Archiwum Prasowe26 kwietnia 1907
Wiadomość z dnia 26.04.1907
Księżna i pokojówka Mroczne historie z wysokich sfer. S. & H. Berlin, 23 kwietnia. Następnie przystąpiono do przesłuchania świadków. Emma Paul, kasztelanka zamk...
Księżna i pokojówka Mroczne historie z wysokich sfer. S. & H. Berlin, 23 kwietnia. Następnie przystąpiono do przesłuchania świadków. Emma Paul, kasztelanka zamku z Kilonii, będąca w służbie księżnej Szlezwika-Holsztynu Henryki, obecnej żony tajnego radcy von Esmarcha, oświadczyła, że pomagała jej w tym czasie w rozliczeniu majątku zmarłej księżnej Amalii. Robiąc to, znalazła listę biżuterii zmarłej, napisaną w języku angielskim, i na jej podstawie stwierdza, że kilka z wymienionych tam klejnotów dziedzicznych pochodzących z duńskiego dworu królewskiego zniknęło. Ponadto świadek rozpoznała poszczególne przedmioty z majątku zmarłej w biżuterii przedstawionej jej i skonfiskowanej wówczas oskarżonej. — Również była pokojówka Teßnow, obecnie zamężna w Nowym Jorku, zeznaje, że zna dokładnie biżuterię księżnej i również musi reklamować różne przedmioty znalezione w posiadaniu oskarżonej jako własność zmarłej. Księżna według jej wiedzy przywiązywała dużą wagę do swojej biżuterii i nigdy nie obdarowała jej żadnym z tych przedmiotów. Interesujące są teraz zeznania byłej pokojówki Sophie Petersen, obecnie żony Wieganda, która wraz z oskarżoną uczestniczyła w podróżach księżnej Amalii do Marsylii, Algieru i Kairu. Zeznaje, że oskarżona zawsze robiła bardzo wyrafinowane wrażenie i przedstawiała się jako dama dworu. Później pozwoliła się nawet nazywać Komtesą i hrabiną Michalowsky. Odpowiadała za kasę i zawsze miała dużo pieniędzy, podczas gdy księżna często była w kłopotach finansowych. Księżna była całkowicie pod wpływem oskarżonej. To ona zarządzała poszczególnymi podróżami, opłacała wszystkie rachunki i pokrywała wszelkie koszty podróży. Biżuteria księżnej przechowywana była w zamkniętym kufrze, ale klucz do niego był łatwo dostępny dla każdego. - Przewodniczący: Czy oskarżona nie opisywała siebie zawsze jako bliskiej przyjaciółki księżnej? Świadek: Tak, mówiła, że zapewniała jej rozrywkę, ponieważ sama nie miała zbyt wiele pieniędzy. Ona, pozwana, otrzymała pieniądze od swojego szwagra, który był trzykrotnym milionerem. - Przewodniczący: Czy powiedziała również, że jej ojciec był bardzo bogaty? - Świadek: Tak. Powiedziała, że jej ojciec był hrabią i miał duże posiadłości w Rosji. - Przewodniczący: Czy księżna również zwracała się do pozwanej jako do hrabiny? - Świadek: Tak, księżna również założyła, że pozwana jest w rzeczywistości hrabiną. - Oskarżona: Czy księżna nie pytała mnie wielokrotnie o mojego męża, hrabiego? — Świadek: Tak. — Oskarżona: To dowodzi, że to księżna odgrywała tę komedię. — Na dalsze pytania świadek zeznaje, że oskarżona w Paryżu w „Louvre” i „Au bon Marche” w jednym dniu zakupiła osiem jedwabnych sukien i niezliczoną ilość kapeluszy, bluzek i koronkowych spódniczek, co utwierdziło resztę służby w przekonaniu, że oskarżona faktycznie była hrabiną. — W odniesieniu do biżuterii księżnej, świadek zeznaje, że panna Milewsky wielokrotnie nosiła na szyi naszyjniki księżnej. Pewnego razu księżna wskazała na broszkę noszoną przez oskarżoną i powiedziała: "Anny! To dokładnie taka jak moja!" Oskarżona odpowiedziała jednak: "Nie, odziedziczyłam ją po swojej babci!" Kiedy oskarżona została aresztowana w Kairze, wszystkie skonfiskowane klejnoty znajdowały się w jej pokoju, podczas gdy pozostałe były w pokoju księżnej. Z dalszych zeznań świadka wynika także, że oskarżona chwaliła się, że potajemnie zaręczyła się z adiutantem cesarza. — Następny świadek to szambelan księcia Szlezwika-Holsztynu Ernesta Günthera, major w stanie spoczynku von Blumenthal (Drezno), który w tamtym czasie zorganizował aresztowanie oskarżonej. Oskarżona twierdziła, że von Blumenthal poinstruował egipskie władze, twierdząc, że jest anarchistką, co spowodowało jej wydalenie i przekazanie niemieckim władzom. Świadek stwierdził, że aresztowanie oskarżonej bardzo poruszyło księżną. Krok ten był jednak konieczny, ponieważ okoliczności wskazywały, że oskarżona wykorzystywała słabą wolę księżnej w skandaliczny sposób. W żadnym wypadku panna Milewsky nie miała prawa przedstawiać się jako dama dworu, a nawet jako hrabina. Następnie świadek opisał odkrycie biżuterii, ale w szczególności odkrycie naszyjnika z pereł, który znalazł w pokoju księżnej, ale który oskarżona twierdziła, że jest jej własnością. On, świadek, spędził wiele godzin na rozmowach z księżną, próbując przekonać ją, że Milewsky ją zdradza, ale księżna trzymała się jej. Relacja między księżną a oskarżoną była całkowicie niegodna. Pokojówka Petersen została w rzeczywistości zaangażowana do usługiwania oskarżonej i tylko sporadycznie pozwalała księżnej być przez nią obsługiwaną. (Poruszenie). Co więcej, księżna nie miała przy sobie ani grosza pieniędzy; wręcz przeciwnie, oskarżona zażądała od niej 80 000 marek. Po zasięgnięciu informacji u krewnych oskarżonej okazało się, że nie miała ona ani grosza majątku, więc nie można było odrzucić przypuszczenia, że roztrwoniła pieniądze księżnej. - Oskarżona sprzeciwiła się temu z całą stanowczością, oskarżając świadka o zrażenie do siebie księżnej, która zmarła około miesiąc później. Radca prawny Wronker starał się następnie ustalić charakter przyjaznych stosunków między księżną a pokojówką, przesłuchując świadka szczegółowo. Musiał zapewnić, że relacje te nie były w żadnym wypadku relacjami pani z podwładną, ale były tak zażyłe, że oświadczenie oskarżonej, że księżna podarowała jej biżuterię, o której mowa, wydawało się całkiem wiarygodne. - Świadek nie chce zaprzeczyć - Mecenas Wronker: Oskarżona skarży się, że nie daliście jej możliwości porozmawiania z księżną po jej aresztowaniu. Gdyby tak się stało, być może nie siedzielibyśmy tu dzisiaj - Świadek: Być może. Ale muszę zaprzeczyć, że nawet część tego, co oskarżona wcześniej i teraz ponownie twierdziła o wydarzeniach w Kairze, jest prawdą. Pod koniec dzisiejszej rozprawy odczytano jeden z protokołów przesłuchań, w tym jeden ze zmarłą księżną, zgodnie z którym twierdziła ona, że biżuteria oskarżonej jest jej własnością - oskarżona zaprzeczyła, że księżna była wówczas jeszcze zdolna do przesłuchania i sama podpisała protokół. Przesłuchania zostały następnie odroczone do jutra. S. & H. Berlin, 24 kwietnia. Przed rozpoczęciem dzisiejszej rozprawy oskarżona zauważyła: "Wczoraj sędzia prowadzący położył tak duży nacisk na ustalenie faktu, że 12 lub 13 lat temu udawałam "baronową" na zajęciach tanecznych. W związku z tym żądam natychmiastowego wezwania mojego byłego mistrza tańca Meißera, który stwierdzi, że nie ma o tym mowy. Nie podałam fałszywego nazwiska ani jemu, ani jego uczennicom. Wezwanie zostało wystosowane. Następnie odczytano protokół z przesłuchania księcia Szlezwika-Holsztynu Ernesta Günthera. Książę początkowo wątpił, że jego ciotka, zmarła księżna Szlezwika-Holsztynu Amalia, kiedykolwiek nosiła sztuczną biżuterię lub sztuczne perły w dużym naszyjniku z pereł, o którym kilkakrotnie wspominano wczoraj. Członkowie holsztyńskiej rodziny książęcej byli jednomyślni w swojej nieprzychylnej ocenie oskarżonej. Jako głowa rodziny był on wielokrotnie proszony o usunięcie księżnej spod wpływu oskarżonej. Jednak początkowo zawsze odmawiał, nawet gdy cesarzowa sprzeciwiła się, aby księżna nadal mieszkała ze swoją pokojówką. Księżna Henryka, obecnie pani von Esmarch, księżna Teodora, księżna Handjery, księżna Prus Fryderyka Leopolda i inni przekazali mu najbardziej niepokojące informacje o relacjach oskarżonej z jej panią. W końcu zostało mu przekonująco udowodnione, że panna Milewsky całkowicie przejęła kasę księżnej, dowolnie rozporządzała pieniędzmi i często widywano ją w biżuterii należącej do rodziny księżnej. Co więcej, wielokrotnie powtarzała, że księżna, która była całkowicie bez grosza, była przez nią wspomagana i że ona (Milewsky) była w rzeczywistości hrabiną Michalowsky; podawała się również za hrabinę Schwerin. Te nieprawdziwe stwierdzenia skłoniły z kolei niektórych członków rodziny do poproszenia go o uwolnienie księżnej od kontaktu z oskarżoną, ponieważ związek ten przerodził się w publiczny skandal. W międzyczasie oskarżona udała się z księżną do Pau. Wkrótce potem nadszedł bardzo oburzony list od konsula Wunderlicha w Marsylii, według którego Milewsky znęcała się nad panią i traktowała ją z całkowitym brakiem szacunku w obecności konsula i jego żony. Podobne oświadczenia złożyli później konsulowie Algieru, Malty i Kairu. Dopiero wtedy książę zdecydował się podjąć dobrze znane kroki przeciwko oskarżonej. Musiał opisać sytuację finansową swojej ciotki jako całkiem uporządkowaną. Po jej śmierci znaleziono 25 700 marek w gotówce i wiele cennych przedmiotów, więc nie mogło być mowy o zubożeniu i koniecznym wsparciu ze strony oskarżonej. Po separacji, która miała miejsce w Kairze, opiekę nad zmarłą przejęła panna von Terrini z Monachium. Pani ta zeznała, że w ostatnich dniach swojego życia księżna z pewnością zgodziła się z niekorzystną oceną oskarżonej. Jej ostatnie słowa brzmiały: "Och, te kłamstwa, te kłamstwa!". Księżna nigdy nie wspominała, że jest winna oskarżonej pieniądze; z drugiej strony wielokrotnie mówiła, że wydaje jej się, że Milewski nosi część jej biżuterii. Jego interwencja przeciwko Milewskiej miała pierwotnie na celu jedynie oddzielenie księżnej od niej; sprawa biżuterii została dodana dopiero znacznie później. Nieprawdą było, że ścigał oskarżoną wszelkimi sposobami. Prawdą było, że w swoim pierwszym testamencie księżna poczyniła znaczne zapisy na rzecz oskarżonej, ale w swoim ostatnim testamencie nazwała go (księcia) swoim uniwersalnym spadkobiercą i nazwała go "drogim siostrzeńcem". Na krótko przed śmiercią oświadczyła również, że szczerze żałuje ostatniego etapu swojego życia, który przyniósł tyle nieszczęścia jej rodzinie. Tylko przemożny wpływ Milewskiejo sprowadził ją z właściwej drogi. Świadek stwierdził również, że podejrzewa, iż oskarżona osłabiła księżną, która poza tym była bardzo żywa, podając jej nadmierne ilości alkoholu, aby łatwiej ją wykorzystać. Sam zaobserwował, że księżna została namówiona przez oskarżoną do wypicia zbyt dużej ilości szampana. Oskarżona komentuje to czytanie, że świadek od początku ścigał ją z nienawiścią i robił wszystko, aby oddzielić ją od księżnej, chociaż nie miał ku temu powodu. Mistrz tańca Meißner, który pojawił się w międzyczasie, potwierdził następnie oskarżonej, że w jego klasie tańca nazywała się tylko panną Milewską. Panna Schwaan, która była pokojówką księżnej Günthera w Przemkowie w latach 1899-1900, oświadczyła, że zmarła księżna Amalia podarowała oskarżonej różne prezenty w postaci biżuterii i powiedziała, że panna Milewska nie powinna pokazywać ich swoim książęcym krewnym. Prokurator ustalił, że świadek ten prowadził proces z księżną Günthera. Następnie przesłuchano krewnych panny Milewskiej, którzy zgodnie twierdzili, że oskarżona posiadała majątek w wysokości 79 500 marek. Żadne z nich nie potrafi jednak powiedzieć, skąd pochodziły. Siostra wie dokładnie, że pieniądze składały się z banknotów tysiącmarkowych i że oskarżona nosiła je zaszyte w swojej sukience. Wie również, że pewnego razu, gdy księżna przebywała z niemiecką cesarzową w berlińskim pałacu, wyraźnie przyznała, że jest winna oskarżonej 16 000 marek. Było to w 1899 roku. Jako zastaw księżna zostawiła złoty serwis do herbaty, który miał być wart 28-30000 marek, ale później został oszacowany przez nadwornego jubilera Vollgolda na zaledwie około 500 marek. Szwagier oskarżonej zeznał, że księżna była mu winna około 13 000 marek. Obrońca mecenas Wronker zapytał go, czy on i inni krewni być może założyli, że majątek oskarżonej pochodził z dyskretnego źródła. Świadek odpowiedział twierdząco. Dalsze postępowanie dowodowe obracało się wokół pewnych incydentalnych ustaleń dotyczących zachowania oskarżonej w towarzystwie itp. Różne panie z kursu tańca miśnieńskiego twierdziły przy tej okazji, że oskarżona miała oznakowane wizytówki: baronowa von Milewska. Pewien były wielbiciel twierdził, że chwaliła się rosyjskimi posiadłościami ojca i nawiązywała do hrabiowskiego rodowodu. Na tym zakończono przesłuchanie świadków. Biegli, jubiler dr Schröder, złotnik Fischer itp., jednogłośnie stwierdzili, że biżuteria, o której mowa, była całkowicie podrzędna; perły w naszyjniku nie miały żadnej wartości. Niemożliwe było, aby królowa Danii podarowała księżnej Amalii naszyjnik z fałszywymi perłami; musiały one zatem zostać później wymienione. Prokurator Mundry szczegółowo uzasadnił zarzuty i zażądał 1 roku i 6 miesięcy więzienia dla oskarżonej. W późniejszym oświadczeniu radca prawny Wronker argumentował, że panna Milewska, jako przyjaciółka zmarłej księżnej, nie popełniła wobec niej żadnego wykroczenia. Wątpił również, dopóki nie zostanie udowodnione inaczej, że perły w naszyjniku były kiedykolwiek prawdziwe. Księżna nigdy nie napisała do pozwanej inaczej niż "Moja droga dobra Anny!". Nie ulega więc wątpliwości, że była ona również gotowa do przekazania prezentów. W związku z tym wniósł o uniewinnienie oskarżonej. Wniosek ten poparł drugi obrońca, dr Graefe z Berlina. Sama oskarżona wyjaśniła: "Wszystko, co może być przeciwko mnie wniesione, opiera się na wymysłach złych ludzi. Pozwałam każdego, kto opowiedział tę historię i mam tutaj oświadczenie honorowe wydane przez księżną Henrykę, która również została przeze mnie pozwana. Gdyby sąd wiedział o moim związku z księżną Amalią i gdyby żyła kilka tygodni dłużej, nie siedziałabym tu dzisiaj. W czasie, gdy zostałam oderwany od jej boku, wielokrotnie prosiłam, aby ponownie stanąć z nią twarzą w twarz, ale pan von Blumenthal niestety to uniemożliwił. Nie jestem świadoma żadnej winy i czekam na wyrok! Sąd orzekł uniewinnienie, ponieważ fakty w sprawie nie zostały wyjaśnione w toku procesu.
📜
Źródło historyczne
Gazeta "Wittener Tageblatt", nr 113, rocznik 48 z dnia 26 kwietnia 1907 roku