Kanał Przemkowski
W niewielkiej odległości od siebie mamy na Dolnym Śląsku dwa kanały odrzańskie, które, choć oba zbudowane z powodów melioracyjnych, przyniosły jednak przeciwne rezultaty dla uprawy gleby:...
W niewielkiej odległości od siebie mamy na Dolnym Śląsku dwa kanały odrzańskie, które, choć oba zbudowane z powodów melioracyjnych, przyniosły jednak przeciwne rezultaty dla uprawy gleby: kanał o długości około 3–4 mil biegnący przez Bagna Przemkowskie oraz podobnej długości kanał z Rozenau do Nowej Soli na prawym brzegu Odry. Pierwszy z nich wybudował książę Szlezwika-Holsztynu – właściciel majątku ziemskiego Przemkowa – wraz z grupą interesariuszy wspólnie w celu osuszenia rozległego, nieuprawianego i dotychczas bezużytecznego torfowiska. Część tego obszaru została dzięki temu kanałowi na tyle odwodniona, że mogła być wykorzystywana jako grunty orne; dotyczyło to wszystkich tych parceli, których jakość gleby okazała się opłacalna dla rolnictwa. Największa część – położona po obu brzegach kanału – została przekształcona w łąki nawadniane i co roku jest dostatecznie nawadniana za pomocą śluz piętrzących na kanale.
Łąki te dają bogaty ilościowo plon trawy, wprawdzie kwaśnej i częściowo sitowatej, która jednak bardzo dobrze nadaje się jako siano dla koni i jest szeroko sprzedawana. Dzięki celowej gospodarce i miejscami zastosowanemu drenażowi, podobnie jak innym melioracjom gleby, również osuszone pola, szczególnie w dobrach należących do majątku ziemskiego Przemkowa, zostały doprowadzone do stosunkowo wysokiego poziomu kultury rolnej, tak że wzrok i serce rolnika radują się, gdy patrzy on na te wspaniałe urządzenia odwadniające. Zatem budowa tego kanału dla leżących w jego zasięgu dóbr i gmin bogato się opłaciła i otworzyła tysiące mórg ziemi dla użytkowania rolniczego, które wcześniej leżały odłogiem jako nieużytki.
Drugi kanał na prawym brzegu Odry został założony – również około dekady temu – w celu skanalizowania wód płynących ze Schwusen przez nizinę odrzańską między Głogowem a Siedliskiem, w tak zwanym Polskim Rowie (polnischer Landgraben), i odprowadzenia ich z Jeziora Różanowskiego – przy obniżeniu jego lustra wody o 2–3 stopy – do Odry znacznie poniżej Siedliska. Dawniej Polski Rów, z powodu cofki z Odry, bardzo często zalewał nizinę odrzańską, przez co całe gminy były niemal co roku częściowo zalewane. Budowa kanału miała temu zapobiec i cel ten został osiągnięty: nizinę osuszono, a wodę odprowadzono bez cofki dalekim łukiem. Z drugiej strony jednak, niemal wszystkie tereny łąkowe niziny odrzańskiej stały się prawie bezwartościowe, gdyż częściowo odebrano im wody gruntowe. Częściowo ucierpiały również grunty orne, najbardziej znacząco w trzech dużych gminach, a także królewski rewir leśny Tschiefer. Poza tym rewirem, powyżej kanału, leży ponad 2000 mórg gleby torfowej na piaszczystym podłożu; kanał odciąga z niej wody gruntowe do głębokości nawet 12 stóp. W wyniku tego nienaturalnego poboru wody, gleba torfowa straciła oczywiście spójność i żyzność, tak że gminy te całkowicie zubożały, a przyrost drewna w lasach królewskich znacznie podupadł!
Podczas gdy ukształtowanie terenu przy Kanale Przemkowskim, jak i wszystkie inne warunki, pozwoliły na jego poprowadzenie przez środek osuszanego bagna i taką konstrukcję, aby obszary tego wymagające mogły być okresowo nawadniane, tak podobne rozwiązanie w przypadku drugiego kanału było niemożliwe ze względu na położenie niziny odrzańskiej, bliskość Odry i obawę przed cofką. Nie spodziewano się też zapewne tak negatywnych skutków znacznego odwodnienia, inaczej kanał nie zostałby zaprojektowany tak głęboko.
Najbardziej poszkodowane gminy zwróciły się do rządu z petycją o pomoc, a także nadleśnictwo skierowało urzędowe meldunki o szkodach w gospodarce leśnej.
W rezultacie Królewski Rząd w Legnicy zlecił renomowanemu rolnikowi z tamtej okolicy opracowanie opinii po lokalnej wizji. Opinia ta potwierdziła, że przyczyną szkód rolniczych i leśnych jest nadmierne odciąganie wód gruntowych przez kanał oraz że problem można rozwiązać poprzez budowę śluz piętrzących. Kilka tygodni temu rząd przedstawił zainteresowanym propozycję budowy takich śluz, przy czym koszty miałyby zostać rozdzielone między nich; obecnie trwają w tej sprawie negocjacje.
Wspominam o tym wszystkim tak szczegółowo, aby obudzić zainteresowanie naszych czytelników sprawą, która stała się kwestią żywotną dla dystryktu obejmującego wiele mil naszej prowincji, a także by móc odpowiedzieć na pytanie: czy proponowane śluzy piętrzące są w stanie wystarczająco pomóc na znacznym obszarze ziemi, który rozciąga się aż na pół mili od kanału i który jest odwodniony częściowo do głębokości 12 stóp?
Autor niniejszego tekstu, który już w 1868 roku podczas dłuższego pobytu w tamtej okolicy zwrócił uwagę na utratę wartości omawianych terenów poprzez dyskusje w lokalnym stowarzyszeniu rolniczym w Bytomiu Odrzańskim, po dogłębnych analizach i badaniach terenowych nabrał przekonania, że potrzeba zdecydowanie czegoś więcej, a śluzy piętrzące mogą zapewnić jedynie bardzo niepełną, ograniczoną pomoc.
Projekty, które opracowałem w tej sprawie prywatnie, stały się ostatnio niepewne z powodu artykułu w nr 40 gazety pt. „Nowy wynalazek – dowolne nawadnianie zasiewów i łąk” niejakiego Gerharda z Cölln koło Miśni. Pomyślałem, że wciąż otwarta kwestia ratunku mogłaby znaleźć rozwiązanie tutaj, jeśli Gerhard dotrzyma tego, co obiecuje w owym artykule. Uznałem, że nadarza się odpowiednia okazja, aby przetestować ten nowy wynalazek!
Nie tylko wspomnianym gminom i rewirowi leśnemu Tschiefer, ale całemu rolnictwu wyszłaby na dobre ta próba i warto byłoby zachęcić interesariuszy, rząd lub ministerstwo rolnictwa do przeprowadzenia tego testu. Jeśli się powiedzie, to wyznaczona przez Gerharda nagroda w wysokości 50 000 talarów nie jest zbyt wysoka i rząd z łatwością ją sfinansuje. Jeśli natomiast jego wynalazek się nie sprawdzi – próba nie wygeneruje kosztów i wciąż pozostaje droga pomocy wyznaczona obecnie przez rząd!
Niechaj władze, jak i rolnicy, pamiętają o nieufności, z jaką witano początkowo wiele innych ważnych wynalazków – przypomnę tylko o mobilnych młocarniach czy metodzie nawadniania łąk Petersena – i nie dają się powstrzymać wątpliwościom przed poważnym rozważeniem wynalazku Gerharda! Pożytek, jaki odniosłoby z niego całe rolnictwo, byłby nieoceniony!
G. Nentwig.
Źródło historyczne
Gazeta "Schlesische Landwirthschaftliche Zeitung" Nr 50 z dnia 15 grudnia 1870 roku.