Zmarła cesarzowa Augusta Wiktoria
Z Domu Doorn nadszedł następujący telegram: „Jej Majestat Cesarzowa zasnęła dziś rano o godzinie 6 minut 15 spokojnie w Bogu”...
WTB. Berlin, 11 kwietnia. Z Domu Doorn nadszedł następujący telegram: „Jej Majestat Cesarzowa zasnęła dziś rano o godzinie 6 minut 15 spokojnie w Bogu”.
Rzadko tylko od nieszczęsnych dni listopadowych roku 1918 wieść o niemieckiej cesarzowej przenikała z obczyzny do niemieckiego kraju, zbyt skąpa dla wszystkich tych, którzy nie przestali w miłości i przywiązaniu pamiętać o dostojnej Pani. Tam, gdzie, jak w dniu jej urodzin, nadarzała się okazja, by dowieść tej wierności i czci, chętnie z niej korzystano. Tym głębiej dotknęły nas bolesne wiadomości z ostatnich miesięcy, które donosiły o ciężkiej chorobie cesarzowej. Beznadziejnie brzmiały zwięzłe raporty, które w długich odstępach czasu wychodziły z cichego domu w Doorn. Przynosiły one zawsze tylko tę jedną smutną pewność, że nie było już ratunku dla tej, której życie było tak niezmiernie drogie wielu osobom w niemieckiej ojczyźnie. Długo, długo trwała ta pełna męki walka, aż do dzisiaj nadeszła ostatnia, głęboko bolesna wieść: Niemiecka Cesarzowa nie żyje!
Jeśli kiedykolwiek słowa o umieraniu z pękniętego serca stały się prawdą, to przy śmierci cesarzowej Augusty Wiktorii. Jej troska o losy ukochanej ojczyzny i narodu zadała śmierć temu sercu, które kochało swój naród całą siłą duszy i któremu naród ten tylko częścią odwdzięczył się za tę miłość niezmiernym cierpieniem. Znosiła ona ciężki los, który jej przypadł, z pokorną ufnością w Bogu, lecz w jej życiu głęboki ból trawił ją i pozwolił jej przedwcześnie zapaść się w grób. Nie zobaczyła już swojej ojczyzny i swojego narodu i musiała umrzeć na obczyźnie. Historia zapisze o trzeciej niemieckiej cesarzowej jako najwyższy tytuł honorowy to, że była dla swojego domu nienaganną małżonką i matką, a dla swojego kraju szlachetną, prawdziwą księżną. Czterdzieści lat, od 27 lutego 1881 roku, była dla swojego dostojnego małżonka wierną towarzyszką i wspomożycielką, i zachowała tę wierną wspólnotę życia także w dniach nieszczęścia, które pomagała mu znosić z oddaniem Bogu aż do końca swojego drogiego życia. Z głębokim współczuciem dzisiejsze wierne niemieckie serca myślą o cesarzu Wilhelmie. Dla niego cesarzowa była pocieszycielką i wsparciem w udręce duszy na obczyźnie, o której niemiecki język mówi, że nazywa się nędzą. Wypełniła ona ciężkie obowiązki swojego urzędu jako cesarzowa z nigdy niegasnącym oddaniem i dobrocią. Nigdy nie miała ambicji odgrywania roli w polityce, niemniej jednak jej wpływ, o czym wiedzą wtajemniczeni, był w decydujących momentach dla dobra kraju skuteczny, choć nie uwidaczniało się to na zewnątrz. Przede wszystkim jednak służyła dziełu dobroczynności i opieki, i w dziełach miłosierdzia szukała zadania swojego życia. Dobrotliwy umysł i łagodna serdeczność były cechami charakterystycznymi tej szlachetnej Pani, zyskała ona miłość i zdobyła miłość wszędzie tam, gdzie się zwracała.
Z naszą ojczystą prowincją łączyły cesarzową szczególne więzi. Wszak Śląsk jest także jej ojczyzną. Kolebka cesarzowej stała w zamku Dłużek w powiecie żarskim, niedaleko śląskiej granicy, gdzie urodziła się 22 października 1858 roku jako najstarsza córka księcia Szlezwika-Holsztynu-Sonderburga-Augustenburga Fryderyka i księżnej Adelajdy, urodzonej księżniczki zu Hohenlohe-Langenburg. Lecz swoją młodość spędziła w większości na Śląsku. Na wrzosowisku dolnośląskim leży ojcowska posiadłość Przemków, która należała do niedawno zmarłego brata cesarzowej, księcia Szlezwika-Holsztynu Ernesta Günthera. Tam cesarzowa spędziła piękne dni swojego dzieciństwa od ósmego roku życia. Z zamkiem Przemków pożegnała się w roku 1881, aby w Berlinie podać rękę ówczesnemu księciu Wilhelmowi, naszemu cesarzowi, do przymierza na całe życie. Wierna pamięć o prowincji, która obejmowała jej raj dzieciństwa, cesarzowa zachowała przez całe życie. Często przebywała później jeszcze w Przemkowie, w dniach radosnych i ciężkich, a także podczas wojny. Cztery lata minęły w listopadzie, gdy cesarzowa w przemkowskim kościele, w którym w roku 1881 celebrowała nabożeństwo pożegnalne, ponownie uczestniczyła w nabożeństwie, a następnie odwiedziła kryptę rodziców w kościele. Miał to być ostatni raz, pożegnanie na zawsze.
W bogatej mierze cesarzowa zawsze okazywała prowincji swoje zainteresowanie. Dla wszystkich dążeń niosącej pomoc opieki, dla chrześcijańskiej miłości, która w śląskiej prowincji ojczystej jest tak bogato i błogosławieństwo praktykowana, cesarzowa miała najżywsze, wspierające zainteresowanie. Jak wiele śląskich zakładów opieki nad chorymi mogło cieszyć się jej wierną troską. Tak często, jak cesarzowa przybywała do nas, tak często, jak towarzyszyła cesarzowi w oficjalnych podróżach na manewry na Śląsku, nigdy nie zaniedbała złożenia wizyt w zakładach opieki. Pocieszać chorych, podnosić na duchu i radować. A gdy wojna przyszła na nas, gdy po krwawych bitwach szpitale zapełniły się rannymi, była ona niestrudzona w swoich wędrówkach przez lazarety także w naszej prowincji, wszędzie niosąc pocieszenie. Niezapomniana jest jednak zwłaszcza ta troska matki kraju, którą cesarzowa dwukrotnie w czasach, gdy zostaliśmy dotknięci ciężkimi ciosami losu, skierowała do naszej prowincji. Było to podczas katastrofy wielkiej powodzi, która w roku 1897 nawiedziła szczególnie śląskie góry, a następnie w roku 1903, gdy potężna powódź Odry wyrządziła tak wielkie spustoszenia. W obu przypadkach cesarzowa szybko przybyła, aby osobiście przynieść czynną pomoc i pocieszająco interweniować. To właśnie wtedy jej wstawiennictwo za poszkodowanymi i uciśnionymi pobudziło działalność charytatywną do jeszcze większych osiągnięć, a jej wpływ był skuteczny przy tworzeniu funduszy na rzecz usuwania skutków nędzy. Tak więc nasza prowincja ma szczególny powód, by być jej wdzięczną.
Cesarzowa nie żyje. Pamięć o szlachetnej, dobrotliwej Pani będzie jednak nadal żyła w narodzie niemieckim. Jej postać, opromieniona tragizmem jej losu, będzie kroczyć przed nami w mrokach pełnej cierpienia teraźniejszości jako dobry duch ku nadchodzącym lepszym czasom. Nowe pokolenie powinno czerpać z pamięci o niej siłę do ideałów prawdy i wierności, bojaźni Bożej i miłości bliźniego, które uczyniły dawne Niemcy wielkimi i świetnymi, a których ona była żywym uosobieniem tak długo, jak przebywała wśród nas, nasza wielce ukochana cesarzowa Augusta Wiktoria.
Źródło historyczne
Gazeta "Schlesische Zeitung" Rocznik 180, Nr 180 z dnia 11 kwietnia 1921 roku