Małżeństwo książęce
Kwestia, czy ślub księcia Ernsta Günthera ze Szlezwiku-Holsztynu z księżniczką Doroteą z Saksonii-Coburga odbędzie się w katolickim kościele parafialnym, czy w ewangelickim kościele zamkowym...
Koburg, 10 lipca. (Małżeństwo książęce.)
Kwestia, czy ślub księcia Szlezwiku-Holsztynu Ernesta Günthera z księżniczką Saksonii-Koburga Dorotą odbędzie się w katolickim kościele parafialnym, czy w ewangelickim kościele zamkowym, wydaje się jednak nie być tak łatwa do rozstrzygnięcia, jak początkowo podawano. Przynajmniej do dnia dzisiejszego nie podjęto ostatecznej decyzji i wyciąga się z tego wniosek, że z zawarcia małżeństwa według rytu katolickiego w ogóle się zrezygnuje. Rodzina panny młodej nalega oczywiście na ślub w katolickim kościele parafialnym, który został wzniesiony ku czci jej dziadka i skrywa jego doczesne szczątki, ale trudności, które stoją na drodze temu życzeniu, są znacznej natury. Ponieważ w kościele katolickim ważnie może udzielić ślubu jedynie parochus proprius (właściwy proboszcz), a żadne z narzeczonych tutaj nie mieszka, należałoby najpierw przekazać tutejszemu duchownemu katolickiemu pełnomocnictwo do udzielenia ślubu z wyższego szczebla. Ponadto, jak wiadomo, wymagana jest dyspensa papieska z powodu różnicy wyznań, którą można otrzymać tylko pod warunkiem notarialnego przyrzeczenia wychowania dzieci w wierze katolickiej. W tym względzie istnieje zresztą osobliwy precedens przy okazji ślubu rumuńskiego następcy tronu, księcia Rumunii Ferdynanda, z księżniczką Saksonii-Koburga-Gothy Marią, najstarszą córką pary książęcej. Wówczas takie przyrzeczenie zostało złożone, a w konsekwencji ślub odbył się na zamku w Sigmaringen najpierw w obrządku katolickim, a potem protestanckim. Mimo to dzieci pochodzące z tego małżeństwa nie są wychowywane ani po katolicku, ani po protestancku, lecz – jak nakazuje rumuńska konstytucja – w obrządku greckokatolickim; wydaje się więc, że przyrzeczenie katolickiego wychowania dzieci nie jest traktowane zbyt rygorystycznie. W obecnym przypadku jednak o takim przyrzeczeniu jeszcze nic nie słyszano. Rozważano również zawarcie tak zwanego małżeństwa potajemnego (Clandestinen-Ehe). Mianowicie we wszystkich tych miejscowościach, w których nie ogłoszono dekretów Soboru Trydenckiego, w przypadku małżeństw mieszanych nie potrzeba dyspensy papieskiej; wystarczy oświadczenie pary młodej, że chcą zawrzeć małżeństwo, złożone wobec dwóch świadków, wśród których nie musi nawet znajdować się duchowny, aby małżeństwo było ważne w rozumieniu prawa katolickiego. W Koburgu istotnie Sobór Trydencki nie został ogłoszony i problem można byłoby rozwiązać najprościej w ten sposób, gdyby nie jeden okolicznik stanowiący przeszkodę: Koburg musiałby być także miejscem zamieszkania pana młodego lub panny młodej. Książę Ernest Günther oczywiście nie może wchodzić tu w rachubę; czy jednak uda się dowieść, że panna młoda jako księżniczka coburska ma również swoje miejsce zamieszkania tutaj w Koburgu, gdzie nigdy w całym swoim życiu nie była, wydaje się wysoce wątpliwe. W przeciwieństwie do tego we Wrocławiu, będącym miejscem zamieszkania pana młodego, małżeństwo potajemne byłoby dopuszczalne, gdyż tam Sobór Trydencki również nie został ogłoszony. Ze wszystkich tych trudności i wątpliwości wynika, że – jak przypuszcza się w tutejszych kręgach dworskich – mimo życzenia rodziny z Koburga, ślub w katolickim kościele parafialnym jest mało prawdopodobny.
Źródło historyczne
Gazeta "Münchner neueste Nachrichten" Rocznik 51 Nr 315 z dnia 13 lipca 1898 roku.