Księżniczka i dama do towarzystwa.
Jak wiadomo, była dama do towarzystwa zmarłej, sędziwej księżniczki Amalii ze Szlezwika-Holsztynu prowadzi szereg procesów cywilnych przeciwko księciu Ernestowi Güntherowi i kilku osobom, które swego czasu na jego polecenie, przy pomocy władz egipskich w Kairze, siłą odłączyły damę do towarzystwa od księżniczki i odesłały ją pod eskortą do Niemiec.
Księżniczka i dama do towarzystwa.
Berlin, 28 września.
Jak wiadomo, była dama do towarzystwa zmarłej, sędziwej księżniczki Amalii ze Szlezwika-Holsztynu prowadzi szereg procesów cywilnych przeciwko księciu Ernestowi Güntherowi i kilku osobom, które swego czasu na jego polecenie, przy pomocy władz egipskich w Kairze, siłą odłączyły damę do towarzystwa od księżniczki i odesłały ją pod eskortą do Niemiec. W jej walizce znaleziono dużą sumę pieniędzy, którą zadeklarowała jako swoją własność, podczas gdy strona przeciwna to kwestionuje. Twierdziła ponadto, że poniosła znaczne wydatki na rzecz księżniczki i wielokrotnie wspomagała ją własnymi pieniędzmi. Owa dama do towarzystwa i garderobiana księżniczki stanęła wczoraj w osobie urodzonej w 1874 r. w Marggrabowej (obecnie Olecko) panny Anny Auguste Johanny Milewski pod zarzutem kradzieży przed I Izbą Karną Sądu Krajowego II. Została oskarżona o to, że w latach 1899–1901, w szczególności w Egipcie, Francji, Anglii i we Włoszech, przywłaszczyła sobie biżuterię należącą do księżniczki Amalii. Oskarżona jest córką mistrza rzeźnickiego w Marggrabowej; wyuczyła się krawiectwa, a następnie służyła jako pokojówka u różnych dystyngowanych dam. 6 września 1898 r. wstąpiła na służbę u księżniczki Amalii jako pokojówka, a później została jej damą do towarzystwa. Towarzyszyła jej w podróżach do Primkenau (Przemkowa), Algieru, Pau, Paryża i Londynu. 1 sierpnia 1900 r., po powrocie księżniczki do Niemiec, opuściła posadę w Primkenau, jednak jeszcze w tym samym miesiącu ponownie objęła funkcję damy do towarzystwa u księżniczki i znów towarzyszyła jej w podróżach do Ems, Paryża i Algieru, dokąd przybyły w październiku 1900 r. Stamtąd udały się na Maltę, a potem do Kairu, dokąd dotarły 1 lutego 1901 r. Krewni księżniczki Amalii nie byli zadowoleni z faktu, że między oskarżoną a księżniczką wywiązała się bardzo zażyła relacja, a księżniczka stopniowo popadła całkowicie pod wpływ Milewskiej. Podjęto więc próbę oddzielenia księżniczki od oskarżonej, a gdy polubownie się to nie powiodło – księżniczka wręcz stale oświadczała, że za nic nie zamierza rozstawać się ze swoją damą do towarzystwa – doszło do rozdzielenia siłą.
Oskarżona opowiedziała o tym, co następuje: Księżniczka zatrzymała się wraz z nią w hotelu Savoy w Kairze i tam wysłannikowi księcia Ernesta Günthera, szambelanowi von Blumenthalowi, udało się usunąć ją siłą. Gdy wyszła na ulicę w Kairze, podeszło do niej dwóch Arabów i zapytało, czy jest panną Milewską. Potwierdziła, na co obaj Arabowie chcieli ją pochwycić; rzuciła się jednak do ucieczki. Mężczyźni dogonili ją jednak i wepchnęli do podstawionego powozu, który zawiózł ją do ustronnego domu w mieście. Tam była pilnowana. Po pewnym czasie zjawił się u niej pan von Blumenthal i oświadczył, że musi jak najszybciej wyjechać do Niemiec, gdyż dopuściła się ciężkiego przewinienia wobec ciotki cesarzowej Niemiec. Niemal na kolanach błagała, by chociaż powiedziano jej, co takiego miała popełnić, lecz w odpowiedzi usłyszała jedynie, że musi wyjechać jak najszybciej, a o wszystkim innym dowie się w Niemczech od księcia Ernesta Günthera. Przedłożono jej wówczas protokół, w którym miała zobowiązać się do odstąpienia w przyszłości od księżniczki Amalii; odmówiła jednak i zażądała postawienia przed niemieckim sądem w Kairze. To jej jednak odmówiono. Po dłuższym czasie pan von Blumenthal pojawił się u niej ponownie w towarzystwie konsula. Zwróciła się do konsula z prośbą o wstawiennictwo, ten jednak odpowiedział, że sprawa go nie dotyczy i jest to wyłącznie kwestia pana von Blumenthala. Ten ostatni po ponownych rozmowach z nią zawołał do konsula: „Uparta jak zawsze!”. Przez cztery dni trzymano ją następnie pod strażą; powiedziano jej, że księżniczka Amalia przeszła udar, lecz wszelkie jej prośby o możliwość rozmowy z księżniczką pozostały bez echa. W końcu któregoś dnia przewieziono ją do Port Saidu i przydzielono elegancki pokój, który jednak zamknięto za nią na klucz. Wtedy zjawił się u niej angielski oficer i zapytał, czy ma jakieś życzenia. Na jej prośbę o przysłanie konsula padła odpowiedź, że na miejscu urzęduje jedynie konsul handlowy.
Majątek oskarżonej.
Przewodniczący dyrektor sądu krajowego Gartz (do oskarżonej):
Twierdzi pani, że była bardzo majętna?
Oskarżona:
Tak. Zanim trafiłam do księżniczki Amalii, posiadałam majątek w wysokości 80 000 marek.
Przewodniczący:
Skąd pochodził ten majątek? Przecież chyba nie od pani ojca, mistrza rzeźnickiego w Marggrabowej. Przybyła pani do Berlina w 1893 roku. O pochodzeniu swojego majątku nie chce pani udzielić informacji?
Oskarżona:
Nie!
Przewodniczący:
Najpierw była pani na służbie u hrabiny Schwerin, obecnej pani dr Buzzi, i to przez dłuższy czas, a potem nieprzerwanie na posadach służącej. Na takich stanowiskach nie mogła pani zgromadzić tak wielkiego majątku. Nie chce pani złożyć wyjaśnień co do sposobu jego nabycia?
Oskarżona:
Nie.
Przewodniczący:
Składała pani rozbieżne oświadczenia. Raz twierdziła pani, że pewien pan, który uległ wypadkowi na ulicy i któremu pośpieszyła pani z pomocą, zapisał pani cały swój majątek. Innym razem miała pani mówić, że pieniądze pochodziły od damy, która dała je pani za milczenie.
Oskarżona:
To nieprawda.
Przewodniczący:
Księżniczka miała darzyć panią wielkim zaufaniem.
Oskarżona:
Tak jest.
Przewodniczący:
Miała pani pokrywać wszelkie wydatki księżniczki i mieć także jej biżuterię pod swoją pieczą?
Oskarżona:
To również nie jest prawda. Zarówno biżuteria księżniczki, jak i moja własna znajdowały się pod nadzorem garderobianej Petersen.
Przewodniczący:
Podobno stopniowo wmawiała pani księżniczce, że pochodzi z rodu hrabiowskiego i jest spokrewniona z hrabią w Rosji?
Oskarżona:
Zaprzeczam temu. Świadectwo odejścia ze służby, które wystawiła mi księżniczka, dowodzi przecież, że doskonale znała moje nazwisko i pochodzenie.
Obrońca, adwokat Lubszynski:
Łatwo byłoby dowieść, że przed zatrudnieniem oskarżonej księżniczka zasięgała u burmistrza Marggrabowej bardzo dokładnych informacji o jej stosunkach rodzinnych. Faktem jest również, że to sama księżniczka w pewnej sytuacji poradziła oskarżonej, by tytułowała się „hrabiną Michałowską”, i że w testamencie również uwzględniła ją pod tym nazwiskiem.
Przewodniczący:
Miała pani ponadto twierdzić, że jest zaręczona z adiutantem cesarza niemieckiego.
Oskarżona:
To nieprawda.
Przewodniczący:
Twierdziła pani, że została przedstawiona cesarzowej Niemiec i otrzymała od niej w prezencie rower damski ze srebrnymi rączkami oraz broszkę z brylantami.
Oskarżona:
Nie. Zostałam jednak w rzeczywistości przyjęta przez cesarzową, która była dla mnie nader łaskawa.
Co do nazwiska „Hrabina Michałowska” sprawa przedstawia się następująco: Kiedy ostatniej zimy przebywałyśmy w Paryżu, z domu księcia Fryderyka Leopolda nadeszła wiadomość, że w najbliższych dniach do Paryża przybędzie książę Ernest Günther, aby usunąć mnie z otoczenia księżniczki. Na moje miejsce miała zostać wprowadzona panna Elawitta, która pobierała od księcia apanaże. Księżniczka nie chciała się jednak ze mną rozstawać za żadną cenę i dlatego napisała do księcia Ernesta Günthera, że zatrudniła już inną damę do towarzystwa w osobie hrabiny Michałowskiej. Książę Ernest Günther rzeczywiście przybył wtedy do Paryża, ale księżniczka odpłynęła już ze mną parowcem do Algieru. Książę podążał naszym śladem przez około czternaście dni aż na Maltę. Tam za radą księżniczki wynajęłam pokoje na nazwisko Michałowska, a ona sama powiedziała konsulowi, że jestem hrabiną Michałowską. Książę Ernest Günther poruszył wówczas niebo i ziemię, aby mnie dopaść. Opuściłyśmy Maltę i udałyśmy się do Kairu, i tam właśnie rozegrała się historia z panem von Blumenthalem, który kazał siłą usunąć mnie z Kairu.
Kosztowności.
Przewodniczący:
Po tym, jak została pani wywieziona z Kairu, wśród pani rzeczy odnaleziono liczne precjoza, które miały należeć do księżniczki Amalii. Należą do nich:
1. okrągła broszka z diamentami i rubinami, pochodząca ze zbioru biżuterii królowej Danii Karoliny Matyldy;
2. mała broszka z pięcioma rubinami i diamentami;
3. złota bransoleta łańcuszkowa;
4. prosty łańcuszek z medalionem i trzema perłami;
5. niebiesko emaliowany medalion;
6. wąż wysadzany turkusami jako naszyjnik;
7. gruba bransoleta łańcuszkowa, pamiątka rodowa po zmarłej królowej Danii;
8. broszka ze złotymi topazami i ametystami, odziedziczona po księżnej Luizie Zofii;
9. serduszko, emaliowane na niebiesko, w złocie i perłach;
10. szpilka do włosów z czterema rubinami i diamentami;
11. szpila, dar króla Danii Chrystiana VII;
12. inna broszka;
13. żółw z tygrysiego oka i diamentów;
14. gruby, misternie pleciony łańcuch;
15. lusterko podręczne, stara pamiątka rodzinna;
16. sznur pereł, którego perły miały być w całości prawdziwe, lecz obecnie obok prawdziwych okazują się przeważnie sztuczne – i tak dalej.
Oskarżona wyjaśniła w tej kwestii, że pojedyncze z tych kosztowności stanowią jej własność, inne otrzymała od księżniczki w prezencie na Boże Narodzenie lub urodziny, a jeszcze inne bez wątpienia należały do księżniczki. Jak znalazły się razem z jej własną biżuterią – tego nie wie. Można to wytłumaczyć być może faktem, że właśnie przeprowadzały się na inne piętro hotelu Savoy i rzeczy mogły się przy tym pomieszać.
Adwokat dr Lubszynski wskazuje na zaświadczenie wystawione przez księżniczkę Amalię w 1901 roku, na mocy którego nadaje ona oskarżonej status „damy do towarzystwa”. Obrońca podkreśla ponadto, że księżniczka sporządziła dwa testamenty. W pierwszym, z 1896 roku, w którym jako jedynego spadkobiercę (sukcesora uniwersalnego) przewidziano księcia Ernesta Günthera, jest mowa o jednym sznurze prawdziwych i trzech sznurach „pereł rzymskich” [imitacji]. W późniejszym testamencie, w którym książę Ernest Günther już nie figurował jako jedyny spadkobierca, oskarżonej pod mianem „hrabiny Michałowskiej” zapisano wiele rzeczy. W pierwszym testamencie łączną wartość spadku określono na 30 000 marek. Już z tego samego wynika, że sporne perły nie mogły być prawdziwe, gdyż w przeciwnym razie byłyby warte znacznie więcej. W drugim testamencie masa spadkowa była jeszcze mniejsza – oszacowano ją na zaledwie 10 000 marek, co dowodzi, że w międzyczasie księżniczka wyzbyła się różnych kosztowności, to znaczy podarowała je oskarżonej.
Przesłuchanie świadków.
Jako pierwszego świadka przesłuchano dawną pokojówkę księżniczki, Sofie Wiegand, z domu Petersen. Została ona zaangażowana przez oskarżoną i spędziła u księżniczki około roku. Zeznała, że oskarżona najpierw mówiła jej, iż jest hrabianką (kometessą), podawała się też za przyjaciółkę księżniczki, a później za hrabinę von Michalowsky, której szwagier miał być potrójnym milionerem. Wielokrotnie nosiła biżuterię księżniczki, na co ta czasami się skarżyła. Pewnego razu księżniczka wskazała na broszkę noszoną przez oskarżoną i powiedziała: „Anno, toć to dokładnie taka sama jak moja”. Oskarżona odpowiedziała na to: „Nie, tę odziedziczyłam po mojej babce”.
Adwokat dr Lubszynski:
Oskarżona twierdzi, że świadek wielokrotnie odbierała dla niej listy i musiała na nich wyraźnie widzieć adres: „Panna Milewski”.
Na dalsze pytania świadek zeznaje, że gdy oskarżona została zabrana, wszystkie znalezione kosztowności znajdowały się w jej pokoju, podczas gdy księżniczka trzymała resztę swojej biżuterii u siebie. Oskarżona już wcześniej wielokrotnie wyjmowała przedmioty z kasetki z biżuterią księżniczki, twierdząc, że to jej własność.
Odczytano zeznanie protokolarne konsula Antona, dawniej zamieszkałego w Kairze, a obecnie w Batawii [Dżakarcie]. Wynika z niego, że na prośbę księcia Ernesta Günthera udał się on 3 kwietnia 1901 r. do hotelu, w celu spisania protokołu z księżniczką Amalią, którą zastał cierpiącą. Leżała w łóżku i na pytania księcia Ernesta Günthera uznała wiele twierdzeń Milewskiej dotyczących pieniędzy, które ta rzekomo miała od niej otrzymać, za nieprawdziwe bądź błędne, a przedłożone jej kosztowności w przeważającej części rozpoznała jako swoją własność, zaprzeczając powiązanym z nimi twierdzeniom oskarżonej.
Adwokat dr Lubszynski:
Protokół ten nosi datę 3 kwietnia, a księżniczka zmarła 5 maja. Został więc sporządzony na krótko przed jej śmiercią, w czasie gdy sędziwa księżniczka była już ciężko chora. W raporcie, jaki konsul Anton skierował do Urzędu Kanclerza Rzeszy w celu usprawiedliwienia swojego postępowania w Kairze, napisano, że oświadczył oskarżonej, iż nie ma przeciwko niej żadnych zarzutów natury cywilnoprawnej, a rząd egipski wydala ją z przyczyn politycznych.
Świadek Emma Paul z Kilonii, zarządczyni domu (ochmistrzyni) u księżniczki Henrietty ze Szlezwika-Holsztynu (obecnie żony tajnego radcy von Esmarcha), pomagała swego czasu w spisywaniu inwentarza kosztowności księżniczki Amalii. Wśród przedstawionych precjozów świadek rozpoznaje cały szereg przedmiotów jako należące do księżniczki Amalii.
Biegły, jubiler nadworny dr Schröder, oświadcza m.in., że sporny sznur pereł jest fałszywy (sztuczny). Szambelan Werner von Blumenthal zeznaje jako świadek: udał się swego czasu na polecenie księcia Ernesta Günthera do Kairu, aby uwolnić księżniczkę Amalię od szkodliwego wpływu oskarżonej. Na miejscu zwrócił się do władz egipskich z pytaniem, czy w zaistniałych okolicznościach Milewska nie mogłaby zostać odłączona od księżniczki Amalii w drodze wydalenia z kraju (deportacji). Po tym, jak oskarżoną doprowadzono na posterunek policji, rozmawiał z nią tam po raz pierwszy; chciała ona wiedzieć, jakie zarzuty przeciwko niej ciążą. Powiedział jej, że kroki podjęły władze egipskie, lecz na jego wniosek, z uwagi na wydarzenia, jakie rozegrały się u boku księżniczki. Zapewnił ją, że zadba o należytą i wygodną podróż powrotną.
Kiedy następnie przybył do hotelu do księżniczki, pan Welker, który od pewnego czasu pełnił przy niej rolę kawalera do towarzystwa, przyniósł kwotę 15 600 marek, którą znalazł w pokoju oskarżonej, a która jego zdaniem stanowiła fundusz podróżny księżniczki. Następnie świadek rozmawiał z księżniczką – początkowo nie mówiąc jej nic o zatrzymaniu oskarżonej – i przedstawił jej to, czego dowiedział się o sytuacji, osobie oskarżonej itd. Miał nadzieję nakłonić ją w ten sposób do dobrowolnego oświadczenia, że nie chce już mieć nic wspólnego z Milewską. Nic jednak nie dało się wskórać: księżniczka odrzuciła wszelkie doniesienia stawiające Milewską w złym świetle jako zmyślenia i obstawała przy tym, że ta jest bardzo bogata, udziela jej pożyczek i jest „hrabiną”. Dopiero gdy księżniczka przekonała się, że rozdzielenie z Milewską jest faktem nieodwracalnym, zaczęła stopniowo porzucać to przekonanie i wypowiadać się o oskarżonej w zupełnie innym tonie. Wówczas okazano jej każdy przedmiot z biżuterii znalezionej u Milewskiej, a księżniczka rozpoznała niemal wszystko jako swoją własność. Świadek powziął później pewne podejrzenia co do pereł; udał się z nimi do jubilera i otrzymał od niego z uśmiechem odpowiedź: „Ani jedna perła nie jest prawdziwa!”. Obrońca ponawia przy tej okazji swój sprzeciw – podniesiony już wcześniej w zażaleniu – dotyczący przesłuchania księżniczki Henrietty w jej własnym domu. Po wielu doświadczeniach, jakie zebrał, zrezygnował z obecności przy tym przesłuchaniu w domu księżniczki. Księżniczce nie przysługiwały wówczas jeszcze przywileje bezpośredniego rodu książęcego (stanu Rzeszy) i powinna była zostać przesłuchana przed sądem.
Szwagier oskarżonej.
Świadek Clawe, urzędnik bankowy, oraz jego żona – szwagier i siostra oskarżonej – zgodnie twierdzą, że posiadała ona majątek w wysokości 79 500 marek, zanim wstąpiła na służbę u księżniczki Amalii. Skąd go miała – tego nie wiedzą. Świadek miał nawet zlecenie, by ulokować te pieniądze dla niej w inwestycjach; ponieważ jednak doszło na tym tle do nieporozumień, zwrócił jej tę sumę. Oboje świadkowie zeznają ponadto, że byli wielokrotnie zapraszani przez księżniczkę na herbatę, gdy ta zatrzymywała się w tutejszym hotelu Bristol lub Monopol; księżniczka miała również gościć u nich w mieszkaniu przy Passauer Straße. Pewnego razu księżniczka przekazała świadkowi złoty serwis do herbaty na sprzedaż, zaznaczając, że szwagierka wyłożyła już dla niej 16 000 marek zaliczki. Serwis miał być warty 25 000 marek, lecz gdy zaoferowano go jednemu z tutejszych złotników, nadeszła odpowiedź, że jest wart co najwyżej 400 marek. W jednym z listów księżniczka opisała swego czasu swoje trudne położenie i prosiła, by oskarżona wyłożyła pieniądze na czynsz za jej willę w Pau, którego nie była w stanie opłacić. Pisała, że została opuszczona przez wszystkich, także przez księcia Ernesta Günthera, któremu przecież wyświadczyła w życiu tyle dobrego. Świadkowie utrzymują, że księżniczka podarowała oskarżonej precjoza, ponieważ ta przez dwa lata nie otrzymywała żadnej pensji.
Przewodniczący ustala, że księżniczka Amalia pobierała apanaże w wysokości 15 000 marek oraz rentę dożywotnią w wysokości 3335 marek, a ponadto otrzymała od księcia Ernesta Günthera w ciągu dwóch lat około 20 000 marek, miała zatem około 30 000 marek dochodu rocznie.
Obrońca przedkłada fotografię, na której oskarżona widnieje razem z księżniczką, i twierdzi, że widoczny na niej, noszony przez oskarżoną sznur pereł to dokładnie ten sam, o który toczy się spór. Biegły dr Schröder przyznaje, że jest to prawdopodobne.
Świadek burmistrz Hamann z Przemkowa potwierdza na pytanie obrońcy, że książę Ernest Günther nie objął spadku po księżniczce, lecz został ustanowiony kuratorem spadku i jak dotąd nie znalazł żadnego spadkobiercy, który chciałby go przyjąć. Cały majątek spadkowy szacuje się na najwyżej 25 000 marek.
Wnioski obrony.
Adwokat dr Lubszynski wnosi w tym miejscu o przesłuchanie księżniczki Feodory oraz księcia Ernesta Günthera w sprawie pereł, a ponadto księcia także w kwestii wielu innych punktów. Obrońca twierdzi m.in., że jakiś czas po sporządzeniu protokołu księżniczka Amalia oświadczyła księciu Ernestowi Güntherowi, iż nie może go podtrzymać, gdyż znajdowała się w stanie zbyt silnego wzburzenia i jest wysoce prawdopodobne, że sporne kosztowności jednak oskarżonej podarowała. Ponadto wniesiono o przesłuchanie panny Schwan, damy dworu cesarzowej. Ma ona poświadczyć, że pewna broszka została darowana oskarżonej przez księżniczkę z powodu nieotrzymywania pensji, a wrogowie oskarżonej dążą wszelkimi sposobami do jej zguby. Wynika to na przykład z listu księżniczki Henrietty, w którym oskarżona została odmalowana jako wielka zbrodniarka, przypisuje się jej wszelkie możliwe niegodziwości i używa sformułowania, że „każdy, kto nosi nazwisko Milewski, jest przestępcą już z samej natury”.
Prokurator Walter stanowczo sprzeciwił się próbie przedstawienia księżniczki Henrietty jako osoby stronniczej. Wniósł o odrzucenie wszystkich wniosków obrony, ewentualnie o odroczenie rozprawy i aresztowanie oskarżonej, jako że podejrzenia wobec niej stały się na mocy przedstawionego materiału dowodowego nader pilne.
Obrońca sprzeciwił się temu wnioskowi, argumentując, że oskarżona odpowiadała dotąd z wolnej stopy, a niniejsza rozprawa nie przyniosła absolutnie żadnych dowodów przeciwko niej.
Odroczenie rozprawy.
Sąd postanowił odrzucić wniosek o przesłuchanie księżniczki Feodory, uwzględnić natomiast wniosek o przesłuchanie księcia Ernesta Günthera oraz świadka w Algierze, w związku z czym odroczyć sprawę, lecz z uwagi na obawę ucieczki zastosować wobec oskarżonej areszt śledczy.
Źródło historyczne
Gazeta „General-Anzeiger für Dortmund und die Provinz Westfalen” Rocznik 17, Nr 268 z dnia 29 września 1904 roku.