Księżniczka i dama do towarzystwa
Była dama do towarzystwa zmarłej w sędziwym wieku księżniczki Szlezwika-Holsztynu Amalii toczy – jak wiadomo – szereg procesów cywilnych przeciwko księciu Ernestowi Güntherowi oraz kilku osobom, które swego czasu na jego zlecenie, przy pomocy władz egipskich w Kairze, siłą odseparowały ją od księżniczki i pod eskortą odesłały do Niemiec.
Księżniczka i dama do towarzystwa
Była dama do towarzystwa zmarłej w sędziwym wieku księżniczki Szlezwika-Holsztynu Amalii toczy – jak wiadomo – szereg procesów cywilnych przeciwko księciu Ernestowi Güntherowi oraz kilku osobom, które swego czasu na jego zlecenie, przy pomocy władz egipskich w Kairze, siłą odseparowały ją od księżniczki i pod eskortą odesłały do Niemiec. W jej kufrze znaleziono wówczas znaczną sumę pieniędzy, do której rości sobie prawo jako do swej własności, co z kolei strona przeciwna podaje w wątpliwość. Kobieta twierdzi ponadto, że ponosiła wielkie wydatki na rzecz księżniczki i wielokrotnie wspierała ją własnymi funduszami.
Owa dama do towarzystwa i powiernica księżniczki, panna Anna Auguste Johanna Milewsky [Milewska], urodzona w 1874 r. w Olecku (Marggrabowo), stanęła wczoraj pod zarzutem kradzieży przed I Izbą Karną Sądu Krajowego II (Landgericht II w Berlinie). Zarzucono jej, że w latach 1898–1901, w szczególności w Egipcie, we Francji, w Anglii i we Włoszech, przywłaszczyła sobie cudze mienie ruchome, a mianowicie kosztowności należące do księżniczki Szlezwika-Holsztynu Amalii. Oskarżona odpiera te zarzuty.
Oskarżona wstąpiła na służbę do księżniczki Amalii 6 września 1898 r. jako pokojówka, po czym awansowała do godności damy do towarzystwa (Gesellschafterin). Towarzyszyła księżniczce w podróżach. 1 lutego 1901 r. przybyły do Kairu. Krewni księżniczki Amalii byli wielce niezadowoleni z faktu, że – według ich obserwacji – między oskarżoną a księżniczką nawiązała się bardzo bliska zażyłość, a księżna z czasem uległa całkowitemu wpływowi oskarżonej. Usiłowano zatem w jakikolwiek sposób odsunąć oskarżoną od księżniczki, a gdy polubownie nie dało się tego osiągnąć – księżniczka bowiem stanowczo oświadczała, że za nic w świecie nie odprawi oskarżonej – dokonano rozdzielenia siłą.
Oskarżona relacjonuje to zajście następująco:
Zatrzymała się z księżniczką w hotelu Savoy w Kairze i wkrótce wysłannikowi księcia Ernesta Günthera, szambelanowi von Blumenthalowi, udało się usunąć ją siłą. Gdy szła ulicą w Kairze, podeszło do niej dwóch Arabów z pytaniem, czy to ona jest panną Milewską. Gdy potwierdziła, obaj pochwycili ją i wepchnęli do podstawionego powozu, który zawiózł ją do domu na odległym przedmieściu. Tam trzymano ją pod strażą. Po dłuższym czasie zjawił się u niej pan von Blumenthal i oświadczył, że musi niezwłocznie wracać do Niemiec, dopuściła się bowiem ciężkiego przewinienia wobec ciotki cesarzowej Niemiec, a wszystkiego innego dowie się w kraju od księcia Ernesta Günthera. Następnie przedłożono jej do podpisu protokół, w którym miała zobowiązać się do zerwania kontaktów z księżniczką Amalią. Odmówiła jednak i wystąpiła z uzasadnionym żądaniem postawienia jej przed niemieckim sądem konsularnym w Kairze, co jednak odrzucono.
Po pewnym czasie pan von Blumenthal pojawił się ponownie w towarzystwie konsula. Poprosiła konsula o wstawiennictwo, lecz ten odparł, że sprawa go nie dotyczy i jest to wyłączna kwestia pana von Blumenthala. Przez cztery dni trzymano ją w odosobnieniu; powiedziano jej, że księżniczka Amalia miała udar mózgu, lecz wszelkie jej błagania o widzenie z księżniczką pozostały bez echa. Wreszcie wywieziono ją do Port Saidu i przydzielono elegancki pokój, który jednak zamknięto za nią na klucz. Wtedy przyszedł angielski oficer z pytaniem, czy ma jakieś życzenia. Na jej prośbę o wezwanie konsula odpowiedział, że na miejscu jest jedynie konsul handlowy. Zamknięto ją znowu w pokoju, a pod jej oknami patrolowało tam i z powrotem dwóch żołnierzy z naładowaną bronią. Następnego dnia na kolanach błagała, by powiedziano jej chociaż, jakiego dopuściła się czynu, lecz nie uzyskała odpowiedzi. Również konsul nie potrafił nic wyjaśnić, oznajmiając jedynie, że z polecenia pana von Blumenthala zaokrętuje ją na statek płynący do Niemiec. Tak też się stało.
Przewodniczący składu, dyrektor sądu Garz (do oskarżonej):
Twierdzi Pani, że była osobą bardzo zamożną?
Oskarżona:
Tak. Zanim trafiłam do księżniczki Amalii, posiadałam majątek w wysokości 80 000 marek.
Przewodniczący:
Skąd pochodził ten majątek? Przecież chyba nie od Pani ojca, mistrza rzeźnickiego w Olecku (Marggrabowo)? Nie zechce Pani wyjaśnić pochodzenia tego majątku?
Oskarżona:
Nie!
Przewodniczący:
Księżniczka miała darzyć Panią ogromnym zaufaniem.
Oskarżona:
Owszem.
Przewodniczący:
Pokrywała Pani wszelkie wydatki księżniczki i miała też pieczę nad jej biżuterią?
Oskarżona:
To nieprawda. Zarówno klejnoty księżniczki, jak i moje własne znajdowały się pod nadzorem garderobianej Peterson.
Przewodniczący:
Miała Pani stopniowo wmówić księżniczce, że pochodzi Pani z rodu hrabiowskiego i jest spokrewniona z hrabią w Rosji.
Oskarżona:
Zaprzeczam temu.
Adwokat Lubzynski [obrońca]:
Dowiedziono ponad wszelką wątpliwość, że to sama księżna poradziła oskarżonej w pewnych okolicznościach, by podawała się za „hrabinę Michałowską” (Gräfin Michalowski), i pod takim też nazwiskiem uwzględniła ją w testamencie.
Przewodniczący:
Twierdziła Pani, jakoby została przedstawiona cesarzowej Niemiec i otrzymała od niej w darze rower damski ze srebrnymi rączkami oraz broszę z brylantami.
Oskarżona:
Nie. W rzeczywistości zostałam jednak przyjęta przez cesarzową, która odnosiła się do mnie z wielką łaskawością. Co do nazwiska „hrabina Michałowska”, sprawa miała się tak: kiedy poprzedniej zimy bawiłyśmy w Paryżu, dowiedziałyśmy się, że książę Ernest Günther zamierza usunąć mnie z otoczenia księżniczki. Księżniczka za żadną cenę nie chciała się ze mną rozstawać, napisała więc do księcia Ernesta Günthera, że zatrudniła już inną damę do towarzystwa w osobie „hrabiny Michałowskiej”.
Kiedy książę Ernest Günther rzeczywiście zjechał do Paryża, my odpłynęłyśmy już do Algieru. Książę podążał naszym śladem przez około dwa tygodnie, aż na Maltę. Tam, za radą księżniczki, wynajęłam pokoje na nazwisko Michałowska, a księżna powiedziała konsulowi, że to ja jestem ową hrabiną. Wtedy książę Ernest Günther poruszył niebo i ziemię, by mnie dopaść. Pewnego dnia konsul zatrzymał mnie na ulicy i zapytał: „Gdzie jest Milewska?”. Zmieszałam się tym pytaniem i odparłam: „Nie wiem! Niech pan zapyta samej księżniczki”. Konsul odpowiedział na to: „Mam nakaz jej odszukania, zarzuca się jej wielkie kradzieże i sprzeniewierzenia”. Kiedy powtórzyłam to zajście księżniczce, ta natychmiast napisała do księcia Ernesta Günthera, by przestał wtrącać się w jej prywatne sprawy. Przy tej okazji przestała już ukrywać, że jestem przy niej. Opuściłyśmy Maltę i udałyśmy się do Kairu – i tam właśnie rozegrała się cała ta historia z panem von Blumenthalem, który kazał mnie siłą uprowadzić.
Przewodniczący:
Po tym, jak została Pani usunięta z Kairu, wśród Pani rzeczy odnaleziono liczne kosztowności, które miały należeć do księżniczki Amalii. Wśród nich znajdują się:
1. Okrągła brosza z diamentami i rubinami, pochodząca z klejnotów królowej Danii Karoliny Matyldy;
2. Mała broszka z 5 rubinami i diamentami;
3. Złota bransoleta łańcuszkowa;
4. Prosty łańcuszek z medalionem i trzema perłami;
5. Błękitnie emaliowany medalion;
6. Naszyjnik w kształcie węża wysadzanego turkusami;
7. Gruba bransoleta łańcuszkowa, pamiątka rodowa po zmarłej królowej Danii;
8. Brosza ze złotymi topazami i ametystami, odziedziczona po księżnej Luizie Zofii [z Przemkowa];
9. Złote serce z emalią błękitną i perłami;
10. Cztery rubiny i diamenty w szpilce do włosów;
11. Szpila – podarunek króla Danii Chrystiana VII;
12. Inna brosza;
13. Żółw z tygrysiego oka i diamentów;
14. Gruby, kunsztownie pleciony łańcuch;
15. Lusterko ręczne, dawna pamiątka rodzinna;
16. Sznur pereł, w którym wszystkie perły miały być rzekomo prawdziwe, lecz obecnie obok prawdziwych zawierały przeważnie perły sztuczne, itd.
Oskarżona wyjaśniła w tej kwestii, że niektóre z tych przedmiotów stanowią jej własność, inne otrzymała od księżniczki w darze na Boże Narodzenie lub urodziny, a jeszcze inne bezspornie należały do księżniczki. Nie ma pojęcia, w jaki sposób znalazły się one razem z jej własną biżuterią. Obrońca, dr Lubzynski, podkreślił, że księżniczka sporządziła dwa testamenty. W pierwszym, z 1896 roku, w którym jako spadkobiercę uniwersalnego [głównego] przewidziano księcia Ernesta Günthera, mowa jest o jednym sznurze pereł prawdziwych oraz trzech sznurach „pereł rzymskich” [sztucznych]. W późniejszym testamencie, w którym książę Ernest Günther nie figurował już jako jedyny spadkobierca, oskarżonej – pod mianem „hrabiny Michałowskiej” – zapisano szereg ruchomości. W pierwszym testamencie łączną wartość spadku oszacowano na 30 000 marek. Już z tego wynika niezbicie, że sporne perły nie mogły być prawdziwe – w przeciwnym razie byłyby warte wielokrotnie więcej niż cała podana wartość spadku. W drugim testamencie masę spadkową oszacowano na kwotę jeszcze niższą, zaledwie 10 000 marek, co dowodzi, że w międzyczasie księżniczka wyzbyła się różnych kosztowności, to znaczy podarowała je oskarżonej.
Jako pierwszego świadka przesłuchano dawną pokojową księżniczki, Sophie Wiegand z domu Petersen. Została ona zaangażowana przez oskarżoną i służyła u księżniczki około roku. Zeznała, że oskarżona najpierw mówiła jej, iż jest komtesą [hrabianką], przedstawiała się też jako przyjaciółka księżniczki, a później jako „hrabina von Michałowska”, której szwagier jest potrójnym milionerem. Oskarżona wielokrotnie nosiła biżuterię księżniczki, na co ta czasami się skarżyła. Pewnego razu księżna wskazała na broszę noszoną przez oskarżoną, mówiąc:
„Anno, to kropka w kropkę taka brosza jak moja”.
Oskarżona jednak odparła:
„Nie, tę odziedziczyłam po mojej babce”.
Mecenas dr Lubzynski:
Oskarżona twierdzi, że świadek wielokrotnie odbierała dla niej listy, na których musiała wyraźnie widzieć adres: „Panna Milewska” (Frl. Milewsky). Odczytano zaprotokołowane zeznanie konsula Antona, dawniej w Kairze, obecnie w Batawii [Dżakarcie]. Z protokołu wynika, że konsul Anton na prośbę księcia Ernesta Günthera udał się 3 kwietnia 1901 r. do hotelu księżniczki Amalii, którą zastał schorowaną. Była obłożnie chora i na pytania księcia Ernesta Günthera uznała za nieprawdziwe i zmyślone liczne twierdzenia Milewskiej o pieniądzach, jakie rzekomo miała od niej pożyczyć. Przedłożone kosztowności w przeważającej mierze rozpoznała jako swoją własność, przecząc wyjaśnieniom oskarżonej.
Mecenas dr Lubzynski:
Ów protokół datowany jest na 3 kwietnia, a księżniczka zmarła 5 maja. Sporządzono go zatem krótko przed jej śmiercią, w czasie gdy sędziwa arystokratka była ciężko chora. Z kolei w raporcie, jaki konsul Anton złożył w Kancelarii Rzeszy na usprawiedliwienie swego postępowania w Kairze, zapisano, że oświadczył oskarżonej: przeciwko niej nie istnieją żadne przesłanki cywilnoprawne, a rząd egipski wydala ją z powodów politycznych! Ponadto konsul generalny von Müller raportował księciu Ernestowi Güntherowi:
„kradzieży ze strony panny Milewskiej nie stwierdzono”.
Fakty te mają przecież o wiele większą moc dowodową niż protokół, do którego sporządzenia konsul nie był nawet uprawniony.
Świadek Emma Paul z Kilonii, ochmistrzyni/kasztelanka na dworze księżniczki Szlezwika-Holsztynu Henryki (obecnie żony tajnego radcy von Esmarcha): Zeznała, że pomagała swej pani ustalić stan biżuterii po zmarłej księżniczce Amalii.
Świadek rozpoznała wśród obecnych dowodów rzeczowych cały szereg przedmiotów jako bezsprzeczną własność księżniczki Amalii.
Biegły, nadworny jubiler dr Schroeder, zeznał m.in., że sporny sznur pereł jest fałszywy. Gdyby był prawdziwy, przedstawiałby wartość około 100 000 marek.
Świadek szambelan, major w stanie spoczynku Werner von Blumenthal z Drezna: Zeznał, że swego czasu udał się do Kairu na polecenie księcia Ernesta Günthera, by uwolnić księżniczkę Amalię spod zgubnego wpływu oskarżonej. W Kairze zwrócił się do władz egipskich z zapytaniem, czy w zaistniałej sytuacji nie udałoby się odseparować Milewskiej od księżniczki w drodze deportacji. Gdy odprowadzono ją na posterunek policji, po raz pierwszy z nią rozmawiał – domagała się wówczas wyjaśnień, co jej się zarzuca. Oświadczył jej, że kroki podjęły władze egipskie, lecz na jego wniosek, z uwagi na wypadki na dworze księżniczki. Obiecał jej zapewnić przyzwoitą i wygodną podróż.
Kiedy następnie przybył do hotelu księżniczki, pan Walker – pełniący od pewnego czasu funkcję kawalera [dworzanina] przy księżnej – przyniósł kwotę 15 000 marek, którą znalazł w pokoju oskarżonej i która w jego ocenie stanowiła kasę podróżną księżniczki. Wówczas Blumenthal odbył rozmowę z księżniczką – z początku nie mówiąc jej nic o zatrzymaniu oskarżonej – i przedstawił stan rzeczy oraz to, czego dowiedział się o osobie panny Milewskiej. Miał nadzieję nakłonić ją w ten sposób do dobrowolnego oświadczenia, że nie chce mieć już z Milewską nic wspólnego. Nic jednak nie wskórał: księżniczka odrzuciła wszelkie negatywne doniesienia o Milewskiej jako wierutne zmyślenia i z uporem powtarzała, że jej towarzyszka jest bardzo bogata, udziela jej pożyczek i jest hrabiną!
Dopiero gdy księżniczka zrozumiała, że odseparowanie Milewskiej jest faktem nieodwracalnym, jej upór zaczął powoli ustępować i zaczęła wypowiadać się o oskarżonej w zgoła innym duchu. Przedłożono jej wówczas każdy przedmiot znaleziony u Milewskiej, a księżna rozpoznała niemal wszystko jako swoją własność. Blumenthal powziął wówczas podejrzenia co do pereł; poszedł z nimi do jubilera i otrzymał rozbawioną odpowiedź:
„ani jedna perła nie jest prawdziwa!”.
Obrońca powtórzył przy tej okazji swój zarzut – podnoszony już we wcześniejszym zażaleniu – dotyczący przesłuchania księżniczki Henryki w jej własnym domu [zamiast w sądzie]. Po przykrych doświadczeniach mecenas zrezygnował z uczestnictwa w tym domowym przesłuchaniu. Zauważył, że księżniczce nie przysługiwały wówczas przywileje bezpośredniego domu panującego (Reichsunmittelbarkeit), powinna więc była złożyć zeznania osobiście przed sądem.
Świadek urzędnik bankowy Glawe wraz z małżonką (szwagier i rodzona siostra oskarżonej) zeznali zgodnie, że zanim oskarżona wstąpiła na służbę do księżniczki Amalii, posiadała majątek w wysokości 79 500 marek. Skąd go miała – tego nie wiedzą. Świadek otrzymał nawet zadanie ulokowania tych pieniędzy, lecz gdy doszło na tym tle do nieporozumień, zwrócił jej całą kwotę. Oboje świadkowie zeznali ponadto, że byli wielokrotnie zapraszani przez księżniczkę na herbatę, gdy ta bawiła w Berlinie w hotelach Bristol lub Monopol; księżna miała także odwiedzać ich w ich mieszkaniu przy Passauer Straße.
Pewnego razu księżniczka przekazała świadkowi złoty serwis do herbaty z prośbą o jego sprzedaż, zaznaczając, że szwagierka [panna Milewska] pożyczyła jej już 16 000 marek. Serwis miał być rzekomo warty 25 000 marek, lecz gdy zaoferowano go jubilerowi Vollgold & Sohn, nadeszła odpowiedź, że jego wartość wynosi najwyżej 400 marek. W jednym z listów księżniczka opisywała swe rozpaczliwe położenie materialne, prosząc, by oskarżona wyłożyła za nią czynsz za willę w Pau [we Francji], którego księżna nie była w stanie opłacić. Pisała, że czuje się opuszczona przez wszystkich – także przez księcia Ernesta Günthera, któremu przecież wyświadczyła w życiu tyle dobra. Świadkowie utrzymują, że księżniczka podarowała oskarżonej biżuterię z tego powodu, iż ta przez dwa lata nie pobierała żadnej pensji za swą służbę.
Przewodniczący składu ustalił, że księżniczka Amalia pobierała apanaże w wysokości 15 000 marek oraz rentę dożywotnią w kwocie 3335 marek, a ponadto w ciągu dwóch lat otrzymała od księcia Ernesta Günthera około 20 000 marek, co dawało jej łączny roczny dochód w granicach 30 000 marek.
Obrońca przedłożył fotografię, na której oskarżona widnieje u boku księżniczki, dowodząc, że widoczny tam sznur pereł noszony przez oskarżoną to dokładnie ten sam naszyjnik, o który toczy się spór. — Biegły dr Schröder przyznał, że jest to wysoce prawdopodobne.
Świadek burmistrz Hamann z Przemkowa potwierdził na pytanie obrońcy, że książę Ernest Günther nie objął spadku po księżniczce; został wprawdzie wyznaczony na kuratora masy spadkowej, lecz dotychczas nie znalazł żadnego spadkobiercy, który chciałby spadek przyjąć. Całą masę spadkową oszacowano na nie więcej niż 25 000 marek.
Mecenas dr Lubzynski wniósł następnie o przesłuchanie księżniczki Teodory oraz księcia Ernesta Günthera w kwestii spornych pereł, a ponadto o przesłuchanie księcia co do wielu innych okoliczności. Twierdził m.in., że jakiś czas po sporządzeniu kairskiego protokołu księżniczka Amalia oświadczyła księciu Ernestowi Güntherowi, iż nie może podtrzymać swych zeznań, znajdowała się bowiem w stanie silnego wzburzenia nerwowego i jest wielce prawdopodobne, że rzeczywiście podarowała oskarżonej sporną biżuterię.
Ponadto obrońca wniósł o przesłuchanie panny Schwan, damy dworu cesarzowej [Augusty Wiktorii]. Miała ona zeznać, że brosza została podarowana oskarżonej przez księżniczkę w zamian za niewypłacone uposażenie, a wrogowie oskarżonej dążą wszelkimi sposobami do jej zguby. Dowodzi tego chociażby list księżniczki Henryki, w którym oskarżona została odmalowana jako wielka zbrodniarka, zarzucono jej wszelkie możliwe niegodziwości i użyto zwrotu, że „każdy, kto nosi nazwisko Milewski, jest przestępcą z samej swej natury”. Za słowa te oskarżona wytoczyła księżniczce Henryce prywatny proces karny o zniesławienie.
Prokurator Walter kategorycznie sprzeciwił się próbom obrony mającym na celu przedstawienie księżniczki Henryki jako stronniczej. Zażądał odrzucenia wszystkich wniosków dowodowych obrony, a w razie konieczności odroczenia rozprawy – natychmiastowego aresztowania oskarżonej, jako że zgromadzony materiał dowodowy czyni podejrzenie popełnienia przestępstwa nader uprawdopodobnionym.
Obrońca stanowczo zaprotestował przeciwko temu wnioskowi, podnosząc, że oskarżona odpowiadała dotąd z wolnej stopy, a niniejsza rozprawa nie przyniosła absolutnie żadnych nowych obciążających ją dowodów.
Sąd postanowił:
Odrzucić wniosek o przesłuchanie księżniczki Teodory, uwzględnić natomiast wniosek o przesłuchanie księcia Ernesta Günthera oraz świadka w Algierze. W konsekwencji sprawę odroczono, nakazując jednak osadzenie oskarżonej w areszcie śledczym z uwagi na obawę ucieczki.
Źródło historyczne
Gazeta „Staatsbürger-Zeitung“ Rocznik 40, Nr 228 z dnia 28 września 1904 roku