Książę Ernest Günther a Bank Pomorski (Pommernbank)
Echa procesu Pommernbank zajmowały wczoraj III Izbę Karną pod przewodnictwem dyrektora sądu krajowego Langnera. O zniesławienie księcia Ernesta Günthera ze Szlezwika-Holsztynu, brata cesarzowej, oskarżony został redaktor Richard Loewe. Książę Ernest Günther przystąpił do postępowania jako oskarżyciel posiłkowy i był reprezentowany przez adwokata Thurma. Przedmiotem oskarżenia były trzy artykuły opublikowane w gazecie „Berliner Zeitung” (za którą Loewe wówczas odpowiadał jako redaktor naczelny), nawiązujące do doniesień prasy pozaberlińskiej.
Książę Ernest Günther a Bank Pomorski (Pommernbank)
Echa procesu Pommernbank zajmowały wczoraj III Izbę Karną pod przewodnictwem dyrektora sądu krajowego Langnera. O zniesławienie księcia Ernesta Günthera ze Szlezwika-Holsztynu, brata cesarzowej, oskarżony został redaktor Richard Loewe. Książę Ernest Günther przystąpił do postępowania jako oskarżyciel posiłkowy i był reprezentowany przez adwokata Thurma. Przedmiotem oskarżenia były trzy artykuły opublikowane w gazecie „Berliner Zeitung” (za którą Loewe wówczas odpowiadał jako redaktor naczelny), nawiązujące do doniesień prasy pozaberlińskiej.
W numerze z 16 lipca ubiegłego roku ukazał się artykuł, w którym „Konto K.”, odgrywające dużą rolę w procesie Pommernbank, stało się ponownie tematem szczegółowych rozważań w nawiązaniu do korespondencji między ochmistrzem dworu cesarskiego baronem von Mirbachem a dyrektorem Berlińskiego Banku Hipotecznego (dawniejszego Pommernbank), tajnym radcą stanu Budde. W listach tych tajny radca Budde zwrócił się do pana von Mirbacha o zwrot na rzecz Berlińskiego Banku Hipotecznego (jako następcy prawnego Pommernbank) kwoty 175 000 marek, którą pan von M. – jak bezspornie ustalono – otrzymał od dyrektorów Romeicka i Schulza z funduszu Banku Obrotu Nieruchomościami i Komunikacji na cele fundacji dobroczynnych. W odpowiedzi pan von Mirbach wyraził gotowość zwrotu owych 175 000 marek. W nawiązaniu do tego w artykule postawiono pytanie, kto otrzymał brakujące jeszcze 325 000 marek, zaksięgowane na „Koncie K.”. Wprawdzie istniało pokwitowanie na tę sumę wystawione przez barona von Mirbacha, lecz on sam tych 325 000 marek nie otrzymał. Pojawiła się osobliwa plotka, jakoby odbiorcą pieniędzy była wysoko postawiona osobistość, stojąca bardzo blisko rodziny cesarzowej. O tym, kim jest ów pan, „ćwierkają już wróble na wszystkich dachach”; ponadto pełne nazwisko zainteresowanego miało paść w jednej z gazet bawarskich.
W dwóch kolejnych artykułach opublikowanych 18 i 22 lipca ubiegłego roku pod nagłówkiem: „Konto K. bez końca” wskazano już nader wyraźnie, że ową osobistością, która miała otrzymać 325 000 marek, jest książę Ernest Günther ze Szlezwika-Holsztynu. Publikacjami tymi książę poczuł się zniesławiony i złożył niniejszy wniosek o ściganie karne.
Oskarżony wyjaśnia, że ponosi odpowiedzialność za te artykuły jedynie jako redaktor naczelny, lecz nie jest ich autorem. Przed publikacją nawet ich nie czytał, gdyż był wówczas nadmiernie pochłonięty swoją własną specjalizacją – polityką zagraniczną – musiał więc polegać na porozumieniu redakcyjnym zakładającym, że każdy artykuł budzący jakiekolwiek wątpliwości zostanie mu uprzednio przedłożony. Artykuły odnosiły się jedynie do podejrzeń wyrażanych w rozmaitych pismach, jakoby to książę mógł być odbiorcą owych 325 000 marek. Daleka mu była jakakolwiek chęć obrażenia księcia; artykuły te należy postrzegać jedynie jako „etap” w walce z całym tzw. systemem Mirbacha [związanym z kontrowersyjnymi zbiórkami funduszy na budowę kościołów].
Przesłuchanie świadków.
Jako pierwszy świadek zostaje przesłuchany radca stanu Budde, który odwołuje się do swoich zeznań złożonych pod przysięgą w procesie Pommernbank. Zgodnie z nimi dyrektorzy Schulz i Romeick podjęli z Banku Nieruchomości kwotę 350 000 marek. Pieniądze wpłacono do Pommernbank na wspólny rachunek obu dyrektorów – było to „Konto K.”, założone dla barona von Mirbacha na cele budowy kościołów. Z tych 350 000 marek baron von Mirbach podjął 8 listopada 1900 r. kwotę 25 000 marek, a na pozostałą część wraz z odsetkami wystawił pokwitowanie na sumę 327 358 marek, czym sprawa została rozliczona. O tym, dokąd trafiło owe 325 000 marek, świadek osobiście nic nie wie. Skoro baron von Mirbach zeznał pod przysięgą, że tych pieniędzy nie otrzymał, musiały pójść inną drogą. Przywłaszczenie przez urzędnika bankowego jest wykluczone, nie można natomiast wykluczyć, że pieniądze podjął Schulz, albowiem prawo do ich odbioru miała osoba trzymająca w ręku pokwitowanie barona von Mirbacha na 325 000 marek.
Dług wobec Banku Nieruchomości został zabezpieczony hipoteką o wartości 500 000 marek należącą do dyrektora Schulza. Gdyby hipoteka ta przedstawiała realną wartość, Schulz byłby uprawniony do dysponowania tymi pieniędzmi w razie rezygnacji z nich przez barona von Mirbacha – i to Schulz byłby wówczas jedynym uprawnionym. Zdaniem świadka hipoteka ta nie miała jednak rzeczywistej wartości. Brak jakichkolwiek poszlak wskazujących na to, by książę Ernest Günther mógł otrzymać te pieniądze. W opinii publicznej krążyły wówczas niezliczone plotki. Książę Ernest Günther nigdy nie był klientem Pommernbank; jego nazwisko nie pojawia się nigdzie w księgach bankowych, na rachunkach ani w żadnych innych dokumentach; również urzędnicy nic nie wiedzą o jakichkolwiek związkach księcia z tym bankiem.
Adwokat dr Werthauer:
Czy nie jest uderzające, że ktoś kwituje odbiór 325 000 marek, a w rzeczywistości pieniędzy tych nie otrzymuje? Czyż nie otwiera to w opinii publicznej szeroko drzwi dla domysłów?
Świadek radca stanu Budde oświadcza, że początkowo sam uważał, iż pieniądze te otrzymał baron von Mirbach; skoro jednak ten zaprzeczył temu pod przysięgą, dla świadka sprawa była zamknięta.
Następnie odczytano zeznanie złożone pod przysięgą przez księcia Ernesta Günthera ze Szlezwika-Holsztynu, przesłuchanego na zamku w Primkenau (Przemkowie). Książę zeznał, że ani z dawnymi dyrektorami Pommernbank, Schulzem i Romeickiem, ani z prowadzonymi przez nich przedsięwzięciami gospodarczymi nie pozostawał w żadnych bezpośrednich ani pośrednich stosunkach. Dyrektorów Sch. i R. nie zna nawet osobiście. Spornej kwoty z „Konta K.” nie otrzymał ani w całości, ani w części, ani bezpośrednio, ani pośrednio, ani za pośrednictwem osób trzecich, jak również nic nie wie o losie tych pieniędzy.
Świadek Jego Ekscelencja baron von Mirbach zeznaje:
15 czerwca ubiegłego roku zeznałem pod przysięgą, że w swoim czasie przedstawiono mi Pommernbank jako instytucję solidną i dobrze zarządzaną, a jej dyrektorów jako ludzi zamożnych. W sierpniu lub wrześniu dyrektorzy ci przekazali darowiznę w wysokości 350 000 marek na rzecz Stowarzyszenia Budowy Kościołów, a sumę tę wpłacono na moje nazwisko w Pommernbank. Z darowizny tej podjęto 25 000 marek na potrzeby stowarzyszenia. Wkrótce potem bank popadł w kłopoty finansowe i poradziłem dyrektorom, aby wycofali darowiznę. Dyrektorzy odparli, że nie uważają tego za konieczne, gdyż Pommernbank wkrótce przezwycięży trudności. Ja jednak na tym nalegałem. Ani ja, ani żadne z moich stowarzyszeń nie zatrzymało z tej darowizny ani feniga; moje stowarzyszenia były gotowe zwrócić owe 25 000 marek, podobnie jak wcześniejszą darowiznę w kwocie 150 000 marek, którą dyrektor Schulz przekazał jako członek Stowarzyszenia Budowy Kościołów. Zwrotu dokonano w lipcu ubiegłego roku na rzecz Berlińskiego Banku Hipotecznego; w podobnej sytuacji zapewne żadne inne stowarzyszenie by tego nie uczyniło.
Mimo to przez całe miesiące byłem w niesłychany sposób atakowany i podejrzewany przez część prasy, a cała moja działalność na rzecz Kościoła została w oburzający sposób obrzucana błotem. Mimo wszelkich publikacji moich przyjaciół wyjaśniających całą sprawę, moja osoba i moja praca były szkalowane, chociaż nawet z mojej korespondencji z radcą stanu Budde jasno wynikało, że nie wiem i nawet nie podejrzewam, dokąd trafiły te pieniądze. Dlatego z oburzeniem odrzucam insynuacje, że wciąż muszę coś wiedzieć; oświadczam kategorycznie, że w odniesieniu do księcia nie miałem z Pommernbank najmniejszego związku. Od wielu lat przywykłem do tego, że część prasy mnie nienawidzi i prześladuje. Wiem jedno: kto w dzisiejszych czasach służy Panu w niebiosach, ten spotyka się z nienawiścią i prześladowaniem. Nie dam się przez to odwieść od mojej działalności. Nie sądziłem jednak za możliwe, że po tym, jak złożyłem zeznania pod przysięgą, pismo takie jak „Frankfurter Zeitung” mogło mieć czelność twierdzić, iż prawdopodobnie sam się wzbogaciłem. A teraz twierdzi się wręcz, że byłem pośrednikiem na rzecz księcia! To dowodzi jedynie, że tacy ludzie i takie gazety nie mają pojęcia o powadze chrześcijańskiej przysięgi. Pod tym względem część prasy działa wręcz zgubnie; inna część przedrukowuje takie rzeczy bez skrupułów i bezmyślnie, zwłaszcza gdy w grę wchodzą osoby wysoko postawione, jedynie dla taniej sensacji. Doniesiono mi, że w najróżniejszych gazetach rozpowszechniano najbardziej niewiarygodne zmyślenia na ten temat. Niezmiernie smutny jest strach, jaki niezliczeni ludzie odczuwają przed prasą, nie mogąc się przed takimi atakami skutecznie obronić.
Jeśli chodzi o moje pokwitowanie na 325 000 marek wraz z odsetkami, obaj dyrektorzy powiedzieli mi: skoro konto było założone na moje nazwisko, musi zostać zamknięte poprzez wystawienie pokwitowania z mojej strony. Podpisałem więc to pokwitowanie w obecności obu panów. Powiedziano mi również, że z kupieckiego punktu widzenia był to właściwy sposób na zamknięcie rachunku.
Adwokat dr Werthauer:
Czy świadkowi wiadomo, że również „Reichsbote” w jednym ze swoich artykułów podawał w wątpliwość jego zeznania?
Baron von Mirbach:
„Reichsbote” zachował się o tyle oburzająco, że przedrukował całą masę tych bredni. Redaktorzy później za to przepraszali. Sprawa zaszła tak daleko, że pan Bebel [przywódca socjaldemokratów] oświadczył w Reichstagu, iż gdyby zwykły robotnik zeznawał tak jak ja, zostałby pociągnięty do odpowiedzialności za krzywoprzysięstwo.
Oskarżony Loewe wnosi zdecydowany protest przeciwko atakom, jakie świadek nagle kieruje ogólnie pod adresem całej prasy. Uważa te ataki za zupełnie niestosowne i prosi świadka, by wyraźnie wyłączył gazetę „Berliner Zeitung” z grona pism, na które w tak niezwykły sposób wylewa swój gniew.
Baron von Mirbach:
Miał na myśli tylko te pisma, które podważały jego zeznania złożone pod przysięgą.
Oskarżony:
W takim razie nie jest jasne, dlaczego w procesie przeciwko „Berliner Zeitung”, która takich wątpliwości nie wyrażała, świadek bez wyraźnego powodu przypuścił ogólny atak na prasę, rzucając najostrzejszymi sformułowaniami. Przecież w tym wypadku chodzi jedynie o pismo będące politycznym przeciwnikiem świadka i jego działalności na rzecz budowy kościołów.
Świadek Romeick, były dyrektor Pommernbank, oświadcza na pytanie przewodniczącego: Nie zamierza wypowiadać się na temat losu owych 325 000 marek. Przedmiotowa transakcja była elementem postępowania w procesie Pommernbank i sprawa ta wciąż oczekuje na rozstrzygnięcie w instancji rewizyjnej (kasacyjnej). Ogólnie może jedynie powiedzieć, że z Banku Obrotu Nieruchomościami jemu i Schulzowi wypłacono 50 000 marek pod zabezpieczenie, które uważali wówczas za pewne. O tym, dokąd ostatecznie trafiło 325 000 marek, nie chce udzielać informacji. Książę Ernest Günther nigdy nie miał nic wspólnego z Pommernbank; do księcia ani bezpośrednio, ani pośrednio nie trafiła żadna część tych pieniędzy, podobnie jak do osób z jego otoczenia, z kręgu znajomych, ani za pośrednictwem pośredników czy jakichkolwiek innych transakcji.
Wycofanie wniosku o ściganie karne?
Adwokat dr Werthauer:
Skoro „Berliner Zeitung” publicznie i bez zastrzeżeń uznała już, że książę nie miał z owymi 325 000 marek nic wspólnego, oskarżyciel posiłkowy byłby być może skłonny wycofać wniosek o ściganie karne, pod warunkiem opublikowania jednoznacznego oświadczenia w określonej liczbie gazet.
Adwokat Thurm [pełnomocnik księcia] uważa, że istnieje możliwość przyjęcia tej propozycji. Oskarżycielowi posiłkowemu zależało przede wszystkim na poznaniu autora artykułów i ustaleniu, co stało się z 325 000 marek. Rozprawa przyniosła wynik negatywny [nie wskazała winy księcia] i więcej zapewne nie uda się osiągnąć. Musi jednak najpierw skonsultować się ze swoim mocodawcą. Adwokat dr Werthauer składa do akt następujące oświadczenie oskarżonego:
„Niniejszym oświadczam – na podstawie wyczerpujących informacji zebranych w międzyczasie przeze mnie osobiście oraz na podstawie wyników sądowego postępowania dowodowego – że obecnie ponad wszelką wątpliwość ustalono, iż książę Ernest Günther nie ma ani nigdy nie miał żadnego bezpośredniego ani pośredniego związku – jakiejkolwiek natury – ze sporną kwestią pieniędzy z «Konta K.». Padłem ofiarą rażącego wprowadzenia w błąd, co bez zastrzeżeń uznaję i nad czym głęboko ubolewam. Przyjmuję na siebie wszelkie koszty wszczętego przeciwko mnie postępowania karnego.”
Pierwszy prokurator Schulz wyraża zgodę na odroczenie rozprawy, ponieważ sam książę od początku zastrzegał sobie możliwość wycofania wniosku o ściganie karne po całkowitym wyjaśnieniu sprawy, a ponadto przysługuje mu prawo do wysłuchania, jako że zgodnie z prawem nie musiał stawiać się osobiście na rozprawie.
Trybunał postanawia odroczyć rozprawę.