Sztuczne rozmnażanie zajęcy
Pod tym nagłówkiem „Śląska Gazeta Rolnicza” (Schles. Landw. Zeitung) zamieściła w numerze 8 metodę zalecaną przez leśniczego rewirowego Hartunga, mającą na celu rozmnażanie zajęcy w tak zwanych „ogrodach zajęczych”...
Sztuczne rozmnażanie zajęcy.
Pod tym nagłówkiem „Śląska Gazeta Rolnicza” (Schles. Landw. Zeitung) zamieściła w numerze 8 metodę zalecaną przez leśniczego rewirowego Hartunga, mającą na celu rozmnażanie zajęcy w tak zwanych „ogrodach zajęczych”. Rozwiązanie to spotkało się w różnych miejscach z większym lub mniejszym powodzeniem.
Również na Śląsku zaczęły powstawać tego typu obiekty, jak wynika z wiedeńskiej gazety łowieckiej. Urzędnik leśny księcia Augustenburga w Przemkowie na Śląsku donosi o tym, co następuje, poprzedzając relację krótkim przeglądem ogólnych stosunków łowieckich w tych dobrach. Teren łowiecki Przemkowa składa się obecnie z około 37 000 mórg lasu, w większości iglastego, 30 000 mórg pól uprawnych, 13 000 mórg łąk, olsów, pastwisk itd., z czego około 51 000 mórg stanowi pański rewir łowiecki, a 29 000 mórg to polowania dzierżawione. Cały ten obszar, z niewielkim wyjątkiem, jest spójny i dobrze skomasowany.
Dwadzieścia lat temu łowiectwo w tych dobrach znajdowało się w opłakanym stanie. Polowania gminne były niemal w całości „ostrzeliwane” przez chłopów, a nawet na pańskich polach zając czy kuropatwa były rzadkością. Aby podnieść stan zwierzyny, zastosowano wszelkie środki. Polegały one na wydzierżawieniu polowań na leżących wewnątrz gruntach chłopskich, znacznym powiększeniu personelu straży łowieckiej i wyznaczeniu wysokich nagród za odstrzał i schwytanie drapieżników, a także założeniu na polach licznych remiz dla ochrony zwierzyny. Zimą zwierzynę wspierano paszą. Sukcesy nie dały na siebie długo czekać: o ile w 1854 roku upolowano tylko 317 zajęcy, o tyle rok 1860 przyniósł plon w wysokości 2421 sztuk. Nawet jeśli w późniejszych latach, mianowicie w roku 1870, udało się pozyskać tylko 153 sztuki, to ten znaczny ubytek należy przypisać przyczynom chorobowym.
Również tutaj potwierdziło się spostrzeżenie pana Hartunga, że nie tępienie drapieżników i nie zakładanie remiz gwarantuje w pierwszej kolejności wysoki stan zajęcy, lecz że największym złem dla polowania na zające są zbyt liczni samce (gachy). Zadanie polega zatem na znalezieniu metody, dzięki której będzie można w pewnym stopniu uregulować stosunek gachów do samic. Liczne przyjęte wcześniej zlecenia na założenie ogrodów zajęczych pozwoliły panu Hartungowi przybyć do Przemkowa dopiero 11 lutego 1872 roku, aby wybrać odpowiednie miejsce pod ogród zajęczy i udzielić niezbędnych instrukcji dotyczących jego założenia. Na południowym skłonie znaczącego wzgórza w tej skądinąd płaskiej okolicy, na lekkiej, suchszej glebie ornej, wytyczono obszar trzech mórg i natychmiast rozpoczęto prace. Zostały one wykonane dokładnie według znanych przepisów pana Hartunga, od których odstąpiono tylko w jednym punkcie. Podczas gdy pan Hartung zaleca stawianie słupków ogrodzenia bezpośrednio na wbitych w ziemię kawałkach cegieł, tutaj najpierw na cegłach umocowano deskę o szerokości dwóch stóp i dopiero na niej postawiono słupki, które odpowiednio skrócono o szerokość deski. Odstępstwo to miało na celu jeszcze skuteczniejsze zapobieganie przedostawaniu się drapieżników.
W ogrodzie zajęczym założono trzy remizy: jedną z nasadzeń sosnowych, dwie pozostałe z głogu, jałowca i żarnowca wymieszanych ze sobą. Uprawiano topinambur (którego pędy zające bardzo chętnie jedzą), żyto świętojańskie, owies z koniczyną, łubin żółty, groch, wykę i seradelę – te trzy ostatnie wysiane razem. Później część pola obsiano rzepakiem, część żytem ozimym, a część rzepą ścierniskową. Część łubinu pozostawiono jesienią nieściętą, aby zapewnić zającom schronienie.
Koszty ogrodzenia, bez wliczania wartości drewna i kosztów podwód, wyniosły – wliczając gwoździe, drut, żelazne okucia słupków, pułapki i zadaszone karmidła – 127 talarów, 13 srebrnych groszy i 9 fenigów. Budowa zagród, nasiona i różne prace kosztowały 17 talarów, 7 srebrnych groszy i 3 fenigi, co daje łącznie 144 talary i 21 srebrnych groszy. Pod koniec marca ogród zajęczy był gotowy na przyjęcie swoich przyszłych mieszkańców. Niestety, z powodu bezśnieżnej, łagodnej zimy nie udało się złapać więcej niż trzy samice, które wraz z jednym gachem wypuszczono do ogrodu 5 kwietnia.
Zające bardzo szybko się zadomowiły; nie podjęły żadnych poważnych prób podkopania się pod ogrodzeniem. Zdarzyło się natomiast, że pierwszy wypuszczony gach natychmiast ruszył na płot i po śmiałym skoku nad tą przeszkodą o wysokości 7,5 stopy uciekł na wolność. Na szczęście dostępny był jeszcze jeden zastępca, który zapewnił pełne zastępstwo. 4 listopada zające miały zostać wyłapane i posortowane, zgodnie z zaleceniami pana Hartunga. Zagrody zostały ustawione już sporo wcześniej; zające przechodziły przez przepusty zupełnie ufnie. Ponieważ jednak okazało się, że zające podczas nagonki wybierały drogę także przez dachy szop paszowych, przejście to zablokowano im za pomocą drągów umieszczonych na dachu. Najpierw próbowano zawiesić w przepustach zagród klapy z mocnych drutów i drewnianych ram. Zające po krótkim namyśle popychały klapę wejściową i wślizgiwały się do środka, ale równie szybko z niego wypadały, gdyż drut nie wytrzymywał ich naporu i wyginał się. Trzeba było zawiesić klapy, które według przepisu Hartunga składały się tylko z drewnianych prętów. Te drewniane klapy były wprawdzie wystarczająco mocne, ale zające je widziały i omijały. Dopiero po długich, bezowocnych staraniach udało się złapać kilka sztuk.
Przy wyjmowaniu zajęcy z zagród ujawniła się inna niedogodność. Zagrody są zbyt wysokie, by można było sięgnąć ręką ponad nimi i chwycić zwierzaka. Z drugiej strony są tak wąskie, że człowiek, który do nich wejdzie, ma bardzo ograniczone ruchy. Szczególnie trudne jest chwytanie i przytrzymywanie zajęcy, które naturalnie kulą się w ostrych kątach zagród, bez zadawania im obrażeń. Ta część metody Hartunga wymaga z pewnością udoskonalenia. Przy następnym sortowaniu spróbuje się łapać zające w pułapki na tchórze, umieszczone w przepustach zagród. Wprawdzie można wtedy złapać tylko kilka zajęcy naraz, ale ma się pewność, że nie będą one zbytnio nękane i nie odniosą obrażeń.
W opisanym przypadku udało się złapać 12 zajęcy: 6 samców i 6 samic. Jeden z samców został jednak tak dotkliwie poturbowany, że wkrótce padł. Pozostałe pięć wypuszczono poza ogrodem i oznakowano na uchu, aby móc je rozpoznać w przypadku upolowania podczas nadchodzących łowów. 6 samic wpuszczono z powrotem do ogrodu. Oprócz 12 schwytanych zajęcy w ogrodzie znajdowało się jeszcze 6 innych, których nie udało się złapać. W ciągu lata znaleziono dwa padłe młode zające, które zostały zagryzione przez łasicę. Jeden dorosły zając padł przy przepuście, prawdopodobnie w wyniku nadmiernego spożycia rzepy. Zatem od 3 samic przychówek wyniósł w każdym razie 17 zajęcy. Wynik ten nie jest wprawdzie olśniewający, ale biorąc pod uwagę, że zające wpuszczono do ogrodu dopiero na początku kwietnia (przez co stracono dwa pierwsze mioty) oraz fakt, że nie udało się utrzymać wszystkich drapieżników z dala od ogrodu, rezultat wydaje się całkiem zadowalający i dowodzi, że pomysł pana Hartunga jest praktycznie wykonalny i może być w przyszłości bardzo wartościowy dla łowiectwa.
W pułapki w ogrodzie zajęczym do początku grudnia złapało się: 19 tchórzy, 31 łasic, 4 koty; w żelaza: 8–10 sów i 3–4 sroki. Nie zauważono, aby ptaki drapieżne i wrony szczególnie niepokoiły mieszkańców ogrodu. O tym, że mimo wszelkich starań pojedyncze łasice znalazły drogę do ogrodu, już wspomniano. Bardzo trudne będzie całkowite powstrzymanie małej łasicy – przeciska się ona przez najmniejszą szczelinę w płocie i prześlizguje przez mysie dziury. Będzie chodziło o znalezienie metody zwabienia łasicy wewnątrz ogrodu do pułapki, która nie będzie jednocześnie groźna dla zajęcy. Tego rodzaju próby w Przemkowie zakończyły się już sukcesem. Jednak również kot przeskoczył przez płot mimo zamontowanych drutów, udowadniając swój drapieżny apetyt na młode zające, dlatego wydaje się pilnie konieczne trzymanie tych drapieżców z dala od ogrodu. Na koniec warto zauważyć, że w ogrodzie zajęczym podjęto również próbę hodowli bażantów. Złapano jednego koguta i dwie kury, a po przycięciu im skrzydeł według przepisu pana Hartunga, 18 kwietnia wpuszczono do ogrodu zajęczego. W dwóch gniazdach znaleziono jaja, jednak tylko z jednego wykluło się 8 młodych. We wrześniu stare i młode przeleciały przez płot na wolność, lecz jeszcze długo trzymały się sąsiednich pól.
Celem niniejszych doniesień o doświadczeniach i przeżyciach z ogrodu zajęczego było pobudzenie do dalszej dyskusji nad tym tak ważnym przedmiotem. Szczególnie pożądane byłoby, gdyby również z innych stron zebrane w tej kwestii doświadczenia zostały przekazane opinii publicznej, gdyż tylko poprzez praktyczne próby uda się coraz bardziej udoskonalać tę tak szczęśliwą myśl, którą zawdzięczamy panu Hartungowi.
Referent pozwala sobie dodać do przypisywanej panu Hartungowi szczęśliwej myśli o wprowadzeniu ogrodów zajęczych notatkę, że już niemal sto lat temu (1781) w Encyklopedii Krünitza w artykule „Zając” można przeczytać dosłownie co następuje:
„Kto zechce ogrodzić mały lasek polny o długości około 100 kroków i takiej samej szerokości, będzie mógł w tej przestrzeni trzymać 20–30 sztuk zajęcy. Musi on mieć suchą i bogatą w trawę glebę, być porośnięty licznymi krzewami i podszytem, a także posiadać otwarty skrawek ziemi, który będzie naprzemiennie obsiewany kilkoma rodzajami zbóż, dając zającom przyjemne pastwisko. Wody zaś nie potrzebuje. Ogród należy przeciąć kilkoma zbiegającymi się w jednym miejscu przesiekami lub alejami, gdzie można umieścić mały domek myśliwski lub strzelecki.
Główny pożytek z takiego ogrodu zajęczego polega na tym, że można go traktować jako szkółkę dla rewiru i co roku odławiać z niego znaczną liczbę zajęcy, by wypuszczać je na wolność.
Jeśli każdej wiosny pozostawi się w nim stadko złożone z 10 matek i jednej pary samców (gachów), to pod koniec okresu rozrodczego, licząc średnio tylko 12 młodych z czterech miotów, można mieć 120 sztuk młodych zajęcy. Największe sztuki z pierwszego miotu wypuszcza się od razu jesienią, licząc 2 samce na 10 sztuk młodych samic.
Na wpół wyrośnięte zające trzyma się w ogrodzie jeszcze przez zimę, aby przy dobrym karmieniu należycie nabrały sił i pozostały bezpieczniejsze przed drapieżnikami. Następnej wiosny wypuszcza się także i te sztuki. To, co pozostanie ponad stosunek 2 samców na 10 samic, zostaje sprzedane lub dostarczone do kuchni. Do zimowego karmienia przygotowuje się małe paśniki i kładzie do nich nieco siana lub suszonych liści winorośli, wiązu, jesionu lub innych, a w szczególności odpady liści kapusty zielonej i białej. Jeśli zechce się je w styczniu lub lutym pokrzepić owsem, będą tym wcześniej parzyć się, a 15–16 sztuk można wykarmić jedną mecą [dawna miara objętości] dziennie.”
Tamże znajdziemy również szczegółowe instrukcje, jak należy stawiać płot oraz jak zakładać pułapki, by wyłapywać drapieżniki; niemniej jednak zasługą pana Hartunga pozostaje wydobycie tej sprawy z zapomnienia i przyczynienie się w ten sposób do umożliwienia bezpiecznego rozmnażania tej pożytecznej zwierzyny.
Źródło historyczne
Gazeta "Schlesische Landwirthschaftliche Zeitung" Rocznik 14 nr 19 z dnia 8 maja 1873 roku.