Archiwum Prasowe4 sierpnia 1962
Wiadomość z dnia 04.08.1962
Eksperyment bez precedensu DOM lepszy od rodzinnego Przemków, niewielka miejscowość w północnej połaci województwa zielonogórskiego, nie wyróżniał się niczym sp...
Eksperyment bez precedensu DOM lepszy od rodzinnego Przemków, niewielka miejscowość w północnej połaci województwa zielonogórskiego, nie wyróżniał się niczym spośród pozostałych lubuskich miasteczek. Od pewnego czasu jednak coraz głośniej mówi się i coraz częściej pisze, szczególnie w fachowej prasie pedagogicznej i prawniczej, o tym właśnie Przemkowie, a ściśle biorąc o zapoczątkowanym tam eksperymencie będącym jak dotąd bez precedensu. Bowiem staraniem Wojewódzkiego Komitetu Przeciwalkoholowego, przy usilnym poparciu współpracujących towarzystw społecznych otwarty został właśnie w Przemkowie pierwszy w naszym kraju ośrodek wypoczynkowo - leczniczy dla dzieci alkoholików. Na pierwszy turnus wakacyjny, w oparciu o wywiady i przeprowadzone obserwacje przez opiekunów społecznych, zgromadzono w tymże ośrodku dziatwę nałogowych alkoholików, doprowadzających swe rodziny do skrajnej nędzy, a w następstwie pijackich awantur zamieniających dom rodzicielski w piekło udręki potomstwa. Zwieziono więc dzieci zalęknione, w strzępach odzieży, hołdujące złym skłonnościom, przytłumione psychiczne. Wychowawcy oraz instruktorzy, w większości obeznani z zasadami psychologii, umiejętnie i dyskretnie zaczęli podchodzić do powierzonych im wychowanków. I o dziwo! Już wstępna kąpiel i przyodzianie dzieci w lśniącą czystością bieliznę i ubranka harcerskiego kroju z początkowo nieufnie spoglądającej gromadki zrobiły zastęp uśmiechniętej, wesoło gaworzącej dziecięcej rodziny. „DZIKI” FRANUŚ” Systematyczny rozkład zajęć dziennych, trochę gimnastyki, nieco pracy w ogrodzie, dużo zabaw na wolnym powietrzu, wieczorne ogniska z interesującymi gawędami, regularność odżywiania, a co najważniejsze cisza nocna nie zakłócona awanturniczymi wyczynami rodziców — opilców wpłynęły kojąco na wszystkich podopiecznych. Nawet „dziki” Franuś, początkowo zamknięty w sobie, krnąbrny, używający wyłącznie wulgarnych słów i kradnący co mu w rękę wpadło, zrywający się nocą ze snu pod wpływem zwidywań ohydnych scen rodzicielskiego domu, zwolna przeistoczył się dzięki panującej zdrowej atmosferze dziecięcego kolektywu w miłego usłużnego chłopca. LECZ CO DALEJ?... Każdy dzień przynosi wprost nadspodziewane postępy. — Dzieci same chętnie zgłaszają się na wizyty lekarskie i do zabiegów. Pozbyły się ulicznego żargonu i dobrowolnie starają się mówić poprawnie. Lecz ciąży na psychice każdego z nich koszmar powrotu do rodzinnego domu. A niemal wszystkie oświadczają, iż nie powrócą do zgniłej atmosfery panującej w rodzinnych pieleszach, do burd wyczynianych przez ojca lub matkę, do stałych oparów alkoholu, do nędzy wyzierającej z każdego kąta. Ale turnus wakacyjny zbliża się ku końcowi. Co miesiąc będą napływały gromadki nowych podopiecznych. A jest ich niestety cały legion. Czy ten krótki okres wytchnienia nie będzie przysłowiową kroplą w morzu wobec dziecięcych codziennych tragicznych przeżyć po powrocie do domu? MIECZYSŁAW TURSKI
📜
Źródło historyczne
Gazeta „Gazeta Krakowska”, nr 184 (4413), rok XIV z dnia 4 1962 roku.