Fragmenty z książki
Wizyta na Śląsku 1868 rok.
„Zamek Przemków, Niegosławice na Śląsku, sobota, 8 sierpnia, - Wczoraj wieczorem wyruszyliśmy z misją Jej Królewskiej Mości ze stacji berlińskiej o godzinie 23:00. Mieliśmy bardzo gorącą podróż, minęliśmy Frankfurt w świetle księżyca, przesiedliśmy się w Haasdorf i dziś rano o godz. 5 dotarliśmy do Niegosławic. Tutaj spotkał nas otwarty powóz i mieliśmy przyjemną jazdę po płaskim terenie, na wpół bagnistym i na wpół pokrytym lasem, aż ni stąd ni zowąd trafiliśmy na niezwykle ładny zamek otoczony innymi domami wśród pięknych drzew. Przyjęły nas tutaj córki starego księcia i siostry księcia Krystiana, księżniczki Augusta i Henryka i byłam wdzięczna za możliwość pójścia do łóżka w moim dość małym pokoju. Dowiaduję się, że ta nieruchomość została kupiona przez księcia, kiedy został zmuszony do opuszczenia swojego księstwa w 1853 roku jako strzelnica i tylko stopniowo stał się jego domem. Bagnisty teren został zrekultywowany przez rozważny system odwadniania i nawadniania, postawiono zadbane zagrody i warunki chłopów znacznie się poprawiły. Zamek leży między miasteczkiem a lasem i składa się z kilku różnych domów. Mieszkam w jednym z nich z moim księciem i księżniczką i truchtamy do domu księcia, właściwego zamku, na obiad o pierwszej i kolację o piątej. Między naszym domem a dziedzińcem zamku przebiega miejska droga, obok nieustannie przechodzą stada owiec, wozy i stada świń, a wieczorem miejskie dzieci często podchodzą do okien i patrzą na nas. W rzeczywistości jest to najbardziej prymitywny i patriarchalny rodzaj życia, jaki kiedykolwiek widziałam. O 13:00. przeszliśmy przez dziedziniec na obiad w zamku i zostałam przedstawiona księciu, bardzo uprzejmemu i dżentelmeńskiemu staruszkowi - raczej kalece. Jego trzy córki, księżniczki Augusta, Amelia i Henryka, i każda z nich jest milsza i bardziej sympatyczna od drugiej, a ja szczególnie lubię najmłodszą, Henrykę, która dużo czyta, jest bardzo inteligentna i rozsądna. Po obiedzie wybraliśmy się na długą przejażdżkę otwartymi powozami - jedyne, co można było zrobić w tym upale - i odbyliśmy wyprawę rolniczą. Książę jest wspaniałym rolnikiem, hoduje konie i bydło na dużą skalę i jest dumny ze swojej wspaniałej rasy koni, pół arabów i pół perszeronów - rasy francuskiej. Wszystkie kobiety pracują na polach i chodzą na boso, w dużych słomkowych kapeluszach i bardzo krótkich spódnicach. Wozy są przeważnie ciągnięte przez woły. Nie ma bram ani żywopłotów, tylko czasami rów dzieli pola. Płaca z reguły wynosi dwa talary lub sześć szylingów tygodniowo, ale obejmuje to czynsz za ich bardzo marnie wyglądające domki.”
Kolejne cztery tygodnie zostało spędzonych w Przemkowie, gdzie Luiza została bardzo życzliwie potraktowana przez księżną Holsztynu i jej damy, i zobaczyła ciekawą stronę niemieckiego życia. Było to jednak, jak często powtarza w swoich listach i dzienniku, pod wieloma względami nudne życie i ekstremalne upały sprawiły, że prawie niemożliwe było podjęcie jakichkolwiek ćwiczeń lub nawet siedzenie na zewnątrz przed wieczorem. Czasami wcześnie jeździła z jedną z księżniczek do pięknego lasu „Oberwald”, otaczającego zamek i lubiła jeździć parą ślicznych, małych srokatych kucyków wyhodowanych na farmie księcia, podczas gdy księżna, żona księcia Krystiana jechała powozem ciągniętym przez parę siwych. Czasami na obiad przychodziło kilku sąsiadów i raz czy dwa odbywały się gorące dyskusje polityczne, których Louisa słuchała z żywym zainteresowaniem. W niedzielę 23 sierpnia zostało dostarczone wreszcie przemówienie powitalne księcia Krystiana z żoną, które miało być przedstawione po ich przybyciu, gdyby miało to miejsce o mniej nieziemskiej godzinie, i zgodnie z życzeniem księżnej Luiza napisała następującą relację z ceremonii dla królowej:
„Około wpół do siódmej nadszedł pochód, na czele którego stanęła kapela miejska, a za nią bractwo kurkowe, burmistrz i trzydzieści młodych dziewcząt ubranych na biało w czerwono-niebieskie chusty, aby reprezentować angielskie barwy. Siedemdziesiąt chciało wziąć udział w tym pochodzie, ale niestety nie było wystarczająco dużo białego muślinu w sąsiednim mieście. Na szczęście świeciło słońce, a scena była bardzo ładna. Kiedy wszyscy zajęli swoje miejsca, córka nauczyciela podarowała księżniczce ogromny bukiet białych róż, szkarłatnego geranium i heliotropu i wyrecytowała odę małżeńską skomponowaną przez syn pastora na tę okazję. Burmistrz wygłosił wówczas przemówienie, wyrażając radość, jaką wiadomość o małżeństwie księcia Krystiana sprawiła mieszkańcom Przemkowa oraz żal, że nie mogli wyrazić zadowolenia w czasie wizyty księżnej w zeszłym roku z powodu śmierci księżnej (Luizy Zofii – żony księcia Szlezwiku – Holsztyna Krystiana – przyp. tłumacza) kilka tygodni wcześniej. Następnie wszyscy obecni wykrzyczeli głośne „hoch”, a książę podziękował ze swojej i księżnej strony w kilku krótkich, dobrze dobranych słowach, po czym odśpiewano hymn. Wtedy stary kapitan bractwa kurkowego wystąpił naprzód i przepraszając za trzecie wyrażenie powitania przez stare niemieckie powiedzenie: „Alle guten Dinge sind drei” (do trzech razy sztuka – przyp. tłumacza) pogratulował księciu jako członek ich bractwa i dodał, że ma nadzieję, że Jego Królewska Wysokość sprawdzi się w życiu tak samo jak w sporcie i osiągnie doskonałe szczęście. Następnie krzyknięto księciu „hoch” jako głowie ich bractwa i za książęcy ród, na co książę odpowiedział bardzo zwięźle; a książę i księżna chodzili dookoła i rozmawiali z kilkoma osobami, których ewidentne przywiązanie do książęcej rodziny jest bardzo mile widziane.
„Piątek, 28 sierpnia - urodziny księżniczki Augusty, więc było dużo prezentów, prozdrowotnych drinków itp., a ja dostałam cudowną bransoletkę od księcia i księżnej. Wydają się być tak szczęśliwi tą zjednoczoną imprezą rodzinną, że miło ich widzieć. Mimo deszczu i zimna wszyscy poszliśmy obserwować strzelców i zjeść z nimi obiad - i to było bardzo wesołe - w jednym z gospodarstw, zwanym Adelaidenau, gdzie zbudowano w tym celu mały pokój.