażę gdzie trzeba szukać. Chyba, że się boicie - „Przystojniaczek” wyraźnie się popisuje.
Tylko bez nazwisk
Plac Kościelny to bezpośrednie zaplecze centrum Przemkowa. W prostej linii 150 metrów od budynku miejsko-gminnego urzędu i siedziby komisariatu policji. Jednego ze świadków odkrycia znajdujemy bez trudu, nadal pracuje w pobliżu przy remoncie instalacji.
- Dziennikarze? Dobra. Zaprowadzę, powiem... Tylko bez nazwisk. Nie chcę kłopotów. To tutaj - przystajemy przy jednym z wąskich podwórek.
- Garnek rozpadł się od razu od uderzenia łopaty. Wtedy posypało się złoto. Nikt by o tym nie wiedział, ale te durnie zaczęli się przechwalać na lewo i prawo. Barany! Nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Tym bardziej, że wiem, kto w Przemkowie ma jeszcze ze trzydzieści złotych monet. Kilka wyjechało do Niemiec. Parę sprzedano. Po tysiąc, dwa tysiące złotych. Więcej nie powiem - młody mężczyzna wraca do kolegów i przerwanej pracy.
Kopali bez nadzoru
Burmistrz Przemkowa jest wyraźnie zły. - Nie ukrywam, że mam żal do naszych policjantów. O złotym skarbie dowiedziałem się dopiero w sobotę, tuż przed przyjazdem telewizji. A przecież wykop w tym miejscu robiony był dawno, chyba w październiku - mówi Czesław Sawa. - Szkoda. Wcześniej i wspólnie mogliśmy zrobić więcej, żeby ocalić znalezisko - dodaje burmistrz.
- O sprawie dowiedziałam się z telewizji. Owszem, jesienią coś mówiono o skarbie. Byłam jednak przekonana, że chodzi o znaleziska archeologiczne przy budowie obwodnicy - mówi Elżbieta Kopacka-Żelasko, sekretarz Urzędu Miasta i Gminy w Przemkowie.
- Co z obowiązkowym nadzorem archeologów? - dopytujemy.
- To były zwykłe, drobne prace remontowe. Nie mieliśmy obowiązku zlecać nadzoru - słyszymy.
Wiemy, że roboty wykonywało Przedsiębiorstwo Budownictwa Specjalistycznego i Melioracji z Legnicy, które do prac związanych z remontem sieci kanalizacyjnej zatrudniło miejscowych bezrobotnych. Prezes firmy Czesław Koziński zapewnia, że o „skarbie przemkowskim” przeczytał dopiero we wczorajszej gazecie.
- W umowie nie było nic o nadzorze archeologicznym - dodaje.
Najcenniejszy gulden
Zdaniem policji, skarb wykopano jeszcze we wrześniu. Komendant polkowickiej policji Witold Trzmielewski milczy, gdy pytamy od kiedy funkcjonariusze prowadzą dochodzenie i poszukiwanie monet. Przyznaje jednak, że odzyskane monety to wynik rewizji u jednego ze znalazców.
Do policyjnego sejfu trafiło: pięć złotych dukatów niderlandzkich z początku XVII wieku, jeden złoty gulden bity na Węgrzech z 1583 roku i jeden srebrny talar saksoński z 1586 roku. Srebrny krążek jest trzy razy większy od złotych i dużo grubszy. Żółte monety błyszczą się i są lekko pogięte.
- Według muzealników z Głogowa najcenniejsza jest moneta węgierska, której wartość oszacowano na 1250 złotych, resztę wyceniono na 500 i 400 złotych od sztuki - tłumaczy komendant.
- Wartość historyczna tego znaleziska jest bardzo duża. Gdybyśmy mieli całość skarbu, można byłoby zastanawiać się, kto go ukrył - mówi Jerzy Dymytryszyn z Muzeum Historyczno-Archeologicznego w Głogowie.
Najnowsza moneta pochodzi z 1613 roku. Muzealnik przypuszcza, że skarb ukryto zabezpieczając majątek przed zbliżającą się wojną trzydziestoletnią.
Dzisiaj prokurator
- Nikomu nie postawiliśmy jeszcze żadnych zarzutów. To nadal tylko policyjne dochodzenie pod naszym nadzorem. We wtorek (dzisiaj – red.) z aktami zapozna się prokurator - mówi zastępca prokuratora rejonowego w Głogowie Bożena Ławrowska.
Srebrniki z Głogowa
W 1987 roku na działkach w Głogowie odkryto srebrne monety. Kiedy sprawą zainteresowali się archeolodzy wyszło na jaw, że chodzi o prawdziwy i wyjątkowy skarb - ponad 20 tysięcy monet. Początkowo znalazcy także ukrywali swoją tajemnicę. Sprawa się wydała, gdy w mieście zaczęto handlować zabytkowymi (XI-XIII w.) monetami nieznanego pochodzenia. W końcu, przy udziale policji, znalazcy oddali większą część skarbu. Jednak dostali za to skandalicznie niewielkie znaleźne. „Wystarczy na nową łopatę” - tak skomentowano ówcześnie sprawę w telewizji.
Konserwacja skarbu trwała kilka lat. Obecnie w Muzeum Historyczno-Archeologicznym w Głogowie jest stała ekspozycja, na której można podziwiać głośne znalezisko.