Archiwum Prasowe11 lipca 1905
Wiadomość z dnia 11.07.1905
Podczas Dni Śląska w Jeleniej Górze w dniu 3 lipca leśniczy Klopfer z Przemkowa doniósł o katastrofalnym pożarze lasu pod Przemkowem: Jak wiadomo, pożar wywołał...
Podczas Dni Śląska w Jeleniej Górze w dniu 3 lipca leśniczy Klopfer z Przemkowa doniósł o katastrofalnym pożarze lasu pod Przemkowem: Jak wiadomo, pożar wywołała iskra z lokomotywy pociągu towarowego 9303 w dniu 15 sierpnia 1904 roku o godz. 8:50 na linii Leszno Górne - Studzianka między kilometrem 219,6 i 219,7 w byłym lesie dóbr rycerskich Buczka, obecnie fiskalnego obszaru upraw; zgubna iskra spadła około 30 metrów na wschód od torowiska, huraganowa burza z południowego zachodu rozpaliła ogień i poniosła go przez wąski pas drzew wyciętych przez system bezpieczeństwa kolei, przez rozległe wrzosowisko i przez 15 letnią sosnową szkółkę leśną do Lasu Przemkowskiego odległego od linii kolejowej o około 900 metrów. O godzinie 9 książę Szlezwika - Holsztynu Ernest Günther odebrał telefon, że pali się przy linii kolejowej, a 10 minut później, że las książęcy został opanowany przez płomienie. Po godzinie już 700 do 800 osób zmagało się z płomieniami w odległości około 13 km od Przemkowa. W czasie panującej burzy ogień przeleciał miejsce pożaru nad głowami drużyn strażackich. Płonące iskry poleciały na odległość do 300 metrów. Ogień poruszał się szybciej, niż ludzie mogli biec; już o godzinie 11 w płomieniach stała niewielka wrzosowa wioska Pogorzele - 9 zagród. Prawie jednocześnie zapaliły się pierwsze i ostatnie domy, oddalone od siebie o około 500 metrów. Mieszkańcy stracili większość bydła i pozostałego dobytku. Pewna stara kobieta ratowała się w piwnicy podczas gdy dom się nad nią zawalił. Nadleśniczy Klopfer opisuje trudności, z którymi musiała borykać się pomoc wojskowa, o którą prosił książę - 2004 żołnierzy bez oficerów. Zarówno ludność, jak i żołnierze wykazali się ogromną energią i poświęceniem. Przez trzy dni z kaplicy zamkowej w Przemkowie wyżywianych było 1800 mężczyzn. W tej katastrofie występował zarówno szybko rozprzestrzeniający się ogień, jak i ogień latający, ogień wierzchołków drzew i ogień pełzający po ziemi. W godzinach popołudniowych wioski Wilkocin i Wysoka były w wielkim niebezpieczeństwie, ratunek zawdzięczały jedynie wiatrom zawijającym na północ. Każdy frontalny atak na ogień okazywał się nieskuteczny, tylko ataki oskrzydlające mogły ugasić ogień. Ofiarą pożaru padł dzielny 75-letni pracownik leśny Heinrich Arlt z Wysokiej. Po pożarze znaleziono martwych ponad 50 jeleni, około 40 saren, 5 głuszców, 1 dzika, 3 daniele i wiele małych ptaków. Jeleń był całkowicie osmalony – bez sierści, poroże popękane. Jeszcze podczas pierwszej nocy, mimo że wokół ogniska pożaru znajdowały się wojska, ucięto poroże prawie wszystkich padłych jeleni i zabrano je ze sobą, chociaż w stanie zdruzgotania mogły mieć bardzo małą wartość. Wiele zwierzyny płowej, zwłaszcza jeleni, podczas ucieczki przed płomieniami przypaliło swoje kopyta w taki sposób, że musiały się kłaść, nie mogły już szukać pożywienia i po 4 tygodniach albo umarły, albo musiały zostać całkowicie zabite. W związku z tym utrata jeleni mogła przekroczyć 100 sztuk. Powierzchnia pożaru wynosi 14 km długości i 5 km szerokości. W 1905 roku około 700 hektarów zostało ponownie zagospodarowanych przez zasiew, z jakimi skutkami, to pokaże przyszłość. Kolejną nieprzyjemną konsekwencją było masowe pojawienie się szeliniaka sosnowego (Hylobius abietis). Przez kilka dni owady latały chmarami jak roje pszczół. Spośród zagranicznych drwali najlepsi okazali się Rusini. Wyniki wykorzystania drewna opałowego opublikowane zostały przez Rząd Królewski w Legnicy. Przemków ubezpieczył teraz na akceptowalnych warunkach wszystkie drzewostany młodsze niż 60 letnie w München - Gladbacher Feuerversicherung.
📜
Źródło historyczne
Gazeta „Der oberschlesische Wanderer” nr 155, rocznik 78, z dnia 11 lipca 1905 roku.