Fragmenty książki
21 lipca 1896. Książ.
Na początku września Cesarz będzie w Przemkowie na manewrach. Chciałabym, aby przyjechał do Książa. We Wrocławiu ma odbyć się wielki bal na cześć jego i Cesarzowej; oczywiście pojedziemy i zabierzemy Patsy, Poppets i Shelagh, które będą tu wtedy gościć. Może to być dobra okazja dla Hansa, by odbyć prywatną rozmowę ze swoim „Wszechmogącym Suwerenem”. Książę Ernst Günther (brat Cesarzowej) napisze do mnie i doradzi, jak najlepiej zaaranżować tę rozmowę. Mam wielką nadzieję, że Hans zajmie należną mu pozycję przed Cesarzem i nie będzie wyglądał na nieśmiałego, jak to ma w zwyczaju, ani na wyniosłego; nigdy nie można sobie pozwolić na działanie na własną szkodę jedynie z przekory, a uważam, że w Niemczech osobista kłótnia z Cesarzem to coś znacznie gorszego. Bardzo wielu ludzi musi pracować pod rządami Władcy, z którego polityką i sposobem sprawowania władzy nie w pełni się zgadzają.
25 sierpnia 1896. Wtorek. Książ.
Wróciliśmy z Pszczyny [Pless] przedwczoraj, aby podjąć drogiego Wielkiego Księcia Meklemburgii; Wielka Księżna (Anastazja) przebywa w Homburgu, więc nie przyjechała. On musi wyjechać jutro. Lulu i jej mąż również tu są, podobnie jak książę i księżna Hatzfeldt. Właśnie zamierzam zawieźć Wielkiego Księcia do Szczawna [Salzbrunn] moim zaprzęgiem pięciu białych arabskich kuców. Wszyscy moi drodzy bliscy przyjadą ósmego września.
Ustalono już, że 29-go pojedziemy do Przemkowa do księcia Ernsta Günthera na manewry kawalerii; słyszę teraz, że Cesarz nie będzie obecny; mimo to będzie bardzo interesująco, a ja będę jeździć konno. Będzie tam hrabia Turynu; podróżowaliśmy tym samym pociągiem z Wiednia, a on przyszedł do naszego wagonu i mówił, i mówił; wstałam tego ranka o szóstej, miałam za sobą bardzo męczący tydzień w górach i marzyłam o śnie.
Rozmawiałam z nim o Papieżu oraz o „czarnych” i „białych” w Rzymie [stronnictwa arystokracji rzymskiej]; dość mocno się podekscytował, a Hans [mąż Daisy] czuł się coraz bardziej nieswojo i dawał mi znaki, bym przestała; zdawało się to jednak bawić hrabiego i zamiast nas opuścić, jak myślałam, że zrobi, siedział dalej, mrugał oczami i gestykulował rękami. Rozmawiali o księciu Orleanu; Hans mówi, że jeszcze zobaczymy go królem Francji.
7 września 1896. Książ.
„W Przemkowie bawiliśmy się wyśmienicie, ale podczas manewrów jeździłam konno tylko jeden dzień, ponieważ nazajutrz prawie wszyscy żołnierze wyjechali – musieli przemaszerować gdzieś w okolice Drezna. Jechałam na Empress [Cesarzowej] i spisywała się wspaniale, choć trochę mocno parła do przodu; wszyscy ją jednak podziwiali, a ja byłam tam jedyną damą w siodle. To był urzekający widok – trzy tysiące mężczyzn na koniach, wszyscy z lancami. Teraz muszę iść pośpiewać. Patsy, Poppets i Shelagh są tutaj, jest też drogi Gordy Wood. Napiszę później.”
20 listopad 1902. Książ.
Hans opuścił wczoraj Nowy Jork i przybędzie do Berlina 27-go. Nie wiem, co robić, ponieważ tego dnia jesteśmy oczekiwani w Przemkowie, aby spotkać się z arcyksięciem Franciszkiem Ferdynandem i jego morganatyczną żoną, księżną Hohenberg, a jeśli Cesarz będzie w Berlinie, może chcieć natychmiast widzieć się z Hansem. Nie mam możliwości powiadomienia Hansa, gdyż jest on teraz na morzu. Myślałam o napisaniu do hrabiego Eulenburga z prośbą, by przekazał to Cesarzowi, który przebywa obecnie w Anglii. Jeśli nie będziemy mogli pojechać do Przemkowa, powinnam natychmiast napisać do księcia Ernesta Günthera.
11 grudnia 1902. Książ.
1 grudnia udaliśmy się do Przemkowa do księcia i księżnej Szlezwika-Holsztynu, aby spotkać się z arcyksięciem Franciszkiem Ferdynandem i jego żoną, księżną Hohenberg, którą dobrze znałam jako Zofię Chotek jeszcze sprzed jej zamążpójścia. Była bardzo uprzejma, nic a nic się nie zmieniła i nie wywyższała się, choć niektórzy mówią, że kiedy on zostanie cesarzem, będzie mógł mianować ją cesarzową, jeśli tylko zechce. Prawie nie wierzę, by było to możliwe, ale czas pokaże; pod wieloma względami i w wielu miejscach wydarzy się jeszcze wiele dziwnych rzeczy.
Arcyksiążę był bardzo miły, otyły i cichy (tak różny od niemieckiego cesarza). Oceniłabym go jako człowieka słabego, choć bardzo upartego i niezbyt prawdomównego, ale przypuszczam, że na stanowisku takim jak jego „prawdą należy szafować z dużą oszczędnością”.
Księżna Ernstowa Güntherowa była męcząca jak zwykle! Naprawdę uważam, że nie ma do końca po kolei w głowie, choć jest z nią nieco lepiej niż dawniej. Wszyscy wpisali się do mojego albumu i chciałam, aby ona wpisała się na tej samej stronie, co arcyksiążę i jej mąż, ale nic nie było w stanie jej do tego skłonić. Twierdziła, że zepsuje stronę, że pisze zbyt brzydko i że wpisze się na innej. Kilkakrotnie włożyłam jej pióro do ręki, ale ona wciąż odmawiała, więc w końcu straciłam cierpliwość i powiedziałam: „Zachowuje się Pani jak niegrzeczne dziecko, Madame, a na to jest Pani doprawdy za stara”. I na oczach wszystkich ostentacyjnie oddałam księgę służącemu, mówiąc głośno: „Jej Królewska Wysokość nie życzy sobie wpisywać; proszę przekazać album mojej pokojówce do spakowania”. Wyglądała wtedy na nieco zaskoczoną!
13 grudnia 1913. Pszczyna.
Cesarz i Cesarzowa gościli w Przemkowie; Cesarzowa została jeszcze przez jakiś czas po tym, jak Cesarz wyjechał. Śpiewałam jej i opowiadałam historie o staruszkach i niemowlętach, co wprawiło ją w zachwyt, a ku wielkiej uciesze Hansa, przy pożegnaniu mnie ucałowała. . . . Cóż, pamiętniku, dobranoc; być może rok 1914 będzie lepszy i szczęśliwszy; jakiekolwiek dobre duchy są przy mnie, gdy to piszę – proszę, chrońcie mnie i pomagajcie mi.