Ślady lokalnej historii kościoła w dawnych rachunkach parafialnych cz.3
Dotychczas wspomniane wydatki nadzwyczajne wynikały z potrzeb lokalnych. Jednakże wydarzenia z historii powszechnej również odcisnęły swoje piętno w księgach rachunkowych...
Ślady lokalnej historii kościoła w dawnych rachunkach parafialnych
(Studia archiwalne proboszcza Skobla w Przemkowie)
(Zakończenie)
Dotychczas wspomniane wydatki nadzwyczajne wynikały z potrzeb lokalnych. Jednakże wydarzenia z historii powszechnej również odcisnęły swoje piętno w księgach rachunkowych. Do połowy XVIII wieku Turcy – nasi obecni sprzymierzeńcy – stanowili stałe zagrożenie dla chrześcijańskiego Zachodu. W 1683 r. stanęli ponownie pod Wiedniem, który bezskutecznie oblegali już raz w 1529 r. Zwycięstwo wojsk niemiecko-polskich na wzgórzu Kahlenberg pod Wiedniem 12 września 1683 r. odwróciło najgorsze niebezpieczeństwo. Potrzeba było jednak lat walk, by ostatecznie wyprzeć Turków z Węgier. 19 sierpnia 1691 r. cesarski dowódca Ludwik Badeński odniósł pod Slankamen wielkie zwycięstwo nad Turkami pod wodzą wielkiego wezyra Mustafy Köprülü, który poległ w bitwie.
Z okazji zwycięstwa pod Slankamen odbyło się również kościelne święto dziękczynne, o czym dowiadujemy się z następującego wpisu w księdze rachunkowej z 1691 r.: „dnia 23 września odprawiono tutaj uroczyste nabożeństwo z okazji zwycięstwa na Węgrzech pod Slankamen, muzykom kościelnym dano baryłkę piwa za 13 srebrnych groszy”. Następnego dnia odprawiono requiem za poległych wojowników. I jakże to osobliwe! Przemkowski proboszcz modlił się wówczas w kościele także za poległego w bitwie członka książęcego domu Szlezwiku-Holsztynu, który około 160. lat później miał objąć patronat nad tym kościołem. W bitwie pod Slankamen poległ mianowicie książę Georg Christian von Schleswig-Holstein (ur. 1653). Ponieważ jego bracia byli duchownymi, wraz z jego bohaterską śmiercią wygasła katolicka linia książąt Szlezwika-Holsztynu.
Około 25 lat później wydatek w księdze znów przypomina nam o Turkach: jest to „podatek turecki” (Türkensteuer), który w 1717 r. i rok wcześniej został odprowadzony z kasy kościelnej. W latach 1725 i 1726 podatek ten powraca z dokładniejszym opisem celu: „na fortyfikację” lub „naprawę węgierskich twierdz”. Chodziło tu o utrzymanie twierdz położonych na tzw. „pograniczu wojskowym” – pasie granicznym Austro-Węgier przeciwko Turcji.
Rachunek z 1749 r. zawiera godny uwagi podpis; uwiecznił się tam ówczesny biskup: Revisum et approbatum in visitatione generali die 27. Juni 1749. P. G. Episcopus Vratislaviensis (Przejrzano i zatwierdzono podczas wizytacji generalnej dnia 27 czerwca 1749 r.). Podpisał się Philipp Gotthardt von Schaffgotsch, biskup wrocławski. Był on wnukiem tego nieszczęsnego Schaffgotscha, który jako powiernik Wallensteina został wciągnięty w jego katastrofę i ścięty w Ratyzbonie w 1635 r. Biskup Schaffgotsch cieszył się wielkimi łaskami u Fryderyka II Wielkiego, mimo oporu kapituły został mianowany koadiutorem, a w 1747 r. księciem-biskupem Wrocławia. W 1749 r. objeżdżał swoją diecezję, co sprowadziło go także do Przemkowa. Im bardziej jednak dbał o swój kościół, tym bardziej tracił łaskę królewską. Już w 1753 r. popadł w niełaskę u Fryderyka II z powodu obrony praw kościelnych, a po zajęciu Wrocławia przez Austriaków w 1757 r. uciekł do Austrii, co poskutkowało konfiskatą dóbr biskupich przez Prusy. Zmarł w 1795 r. w Jánskim Vrchu (Johannesbergu).
Podczas dwóch pierwszych wojen śląskich katolicki kler na Śląsku cierpiał pod ciężarem kontrybucji wojennych. W 1758 r. w rachunkach kościelnych pojawia się nowy podatek – tzw. „pieniądz decymacyjny” (Dezimationsgeld), który dla Przemkowa wynosił rocznie 13 talarów i 4 srebrne grosze, a dla Wysokiej (Weissig) 17 talarów. Mały archiprezbiterat szprotawski musiał zebrać łącznie 460 talarów na rzecz kasy wojskowej w Głogowie. Król Fryderyk II, choć pozostawił nienaruszony stan posiadania kościoła, „zatkał źródła”, z których płynęły środki na jego utrzymanie. Edyktem z 1753 r. zakazał on niemal wszystkich zapisów i fundacji na rzecz kościoła. Skutki długich lat wojny dopełniły reszty. Kurs pieniądza tak spadł, że rachunek z 1764 r. zamknął się kwotą zaledwie 26 talarów „ciężkiej monety”. Kasa kościelna w tamtych czasach służyła nawet jako lombard – w 1765 r. zastawiono tam np. złoty pierścień, srebrny pas i złoty łańcuch, które nigdy nie zostały wykupione.
Gdy w 1794 r. po remoncie wieży należało naprawić mur cmentarza, w braku gotówki poradzono sobie w niezwykły sposób. Przypomniano sobie, że przy budowie kościoła w 1720 r. znaleziono miedzianą trumnę, na której pokrywie złotymi literami było napisane, że w 1609 r. zmarł tu niejaki pan von Rechenberg, którego rodzina rezydowała w Przemkowie 200 lat wcześniej. 15 września 1794 r., w obecności zarządu kościoła, sprzedano tę starą miedzianą trumnę. Ponieważ stare żelaztwo zostało już wcześniej usunięte, ważyła ona 84 funty. Zapłacono za nią 6 groszy i 1 fenig za funt. Uzyskane 21 talarów i 7 srebrnych groszy wystarczyło akurat na opłacenie prac przy murze. W roku 1764 wydano 1 talar i 5 srebrnych groszy na zakup 12 drzew morwowych. Sadzenie morw, których liście stanowiły pokarm dla jedwabników, wynikało z rozporządzeń fryderycjańskich mających na celu wprowadzenie produkcji jedwabiu na Śląsku. Tutejsze drzewka jednak zmarniały, podobnie jak plantacja morw założona w Szprotawie w 1755 r.
Na koniec warto wspomnieć o dawnych obyczajach lokalnych. Co dwa lata odbywał się audyt rachunków w obecności proboszcza, przedstawiciela patronatu, sołtysów i pisarza kościelnego. Zazwyczaj kończył się on ucztą (biorącą się z tradycji „picia za rachunki”) na koszt kasy kościelnej. Rachunek z 1691 r. przekazał nam szczegółowe „menu” takiej uczty:
za mięso cielęce i baranie: 20 srebrnych groszy
za chleb: 3 srebrne grosze
za tłustą kurę: 3 srebrne grosze
za przyprawy i bułki: 5 srebrnych groszy 12 hhalerzy
za wódkę: 3 srebrne grosze
za 1/8 baryłki piwa zamkowego: 26 srebrnych groszy
Razem: 2 talary i 12 halerzy.
Uczty te skończyły się w czasach pruskich – albo zostały zakazane odgórnie, albo skurczona kasa kościelna sama z nich zrezygnowała. Interesujące jest to, że aż do 1740 r. w rachunkach za wino komunijne wymieniane jest wino węgierskie (częściowo sprowadzane z Głogowa i Szprotawy), a dopiero później kupowano tańsze wino „Grüneberger” [z okolic Zielonej Góry].
W trzeci dzień Świąt Bożego Narodzenia (św. Jana Ewangelisty) święcono wino – tzw. „napój świętojański” (Johannistrunk lub Johannis-Minne). Legenda wiąże to z wydarzeniem z życia apostoła: kapłan pogański Aristodemos podał mu kielich z zatrutym winem, który Jan pobłogosławił i wypił bez szkody. Dlatego św. Jan jest często przedstawiany z kielichem, z którego wyłania się wąż. W dawnych czasach ostatni kielich wypijany za pomyślną przyszłość osoby odchodzącej nazywano „błogosławieństwem Jana”. Zwyczaj ten ma korzenie w germańskim pogaństwie (związany z bogiem Freyrem), który misjonarze schrystianizowali, zastępując go postacią św. Jana. Na Śląsku zwyczaj ten zanikł na początku panowania pruskiego, gdy rząd dążył do ograniczenia liczby dni świątecznych wypadających w tygodniu.
Żegnając się z czytelnikami tym „napojem świętojańskim”, proszę wszystkich, którzy mają do czynienia z takimi starymi, pozornie bezwartościowymi księgami jak nasze rachunki kościelne: „Chrońcie stare księgi parafialne!”. Kryją one w sobie „nieprzetopione złoto” naszej lokalnej historii.
Źródło historyczne
Miesięcznik "Schlesisches Pastoralblatt" Rocznik 37, Nr 12 z dnia 1 grudnia 1916 roku