Archiwum Prasowe17 maja 1906
Wiadomość z dnia 17.05.1906
Drezno, 14 maja. Część "sprawy Milewskiej", która od lat zajmuje sądy, została dziś wysłuchana przed lokalnym sądem przysięgłych. Chodzi o pozew o zniesławienie...
Drezno, 14 maja. Część "sprawy Milewskiej", która od lat zajmuje sądy, została dziś wysłuchana przed lokalnym sądem przysięgłych. Chodzi o pozew o zniesławienie wniesiony przez pannę Milewską przeciwko szambelanowi von Blumenthalowi z Niederlößnitz koło Drezna. Pan von Blumenthal doprowadził do aresztowania panny Milewskiej w Kairze i, według jej oświadczeń, miał powiedzieć władzom egipskim, że działał w imieniu cesarza niemieckiego, że Milewska była szefem gangu anarchistycznego, który próbował zabić Khedive, oraz że dopuściła się kradzieży i defraudacji. Urażona tymi wypowiedziami Milewska złożyła zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Jako jej obrońca wystąpił adwokat Graefe z Berlina. Szambelan von Blumenthal reprezentował sam siebie. Przed rozpoczęciem rozprawy oskarżony oświadczył, że zrzeka się zarzutu przedawnienia. Chciał mieć pełną jasność. - Przewodniczący: Czy otrzymał pan od Jego Cesarskiej Mości polecenie aresztowania panny Milewskiej? - Oskarżony: Nie. Skarga pochodzi z czasów, gdy nie byłem jeszcze zaznajomiony ze sprawami księżnej Szlezwika-Holsztynu Amalii i nie wiedziałem nic o istnieniu powódki. Nie miałem żadnych powiązań z dworem Jego Wysokości księcia Ernesta Günthera, ale należałem do dworu Jego Cesarskiej Mości. W drugiej połowie czerwca 1901 roku otrzymałem rozkaz z Głównego Urzędu Marszałkowskiego, aby udać się do księżnej Szlezwika-Holsztynu Amalii, która przebywała na Malcie; wiedziałem, że wkrótce wyruszy do Kairu. W dniu, w którym usłyszałem pierwszą wiadomość w tej sprawie, Jej Wysokość wyjechała do Anglii. Nie było zatem możliwości złożenia raportu Jej Królewskiej Mości. Powszechnie wiadomo, że książęta są w pewnym stopniu zależni od głowy swojego rodu. Księżna Amalia była księżną Holsztynu, więc to nie Jej Wysokość miała prawo interweniować w jej sprawach, ale książę Szlezwika-Holsztynu Ernest Günther. Jego Wysokość zleciła mi jedynie misję w ogóle i poinstruowała, abym udał się do księcia Ernesta Günthera. W pewnym sensie zostałem więc przeniesiony do księcia Ernesta Günthera przez Jej Wysokość. Pomyślałem, że powinienem wyjaśnić tę sprawę, ponieważ powódka opiera się na zeznaniach cesarza. Ta sprawa daje mi pożądaną okazję, aby wreszcie rozbić przed publicznością sieć fałszywych informacji, które powódka podsunęła posłusznej prasie. Najpierw udałem się do Przemkowa i zapoznałem się z panującą tam sytuacją. Rodzina książęca otrzymała dziwne informacje z Algieru, które nie mogły być plotkami z listów. Zostały one potwierdzone przez cesarskiego konsula generalnego w Algierze i stwierdzały, że księżna miała przy sobie towarzyszkę, która nie był tym, za kogo się podawała. Osoba, o której mowa, nazywała się damą dworu i twierdziła, że jest hrabiną Michałowską, córką rosyjsko-polskiego szlachcica i szwagierką jednego z najbogatszych berlińskich bankierów. Towarzyszka ta skompromitowała księżną do najwyższego stopnia, mówiąc jej, że księżna jest całkowicie pozbawiona środków do życia, podczas gdy ona, towarzyszka, była bogata i dołączyła do księżnej z litości. Ponadto doniesiono, że towarzyszka Księżniczki wobec niej i w obecności osób trzecich zachowywała się wyniośle i chełpiąco, co wywołało największe zgorszenie. Każda bezstronna osoba musiałaby założyć na podstawie tych doniesień, potwierdzonych przez Konsula Generalnego, że kryteria oszustwa zostały spełnione. Stopień, w jakim powódka trzymała księżną w swojej władzy, stał się jeszcze jaśniejszy później, gdy okazało się, że powódka natychmiast przyjęła wszystkie płatności, które otrzymała księżna, ponieważ była odpowiedzialna za kasę. Wiedząc, jak księżna i 73-letnia schorowana dama jest zależna od służby, ale także od podróży, można sobie wyobrazić, jak bardzo księżna stała się zależna od panny Milewskiej. Początkowo rodzina książęca nie wiedziała, kim może być ta hrabina, aż w końcu ktoś w Algierze ją rozpoznał. Wzbudziło to nie mniejsze zaniepokojenie, gdy dowiedziano się, że jest to panna Milewska, ponieważ ta pozostawiła jako dama dworu bardzo niekorzystne wrażenie. Także pod względem finansowym musiano się martwić o księżną. Posiadała ona dość skromne apanaże - chociaż wyższe, niż sugerowała powódka w prasie, ale zawsze jednak skromne jak na księżną. Z tymi apanażami księżna wcześniej radziła sobie regularnie. Teraz stało się jasne, dlaczego księżna prowadziła wystawny tryb życia. Istniały także obawy z innej strony. Księżna miała przy sobie swoje kosztowności. Chociaż pojedyncze elementy biżuterii nie reprezentowały specjalnej wartości, wśród nich znajdował się naszyjnik perłowy, który pochodził od królowej Danii i zgodnie z otrzymanymi informacjami, musiał być szczególnie cenny. Jeśli fałszywe perły, które później znalazłem w Kairze, byłyby prawdziwe, to naszyjnik byłby niezwykle wartościowy. W Algierze ostatecznie doszło do tego, że rodziny, z którymi księżna utrzymywała kontakty, zerwały z nią stosunki. Niemiecki konsul generalny zrobił, co w jego mocy, aby umożliwić rozstanie księżnej i panny Milewskiej. Jednakże nie udało mu się to z powodu bezwarunkowego posłuszeństwa księżnej wobec pozwanej. Kiedy pannie Milewskiej stało się za gorąco w Algierze, udała się z księżną na Maltę. Nawet na Malcie konsul bardzo się starał, aby je rozdzielić, ale mu się nie udało. Teraz zostałem poproszony o udanie się do księżnej, aby zakończyć ten niegodziwy stan rzeczy. Chociaż sposób mojego postępowania był mi pozostawiony, to jednak książę i ja zgadzaliśmy się, że po bezowocnych próbach konsulów nie da się osiągnąć separacji bez pomocy lokalnych organów ścigania. Wyjechałem do Kairu. Przed podróżą dowiedziałem się więcej o sytuacji finansowej panny Milewskiej. Od swoich rodziców nie otrzymała żadnego majątku, a z informacji policji wynikało, że oprócz niewielkich oszczędności nie posiadała niczego od swoich krewnych w Charlottenburgu. To, co zrobiłem w Kairze, każdy by zrobił na moim miejscu, gdyby los siedemdziesięciotrzyletniej kobiety leżał mu na sercu. Po prostu kazałem niemieckiemu przedstawicielowi opisać egipskim władzom sytuację, jaką znałem z raportów z Malty i Algieru: ani słowa więcej i ani słowa mniej. Reszta jest znana. Egipska policja siłą wydaliła panią Milewską z kraju. Dopiero około rok temu powódka mogła wysunąć zarzut, że nazwałem ją anarchistką i odmówiłem odpowiedzi na pytania w sądzie. Nigdy nie byłem o to pytany i dlatego nigdy nie mogłem odmówić odpowiedzi. Jeśli kiedykolwiek odmówiłem złożenia oświadczenia w zupełnie innej sprawie, to po to, by nie narażać innych osób na niebezpieczeństwo oczernienia w gazetach. Pani Milewska być może powzięła wiadomość, że nazwałem ją anarchistką, z plotek krążących wówczas w Kairze, że została zidentyfikowana jako podejrzana politycznie. Ja również słyszałem tę plotkę, ale zawsze była ona natychmiast dementowana. Powódka twierdzi, że przez wiele tygodni była przetrzymywana w egipskim więzieniu i doznała poważnego uszczerbku na zdrowiu. Powódka nie była w więzieniu ani godziny, ale mieszkała w pokoju w budynku gubernatora, który był wyposażony we wszelkie udogodnienia dla niej. W Port Saidzie zatrzymała się w najlepszym hotelu. Tygodniowemu pobytowi przeczy fakt, że czas od aresztowania w Kairze do wypłynięcia parowca w Port Saidzie trwał od 5 do 6 dni. Powódka twierdzi, że musiała znosić przemoc fizyczną, była wiązana, bita i popychana. Z przeprowadzonych przeze mnie dochodzeń wynika, że była traktowana z najwyższą starannością. Stwierdzam, że wszystkie zarzuty powódki są celowo fałszywe i sfabrykowane. Pozew przeciwko mnie można zrozumieć tylko jako czystą fantazję, z jedynym celem wzbudzenia sensacji za wszelką cenę. Skarżąca przedstawiła najbardziej nieprawdopodobne wyjaśnienia dotyczące większej sumy pieniędzy znalezionej u niej. To miały być pieniądze od wysoko postawionej osoby! Moim zdaniem jest to po prostu kasa księżnej. Mogę sobie wytłumaczyć, że wszyscy zaangażowani chcą, aby prawda została poznana i widzę tylko jedną osobę w tym pokoju, która ma interes w tym, aby prawda nie została poznana. I to jest powódka! Powódka Milewska wyjaśniła, że w wyniku złego traktowania przez Arabów poważnie zachorowała i musiała przejść operację nerki. Co więcej, nie wierzyła, że została aresztowana przez egipskich policjantów, ale przez arabskich popleczników wynajętych przez pozwanego. Książę Ernest Günther sam to przyznał. - Oskarżony: W takim razie proszę o przesłuchanie księcia w tej sprawie. - Adwokat Graefe: Jego Wysokość powiedział mi: Nie jestem odpowiedzialny za incydenty w Kairze. Jeśli dobry Blumenthal zachował się niezręcznie, nic na to nie poradzę! Nawiasem mówiąc, najdziwniejsze dla mnie jest to, że panna Milewska, choć była zarejestrowana w rejestrze niemieckiego konsula, została wydalona przez władze egipskie po dwóch dniach jako kłopotliwy cudzoziemiec. Konsulat niemiecki nie mógł wydać zgody na aresztowanie i deportację. Właśnie ta okoliczność przemawia za tym, że wobec pani Milewskiej zastosowano nadzwyczajne środki. W pozostałym zakresie działamy w tym samym interesie prawdy, co oskarżona. Trzeba jednak zauważyć, że wydalenie damy ze świty niemieckiej księżnej i sprowadzenie jej z powrotem do ojczyzny odbywa się nie na koszt tego rządu, lecz z funduszy jakiegoś książęcego skarbca. - Sąd przychyla się do szeregu nowych wniosków dowodowych złożonych przez obie strony. Egipski komisarz policji hrabia Montjoi z Kairu, konsul generalny Anton, obecnie w Batawii, wysłannik von Müller, obecnie w Sztokholmie, radca legacji von Mohl, konsul Braun i pokojówka Petersen mają zostać wezwani na nową rozprawę. Ponadto należy zidentyfikować dwóch Arabów, przez których panna Milewska twierdzi, że była źle traktowana. Następnie rozprawa została zamknięta.
📜
Źródło historyczne
Gazeta „Norddeutsche allgemeine Zeitung“, nr 114, rocznik 45 z dnia 17 maja 1906 roku