Ucieczka w jawność
Brat cesarzowej, książę Szlezwika-Holsztynu-Augustenburga Ernest Günther, swoim pismem do tajnego radcy Budde powziął bez wątpienia czyn odważny. Przede wszystkim wykazał w nim, że plotki wypuszczone przez giełdę berlińską za granicę – jakoby książę za pośrednictwem Mirbacha zawierał z Pommernbankiem prywatne interesy – wynikały ze złośliwych plotek.
Ucieczka w jawność
(Od naszego berlińskiego współpracownika D.)
Brat cesarzowej, książę Szlezwika-Holsztynu-Augustenburga Ernest Günther, swoim pismem do tajnego radcy Budde powziął bez wątpienia czyn odważny. Przede wszystkim wykazał w nim, że plotki wypuszczone przez giełdę berlińską za granicę – jakoby książę za pośrednictwem Mirbacha zawierał z Pommernbankiem prywatne interesy – wynikały ze złośliwych plotek. Wykazał ponadto, że sam zawsze był otwartym przeciwnikiem mirbachowskiego systemu zbiórek i opinię tę bez ogródek wyrażał na dworze. Wreszcie, stwierdzając, że osobiście stale ostrzegał przed Pommernbankiem, zadał kłam bajkom, jakoby na dworze nie znalazł się nikt, kto dostrzegłby prawdziwe oblicze tej instytucji i poddał ją stosownej krytyce. To słowa otwarte, jasne i niepozostawiające miejsca na przeinaczenia. Nawet ostatni przyjaciele Mirbacha nie zdołają już ocalić pozycji ochmistrza wielkiego.
Książę Ernest Günther bez wątpienia wiedział, co czyni, wyrażając zgodę na publikację tego listu. Naiwnością jest łamanie sobie głowy przez niektórych, czy książę, nim wstąpił na tę drogę, porozumiał się w tej mierze ze swoją cesarską siostrą bądź ze szwagrem. Wręcz przeciwnie, jest rzeczą zupełnie pewną, że do takiego porozumienia nie doszło. Niezgodne z faktami byłoby również nazbyt wysokie ocenianie wpływu, jaki książę Ernest Günther jako brat cesarzowej miał lub wciąż posiada na dworze. Niezaprzeczalnym faktem pozostaje bowiem, że z powodu rozmaitych dawniejszych incydentów książę odgrywał na berlińskim dworze rolę traktowanego po macoszemu, chociaż z cesarzową ze zrozumiałych względów rodzinnych zawsze łączyły go bliskie stosunki.
Obecna publikacja zyskuje szczególnie pikantny posmak właśnie dlatego, że wyszła od człowieka czującego się poniekąd wygnańcem, który ma niewiele ochoty na znoszenie takiego lekceważenia z cierpliwością na dłuższą metę. Kto zna kulisy wydarzeń, które stopniowo doprowadziły do ochłodzenia stosunków księcia z rodziną jego cesarskiego szwagra, ten nie ma wątpliwości, że po tym odważnym kroku, podjętym przez księcia Ernesta Günthera malgré tout [mimo wszystko], ze strony części towarzystwa dworskiego rozpocznie się przeciw niemu podjazdowa gra. Jej następstwem mogą stać się kolejne publikacje mające na celu zdyskredytowanie świadectwa księcia w aferze Mirbacha w oczach opinii publicznej.
Ponieważ jednak książę Ernest Günther zna swoich ludzi na wylot i mimo to nie zawahał się przed ucieczką w jawność, można zakładać, że ma w kołczanie jeszcze niemało strzał.
Winę za ten niesmaczny spektakl ponosi wyłącznie baron von Mirbach, który zdaje się za cel postawił sobie trwanie na przekór całemu światu na stanowisku, które zaprzepaścił w tym samym dniu, w którym przyniósł Pommernbankowi lśniący szyld „banku nadwornego”. Gdyby książę Ernest Günther swym listem osiągnął bodaj to, że pan von Mirbach wreszcie poda się do dymisji, wystarczyłoby to, by puścić w niepamięć niejedne grzechy młodości holsztyńskiego księcia.
Źródło historyczne
Gazeta „General Anzeiger für Duisburg, Ruhrort und Umgegend” Rocznik XXIII, Nr 177 z dnia 1 sierpnia 1904 roku.