Fragmenty z książki
Z Bytomia pojechałem w towarzystwie do Przemkowa, która to miejscowość spaliła się przed dwoma laty i w większej części znów została odbudowana dzięki pomocy króla i właściciela ziemskiego barona von Bibra. Ponieważ interesowało mnie, żeby zobaczyć te w tym przypadku przedsięwzięte kroki, tak też zrobiłem tą wycieczkę.
Przemków
To małe, wyżywiające się z rolnictwa miasteczko, w kwietniu 1804 roku spłonęło doszczętnie z wyjątkiem kilku domów i bieda jego mieszkańców, była tak duża, że oni, odliczając zaledwie kilku, nigdy nie byli by w stanie odbudować także chociażby chat, gdyby nie istniało ubezpieczenie budynków od ognia, król nie dałby daru z łaski w kwocie 15000 talarów i właściciel ziemski, baron von Bibrahn nie dałby właśnie tak wiele drewna i ziemiopłodów. U nas, taka miejscowość, mogłaby leżeć w gruzach latami i potem na miejscu starych stanęły by nowe chaty a gdzie to możliwe jeszcze gorsze.
Przemków odbudował się ze swoich ruin całkiem zwarcie i regularnie. Koszty odbudowy wyniosły 80000 talarów. Pomoc z ubezpieczenia od ognia wyniosła 20000 talarów, król dał 15000 talarów, właściciel ziemski również dużo; mieszkańcy dzięki temu musieli dołożyć tylko najmniejszą część. Prócz tego wpłynęły pokaźne, szczodre datki.
Urząd skarbowy osadził w Przemkowie zdolnego kontrolera, który kierował budową, zostały do tego założone cegielnie i wspierane było kończenie budowy we wszelki możliwy sposób. Szczególnie wyróżnił się właściciel ziemski, baron von Bibrahn i tą miejscowość tak znacznie poratował, że w tym wypadku zasłużył, na wyróżnienie na przykład spośród innych szlachciców.
Całkiem z osobna powinien być na Śląsku wyróżniony właściciel ziemski, który w ten sposób osiąga cel swojego bytu, ponieważ tak wielu myśli, że powinni oni tylko zażywać życia i wykorzystywać swoich poddanych.