Archiwum Prasowe18 grudnia 1995
Wiadomość z dnia 18.12.1995
Dziewczynka z pociskami Bywało tak, że Rosjanie gubili bombę. Ponad sześć lat temu zrzucili ładunek na dom w Wilkocinie. W małej karkonoskiej wiosce ostrzega si...
Dziewczynka z pociskami Bywało tak, że Rosjanie gubili bombę. Ponad sześć lat temu zrzucili ładunek na dom w Wilkocinie. W małej karkonoskiej wiosce ostrzega się każdego przybysza. Tutaj w czasie wojny Niemcy zrobili składowisko bomb, min i pocisków. Do dzisiaj są niebezpieczne, a zaprószony wśród drzew ogień może spowodować w każdej chwili detonację. Nazwa wioski jest starannie omijana przez dziennikarzy. Nie chcą prowokować poszukiwaczy przygód, bo tutejsi mają wystarczająco wybuchowy żywot. Kilka tygodni temu widziano tam małą dziewczynkę, beztrosko niosącą w dwóch plastykowych wiaderkach pociski. Za zmilitaryzowaną panną kroczył radośnie tatuś. Zresztą Dolny Śląsk gęsto jest usiany niewypałami
Tak właśnie jest w Przemkowie. Resztki drzew, spalone samochody, kawałki ścian. W czasie wojny 1,5 tys. hektarów wspaniałych lasów tworzyło trójkąt między Szprotawą, Świętoszowem i Przemkowem. Po wyzwoleniu w tych właśnie okolicach jednostki wojsk radzieckich zrobiły sobie poligon. Prawie codziennie te tereny były bombardowane. Huk słychać było dokładnie w okolicznych wioskach. Do dzisiaj właściwie nie wiadomo, co zrzucono na ziemię. - Naloty odbywały się w wyznaczonych godzinach wspomina leśniczy Leszek Tabuch. - Poligon był wtedy szczelnie obstawiany, ale to nic nie dawało, bo pamiętam, że kiedyś sam uciekałem na rowerze przed samolotem. Bywało tak, że Rosjanie zgubili bombę. Ponad sześć lat temu zrzucili ładunek na dom w Wilkocinie. Pół budynku wtedy odpadło
Dzisiaj na zlecenie Nadleśnictwa Przemków teren oczyszczają saperzy. Każdego dnia wyciągają z ziemi około 100 bomb. W ubiegłym roku zdetonowano tu ponad dwa i pół tysiąca ładunków. Do tej pory wśród mrowisk leży wciąż dobra amunicja. Saperzy układają znalezione bomby w stosy. Większość detonują na miejscu. Zdarzają się nawet okazy dwuipółmetrowej długości. Nie odstraszają poszukiwaczy przygód, złomu i jagód
- Często widuję tu motocyklistę z Chocianowa, który zbiera metalowe pozostałości opowiada leśniczy. Żelastwa jest tutaj tyle, co skwarków w dobrej kaszy. Ostatnio urwało komuś rękę, bo manipulował przy tych bombach. Ale zdarzają się też pary, co przyjdą na jagody. Rozłożą sobie koc w trawie i nawet nie zdają sobie sprawy, że kilka metrów dalej grozi takie niebezpieczeństwo. Dla Polaków tabliczki nic nie znaczą. A przecież postawiliśmy na obrzeżach lasu ostrzeżenia. WIESŁAW PRZYPERSKI
📜
Źródło historyczne
Gazeta "Trybuna Śląska" nr 293 (17.081), z dnia 18 grudnia 1995 roku.