WYWLEKANIE SKANDALI NA ŚWIATŁO DZIENNE
Ogólnie rzecz biorąc, ta druga kategoria pism stoi pod względem tonu niżej niż głośny pamflet Quiddego*. Zawiera ona rewelacje na temat skandali w rodzinie panującej, w szczególności młodzieńczych grzeszków na tle finansowym i miłosnym.
WYWLEKANIE SKANDALI NA ŚWIATŁO DZIENNE
Ogólnie rzecz biorąc, ta druga kategoria pism stoi pod względem tonu niżej niż głośny pamflet Quiddego*. Zawiera ona rewelacje na temat skandali w rodzinie panującej, w szczególności młodzieńczych grzeszków na tle finansowym i miłosnym. Tło owych skandali osadzone jest zazwyczaj we współczesności, lecz nazwiska głównych bohaterów są pomijane bądź podawane w zniekształconej formie. Większość książek, broszur oraz artykułów w prasie codziennej na temat afery Kotzego należała właśnie do tej kategorii. Przykładowo w wydanej w Zurychu w 1896 roku książce „The Secret of the Master of Ceremonies” (Tajemnica mistrza ceremonii), w której pod mianem „króla Wiktora” rozlicza się cesarza Wilhelma z niektórych jego miłostek, szambelan von Kotze występuje jako „baron Speiers”, hrabina Hohenau pojawia się jako „hrabina Hohenhorst”, a szef policji politycznej, major von Pausch – który akurat popadł w kłopoty, był więc bezpiecznym celem – został nader przejrzyście zakamuflowany jako „pan von Rausch”. Wszystko to może wydawać się dość toporne, niemniej to właśnie dzięki tego rodzaju fortelom najzręczniej omijano w ostatnich czasach paragraf o obrazie majestatu (crimen laesae maiestatis) oraz inne restrykcje prawne.
Jeden z takich przypadków wart jest szczegółowego opisania – nie tylko z uwagi na to, jak jaskrawe światło rzuca na opresję, w jakiej znalazły się niemieckie gazety, lecz także ze względu na obraz cesarskiego szwagra, księcia Szlezwika-Holsztynu Ernesta Günthera. Ów barwny jegomość stał się wdzięcznym tematem obfitej literatury anonimowej i półanonimowej: kiedy bowiem akurat nie oddawał się dzikim hulankom, cesarz – powołując się na nimb władzy z łaski Bożej – wyznaczał go do prawienia szlachcie morałów o jej obowiązkach wobec ludzkości. Jako niekwestionowany mistrz w piciu czerwonego wina, ogrywaniu zielonego sukna bilardów i kart oraz kalaniu niewieściej cnoty, Ernest Günther podczas swoich regularnych występów w roli mentora moralności stanowił dla królów i magnatów doprawdy osobliwy widok. W istocie jego tyrady o umiarze i obowiązku budziły w arystokracji głębokie oburzenie, a niemała część prasowych napaści na niego była inspirowana przez hrabiów i baronów, których osobiście dotknął. Nic więc dziwnego, że gdy wczesnym latem ubiegłego roku ogłoszono zaręczyny tego książęcego rozpustnika z młodą księżniczką Saksonii-Coburga-Koháry Dorotą, w jego stronę wytoczono zamaskowane baterie dział.
Najbardziej chytry, a zarazem najzuchwalszy atak przypuścił berliński tygodnik „Die Welt am Montag” [w druku: Die Velt – „Świat w poniedziałek”], którego nazwa – zważywszy na przysłowiową „szarość poniedziałku” [i niemiecki „niebieski poniedziałek” po pijaństwie] – miała chyba usprawiedliwiać regularne drukowanie na jego łamach mocno pikantnych opowiastek. Autor artykułu obrał sobie rzekomo za temat losy człowieka prześladowanego przez policję polityczną; snuł opowieść lekkim, swobodnym tonem, wplatając weń – niby mimochodem – detale ostatniej nieprzyjemnej afery, w którą zamieszany był cesarski szwagier. Ernest Günther pojawia się w tej narracji jako „książę S——” (Schleswig), co samo w sobie byłoby dostatecznie niejednoznaczne, gdyby nie pieczołowitość, z jaką miejsce jego występku umiejscowiono przy ulicy K—— (Königgrätzer Straße w Berlinie), wysunięto na pierwszy plan fakt jego ostatnich zaręczyn, a policję wysłano do Prenzlau, by aresztowała jego wspólniczkę. Te szczegóły, wraz z kilkoma mniej rzucającymi się w oczy, stanowiły niezbity dowód, że to on stał za głośnym berlińskim skandalem z poprzedniego roku – mimo iż na sali sądowej nazwisko głównego prowodyra zostało utajnione. W ten sposób, wskazując palcem wprost na cesarskiego szwagra, autor tekstu równocześnie obwarował się setką zastrzeżeń, które zagwarantowały mu całkowitą bezkarność przed sądem.
*Chodzi o słynną broszurę niemieckiego historyka i pacyfisty Ludwiga Quiddego pt. „Caligula. Eine Studie über römischen Cäsarenwahnsinn” (1894), która pod płaszczykiem analizy szaleństwa rzymskiego cesarza Kaliguli stanowiła jadowitą, lecz prawnie nieuchwytną satyrę na rządy cesarza Wilhelma II – przyp. tłumacza.
Źródło historyczne
Gazeta „The Scranton tribune” (Scranton, Pa.) z dnia 4 grudnia 1897 roku