KOTZE ZNÓW WALCZY
Dzisiejszego poranka w tutejszych kręgach dworskich i wojskowych wybuchła sensacja na wieść o tym, że w lasach pod Poczdamem odbył się kolejny pojedynek będący echem wielkiego skandalu wokół „anonimowych listów” na dworze cesarskim.
KOTZE ZNÓW WALCZY
Kolejny pojedynek wywołany skandalem wokół „anonimowych listów”.
BARON VON SCHRADER CIĘŻKO RANNY
Sięgnięcie po kodeks honorowy w celu ukarania rzekomych oszczerców.
STARCIE MIAŁO MIEJSCE POD POCZDAMEM
(Prawa autorskie, 1896, Associated Press)
Berlin, 10 kwietnia.
Dzisiejszego poranka w tutejszych kręgach dworskich i wojskowych wybuchła sensacja na wieść o tym, że w lasach pod Poczdamem odbył się kolejny pojedynek będący echem wielkiego skandalu wokół „anonimowych listów” na dworze cesarskim. Baron von Schrader, mistrz ceremonii dworu pruskiego, został postrzelony i ciężko ranny przez hrabiego [właśc. szambelana]* von Kotzego. Ten ostatni, niegdyś szambelan dworu, był sądzony i uniewinniony z zarzutu autorstwa owych anonimowych paszkwili.
Von Kotze i baron von Schrader pojedynkowali się na pistolety; ten drugi odniósł ciężką ranę postrzałową brzucha. Został przewieziony do szpitala, gdzie stan jego rany określono jako krytyczny. Zatelegrafowano do jego najbliższych krewnych, którzy niezwłocznie zgromadzili się przy jego łóżku. Wydano nakaz aresztowania von Kotzego, lecz jego przyjaciele zapewniają, że odda się on w ręce władz, gdziekolwiek i kiedykolwiek zostanie do tego wezwany.
Jest to już trzeci pojedynek z serii około tuzina starć, na które von Kotze rozesłał wyzwania w kwietniu ubiegłego roku. Dziś ponownie ogłosił swoją determinację, by walczyć ze swymi wrogami jeden po drugim, dopóki nie wyrówna rachunków ze wszystkimi figurującymi na jego liście. Ci, którzy znają von Kotzego, są przekonani, że dotrzyma słowa.
Skandal
Skandal, który dał początek tej serii pojedynków, rozpoczął się niemal pięć lat temu. Wówczas to wysokie osobistości dworskie – kobiety i mężczyźni, starzy i młodzi – zaczęły otrzymywać anonimowe listy oraz karty pocztowe wytykające im rozmaite miłosne i obyczajowe ekscesy – popełnione przez nich samych bądź przez ich krewnych i przyjaciół. W rezultacie dochodziło do rozpadu małżeństw, a rodzice wyrzekali się własnych dzieci. Niemal każda wpływowa postać została w mniejszym lub większym stopniu zbrukana jadem anonimowego autora, który najwyraźniej doskonale orientował się we wszelkich zakulisowych szczegółach życia dworskiego. Ludzie zaczęli patrzeć podejrzliwie nawet na swoich najbliższych przyjaciół.
Policja dołożyła wszelkich starań, by wykryć winnego. Mimo to anonimowy dręczyciel bezkarnie kontynuował swoje okrutne dzieło przez około cztery lata. Początkowo sądzono, że te nikczemne wiadomości wychodzą spod ręki kobiety, lecz z czasem pogląd ten uległ zmianie i z nie do końca jasnych przyczyn podejrzenia padły na szambelana von Kotzego – człowieka powszechnie lubianego, cieszącego się względami cesarza i zaufaniem przyjaciół. Ostatecznie pewien samozwańczy szpieg zadenuncjował go przed władzami dworskimi, twierdząc, że na bibule z podkładki do pisania używanej przez Kotzego odnalazł odbicie jednego z anonimowych donosów – karty pocztowej.
W konsekwencji Kotze został aresztowany i osadzony w twierdzy. Podczas procesu sądowego oczyszczono go jednak z zarzucanych mu czynów.
Kiedy Kotze przebywał w areszcie, fala sympatii społecznej zdecydowanie przechyliła się na jego stronę. Ze wszystkich stron dochodziły złowrogie szepty – aresztowanie otwarcie potępiano jako skandal bezprawia, a w kuluarach zaczęły przewijać się nazwiska bardzo wysokich rangą osobistości dworskich, w tym księcia Szlezwika-Holsztynu Ernesta Günthera, szwagra cesarza Niemiec Wilhelma. Niektórzy posuwali się wręcz do zuchwalstwa, rzucając cień podejrzeń na osoby postawione w hierarchii jeszcze wyżej niż książę Günther [tj. na cesarską siostrę Charlottę], jakkolwiek wydaje się to pozbawione uzasadnionych podstaw.
Tuzin wyzwań
Gdy von Kotze opuścił mury więzienia, natychmiast rozesłał wyzwania na pojedynek do około tuzina osób, które uważał za zamieszane w spisek mający na celu zniszczenie go – spisek zawiązany rzekomo po to, by ocalić reputację wysoko postawionej osobistości, kimkolwiek by ona nie była, postrzeganej jako faktyczny autor owych anonimów.
Pośród głównych osób wyzwanych przez von Kotzego znaleźli się: baron von Reischach – marszałek dworu cesarzowej-wdowy Fryderykowej; baron von Schrader – mistrz ceremonii pruskiego dworu; książę zu Fürstenberg oraz książęta Albert i Aribert [z Anhaltu/Sachsen-Altenburga].
Krążyła również nigdy niepotwierdzona plotka, jakoby von Kotze wyzwał samego księcia Szlezwika-Holsztynu Ernesta Günthera, lecz informację tę zdementowano i uważa się ją za nieprawdziwą.
Pierwszy pojedynek z zaplanowanej serii odbył się na pistolety w lesie Grunewald wczesnym rankiem 13 kwietnia zeszłego roku pomiędzy von Kotzem a baronem von Reischachem. Ten ostatni domagał się bezwzględnych warunków – mianowicie wymiany strzałów dopóty, dopóki jeden z walczących nie odniesie ran uniemożliwiających dalsze strzelanie. Wymieniono siedem strzałów, w wyniku czego obaj odnieśli mniej lub bardziej dotkliwe rany postrzałowe ciała. Przy ósmym strzale von Kotze runął na ziemię z kulą w lędźwiach. Przewieziono go do szpitala i przez pewien czas obawiano się o jego życie. Nawet gdy lekarze orzekli, że przeżyje, zastrzegli, iż pozostanie kaleką do końca swych dni. W praktyce niemal tak się stało, choć porusza się on ze znacznie większą swobodą, niż przewidywano.
Sympatia dla von Kotzego
Mówiono wprawdzie o ukaraniu von Kotzego i jego rywala więzieniem za stoczenie pojedynku, jednak sympatia opinii publicznej dla Kotzego była tak ogromna, że cesarz puścił sprawę w niepamięć po tym, jak oskarżony rzekomo obiecał zaniechać kolejnych starć.
Jednakże w czerwcu ubiegłego roku von Kotze spotkał się na ubitej ziemi z baronem von Schraderem; zranił go niegroźnie, a sam ponownie został ranny. Za to starcie skazano Kotzego na trzy miesiące twierdzy w Kłodzku. 13 lipca stawił się u komendanta garnizonu, by odsiedzieć wyrok. Traktowano go tam z najwyższymi względami, a po wyjściu na wolność ponownie ogłoszono, że obiecał więcej się nie pojedynkować.
W tym czasie von Kotze stał się w oczach społeczeństwa niemal bohaterem narodowym, a jego oponenci czuli się coraz bardziej nieswojo.
Ucieczka doktora Friedmanna
Bardzo możliwe, że na tym seria pojedynków dobiegłaby końca, gdyby nie zupełnie nieoczekiwane wydarzenie. Obrońcą Kotzego podczas procesu był jeden z najbardziej wziętych berlińskich adwokatów, dr Fritz Friedmann. To jemu szambelan powierzył plik niezwykle ważnych dokumentów mających posłużyć do zbudowania linii obrony. Przygotowując sprawę, konieczne było również zatrudnienie detektywów i przeprowadzenie wielu poufnych dochodzeń.
Wszystkie te materiały pozostały w rękach doktora Friedmanna. Prawdziwym gromem z jasnego nieba była wiadomość z grudnia ubiegłego roku, że ten popularny adwokat zbiegł z Berlina, pozostawiając po sobie około 2 000 000 marek długów i zabierając ze sobą młodą, wschodzącą aktorkę Nelly von Wildenfels. Po raz ostatni widziano go na uroczystym obiedzie z żoną; dowiedziawszy się, że wydano za nim nakaz aresztowania pod zarzutem przekupienia policjanta w celu umożliwienia ucieczki eskortowanej do aresztu klientce, adwokat zapadł się pod ziemię. Oprócz aktorki zabrał ze sobą wszystkie akta sprawy Kotzego oraz inne tajne dokumenty powierzone mu przez wysoko postawione osobistości, zostawiając żonę z pięciorgiem dzieci w nędzy – i to mimo rocznych dochodów szacowanych na 500 000 marek (za samą obronę bankiera Polkego zainkasował w ubiegłym roku 60 000 marek).
Aktorka, z którą uciekł, jak się okazało, była córką zawodowego włamywacza i miała zaledwie siedemnaście lat, a prawnik już wcześniej prowadził z nią podwójne życie.
Doktor Friedmann został aresztowany 22 lutego w Bordeaux we Francji, dokładnie w chwili, gdy zamierzał odpłynąć statkiem do Ameryki Południowej. Choć trwają procedury ekstradycyjne, powrót uciekiniera do Berlina uważa się za mało prawdopodobny.
Wielki skandal odżył jednak z nową siłą – i doprowadził do dzisiejszego pojedynku – z uwagi na doniesienia, że paryskie wydawnictwo Ollendorffa opublikowało książkę pióra doktora Fritza Friedmanna pod tytułem „Objawienie z góry” [niem. Ein von oben gefallenes Wort], zawierającą szokujące rewelacje na temat samej afery Kotzego, jak i życia na berlińskim dworze w ogólności. Dodano przy tym, że szwagier cesarza, książę Szlezwika-Holsztynu Ernest Günther, baron von Schrader (który pojedynkował się dzisiaj), książę von Altenburg, książę Aribert z Anhaltu i inni zebrali wspólnie sumę 360 000 marek, próbując w ten sposób odkupić rękopis i powstrzymać wydawnictwo Ollendorffa przed drukiem książki.
Wydarzenia te naturalnie rozdrapały dawne rany i sprawiły, że von Kotze ponownie wstąpił na wojenną ścieżkę.
*Uwaga historyczna: Leberecht von Kotze nosił tytuł szambelana i pochodził ze starej szlachty pruskiej, lecz prasa anglosaska regularnie tytułowała go hrabią (Count). Postrzelony w opisywanym pojedynku baron Karl von Schrader zmarł dzień później wskutek odniesionych ran – przyp. tłumacza
Źródło historyczne
Gazeta „Evening star” (Washington, D.C.) Nr 13,449 z dnia 10 kwietnia 1896 roku