Archiwum Prasowe29 września 1904
Wiadomość z dnia 29.09.1904
Księżna i pokojówka. Była towarzyszka zmarłej, bardzo starej księżnej Szlezwika-Holsztynu Amalii prowadzi szereg postępowań cywilnych przeciwko księciu Ernestow...
Księżna i pokojówka. Była towarzyszka zmarłej, bardzo starej księżnej Szlezwika-Holsztynu Amalii prowadzi szereg postępowań cywilnych przeciwko księciu Ernestowi Güntherowi i kilku osobom, które w jego imieniu siłą oddzieliły towarzyszkę od księżnej z pomocą władz egipskich w Kairze i przetransportowały ją do Niemiec za pośrednictwem policji. W jej walizce znaleziono dużą sumę pieniędzy, którą uznała za swoją własność, podczas gdy druga strona to kwestionowała. Twierdziła również, że poniosła duże wydatki na rzecz księżnej i wielokrotnie pomagała jej własnymi pieniędzmi. Ta towarzyszka i pokojówka księżnej, niezamężna Anna Auguste Johanna Milewski, urodzona w Margarabowie w 1874 roku, została oskarżona o kradzież przed I Izbą Karną II Sądu Okręgowego w Berlinie. Oskarżono ją o kradzież biżuterii należącej do księżnej Amalii w latach 1899-1901, w szczególności w Egipcie, Francji, Anglii i we Włoszech. Oskarżona jest córką mistrza rzeźnickiego w Marggrabowie, uczyła się krawiectwa, a następnie została pokojówką różnych dystyngowanych dam. W dniu 6 września 1898 roku dołączyła do księżnej Amalii jako pokojówka, a następnie została jej towarzyszką. Towarzyszyła jej w podróżach do Przemkowa, Algieru, Pau, Paryża i Londynu. W dniu 1 sierpnia 1900 roku, po powrocie księżnej do Niemiec, opuściła swoje stanowisko w Przemkowie, ale w tym samym miesiącu ponownie dołączyła do księżnej jako jej towarzyszka i ponownie towarzyszyła jej w podróżach do Ems, Paryża i Algieru, gdzie dotarły w październiku 1900 roku. Stamtąd udały się na Maltę, a następnie do Kairu, gdzie dotarły 1 lutego 1901 roku. Krewni księżnej Amalii nie byli zadowoleni z faktu, że między oskarżoną a księżną rozwinęła się bardzo intymna relacja i że stopniowo znalazła się ona pod całkowitym wpływem Milewskiej. Podjęto zatem próbę odseparowania księżnej od oskarżonej, a gdy to się nie udało, a księżna nadal deklarowała, że nie chce opuścić swojej towarzyszki, przeprowadzono gwałtowną separację. Oskarżona opowiedziała następującą historię: Księżna zatrzymała się z nią w hotelu Savoy w Kairze i tam emisariusz księcia Ernesta Günthera, szambelan von Blumenthal, zdołał usunąć ją siłą. Gdy wyszła na ulicę w Kairze, podeszło do niej dwóch Arabów i zapytało, czy jest panną Milewski. Odpowiedziała twierdząco, a następnie obaj Arabowie próbowali przejąć jej osobę, ale uciekła. Jednak mężczyźni dogonili ją i wepchnęli do czekającego samochodu, który zawiózł ją do odległego domu w mieście. Tam była pilnowana. Po pewnym czasie pan von Blumenthal pojawił się w jej domu i powiedział jej, że musi jak najszybciej udać się do Niemiec, ponieważ popełniła poważne przestępstwo przeciwko ciotce niemieckiej cesarzowej. Prawie błagała go, aby przynajmniej powiedział jej, co zrobiła, ale otrzymała tylko odpowiedź, że musi wyjechać tak szybko, jak to możliwe i że dowie się wszystkiego w Niemczech od księcia Ernesta Günthera. Następnie przedstawiono jej protokół, zgodnie z którym miała zobowiązać się do powstrzymania się od wykorzystywania księżnej Amalii w przyszłości, ale odmówiła i zażądała postawienia jej przed niemieckim sądem w Kairze. Odmówiono jej jednak. Po długim czasie pan von Blumenthal, w towarzystwie konsula, pojawił się przed nią ponownie. Poprosiła konsula o wstawiennictwo w jej imieniu, ale ten odpowiedział, że sprawa nie leży w jego interesie, że jest to wyłącznie sprawa pana von Blumenthala. Po wielokrotnych dyskusjach z nią, ten ostatni zawołał do konsula: "Pozostaje tak uparta, jak jest!". Była przetrzymywana w areszcie przez cztery dni, powiedziano jej, że księżna Amalia doznała udaru, ale wszystkie jej błagania o pozwolenie na rozmowę z księżną pozostały bez echa. W końcu pewnego dnia została przewieziona do Port Said i otrzymała elegancki pokój, który został za nią zamknięty. Angielski oficer pojawił się w jej domu i zapytał, czy ma jakieś życzenia. Kiedy poprosiła o wysłanie do niej konsula, odpowiedział, że dostępny jest tylko konsul handlowy. Następnie została zamknięta z powrotem w swoim pokoju, przed którego oknami dwóch żołnierzy patrolowało tam i z powrotem z załadowanymi karabinami. Następnego dnia strasznie płakała i błagała, by powiedzieli jej, jakie przestępstwo popełniła, ale nie otrzymała odpowiedzi. Konsul również nie był w stanie udzielić jej żadnych informacji, powiedział jedynie, że w imieniu pana von Blumenthala zabierze ją na statek, który zabierze ją z powrotem do Niemiec. Tak właśnie się stało. Prezydent: Twierdziła pani, że została przedstawiona niemieckiej cesarzowej i otrzymała od niej w prezencie damski rower ze srebrnymi rączkami i diamentową broszkę. - Oskarżona: Nie. Ale rzeczywiście zostałam przyjęta przez cesarzową, która była dla mnie bardzo łaskawa. Jeśli chodzi o nazwisko "hrabina Michałowska", to jest tak: Kiedy zeszłej zimy byliśmy w Paryżu, z domu księcia Fryderyka Leopolda nadeszła wiadomość, że książę Ernest Günther w najbliższych dniach przybędzie do Paryża, aby usunąć mnie z sąsiedztwa księżnej. Panna Clawitta, która otrzymywała apanaże od księcia, miała zostać umieszczona na moim miejscu. Księżna nie chciała jednak rozstawać się ze mną za wszelką cenę i dlatego napisała do księcia Ernesta Günthera, że zatrudniła już inną towarzyszkę w osobie hrabiny Michałowskiej. Książę Ernest Günther rzeczywiście przybył do Paryża, ale księżna już wyjechała ze mną do Algieru. Książę podążał naszym śladem przez około dwa tygodnie aż do Malty. Za radą księżnej wynajęłam tam pokoje na nazwisko Michałowska, a ona powiedziała konsulowi, że jestem hrabiną Michałowską. Książę Ernest Günther uruchomił teraz wszystko, aby mnie złapać. Opuściliśmy Maltę i udaliśmy się do Kairu, i tam wydarzyła się historia z panem von Blumenthalem, który kazał mnie siłą usunąć z Kairu. - Adwokat dr Lubszyński powołuje się na zaświadczenie wydane przez księżną Amalię w 1901 roku, w którym nadaje ona oskarżonej charakter "towarzyszki". Obrońca podkreślił ponadto, że księżna sporządziła dwa testamenty. W pierwszym, z 1896 roku, w którym jako uniwersalnego spadkobiercę przewidziano księcia Ernesta Günthera, wspomina się o rzędzie prawdziwych pereł i trzech rzędach pereł "rzymskich". W późniejszym testamencie, w którym książę Ernest Günther nie był już wymieniony jako uniwersalny spadkobierca, pozwana została zapisana pod nazwiskiem "hrabina Michałowska". W pierwszym testamencie całkowita wartość majątku została określona na 30 000 marek. Już samo to wskazywało, że perły, o których mowa, nie mogły być prawdziwe, w przeciwnym razie byłyby warte znacznie więcej. W drugim testamencie stwierdzono, że majątek jest wart jeszcze mniej, a mianowicie tylko 10 000 marek, co dowodzi, że w międzyczasie księżna pozbyła się różnych elementów biżuterii, tj. przekazała je oskarżonej. Pierwszym przesłuchiwanym świadkiem była dawna pokojówka księżnej, Sophie Wiegand, z domu Petersen. Została zatrudniona przez oskarżoną i była z księżną przez około rok. Oskarżona najpierw powiedziała jej, że jest hrabiną, określiła się również jako przyjaciółka księżnej, a następnie jako hrabina von Michalowski, której szwagier był trzykrotnym milionerem. Wielokrotnie nosiła biżuterię księżnej, a ta czasem na nią narzekała. Pewnego razu księżna wskazała na broszkę noszoną przez oskarżoną i powiedziała: "Anna, to jest takie samo jak moje". Ale oskarżona odpowiedziała: "Nie, odziedziczyłam ją po babci". - Szambelan Werner von Blumenthal zeznał jako świadek, że udał się do Kairu w imieniu księcia Ernesta Günthera, aby uwolnić księżną Amalię od szkodliwego wpływu oskarżonej. Tam zwrócił się do władz egipskich, aby sprawdzić, czy w zaistniałej sytuacji Milewska może zostać oddzielona od księżnej Amalii w drodze wydalenia. Po tym, jak oskarżona została zabrana do biura policji, rozmawiał z nią tam po raz pierwszy, a ona chciała wiedzieć, co się przeciwko niej dzieje. Powiedział jej, że kroki zostały podjęte przez władze egipskie, ale na jego prośbę, w związku z wydarzeniami, które miały miejsce z księżną. Obiecał jej, że dopilnuje, aby podróżowała w sposób uporządkowany i komfortowy. Kiedy następnie przybył do hotelu księżnej, pan Welker, który od pewnego czasu działał jako dworzanin księżnej, przyniósł sumę pieniędzy w wysokości 15000 marek, którą znalazł w pokoju oskarżonej i którą uważał za fundusz podróżny księżnej. Następnie rozmawiał z księżną, nie mówiąc jej wcześniej nic o aresztowaniu oskarżonej i powiedział jej, co odkrył na temat stanu rzeczy, osobowości oskarżonej itp. Miał nadzieję, że doprowadzi ją to do wniosku, że oskarżona została aresztowana. Miał nadzieję, że skłoni ją do dobrowolnego oświadczenia, że nie chce nic więcej wiedzieć o Milewskiej. Nie można było jednak nic zrobić, księżna odrzuciła wszystkie doniesienia przedstawiające Milewską w złym świetle jako zmyślone i utrzymywała, że jest ona bardzo bogata, udzielała jej zaliczek i była "hrabiną". Dopiero, gdy księżna przekonała się, że rozstanie z Milewską jest faktem nieodwołalnym, stopniowo porzuciła ten pogląd i zupełnie inaczej wypowiadała się o oskarżonej. Każdy element biżuterii znaleziony u Milewskiej był jej wówczas okazywany i niemal wszystko uznawała za swoją własność. Później podejrzewał coś w sprawie pereł, zaniósł je do jubilera i otrzymał od niego z uśmiechem odpowiedź: Ani jedna perła nie była prawdziwa! Świadek urzędnik bankowy Glawe i jego żona, szwagier i siostra oskarżonej, zgodnie twierdzą, że oskarżona miała majątek w wysokości 79 500 marek, zanim przybyła do księżnej Amalii. Nie wiedzą, skąd go wzięła. Świadek został nawet poinstruowany, aby zainwestować go dla niej, ale gdy pojawiły się różnice w tym temacie, oddał go jej. Obaj świadkowie twierdzą również, że byli wielokrotnie zapraszani na herbatę przez księżną, gdy przebywała w hotelu Bristol lub Monopol w Berlinie; mówi się również, że odwiedzała jej mieszkanie na ulicy Passauer Strasse. Pewnego razu księżna podarowała świadkowi złoty serwis do herbaty na sprzedaż, zaznaczając, że jej szwagierka przekazała jej już 16 000 marek. Serwis miał być wart 25 000 marek, ale kiedy zaoferowano go firmie Vollgold und Sohn, powiedziano im, że jest wart nie więcej niż 400 marek. W liście księżna opisała swoją trudną sytuację i poprosiła pozwanego o zaliczkę na czynsz za jej willę w Pau, którego nie była w stanie zapłacić. Została porzucona przez wszystkich, w tym przez księcia Ernesta Günthera, dla którego zrobiła tak wiele dobrego w swoim życiu. Świadkowie twierdzili, że księżna podarowała oskarżonej biżuterię, ponieważ od dwóch lat nie otrzymała żadnych pieniędzy. Przewodniczący zauważył, że księżna Amalia otrzymała apanaże w wysokości 15 00O marek i rentę w wysokości 3335 marek, a także otrzymała około 20 000 marek od księcia Ernesta Günthera w ciągu dwóch lat, czyli około 30 000 marek dochodu rocznie. Radca doktor Lubszyński zażądał następnie przesłuchania księżnej Teodory i księcia Ernesta Günthera w sprawie pereł, a także księcia w wielu innych kwestiach. Twierdził między innymi, że księżna Amalia powiedziała księciu Ernestowi Güntherowi jakiś czas po sporządzeniu protokołu, że nie może go podtrzymać, ponieważ była zbyt podekscytowana i było całkiem możliwe, że mimo wszystko przekazała sporną biżuterię oskarżonej. Zażądano również przesłuchania panny Schwan, damy dworu cesarzowej. Ona zezna, że broszkę oskarżonej podarowała jej księżniczka, ponieważ nie otrzymywała wynagrodzenia, i że wrogowie oskarżonej starają się ją zniszczyć za wszelką cenę. Wynikało to chociażby z listu księżnej Henryki, w którym oskarżona została przedstawiona jako wielka przestępczyni, oskarżona o wszelkie zło i użył sformułowania, że wszystko, co nosi nazwisko Milewska, jest przestępcze samo w sobie. Prokurator Walter stanowczo sprzeciwił się próbie przedstawienia księżnej Henryki jako stronniczej przez obrońcę. Wniósł o oddalenie wszystkich wniosków obrony, ewentualnie o odroczenie rozprawy i aresztowanie oskarżonej, gdyż podejrzenia wobec niej stały się bardzo silne z uwagi na przedstawione dowody. Sąd postanowił odrzucić wniosek o przesłuchanie księżnej Teodory, a zgodzić się na przesłuchanie księcia Ernesta Günthera i jednego świadka w Algierze, co skutkowało odroczeniem sprawy, ale aresztowaniem oskarżonej, jak już zostało podane w części wczorajszej porannej edycji.
📜
Źródło historyczne
Gazeta „Dresdner Nachrichten“, nr 271 z dnia 29 września 1904 roku