DWADZIEŚCIA POJEDYNKÓW
Gdy tylko Leberecht von Kotze wykaraska się z kłopotów związanych z zastrzeleniem barona Schradera, byłego mistrza ceremonii dworu pruskiego, w pojedynku pod Poczdamem, natychmiast wyzwie kolejnego wysokiego dygnitarza z berlińskich kręgów dworskich.
DWADZIEŚCIA POJEDYNKÓW
Baron von Kotze ma ich tyle na swojej liście.
STOCZYŁ JUŻ TRZY I ZABIŁ JEDNEGO CZŁOWIEKA.
Szwagier cesarza pośród zamierzonych przeciwników barona. Nieustraszony pojedynkowicz postawił na nogi całe Niemcy – Kulisy kampanii odwetowej.
Berlin, 15 kwietnia.
Gdy tylko Leberecht von Kotze wykaraska się z kłopotów związanych z zastrzeleniem barona Schradera, byłego mistrza ceremonii dworu pruskiego, w pojedynku pod Poczdamem, natychmiast wyzwie kolejnego wysokiego dygnitarza z berlińskich kręgów dworskich. Von Kotze dysponuje listą pojedynkową zawierającą co najmniej dwadzieścia nazwisk i jeśli tylko pożyje wystarczająco długo, zamierza zmusić każdego z tych dwudziestu mężczyzn do walki. Jeśli którykolwiek odmówi, okrzyknie go tchórzem na wszystkich dworach Europy.
Kotze prowadzi kampanię zemsty. W tej kwestii ma już niemal obsesję. Tak długo tkwił w potwornym upokorzeniu i niesławie, że doprowadziło go to do obłędu. Teraz jest niezłomnie zdecydowany sprawić, by ludzie, którzy przyczynili się do jego nieszczęścia, słono zapłacili za wtrącanie się w jego sprawy. Niczym średniowieczny błędny rycerz pragnie kosić swoich oszczerców jednego po drugim i brodzić w ich krwi, by odzyskać szacunek i poważanie współczesnych.
Jakiś czas temu księżniczka Charlotta, najstarsza siostra cesarza, zgubiła swój pamiętnik, w którym opisała mnóstwo skandali. O jego kradzież oskarżyła panią von Kotze, a później zarzucono samemu von Kotzemu, że na podstawie zapisków z pamiętnika fabrykował skandalizujące paszkwile. Ten wojowniczy Niemiec porwał się na nie lada zadanie. Szanse powodzenia wynoszą dwadzieścia do jednego przeciwko niemu, gdyż każdy z mężczyzn, z którymi przyjdzie mu się spotkać na ubitej ziemi, będzie miał dokładnie taką samą szansę przedziurawić go kulą, jak on ich. Co więcej, władze tylko czekają, by dobrać mu się do skóry, a więzienia stoją przed nim otworem. Ponieważ jednak sympatia opinii publicznej przechyliła się na jego stronę, urzędnicy – z cesarzem Wilhelmem na czele – wahają się podjąć jakiekolwiek kroki, które pozbawiłyby von Kotzego wolności na stałe. Wyglądałoby to zresztą na tchórzostwo, powszechnie bowiem wiadomo, że von Kotze czyha na skalpy książąt, w których żyłach płynie błękitna krew panujących. Jeśli ich wyzwie – a zapewne to uczyni – mogliby odmówić stanięcia do walki pod pretekstem, że zajmuje on niższą pozycję społeczną. Postępując tak, zaryzykowaliby jednak reputację ludzi odważnych i najprawdopodobniej na zawsze okryliby się pogardą we własnych kręgach towarzyskich. Zostaliby wygwizdani przez publiczność i wyśmiani przez prasę antydworską.
STOCZYŁ TRZY POJEDYNKI
Kotze pojedynkował się już trzykrotnie. Rok temu w tym samym miesiącu spotkał się na polu honorowym z baronem Reischachem. Baron należał do otoczenia cesarzowej-wdowy Fryderykowej i był jednym z najzagorzalszych wrogów Kotzego. W pojedynku tym padło siedem strzałów, a baron oberwał trzykrotnie w różne części ciała. Kotze został trafiony tylko raz, lecz rana w brzuchu była na tyle ciężka, że przez pewien czas obawiano się o jego życie.
Ledwo zdołał wstać z łóżka, zaczął przygotowania do starcia z baronem Schraderem. Do pojedynku doszło w czerwcu ubiegłego roku i obaj odnieśli lekkie rany. W konsekwencji Kotze przesiedział trzy miesiące w twierdzy za udział w pojedynku. Zamierzał wyzwać barona Schradera ponownie, lecz ten go ubiegł, sam przysyłając wyzwanie na pojedynek, który właśnie zakończył się tak tragicznie.
Właśnie odbył się zjazd szlachty (Adelstag), na którym debatowano nad kwestią pojedynków. Po długich sporach uchwalono, że odmowa udziału w pojedynku nie plami honoru szlachcica, jeśli powody tej odmowy są uzasadnione honorem. Oznacza to, że von Kotze może mieć w przyszłości trudności z nakłonieniem wrogów do przyjęcia wyzwań, którymi zamierza szafować na prawo i lewo – chyba że wcześniej poskromi go karzące ramię sprawiedliwości. Cesarz Wilhelm oficjalnie sprzeciwia się pojedynkom i dawno wydał rozkaz ich zakazujący, mimo to kroniki dowodzą, że w ostatnich latach pojedynkowano się częściej niż kiedykolwiek.
HOHENZOLLERN NA LIŚCIE
Kiedy sąd powszechny prawomocnym wyrokiem oczyścił von Kotzego z zarzutu rozsyłania anonimów, które wywołały spustoszenie w tylu arystokratycznych domach, wojskowy sąd honorowy, złożony z przedstawicieli dwóch berlińskich pułków, wydał wyrok zgoła odmienny i wezwał cesarza do usunięcia von Kotzego z armii w niesławie. Książę Fryderyk von Hohenzollern, głównodowodzący garnizonu berlińskiego, złożył dymisję ze stanowiska, gdy cesarz odmówił podporządkowania się orzeczeniu sądu honorowego. Obrażony książę zamknął swój berliński pałac i w wielkim gniewie wyjechał do Bawarii, zapowiadając, że zamierza tam pozostać na stałe. Jeśli tylko będzie to możliwe, von Kotze doprowadzi do spotkania z tym wyniosłym księciem na ubitej ziemi.
Książę Egon zu Fürstenberg, uchodzący za największego lwa salonowego niemieckiej metropolii, to kolejna postać na złowrogiej liście von Kotzego. Gdy nagonka na Kotzego osiągnęła apogeum, książę Egon ochoczo się do niej przyłączył, a jego wysoka pozycja towarzyska nadała temu potępieniu szczególny ciężar. Ród Fürstenbergów – starsi i młodsi – poszedł w ślady księcia Fryderyka i jakiś czas temu również opuścił Berlin.
KRÓLEWSKI SZUBRAWIEC
Książę Szlezwika-Holsztynu Ernest Günther, szwagier cesarza, uchodzący za największego awanturnika i birbanta w kręgach cesarskiego dworu, również znajduje się na czarnej liście von Kotzego. Dla cesarza byłoby zapewne ulgą, gdyby ktoś wyświadczył mu tę uprzejmość i zabił księcia Ernesta w pojedynku lub w jakikolwiek inny sposób – młodzieniec ten sprowadził bowiem na dwór więcej skandali niż setka innych mężczyzn w stolicy razem wziętych. Cesarz Wilhelm od dłuższego czasu zerwał z księciem wszelkie relacje.
Jakieś dwa i pół roku temu cesarz podjął próbę nawrócenia go na dobrą drogę i obiecał przywrócić go do łask, pod warunkiem że książę wykaże choćby pozory przyzwoitości. Książę zgodził się na poprawę, ale pod pewnymi warunkami. Oświadczył cesarzowi, że nim zdoła zmienić swe życie na lepsze, musi najpierw stanąć na nogi pod względem finansowym. Szalał w berlińskim wielkim świecie bez opamiętania i wpadł w szpony lichwiarzy i szulerów; jego roczna pensja w wysokości 10 000 dolarów okazała się kroplą w morzu długów i zażądał wyłożenia 240 000 dolarów w gotówce na czysto, by wyplątać się z tarapatów. Cesarz uznał, że to niska cena za uratowanie reputacji rodziny własnej żony – i sumę tę wypłacił. Ernest Günther zabrał się wówczas ostro za poprawę. Początkowo szło mu tak dobrze, że zaczął nawet pozować na moralistę.
Jak szybko powrócił do dawnych nawyków, jak kosztowne okazało się wznowienie starych znajomości i o ile gorszy był ten drugi etap od pierwszego – pozostawało sferą domysłów aż do momentu, gdy prawda wyszła na jaw w wyniku kłótni z cesarzem i powszechnych plotek. Przez ten rok i osiem czy dziewięć miesięcy, gdy prawił pruskiej szlachcie kazania o oszczędności i wstrzemięźliwości, roztrwonił nie tylko swój roczny dochód w kwocie 10 000 dolarów, ale i 50 000 dolarów z cudzych kieszeni, zaciągając przy tym około 100 000 dolarów nowych długów.
To właśnie ten rachunek, przedłożony cesarskiemu szwagrowi przez księcia, doprowadził do gwałtownej awantury w rodzinie monarszej. Ernest Günther zadaje się z rzezimieszkami, wygaduje tajemnice państwowe i generalnie przynosi hańbę całemu swojemu rodowi.
Źródło historyczne
Gazeta „The Portland daily press“ (Portland, Me.) Tom 33 z dnia 25 kwietnia 1896 roku