Uniewinnienie w procesie Milewskiej
W charakterze świadka i biegłego przesłuchiwany jest jubiler dworski dr Leopold Schröder. Przewodniczący ustala na podstawie akt, że świadek podczas przesłuchania w 1903 roku zeznał, iż w lipcu 1899 roku w jego sklepie zjawiła się pewna dama i oddała do przerobienia na broszę zapięcie z rubinami i brylantami, które wcześniej najwyraźniej należało do kolii.
Uniewinnienie w procesie Milewskiej
W charakterze świadka i biegłego przesłuchiwany jest jubiler dworski dr Leopold Schröder. Przewodniczący ustala na podstawie akt, że świadek podczas przesłuchania w 1903 roku zeznał, iż w lipcu 1899 roku w jego sklepie zjawiła się pewna dama i oddała do przerobienia na broszę zapięcie z rubinami i brylantami, które wcześniej najwyraźniej należało do kolii. – Świadek oświadcza w tej kwestii, że osobiście nic nie wie; ówczesny pracownik powiedział mu, że owo brylantowo-rubinowe zapięcie przesłała do przeróbki księżna Szlezwika-Holsztynu Amalia. – Oskarżona zauważa na to, że z tym cennym przedmiotem nie ma absolutnie nic wspólnego. Wiadomo jej jednak, że księżna rzeczywiście zleciła kiedyś przerobienie takiego zapięcia. Świadek Schröder musi sobie jednak przypomnieć, że ten przerobiony klejnot został odesłany listem poleconym do Kilonii samej księżnej. Świadek nie potrafi sobie jednak tego przypomnieć. Jako biegły dr Sch. oświadcza – po przedłożeniu mu biżuterii – że tylko niewiele kosztowności ma większą wartość. Ów sznur pereł, który rzekomo miał pochodzić od duńskiej rodziny królewskiej, jest wręcz dość marną imitacją, niemal bezwartościową, której sam nie chciałby nawet w prezencie. Jest bardzo zdziwiony, że sama księżna nie rozpoznała tej nader topornej imitacji. Całkowicie wykluczone wydaje się jednak, by biżuteria w obecnej postaci mogła być podarkiem od królowej Danii oraz by te widoczne dla każdego laika imitacje mogły pochodzić z królewskiego skarbca rodowego.
Wobec powyższego wszystkie strony rezygnują z przesłuchania pozostałych biegłych.
Przewodniczący, dyrektor sądu krajowego Leue, omawia następnie kwestię, jakie przepisy karne mają zastosowanie do czynów popełnionych ewentualnie za granicą. Zostaje ustalone, że w Egipcie każdy obywatel niemiecki w okręgu sądu konsularnego podlega niemieckiemu kodeksowi karnemu. Kupiec Stelter jako biegły tłumaczy na język niemiecki przepisy prawa włoskiego dotyczące kradzieży. Na wniosek radcy sprawiedliwości Wronkera odczytany zostaje z komentarza do włoskiego kodeksu karnego (wydanego przez byłego prokuratora dra Stephana) również § 417 odnoszący się do przywłaszczenia. Wynika z niego, że do ścigania z tytułu przywłaszczenia wymagany jest wniosek o ściganie karne, którego – jak wiadomo – brak. – Zaprzysiężony tłumacz języka angielskiego, prywatny uczony Julius Haacke, przekłada odnośne angielskie przepisy karne, a po nich omawiane są wchodzące w grę przepisy francuskie.
Na tym postępowanie dowodowe zostaje zamknięte.
Radca prokuratury Mundry:
Dobiegający obecnie końca proces mógłby nieco przypominać procesy przed Sądem Kameralnym Rzeszy (Reichskammergericht) w Wetzlarze, które w ogóle nie znajdowały końca. Przez sześć lat proces ten zaprzątał sądy. Nie jest to wina oskarżonej; główna przyczyna leży w tym, że część świadków mieszkała w wielkim oddaleniu, za granicą i na odległych kontynentach. Jednak ten długi czas, jaki upłynął, przyniósł o tyle korzyść, że okoliczności sprawy zostały wyjaśnione tak jasno, jak to tylko możliwe przy tak zawikłanych stosunkach, i możemy z czystym sumieniem przystąpić do rozstrzygania kwestii winy lub niewinności.
Błędne jest mniemanie, jakoby miał to być proces sensacyjny. Cóż bowiem jest tu sensacyjnego? Służąca miała rzekomo okradać swoją panią. To, że owa pani jest przypadkiem księżną i latoroślą starego niemieckiego rodu książęcego, nie czyni jeszcze ze sprawy sensacji. Oskarżyciel nie zamierza robić z trybunału sceny teatralnej, lecz pragnie obiektywnie, beznamiętnie wypowiedzieć to, co należy powiedzieć.
Obciążający dla oskarżonej mógłby być fakt, że wielokrotnie powtarzała pewnemu świadkowi, iż wszystkie sporne kosztowności należą do niej i że otrzymała je w spadku. To jednak nie wystarcza do udowodnienia winy. Podobnie jej winy nie dowodzi to, że przedmioty należące do księżnej Amalii znaleziono w jej pokoju – przy bliskich relacjach domowych między księżną a oskarżoną nie jest to niczym nadzwyczajnym. Niepokojące jest natomiast to, że oskarżona – której nie sposób udowodnić kradzieży wszystkich 20 przedmiotów – twierdzi, iż medalion, dużą broszę z rubinami i brylantami, małą broszę z rubinami i brylantami oraz jeszcze jeden klejnot otrzymała od księżnej w prezencie, podczas gdy księżna oświadczyła, że nigdy nie podarowała jej żadnej biżuterii.
Stajemy tu jednak przed zagadką, wystąpiło bowiem czterech świadków, którzy zgodnie zeznali, że do takich darowizn rzeczywiście doszło. Jeśli dać im wiarę, należy uznać za dowiedzione, iż księżna faktycznie podarowała oskarżonej owe precjoza. Nie wolno przy tym zapominać, że jakkolwiek księżna była osobą na wysokim poziomie umysłowym, to jednak była już kobietą bardzo wiekową, przesłuchiwaną na łożu boleści, przez co mogły wkraść się u niej rozmaite pomyłki.
Jeśli więc sprawa w tych punktach budzi wątpliwości, to w odniesieniu do jednej ze spornych szpil oraz sznura pereł oskarżona wydaje się obciążona w stopniu znacznie większym. Dla mnie osobiście pozostaje faktem nader osobliwym – w którym bezwzględnie muszę dostrzegać ciężki dowód przeciwko oskarżonej – to, że w zbiorze biżuterii księżnej brakuje kolczyka z perłą. W posiadaniu oskarżonej odnaleziono identyczną perłę przerobioną na szpilę, która według opinii biegłego znajdowała się prawdopodobnie dawniej w kolczyku. W tym wypadku oskarżona wydaje się winna kradzieży.
Jeszcze gorzej przedstawia się sprawa trójrzędowej kolii perłowej, w przypadku której biegły uznał za całkowicie wykluczone, by owa bezwartościowa imitacja mogła pochodzić z duńskiego skarbca królewskiego. Tutaj oskarżona z całą pewnością dokonała podmiany. Na osiem dni przed wstąpieniem oskarżonej na służbę u księżnej – wedle zeznań świadka Paul – prawdziwa biżuteria jeszcze istniała, a przynajmniej była to biżuteria wyglądająca inaczej niż ta, którą dysponujemy obecnie. Później pojawiła się zupełnie bezwartościowa imitacja – już po tym, jak oskarżona przejęła pieczę nad kosztownościami. Szala winy przy uwzględnieniu tej okoliczności przechyla się bardzo ciężko na niekorzyść oskarżonej.
Można by wprawdzie mieć wątpliwości, czy mimo tak poważnych poszlak wolno doprowadzić do skazania dotychczas niekaranej oskarżonej. Nie wolno jednak stanąć na stanowisku: „zapewne to ona to zrobiła, pozwólmy jej więc wywinąć się z niską karą”. Na tego rodzaju kompromisy w wymiarze sprawiedliwości nie ma miejsca – albo istnieją jedynie poszlaki, albo pełny dowód.
„Ja osobiście – kontynuuje prokurator – jestem zdania, że w tym przypadku pełny dowód został przeprowadzony. W tej sytuacji mam również obowiązek wnieść o wymierzenie surowej, odstraszającej kary, chodzi bowiem o niezwykle ciężkie nadużycie zaufania, jakiego dopuściła się oskarżona wobec swojej pani – której tak wiele zawdzięcza i którą sama nazwała kiedyś «swoją niebiańską księżną». Jeśli zatem na podstawie wyników postępowania dowodowego można w ogóle wymierzyć oskarżonej karę, musi to być kara dotkliwa. Wnoszę zatem o karę jednego roku i sześciu miesięcy więzienia”.
Wystąpienia obrony
Radca sprawiedliwości Wronker:
Prokuratorowi należą się nadzwyczajne podziękowania za obiektywizm, z jakim omówił kwestię winy. Sama sprawa nie została jednak bynajmniej wyjaśniona, a okoliczności ujawnione w toku postępowania dowodowego ani w całości, ani w szczegółach nie są na tyle przytłaczające, by – jak zakłada prokurator – niemalże prowadziły do przekonania o winie oskarżonej. Już z góry nasuwa się bez liku wątpliwości prawnych. Co do kolii perłowej nie ustalono zgoła niczego; nie ma nawet pewności, czy perły były pierwotnie prawdziwe, gdy księżna otrzymała je w podarunku. Lecz nawet zakładając, że były one prawdziwe, całkowitym domysłem pozostaje, kiedy zostały podmienione na sztuczne i kto owej podmiany dokonał. W Egipcie i w czasie podróży na statkach to przecież nie tylko oskarżona znajdowała się w otoczeniu księżnej.
Również twierdzenie, iż oskarżona otrzymała wymienione przez siebie kosztowności od księżnej w prezencie, nie zostało w żaden sposób obalone. Rzeczą niewzruszoną i pewną jest to, że księżna darzyła oskarżoną głęboką miłością i przyjaźnią. Świadczą o tym niezwykle serdeczne listy, które księżna do niej pisała, a z których wprost wynika, jak bardzo oskarżoną kochała. Relacje o tak idealnie przyjacielskim charakterze czynią całkowicie zrozumiałym, że księżna rzeczywiście obdarowywała ją takimi prezentami; a jeśli księżna zaprzeczyła temu podczas przesłuchania tuż przed śmiercią, to należy pamiętać, w jakich okolicznościach sędziwa dama była przesłuchiwana i ile czynników psychologicznych wchodziło wówczas w grę.
Po dalszym omówieniu wyników postępowania dowodowego obrońca dochodzi do wniosku, że w jego przekonaniu niezbicie wykazano, iż oskarżona posiadała znaczny majątek, zanim jeszcze podjęła służbę u księżnej Amalii. Choć może zwracać uwagę fakt, że odmawia ona ujawnienia pochodzenia tego majątku, to przecież można wskazać najrozmaitsze powody skłaniające ją do takiego zachowania. Ani w postępowaniu księżnej, ani oskarżonej nie ma niczego, co pozwalałoby uznać oskarżoną za winną. Podsumowując: sprawa nie została wyjaśniona, a zadaniem sądu nie jest wykazanie niewinności oskarżonej – to wina musi zostać ściśle i bezspornie udowodniona. Obrońca wnosi o uniewinnienie.
Adwokat dr Graefe uzupełnia te wywody o szereg uwag natury prawnej i faktycznej, starając się wykazać, że żadna ze złożonych przez prokuraturę poszlak nie wytrzymuje bliższej próby.
Ostatnie słowo oskarżonej i wyrok
Oskarżona, dopuszczona do ostatniego słowa, dodaje: Wszystko, co przeciwko niej podniesiono, jest bezpodstawne i częściowo wyssane z palca. Gdyby księżna Amalia pożyła zaledwie o 6 tygodni dłużej, ona – oskarżona – nie siedziałaby na tej ławie. Przedwczesna śmierć księżnej pozbawiła ją możliwości choćby jednorazowej obrony w jej obecności. Wobec pana von Blumenthala wielokrotnie podkreślała, że domaga się konfrontacji z księżną. To, że do niej nie doszło, jest winą rządu egipskiego oraz szambelana von Blumenthala. Jest całkowicie niewinna.
O godzinie piątej po południu trybunał ogłasza ustami przewodniczącego, dyrektora sądu krajowego Leue, wyrok:
Co do 20 przedmiotów objętych aktem oskarżenia, oskarżona od razu oświadczyła, że 15 z nich należy bez wahania wyłączyć, gdyż bezsprzecznie należą do księżnej i mogły trafić do jej rzeczy wyłącznie przez pomyłkę. Podejrzane jest wprawdzie to, że powiedziała pewnemu świadkowi, iż wszystkie te rzeczy odziedziczyła po babce; nosiła je również, lecz z tego nie wynika jeszcze, że zamierzała je sobie bezprawnie przywłaszczyć.
W odniesieniu do pozostałych spornych przedmiotów oskarżona twierdzi, że dużą i małą broszę otrzymała od księżnej w podarunku, podczas gdy księżna na miesiąc przed śmiercią oświadczyła, iż tak nie było. Choć księżna mogła być jeszcze sprawna umysłowo, podczas przesłuchania była cieleśnie bardzo chora; rozstanie z oskarżoną przyszło jej z wielkim trudem, a zamiast niej u boku księżnej znajdował się książę Ernest Günther, który zadawał jej szereg pytań. Nie jest wykluczone, że wprowadziło ją to w błąd. Faktem pozostaje również to, że oskarżona nosiła te kosztowności w obecności księżnej, na co dowodem są fotografie. Sąd nie uznał zatem za obalone, iż przedmioty te zostały jej darowane. To samo tyczy się pozostałych rzeczy.
W kwestii perły o gruszkowatym kształcie osadzonej w szpili istnieje wprawdzie bardzo silne podejrzenie, że pierwotnie nie należała ona do szpili, lecz pochodziła z kolczyka księżnej; z drugiej strony jednak oskarżona już w liście z Paryża wspominała, że zakupiła taką perłę na wystawie. Co do kolii perłowej, która – gdyby składała się z prawdziwych pereł – warta byłaby od 60 000 do 100 000 marek: należy przyznać, że księżna mogła dawniej posiadać taką prawdziwą kolię, pozostaje jednak nierozstrzygnięte, czy owa kolia jest identyczna z tą, którą świadek Paul widziała w sierpniu 1900 roku i którą uznała za prawdziwą. Ponadto wiarygodny świadek zeznał, że sama księżna określiła te sporne perły mianem „rzymskich” [sztucznych] i ubolewała nad tym, że nie są prawdziwe. Brak jakichkolwiek punktów zaczepienia wskazujących na to, by to oskarżona dokonała zamiany pereł.
Z tych względów trybunał doszedł do konkluzji non liquet [sprawa nie została rozstrzygnięta ponad wszelką wątpliwość] i orzekł uniewinnienie.
Źródło historyczne
Gazeta „Deutsche Tageszeitung“ Rocznik 14, Nr 191 z dnia 25 kwietnia 1907 roku