Dom Augustenburga
Charakter ojca nie zawsze w pełni przechodzi na syna, a jeszcze rzadziej bratanek musi być podobny do stryja. Książę dziedziczny Fryderyk nie posiada twardej i sztywnej natury, jaką stary książę miał przez cały czas, i nie ma w nim nic z bezwzględności księcia von Noer...
Dom Augustenburga. (Dokończenie)
Charakter ojca nie zawsze w pełni przechodzi na syna, a jeszcze rzadziej bratanek musi być podobny do stryja. Książę dziedziczny Fryderyk nie posiada twardej i sztywnej natury, jaką stary książę miał przez cały czas, i nie ma w nim nic z bezwzględności księcia von Noer. Bez wątpienia jest najlepszym z Augustenburczyków, ale wciąż pozostaje Augustenburczykiem, dla którego wąskie pojęcie prawa własnego domu stoi ponad wszystko i który nigdy nie znajduje dość odwagi, by wystąpić otwarcie z ważnymi decyzjami. Jeśli przypisać go do jednego z czterech temperamentów, to najwyraźniej należy do flegmatyków. Nie brakuje mu rozumu, ani dobrego ogólnego wykształcenia, ani chęci, by je pogłębiać. Zdaje się jednak mieć mało własnych myśli; potrafi za to zręcznie prezentować cudze, tak jak zresztą nieźle potrafi mówić. W Bonn był bardziej pilny niż wielu innych mu współczesnych, później rozważnie zarządzał swoim majątkiem na Dolnych Łużycach, a na koniec z wielkim taktem i jeszcze większą cierpliwością odgrywał dwuznaczną rolę między księciem a osobą prywatną, do czego skazał go brak silnej woli i cech przywódczych.
Za jedyny w miarę śmiały krok, do którego zmusza go życie – czyli wyprawę do Kilonii – chcemy mu podziękować, choć musiał to zrobić i choć z pewnością myślał wtedy bardziej o swoim prawie niż o tym, o czym myśleliśmy my. Również uznanie konstytucji z września 1848 roku przez jego proklamację listopadową przemawia na jego korzyść, choć może bardziej świadczy to o jego talencie do naginania się do okoliczności niż o jego liberalizmie. Przynajmniej przed katastrofą, która wyeliminowała tron księstw, stał poglądami znacznie bliżej ojca niż tego, na czym oparto konstytucję państwową. Jednak nagłe pouczenia nie muszą być tylko połowiczne. Książę dziedziczny znalazł też w międzyczasie okazję, by usłyszeć i przeżyć to, co promuje liberalne rozumienie spraw ludzkich, a czego inni książęta nie tak łatwo słyszą i doświadczają. Niepokoi tylko to, że w ostatnich dwunastu miesiącach na dworze w Kilonii panowała wyraźna niechęć do wypowiadania się w sprawie konstytucji i nie ulega wątpliwości, że pierwszy doradca na tym dworze znalazłby odpowiedni sofizmat na uspokojenie wszelkich wyrzutów sumienia, gdyby Prusy i Austria chciały uzależnić uznanie praw rodzinnych Augustenburczyków od porzucenia zawartego w tamtej konstytucji prawa krajowego Szlezwika-Holsztynu. Jeszcze mniej wątpliwe jest to, co ojciec poradziłby księciu niepodległego Szlezwika-Holsztynu, gdyby konstytucja powodowała niedogodności przy rządzeniu. Wszystkie prawa są giętkie, tylko stare, skamieniałe prawo domu książęcego – nie.
Jak daleko sięgałoby niemieckie nastawienie księcia dziedzicznego, gdyby zasiadł na tronie z zupełnie wolnymi rękami, niełatwo powiedzieć. Przypuszczam, że nie dalej, niż wymagałyby tego okoliczności. To, co działo się poza tym, nie miałoby większego znaczenia i prawdopodobnie przy pierwszej próbie ulotniłoby się w podobny sposób, jak patriotyzm, który w Coburgu-Gocie był tak tani i użyteczny. Również przyjaźń Augustenburczyka z waszym następcą tronu z trudem oparłaby się wąskim i egoistycznym spojrzeniom na sprawy narodowe.
Poza tym księcia dziedzicznego zdobią cnoty łagodnego, niemal słabego i zupełnie beznamiętnego usposobienia. Chętnie wybaczył naszym „przysięgłym”, gdy zgłosili się zeszłej jesieni na audiencję, by z opóźnieniem złożyć hołd. Chętnie w przyszłości przyjąłby do łask naszych siedemnastolatków, gdyby musieli się do niego nawrócić. Oczywiście nieprzyjazność byłaby tam nie na miejscu i z pewnością będzie się potrzebowało naszych hrabiów i baronów jako ozdoby dworu. Obecne życie dworskie wygląda zbyt mieszczańsko, a o tym, co sami wysoce liberalni książęta myślą o niebieskiej [arystokratycznej] i zwykłej czerwonej krwi, wiemy aż nadto dobrze. Pozostali Augustenburczycy są zbyt nieznaczący, by poświęcać im uwagę. Cała dynastia przez cały czas myślała bardziej o swoich roszczeniach niż o kraju i bardziej ceniła ostrożność niż męstwo. Nikt nie służył sprawie swojej ojczyzny wiernie i z oddaniem, nawet w nieszczęściu; nikt nie okazywał uczuć narodowych inaczej niż słowami. Jak ci, którzy spali, w 1851 roku zniknęli ze świata, tak w 1863 roku powrócili do obcego im świata szlezwicko-holsztyńskiego, gdzie tylko fakt, iż Prusy w międzyczasie zaniedbały to, czego zaniedbać nie powinny, skłonił patriotów do traktowania interesu rodzinnego bardziej niż interesu kraju.
Również książę dziedziczny Fryderyk nie będzie zaliczany do wybitnych ludzi. Że nie ma w sobie nic z wielkości i nie urodził się bohaterem, nie miejmy mu tego za złe, chociaż pretendenci zawsze powinni mieć w sobie taką iskrę. Jest, jak mówią, dobrym chrześcijaninem i uczciwym ojcem rodziny. W większości pozostałych relacji natury takie jak jego są skazane na zależność od innych, którzy dają im myśli i decyzje. Gdyby był w dobrych rękach, można by mieć nadzieję na wiele. Tradycyjna polityka jego domu i sposób bycia jego najbliższych krewnych nie pozwalają oczekiwać od niego jako samodzielnego księcia wiele dobrego – ani dla kraju, ani dla tego, co nasza partia uważa za interes Niemiec; a osoby, które cieszą się jego zaufaniem i determinują jego myśli i czyny, tylko pogarszają te oczekiwania.
Źródło historyczne
Gazeta "Breslauer Zeitung" Rocznik 46 Nr 215 z dnia 9 maja 1865 roku.