Podróż ślubna księżniczki Augusty Wiktorii
Z cichego Przemkowa do stolicy Rzeszy, z niemal całkowitego odosobnienia na najdumniejsze zgromadzenie książąt, jakie Europa widziała od dawna, z ojczystego domu w życie wielkiego dworu wiedzie...
Berlin, 25 lutego.
O podróży ślubnej księżniczki Augusty Wiktorii pisze „National-Ztg.”:
Z cichego Przemkowa do stolicy Rzeszy, z niemal całkowitego odosobnienia na najdumniejsze zgromadzenie książąt, jakie Europa widziała od dawna, z ojczystego domu w życie wielkiego dworu wiedzie – gdy to piszemy – droga księżniczki Augusty Wiktorii. Zamążpójście, które w życiu każdej kobiety jest tak decydującym zwrotem, w przypadku księżniczki, której podróż ślubna ma za ostateczną perspektywę tron cesarski Niemiec, jest nim w stopniu nieporównywalnym. Księżniczka nie należy już do samej siebie; porwał ją nurt powitań i uroczystości, który niesie ją dalej. Rozstała się już z tymi, którzy byli blisko jej zabaw i wczesnej młodości; wymieniono ostatnie uściski dłoni ze znanymi twarzami, a teraz na księżniczkę napływa nowy, oficjalny świat. Nurt ten będzie przybierał na sile, aż książęca panna młoda przybędzie dziś do pałacu Bellevue, a jutro do zamku królewskiego w Berlinie, otoczona wiwatami tysięcy i dziesiątek tysięcy ludzi, które z dawną wiernością zabrzmią na powitanie nowego członka rodziny Hohenzollernów. Oby szczęście domowe, ten spokojny ogień domowego ogniska, tak potrzebny dumnemu pałacowi, jak i najbiedniejszej chacie, stanowiło trwałe zwieńczenie tej podróży ślubnej i oby spełniły się pomyślne znaki, pod którymi związek ten został zawarty!
O wyjeździe księżniczki z Przemkowa ta sama gazeta otrzymała następujący raport specjalny: Właśnie wybiła godzina rozstania, która zabrała nam naszą drogą ulubienicę, księżniczkę Augustę Wiktorię. Przygotowania do jej pożegnania zostały poczynione z głębi serca, na tyle, na ile pozwalała jej skromna natura i lokalne warunki. Ponieważ w ubiegłą niedzielę, przy okazji modlitwy w kościele, odbyła się już uroczystość pożegnalna, w poniedziałek miał miejsce obiad pożegnalny, a księżna (matka), jak również książę Ernest Günther i księżniczka Karolina Matylda wyjechali do Berlina już w czwartek, aby powitać dostojną pannę młodą w łonie rodziny cesarskiej, zrezygnowano ze specjalnej uroczystości pożegnalnej w samym zamku. Wyjazd księżniczki zaplanowano zgodnie z programem na godzinę 9:00 rano. Znając punktualność rodziny książęcej, należało przypuszczać, że termin ten zostanie dokładnie dotrzymany. Dlatego też ludność z miasta i okolic wyruszyła odpowiednio wcześnie i napłynęła pod zamek książęcy. Każdy chciał jeszcze raz ujrzeć ukochane, łagodne rysy twarzy księżniczki i z głębi serca przekazać jej pobożne życzenia „Szczęść Boże”. Naprzeciwko westybulu zamku, z którego roztacza się piękny widok na park pański, ustawili się niosący sztandary i emblematy domu książęcego; obok nich z jednej strony stanęli członkowie związku kombatantów i związku śpiewaczego, a z drugiej umundurowany personel huty. Po prawej stronie podjazdu stanęli urzędnicy i duchowieństwo, a po lewej magistrat, radni miejscy oraz zarządy gmin. Starszyzna szkolna ze szkół miejskich i wiejskich utworzyła szpaler aż do wejścia do parku. Przy wyjściu z parku, gdzie droga prowadzi na pańskie pola, wzniesiono imponującą bramę triumfalną. Przy niej ustawili się dzierżawcy domen, a dzieci z pobliskiej miejscowości Młynowo utworzyły szpaler. Punktualnie o godzinie 9:00 na tarasie pojawiła się księżniczka panna młoda u boku swojego stryja, księcia Szlezwika-Holsztynu Krystiana, a za nimi marszałek dworu baron von Issendorff z małżonką. Z widoczną radością i wzruszeniem, którego nie mogła opanować, jej wzrok spoczywał na tak licznym zgromadzeniu i przesuwał się przyjaźnie od jednej znanej twarzy do drugiej. W tym momencie podszedł do dostojnych państwa książęcy dyrektor generalny Suren i w wymowny sposób wyraził uczucia pożegnalne wszystkich zgromadzonych wiernych serc. Następnie burmistrz Wackwitz wzniósł okrzyk na cześć panny młodej, do którego zgromadzeni potężnie się przyłączyli. Wtedy podjechały dwa powozy galowe, które zabrały państwa i w mgnieniu oka oddaliły ich od oczu tłumu. Na wszystkich stacjach, przez które przejeżdża pociąg, przygotowano uroczyste powitanie.
Źródło historyczne
Gazeta "Stettiner Zeitung" Nr 95 z dnia 26 lutego 1881 roku