KSIĄŻĘCY PRZYWILEJ
Książę Szlezwika-Holsztynu Ernest Günther, brat cesarzowej Niemiec, popadł w niemałe tarapaty. Zostałby niechybnie skazany za przestępstwo prasowe, gdyby sędziowie z czasów młynarza z Sanssouci* wciąż jeszcze żyli....
KSIĄŻĘCY PRZYWILEJ
(Od naszego specjalnego korespondenta)
Berlin, 18 kwietnia.
Książę Szlezwika-Holsztynu Ernest Günther, brat cesarzowej Niemiec, popadł w niemałe tarapaty. Zostałby niechybnie skazany za przestępstwo prasowe, gdyby sędziowie z czasów młynarza z Sanssouci* wciąż jeszcze żyli.
Panna Anna Milewska, była dama do towarzystwa księżniczki Szlezwika-Holsztynu Amalii, poczuwszy się zniesławiona przez jedną z berlińskich gazet, zwróciła się o sprawiedliwość do sądu. Wiele poszlak wskazuje na to, że to właśnie książę Ernest Günther jest autorem owego artykułu. Został on zresztą wezwany na świadka, lecz jako członek rodziny cesarskiej skorzystał z przywileju przesłuchania w swoim zamku w Przemkowie przez sędziego delegowanego [w drodze pomocy prawnej]. Odmówił jednak komisji odpowiedzi na pytanie, czy jest autorem inkryminowanego artykułu.
Ktoś mniej znaczący zostałby aresztowany i osadzony w areszcie tak długo, aż złożyłby zeznania. Wiadomo wszak, że ta metoda śledcza funkcjonuje w Niemczech pod nazwą Zeugniszwang (przymus składania zeznań pod rygorem aresztu).
Jednak ze szwagrem cesarza Wilhelma postępuje się inaczej. Zaiste, „są jeszcze sędziowie w Berlinie”...
*Nawiązanie do słynnej pruskiej legendy o młynarzu z Sanssouci, który sprzeciwił się królowi Fryderykowi Wielkiemu, wypowiadając legendarne zdanie: „Są jeszcze sędziowie w Berlinie!” (Es gibt noch Richter in Berlin!), mające symbolizować praworządność i niezawisłość sądów. Francuski autor przywołuje to przysłowie na początku i na końcu artykułu z wyraźną ironią.
Źródło historyczne
Gazeta “Le XIXe siècle” Nr 11727 z dnia 20 kwietnia 1902 roku