Archiwum Prasowe26 kwietnia 1907
Wiadomość z dnia 26.04.1907
Pokojówka i księżna. Proces Milewskiej. Berlin, 23 kwietnia. Pośród tłumu widzów z różnych środowisk rozpoczęło się dziś postępowanie przed Pierwszą Izbą Karną ...
Pokojówka i księżna. Proces Milewskiej. Berlin, 23 kwietnia. Pośród tłumu widzów z różnych środowisk rozpoczęło się dziś postępowanie przed Pierwszą Izbą Karną Sądu Okręgowego nr 2 w Berlinie w sensacyjnym procesie przeciwko byłej damie dworu i towarzyszce zmarłej księżnej Amalii ze Szlezwika-Holsztynu, ciotce cesarzowej Niemiec, która jest oskarżona o kradzież biżuterii swojej byłej pani. Długie korytarze nowego budynku sądu karnego przedstawiały przy tej okazji niezwykły obraz. Oprócz wspomnianego Głównego Zarządcy Dworu Cesarzowej, barona von Mirbacha, hrabiny von Brockdorf, szambelana księcia Szlezwika-Holsztynu Günthera, emerytowanego majora von Blumenthala, korytarzami przechadzało się również wiele innych dam dworu Cesarzowej, księżnej Szlezwika-Holsztynu Henryki i zmarłej księżnej Amalii. Niedaleko widoczny był wcześniejszy obrońca oskarżonej, radca sądu Dr. Lubczynski, który w międzyczasie zrezygnował z pełnionej funkcji i został wezwany jako świadek. Poza tym obecni byli różni niżsi urzędnicy dworscy z zamków w Berlinie, Przemkowie i Kilonii. W chwili wejścia świadków do sali rozpraw, wypełniła ją chmura perfum. Sądowi przewodniczy dyrektor sądu okręgowego Leue, oskarżenie reprezentuje prokurator Mundry, a obronę radca sądowy Wronker i adwokat Graefe z Berlina. Jubilerzy Haman, dr Fischer i Walter zostali wezwani jako biegli sądowi. Profesor Normann uczestniczy w rozprawie jako tłumacz języka francuskiego, a prywatny uczony Haake jako tłumacz języka angielskiego - Ogólne zainteresowanie skupia się na oskarżonej, pannie Milewsky, która zajmuje miejsce na ławie oskarżonych w czarnej toalecie, na którą zakłada beżowy jedwabny płaszcz wieczorowy. Na jej kruczoczarnych włosach spoczywa kokieteryjny niebieski paryski kapelusz z piórami czapli. Blada, szeroka i niezbyt ładna twarz, która wykazuje słowiański typ, nie wykazuje żadnych oznak podniecenia. Na pytanie sędziego prowadzącego, czy przyznała się do zarzutu kradzieży biżuterii należącej do zmarłej księżnej Amalii, oskarżona odpowiedziała stanowczym głosem: Nie. Następnie przewodniczący omówił znaną historię sprawy, wskazał, że sprawa jest rozpatrywana przez sądy od ponad siedmiu lat i zwrócił się do stron zaangażowanych w postępowanie, aby tym razem doprowadziły sprawę do końca, aby można było ją ostatecznie zakończyć. Radca sądowy Wronker: Nie mamy innego celu niż ten. W trakcie ustalania danych osobowych Panna Milewsky podała, że urodziła się 8 października 1874 roku w Maggrabowo na wschodnim Pomorzu jako córka już zmarłego mistrza rzeźniczego. Ukończyła wyższą szkołę dla dziewcząt w tym miejscu, a następnie nauczyła się sztuki zdobienia. Później pracowała jako towarzyszka w Królewcu i Wartenbergu, zanim przybyła do Berlina, aby uczyć się tutaj języka francuskiego i angielskiego oraz objąć stanowisko damy dworu. Po początkowym zatrudnieniu u hrabiny Schwerin, pewnego dnia poznała zmarłą księżną Szlezwika-Holsztynu Amalię w Lettehaus, która przyjęła ją do służby jako towarzyszkę i towarzyszkę podróży. Przewodniczący: To jest kwestionowane. Mówi się, że nie była pani towarzyszką ani hrabiny Schwerin, ani księżnej Amalii, ale po prostu pokojówką: Kiedy pokojówka miałaby siadać przy stołach hrabiowskich? Takie coś nie istnieje. Przewodniczący: Ale hrabina Schwerin wyraźnie stwierdziła, że miała pani tylko miesięczną pensję w wysokości 20-25 marek i jej znoszone już ubrania - Oskarżona utrzymuje: "Nadal twierdzę, że pełniłam funkcję towarzyszki." Przewodniczący stwierdza: "Faktem jest, że zawsze chciała się Pani przedstawiać jako coś lepszego. Zaraz po przyjeździe do Berlina miała się Pani zapisać do ekskluzywnego kręgu tanecznego i przedstawiać się tam różnym damom z wyższych sfer jako baronowa von Milewsky. Stwierdziła to również pani Leonhardt, dyrektor sądu okręgowego, która nawiasem mówiąc również widziała wizytówki z nadrukiem "Baronowa von Milewsky": Dyrektor sądu okręgowego zawsze była pijana podczas lekcji tańca, więc nie mogła w ogóle czytać (śmiech). - Przewodniczący: Czy Pani utrzymuje to bez dalszych zeznań? Odpowiedź oskarżonej brzmi: Tak, dokładnie. Przewodniczący kontynuuje: Mówi się także, że opowiadała pani, że pani ojciec posiada duże posiadłości w Rosji, a pani siostra jest zamężna z hrabią Schwerin. Odpowiedź oskarżonej: To absolutnie nieprawda. Przewodniczący stwierdza następnie, że oskarżona wstąpiła do służby zmarłej księżniczki Amalii 6 września 1896 roku. Według zeznań samej księżnej, oskarżona była początkowo zatrudniona jako pokojówka, ale wydaje się, że później awansowała na stanowisko towarzyszki księżnej. Oskarżona utrzymuje, że była damą dworu. Przewodniczący: Damy dworu zazwyczaj są wybierane spośród szlachetnie urodzonych pań. Oskarżonak: O, Boże drogi! (Śmiech.) — Przewodniczący: Czy to prawda, że miała pani początkowo wynagrodzenie w wysokości 65 marek? Oskarżona: Tak. — Przewodniczący: Wcześniej wspomniała pani, że przed rozpoczęciem pracy u księżnej Amalii posiadała pani pewne środki finansowe. — Oskarżona: Tak, posiadałam 80 000 marek w banknotach po tysiącu. — Przewodniczący: Co do pochodzenia i przechowywania tych pieniędzy, podała pani różne informacje. Raz nazwała je pani dziedzictwem, innym razem wygraną w grze, a trzecim razem kwotą, której pochodzenia pani nie chciała ujawnić, ponieważ byłoby to dla pani hańbą. (Oskarżona zaczerwienia się.) Czy dziś chce pani powiedzieć nam, skąd pochodziły te pieniądze? — Oskarżona: Nie. — Przewodniczący: Twierdzi pani nawet, że pożyczała pani te pieniądze księżnej Amalii? — Oskarżona: Tak. — Przewodniczący: Dlatego też składa pani roszczenie przeciwko spadkowi po księżnej, czyli przeciwko księciu Szlezwika-Holsztynu Güntherowi. — Oskarżona: Tak, żądam zwrotu 50 000 marek jako pożyczonej sumy. Przewodniczący: Twierdzi pani, że przez wiele lat nosiła pani pieniądze wszyte w spódniczkę. Później opowiadała pani, że pewnego dnia znalazła pani zaniedbanego oficera w rowie przy drodze, a ten podarował pani te pieniądze za moralne ocalenie. — Oskarżona: Księżna znalazła oficera, ale ten tylko podarował jej swój order zasługi, a później książę Günther przywłaszczył go sobie. — Przewodniczący: Inna wersja mówi, że pewnego dnia znalazła pani pieniądze na promenadzie w Algierze. — Oskarżona: Nic takiego nie opowiadałam. Mam też obecnie duże majątki, ale nie mam zamiaru nikomu opowiadać, skąd je mam. (Śmiech.) Przewodniczący: Krótko po tym, jak zaczęła pani pracować u księżnej, wyruszyła pani z nią wspólnie w podróże. Oskarżona: Tak, podróżowaliśmy do Przemkowa, Algieru, Pau, Paryża i Londynu. Przewodniczący: Czy księżna posiadała w Pau koło Marsylii willę? — Oskarżona: Tak. — Przewodniczący: Podczas waszego pobytu tam po raz pierwszy zauważono, że księżna była nadmiernie kontrolowana przez panią. Niemiecki konsul Wunderlich w Marsylii oraz jego żona poinformowali księcia Günthera, że traktuje pani księżną niewłaściwie. Twierdzili, że przerywała jej pani podczas rozmów, a gdy zwróciła uwagę na pani zachowanie, odepchnęła ją pani i opuściła pomieszczenie. Twierdzono również, że w Pau po raz pierwszy przedstawiała się pani jako hrabina Michalowski, mówiąc pokojówce księżnej, że faktycznie jest pani hrabiną, ale z pewnych powodów ukrywa swoje szlachetne pochodzenie. Oskarżona: To nieprawda. - Przewodniczący: Mówi się nawet, że poprosiła pani pokojówkę, aby od tej pory nazywała panią hrabiną lub komtesą i używała wizytówek z napisem "Comtesse de Michalowski". Oskarżona: Nazywałam się hrabiną Michałowską dopiero znacznie później, za bezpośrednią namową księżnej, która chciała mnie ukryć przed swoim bratankiem, księciem Güntherem. Chciał nas rozdzielić i w tym celu pojechał aż do Paryża. Następnie poinstruował swojego szambelana von Blumenthala, aby ścigał nas dalej. Przewodniczący: Sprawa ma wyglądać zgoła inaczej. Pewnego dnia rzekomo zagrała pani przed księżną wielki spektakl, kiedy to pozwoliła pani wjechać pod hotel w kryształowej karecie nieznanemu siwowłosemu panu, przytuliła go z wzruszeniem i powiedziała księżnej, że to rosyjski hrabia Michalowski, z którym się pani pogodziła, więc teraz znowu jest pani hrabiną Michalowski. - Oskarżona: Nic mi o tym nie wiadomo. Faktem jest, że księżna bała się mnie pozbyć i dlatego kazała mi podać fałszywe nazwisko. To również ona zaaranżowała nasz wyjazd z Pau do Algieru, a stamtąd do Kairu, kiedy szambelan von Blumenthal dowiedział się o naszym miejscu pobytu. Przewodniczący: To nie szambelan von Blumenthal, ale po prostu fakt, że tamtejsze lepsze towarzystwo nie chciało uznać byłej pokojówki za komtesę, wypędził panią z Algieru. - Oskarżona: Nie było o tym mowy. Przesłuchanie przechodzi teraz do faktycznego oskarżenia. Sędzia prowadzący: Najcenniejsza biżuteria należąca do księżnej została znaleziona w pani walizce. Oskarżona: Podczas podróży często trudno jest rozdzielić rzeczy. Ponadto w ciągu kilku dni w Kairze przeprowadzaliśmy się trzy razy. Najpierw zatrzymaliśmy się w hotelu Savoy, gdzie pokój kosztował 500 marek. To było dla nas za drogie i przenieśliśmy się. Cena drugiego pokoju, 300 marek, nadal była dla nas zbyt wysoka i ostatecznie przenieśliśmy się do pokoju za 100 marek. Podczas tych przeprowadzek rzeczy również się pomieszały." - Przewodniczący: Ale nosiła pani także biżuterię księżnej i podawała ją jako swoją własność. Zezna to świadek Petersen. Oskarżona: Nie muszę mówić Petersen, prostej służącej, prawdy! Przewodniczący: Mówiła pani też innym ludziom, że to pani biżuteria, że ją odziedziczyła. Pani szwagier jest potrójnym milionerem, pani ojciec ma duże posiadłości w Rosji, a pani matka ma cały pokój pełen biżuterii. Oskarżona: Nic takiego nie powiedziałam. Oskarżona musi teraz wyjść z ławy oskarżonych, a sędzia przewodniczący pokazuje jej biżuterię w pudełku po cygarach, którą rzekomo sprzeniewierzyła. Oskarżona twierdzi, że niektóre z tych elementów biżuterii są jej własnością, inne zostały jej podarowane przez księżną, inne zostały jej przekazane zamiast pensji, a reszta nadal należy do księżnej. Mówiła o tym długo przed konsulem Antonem w Kairze. Oskarżona: Zostałam poinformowana, że konsul podobno sporządził protokół w tej sprawie całkiem niezależnie i podpisał go podpisem księżnej z własnego upoważnienia - Przewodniczący: Jak może pani mówić takie rzeczy? Zabraniam pani używać takich uwag tutaj. Oskarżona: Mam tu listy z Kairu, które mówią o niegrzecznym zachowaniu niemieckiego konsula. To nie jest szlachetne obrażać i podejrzewać nieobecne osoby: Ale to jest w listach. Przewodniczący: Wśród biżuterii, którą, jak twierdzi pani, otrzymała od księżnej, jest medalion, który król Danii podarował księżnej Amalii. Ponieważ nie ma zwyczaju dawania takich rzeczy w prezencie, prokuratura podejrzewa, że został on przywłaszczony. Należy również podkreślić, że medalion zawierał zdjęcie króla Danii, które zostało z niego usunięte. Nosiła pani ten medalion. Czy usunęła pani zdjęcie z niego? - Oskarżona: Nie, medalion dostałam w prezencie. - Przewodniczący: Dlaczego zawsze mówiła pani, że odziedziczyła medalion po babci? - Oskarżona: Nie odziedziczyłam go. - Przewodniczący: Głównym punktem oskarżenia jest naszyjnik z pereł. Ten naszyjnik z pereł miał trzy rzędy dużych pereł, które, gdy naszyjnik został pani przekazany, były prawdziwe i warte 80-100 000 marek. Teraz oskarżono panią o usunięcie tych pereł z naszyjnika, zastąpienie ich fałszywymi i sprzedaż prawdziwych pereł. I to właśnie z tej sprzedaży rzekomo pochodzi majątek, który pani posiada i o którego pochodzeniu nic pani nie mówi. Oskarżona: Naszyjnik z pereł zawsze był taki, jaki jest dzisiaj - Przewodniczący: Ale eksperci twierdzą, że w naszyjniku musiały zostać wprowadzone zmiany - Oskarżona: Niczego nie zmieniałam - Przewodniczący: Ale skąd wzięła pani swój majątek? Oskarżona: To jeszcze nie koniec procesu i może ja to powiem.- Przewodniczący: Czy to prawda, że żyła pani dobrze i lubiła pić szampana? - Oskarżona: A dlaczego nie? Przewodniczący: Czy namawiała pani księżną do prowadzenia drogiego stylu życia? Oskarżona: Nie, nigdy - Na tym zakończono przesłuchanie oskarżonej i zarządzono krótką przerwę. Następnie przystąpiono do przesłuchania świadków, które generalnie przyniosło niewiele nowych informacji. Świadek Sophie Wiegand, z domu Petersen, była wcześniej pokojówką księżnej. Została zaangażowana przez oskarżoną, gdy była już z księżną od roku. Wiedziała tylko, że oskarżona jest damą dworu; później musiała zwracać się do niej jako do hrabiny. Panna Milewska była odpowiedzialna za kasę podczas podróży, zawsze miała przy sobie dużo pieniędzy, podczas gdy księżna czasami miała tylko 20 marek. Księżna była bardzo słaba w stosunku do oskarżonej, robiła co chciała. To ona zazwyczaj decydowała gdzie jechać i kiedy przerwać pobyt, ona też płaciła rachunki. Świadek widziała też kiedyś u oskarżonej dużą sumę pieniędzy, łącznie 18000 marek. Kiedy oskarżona została siłą oddzielona od księżnej w Kairze, biżuteria, o której mowa, została znaleziona w jej pokoju, częściowo na stole, a częściowo w walizce, którą księżna uznała za swoją własność. Księżna myślała, że 16000 marek, które ostatecznie znaleziono w pokoju oskarżonej, należało do niej i zauważyła, że nie wie, gdzie podziały się jej pieniądze. Oskarżona twierdziła również, że kiedyś przypomniała księżnej w obecności świadka, że pożyczyła jej dużo pieniędzy, na co księżna odpowiedziała: "Tak, drogie dziecko, ja też bardzo ci za to dziękuję!". Świadek szambelan Werter von Blumenthal powtarza następnie jeszcze raz wydarzenia związane z aresztowaniem oskarżonej. Radca sądowy Wronker: Jak Pan sądzi, czemu można przypisać przyjazne stosunki między księżną a oskarżoną? Nie ulega wątpliwości, że stosunki te były bardzo przyjazne. Świadek: Księżna miała tendencję do bycia bardzo przyjazną, nawet z ludźmi, którzy byli społecznie niżsi od niej. Tak było również w przypadku pana Wagkera, który również miał na nią pewien wpływ. Radca dworu Wianka składa kilka krótkich oświadczeń na temat dochodów księżnej. Zgodnie z nimi otrzymała ona 17 700 marek w 1898 roku, 36 500 marek w 1899 roku i 50 200 marek w 1900 roku. Następnie zostaje odczytany protokół z przesłuchania księżnej Amalii. Wynika z niego, że księżna uznała biżuterię za swoją własność i zaprzeczyła, że przekazała ją oskarżonej. Księżna zaprzeczyła również innym oświadczeniom Milewskiej i stanowczo zaprzeczyła, że kiedykolwiek dała panu Wagkerowi pieniądze. Za uczciwość pana Wagkera ręczyła swoim honorem. Wyrok. Berlin, 24 kwietnia. W procesie przeciwko byłej pokojówce księżnej Szlezwika-Holsztynu Amalii, Milewskiej, sąd orzekł uniewinnienie, ponieważ wydaje się, że stan faktyczny nie został wyjaśniony podczas rozprawy.
📜
Źródło historyczne
Gazeta "Walder Zeitung", nr 97, rocznik 1907 z dnia 26 kwietnia 1907 roku