Archiwum Prasowe19 marca 1937
Wiadomość z dnia 19.03.1937
2000 mężczyzn walczy o nowe terytorium. Podbój Bagien rzeki Szprotawy. Kiedy po raz pierwszy jechaliśmy na Bagna rzeki Szprotawy, to wiosennego dnia 1934 roku p...
2000 mężczyzn walczy o nowe terytorium. Podbój Bagien rzeki Szprotawy. Kiedy po raz pierwszy jechaliśmy na Bagna rzeki Szprotawy, to wiosennego dnia 1934 roku powiedziano nam w Berlinie w wydziale planowania Służby Pracy o ogromnym projekcie, jakiego młodzież niemiecka podejmuje się na tym śląskim pustkowiu. Na mapie sztabu generalnego pokazano nam, o jak wielki bezużyteczny obszar tutaj chodzi. Powiedziano nam o wszystkich trudnościach, jakie napotykały próby wykorzystania tego pustkowia na tych bagnach i mokradłach. Mieliśmy z grubsza przedstawione to, co zobaczymy - a jednak okazało się, że rzeczywistość jest dużo gorsza. Potem udając się w tamto miejsce nasz samochód przejechał przez wiele tych śląskich wiosek, które są tak wypucowane, że można by pomyśleć, że zostały wyciągnięte z pudełka z zabawkami. Rolnicy na polach już przygotowywali się do uprawy pól, a świeża zieleń dawała wyobrażenie o nadchodzących letnich dniach. Potem jeszcze za kilka kilometrów dotarliśmy do skraju Bagien rzeki Szprotawy, a potem ogarnął nas olbrzymi kontrast, którego większego nie można sobie wyobrazić. Pola, które właśnie zostały starannie poprowadzone, na których sprzęt rolniczy wyorał proste jak od sznura bruzdy, a teraz nagle widok zamienił się na pustkowie, które rozciągało się bezdrzewnie po sam horyzont. Czarne i lepkie bryły ziemi sterczały ku wiosennemu niebu, gdzieniegdzie rozjaśniała się kałuża wody, słonawa woda sączyła się do rowów, a wiatr roznosił zapach stęchlizny w nasze nozdrza. Przez wąską piaszczystą groblę docierało się na tę bagienną pustynię, a nasz kierowca musiał wykorzystać wszystkie swoje umiejętności, aby utrzymać samochód na wąskiej ścieżce, aby nie wślizgnąć się w bagno. „Piekło”, powiedział nasz towarzysz, „ale też raj, raj dla zwierząt”. Towarzyszy nam orszak bocianów, odlatują bażanty, w powietrzu drżą się drapieżne ptaki, sarny skaczą po ścieżce, biegają zające. Niezrównane bogactwo dzikiej zwierzyny. Tutaj, gdzie ludzie rzadko się pojawiają, mają spokój i ciszę, tu nic im nie przeszkadza. „Ale chcemy zrobić z tego raj dla ludzi” - słyszymy głos naszego przewodnika - „chcemy, aby ta jałowa ziemia była żyzna, chcemy osiedlać na niej rolników, ludzi spragnionych ziemi, którzy pracują na chleb ich własnymi rękami. Ale najpierw musimy dać im taką możliwość ”. „My” - jesteśmy chłopcami ze Służby Pracy, których na te Bagna rzeki Szprotawy powołał spójny plan. Na początku 1934 roku rozpoczęliśmy atak na to pustkowie. Było osiem obozów, które można było zobaczyć w tym czasie, które miały stać się domem dla chłopców na wiele miesięcy. Obóz, wyposażony we wszystko, co niezbędne do życia, czysty i przyjazny, ale jednak miejsca pracy w dziczy z dala od wszystkiego tego, co jest gdzieindziej, od tańca, kina i dobrego towarzystwa. Obóz zbudowany w samym środku misji do wypełnienia, wzniesiony na kołyszącej się glebie bagiennej. Pracują od trzech lat tylko na bagnach. Tysiące żołnierzy od łopat, po odbyciu obowiązku w Służbie Pracy, informuje z radością o tym, że także oni mogli pomóc przy wielkich pracach melioracyjnych, które mają na celu poszerzenie obszaru żywnościowego dla całych Niemiec. Wszyscy wiedzą, że przydzielono ich do trudnej pracy, ale nie ma nikogo, kto nie byłby z perspektywy czasu dumny z tego, że mógł stać tutaj w „garnizonie”, u Indian Bagien rzeki Szprotawy, jak żartobliwie nazywają sami. Każdą poszczególną zasługą jest, gdy prace zagospodarowujące przynoszą już pierwsze sukcesy, gdy jest już pewne, że walka nie była prowadzona na próżno. Kiedy niedawno wróciliśmy na ten obszar pomiędzy Przemkowem a Koźlicami, mogliśmy zobaczyć owoce naszej pracy. W zamku Przemków studiowaliśmy mapy z tamtych czasów i dziś, powiedziano nam o wszystkich próbach, jakie podjęto w przeszłości, aby ten bagnisty grunt o wielkości 25 000 mórg przerobić w żyzną ziemię. To, co wcześniej zawiodło, pozostawiono do wykonania naszemu pokoleniu. Fryderyk Wielki, który powiększał Prusy nie tylko w wojnach, ale także w pokoju, jako pierwszy pomyślał o osiedleniu tu rolników. Do pewnego stopnia kazał naprawić koryto rzeki Szprotawy, utworzył duży rów melioracyjny, ale to wszystko na długo nie wystarczyło do ochrony rozległego obszaru przed zalaniem, przed ilościami wody, która wlewała się na bagna z sąsiednich wzniesień w porze deszczowej. Być może byłoby to możliwe, gdyby inni kontynuowali jego dzieło po nim. Ale przez dziesięciolecia nikt nie zwracał na to uwagi, a kilka obiektów popadło w ruinę. Bagna pozostały pustkowiem, owianym tajemnicami i nawiedzonymi historiami. Dziś w wioskach na obrzeżach wciąż można usłyszeć o wędrowcach z dawnych czasów, którzy chcieli przejść przez mokradła, zboczyli ze ścieżki i zostali połknięci przez muł, który zassał ich do ich grobu. Mówi się, że ostatnim miejscem schronienia dla ludności miały być Bagna rzeki Szprotawy, kiedy we wcześniejszych czasach armie wroga wędrowały po okolicy, podpalając i paląc. W ostatnich czasach przed wojną było to El Dorado dla myśliwych. Centralnym punktem całej okolicy był Zamek Przemków. Widział on wysokiej rangi gości, słyszał śmiech pięknych kobiet, płonęły setki świateł, celebrowano łupy z wielu dni polowań. Ten splendor przeszłości zniknął. Ale zamek, który przez kilka lat stał pusty w czasie wojny i po wojnie, nabrał nowego znaczenia. Obecnie znajduje się w nim Sztab Generalny, który zgodnie ze spójnym planem kieruje mężczyzn, którzy rano opuszczają jedenaście obozów w całym rejonie, aby udali się do pracy i wrócili wieczorem po zakończeniu pracy. Na zamku Przemków znajduje się również niewielka radiostacja, która centralnie zaopatruje poszczególne obozy w rozrywkę, za pośrednictwem której nadawane są instrukcje do wielkiej pokojowej bitwy. Rozkazy dla 2000 ludzi, dla 2000 żołnierzy od łopat. Pustkowie jest już spulchnione, już widać jak bagna powoli zamieniają się w żyzną glebę, jak się „rozwija”. Gdy wtedy przyjechaliśmy, zobaczyliśmy chłopców zajętych budowaniem dróg, kopaniem rowów, do których spływała słonawa woda, których istnienie najpierw spełniło podstawowy wymóg obniżenia wód gruntowych o 50 centymetrów, a tym samym osuszenia bagiennego błota. Wtedy przyjechały pierwsze ciężarówki, załadowane szynami, które powoli poruszały się na tym obszarze, pierwsze ciężkie traktory gąsienicowe i pługi parowe. Ale to była tylko pierwsza praca w tamtym czasie, a cel, żyzne Bagna rzeki Szprotawy z rolnikami i wioskami na obrzeżach, wydawał się być mglistą przyszłością. Mgła już dawno się rozproszyła. Pierwsza wioska została już założona i ciągle się rozwija z wypucowanymi, czystymi zagrodami, stajniami, stodołami i wszystkim, czego potrzebuje rolnik. Nazywa się ona Ostaszów (w j. niemieckim: Hierlshagen) i ta nazwa jest niewielkim podziękowaniem człowiekowi, który założył Służbę Pracy, Konstantinowi Hierlowi. Wzorcowy kompleks wiejski, żadna uwierająca ciasnota, ale jasna przestrzeń; poszczególne domy składowane posadowione pod grupami drzew. Pracują tu młodzi rolnicy, ludzie z różnych części niemieckiej ojczyzny, którzy jako drugorodni musieli zostawić dziedziczne gospodarstwo swojego ojca pierworodnemu, a tu znaleźli nowe pola i nowe łąki. Jak są oni zadowoleni, jak oni to osiągnęli, co rodzi im ziemia? Rozmawiamy z niektórymi z nich. Otrzymujemy ciche i przemyślane odpowiedzi. Z pewnością praca jest nadal ciężka, ale nie jest to robione nadaremnie. Z dumą właścicieli pokazują nam pola, które wydały pierwsze zbiory ziemniaków, pola, na których uprawia się konopie, łąki, pola żyta. Wiedzą, czego dokonuje Służba Pracy, wiedzą o ziemi wyrywanej ze szponów bagien, na których obecnie uprawiana jest ziemia. Jeden podaje nam dokładne liczby: „W 1935 roku uprawiano 1200 mórg, a w zeszłym roku było to już 3050 mórg”. Przybyli nowi osadnicy. W ciągłej walce ziemia ta jest nie tylko zdobywana, ale także obsadzana przez świeżych ludzi, którzy będą ją utrzymywać pracą swych rąk. A kiedy zauważą, że nie jesteśmy tymi zbytecznymi osobami pytającymi, ale chcemy poważnych informacji, że nie interesuje nas to tutejsze dzieło budowy powierzchownie, lecz dogłębnie, wprowadzają nas także do swoich domów, pokazują nam funkcjonalne instalacje, magazyny , "miejsce reprezentatywne", kuchnie mieszkalną. Mówią, co rodzi ich gleba. „Rano zebrałem 25 kwintali konopi”, mówi jeden, „a ja 80 kwintali ziemniaków”, mówi drugi „ja osiem kwintali owsa”, dodaje trzeci. Jednak między wszystkimi faktycznymi liczbami w kółko słychać jedno - podziw dla dzieła Służby Pracy, podziw dla żołnierzy pokoju Führera, którzy niezłomnie posuwają się naprzód kawałek po kawałku przy każdej pogodzie, w palącym upale i mrozie. Praca, którą się tutaj wykonuje, nie jest szybką akcją, bagnistego bastionu nie da się pokonać śmiałymi uderzeniami rąk zaopatrzonych w narzędzia, ona wymaga wojny w okopach. W najprawdziwszym tego słowa znaczeniu - wojna w okopach. Stoją tam kolumny robotników w wysokich butach, ubranych w grube drelichowe mundury, w rękach trzymają łopaty i zbierają warstwy torfowiska. Nie jest łatwo dyrygować tymi łopatami z mułem, wymaga to praktyki, pewnego chwytu, sprzętu, który dzięki doświadczeniu nabrał specjalnego kształtu. Potem natrafiają także na ogromne pnie drzew, które od tysiącleci leżą na bagnach, duże, ogromne pola pni drzew z minionych dni, gdy leśny obszar Bagien rzeki Szprotawy zapadał się w błoto. Wszędzie, gdzie spojrzysz, możesz zobaczyć te stosy drewna, które zostało wyrwane z ziemi. Dziesiątki gospodarczych dróg, prawie jedenastokilometrowa główna droga biegnie dziś przez bagna, wszystkie stworzone przez chłopców ze Służby Pracy. System ścieżek, system rowów melioracyjnych, jest coraz bardziej ulepszany. Rosną wały ochronne z piasku, zbudowano jazy. Ale to nie tylko łopaty to robią, w tej bitwie pojawiają się także „czołgi”: ogromne pługi parowe, które rozbijają ziemię, mieszają ją, wykonują pierwsze prace przygotowawcze. Małe pociągi z odkrytymi wagonami towarowymi jeżdżą po wąskich torach, drewniane łodzie pływają wzdłuż wąskich rowów, aby przywozić materiały do pracy. Oblicze krajobrazu zostało całkowicie zmienione. Znikają z niej zmarszczki tysiącleci; całość wygląda na gigantyczną metamorfozę. Obok tego, co zostało stworzone, starannie wytyczonych pól, łąk pierwszej wioski Ostaszów, co jest obowiązkowym początkiem, znajduje się jeszcze stęchłe i groźne bagno. Bagno, nad którym jeszcze wieczorem krążą ptaki drapieżne. Ale zagrożenie ze strony tego obszaru, który z całych sił opiera się rozwojowi, już nie występuje. Okazało się, że można go pokonać, nawet jeśli wymaga to dużo cierpliwości, dużo potu, dużej siły fizycznej i dobrej woli. Zagrożenie to już nie występuje, bo nad zamkiem Przemków i jedenastoma obozami powiewają flagi Służby Pracy z łopatami i kłosami pszenicy, symbolizujące zaangażowanie i sukces. Będą jeszcze przez kilka lat powiewać nad Bagnami rzeki Szprotawy i nie zostaną opuszczone, dopóki cała praca nie zostanie wykonana, dopóki rolnik nie zaora ostatniego zakątka nieużytków. Gwarantują to dwa tysiące ludzi od łopat. Cztery tysiące pięści, które są używane do pracy i wiedzą, jak sobie radzić. Dwa tysiące mózgów, które wiedzą, że powstało tu zadanie, którego ostateczne rozwiązanie sprawi, że każdy uczestnik będzie dumny. E.A. Schwarz.
📜
Źródło historyczne
Gazeta „Die Wehrmacht”, Nr 10, rocznik 1, z dnia 19 marca 1937 roku.