Podróż księcia z Damaszku do Jerozolimy
Wielkie poruszenie wywołał tutaj brawurowy rajd konny Jego Wysokości Księcia Szlezwika-Holsztynu Ernesta Günthera. W towarzystwie landrata von Witticha Jego Wysokość przebył drogę z Damaszku do Jerozolimy w zaledwie trzy dni, co jest wyczynem prawdopodobnie bezprecedensowym...
Książę Szlezwika-Holsztynu Ernest Günther.
Jerozolima, 2 kwietnia 1894 r.
Wielkie poruszenie wywołał tutaj brawurowy rajd konny Jego Wysokości Księcia Szlezwika-Holsztynu Ernesta Günthera. W towarzystwie landrata von Witticha Jego Wysokość przebył drogę z Damaszku do Jerozolimy w zaledwie trzy dni, co jest wyczynem prawdopodobnie bezprecedensowym.
Książę opuścił Damaszek w niedzielę, 18 marca, wcześnie rano o godzinie 5:30 i jeszcze nieoddaną do regularnego użytku koleją haurańską udał się udostępnionym mu pociągiem specjalnym na liczącym około 100 km odcinku do Muzajrib (Mzerib). Tam dosiadł koni wojskowych oddanych do dyspozycji przez gubernatora generalnego prowincji Damaszek i jeszcze tego samego dnia kontynuował podróż do Jebut.
Drugiego dnia wyprawy, po przekroczeniu Jordanu przez tzw. Most Córek Jakuba [arab. Dżisr Banat Jakub], książę dotarł aż do Nablusu, gdzie przybył około północy; po bezskutecznych próbach uzyskania noclegu w misji angielskiej, znalazł gościnne przyjęcie w domu misyjnym łacińskiego patriarchy Jerozolimy.
Po południu trzeciego dnia podróży Jego Wysokość ponownie opuścił Nablus i wraz ze swym towarzyszem, panem von Wittichem, dotarł około północy do Jerozolimy, podczas gdy część eskorty wraz z bagażami (którą musiano pozostawić po drodze) przybyła dopiero następnego wieczoru. Zważywszy na ogromne odległości oraz momentami niewiarygodnie fatalny stan dróg w kamienistym, zasłanym rumowiskiem skalnym terenie, rajd księcia należy uznać za osiągnięcie zupełnie niezwykłe. Trudności wyprawy potęgował fakt, że znającego miejscowy język dragomana [tłumacza/przewodnika] musiano pozostawić po drodze przy taborze bagażowym, przez co Jego Wysokość mógł porozumiewać się ze swoją eskortą i tubylcami jedynie na migi. Mimo to po przybyciu do Jerozolimy książę Ernest Günther bynajmniej nie sprawiał wrażenia przemęczonego.
Już pierwszego dnia rozpoczął nawiedzanie miejsc świętych, a wieczorem złożył dłuższą wizytę pani von Tischendorf, małżonce niemieckiego konsula. Podczas pobytu księcia w Świętym Mieście władze miejscowe okazywały mu najwyższe możliwe honory. Podczas pożegnalnej wieczerzy, którą Jego Wysokość raczył spożyć ostatniego wieczoru w Cesarsko-Niemieckim Konsulacie, do oprawy muzycznej oddelegowano turecką orkiestrę wojskową. Również w chwili wyjazdu księcia na dworzec tureccy żołnierze z orkiestrą wojskową utworzyli szpaler honorowy.
Wyjazd pociągiem do Jaffy nastąpił rano 28 marca, skąd podróż miała być kontynuowana drogą morską jeszcze tego samego dnia. Jednak podobnie jak w styczniu 1890 roku brat Jego Cesarskiej Mości, książę Henryk Pruski, z powodu sztormowej pogody uniemożliwiającej statkom postój na redzie w Jaffie został zatrzymany na pełne dwa dni, tak samo potoczyły się losy brata Jej Cesarskiej Mości. Dopiero 1 kwietnia, gdy sztorm nieco osłabł, Jego Wysokość książę Ernest Günther mógł wejść na pokład statku i odpłynąć w dalszą podróż do Port Saidu.
Źródło historyczne
Gazeta „Dresdner Journal” Nr 86 z dnia 16 kwietnia 1894 roku.