Księżna i dama do towarzystwa.
Jako pierwszy świadek przesłuchiwany jest adwokat dr Lubszynski, który wcześniej był obrońcą oskarżonej, lecz w międzyczasie złożył pełnomocnictwo i został przez oskarżoną zwolniony z obowiązku zachowania tajemnicy zawodowej.
Księżna i dama do towarzystwa.
Jako pierwszy świadek przesłuchiwany jest adwokat dr Lubszynski, który wcześniej był obrońcą oskarżonej, lecz w międzyczasie złożył pełnomocnictwo i został przez oskarżoną zwolniony z obowiązku zachowania tajemnicy zawodowej. Świadek przedkłada złoty serwis, który w 1901 roku zdeponował u niego szwagier oskarżonej, pan Glawe. Według jego oświadczenia serwis ten miał zostać przekazany szwagrowi oskarżonej na przechowanie przez księżną Amelię. Czy oskarżona miała jakieś roszczenia finansowe wobec księżnej – tego świadek już nie pamięta. Świadek przekazuje sądowi również dwie złote bransolety, które także oddano mu na przechowanie przez oskarżoną w ramach jego wcześniejszej roli obrońcy. Bransolety te również należą do masy spadkowej po księżnej.
Na pytanie obrony świadek zeznaje, że w czasie trwania jego pełnomocnictwa nie zawarto żadnej ugody między oskarżoną a księciem, a podjęte rokowania ugodowe zerwano wręcz w ostatniej chwili. Zgodnie z twierdzeniem obrony ugoda ta doszła później do skutku poprzez wypłatę 50 000 marek. Świadek Emma Paul z Kilonii jest zarządczynią domu (Kastellanin) u księżnej Szlezwika-Holsztynu Henryki (obecnie żony profesora Esmarcha). Krótko przed tym, jak oskarżona podjęła służbę u księżnej, sporządziła ona spis biżuterii księżnej i rozpoznaje w kosztownościach stanowiących obecnie materiał obciążający cały szereg przedmiotów jako własność księżnej Amalii. Świadek, pani Sophie Wiegand, z domu Petersen, była dawniej pokojówką (Kammerjungfer) u księżnej. Została zatrudniona przez oskarżoną w czasie, gdy ta służyła u księżnej już od około roku. Wiedziała jedynie, że oskarżona była damą dworu; później musiała zwracać się do niej per „hrabino”. Panna Milewska zarządzała w podróży kasą i zawsze miała przy sobie dużo pieniędzy, podczas gdy księżna miewała niekiedy zaledwie 20 marek. Oskarżona nosiła różnorodną biżuterię i twierdziła, że odziedziczyła ją po dziadkach.
Księżna była wobec oskarżonej bardzo uległa – robiła to, czego ta akurat sobie zażyczyła. To oskarżona najczęściej decydowała, dokąd udadzą się w podróż i kiedy przerwą pobyt. Opłacała również rachunki. Świadek widziała także u oskarżonej jednorazowo większą sumę w wysokości 18 000 marek. Kosztowności księżnej spoczywały w osobnej szkatułce, a klucz leżał tak, że każdy miał do niego dostęp. Oskarżona wielokrotnie nosiła biżuterię, o której księżna mawiała, że należy do niej. Apartament księżnej składał się z trzech pokoi: jeden zajmowała księżna, drugi oskarżona, a trzeci stanowił wspólny salon. Świadek nigdy nie słyszała od oskarżonej, by ta pożyczała księżnej jakiekolwiek pieniądze.
Kiedy w Kairze oskarżoną siłą odseparowano od księżnej, w jej pokoju – po części na stole, po części w kufrze – odnaleziono sporne kosztowności, które księżna rozpoznała jako swoją własność. Wielokrotnie zdarzało się, że oskarżona wyjmowała biżuterię ze szkatułki księżnej, przekładała do własnej, a następnie ją zakładała. Gdy księżna dziwiła się widokiem tych pięknych klejnotów, oskarżona odpowiadała, że to jej własne rzeczy, które dostała w spadku. Twierdziła też rzekomo, że pochodzi z bardzo bogatej rodziny, jej szwagier jest potrójnym milionerem itd. Miała mawiać, że jest rodowitą (veritable) hrabiną, lecz ze szczególnych względów nie używa tego tytułu. Później twierdziła, iż powody, dla których nie tytułowała się hrabiną, już ustały i dlatego teraz występuje pod tym tytułem. Innym razem mówiła: kiedy wstępowała na służbę do księżnej, nie powodziło jej się jeszcze materialnie, lecz później odziedziczyła pieniądze. Przy pewnej okazji napomknęła również, że jest zaręczona z adiutantem cesarza. O dwóch kosztownościach, o których oskarżona twierdziła później, że zostały jej podarowane przez księżną, powiedziała świadkowi, iż kupiła je w Paryżu. Księżna uważała 16 000 marek, które ostatecznie znaleziono u oskarżonej, za pieniądze należące do niej samej, i zauważyła, że inaczej nie wiedziałaby, gdzie podziały się jej fundusze.
Na pytanie przewodniczącego świadek zeznaje, że księżna płakała, gdy miała opuścić Algier – gdzie czuła się bardzo dobrze – by przenieść się na Maltę. – Oskarżona twierdzi ponadto, że w obecności świadka przypomniała kiedyś księżnej, iż pożyczyła jej dość dużo pieniędzy, na co księżna miała jej odpowiedzieć:
„Tak, drogie dziecko, i za to bardzo Pani dziękuję!”.
Kolejnym świadkiem jest szambelan Werther von Blumenthal: Gdy oskarżona została zatrzymana w Kairze, sporne kosztowności znajdowały się w szufladzie panny Milewskiej. Oskarżona twierdzi, że był to kufer należący do księżnej i opatrzony herbem z koroną.
Świadek zeznaje dalej: wydało mu się podejrzane, że oskarżona ma w posiadaniu tyle biżuterii, dlatego przedkładał sztuka po sztuce księżnej z pytaniem, czy znajdują się wśród nich przedmioty stanowiące jej własność. Księżna rozpoznała wówczas sporne rzeczy jako swoje. Księżna była w pełni sił i bardzo bystra umysłowo; była w ogóle damą niezwykle inteligentną. Powiedziała mu, że niejednokrotnie zauważyła, iż oskarżona nosi jej biżuterię. Na jego pytanie, dlaczego jej tego nie zabroniła, odpowiedziała: nie zrobiła tego dla świętego spokoju. Księżna ulegała wpływom oskarżonej w sposób niezwykły, a ta ostatnia zachowywała się w Algierze wobec księżnej bardzo opryskliwie. Księżna wielokrotnie przyjmowała od niego prośbę, by wskazywała jako swoją własność wyłącznie to, co do czego ma całkowitą pewność. Gdy miała wątpliwości co do jednego klejnotu z perłą, wolał przypisać go oskarżonej jako jej własność. Kiedy oskarżona znajdowała się już w Port Saidzie, tj. około 3 do 5 dni później, księżna stwierdziła, że to jednak musi być jej perła, a Milewska musiała zlecić zmianę jej oprawy.
Świadek zeznaje dalej: wiedział, że księżna posiada trójrzędowy sznur pereł o bardzo wysokiej wartości. Wobec wszystkich tych osobliwych zdarzeń i w świetle osobowości oskarżonej uznał, że jest ona zdolna do wszystkiego. Dlatego po kilku dniach poprosił księżną, by pokazała mu swoją kolię perłową. Od razu rozpoznał, że perły są sztuczne, co potwierdził jubiler.
Podczas pierwszej rozmowy z księżną po odprowadzeniu [aresztowaniu] panny Milewskiej świadek starał się – by nie sprawiać wrażenia, że postępuje niepotrzebnie bezwzględnie – nakłonić księżną do dobrowolnego rozstania się z oskarżoną (o której zatrzymaniu księżna jeszcze nie wiedziała). Chciał sprawdzić w praktyce, czy uda mu się to, co nie powiodło się konsulom w Algierze i na Malcie.
Księżna odmówiła jednak stanowczo, ponieważ była do niej ogromnie przywiązana. Twierdziła także, że Milewska jest bardzo bogata, czemu świadek zaprzeczył – opierając się na informacjach uzyskanych przed swoim wyjazdem od szwagra i siostry oskarżonej, wedle których oskarżona nie posiadała żadnego majątku ani znaczniejszych środków. Mimo to księżna upierała się przy swoim, twierdząc, że oskarżona jest hrabiną i osobą bardzo zamożną. Jak utrzymywała, panna Milewska miała otrzymać swój majątek przysłany w liście poleconym, a na jej prośbę księżna przez pewien czas ten list przechowywała. Co znajdowało się w liście – tego nie wiedziała, był on bowiem zapieczętowany. Oskarżona miała mówić, że otrzymała owe pieniądze od pewnej damy jako okup za milczenie (Schweigegeld) w bardzo osobliwej sprawie; innym razem z kolei księżna przypominała sobie słowa Milewskiej, iż dostała te pieniądze od dżentelmena, którym się opiekowała.
Księżna była całkowicie uzależniona od oskarżonej. Między innymi to oskarżona zatrudniła pokojową Petersen wyłącznie dla siebie i jedynie łaskawie zezwoliła, by ta usługiwała także księżnej. Na pytanie, czy księżna mówiła mu, że dawała niejakiemu mr. Wagkerowi pieniądze na grę hazardową, świadek odpowiada przecząco.
Oskarżona:
Świadek, który zarzuca mi teraz kradzież, oświadczył mi podczas mojego zatrzymania i wywożenia z Kairu, że nic przeciwko mnie nie ma i powinnam po prostu udać się do Berlina.
Świadek:
Panna Milewska obiecała, że pojedzie do Berlina i wyjaśni księciu Ernestowi Güntherowi pochodzenie swojego majątku. Na to odpowiedziałem jej, że byłoby to najlepsze rozwiązanie. Zresztą od chwili, gdy oskarżona opuściła Kair, zdanie księżnej na temat panny Milewskiej zmieniło się diametralnie.
Radca sprawiedliwości Wronker:
Czym zatem należy tłumaczyć tak przyjazny stosunek księżnej do oskarżonej? Wszak nie ulega wątpliwości, że relacje te były nader zażyłe.
Świadek:
Księżna miała skłonność do okazywania wielkiej przystępności i pobłażliwości (Leutseligkeit), także wobec osób stojących niżej od niej na drabinie społecznej. Tak samo było w przypadku mr. Wagkera – on również wywierał na nią pewien wpływ.
Oskarżona Milewska:
Pan von Blumenthal doprowadził do mojego aresztowania w Kairze w ten sposób, że przedstawił się jako prezydent policji w Berlinie i ogłosił mnie niebezpieczną dla otoczenia anarchistką. Z tego powodu zostałam przetransportowana w kajdanach niczym groźna zbrodniarka.
Świadek von Blumenthal:
Od sześciu lat z inicjatywy oskarżonej jestem w berlińskiej i zamiejscowej prasie pomawiany w sposób niesłychany. Oświadczam, że usłyszane przed chwilą twierdzenia oskarżonej są ordynarnymi i niedorzecznymi zmyśleniami. To samo tyczy się twierdzenia, jakoby została aresztowana nie przez organy rządu egipskiego, lecz przez opłaconych przeze mnie agentów. Wszelkie doniesienia prasowe dotyczące aresztowania i dalszego postępowania z oskarżoną w Kairze są bez wyjątku nie tylko wyolbrzymione, ale stanowią jawne kłamstwo.
Radca sprawiedliwości Wronker:
Przez uwięzienie oskarżonej z pewnością odebrano jej przecież możliwość wyjaśnienia z księżną kwestii kosztowności w cztery oczy. Gdyby tak się stało, być może nie mielibyśmy dziś całego tego procesu.
Zeznania przesłuchanego następnie kuratora spadku, burmistrza Hamanna z Hoyerswerdy, nie wnoszą niczego istotnego do sprawy.
Radca kamery Wianke podaje zwięzłe informacje na temat dochodów księżnej. Wynika z nich, że pobrała ona: w 1898 roku – 17 700 marek, w 1899 roku – 36 500 marek, a w 1900 roku – 50 200 marek.
Następuje odczytanie protokołu z przesłuchania księżnej Amalii. Wynika z niego, że księżna uznała kosztowności za swoją własność i zaprzeczyła, jakoby podarowała je oskarżonej. Księżna zaprzeczyła również innym twierdzeniom Milewskiej i stanowczo wykluczyła, by kiedykolwiek dała mr. Wagkerowi choćby grosz. Za jego prawość dałaby sobie uciąć rękę.
Następnie odczytano zaprotokołowane zeznanie konsula Antona na temat okoliczności i przebiegu przesłuchania księżnej.
Oskarżona żąda powołania biegłego z zakresu pismoznawstwa. Stanowczo przeczy, by księżna osobiście podpisała protokół, gdyż bez specjalnego pióra przeciw kurczowi pisarskiemu (Schreibkrampffeder) nie była w stanie w ogóle pisać.
Odczytano jeszcze opinie kilku lekarzy z Kairu oraz radcy legacyjnego von Oppenheima, z których wynika, że księżna wykazywała w pełni jasny umysł i znakomitą pamięć.
Na koniec odczytano zeznania księżnej Szlezwika-Holsztynu Henryki (pani profesorowej von Esmarch), która rozpoznała wiele z kosztowności jako własność księżnej Amelii.
Następnie posiedzenie sądu odroczono do środy, do godziny 9.30.
Źródło historyczne
Gazeta „Deutsche Tageszeitung“ Rocznik 14, Nr 189 z dnia 24 kwietnia 1907 roku