Księżna i dama do towarzystwa.
Afera byłej damy do towarzystwa zmarłej księżniczki Amalii ze Szlezwika-Holsztynu, panny Anny Johanny Milewskiej, ma ponownie stać się przedmiotem rozprawy przed I Izbą Karną Sądu Krajowego II w Berlinie.
Księżna i dama do towarzystwa.
Afera byłej damy do towarzystwa zmarłej księżniczki Amalii ze Szlezwika-Holsztynu, panny Anny Johanny Milewskiej, ma ponownie stać się przedmiotem rozprawy przed I Izbą Karną Sądu Krajowego II w Berlinie. Panna Milewska wielokrotnie podróżowała ze sędziwą księżniczką Szlezwika-Holsztynu Amalią (ciotką cesarzowej) i zyskała ogromny wpływ na starszą damę. Utrzymuje, że z własnych pieniędzy wielokrotnie ratowała księżniczkę z chwilowych opresji finansowych. Ta zażyłość między księżną a panną Milewską spotkała się ze zgorszeniem w kręgach dworskich, lecz wszelkie próby odsunięcia panny M. z otoczenia arystokratki spełzły na niczym, jako że księżna za nic w świecie nie chciała rozstać się ze swoją powiernicą, z którą kazała się nawet wspólnie sfotografować.
Kiedy obie przebywały w Kairze, z polecenia księcia Szlezwika-Holsztynu Ernesta Günthera udał się tam szambelan von Blumenthal, by na miejscu doprowadzić do usunięcia panny Milewskiej z dworu księżniczki. Nastąpiło to w sposób dość brutalny: rozpuszczono plotkę, że panna Milewska jest anarchistką, wskutek czego policja egipska aresztowała ją i deportowała z Egiptu jako „niebezpieczną cudzoziemkę”.
Po śmierci księżniczki panna Milewska wystąpiła z roszczeniem o zwrot 50 000 marek, które – jak twierdzi – pożyczyła zmarłej. Książę Ernest Günther zakwestionował to roszczenie i oświadczył ze swej strony, że panna Milewska za życia księżniczki skradła jej wiele cennych kosztowności. Ponadto podczas rewizji domowej u panny M. zabezpieczono gotówkę w kwocie 17 000 marek. Akt oskarżenia o kradzież wniesiono już cztery lata temu. Pierwsza rozprawa odbyła się 27 września 1904 r. i po obszernym postępowaniu zakończyła się odroczeniem; sąd nakazał wówczas aresztowanie oskarżonej z obawy przed ucieczką, wkrótce jednak zwolniono ją z aresztu na podstawie zaświadczenia lekarskiego. Dwa kolejne wyznaczone terminy również zostały odroczone.
Kolejną rozprawę wyznaczono na 13 lutego 1906 r. I tym razem jednak ta osobliwa sprawa nie doczekała się finału, oskarżona złożyła bowiem wniosek o wyłączenie całego składu sędziowskiego z powodu stronniczości. Twierdziła, że książę Ernest Günther kazał jej przekazać, iż jeśli nie przystanie na zaproponowaną przezeń ugodę w sprawie zajętych pieniędzy i klejnotów, zostanie skazana na rok więzienia – o czym miał go rzekomo poinformować jeden z sędziów izby karnej, z którym książę rozmawiał! Wniosek o wyłączenie sędziów odrzucono jako bezzasadny, gdy przesłuchani sędziowie oświadczyli, że ani z księciem Ernestem Güntherem, ani z jego pełnomocnikiem, ani z nikim innym o tej sprawie nie rozmawiali. Następny wyznaczony termin znów odroczono z nieznanych przyczyn bez otwierania przewodu sądowego.
W międzyczasie wokół tej afery toczyły się najróżniejsze batalie prawne:
• Książę Ernest Günther został w tej sprawie przesłuchany w drodze pomocy prawnej jako świadek na swoim zamku w Przemkowie.
• Przeciwko księżniczce Szlezwika-Holsztynu Henryce panna Milewska wniosła prywatny akt oskarżenia o zniesławienie za obraźliwe słowa zawarte w dołączonym do akt liście; sprawa zakończyła się wycofaniem pozwu po tym, jak księżniczka Henryka złożyła powódce satysfakcjonujące oświadczenie [przeprosiny].
• Podobny proces o zniesławienie wytoczony szambelanowi von Blumenthalowi rozszedł się po kościach.
• W sprawie roszczenia o 50 000 marek oraz wydanie zajętych 17 000 marek panna M. pozwała kuratora spadku po księżniczce – sprawa ta, jak słychać, miała zakończyć się ugodą.
• Ponadto przed Międzynarodowym Trybunałem w Kairze panna M. pozwała rząd egipski za pogwałcenie prawa międzynarodowego; wyrok w tej sprawie ma zapaść wkrótce.
Sprawa o kradzież przeciwko pannie M. ma ruszyć we wtorek. Rozprawie przewodniczyć będzie dyrektor sądu Leue, a posiedzenie przewidziano na dwa dni. Wstęp na salę dla publiczności możliwy jest wyłącznie za okazaniem kart wstępu.
Rozprawa rozpoczęła się dzisiaj przed I Izbą Karną Sądu Krajowego II w sali sądu przysięgłych gmachu Sądu Karnego przy Turmstraße [w berlińskim Moabicie]. Przewodniczy dyrektor sądu Leue, oskarżenie reprezentuje radca prokuratury Mundry, a obronę prowadzą radca sprawiedliwości Wronker oraz mecenas dr Graefe. Oskarżona, która zasiadła na ławie oskarżonych w wykwintnej toalecie [eleganckiej sukni], mieszka obecnie w Charlottenburgu.
Przed otwarciem przewodu sędziowskiego przewodniczący zauważył:
„Postępowanie karne w tej sprawie ciągnie się już sześć lat. Świadczy to o tym, że uczyniono wszystko, co w ludzkiej mocy, by sumiennie zbadać tę sprawę. Nadszedł czas, by wreszcie doprowadzić ją do końca, i mam nadzieję, że wszystkie strony procesu wesprą mnie w tych dążeniach. Rzecz dotyczy wyłącznie zarzutu kradzieży. Nie chcemy tu urządzać procesu sensacyjnego i pominiemy wszystko, co wykracza poza ramy tego oskarżenia”.
Radca sprawiedliwości Wronker [obrońca]:
„Obrona uniknie wszystkiego, co utrudniałoby bieg rozprawy, lecz z pewnością nie zaniedba niczego, co nakazuje jej obowiązek”.
Z przesłuchania co do tożsamości wynika, że oskarżona ma obecnie 33 lata. Urodziła się w Olecku (Marggrabowa) jako córka właściciela zakładu masarskiego. Zeznała, że w Olecku ukończyła wyższą szkołę dla dziewcząt, a następnie uczyła się szycia bielizny i haftu. Później, według jej słów, uczyła się gospodarstwa w majątku rycerskim, po czym wyjechała do Berlina, by uczyć się angielskiego i francuskiego oraz przygotować się do egzaminu nauczycielskiego.
Jak ustalił przewodniczący, została początkowo zaangażowana u hrabiny Schwerin jako garderobiana. Oskarżona twierdzi z kolei, że była tam „damą do towarzystwa”; przewodniczący wytknął jej jednak, że wedle zeznań hrabiny Schwerin otrzymywała pensję w wysokości 20–25 marek oraz noszoną, starą odzież po swej pani.
Przewodniczący zarzucił jej ponadto, że pobierając swego czasu lekcje tańca u mistrza Meußnera w Berlinie, podawała się za „baronównę” i posługiwała się biletami wizytowymi z nazwiskiem „Baronówna Annie von Milewski” (Freiin Annie von Milewski). Miała ponadto twierdzić, że jej ojciec jest bajecznie bogaty i posiada rozległe dobra w Rosji, jej rodzona siostra wyszła za hrabiego Schwerina, a swojego szwagra (będącego urzędnikiem bankowym) przedstawiała jako doktora medycyny i lekarza asystenta. Oskarżona stanowczo temu zaprzeczyła.
W sierpniu 1898 r. opuściła służbę u hrabiny Schwerin, a 6 września 1898 r. została zatrudniona przez liczącą wówczas 70 lat księżniczkę Szlezwika-Holsztynu Amalię jako panna do towarzystwa i towarzyszka podróży. Utrzymuje, że już wtedy posiadała własny majątek. Skąd on pochodził – na pytanie przewodniczącego odpowiedzieć nie chce. Przewodniczący wytknął jej, że na temat pochodzenia owych pieniędzy złożyła dotąd pięć różnych, częściowo wręcz fantastycznych wersji. Oskarżona twierdzi, że posiadała 80 000 marek majątku w chwili, gdy wstępowała na służbę do księżniczki Amalii. Towarzyszyła księżniczce w podróżach do Bad Ems, Paryża, Dinard i Algieru. Przewodniczący składu zwraca uwagę, że w Ems księżniczka podjęła z banku 15 000 marek, z czego wynika niezbicie, iż posiadała własne pieniądze. Oskarżona twierdzi natomiast, że księżniczka oddała tę sumę panu Walkerowi, który przebywał w jej otoczeniu i którego – wedle słów oskarżonej – księżna całkowicie ubierała i utrzymywała na swój koszt. Panna Milewska obstaje przy tym, że księżniczka stale znajdowała się w tarapatach finansowych, a to ona [oskarżona] prowadziła kasę podróżną i ponosiła liczne wydatki w imieniu arystokratki. Zwłaszcza gdy księżniczka rozchorowała się w Algierze – gdzie wynajęła willę na pół roku za zawrotną sumę 14 000 franków – to ona miała wyłożyć na jej utrzymanie znaczne sumy.
Przewodniczący podkreśla, że twierdzenia oskarżonej o rzekomym braku środków u księżniczki nie mogą być prawdziwe w świetle oświadczeń samej zmarłej oraz jej spisanego w owym czasie testamentu, w którym własny majątek oszacowała na 100 000 marek. Oskarżona miała wywierać na księżniczkę olbrzymi wpływ i ostatecznie całkowicie ją sobie podporządkować. Przewodniczący zaznacza, że wedle zeznań konsula Wanderlusta w Marsylii, ten osobiście zaobserwował ową niezwykłą, poufałą relację łączącą księżniczkę z jej służącą. Gdy w wagonie kolejowym księżniczka wdała się w rozmowę z żoną konsula, oskarżona w sposób wysoce nietaktowny weszła jej w słowo, tak że księżniczka musiała ją surowo skarcić. Następnie oskarżona, opuszczając przedział, miała nawet ostentacyjnie trącić księżniczkę w ramię. Oskarżona zaprzecza również temu zajściu. Gdy księżniczka Amalia powróciła do Przemkowa, doszło – jak twierdzi oskarżona – do ostrych zatargów pomiędzy nią a księciem Ernestem Güntherem, którym położyła kres w ten sposób, że zrezygnowała ze służby u księżniczki. Wkrótce potem, na usilne prośby i błagania samej księżnej, zgodziła się jednak powrócić, twierdząc przy tym, że została ponownie zaangażowana już jako „dama dworu” (Hofdame) lub „dama do towarzystwa” (Gesellschaftsdame). Następnie znów wyruszyła z księżniczką w podróż za granicę – i nagle panna Milewska przeistoczyła się w „hrabinę von Michałowską” (Gräfin von Michalowska).
Przewodniczący wytyka jej, że owa metamorfoza nastąpiła po tym, jak w Paryżu, w luksusowych domach towarowych Bon Marché oraz Grands Magasins du Louvre, sprawiła sobie olśniewającą garderobę, kupując osiem nader wytwornych toalet – w tym sześć sukien porannych, suknię podróżną, suknię wizytową, jedwabne bluzki itd. Następnie w kręgach towarzyskich księżniczka zaczęła niespodziewanie przedstawiać ją znajomym arystokratom jako „hrabinę Michałowską”, co wzbudziło ogromną sensację i powszechne kręcenie głowami. Oskarżona twierdzi, że owa metamorfoza [w hrabinę Michałowską] nastąpiła na życzenie i po uzgodnieniu z samą księżniczką, aby zyskać spokój przed poszukiwaniami i uciążliwymi szykanami ze strony księcia Ernesta Günthera.
Prokurator napomyka przy tym, że księżniczka – z łatwością dająca wiarę wszelkim słowom oskarżonej – została przez nią wprowadzona w błąd i szczerze wierzyła, iż panna Milewska jest prawdziwą hrabiną. Księżniczka miała być nawet świadkiem „sceny pojednania”, którą oskarżona odegrała w hotelu z pewnym starszym panem, przedstawionym jej jako ojciec – „hrabia Michałowski”. Oskarżona zaprzecza, jakoby takie zdarzenie miało miejsce.
Przewodniczący zarzuca oskarżonej, że towarzystwo wydające bale i przyjęcia nie zapraszało jej na salony, ponieważ jako dawną służącą – pomimo jej przeistoczenia w hrabinę – nikt nie traktował jej poważnie. Temu oskarżona również przeczy.
Oskarżenie stoi na stanowisku, że kosztowności odnalezione w pokoju oskarżonej w chwili, gdy w Kairze siłą rozdzielono ją z księżniczką, należały do księżnej i zostały przez oskarżoną skradzione. W spisie biżuterii księżniczki, sporządzonym w zamku w Przemkowie, figurują m.in. przedmioty, które wedle prokuratury przeszły w posiadanie oskarżonej w sposób bezprawny. Oskarżona utrzymuje, że spośród tych 20 przedmiotów znajdują się takie, które księżniczka podarowała jej osobiście. Jest wśród nich m.in. brosza, którą swego czasu podarował księżniczce król Danii. Inne przedmioty mają stanowić jej wyłączną własność, a jeszcze inne bezspornie należały do księżniczki – przy tak poufałej zażyłości, jaka je łączyła, nie powinno jednak dziwić, że w jej pokoju znalazły się pewne kosztowności należące do arystokratki. Przeprowadzały się wówczas z jednego piętra kairskiego hotelu Savoy na inne, co mogło spowodować pomieszanie rzeczy. Co więcej – twierdzi oskarżona – przysługiwało jej prawo zatrzymania (Retentionsrecht) do wszystkich tych kosztowności, księżna oddała jej bowiem tę biżuterię w zastaw jako zabezpieczenie wszelkich wydatków, jakie panna Milewska wyłożyła na nią z własnej kieszeni. Z tego samego powodu miała jej przekazać srebrny serwis do herbaty na sprzedaż.
Przewodniczący wzywa oskarżoną przed stół sędziowski, żądając szczegółowych wyjaśnień co do pochodzenia i praw własności do poszczególnych spornych kosztowności. Wśród nich znajdują się:
• okrągła brosza z diamentami i rubinami, pochodząca ze skarbca królowej Danii Karoliny Matyldy;
• mała broszka z 5 rubinami i diamentami;
• złota bransoleta łańcuszkowa;
• prosty łańcuszek z medalionem i trzema perłami;
• błękitnie emaliowany medalion;
• naszyjnik w kształcie węża z turkusami;
• gruba bransoleta łańcuszkowa – pamiątka rodowa po zmarłej królowej Danii;
• brosza ze złotymi topazami i ametystami, odziedziczona po księżnej Luizie Zofii [z Przemkowa];
• złote serce z błękitną emalią i perłami;
• cztery rubiny i diamenty w szpilce do włosów;
• szpila – dar króla Danii Chrystiana VII;
• kolejna brosza;
• żółw z tygrysiego oka i diamentów;
• gruby, kunsztownie pleciony łańcuch;
• cenny handspiegel [lusterko podręczne] itd., itd.
Głównym punktem oskarżenia (pièce de résistance) jest jednak kolia z dwoma rzędami prawdziwych pereł z diamentowymi ozdobami oraz kolia z trzema rzędami „pereł rzymskich” [sztucznych]. Oskarżenie dowodzi, że pod pojęciem owych trzech rzędów pereł rzymskich w rzeczywistości należało rozumieć perły prawdziwe, natomiast perły odnalezione [u oskarżonej] okazały się imitacją. Prokuratura stoi na stanowisku, że oskarżona podmieniła prawdziwe perły na sztuczne, a oryginały sprzedała – i to z tego źródła pochodziły pieniądze, które podawała za swój rzekomy prywatny majątek. Przewodniczący wielokrotnie to oskarżonej wytyka, ta jednak z uporem zaprzecza, jakoby dokonała jakiejkolwiek zamiany w naszyjniku perłowym. Utrzymuje, że perły musiały być fałszywe od samego początku.
Przewodniczący zarzuca oskarżonej dalej, że konsul Anton w Kairze, działając na prośbę księcia Ernesta Günthera, udał się 3 kwietnia 1901 r. do hotelu księżniczki Amalii (którą zastał schorowaną), aby spisać protokół. Księżniczka zaprzeczyła wówczas wielu twierdzeniom Milewskiej o pieniądzach, jakie rzekomo miała od niej pożyczać, a przedłożone kosztowności w przeważającej mierze rozpoznała jako swoją wyłączną własność. Oskarżona podważa autentyczność owego protokołu: twierdzi, że sporządził go samowolnie konsul Anton, a podpis księżniczki został podrobiony! Przewodniczący uznaje za niesłychaną zuchwałość zarzucanie pruskiemu urzędnikowi państwowemu pospolitego fałszowania dokumentów – oświadcza, że to skandaliczne.
Oskarżona: Może przedłożyć liczne listy od członków niemieckiej kolonii [w Kairze], w których wszyscy piszą o „szelmostwach” [przekrętach] owego konsula. Przewodniczący z całą surowością zakazuje oskarżonej takich insynuacji, wzywając ją do zachowania godniejszego umiaru.
W toku dalszych ustaleń co do biżuterii ujawniono, że pewien konsul, chcąc swego czasu złożyć wizytę księżniczce, nakrył oskarżoną na przewlekaniu sznura pereł, które wyglądały na sztuczne. Na jego pytanie oskarżona wytłumaczyła, że podczas wczorajszego balu pękł jej sznur pereł i miała wielkie szczęście, że zdołała je odnaleźć. Konsul był jednak przekonany, że perły leżące obok, jeszcze nienawleczone na sznur, były prawdziwe.
Przewodniczący wytyka ponadto oskarżonej, że księżniczka nigdy nie była pozbawiona środków do życia. Pobierała w zupełności wystarczające apanaże, które wręcz znacznie podwyższono w czasie, gdy oskarżona była na jej służbie. Sędzia pyta oskarżoną, czy potrafi w takim razie wyjaśnić, gdzie podziały się te olbrzymie pieniądze. Księżniczka żyła bowiem nader skromnie i prosto, podczas gdy oskarżona – jak wynika z relacji świadków – obnosiła się z pańskimi manierami, wydawała krocie, wyprawiała kosztowne przyjęcia, uwielbiała szampana (Sekt) itd., itd.
Oskarżona nie potrafi podać, co stało się z tymi pieniędzmi; obstaje przy tym, że to ona wspomagała księżniczkę znacznymi sumami, i po raz kolejny rzuca podejrzenia na wspomnianego już pana Walkera [w tekście: Wagkera]. Twierdzi, że był on nałogowym graczem hazardowym i bezczelnie naciągał księżniczkę na pieniądze [„oskubał ją”]. Miała nawet obawiać się, że położy on rękę na biżuterii księżnej, dlatego przez pewien czas osobiście chroniła kosztowności przed nim. Przewodniczący replikuje, że to również nie zgadza się ze złożonymi zeznaniami samej księżniczki. Wobec dalszych dociekań sądu oskarżona oświadcza:
Jeśli pan przewodniczący przywiązuje aż tak wielką wagę do ustalenia, skąd pochodzi mój majątek, to być może w końcu to wyjawię, o ile okaże się to konieczne. Na razie jednak odmawiam składania zeznań w tej kwestii.
(Ciąg dalszy nastąpi: w numerze 189 z dnia 24 kwietnia 1907 roku – przyp. tłumacza).
Źródło historyczne
Gazeta „Deutsche Tageszeitung“ Rocznik 14, Nr 188 z dnia 23 kwietnia 1907 roku