Archiwum Prasowe15 czerwca 1869
Wiadomość z dnia 15.06.1869
Nekrolog W dniu 11 marca 1869 roku na zamku w Przemkowie w Prusach na Śląsku, w 71 roku swojego życia, zmarł Jego Książęca Wysokość, książę Szlezwika – Holsztyn...
Nekrolog W dniu 11 marca 1869 roku na zamku w Przemkowie w Prusach na Śląsku, w 71 roku swojego życia, zmarł Jego Książęca Wysokość, książę Szlezwika – Holsztynu – Sonderburga – Augustenburga Krystian. Zmarły książę pozostawił za sobą życie bogate w nieskończenie wiele aspektów, pełne czynów, znaczące, którego szczegółowy opis byłby równie interesującym, co wartościowym zadaniem. Autor tych słów jednak nie jest ani wystarczająco kompetentny, ani powołany do rozwiązania tego zadania, jak i gazeta myśliwska nie jest odpowiednim miejscem do tego. Nie wydaje się stosowne wchodzenie w szczegóły życia prywatnego zmarłego księcia, jak i idealnie pięknych, naprawdę godnych podziwu relacji między różnymi członkami wysokiej rodziny książęcej. Jedynym celem niniejszych słów jest poświęcenie kilku słów nekrologu wybitnym myśliwskim cechom zmarłego. Tak, był myśliwym w najszlachetniejszym i najlepszym znaczeniu tego słowa, ponieważ jego radość z polowania była bezpośrednio związana z jego miłością do natury, życia na polach i w lasach, z pędem i talentem do tworzenia i bycia aktywnym, które rzadko występują w tym stopniu, a najrzadziej w osobowościach, dla których wysoka i efektowna pozycja zewnętrzna sugeruje pokusę ucieczki od wszelkich trudów i niewygód nieuchronnie związanych z poważną działalnością i życia wyłącznie dla przyjemności. Dla niego jednak największą radością, a nawet warunkiem życia, nie była wygodna przyjemność, ale praca i tworzenie. Choć zmarły książę był doskonałym strzelcem wyborowym aż do końca swojego życia i niezależnie od tego, ile zwierząt ustrzelił w swojej długiej karierze myśliwego, zawsze czerpał większą przyjemność z polowania i ochrony zwierzyny niż z jej zabijania; był dumny z posiadania bogatego i zróżnicowanego stada zwierzyny i nigdy nie zmęczył się cieszeniem się jej widokiem. W wieku 16 lat odziedziczył od swojego ojca piękne posiadłości rodzinne Augustenburg i Gravenstein w Szlezwiku położone uroczo na wyspie Alsen i półwyspie Sundewitt, posiadłość, której znakomita urodzajność ziemi, piękne lasy liściaste, błękitne fale Bałtyku uczyniły równie błogosławionymi i wydajnymi dla rolnika, jak i niezwykle urokliwymi dla miłośnika natury; od tego czasu głównym zadaniem księcia było udoskonalenie i upiększenie tej posiadłości, do której był całkowicie odpowiedni ze względu na swoją osobowość. Tutaj rozwijał wszystkie te cechy, które czyniły go wybitnym, doskonałym reprezentantem wielkiego właściciela ziemskiego, pozwalając mu wywierać błogosławione oddziaływanie w wielu szerokich kręgach. Przede wszystkim należy tu wspomnieć o założeniu stadniny koni w Augustenburgu, którą książę, równie znakomity jeździec, jak namiętny miłośnik koni i doskonały znawca, doprowadził do najwyższego rozkwitu, tak że nie tylko miała ona najkorzystniejszy wpływ na poprawę hodowli koni w tych regionach, ale także zyskała europejską sławę, gdy została zniszczona przez Duńczyków w 1848 roku. Najbardziej łaskawa gościnność często, ale najlepiej w czasie corocznych wyścigów, gromadziła duże grupy gości w szerokich pokojach pięknego zamku i wypełniała go i jego urocze otoczenie najbardziej radosnym, błyskotliwym życiem. Książę miał również wiele i zawsze mile widzianych okazji do uprawiania większości rodzajów łowiectwa, czy to na własnych rozległych terenach łowieckich, czy to na królewskich duńskich terenach łowieckich otwartych dla niego ze względu na jego bliskie relacje z duńską rodziną królewską, czy wreszcie podczas podróży. Piszący te słowa usłyszał od niego żywą i interesującą relację z polowania na lochy, w którym wziął udział jako gość króla Neapolu Ferdynanda I w okolicach wspomnianego miasta. Jednym z najbardziej pamiętnych doświadczeń księcia było zaskoczenie obfitością słonki, która sprawiła, że bardzo żałował, że był wyposażony w strzelbę. Brał również udział w polowaniach par force, w Anglii na lisy i na dworze francuskim na jelenie z wielką przyjemnością, ponieważ kochał każdy rodzaj polowania, zwłaszcza pogoń za sarnami, danielami i jeleniami; szczególnie z dwóch pierwszych gatunków utrzymywał on na swoich terenach łowieckich bardzo dobry, a nawet przez niego znacznie pomnożony stan zwierzyny. Dopiero w ostatnich latach życia opuściła go nieco ostrość wzroku niezbędna do strzelania z broni kulowej. Jego największą pasją łowiecką był jednak prawdopodobnie rodzaj polowania najbardziej charakterystyczny dla księstw Szlezwika i Holsztynu, a mianowicie lisy, które są tam niezwykle liczne, nigdy nie są wyciągane z ich nor w ziemi, ale które są dość racjonalnie polowane i strzelane, co jest główną przyjemnością miejscowej szlachty. Jest tam tylko kilka dużych, przylegających do siebie lasów, ale za to duża liczba mniejszych zagajników o powierzchni kilkuset akrów, z wysokimi drzewostanami dębowymi i bukowymi, porośniętymi gęstym podszyciem. Zawsze niewielka liczba strzelców wyborowych jest umieszczana na zmianie i wkrótce zagajnik jest przeczesywany z naganiaczami lub, co jest o wiele bardziej interesujące, z psami, i w ten sposób dzika zwierzyna, jelenie, zające, a przede wszystkim lisy, są wystawiane do strzału. Książę trzymał do tych polowań sforę angielskich psów gończych, które były prowadzone przez piquera (opiekuna psów gończych na polowaniu – przyp. tłumacza) na koniu i szkolone do sygnałów rogowych. Polował z tą sforą na swoich terenach łowieckich przez całą jesień, aż do nadejścia mrozów. Plon był oczywiście bardzo zróżnicowany i niestety autor niniejszego raportu nie dysponuje jego wynikami, ale często był bardzo bogaty w swoim rodzaju i w niektóre dni wynosił do 30 lisów, a także, jak już wspomniano, sarny i zające, te ostatnie jednak naturalnie nie w bardzo znaczącej liczbie. Na terenach łowieckich, gdzie preferowano zwierzynę grubą i sarny a na sarny polowano nie z watahą, ale z naganiaczami, aby ich nie niepokoić. Nic nie wydaje się bardziej odpowiednie do scharakteryzowania zmarłego księcia jako prawdziwego, autentycznego myśliwego, niż to, że wolał on rodzaj myślistwa, w którym nie chodziło o masowe strzelanie do zwierzyny, lecz o to, w jaki sposób polowano, cała sceneria stanowiła główną atrakcję. Z entuzjazmem mówił on nawet w podeszłym wieku o tych polowaniach na lisy, chętnie opowiadał różne małe zdarzenia i przygody, które przeżył podczas nich, i bardzo żywo opisywał cały przebieg, szczekanie psów, niesamowite napięcie, gdy polowanie się zbliżało, różne sztuczki i podstępy, którymi zwłaszcza stare, już wcześniej polowane lisy próbowały zwodzić psy i myśliwych; i często powtarzał, że dla myśliwego, któremu nie chodzi wyłącznie o masowe strzelanie, lecz który ma wyczucie dla prawdziwej poezji polowania, nie ma nic bardziej pociągającego niż ten rodzaj polowania. Nawet gdy później doprowadził polowania na swoich posiadłościach w Przemkowie do rzeczywiście błyskotliwego stanu, zawsze myślał z tęsknotą o polowaniach w swojej ojczyźnie i żałował, że warunki terenowe w Przemkowie nie pozwalały mu na uprawianie tego rodzaju myślistwa. Kilkakrotnie autor tych słów trzymał w rękach starą dubeltówkę, z którą zmarły książę strzelił ponad 500 lisów, a upolował, głównie przed psami gończymi, ponad 1000 sztuk. Wydarzenia polityczne 1848 roku i ich konsekwencje zmusiły księcia do opuszczenia swojej pięknej ojczyzny i sprzedaży posiadłości Augustenburg i Gravenstein. Dopiero znacznie później, na kilka lat przed śmiercią, udało mu się odzyskać część posiadłości Gravenstein. W 1853 roku kupił majątek Przemkowa w powiecie Legnicy w pruskiej prowincji Śląska, aby przynajmniej tymczasowo założyć nową siedzibę. Niektórzy, którzy znali Przemków, mogli być wówczas zdziwieni, że ktoś, kogo środki pozwalały na wybór spośród tylu pięknych miejsc, wybrał właśnie tę posiadłość, gdyż okolicy, w której jest położona, nie można nazwać piękną, a ponadto, i przede wszystkim, posiadłość była w stanie nieużytków i zaniedbania, bez zamku, bez parku, bez nawet jednego z tych udogodnień, które należą do książęcego miejsca, a wreszcie okoliczności wydawały się tak niesprzyjające poprawie, że trzeba było wielkiej odwagi, aby podjąć się tego zadania, a tym bardziej, aby rozwiązać je tak znakomicie pomimo wszystkich trudności. Ale właśnie pierwotny stan, który tu zastał, pociągał księcia, czuł w sobie siłę, aby ukształtować ten chaos, rozpoznał z pewnym spojrzeniem, mimo często bardzo nieładnej powierzchowności, wewnętrzną wartość tej posiadłości, i zobaczył, że z inteligencją, stałym postanowieniem i niezbędnymi środkami finansowymi można tu wiele stworzyć. I rzeczywiście, zdumiewające jest, co znakomity talent organizacyjny zmarłego księcia, jego energia, gust i poczucie piękna dokonały w Przemkowie, jakie przekształcenia i nowe kształty tu wprowadziły. Dzięki rozległym zakupom i połączeniom, dawniej nieskończenie rozdrobniony teren dworski stanowi teraz rozległy, spójny obszar. Gołe, łyse wzgórza zostały zalesione, a na rozległych torfowiskach, które dopiero musiały zostać zagospodarowane dzięki trudnej i skomplikowanej, ale w pełni udanej melioracji, wznoszą się między malowniczymi nasadzeniami i żyznymi polami gustowne folwarki w stylu angielskiej wiejskiej chaty. Stada pięknego bydła, wyhodowanego z najsłynniejszych odmian, ożywiają całkowicie przekształcony krajobraz, który jest również finansowo wart wysiłku zainwestowanego w jego poprawę dzięki znacznie zwiększonym plonom. Wyczucie piękna księcia zdołało przekształcić dawny nieznaczący i nieatrakcyjny budynek mieszkalny w bardzo gustowny zamek w stylu Tudorów poprzez przebudowy i rozbudowy, podczas gdy większość brzydkich budynków gospodarczych zniknęła całkowicie, a mniejsze zostały również przebudowane i dostosowane do stylu zamku, tak że całość tworzy bardzo wdzięczny zespół. Szerokie trawniki z krzewami i kwiatami, elementy wodne i piękne drzewa zapewniają przejście do właściwego parku, wspaniałego wysokiego lasu o znacznych rozmiarach, który w swojej obecnej formie jest w rzeczywistości dziełem świętej pamięci księcia; jego nieustanną myślą i wielką przyjemnością było ciągle nieprzerwanie go upiększać, tutaj tworzyć nowe nasadzenia, tam uwydatniać szczególnie piękne stare drzewo poprzez usunięcie otaczających je krzewów, tworzyć prześwity, zakładać nowe alejki, było dla niego przedmiotem stałej refleksji i wielkiej radości. Z prawdziwą dumą mógł spoglądać na te swoje dzieła, gdyż powstały one dzięki jego bezpośredniej i aktywnej działalności, a powodzenie zawdzięczał przede wszystkim niezmąconej, nawet w starszym wieku, świeżości ducha, która w równym stopniu dostrzegała zarówno wielkie, jak i małe rzeczy. Dotyczy to również polowań w majątku Przemkowa. Zanim świętej pamięci książę nabył posiadłość, o polowaniach nie mówiło się prawie wcale; znacząca we wcześniejszych czasach populacja jeleni i dzików była systematycznie niszczona przed 1848 rokiem i zniknęła poza kilkoma okazami, ale na przeszkodzie zwiększeniu liczby polowań stał fakt, że poprzedni właściciele księcia ani nie mieszkali w okolicy, ani w ogóle nie byli myśliwymi i nie interesowali się łowiectwem, ani nie byli skłonni do najmniejszych poświęceń na jego rzecz. Jeśli weźmie się również pod uwagę rozdrobnienie dużej części terenu dworskiego w tamtym czasie, nie dziwi fakt, że nieszczęsny rok 1848 spowodował tu jeszcze większe szkody niż gdzie indziej i prawie całkowicie zniszczył i tak już niezbyt liczną populację zwierzyny łownej. Taki był stan rzeczy, gdy świętej pamięci książę objął swoją nową własność i natychmiast podjął niezbędne środki w celu poprawy łowiectwa twardą ręką. Po pierwsze, znaczny obszar bardzo pięknego lasu, około 14 000 morgów magdeburskich, został ogrodzony jako zwierzyniec i zasiedlony jeleniami, danielami i dzikami, do czego książę, podobnie jak niestety prawie wszyscy więksi właściciele ziemscy, musiał się uciec, ponieważ trzymanie znacznej liczby dużej zwierzyny na wolności, w panujących warunkach, wiąże się z największymi kosztami i niedogodnościami, w rzeczywistości jest prawie niemożliwe. Równocześnie jednak zwrócił uwagę na poprawę łowiectwa na otwartej przestrzeni i osiągnął tu dzięki energii, pasji i zrozumieniu sukcesy, które należy nazwać naprawdę zdumiewającymi, jeśli weźmie się pod uwagę krótki czas i trudności, które trzeba było pokonać, ponieważ po kilku latach polowanie, które trzeba było nazwać wręcz złym, stało się jednym z najlepszych polowań na Dolnym Śląsku, a nawet w niektórych przypadkach osiągnięto wyniki, które nie pozostawały znacząco w tyle za polowaniami czeskimi i saskimi. Wydzierżawienie regionalnych obwodów łowieckich położonych między dworskimi terenami łowieckimi, - systematyczne tępienie zwierzyny drapieżnej, - dokarmianie wszystkich pożytecznych gatunków zwierzyny i tworzenie dla nich rezerwatów, wreszcie ściśle łowiecki i nawet po tym, jak polowania stały się już bardzo bogate w zwierzynę, zawsze umiarkowany odstrzał, to bardzo prosto brzmiące środki, dzięki którym osiągnięto te sukcesy. Jednak każdy, kto jest zaznajomiony z obecnymi warunkami łowieckimi, wie, że realizacja nie zawsze jest tak łatwa i prosta, w rzeczywistości, jeśli chodzi o kontakty z właścicielami chłopskich terenów łowieckich, istnieją trudności, które oprócz chęci poniesienia wielkich ofiar pieniężnych na polowanie, wymagają również dużej ilości energii, wytrwałości, a zwłaszcza cierpliwości, aby nie pozwolić, aby nieuniknione niedogodności zepsuły całość. Choć sąsiedzi zmarłego księcia naśladowali jego metodę prowadzenia myślistwa tylko sporadycznie, a nawet często wykorzystywali korzyść graniczenia z tak oszczędzanymi rewirami w dość bezceremonialny sposób, to jednak, jak już zauważono, liczba zwierzyny zwiększyła się w zaskakujący sposób. Oczywiście u zajęcy i kuropatw liczba ta zmieniała się w zależności od roczników, ale u saren zwiększała się stale, tak że po kilku latach wzrosty licząc więcej niż 20 sztuk nie były rzadkością, a można było rocznie odstrzelić ponad 100 samców i samic, nie wyrządzając szkody myślistwu; w podobnie radosny sposób zwiększała się liczba dawniej w ogóle nieobecnych, wprowadzonych dopiero przez księcia bażantów. Książę położył również wiele wysiłku na próby aklimatyzacji saren w warunkach naturalnych i w tym celu kilkakrotnie wypuszczał znaczną liczbę tych zwierząt. Sukces był całkiem dobry i byłby jeszcze lepszy, gdyby sarny nie rozpraszały się tak daleko, co skłoniło księcia do zamknięcia niektórych najgorszych granic siatkami dla zwierzyny, aby przynajmniej częściowo temu zaradzić – środek, który okazał się niezwykle skuteczny i znacznie przyczynił się do wzrostu liczby saren i danieli, bez przekształcania polowania w polowania zamknięte, ponieważ tereny łowieckie są całkowicie otwarte z innych stron. – Książę zawsze dążył również do zwiększenia liczebności zwierzyny w zwierzyńcu, która doskonale się rozwijała dzięki tak rozsądnemu, prawdziwie myśliwskiemu traktowaniu rzadkich zwierząt; w ten sposób wypuszczono muflony, a także białe jelenie z królewskiego duńskiego zwierzyńca w pobliżu Kopenhagi, a zwiększenie siły rodzimych jeleni szlachetnych poprzez krzyżowanie z jeleniami Wapiti było planem, który od dawna pielęgnował, ale z powodów nieznanych piszącemu te słowa, nie doszedł do skutku. Nawet jeśli ulubioną rozrywką księcia było rozmnażanie i polowanie na zwierzynę łowną, kiedy polowania miały miejsce, organizacja polowań, zwykle prowadzona przez samego księcia, była doskonała i ujawniała doświadczonego myśliwego we wszystkim; ale one same pozostaną jednym z najprzyjemniejszych, uroczych wspomnień dla wszystkich, którym pozwolono wziąć w nich udział, nie tylko pod względem łowieckim. Względy zdrowotne pozwoliły świętej pamięci księciu polować osobiście tylko wyjątkowo w ostatnich latach, ale nie zmniejszyło to jego pasji do łowiectwa. Choć dalekie wyjazdy, które podejmował codziennie, służyły głównie inspekcji jego pól lub lasów, których pomyślny rozwój naturalnie śledził z największym zainteresowaniem, to dla niego, który był nie mniej miłośnikiem zwierzyny niż natury, nie mniejszą radością był widok zwierząt, które miał okazję oglądać codziennie w znacznej liczbie i we wszystkich gatunkach, i w których obecnym stanie również mógł ujrzeć najbardziej udane rezultaty swoich działań. Krąg tych, którzy bardzo żałują, że ten bardzo znaczący człowiek został zabrany od swojej rodziny, która przylgnęła do niego z głęboką miłością i podziwem, oraz od sfery działalności, która była całkowicie zgodna z jego skłonnościami i której przewodniczył z pełną świeżością ducha pomimo swoich lat, jest duży, że nie ma już możliwości zobaczenia pełnego rozwoju wielu rzeczy, dla których położył podwaliny bystrym i trafnym okiem. Jego pamięć będzie wspominana z wdzięcznością i błogosławiona przez wielu.
📜
Źródło historyczne
Czasopismo „Jagd-Zeitung“, nr 11, rocznik 12 z 15 czerwca 1869 roku