Ślady lokalnej historii kościoła w dawnych rachunkach parafialnych cz.2
Obok „Säckelgeld” [ofiary do torebki] i „Pulsroschen” [opłaty za dzwonienie], dawne rachunki do około 1730 roku wymieniają na trzecim miejscu tzw. mulctae, czyli grzywny...
Ślady lokalnej historii kościoła w dawnych rachunkach parafialnych
(Studia archiwalne proboszcza Skobla w Przemkowie)
(Kontynuacja)
Obok „Säckelgeld” [ofiary do torebki] i „Pulsroschen” [opłaty za dzwonienie], dawne rachunki do około 1730 roku wymieniają na trzecim miejscu tzw. mulctae, czyli grzywny (kary pieniężne), które w ewidentnych przypadkach były ściągane przez sądownictwo świeckie i przekazywane do kasy kościelnej. O dwóch niezwykłych przypadkach już wspomniano. Stale powtarzającymi się i karanymi wykroczeniami były: nierząd, prace służebne w niedziele i święta oraz opuszczanie nabożeństw. Kara za pierwsze z wymienionych wykroczeń była dość wysoka; wynosiła, zależnie od ciężkości przypadku, do 6 marek głogowskich lub 3 talarów Rzeszy (Rthlr) i 6 srebrnych groszy (Sgr). Warte wspomnienia są następujące przypadki:
1691: „Caspar Leufeldt, karczmarz, napadł na mistrza szkolnego ze swarami z powodu uczniów, dlatego przez wielmożnego Pana Kapitana [starostę] został skazany na łaskawą karę kościelną w wysokości 1 funta wosku. Jednak na pokorną prośbę zapłacił 3 Sgr i 9 halerzy”.
1693: „Mistrz Hans George Weinrich, mieszczanin i szewc, z powodu bluźnierczej mowy przeciwko Panu Proboszczowi i przeciw jego urzędowi duchownemu, zapłacił łaskawą karę kościelną 12 Sgr”.
1694: Roczne wpływy z grzywien wyniosły nie mniej niż 22 Rthlr i 25 Sgr.
1714: „Od Christopha Kranza za gorszące plotkowanie w kościele – 7 Sgr”.
1721: „Od milicjanta z Leszna Dolnego za bluźnierstwo – 24 Sgr”.
1722: „Od George’a Leifelta, czeladnika szewskiego, z powodu nieszczęśliwego wystrzału, skutkującego śmiercią kobiety – 2 Rthlr 4 Sgr”.
1690, dnia 7 września: „Od George’a Schöserna, parobka owczarskiego z Piotrowic, ponieważ zgrzeszył cielesnie z córką owczarza z Piotrowic, a z tego powodu uciekł – z jego porzuconej trzody owiec zapłacono łaskawą karę kościelną w wysokości 3 Rthlr 6 Sgr”.
1690: od „Jakuba Aschera, byłego dzierżawcy żydowskiego w Przemkowie, z powodu udowodnionego przestępstwa, po tym jak uciekł – z jego pozostawionej wódki zebrano na karę kościelną 16 Rthlr 29 Sgr 7,5 halerza”.
Wpływy do kasy uzupełniały ofiary z „brzęczącej torebki” i skarbon kościelnych, opłaty fundacyjne, a w dobrych czasach także odsetki od pożyczonego kapitału.
O ile „wpływy” dają nam wgląd w dawne stosunki prawne, o tyle „wydatki” przywołują wspomnienia różnego rodzaju. Wydatki każdego rocznego rozliczenia dzielą się na zwyczajne i nadzwyczajne. Do pierwszych należą powtarzające się co roku nakłady na wynagrodzenia urzędników kościelnych oraz potrzeby związane z odprawianiem nabożeństw. Wydatki nadzwyczajne dotyczą głównie budowli i napraw. Pierwsze z nich dotyczyły odbudowy kościoła, wieży, plebanii i szkoły. Przeglądając te stare wykazy wydatków, stajemy się świadkami tego, jak po pożarach z popiołów powstają na nowo kościół oraz całkowicie spalone budynki plebanii i szkoły. Nie posiadamy obrazów tych dawno już nieistniejących budowli, ale zapisy dawnych księgowych są wystarczająco dokładne, by pozwolić nam rozpoznać, jak mógł wyglądać stary kościół. Pomagają nam w tym również wciąż istniejące stare kościoły w okolicy. Tutejszy kościół był budowlą jednonawową, z korpusem przykrytym płaskim drewnianym stropem i murowanym prezbiterium z masywnym sklepieniem. Dowiadujemy się także o pochodzeniu, rodzaju i kosztach wyposażenia kościoła. Możemy też stworzyć sobie wyobrażenie o odbudowanej wówczas plebanii i szkole.
Łaskawy los zachował nam kontrakt budowlany zawarty na zamku w Przemkowie22 listopada 1681 roku pomiędzy ówczesnym proboszczem i przedstawicielem patronatu z jednej strony, a mistrzem budowlanym Andreasem Lengsfeldem z Głogowa z drugiej. Zawiera on zewnętrzne i wewnętrzne wymiary, liczbę, wielkość i położenie poszczególnych pomieszczeń nowego domu i budynków gospodarczych, co pozwala je zrekonstruować. Szkody wyrządzone przez pożar w 1681 roku zostały w pełni naprawione dopiero w 1707 roku. Tylko dzięki rozłożeniu prac i wydatków na 25 lat oraz oszczędnemu gospodarowaniu możliwe było, że na koniec 1707 roku kasa kościelna dysponowała jeszcze kwotą prawie 250 talarów.
Niestety, gmina nie cieszyła się długo z nowo wzniesionych budowli. 28 kwietnia 1714 roku hełm wieży został uszkodzony przez piorun, który na szczęście nie wzniecił ognia. Zaledwie naprawiono szkody, gdy w 1717 r. galerię wieży wybrukowano cegłami, a już rano o godzinie 5, dnia 9 sierpnia 1719 roku (jak mówi notatka na okładce starej księgi rachunkowej), „uderzyła zła pogoda w wieżę”. W powstałym pożarze wieża ponownie straciła zwieńczenie i wypaliła się całkowicie; kościół również spłonął aż po mury obwodowe. W latach 1720–1730 powstał obecny piękny barokowy kościół, który do dziś jest dumą gminy katolickiej. Jego budowniczym był mistrz Blasius Beindter z Wrocławia, który w dokumentach budowlanych po raz pierwszy wzmiankowany jest w 1703 r., a w 1719 r. określany jako „biskupi mistrz”. Prawie całe wyposażenie kościoła, oba ołtarze boczne, ambona, chrzcielnica i ławy pochodzą z tamtego czasu. Dzięki szczegółowym zapisom znamy cenę, pochodzenie i wiek każdego elementu. Piękny ołtarz główny w formach rokokowych został wykonany dopiero w 1749 roku przez rzeźbiarza Grunwalda z Legnicy i kosztował 246 talarów. W liście ówczesnego proboszcza [Jana Józefa Johna, 1734–1764] do patrona, Grunwald został nazwany jednym z najzdolniejszych rzeźbiarzy w kraju. Stosunkowo późno ustawiono ławy w kościele, mianowicie dopiero w 1730 roku, i to w tym roku tylko „po stronie niewieściej”, czyli po prawej stronie. Czy był to zwykły wzgląd na płeć piękną, czy też szczególna pochwała dla kobiet i cicha nagana dla mężczyzn, których zmuszono do czekania na miejsca siedzące, bo już wtedy mniej gorliwie przychodzili do kościoła?! W każdym razie ławy po stronie męskiej, po lewej, ustawiono dopiero w 1732 roku.
W roku 1735 kościół otrzymał nowe, szesnastogłosowe organy o wartości 350 talarów. O ich budowniczym, Casparze Neumannie z Chojnowa, „Śląski Leksykon Muzyków” mówi: „Caspar Gottlieb Neumann, bardzo sprawny budowniczy organów, mieszkał w Głogowie około połowy XVIII wieku. W 1750 r. zbudował organy w Waldau koło Legnicy (...), w 1752 r. organy w katedrze w Głogowie (...), a w 1757 r. organy w kościele ewangelickim w Górze”. Obudowa organów była zapewne, podobnie jak ambona (1729), ozdobiona bogatą rzeźbiarką. Ówczesny proboszcz John kazał odnowić obudowę organów oraz „Glorię” nad chrzcielnicą na własny koszt i zapłacił za to 40 talarów. Prospekt organowy doczekał się jeszcze upiększenia w roku 1745. Księga rachunkowa podaje: „Ponieważ pewien dobroczyńca ofiarował na organy statuę o wysokości 10 ćwierci łokcia, przedstawiającą króla Dawida z harfą, konieczne było dodanie po obu stronach 2 aniołów z instrumentami, które wykonał tutejszy rzeźbiarz Christian Rudolff z Zielonej Góry, za co zapłacono za oba anioły 9 Rthlr”. Gdy w 1804 roku podczas wielkiego pożaru miasta wieża spłonęła, również te organy zostały zniszczone. Z różnych powodów gmina aż do roku 1913 nie mogła sprawić sobie nowych organów, lecz musiała posiłkować się instrumentami używanymi.
Po raz ostatni rachunki kościelne informują nas o zakupie dzieła sztuki w roku 1759. Wtedy zapłacono za używaną do dziś piękną srebrną rokokową monstrancję. Według zachowanego osobnego rachunku, monstrancja została ukończona już w 1756 roku przez złotnika Plackwitza we Wrocławiu i kosztowała 158 talarów i 10 srebrnych groszy.
(Zakończenie nastąpi)
Źródło historyczne
Miesięcznik "Schlesisches Pastoralblatt" Rocznik 37, Nr 11 z dnia 1 listopada 1916 roku