Księżna i dama do towarzystwa
Po otwarciu posiedzenia o godzinie 9.00 przez przewodniczącego składu, dyrektora sądu Leuego, oskarżona w nader stanowczy sposób zaprotestowała przeciwko twierdzeniu, jakie padło na wczorajszej rozprawie.
Dzień 2.
Po otwarciu posiedzenia o godzinie 9.00 przez przewodniczącego składu, dyrektora sądu Leuego, oskarżona w nader stanowczy sposób zaprotestowała przeciwko twierdzeniu, jakie padło na wczorajszej rozprawie. Zarzucono jej bowiem, że uczęszczając do szkoły tańca mistrza Meißnera w Charlottenburgu, już przed wieloma laty podawała się za baronównę (Freifräulein) lub hrabinę. Oskarżona stanowczo temu zaprzeczyła, dodając, że jeszcze wczoraj po rozprawie odszukała owego nauczyciela tańca i wnosi o wezwanie go na świadka. Sąd postanowił wezwać nauczyciela tańca telefonicznie.
Następnie odczytano protokół z przesłuchania księcia Szlezwika-Holsztynu Ernesta Günthera, złożonego w drodze pomocy sędziowskiej w zamku w Przemkowie.
Po należytym zaprzysiężeniu świadek [książę Ernest Günther] zeznał, że księżniczka Amalia, jego ciotka, nigdy nie mówiła mu, jakoby owe sporne trzy rzędy pereł rzymskich miały być od początku sztuczne. Księżniczka – o ile mu wiadomo – nigdy nie nosiła fałszywej biżuterii, ani też nigdy nie wspomniała, by podarowała Milewskiej jakiekolwiek kosztowności. Wobec niego samego księżna wypowiadała się o Milewskiej wielokrotnie w bardzo nieprzychylny sposób; jej ostatnie słowa na temat oskarżonej miały rzekomo brzmieć:
„Och, te kłamstwa, te kłamstwa!”.
Świadkowi było osobiście wiadomo, że Milewska często nosiła biżuterię księżniczki. Dla nikogo z członków rodziny nie było też tajemnicą, że oskarżona bezprawnie przypisywała sobie tytuł hrabiowski, podając się na przemian za „hrabinę Arnim”, „hrabinę Michałowską” itd.
„Rozeszło się to z czasem tak szerokim echem – zeznaje dalej książę – że moja ciotka była niemal zupełnie unikana przez pozostałych członków rodziny. Wszyscy wzbraniali się bowiem przed zasiadaniem przy jednym stole i zadawaniem się jak z równą sobie z osobą, która jeszcze niedawno jadała przy stole dla służby”.
W tak surowej ocenie oskarżonej cała rodzina książęca była całkowicie jednomyślna i do niego – jako głowy rodu – wielokrotnie kierowano prośby o wyrwanie księżniczki spod wpływu oskarżonej. On jednak z początku stale odmawiał interwencji – nawet wówczas, gdy sama Jej Cesarska Mość Cesarzowa [Augusta Wiktoria] wniosła osobisty sprzeciw przeciwko dalszemu wspólnemu mieszkaniu księżniczki z tą służącą, przy czym Cesarzowa powoływała się na niezwykle ważkie okoliczności. Również księżniczka Henryka (obecnie żona tajnego radcy von Esmarcha w Kilonii), księżniczka Teodora, księżna Handjery oraz księżna Fryderykowa Leopoldowa Pruska [Luiza Zofia] i inne krewne wielokrotnie zwracały się do niego z naleganiami, by odsunąć księżniczkę od zgubnego wpływu Milewskiej, zanim wybuchnie z tego publiczny skandal.
Osoby, które opiekowały się księżniczką w ostatnich chwilach jej życia, oświadczyły, że po Milewskiej można spodziewać się wszelkiej nielojalności i niegodziwości. Istnieje wręcz podejrzenie, że osłabiała ona władze umysłowe księżniczki mocnymi napojami alkoholowymi, które podawała jej rzekomo jako »lekarstwa«, aby całkowicie uzależnić starszą damę od siebie i zatuszować własne występki. Książę zeznał dalej, że oskarżona wmawiała księżniczce, jakoby była również nieślubną córką zmarłego generała dowodzącego von Tresckowa z Altony. Ponadto książę powołał się na wspomnianą już scenę, w której oskarżona w specjalnie na ten cel elegancko urządzonym mieszkaniu w Berlinie odegrała przed księżniczką farsę rzekomego „pojednania” ze swoim rzekomym ojcem, rzekomym „hrabią Michałowskim”. Na owo spotkanie szwagier oskarżonej wraz z żoną mieli przywieźć księżniczkę wytwornym powozem. Wyszło także na jaw, że oskarżona traktowała niekiedy księżniczkę niezwykle opryskliwie. Za znamienny uznał incydent opisany w doniesieniu konsula Wunderlicha z Marsylii, kiedy to w przedziale pociągu oskarżona wręcz brutalnie odepchnęła księżniczkę na bok. Książę zaprzecza, jakoby żył ze swoją ciotką w stanie jakiegokolwiek konfliktu; przeciwnie – łączyły ich serdeczne relacje. Wyznaczyła go na jedynego spadkobiercę i w swym ostatnim testamencie nazwała go „swoim drogim siostrzeńcem”. Ze łzami w oczach ciotka miała wyrażać ubolewanie, że ostatni etap jej życia musi upływać w tak przykrym rozłamie i że ściągnęła na rodzinę tyle zgryzoty. Twierdzenia oskarżonej o rzekomych prześladowaniach ze strony księcia są wytworem jej bujnej fantazji. Dopiero gdy zachowanie oskarżonej, jej fałszywe deklaracje o pochodzeniu, roszczenia do tytułu „hrabiny” itd. stały się publicznym skandalem, a te mistyfikacje doprowadziły do najbardziej kłopotliwych powikłań, członkowie rodziny zwrócili się do niego z żądaniem uwolnienia księżniczki z rąk oskarżonej. Podejrzenie, że oskarżona otępiała władze umysłowe księżniczki za pomocą narkotyków/środków odurzających (Narkotin), by uczynić ją sobie całkowicie uległą, podzielają również: Jej Cesarska Mość Cesarzowa [Augusta Wiktoria], księżna Fryderykowa Leopoldowa [Luiza Zofia] oraz księżniczka Teodora.
Oskarżona odniosła się do tych zeznań, stwierdzając, że było rzeczą absolutnie niemożliwą, by miała podawać się przed księżniczką za córkę generała von Tresckowa, księżna była bowiem z generałem w bliskiej przyjaźni i aż do jego śmierci prowadziła z nim ożywioną korespondencję.
Następnie przesłuchano przybyłego w międzyczasie nauczyciela tańca Meißnera. Potwierdził on słowa oskarżonej, zeznając, że na lekcjach tańca przedstawiała się wyłącznie jako Anna Milewska i nigdy bezprawnie nie przypisywała sobie szlachectwa ani tytułu hrabiowskiego.
Na wniosek obrońcy, mecenasa dra Graefego, odczytano dwa listy, które oskarżona skierowała w 1900 roku do panny Schwaan [damy dworu cesarzowej]. Już wtedy żaliła się w nich, że książę Ernest Günther z zajadłą nienawiścią ją prześladuje i zamierza siłą rozdzielić ją z jej „drogą, dobrą księżniczką”. Książę miał się nawet odgrażać, że nie spocznie, dopóki tego celu nie osiągnie. Pisała, że nie robi nic złego i nic jej nie grozi, książę zaś doskonale wie, iż księżniczka pożyczała od niej pieniądze. Dodała, że jej ojciec, choć jest tylko prostym mieszczaninem [rzeźnikiem z Olecka], zażąda od księcia rachunku i sprawiedliwości itd., itd.
Następnie przesłuchano siostrę oskarżonej, panią Idę Glawe z domu Milewską. Nie skorzystała ona z przysługującego jej prawa do odmowy składania zeznań. Zeznała, że ich ojciec bynajmniej nie był bez grosza, ona sama bowiem otrzymała we wianie bardzo przyzwoity posag o wartości od 10 do 12 tysięcy marek. Jej siostra posiadała z kolei majątek w wysokości 80 000 marek.
Przewodniczący:
Skąd pochodził ten doprawdy pokaźny majątek?
Świadek:
Tego nie wiem.
Przewodniczący:
To wielce uderzające, że w ogóle pani o to nie zapytała.
Świadek:
Moja siostra teraz znowu posiada bardzo pokaźny majątek.
Przewodniczący:
O to pani nie pytałem. A zatem: uważa pani, że jeszcze przed wstąpieniem na służbę u księżniczki pani siostra posiadała wielki majątek?
Świadek:
W czerwcu 1898 roku siostra przyniosła mojemu mężowi 80 000 marek, aby ten ulokował te pieniądze. Do inwestycji jednak nie doszło z powodu sporów, jakie między nimi wybuchły; siostra odebrała pieniądze, które składały się z samych tysiącomarkowych banknotów, i wkrótce potem objęła posadę u księżniczki. Te pieniądze nosiła zazwyczaj zaszyte na piersi.
W toku dalszych zeznań świadka, będącej siostrą bliźniaczką oskarżonej, wyszło na jaw, że księżniczka Amalia, bawiąc w Berlinie, wielokrotnie odwiedzała ją i jej męża wraz z siostrą. Często spędzali czas razem, m.in. w hotelu Monopol. Oskarżona miała nawet pewnego razu mieszkać z księżniczką na Zamku Królewskim w Berlinie, kiedy to cesarzowa zaprosiła swoją ciotkę.
Podczas jednego z takich spotkań księżniczka przyznała, że jest winna jej siostrze już 16 000 marek. Kiedy oskarżona po raz pierwszy zrezygnowała ze służby u księżniczki, świadek ostrzegała ją przed powrotem, siostra opisywała jej bowiem w przerażających barwach mściwość księcia Ernesta Günthera. Podczas spotkania w hotelu Monopol księżna podarowała oskarżonej broszę, dodając: „Krewni nie muszą o tym wiedzieć”. Brosza ta wyglądała dokładnie tak, jak jedna z tych ujętych w spisie rzekomo skradzionych kosztowności. Kiedy doszło do katastrofy [aresztowania w Kairze], świadek podejrzewała, że otoczenie księżniczki mogło celowo podrzucić kosztowności do kufrów jej siostry.
Księżniczka kazała ponadto szyć sobie suknie w salonie Kosterlitza na nazwisko świadka – rachunki wystawiono na nazwisko świadka i to ona je opłaciła. Następnie księżna przekazała jej mężowi serwis do herbaty, który w jej ocenie miał być warty 25–30 tysięcy marek i posłużyć na spłatę długów. Jej mąż udał się z nim do jubilera Vollgolda, gdzie powiedziano mu, że serwis wart jest co najwyżej 300–400 marek.
Świadek urzędnik bankowy Glawe, od 18 lat pracujący w domu bankowym Fromberg & Co., jest szwagrem oskarżonej. On również potwierdza, że oskarżona przed wstąpieniem do służby u księżniczki posiadała majątek w kwocie 79 500 marek, lecz nigdy nie dopytywał, skąd pochodził. Potwierdził, że miał te pieniądze ulokować, lecz po nieporozumieniach zwrócił je szwagierce. Kiedy księżniczka przyjeżdżała do Berlina, widywali się niemal codziennie.
Pewnego dnia w hotelu Monopol księżniczka zapytała go: „Jak podoba się panu brosza, którą podarowałam pańskiej szwagierce?”. Ponieważ panna Milewska nie miała jej na sobie, na prośbę księżnej musiała ją założyć, a oni ją podziwiali i podziękowali ucałowaniem ręki. W broszy brakowało jednego kamienia, który księżna zamierzała wprawić. Chciała też podarować oskarżonej na urodziny inną noszoną przez siebie broszę. Obie brosze znajdują się najprawdopodobniej wśród zajętych jako rzekomo skradzione. Księżniczka przyznała także, że pożyczyła od oskarżonej 16 000 marek i zamierza je zwrócić. Ponieważ oskarżona musiała jeszcze wysłać za księżniczkę 3000 marek na czynsz do Pau, dług urósł do 19 000 marek. Zeznania jego żony co do serwisu i sukien zamówionych na 1800 marek są w pełni prawdziwe.
Mecenas radca Wronker [obrońca]:
Czy mówił pan może, że owe 80 000 marek mogło pochodzić ze stosunków [znajomości], które zakazywały panu niedyskretnego wypytywania o ich źródło?
Świadek:
Tak jest.
Obrońca:
Czy szwagierka podarowała panu kiedykolwiek większą sumę pieniędzy?
Świadek:
Nie!
Obrońca:
Czy księżniczka nie oświadczyła, że zastawiła u oskarżonej wszystkie swoje kosztowności aż do zwrotu długu?
Świadek:
Tak, księżna napisała nawet do mojej szwagierki list z prośbą o 20 marek na pranie, bo nie miała przy sobie ani jednej marki w gotówce.
Mecenas dr Graefe przedłożył list, jaki oskarżona wysłała swego czasu z Paryża do szwagra, wspominając o zakupionej tam szpilce z perłą. Z depeszy wysłanej tuż przed aresztowaniem obrońca odczytał fragment, w którym pisała, by rodzina się nie bała, gdyż nie ma sobie nic do zarzucenia. Mecenas wskazał też, że cała korespondencja rodziny była adresowana po prostu na „Pannę Annę Milewską”.
Świadek Glawe oświadczył ponadto, że wystąpi na drogę sądową przeciwko każdemu, kto twierdzi, jakoby na lekcjach tańca podawał się za „doktora”.
Mecenas Wronker:
Może nauczyciel tańca ze swej uprzejmości zwykł mawiać do panów per „panie doktorze”?
Świadek:
Otóż to! Nazywa tak nawet dwóch fryzjerów!
Mecenas dr Graefe:
Księżniczka nosiła także biżuterię należącą do oskarżonej, co widać na fotografii. Świadek Fritz Glawe, brat poprzednika, złożył w pełni zbieżne zeznania. Od 14 lat pracuje w handlu; widział u panny Milewskiej duże sumy pieniędzy i pamięta, że już za czasów służby u hrabiny Schwerin posiadała 40 000 marek.
Kilka przesłuchanych następnie świadków-kobiet zeznało, że oskarżona w 1896 roku na lekcjach tańca posługiwała się biletami wizytowymi z nazwiskiem „Baronówna Anna v. Milewska”.
Szambelan von Blumenthal uzupełnił wczorajsze zeznania: oskarżona podczas transportu z Kairu była traktowana ze wszelkimi względami. Nie miał zamiaru składać doniesienia karnego, by nie denerwować 73-letniej księżniczki – i nie zamierzał tego robić nawet po jej śmierci, mimo oszczerstw, jakie oskarżona szerzyła w gazetach. Dopiero gdy ustalił, że perły w kolii są fałszywe, zapytał księżniczkę, gdzie podziały się prawdziwe. Księżna miała sobie przypomnieć, że kiedyś oddała sznur pereł jubilerowi do ponownego nawleczenia. Ponieważ chodziło o firmę pierwszej rangi, wszelkie podejrzenia w tym kierunku są bezpodstawne. Następnie myśli księżnej miały znów powędrować do Milewskiej, a ona miała powiedzieć: „Była przecież strasznie lekkomyślna, ale aż tak zła, żeby podmienić perły, to jednak nie była!"
(Ciąg dalszy nastąpi - w numerze 191 z dnia 25 kwietnia 1907 roku – przyp. tłumacza).
Źródło historyczne
Gazeta „Deutsche Tageszeitung“ Rocznik 14, Nr 190 z dnia 24 kwietnia 1907 roku