Przemkowski ogród zajęczy
Poniższe doniesienia, sporządzone dla „Wiedeńskiej Gazety Łowieckiej” przez urzędnika leśnego księcia Schleswig-Holstein w Przemkowie na temat założonego tam według systemu Hartunga ogrodu zajęczego...
Felieton: Przemkowski ogród zajęczy
Poniższe doniesienia, sporządzone dla „Wiedeńskiej Gazety Łowieckiej” przez urzędnika leśnego księcia Schleswig-Holstein w Przemkowie na temat założonego tam według systemu Hartunga ogrodu zajęczego, nie powinny być pozbawione interesu także dla naszych czytelników.
Teren łowiecki położonego na Dolnym Śląsku majątku ziemskiego Przemków składa się obecnie z ok. 37 000 mórg lasu, głównie iglastego, 30 000 mórg roli, 13 000 mórg łąk, olsów, pastwisk itd., z czego ok. 51 000 mórg to polowania pańskie [dworskie]. Gdy w roku 1853 książę Chrystian von Schleswig-Holstein, ojciec obecnego księcia Fryderyka, przejął Przemków, polowania znajdowały się w opłakanym stanie. Pola chłopskie były niemal przez wszystkich chłopów wystrzelane [wykłusowane], a i na pańskich polach zając czy kura polna [kuropatwa] były rzadkim zjawiskiem. Środki, jakie książę zastosował, by ponownie podnieść stan zwierzyny – wydzierżawienie polowań na gruntach chłopskich, powiększenie personelu łowieckiego, przyznawanie wysokich nagród za tępienie drapieżników, zakładanie licznych remiz na polach dla ochrony zwierzyny, dokarmianie zajęcy i kur zimą – nie dały długo czekać na swoje sukcesy. Gospodarka łowiecka podniosła się w pierwszych latach nadspodziewanie szybko; jednakże w ostatnich latach ponownie coraz bardziej się pogarszała. Ten spadek należy przypisać głównie chorobie panującej wśród zajęcy. Potwierdza się tutaj również spostrzeżenie pana Hartunga, że największym złem dla ogrodów zajęczych są zbyt liczni gachowie [samce] i dlatego zadanie polega na tym, by znaleźć metodę, dzięki której stosunek gachów do samic mógłby zostać w pewnym stopniu uregulowany.
Pan Hartung przybył w lutym 1872 r. do Przemkowa, aby wybrać odpowiednie miejsce na ogród zajęczy i wydać niezbędne instrukcje dotyczące założenia instalacji. Na południowym zboczu jednego z wybitniejszych wzgórz w tej skądinąd płaskiej okolicy, na lekkiej, piaszczystej glebie, wyznaczono powierzchnię 3 mórg i natychmiast rozpoczęto prace. Zostały one wykonane dokładnie według wskazań pana Hartunga, od których odstąpiono tylko w jednym punkcie. Podczas gdy pan Hartung chce, aby sztachety ogrodzenia były osadzone bezpośrednio w kawałkach cegieł wbitych w ziemię, tutaj najpierw na kawałkach cegieł ułożono deskę o szerokości 2 stóp i dopiero na niej postawiono sztachety, przez co szerokość deski została odjęta od ich długości, zgodnie z instrukcją Hartunga. To odstępstwo zostało poczynione, aby jeszcze pewniej zapobiec wdzieraniu się drapieżników.
W ogrodzie zajęczym założono trzy remizy, jedną z nasadzeń sosnowych, dwie pozostałe z jałowca, głogu i janowca wymieszanych ze sobą. Zasiano topinambur (którego liście zające bardzo lubią jeść), żyto świętojańskie, owies z koniczyną, łubin żółty, groch, wykę i seradelę, te trzy ostatnie wymieszane ze sobą. Część pola została obsiana rzepakiem, część żytem ozimym, a część rzepą wodną. Część łubinu pozostawiono jesienią nieskoszoną, aby zapewnić zającom schronienie. Koszty ogrodzenia, bez wliczania wartości drewna i kosztów transportu, wyniosły wraz z gwoździami, drutem, okuciami palów, pułapkami i zadaszonymi karmnikami 127 talarów, 13 srebrnych groszy i 9 fenigów. Uprawa remiz, nasiona i różne prace kosztowały 17 talarów, 7 srebrnych groszy i 3 fenigi, co daje w sumie 144 talary i 21 srebrnych groszy.
Pod koniec marca ogród zajęczy był gotowy na przyjęcie swoich przyszłych mieszkańców. Niestety, wskutek bezśnieżnej i łagodnej zimy, nie udało się odłowić więcej niż 3 samice, które wraz z jednym gachem [samcem] zostały wpuszczone do ogrodu 5 kwietnia.
Zające bardzo szybko zadomowiły się w swoim nowym domostwie. Nie podjęły żadnych prób podkopywania się pod ogrodzeniem, natomiast zdarzyło się, że pierwszy wypuszczony gach natychmiast ruszył ku płotowi i po śmiałym skoku nad tą wysoką na 7,5 stopy przeszkodą szukał ratunku w ucieczce. Na szczęście dostępny był jeszcze jeden zastępca, który od razu przejął zadanie przeznaczone dla uciekiniera i sumiennie wywiązywał się z niego przez całe lato. 4 listopada zające miały zostać odłowione i posortowane, zgodnie z zaleceniami Hartunga. Klatki [hordy] zostały ustawione na długo przedtem; zające przechodziły przez ich otwory zupełnie ufnie. Ponieważ jednak okazało się, że pędzone zające wybierały drogę także przez dachy szop paszowych, przejście to zagrodzono im za pomocą drągów umieszczonych na dachu. Najpierw próbowano zawiesić w otworach klatek klapy wykonane z mocnych prętów drucianych w drewnianych ramach. Zające po krótkim zastanowieniu popychały klapę wejściową i wślizgiwały się do klatki, lecz równie szybko z niej wyskakiwały, gdyż drut nie wytrzymał naporu i wygiął się. Musiano zawiesić klapy, które według instrukcji Hartunga składały się wyłącznie z drewnianych prętów. Te drewniane klapy były wprawdzie wystarczająco mocne, lecz zające widziały je i omijały. Dopiero po długich i płonnych wysiłkach udało się złapać kilka zajęcy w klatkach.
Przy wyciąganiu zajęcy z klatek ujawniła się inna niedogodność. Klatki są zbyt wysokie, by móc sięgnąć nad nimi ręką i chwycić zająca. Z drugiej strony są tak wąskie, że człowiek, który do nich wejdzie, ma bardzo ograniczone ruchy. Szczególnie trudne jest jednak chwytanie zajęcy w ostrokątnych narożnikach klatek, gdzie zwierzęta się wtulają, i trzymanie ich tak, by ich nie zranić. Ta część metody Hartunga wymaga koniecznie udoskonalenia. Przy następnym sortowaniu spróbujemy łapać zające w pułapki na tchórze, ustawione w przejściach klatek. Co prawda można wtedy złapać tylko kilka zajęcy naraz i trzeba te, które mają pozostać w ogrodzie, umieścić tymczasowo w oddzielnej sekcji. W zamian ma się jednak pewność, że zające nie zostaną zbytnio przepędzone ani zranione.
W opisywanym przypadku udało się złapać 12 zajęcy: 6 gachów i 6 samic. Jeden gach został jednak tak mocno zraniony, że wkrótce potem padł. Pozostałe 5 wypuszczono poza ogrodem, zaznaczając je na uchu [łyżce], aby można je było rozpoznać, gdyby pojawiły się podczas nadchodzących polowań. 6 samic wpuszczono z powrotem do ogrodu. Oprócz 12 złapanych zajęcy, w ogrodzie znajdowało się jeszcze 6 innych, których nie udało się schwytać. W ciągu lata znaleziono 2 padłe młode zające, które zostały zagryzione przez łasicę; jeden dorosły zając padł na biegunkę, prawdopodobnie w wyniku nadmiernego spożycia rzepy wodnej. Zatem od 3 samic uzyskano w każdym razie 17 zajęcy. Wynik ten wprawdzie nie jest olśniewający, ale jeśli weźmie się pod uwagę, że zające wpuszczono do ogrodu dopiero na początku kwietnia, przez co stracono dwa pierwsze wykoty, a ponadto, że nie udało się utrzymać wszystkich drapieżników z dala od ogrodu, wynik ten wydaje się całkiem zadowalający i dowodzi, że pomysł pana Hartunga jest praktycznie wykonalny i może stać się w przyszłości bardzo wartościowy dla łowiectwa.
W pułapkach ogrodu zajęczego do początku grudnia złapało się: 19 tchórzy, 31 łasic, 4 koty, a w pułapki na palach 8 do 10 sów i 3 do 4 srok. Nie zauważono, by ptaki drapieżne i wrony szczególnie niepokoiły mieszkańców ogrodu. O tym, że mimo wszelkich starań pojedyncze łasice znalazły dostęp do ogrodu, już wspomniano. Bardzo trudne będzie całkowite powstrzymanie małej łasicy; przeciska się ona przez najmniejszą szczelinę w żerdziach płotu i prześlizguje przez mysie dziury. Chodzić będzie o znalezienie sposobu na zwabienie łasic wewnątrz ogrodu do pułapki, która nie byłaby jednocześnie niebezpieczna dla zajęcy. Tego rodzaju próby robiono tu już z powodzeniem, ale pewien kot przeskoczył płot mimo zamontowanych drutów.
Na koniec należy jeszcze zauważyć, że w ogrodzie zajęczym podjęto także próbę z hodowlą bażantów. Jeden kogut i dwie kury zostały schwytane i po przycięciu im skrzydeł według przepisu pana Hartunga, wpuszczone 18 kwietnia do ogrodu. W 2 gniazdach znaleziono jaja, jednak tylko w jednym wylęgło się 8 sztuk młodych. We wrześniu stare i młode przeleciały przez płot na wolność, lecz trzymały się jeszcze długo na sąsiednich polach. W przyszłym roku ma zostać podjęta próba z kuropatwami.
Celem tych doniesień o doświadczeniach i wynikach z ogrodu zajęczego było pobudzenie do dalszej dyskusji nad tym tak ważnym przedmiotem. Szczególnie pożądane byłoby, gdyby także z innych stron przekazywano opinii publicznej doświadczenia zebrane w ogrodach zajęczych. Właścicielowi polowania, który jest prawdziwym myśliwym, jego polowania na zające sprawią podwójną przyjemność, jeśli nie będzie musiał się obawiać, że po myśliwskiej zabawie pewnego dnia nadejdzie „kulawy posłaniec” w postaci wystrzelanego rewiru, co może trwać lata, lecz gdy będzie mógł sobie powiedzieć, że zadbał także o obfity przychówek.
Źródło historyczne
Gazeta "Der Landwirt" Rocznik 9, Nr 26 z dnia 1 kwietnia 1873 roku