Archiwum Prasowe15 grudnia 2008
Wiadomość z dnia 15.12.2008
Grudzień 1945 rok w Przemkowie obraz nastrojów Moja matka, moja babka i ja na jesień 1945 roku zamieszkiwaliśmy w mieszkaniu moich dziadków w Przemkowie. Wybudo...
Grudzień 1945 rok w Przemkowie obraz nastrojów Moja matka, moja babka i ja na jesień 1945 roku zamieszkiwaliśmy w mieszkaniu moich dziadków w Przemkowie. Wybudowany był przed nim warsztat stolarski mojego dziadka w którym dla polskich zleceń pracowali niemieccy stolarze. Widać ich było przez okna położone w stronę ulicy, tak że widok mocnych mężczyzn w ciągu całego dnia dawał bezpieczeństwo całemu domowi i jego mieszkańcom. Wprawdzie drzwi do domu były nie do zamknięcia. Klucze gdzieś się zgubiły i tak samemu zrobiona deska podkładana pod klamkę drzwi musiała zastąpić klucze. Dom znajdował się w pewnym stopniu pod ochroną polskich urzędów, tak, że również noce przemijały bez wyjątku bez zakłóceń. W październiku w Przemkowie podstawiony został parowóz, który dla pierwszych zdecydowanych tutaj na pobyt osób dostarczał prąd. Nasz dom służył Polakom do ogólnego użytku. Niemiecki elektryk, któremu zlecono prace przyłączeniowe, był naszym dobrym znajomym i troszczył się on także o to, żeby pomieszczenia prywatne domu otrzymały oświetlenie elektryczne. Musieliśmy tylko dbać o dobre zaciemnienie, żeby żaden promień światła nie przedostawał się na zewnątrz. W koło stojące puste domy w mieście były wprawdzie już często przetrząsane przez grabieżców, jednakże ciągle jeszcze znajdowało się w nich cos warte zabrania. Radzieccy żołnierze po swoich obejściach domów podsumowywali wrażenia z przekonaniem: „W Niemczech każdy dom jest domem towarowym”. Interesowałem się głównie książkami, które w porze obiadowej przytaszczałem w wielkich ilościach. Na podłodze z desek w stolarni stało wiele pustych skrzyń, które wypełniałem po brzegi książkami. Moja babka komentowała niekiedy, gdy podawałem jej miejsce znalezienia, że naprawdę nie uwierzyłaby, że dawny właściciel posiadał taką literaturę. Zbierałem leksykony, fantastykę naukową, warte dla mnie wzięcia książki z różnych dziedzin wiedzy, a więc wszystko to, co absolutnie nie określa się, jako dobrą literaturę. Podczas moich różnych późniejszych wizyt w Przemkowie ze względu na okoliczności nie mogłem dostać się do tej podłogi a więc także nie wiem, co stało się z moim zbiorem. Zbliżało się Boże Narodzenie. W dużym pokoju moich dziadków stał przepiękny, wielobarwny, aż do sufitu sięgający piec kaflowy. Solidne, śląskie dzieło zduna. Lubiłbym, gdyby grzano na święta w tym piecu. Moja babcia uważała, że zrobiłaby to z chęcią, gdybym przyniósł jej właściwy opał. Więc podczas moich rekonesansów w sąsiedztwie odkryłem resztki zapasów pewnego handlarza węglem, wśród nich brykiet z węgla kamiennego. Przytaszczyłem taką jego ilość, że w końcu moja babka machnęła ręką. Świąteczne dni spędziliśmy w przytulnym pokoju. Podczas tej przyjaznej atmosfery nie mogło zabraknąć także kota, który pomimo tego całego zamętu pozostał wiernie w domu. Choinka została szybko znaleziona w bogatych lasach Przemkowa. Niektórzy udali się także na poszukiwanie prezentów. Opuszczone „domy towarowe” ukrywały jeszcze kilka przedmiotów, które znakomicie nadawały się na prezent zresztą tylko na krótkie posiadanie który w lipcu 1946 roku, tak jak także wiele innych rzeczy, musiał zostać pozostawiony. Tak mogłem wziąć ze sobą tylko jedną książkę. W Przemkowie mieliśmy szczęście, że na swojej drodze ucieczki na Zachód w miejscowości mieszkał do lipca 1946 roku ewangelicki proboszcz z rodziną. Tak, regularnie odbywały się w zakrystii kościoła ewangelickiego msze święte. Nie, my nie byliśmy przydzieleni do „proboszcza wędrownego”, tak jak inne gminy Śląska, którymi opiekował się proboszcz Irmler, który, tak jak wiadomo, dzięki swojemu rowerowi w większych odstępach czasu, utrzymywał w kupie życie gminy. Nie wszyscy razem mogliśmy iść na takie msze święte. Ze względów bezpieczeństwa jedna osoba musiała pozostać w domu. Musiała ona sama czuwać przy desce bezpieczeństwa pod klamką drzwi domu. Nie chciałbym wzbudzać wrażenia, jakoby żyliśmy w osobliwej sielance. Rzeczywistość ukazywała się przerażająca na przykład, gdy pewnego razu po powrocie z mszy świętej ujrzeliśmy otwarte drzwi w sąsiednim domu. Za drzwiami domu obok wiadra do zmywania, które chciała opróżnić, leżała skulona zastrzelona niemiecka sąsiadka. Święta były tuż, tuż. Nie żywiliśmy się już od tygodni niczym innym, jak tylko kartoflami w mundurkach z solą bydlęcą. Przezorności mojej matki można było zawdzięczać, że na otaczających polach zmagazynowaliśmy około 35 cetnarów (ok. 1800 kg przyp. tłumacza) kartofli. W lipcu resztki kartofli miały już pełno zalążków i zapasy, tak czy owak, wkrótce by się skończyły. Co byśmy potem jedli? Cień na naszym skromnym życiu położyła śmierć mojego dziadka w październiku 1945 roku. O moim zaginionym od maja 1945 roku ojcu nie podawano żadnych wiadomości. W dniu 24 grudnia poszedłem z moją matką na pasterkę. Na pewno śpiewane były także znane kolędy. Nasze głosy dźwięczały słabo. Każdy z uczestników mszy świętej znosił swój własny los po stracie kogoś bliskiego. Moja babka tymczasem zadbała o nieoczekiwaną niespodziankę. Upiekła mianowicie pewien rodzaj placków ziemniaczanych. Nazywała je „Plaatz”, tak jak się nazywały w jej zielonogórskich stronach. Skąd wzięła potrzebny do nich olej do dzisiaj nie wiem lub sobie nie przypominam. Rozpieszczała nimi nas troje podczas dni świątecznych. Przemków. 150 m n.p.m., 4724 mieszkańców Dojazd: Kolej: stacja odcinka linii kolejowej Rokitki Kożuchów Auto: linia autobusowa Przemków Głogów (połączenie do autostrady Rzeszy). Informacja turystyczna: agencja turystyczna (w ratuszu). Historia: Założony pomiędzy 1280 a 1290 rokiem przez księcia Przemysława, wnuka księcia Henryka II. Prawa miejskie od 1484 roku. Pożary i zawieruchy wojenne przynosiły często biedę z nędzą. Od 1853 roku siedziba książąt Szlezwiku Holsztynu Sonderburga Augustenburga. Rozkwitły: przemysł, rolnictwo, handel i działalność gospodarcza. Dzisiaj centrala melioracji i kolonizacji pobliskich bagien rzeki Szprotawy i znana z działań na wrzosowiskach przemkowskich (budowa wschodnio germańskiej wsi dla pracowników leśnych „Pogorzele”). Zabytki: zamek książęcy (zbudowany w 1896 roku przez Ernesta Günthera księcia Szlezwiku Holsztyna). Park zamkowy, kąpielisko parkowe z wyspą na wylotach z parku. Wycieczki: bagna rzeki Szprotawy z wsią osadników wiejskich Ostaszów; rezerwat przyrody Adelin (Adelaidenau); wioska pracowników leśnych Pogorzele (zbudowana we wschodnio germańskim stylu); wzorcowe gospodarstwo sadownicze Wilkocin. Sport: piłka nożna, boisko z salą gimnastyczną, kąpielisko parkowe z wyspą z dwoma zjeżdżalniami do wody, kajaki i łodzie. Gospodarka: huta żelaza „Warsteiner und Herzoglich Schleswig Holsteinische Eisenwerke AG.“ Duża gospodarka stawowa (hodowla karpi i linów), 1000 mórg (ok. 56 hektarów przyp. tłumacza) powierzchni stawów. Gospodarka leśna: przemkowskie wrzosowiska o wielkości 32 000 mórg (ok. 17920 hektarów przyp. tłumacza) od roku 1932 są w posiadaniu przemysłowca Filipa Reemtsma. Rozrywka i wydarzenia: corocznie w maju lub czerwcu święto leśnego miasteczka. Noclegi: hotel Schleswig Holsteinisches Haus, hotel Schlosshotel, hotel Hoffmannshotel, hotel Bahnhofshotel, gospoda „Goldener Frieden“, gospoda „Zur Weintraube“, gospoda „Zur Hütte“, strzelnica. Schronisko młodzieżowe. Informacja o Przemkowie pochodzi z książki: „Die Deutschen Heimatführer” tom 9, Śląsk Domowa Wigilia była bardzo przygnębiająca. Wymieniliśmy się niezapłaconymi prezentami z domów sąsiadów. Od mojej babki otrzymałem posrebrzaną głowę sarny przytwierdzoną do płaskiej drewnianej deseczki. Więcej nie było już żadnych znaków bożonarodzeniowego zwyczaju. Obstaję jeszcze raz przy swoim: nasz bożonarodzeniowy spokój nie został zakłócony. Nikt nie stukał do okien lub nie stwarzał poza tym nieprzyjaznych awantur. Ten pokojowy charakter trwał także w pierwszy dzień Bożego Narodzenia. Zawsze byłem zachwyconym „chłopakiem, który lubił przebywać na dworze”. Tak też po obiedzie, w Boże Narodzenie ubrałem się odpowiednio do pogody w to, co właśnie znajdowało się w szafie. Kurtka przeciwdeszczowa dziadka a na niej na lewym przedramieniu przewidziana dla nas Niemców biała opaska. Na stopy letnie buty dziadka i poszedłem na swoją drogę. Mój dziadek Robert Müller był poetą swojego ukochanego Przemkowa. Napisał on wiele laurkowych wierszyków o swoich stronach rodzinnych i pochodzą one z przepełnionego miłością serca do małej ojczyzny. Wiele z nich leżało w jego biurku. Mogliśmy wziąć ze sobą tylko kilka z nich na Zachód. Moja droga prowadziła mnie wzdłuż na stawy na Młynowie i na Hutę Henryki. Na Boże Narodzenie nie wstydzę się też przytoczyć fragmenty z jednego, letniego wiersza mojego dziadka: Także w naszym leśnym miasteczku Znajdziesz do podziwiania w łanach i na błoniach Kwiaty flory, kolorowe Miłe i urocze Nasze wrzosowiska, nasze lasy Nasze doliny i nasze wzniesienia Nasze łany, stawy, pola Są tak wspaniałe, są tak piękne Gdzie na jeziorach i stawach Szeleści łagodnie w trzcinie wiatr Karpie a także szczupaki składają ikrę Występują cietrzewie i bażanty Co fale pradoliny Strawiły przed wiekami Daje źródło wnętrza ziemi Co znów pragnie człowiek Stopniowo powracające światło robiło się delikatne, jednak wyraźnie dostrzegalne. Cisza, spokój. I co w moich wspomnieniach na tych drogach było tak bardzo ważne: nie byłem przez nikogo nagabywany i nie spotkałem ani jednego Niemca, Polaka, czy Rosjanina. Tak, to było najbardziej radosne w tym „spokojnym czasie pomiędzy latami”. Nie pojawiały się żadne strachy. Odczuwałem to także u mojej matki, która pozornie nie miała zastrzeżeń, wiedząc, że wędruję samotnie po ustronnych drogach. Żadnego hałasu, odgłosów strzelania lub sztucznych ogni w sylwestrową noc. Wydawało mi się tak, Jakby Rosjanie, Polacy i Niemcy tęsknili za pokojem a ja odczułem tchnienie tego wspólnego życzenia, nie to wrażenie pozostało mi także po ponad 60-ciu latach. Chciałbym zachować je, jako wywierające silne wrażenie przeżycie. Opowiadałem o ciszy tych dni. Ten w Przemkowie wcześniej jedyny, słyszalny dźwięk w noworoczną noc dochodził z dzwonów miasta. Nie rozbrzmiewały one podczas przełomu lat 1945/46. Prawdopodobnie nie wisiały one dłużej na swoich długoletnich miejscach, lecz padły ofiarą gospodarki wojennej. Robert Müller na nowy rok 1938 tak myślał o biciu dzwonów: Nowy Rok 1938 Gdy dla małej ojczyzny dźwięczą dzwony Dźwięcznie i czysto o północy Przez wszystkie serca przenika Nowy Roku, jesteś obudzony Jesteś obudzony do nowego życia Jesteś obudzony do nowych działań Jednakże snuje zasłonę przyszłości Nad nami zgadywanka Co wskazuje nam dźwięk dzwonów W zimową noc: Pokój niech będzie jego pierwszym biciem Gdy budzi się Nowy Rok Co ogłasza nam dźwięk dzwonów: Wiarę we własne siły Wiarę, która nas mocno łączy Niewidzialnie wykonaj to, co najtrudniejsze Gdy dzwony dźwięczą ciszej Przed ostatnim delikatnym uderzeniem Miłość pojedna świat Ponieważ tylko miłość może tego dokonać Gdy ostatni dźwięk przebrzmi Przez ciemność przebije się światło Przepełniając radosną nadzieją Nowy Roku! Chodź wprowadź się. „Nowy Rok 1946” zażądał od tej małej śląskiej gminy rzeczywiście wszystkich sił. Innym razem chcę o tym donieść, jakie siły w tym roku do nas także napłynęły. Dopiero przed kilkoma laty mogliśmy wejść do domu moich dziadków. Młode, polskie małżeństwo założyło w nim mały sklepik z artykułami malarskimi. Obydwoje byli dla nas bardzo uprzejmi. Obecny tam klient umiał trochę po niemiecku. Dzięki temu tych obydwoje młodych ludzi mogło pojąć, kto to przed nimi stanął i wówczas pojawiło się z ich strony pierwsze pytanie: „ Czy dziadek jeszcze żyje?” Mogłem tylko milcząco wskazać na sąsiedni cmentarz ewangelicki: „Tam”. Pozwolono nam oglądnąć dom. Wszystkie ściany wewnętrzne zostały wyburzone. Nie było już także pieca kaflowego. Lśniący jastrych pokrywał ziemię. Poza skromną ofertą towarów dom był pusty. Mogłem dobrze sobie wyobrazić położenie poszczególnych pomieszczeń. Byłem pod wrażeniem móc stać na tym miejscu, w którym została urodzona własna matka. Długo rozmyślałem o tych odwiedzinach i związanych z tym wrażeniach. Przy tym, także jeszcze dzisiaj zaprzątają moją głowę myśli, czy podobałoby się mojemu dziadkowi, gdyby wiedział, że jego dom przyczynia się do tego, żeby znów użyczać jego ukochanemu leśnemu miasteczku Przemków nowego blasku i kolorów. Hans Dieter Schulz
📜
Źródło historyczne
Gazeta „Schlesische Nachrichten”, numer 24/2008, strona 10 i 11, z dnia 15 grudnia 2008 roku.