Fragmenty książki
Przemków

„Szwajcarski domek" w parku w Przemkowie.

Ledwie opuściliśmy budynek dworca w Studziance, stacji na linii kolejowej Legnica–Żagań, a już przyjęły nas Bory Dolnośląskie. Kierujemy nasze kroki na północ, ku naszemu celowi – Przemkowowi. Po krótkiej wędrówce rzednie wysoki, ciemny las sosnowy i przed sobą dostrzegamy wieś Studzianka, która swą nazwę otrzymała od wciąż jeszcze istniejącej studni, która przechodzącej armadzie, armii, podawała wodę; tak opowiada lud. Wieś wraz z otaczającymi ją gruntami ornymi leży niczym oaza pośród borów. Niestety jej pola nie posiadają nic z bujnej żyzności owych wysp pustynnych; tylko ziemniaki, mizerny żyto i łubiny znajdujemy na polach, a niskie są plony, które nawet najpilniejsza praca jest w stanie im wydrzeć.
Mimo skromności mieszkańców borów musiałoby panować wśród nich wiele ubóstwa i często nędza, gdyby las nie darzył ich swoim błogosławieństwem. Kobiety i dzieci znajdują w nim obfitą zdobycz w postaci grzybów i jagód, a mężczyźni godziwy zarobek przy wyrębie i wywozie drewna. I tak możemy bardzo dobrze zrozumieć, że ludzie nie chcą rozstawać się ze swoją ojcowizną [Scholle], swoim borem. Przez bramę ogrodzenia dla dzikich zwierząt, które otacza las, wchodzimy ponownie w bór, wędrując dalej szeroką drogą, którą niegdyś zastępy Napoleona pewne zwycięstwa ciągnęły w swoim marszu na Rosję, a którą śmiertelnie wyczerpane z niepodbitego kraju powracały.
Dzisiaj nie słyszymy tętentu koni ani szczęku broni; ani jeden wóz, ani jeden człowiek nie spotyka nas podczas naszej dwugodzinnej wędrówki, a jednak nie czujemy się samotni. W pośpiesznej ucieczce sarna przeskakuje przez drogę, zając przecina naszą ścieżkę, mało pytając o to, że według wierzeń ludowych przynosi to nieszczęście. Ukryty przed nami i innymi mieszkańcami lasu [jest] szlachetny jeleń, który ma swoje stanowisko w sercu boru, w najgęstszej kniei, podczas gdy czarna, mroczna dzika świnia czeka dopiero na ciemność nocy, zanim wyjdzie na polany i pola, aby tam czynić swoje dzieło zniszczenia. Skraj lasu zdobi kwitnące wrzosowisko, wokół którego brzęczą gorliwe pszczoły, ptaszek pozwala wybrzmieć swojej pieśni przez las. Takt do tego wybija dzięcioł, który bada dąb stojący samotnie wśród sosen, wiecznie jednostajny szum drzew brzmi jak stara, znana, kochana pieśń: wtedy głęboki spokój spływa do naszej piersi — bór oczarował nasze serce.

Stary zamek w Przemkowie.
Na podstawie oryginalnej fotografii H. Harrttwiga z Chojnowa.

Jeszcze krótki odcinek i północny skraj boru zostaje osiągnięty. Przed nami rozpościera się szeroka płaszczyzna, która z trzech stron otoczona jest borem, a na północy zamknięta przez Bagno Szprotawskie. Ponad niewielkie wzniesienie wystaje i pozdrawia nas smukła wieża kościoła ewangelickiego w Przemkowie, a wkrótce przyjazne miasteczko leży przed nami, a na północny zachód od niego zamek Przemków.
Nie widać po tym liczącym około 2000 mieszkańców miejscu z jego przyjaznymi domami, że posiada ono już całkiem czcigodny wiek. Książę Przemko I [Primislaus I], wnuk sławnego Henryka I z Legnicy, zbudował między 1280 a 1290 rokiem na południowo-zachodnim krańcu dzisiejszego parku, na terenie, który nosił nazwę „Oberwald”, na „Wzgórzu Zamkowym” [Burgberge] zamek myśliwski, który sprowadził niemieckich osadników i tak położył fundament pod miasto, które po nim zostało nazwane Primislavia, po niemiecku Primkenau lub Prymke.
Ciężkie ciosy losu nawiedzały to miasto; kto potrafiłby odczytać mowę prastarego świadka historii Przemkowa, tysiącletniego dębu, który stoi blisko tamtego miejsca założenia, temu jego szum brzmiałby jak pieśń skargi. Ale o cierpieniu i nędzy tego miasta, o dzielnym duchu jego mieszkańców, nie docierała żadna wieść poza bory i bagniska w świat, jego nazwa pozostawała nieznana. Aż nagle, jak gdyby czarodziejska różdżka z bajki dotknęła tego miejsca, w całej ojczyźnie opowiadano o Przemkowie, a żądając i znajdując wstęp, pukała nazwa tego cichego miasteczka w borach do każdego niemieckiego serca: syn cesarski znalazł tutaj, w cichym borze, swoją wybrankę; Przemków jest domem naszej ukochanej cesarzowej Augusty Wiktorii.

Nowy zamek w Przemkowie.

Nasza cesarzowa pochodzi z domu Szlezwik-Holsztyn-Sonderburg-Augustenburg, bocznej linii duńskiego domu królewskiego, który wywodzi się z rodu hrabiów Oldenburga. Historia tego starego książęcego rodu jest ściśle związana z losami dawnych księstw, obecnej pruskiej prowincji Szlezwik-Holsztyn. W roku 1460 stany Szlezwika-Holsztynu wybrały duńskiego króla Chrystiana I na swojego księcia pod warunkiem, że księstwa powinny pozostać „na zawsze razem i niepodzielne” [up ewig ungedeelt]. Tak oto kraje te zostały powiązane z koroną duńską, związek, z którego dla nich aż do naszego stulecia wynikło wiele mrocznych czasów.
W Danii przy wygaśnięciu linii męskiej do dziedziczenia uprawniona była linia żeńska rodziny królewskiej, w księstwach zaś według starego, zapisanego prawa – linia męska całego domu Oldenburgów, najpierw linia Augustenburgów. Gdy zatem w połowie naszego stulecia duński dom królewski zbliżał się do owego losu, gdy do tego także duński rząd otwarcie dążył do nagięcia prawa księstw, do oderwania ich od Niemiec, ich macierzy, i nierozłącznego przywiązania do Danii, wtedy w roku 1848 powstały te północne krainy, aby walczyć o swoje prawo i swoją wolność. Jednak na próżno. Po przywróceniu panowania duńskiego cała linia Augustenburgów została wygnana z kraju, a ich posiadłości ziemskie zajęte. Książę Chrystian August z domu Augustenburg, prawowity następca w Szlezwiku-Holsztynie, który ze zdecydowaniem wystąpił w sprawie księstw, doszedł do przekonania, że jego walka o koronę książęcą jest bezcelowa; zrzekł się następstwa tronu, odstąpił swoje dobra Danii za odszkodowaniem i zakupił w roku 1853 państwo Przemków.
Tutaj książę znalazł, tak jak sobie życzył, wielką posiadłość ziemską, w której było jeszcze wiele do zrobienia. Nieustanna praca miała przynieść mu zapomnienie. W miejscu starego dworu wkrótce wzniósł się piękny zamek w stylu normańskim, który w najnowszym czasie musiał ustąpić miejsca okazałej nowej budowli; po nim nastąpiły Pałac Książęcy, który obecnie służy niemieckiej parze cesarskiej jako mieszkanie podczas pobytu w Przemkowie, Dom Kawalerski i budynek kuchenny. Na ścianie szczytowej budynki te noszą pierwsze litery imion księcia i jego małżonki, C.A. – L.S. – Chrystian August, Luiza Zofia – jak również rok budowy i herb książęcy. Pod kierownictwem księcia powstały dzięki żmudnej pracy z jałowych płaszczyzn piachu i wrzosowisk pola przynoszące plony; niedostępne, niegościnne Bagno Szprotawskie zostało odwodnione i przez to uzyskano użyteczne ziemie orne i łąkowe z nadzwyczaj bujnym porostem traw; las przylegający do placu zamkowego został przekształcony we wspaniały park przyrodniczy, a ten był pielęgnowany z miłosną starannością, krótko mówiąc: wprowadzenie się domu książęcego do Przemkowa oznaczało dla miasta i jego okolicy trwały rozkwit.
Syn księcia, następca tronu Fryderyk, poślubił 11 września 1856 roku księżniczkę Adelajdę z Hohenlohe-Langenburg i mieszkał w swoim majątku rycerskim Dłużek koło Lubska. Dnia 22 października 1858 roku urodziła się tej parze książęcej dziewczynka, która otrzymała imiona Augusta Wiktoria Luiza Teodora Jenny – nasza cesarzowa. Do jej chrzestnych należeli ówczesny książę regent Prus i późniejszy cesarz Wilhelm I oraz jego syn, Fryderyk III, ze swoimi dostojnymi małżonkami, księżniczkami Augustą i Wiktorią, tak że dwie przyszłe cesarzowe były chrzestnymi trzeciej! W Dłużku urodziła się książęcym rodzicom jeszcze księżniczka Karolina Matylda i syn, obecny książę Ernest Günther, urodzony w Kilonii; Luiza Zofia, która poślubiła księcia Fryderyka Leopolda z Prus, oraz księżniczka Teodora. Matka przejęła, zgodnie z dobrym mieszczańskim obyczajem, sama największą część opieki nad swoimi dziećmi. W Dłużku księżniczka Augusta Wiktoria, blondwłosa, niebieskooka dziewczynka, przeżyła swoje pierwsze sześć lat życia.

Książę Fryderyk i księżna Adelajda ze Szlezwika-Holsztynu.

Podczas gdy tutaj panował głęboki pokój, nad Niemcami nadciągała ciężka burza, której grzmoty miały odbić się echem w naszej ojczyźnie, i która miała głęboko wstrząsnąć rodziną z Dłużka. 15 listopada 1863 roku zmarł król Fryderyk VII, ostatni potomek męskiej linii duńskiego domu królewskiego. Teraz kwestia następstwa tronu w Szlezwiku-Holsztynie musiała zostać ostatecznie rozstrzygnięta. Książę Fryderyk, opierając się na swoim dobrym prawie, ogłosił już 19 listopada objęcie rządów jako Fryderyk VIII ze Szlezwika-Holsztynu. Krótki, pełen nadziei sen dla księcia! Przeniósł on swoją siedzibę do Kilonii, gdzie został powitany z wielkim entuzjazmem. W następnym lecie podążyła tam za nim jego rodzina. Także w tym poważnym, brzemiennym w skutki czasie księżna oddawała się całkowicie swojej rodzinie. Do pokoju dziecięcego nie przenikały troski o dziedzictwo księstw. W Kilonii otrzymała księżniczka Augusta Wiktoria także swoje pierwsze nauki. — Bieg, jaki przyjęła sprawa księstw, jest znany. Prusy i Austria wywalczyły to przez zwycięską kampanię przeciwko Danii i uratowały je tym samym dla niemczyzny. Prawo do samostanowienia i gorliwe dążenie do tak gorąco upragnionego przez wszystkich patriotów celu, jedności Niemiec, zabraniało jednak Prusom tolerowania w tamtym ważnym miejscu utworzenia całkowicie niezależnego małego państwa, a książę Fryderyk uważał, że nie może spełnić pruskiego żądania, aby zapewnić trwałe przyłączenie siły zbrojnej i polityki księstw do Prus.
Wojna z 1866 roku, która stworzyła podstawę do odbudowy cesarstwa niemieckiego, rozstrzygnęła także o księstwach; stały się one pruską prowincją. — Ojczyzna musi, jeśli ma być silna i potężna, często żądać ciężkich ofiar. Mienie i krew poświęcili jej nasi ojcowie — książę Fryderyk musiał dla sprawy narodowej poświęcić swoje nadzieje. Książę sprzedał dobra w Dłużku i żył przez kilka lat w Gocie w cichym odosobnieniu. Dnia 11 marca 1869 roku jego ojciec złożył swą strudzoną głowę na wieczny spoczynek. Książę Fryderyk został panem na Przemkowie. Jak niegdyś ojca, tak i jego przyjmują bory, gdy jego wielkie plany i nadzieje się załamały, i także na niego rzucają swój urok i uczą go zapominać o rozczarowaniach. Zarządza swoim dziedzictwem w duchu swojego ojca; ale przede wszystkim żyje dla wychowania swoich dzieci. Ciężka walka wyrzeczenia, którą musiał stoczyć, nauczyła go, że tylko zdrowy, świeży duch, głęboka dusza i silna ufność w Bogu są filarami, które podtrzymują człowieka także w ciężkich czasach. W tym sensie wychowuje on swoje dzieci, bez wiedzy o tym, że czeka je niemiecka przyszłość.

Cesarzowa w wieku 5 lat.

W Przemkowie rozpoczyna się dla obu najstarszych księżniczek, Augusty Wiktorii i Karoliny Matyldy, które są sobie w serdecznej miłości oddane, czas nauki. Szczególną wartość przykładał książę do lekcji religii i historii. Żądał on, aby w serca dzieci wlano prawdziwą bogobojność i miłość bliźniego, oraz aby w historii uczyły się widzieć panowanie Boga i drogi narodów. Często można spotkać księcia pogrążonego w poważnej rozmowie z nauczycielem swoich dzieci, zgłębiającego poszczególne kwestie wychowania i nauczania. Punktualność i porządek są w zamku książęcym domownikami. Dzieci muszą przestrzegać dokładnego podziału czasu dnia, w którym praca i odpoczynek się zmieniają. Po południu, podczas odbywającego się późno obiadu [Diner], rodzice należą wyłącznie do swoich dzieci. Jak promieniują ich oczy, gdy powóz podjeżdża pod dom i ruszają w wesołą podróż w głąb boru, w którym czują się tak swojsko! Innego dnia Bagno Szprotawskie jest celem wycieczki. Przy tym przemierza się zasobny rewir łowiecki, i wciąż na nowo sprawia dzieciom radość, gdy wkrótce z prawej, wkrótce z lewej strony, z głośnym szumem zrywają się bażanty, gdy sarna, spokojnie stojąc, pozwala powozowi przejechać i spogląda na nich swoimi wielkimi, wiernymi oczami. Odpoczywa się w folwarku Adelaidenau, który leży pośrodku bagien, i księżniczki słuchają, z jak ogromnym trudem ich dziadek, książę Chrystian August, stworzył z bezwartościowych moczarów i torfowisk kwitnące łąki i żyzne pola, i jak dzięki temu podniósł się dobrobyt całej okolicy.

Cesarzowa ze swoimi dwoma młodszymi siostrami.

Księżniczki chętnie wędrują ze swoim ojcem także pieszo do huty żelaza Huta Henryka, która daje 400 robotnikom godziwe zajęcie, i przyglądają się czarnym, okopconym postaciom przy ich pracy. Szwedzkie Mosty, które przy hucie prowadzą przez Szprotę, oraz legenda, że w moczarach utonął sztandar Szwedów, dają ojcu powód, by opowiedzieć o smutnych losach Przemkowa podczas wojny trzydziestoletniej i czasów kontrreformacji.
Ulubione miejsca mają księżniczki także w domu. Za zamkiem, na początku parku leżą dwa stawy, po których dumnie pływają łabędzie; to miejsce zabaw. Wielcy i mali, często są przy tym także goście, jednoczą się tutaj w radosnej zabawie, i rozbrzmiewa jasny śmiech dziecięcy, gdy kula do krokieta ojca chybi celu. — Lecz raj dzieci leży głębiej w parku. Z ciemnej zieleni jodłowej wyziera mały domek, zbudowany w stylu szwajcarskim; jego dach jest porośnięty dzikim winem. Przed nim znajduje się ogródek, w którym każde dziecko ma swoją grządkę. Tutaj kopią, sadzą, podlewają i pielą księżniczki z niezmordowaną gorliwością, i czują dumną radość te małe ogrodniczki, gdy mogą nieść wyhodowane przez siebie warzywa do kuchni książęcej, co musi potem przy stole zostać odpowiednio docenione. — Dzisiaj grządki są porośnięte barwinkiem. — A co kryje wewnątrz szwajcarski domek? Wszystko, o czym marzy serce dziewczęce. Ślicznie urządzony pokoik jest salonem dla księżniczek i ich ulubieńców, lalek; obok leży mała kuchnia z otwartym, wymurowanym z czerwonych cegieł piecem i pełnym wyposażeniem kuchennym. Tutaj rządzą i gospodarują księżniczki jako małe niemieckie gospodynie domowe. Wkrótce idą ze swoimi ulubieńcami na spacer w ogrodzie, wkrótce pieszczą się z nimi na werandzie, która ciągnie się wzdłuż przedniej strony domku, wkrótce świętują radosne uroczystości. Potem znów przygotowują one, z całkiem poważnymi minami na twarzach, w kuchni z pilnym zapałem posiłek i śpiewają potem lalkom do snu. Lecz jeszcze inni podopieczni czekają na ich opiekę. Za szwajcarskim domkiem sarny i kury mają swoje mieszkanie, o których nigdy się nie zapomina. — Na buku w bezpośrednim sąsiedztwie szwajcarskiego domku nasz cesarz jako narzeczony wyciął litery V W. Dlaczego akurat tutaj? —
Księżniczki słyszą wołanie swoich imion, i choćby tutaj było i tysiąckrotnie piękniej niż gdziekolwiek indziej, opuszczają one jednak swoje królestwo bajek i śpieszą tam; rozpoznały głos ojca. Przed zamkiem stoi książę, wysoki, postawny mężczyzna. Przykre doświadczenia nadały jego twarzy poważny wyraz; lecz gdy widzi nadbiegających swoich ulubieńców, w jego oczach zapala się serdeczna radość, on wie, jak bogato pobłogosławił go Bóg w jego dzieciach. Chętnie towarzyszą księżniczki ojcu, tuląc się do niego, podczas spaceru przez mroczny park. Przechodzi się obok wszystkich przytulnych miejsc, przy Siedmiu Źródłach, przy błędnym ogrodzie, przy Lisiej Górze, obok łąk i stawów. Tutaj i tam podziwiane są piękne, wysoko pnące się dęby, które przeżyły swoją młodość w borach i teraz są ozdobą parku. Koniec tego [spaceru] jest osiągnięty, wkrótce został zdobyty mały pagórek, którego wierzchołek wieńczy Villa Jägerhof, mały zameczek myśliwski. Stąd oko ogarnia szeroką równinę, która od brązowych borów oddzielona jest jakby nieprzeniknionym murem. Z północy pozdrawiają przez bagniska niebieskie Wzgórza Dalkowskie; prześwit przez zadrzewienie parku umożliwia widok na zamek. Jakże piękna jest jednak ojczyzna! Już słońce chyli się nisko ku horyzontowi i napomina tym samym do powrotu do domu. Jeszcze raz zaprasza Ławka Heleny pod potężnym dębem do odpoczynku. Z nabożnym skupieniem obserwują dzieci wzniosłe widowisko zachodu słońca; słowik śpiewa odchodzącemu słońcu kołysankę. Także nasi wędrowcy wracają do domu.
Poważne i głębokie rozmowy prowadzi ojciec podczas tych spacerów ze swoimi dziećmi. Do sensownego rozważania natury skłania on ich wrażliwe umysły i budzi w młodych sercach miłość do wiernego, troskliwego Ojca w niebie. Opowiada im on także o drogim, otoczonym morzem kraju ojczystym, o zamku Augustenburg, siedzibie rodowej przodków, na otoczonej błękitnymi falami Bałtyku wyspie Als. Lecz nie gorzki ból wywołuje on u nich, lecz chce ich prowadzić do ufnej wiary w Tego, który swoich często przez noc prowadzi ku światłu.

Cesarzowa Augusta Wiktoria.

Że książę sam sprawę ojczyzny stawiał ponad własną, pokazuje on latem 1870; także on wyciąga swój miecz ku obronie ojczyzny. W kwaterze głównej następcy tronu bierze udział w kampanii przeciwko Francji i odnawia przy tym więź przyjaźni z tym szlachetnym księciem. Cicho jest w tym roku wojennym w zamku w Przemkowie; także zimowe radości wydają się mniejsze niż zwykle: księżniczkom brakuje ojca, który dzielił z nimi każdą, nawet najmniejszą radość. Tym serdeczniej zostaje powitany powracający ze zwycięskiej wyprawy. Dużo piękna wolno księżniczkom oglądać w następnych latach; towarzyszą rodzicom w podróżach w Karkonosze, do Francji i Szwecji. Część zimy rodzina książęca spędza regularnie w Gocie.
Poważny czas zaczyna się dla księżniczek; są one konfirmantkami. Serdecznie ze sobą złączone, dzieliły w młodości radość i smutek, razem odbierały naukę konfirmacyjną, wspólnie mają być także pobłogosławione. Jest to 22 maja roku 1875, nie jest to dzień świąteczny, a jednak miasteczko wygląda tak uroczyście. Rolnik nie wyjechał o zwykłej porze na pole, w warsztatach spoczywa praca, i już rano dzieci ubrane są w swoje niedzielne stroje. Wtedy dzwonią dzwony z wieży i wkrótce odświętnie przyozdobiony dom Boży jest wypełniony. Augusta Wiktoria i Karolina Matylda wchodzą do kościoła, prowadzone przez swoich rodziców, przez krewnych i drogich przyjaciół domu. „Nasze kochane księżniczki!” mówi stara kobiecina, a jej oczy stają się wilgotne. Za wyznaczonymi dla nich krzesłami przed ołtarzem zatrzymują się one. Zgodnie ze starym obyczajem wielebny duchowny, pastor Meißner, przeprowadza z nimi egzamin. Wypełnione świętą powagą tej godziny, obie konfirmantki składają przed zgromadzoną gminą świadectwo o swojej wierze i swojej nadziei. Z obietnicą: „Bądź wierny aż do śmierci, a dam Ci koronę żywota”, błogosławi duchowny księżniczkę Augustę Wiktorię. Według dobrego zwyczaju książęcego także ojciec kładzie swoją dłoń błogosławiąc na głowę swojego kochanego dziecka i upomina je, aby zawsze trzymać się dewizy domu: „Bez Bożej łaski wszelki trud daremny”.
Tak bogate życie wewnętrzne, jakie zostało obudzone u dzieci książęcych, objawia się nie tylko w serdecznym przywiązaniu do rodziców i rodzeństwa, lecz także w szczerej miłości bliźniego, w zdobywającej serca życzliwości wobec każdego. Tego doświadczają przede wszystkim biedni z Przemkowa. Szczęśliwe są księżniczki, gdy na urodziny i święta Bożego Narodzenia wolno im przygotować radosne obdarowanie; i podarunki nie są tylko po prostu kupione, lecz wiele rąk przy tym pracowało, i dzieci z własnego kieszonkowego oszczędzały, aby pomagać biednym i chorym i ich pocieszać. I wchodzą one do nędznych, biednych chat, tak jest to zwłaszcza przy księżniczce Augusty Wiktorii, i podają obdarowanym z miłością rękę, pocieszają ich swoimi serdecznymi słowami i darami. Przy pewnym spacerze przez park spotyka księżniczkę Augustę Wiktorię mała dziewczynka, która na drodze siedzi i gorzko płacze. Z miłością pyta ją o przyczynę cierpienia; wtedy mała z Przemkowa wyciąga stopę, w której tkwi duży cierń. Szybko jest on wyjęty. Potem bierze księżniczka dziewczynkę za rękę, idzie z nią do domu, opatruje ją wodą z octem i opatrunkami, i wkrótce ból znika.
Innym razem widzi księżniczka małe dziecko beztrosko bawiące się na drodze, podczas gdy wóz pędzi w dół. Na własne niebezpieczeństwo nie zważając, skacze ona tam i ratuje dziecko w ostatniej chwili. Kiedyś wędrowały księżniczki w sąsiedniej wiosce, aby i tam czynić dzieło miłości. Piaszczysta, na wzgórze prowadząca droga była bardzo ciężka. Jeden z robotników z trudem starał się wyciągnąć pod górę swój ciężko załadowany wóz. Księżniczki chwytają mocnymi rękami i pomagają wozowi ruszyć pod górę. Człowiek ten nie jest w stanie wymówić słowa podziękowania, i zanim zdążył wypowiedzieć jakieś słowo, radosne twarze księżniczek zniknęły.
Przemknęły lata. Augusta Wiktoria stała się młodą kobietą. Podróże do Francji i Anglii poszerzyły jej horyzonty; ze szczególnym zainteresowaniem zajmowała się ona muzyką i malarstwem. Lecz nic nie wydało jej się piękniejsze niż jej kochany Przemków; żaden inny zakątek ziemi nie wydawał jej się tak drogi, i nikogo nie kochała tak bardzo, jak swoją ojczyznę, o którą tak wiele się walczyło i cierpiało. Zapukał anioł nieszczęścia także do książęcego domu, który rzadko do tej pory nawiedzała troska i choroba. Po krótkiej chorobie został niespodziewanie powołany pan domu z kręgu swoich bliskich. Dnia 14 stycznia 1880 zasnął książę Fryderyk, ku wielkiemu bólowi swojej rodziny. Głęboki ból ogarnął ciche miasteczko w borach i zamek w Przemkowie, stracili oni przecież w zmarłym panu swojego najwierniejszego pomocnika, swoich robotników, swego pełnego miłości pana, a ich domownicy szlachetnego człowieka, o którym po wsze czasy z wdzięcznością będą pamiętać. Dnia 22 stycznia wystawiono zwłoki w krypcie kościoła ewangelickiego w Przemkowie. Następca tronu Fryderyk Wilhelm przybył, aby zmarłemu przyjacielowi oddać ostatnią posługę i pocieszyć strapioną rodzinę.

Cesarz Wilhelm II i cesarzowa Augusta Wiktoria jako para młoda.

Prawdziwym pocieszeniem dla niej było to, że jasny promień radości rozświetlił życie domowe. Do tokowiska głuszca w roku 1879 prowadził ówczesnego księcia Wilhelma Pruskiego rewir łowiecki księcia Fryderyka. Słuchajmy, co o tym napisał poeta:
Na tokowisku głuszca
W książęcym boru w Przemkowie
Słychać ptactwo w każdym rogu,
Głuszec tokuje, słychać go dokładnie,
Gdzie się w zaroślach ukrywa.
I leśniczy kieruje wieści do Berlina:
„Panie Książę, niech Pan przybywa chyżo;
To najlepszy czas tokowania,
Niech Pan przybywa, i to szybko!”
Ostrożnie skradają się obaj,
Świat jeszcze pogrążony w snach;
Książę strzela – i wspaniały kogut,
Piękny okaz, spada z drzewa.
I gdy wraca do książęcego zamku,
Zdumiony swym łupem wielce,
„Darz bór” – mówi – „Z Bożym pozdrowieniem,
Dzień tokowania jest dzisiaj mój!”
Tokowisko głuszca i polowanie miały jeszcze jedno, większe znaczenie: książę Wilhelm znalazł swoją wybrankę, najszlachetniejszą księżniczkę, która serca wszystkich Przemkowian podbiła szturmem. Jak urzeczony stał książę przed księżniczką i oddał jej swoje serce, a już wkrótce potem, w Gocie, dłoń i serce narzeczonego zostały przyjęte. Wysocy rodzice obu narzeczonych, jak również wszystkie narody Niemiec i domu Hohenzollernów, cesarz Wilhelm I, z radością powitali zaręczyny młodych ludzi. Podczas pobytu na zamku zimą 1880 r. narzeczony został uroczyście proklamowany, tam padł na serce kochającego ojca mroczny cień przedwczesnej śmierci. Wiadomość o zaręczynach córki została w krajach północnych gorąco powitana; tamtejsi mieszkańcy, którzy na zawsze do serca przywiązali cesarzową, widzieli w tym, że córka domu Szlezwik-Holsztyn przez miłość i wierność została powołana na tron i wzniesiona do najwyższej godności, odszkodowanie za straty ich księstw. Zaślubiny młodej pary książęcej odbyły się 27 lutego 1881 roku. Lecz zanim z radosnym sercem narzeczona pożegnała się ze swoim cichym domem i jego mieszkańcami. Na ich serdeczną prośbę uczestniczyła ona w Przemkowie w ostatnim nabożeństwie, podczas którego jako pieśń pożegnalną odśpiewano utwór „Jezu, bądź moim przewodnikiem”. Kto przechodził obok kościoła tego dnia – było to 8 lutego – musiał przyznać: to musi być radosna, a jednak bolesna chwila rozstania – dla panny młodej, która na najwyższy tron cesarski została powołana, i dla najwyższych szlachetnych dusz, których ślady na każdym kroku można znaleźć w cichym miasteczku w borach. —
„Nie, dusza powinna być najpierw odświeżona”, brzmiała odpowiedź księżniczki: „Nie, najpierw powinni się cieszyć najbiedniejsi z Przemkowa. Ich radość, tak jak ja ją postrzegam w moich nowym domu, powinna mi przynieść pocieszenie i nadzieję”. I tak w kościele w Przemkowie obdarowano 138 starców, podając każdemu rękę i pocieszając go, co rzadko można spotkać. To był ten sam cichy powiew, który przelatywał przez wszystkie ich czyny, który wkrótce jednoczył ich radosną rękę z każdym biednym z miasteczka, gdy nadeszła wiadomość, że nadszedł czas wielkiego świętowania, które we wszystkich kościołach kraju było ogłaszane. Von Bülow, którego listy rzucają światło na nastroje w całych Niemczech, donosił, jak mieszkańcy z Przemkowa, od placu zamkowego po domy mieszczańskie, czuli się dumni i szczęśliwi, gdy ich ukochana księżniczka została narzeczoną, a później cesarzową. Wielu mieszkańców Przemkowa, którzy ze łzami w oczach oglądali wyjazd młodej pary z miasteczka, było teraz dumnych z ich wielkiej panny młodej w drodze do Berlina, na królewski zamek, w ich radosnych sercach wiedzieli oni, że ich ukochana Augusta zawsze pozostanie wierną córką ich ojczyzny.
Kiedy w ich domach dzieci opowiadały o cesarzowej, to była ona dla nich jak dobry anioł z Przemkowa, który przesyłał im swoją miłość; cesarzowa troszczyła się o ich domy, i gdy nadszedł rok 1888, rok bolesnej troski i głębokiego bólu, w Przemkowie żarliwie modlono się za dom cesarski i za zdrowie ich drogich chorych. Jeśli mogłoby to zostać udowodnione wiernością i oddaniem, to w Przemkowie, na placu zamkowym, gdy nadszedł list z radosną nowiną o wyzdrowieniu syna cesarza, radość mieszkańców byłaby niezliczona. Ich mała ojczyzna szczyciła się tym, że ich ukochana Augusta, narzeczona, która tam spędziła młodość, teraz zasiadała na cesarskim tronie; mieszkańcy czuli się zjednoczeni duchem ojczyzny, a jako cicha pomoc w zamku, ich mała Augusta pozostawała ich ukochaną córką. Kiedy nadszedł rok 1888, ten smutny rok dwóch cesarzy, w Przemkowie panowała żałoba, lecz w sercu pozostała córką ojczyzny. W jej obecności w Przemkowie biedni znajdowali ulgę i pocieszenie, i wielu, którym w trudnych chwilach pomogła, widziało w niej nadal swego dobrego anioła.
Także jako cesarzowa Augusta Wiktoria zachowała miłość do swojej ojczyzny. Tak spędziła rok 1896 nie tylko we Wrocławiu i Zgorzelcu, lecz także w Przemkowie w dniach cesarskich. Od 13 do 16 maja zamek w Przemkowie gościł cesarza i cesarzową; dom książęcy brata Ernesta Günthera gościł cesarskich gości. Jaki blask i przepych wylał się nie tylko w wielkich miastach, gdzie para cesarska przebywała, lecz także w tym małym miasteczku w borach, nie da się opisać. Pozostaje to jako trwałe wspomnienie u tych, którym dane było to przeżyć. Bardzo cicha pamiątka odwiedzin cesarza została umieszczona w parku: obok „Lisiej Góry” posadził on dąb, a cesarzowa obok niego jesion; dla młodych drzew cesarzowa osobiście wykonała pierwsze wbicie łopaty w ziemię pod korzenie; nauczyciele i uczniowie towarzyszyli tej uroczystości radosnymi pieśniami. Oby te drzewa cesarskie przetrwały długie stulecia i rosły i zieleniały ku czci naszej pary cesarskiej!
Dni te były pełne radosnych przeżyć dla wdzięcznych mieszkańców Przemkowa. Przed odjazdem odwiedziła cesarzowa szkołę dla dzieci, która po księżniczce otrzymała nazwę „Victoria-Luisen-Schule”. Kiedy cesarzowa w otoczeniu duchownych, nauczycielek i dam dworu z radosnym blaskiem w oczach wchodziła do sal, powitała ją radosnym, poetyckim pozdrowieniem mała dziewczynka z bukietem kwiatów. Cesarzowa była tym bardzo uradowana i każdemu z tych miłych dzieci, które w radosnych grupach stały wokół niej, podała rękę. Potem zaczęły się dla jasnych gromadek dziecięcych wesołe godziny. Nie zabrakło cesarskiego podarunku. Każde dziecko otrzymało piernik i woreczek z cukierkami, i według sposobu dziecięcego rzuciły się one na dary swej radosnej ofiarodawczyni, których oczy z miłosnym blaskiem spoczywały na nich.
Tylko jedno dziecko płakało, dwu i półletnia dziewczynka, zbyt mała, aby móc się przebić przez gęsty tłum do cesarzowej. Wtedy zauważyła to cesarzowa, zeszła do niej i wiedziała, jak ją szybko i czule pocieszyć. Tam zaglądały oczy dziecięce przez okna z wielką tęsknotą. Szybko kazała cesarzowa otworzyć okna i podawała dzieciom na zewnątrz swoje słodkie dary; tak, każde dziecko, które stało w wielkim ścisku, podniosło głowę i ssało podany mu przez okno dar. Przyjazne, pełne miłości słowa skierowała cesarzowa także do stojących na zewnątrz matek, które z radosnym błyskiem w oczach patrzyły na to, jak ich dzieci były traktowane przez Matkę Kraju. I wkrótce rozległ się radosny okrzyk ku niebu: „Nasza cesarzowa niech żyje!”. Ten okrzyk radości znajduje radosne echo we wszystkich niemieckich sercach, przeniknięty tym jednym życzeniem: Boże chroń, Boże błogosław naszą ukochaną cesarzową!
A. Willenberg.