Archiwum Prasowe25 kwietnia 1907
Wiadomość z dnia 25.04.1907
Proces Anny Milewskiej. Pierwszym przesłuchiwanym świadkiem był adwokat dr Lubszyński, który wcześniej był obrońcą oskarżonej, ale zrezygnował ze stanowiska i z...
Proces Anny Milewskiej. Pierwszym przesłuchiwanym świadkiem był adwokat dr Lubszyński, który wcześniej był obrońcą oskarżonej, ale zrezygnował ze stanowiska i został zwolniony z obowiązku zachowania tajemnicy. Przedstawił on złoty serwis, który został mu zdeponowany w 1901 roku przez szwagra oskarżonej, pana Glawe. Według niego księżna dała mu go na przechowanie, a także dwie złote bransoletki, które zostały mu przekazane przez oskarżoną jako obrońcy. Te również należą do majątku księżnej. Przesłuchiwany przez obronę, świadek stwierdził, że w czasie, gdy ją reprezentował, nie doszło do ugody między oskarżoną a księciem, a negocjacje ugodowe zakończyły się niepowodzeniem. Według obrony, ugoda została później osiągnięta poprzez zapłatę 50.000 marek. -Świadek Emma Paul z Kilonii jest kasztelanką księżnej Szlezwika-Holsztynu Henryki, obecnie pani profesora von Esmarch. Na krótko przed tym, jak oskarżona wstąpiła do służby księżnej, wzięła listę biżuterii księżnej i rozpoznała szereg przedmiotów jubilerskich użytych jako dowód jako należących do księżnej. - Świadek Sophie Wiegand została zatrudniona przez oskarżoną jako pokojówka księżnej, gdy była z księżną przez około rok. Wiedziała tylko, że pozwana była damą dworu; później musiała zwracać się do niej jako do hrabiny. Panna Milewski była odpowiedzialna za kasę podczas podróży i zawsze miała przy sobie dużo pieniędzy, podczas gdy księżna czasami miała tylko 20 marek. Oskarżona nosiła dużo biżuterii i mówiła, że odziedziczyła ją po dziadkach. Księżna robiła to, co chciała oskarżona. To ona zwykle decydowała, dokąd ma jechać i kiedy przerwać pobyt. Oskarżona opłacała również rachunki. Świadek raz widziała u oskarżonej kwotę 18.000 marek. Klucz do biżuterii księżnej znajdował się w taki sposób, że każdy mógł się do niego dostać. Oskarżona wielokrotnie nosiła biżuterię, o której księżna myślała, że należy do niej. Mieszkanie księżnej składało się z trzech pokoi; jeden zajmowała księżna, drugi oskarżona, a trzeci był wspólnym salonem. Świadek nigdy nie słyszała, aby oskarżona mówiła, że pożyczyła księżnej pieniądze. Kiedy pozwana została siłą rozdzielona z księżną w Kairze, przedmiotowa biżuteria została znaleziona w jej pokoju, częściowo na stole, a częściowo w walizce, którą księżna uznała za swoją własność. Wielokrotnie zdarzało się, że pozwana zabierała biżuterię ze szkatułki księżnej, umieszczała ją w swojej szkatułce, a następnie nosiła. Kiedy księżna była zaskoczona piękną biżuterią, mówiła, że to jej rzeczy, które odziedziczyła. Oskarżona rzekomo mówiła również, że pochodzi z bardzo bogatej rodziny, że jej szwagier był trzykrotnym milionerem, etc., etc. Miała być prawdziwą hrabiną, ale z jakiegoś szczególnego powodu nie nosiła tytułu. Później powiedziała, że powody, dla których nie używała tytułu hrabiny, już nie istnieją, dlatego teraz występuje jako hrabina. Innym razem twierdziła, że gdy przybyła do księżnej, nie miała dobrych warunków finansowych, ale później odziedziczyła pieniądze. Również oświadczyła, że jest zaręczona z adiutantem cesarza. Co do dwóch biżuterii, które oskarżona twierdziła, że dostała od księżnej, powiedziała świadkowi, że kupiła je w Paryżu. Księżna uważała 16 000 marek, znalezionych u oskarżonej, za swoje pieniądze i zauważyła, że w przeciwnym razie nie wiedziała, gdzie mogłyby się podziać jej pieniądze. Na pytanie przewodniczącego świadek stwierdziła, że księżna płakała, gdy musiała opuścić Algierię, gdzie czuła się bardzo dobrze, aby przenieść się na Maltę. Oskarżona twierdziła także, że kiedyś, w obecności świadka, przypomniała księżnej, że pożyczyła jej dużo pieniędzy. Na to księżna miała odpowiedzieć: Tak, drogie dziecko, za to ci bardzo dziękuję! Kolejnym świadkiem jest szambelan Werter v. Blumenthal: Kiedy oskarżona została aresztowana w Kairze, biżuteria, o której mowa, została znaleziona w jej szufladzie. Oskarżona twierdzi, że była to walizka należąca do księżnej i była również oznaczona koroną. - Świadek stwierdził również, że podejrzane było dla niego to, że oskarżona posiada tak dużo biżuterii. Przedstawiał księżnej kolejne elementy biżuterii z pytaniem, czy któryś z nich jest jej własnością. Księżna rozpoznała te przedmioty jako swoją własność. Księżna była świeża i bardzo żywa, ogólnie była bardzo mądrą damą. Powiedziała mu, że kilka razy zauważyła, że oskarżona nosi jej biżuterię. Zapytana, dlaczego się nie upomniała, odpowiedziała, że nie zrobiła tego dla świętego spokoju. Księżna była pod wpływem oskarżonej w niezwykły sposób, a ta zachowywała się wobec księżnej w Algierze bardzo szorstko. Księżna wielokrotnie akceptowała jego prośby, aby oznaczać tylko to, co dokładnie wiedziała, że jest jej własnością. Gdy pojawiły się wątpliwości co do jednej z biżuterii z perłami, wolał przypisać ją jako własność oskarżonej. Kiedy oskarżona była w Porcie Sajd, około 3 do 5 dni później, księżna powiedziała, że muszą to być jej perły, które Milewska musiała mieć założone. Świadek dodał: Było mu wiadomo, że księżna posiadała trzyrzędowy naszyjnik z perłami o bardzo wysokiej wartości. Biorąc pod uwagę wszystkie dziwne rzeczy, które się wydarzyły i całą osobowość oskarżonej, wierzył, że może jej zaufać w wielu sprawach. Dlatego poprosił księżną, aby pokazała mu swój naszyjnik z pereł. Od razu rozpoznał, że perły są fałszywe, co potwierdził jubiler. Podczas pierwszej rozmowy z księżną po zabraniu Milewskiej, próbował przekonać księżną do dobrowolnego rozstania się z oskarżoną, o której aresztowaniu jeszcze nie wiedziała, aby nie sprawiać wrażenia, że był niepotrzebnie surowy. Chciał sprawdzić, czy mu się to uda, czego nie udało się konsulom w Algierze i na Malcie. Ona jednak stanowczo odmówiła, bo bardzo ją lubiła. Twierdziła też, że Milewska jest bardzo bogata, czemu świadek zaprzeczył na podstawie informacji, które uzyskał od szwagra i siostry oskarżonej przed jej wyjazdem, a mianowicie, że oskarżona nie ma majątku ani wielkich środków. Mimo to księżna utrzymywała, że oskarżona jest hrabiną i to bardzo bogatą. Według niej Milewska otrzymała jej majątek w liście poleconym, który na jej prośbę księżna przez jakiś czas przechowywała. Nie wiedziała, co było w liście, ponieważ był zapieczętowany. Oskarżona twierdziła, że otrzymała pieniądze za zatuszowanie bardzo dziwnej sprawy od pewnej damy; wtedy księżna przypomniała sobie, że Milewska powiedziała, że otrzymała pieniądze od dżentelmena, którym się opiekowała. Księżna była całkowicie zależna od pozwanej. Między innymi zatrudniła pokojówkę Petersen jako pokojówkę tylko dla siebie i pozwoliła księżnej czekać na nią. Świadek zaprzeczył pytaniu, czy księżna powiedziała mu, że dała panu Wagkerowi pieniądze na zabawę. - Oskarżona: Świadek, który teraz oskarża mnie o kradzież, powiedział mi, kiedy zostałam zabrany z Kairu, że nie ma nic przeciwko mnie, że powinnam tylko pojechać do Berlina. - Świadek: Panna Milewska obiecała, że pojedzie do Berlina i przekaże księciu Ernestowi Güntherowi informacje o pochodzeniu swojej fortuny. Powiedziałem jej, że tak będzie najlepiej. Nawiasem mówiąc, od momentu opuszczenia Kairu opinia księżnej o niej całkowicie się zmieniła. - Mecenas Wronker: Jak Pani sądzi, co było powodem przyjaznych stosunków księżnej z oskarżoną? - Świadek: Księżna miała tendencję do bycia bardzo przyjazną, nawet z ludźmi, którzy byli społecznie niżsi od niej. Tak było również w przypadku pana Wagkera; on również miał na nią pewien wpływ: Pan von Blumenthal doprowadził do mojego aresztowania w Kairze, przedstawiając się jako prezydent policji w Berlinie i przedstawiając mnie jako niebezpieczną anarchistkę. Zostałam więc przetransportowana, zakuta w kajdany jak poważny przestępca. — Świadek von Blumenthal: Od sześciu lat, na wniosek oskarżonej, byłem niezwykle podejrzewany w berlińskich i zagranicznych gazetach. Oświadczam, że właśnie wysłuchane twierdzenia oskarżonej są prostackimi i śmiesznymi pomysłami. Podobnie jest z twierdzeniem, że nie została aresztowana przez organy rządu egipskiego, ale przez agentów, których wynajmowałem. Wszystkie informacje prasowe dotyczące aresztowania i dalszego postępowania z oskarżoną w Kairze nie tylko są przesadzone, ale to czysta inwencja. — Radca prawny Wronker: Aresztowanie oskarżonej uniemożliwiło jej wyrażenie się w sprawie biżuterii księżnej. Gdyby tak się stało, być może nie mielibyśmy teraz procesu. Radca dworski Wianka podaje kilka informacji na temat dochodów księżnej. Zgodnie z nimi w 1893 roku otrzymała 17 700 marek, w 1899 roku 36 500 marek, a w 1900 roku 50 200 marek. Następnie odczytano protokół przesłuchania księżnej. Wynika z niego, że księżna uznała biżuterię za swoją własność i zaprzeczyła, że przekazała ją pozwanej. Księżna zaprzeczyła również innym oświadczeniom Milewskiej i stanowczo zaprzeczyła, że kiedykolwiek dała panu Wagkerowi jakikolwiek grosz. Za jego uczciwość ręczy swoim honorem. Następnie przeczytane zostają zapisy protokołu konsula Antona dotyczącego sposobu przesłuchania księżnej. Oskarżona domaga się wezwania biegłego ds. pisma. Twierdzi, że musi zaprzeczyć, że księżna podpisała protokół. Bez stalówki nie była w stanie pisać. Odczytane zostają również zeznania kilku lekarzy w Kairze oraz radcy legacyjnego v. Oppenheima, którzy stwierdzają, że księżna wykazywała pełną jasność umysłu i doskonałą pamięć. Na koniec odczytywane są zeznania księżnej Szlezwika-Holsztynu Henryki (profesora von Esmarch), która rozpoznała wiele elementów biżuterii jako należące do księżnej Amalii. Następnie posiedzenie zostaje odroczone do środy. Po otwarciu dzisiejszej sesji oskarżona protestuje przeciwko zarzutowi, że udawała baronową lub hrabinę, gdy uczęszczała do szkoły tańca w Charlottenburgu. Wczoraj zidentyfikowała nauczyciela tańca Meißnera, a teraz zażądała jego wezwania. Tak też się stało. - Następnie odczytywane są tymczasowe przesłuchania księcia Szlezwika-Holsztynu Ernesta Günthera, których udzielił na zamku w Przemkowie. Po zaprzysiężeniu świadek oświadczył, że księżna, jego ciotka, nigdy nie powiedziała mu, że trzy rzędy rzymskich pereł, o których mowa, były od początku fałszywe. O ile mu wiadomo, nigdy nie nosiła fałszywej biżuterii, ani nigdy nie powiedziała mu, że podarowała biżuterię Milewskiej. Księżniczka wielokrotnie zwracała się do niego w bardzo nieprzychylny sposób. Jej ostatnia uwaga na temat Milewskiej brzmiała: Ach te kłamstwa, te kłamstwa. - Świadek miał świadomość, że Milewska często nosiła biżuterię należącą do księżnej. Nie było tajemnicą wśród wszystkich członków rodziny, że udawała hrabinę Arnim, hrabinę Michałowską itp. -Jak wyjaśnia dalej świadek, ta informacja stopniowo się rozprzestrzeniała, a jego ciotkę prawie unikali pozostali członkowie rodziny, ponieważ wszyscy odmawiali siedzenia przy tym samym stole z tą samą osobą, która wcześniej siedziała przy stole służby i utrzymywania z nią kontaktów towarzyskich, i traktowania jej jakby była równorzędna im. - Wszyscy członkowie rodziny byli jednomyślni w swojej nieprzychylnej ocenie Milewskiej; on, jako głowa rodziny, wielokrotnie otrzymywał prośby o usunięcie księżnej spod wpływu Milewskiej. Początkowo zawsze odmawiał, nawet gdy Jego Cesarska Mość, Cesarzowa, zaprotestowała przeciw dalszemu wspólnemu życiu księżniczki z jej damą dworu, przy czym Jego Cesarska Mość opierała się na bardzo poważnych powodach. Księżna Henryka, obecnie żona tajnego radcy von Esmarcha w Kilonii, księżna Teodora, księżna Handjery, księżna Prus Fryderyka Leopolda i inni również wielokrotnie zwracali się do niego z prośbą o usunięcie księżnej spod niekorzystnego wpływu Milewskiej, zanim mógłby powstać publiczny skandal. Ludzie, którzy ostatnio opiekowali się księżną, stwierdzili, że Milewskiej można przypisać wszelką nielojalność. Podejrzewano, że osłabiła zdolności umysłowe księżnej napojami alkoholowymi, które podawała jej jako lekarstwo, aby całkowicie uzależnić ją od siebie i ukryć swoje działania. Książę zeznał ponadto, że Milewska twierdziła również, że jest naturalną córką zmarłego generała von Tresckow-Altona. Co więcej, książę odniósł się również do sceny, w której Milewska rzekomo sfingowała scenę rzekomego pojednania ze swoim rzekomym ojcem, rzekomym hrabią Michałowskim, w specjalnie umeblowanym mieszkaniu w Berlinie. Z tej sceny szwagier Milewskiej i jego żona odebrali księżną eleganckim powozem. Wiadomo było, że Milewska czasami traktowała księżną wyjątkowo brutalnie. Według raportu konsula Wunderlicha w Marsylii, charakterystyczny był incydent, w którym praktycznie odepchnęła księżną na bok w wagonie kolejowym. Nieprawdą było, że książę żył w napiętych stosunkach ze swoją ciotką; wręcz przeciwnie, istniały między nimi serdeczne relacje; mianowała go swoim uniwersalnym spadkobiercą i opisała go jako "swojego drogiego siostrzeńca" w swoim testamencie. Ciotka ze łzami w oczach wyraziła żal, że ostatni etap jej życia musiał upłynąć w takiej dysharmonii i że sprowadziła na rodzinę taki smutek. To, co Milewska twierdziła o prześladowaniach z jego strony, opierało się na jej wyobraźni. Dopiero gdy pojawienie się Milewskiej, jej nieprawdziwe oświadczenia o jej pochodzeniu, jej roszczenia do tytułu "hrabiny" itp. stały się publicznym skandalem, a te pretensje doprowadziły do najbardziej irytujących uwikłań, niektórzy członkowie rodziny zwrócili się do niego z prośbą o uwolnienie księżnej od Milewskiej. Podejrzenie, że osłabiła siły umysłowe księżnej środkami odurzającymi, aby ją zmusić do uległości, podzielała również Jej Wysokość Cesarzowa, księżna Fryderyka Leopolda i księżna Teodora. - Oskarżona skomentowała te wypowiedzi, że niemożliwe jest, aby podszywała się pod córkę generała von Tresckow dla księżnej, ponieważ księżna była bardzo zaprzyjaźniona z generałem von Trescow i prowadziła z nim bardzo aktywną korespondencję aż do jego śmierci. Następnie przesłuchano nauczyciela tańca Meißnera, który pojawił się w międzyczasie. Potwierdził on, że Milewska nigdy nie nazywała się na lekcjach tańca inaczej niż Anna Milewska. - Świadek panna Sch., która była pokojówką księżnej Ernesta Günthera w Przemkowie w latach 1899-1900, oświadczyła, że zrezygnowała ze swojego stanowiska, ale została natychmiast zwolniona i przeprowadziła proces przeciwko księciu, który się zakończył. Zgodnie z jej relacją, księżna Amalia wielokrotnie przeliczała swoją biżuterię w Przemkowie i część z niej przekazała oskarżonej. Milewska nie chciała jej przyjąć. Księżna powiedziała jednak, że powinna ją przyjąć, ale nie mówić o tym krewnym (księżniczki). Milewska wtrąciła, że zastosowała się do tej rady i nie powiedziała personelowi o tych prezentach, aby nie wzbudzać ich zazdrości. Z zeznań świadka Schwaan wynika, że już wtedy księżniczka wspomniała przed nią o naszyjniku z pereł, który składałby się z rzymskich pereł. Dodała nawet, że życzyłaby sobie, aby perły były prawdziwe. Na wniosek adwokata Graefe czytane są dwa listy, które Milewska napisała w 1900 roku do panny Schwaan. Skarży się już wtedy, że książę Ernest Günther prześladuje ją złośliwościami i siłą chce ją oddzielić od jej dobrej księżnej. Nawet miał wyrazić, że nie spocznie, dopóki nie osiągnie tego celu. Jednakże Milewska twierdzi, że nie robi nic złego, jej nic nie grozi. Książę doskonale wie, że księżna pożyczyła od niej pieniądze. Jej ojciec, chociaż jest zwykłym obywatelem, zażąda wyjaśnień od księcia itd., itp. Przesłuchano siostrę bliźniaczkę oskarżonej, panią Idę Glawe. Jej ojciec nie był pozbawiony środków do życia, ponieważ ona sama otrzymała posag o wartości 10-12000 marek. Jej siostra posiadała majątek w wysokości 80000 marek. -Przewodniczący: Skąd wzięła się tak znaczna fortuna? -Świadek: Nie wiem. - Przewodniczący: To bardzo dziwne, że nawet pani o to w ogóle nie zapytała. - Świadek: Moja siostra również ma teraz bardzo duży majątek. - Sędzia prowadzący: Nie pytałem o to. Czyli jeszcze zanim siostra wstąpiła do służby księżnej, miała duży majątek? - Świadek: W czerwcu 1898 roku moja siostra przyniosła mojemu mężowi 80000 marek, aby mógł zainwestować pieniądze. Ale inwestycja została anulowana z powodu sporów, które wybuchły. Siostra wzięła pieniądze, które składały się z banknotów tysiącmarkowych, i wkrótce zajęła swoją pozycję u księżnej. Zwykle nosiła pieniądze przy sobie na piersi. Według świadka, księżna wielokrotnie odwiedzała ją i jej męża z siostrą, gdy była w Berlinie. Były razem kilka razy, w tym w hotelu Monopol. Siostra przebywała również z księżną w Pałacu Królewskim, gdy cesarzowa zaprosiła swoją ciotkę. Podczas jednego z takich spotkań z księżną przyznała, że jest jej już winna 16 000 marek. Kiedy siostra po raz pierwszy zrezygnowała ze stanowiska u księżnej, świadek ostrzegła ją, aby nie wracała na to stanowisko, ponieważ siostra w straszny sposób opisała mściwość księcia Ernesta Günthera. Podczas spotkania z księżną w hotelu Monopol podarowała oskarżonej broszkę, dodając: "Krewni nie muszą o tym wiedzieć". Broszka ta wyglądała jak ta, która znajdowała się wśród rzekomo skradzionej biżuterii. Kiedy doszło do katastrofy, podejrzewała, że mogli celowo spakować część biżuterii księżnej dla jej siostry. Księżna zleciła wykonanie garderoby w Kosterlitz na swoje nazwisko, a faktury zostały wystawione na nazwisko świadka i przez nią opłacone. Następnie podarowała jej mężowi serwis do herbaty, który jej zdaniem był wart od 25 do 30 000 marek. Serwis miał zostać wykorzystany do spłacenia jej długów. Jej mąż zaniósł go do Vollgold i powiedziano mu, że serwis jest wart tylko 3-400 marek. - Świadek Glawe, urzędnik bankowy w Fromberg & Co, szwagier pozwanej, wie, że zanim przyjechała do księżnej Amalii, miała majątek w wysokości 79 500 marek, ale nigdy nie zapytał jej, skąd się wziął. Potwierdził, że powinien zainwestować pieniądze, ale oddał je z powodu różnic. Kiedy księżna była w Berlinie, byli razem prawie codziennie. Pewnego dnia w hotelu Monopol księżna zapytała go: "Jak ci się podoba broszka, którą dałam twojej szwagierce? Ponieważ Milewska nie nosiła broszki, musiała ją założyć na jej prośbę i podziwialiśmy ją. Następnie podziękowaliśmy jej, całując ją w rękę. W broszce brakowało kamienia, który księżna chciała w niej osadzić. Chciała też dać Milewskiej inną broszkę, którą sama nosiła, jako prezent urodzinowy. Wydaje się, że obie broszki należą do skonfiskowanych, rzekomo skradzionych przedmiotów. Księżna powiedziała również, że pożyczyła od pozwanej 16 000 marek, które chciała spłacić. Ponieważ pozwana musiała następnie wysłać księżnej do Pau meble o wartości 3000 marek, dług urósł do 19 000 marek. Oświadczenia jego żony dotyczące serwisu do herbaty i sukienek, które księżna wykonała na nazwisko jego żony za 1800 marek, były prawdziwe. -Radca prawny Wronker: Czy nie pomyślał pan może, że 80 000 marek mogło pochodzić z relacji, które zabraniały panu niedyskretnie pytać o pochodzenie? - Świadek: Tak - Obrońca: Czy szwagierka kiedykolwiek podarowała panu większą sumę pieniędzy? - Świadek: Nie - Obrońca: Czy księżna nie oświadczyła, że zastawiła oskarżonej całą swoją biżuterię do czasu zwrotu pieniędzy? - Świadek: Tak, księżna napisała kiedyś list do mojej szwagierki, w którym prosiła o 20 marek na pranie, ponieważ nie miała gotówki. - Adwokat dr Gräfe przekazuje list, który Milewska napisała do swojego szwagra z Paryża. Pisze w nim o perłowej szpilce, którą kupiła w Paryżu. Obrońca odczytał fragment jednej z depesz oskarżonej na krótko przed jej aresztowaniem, w której stwierdziła ona, że Glawesowie nie powinni się obawiać, ponieważ nie wiedzieli o żadnych nikczemnościach. Obrońca wskazał również, że wszystkie listy Glawesów do oskarżonej były adresowane do panny Anny Milewskiej. - Świadek Glawe zadeklarował również, że wystąpi na drogę sądową przeciwko wszystkim tym, którzy twierdzili, że przedstawiał się kiedyś na lekcji tańca jako "doktor". - Mecenas Wronker: Być może nauczyciel tańca w swojej uprzejmości nazywa czasem swoich panów "Herr Doktor" - Świadek: Zgadza się. Nazywa tak nawet dwóch fryzjerów. Adwokat Gräfe: Księżna nosiła również biżuterię należącą do oskarżonej, jak pokazuje zdjęcie. Świadek Fritz Glawe, brat poprzedniego świadka, zeznaje zgodnie z nim. Świadek jest zatrudniony w swojej pierwszej firmie handlowej od 14 lat. Widział dużo pieniędzy u panny Milewskiej. Według jego wspomnień, miała ona już 40 000 marek w czasie, gdy zajmowała stanowisko u hrabiny Schwerin. - Pani Obst, wówczas jako pomocnica w Przemkowie, podobno stwierdziła, że oskarżona powiedziała jej kiedyś: "Bertha, myślę, że jestem najgorszą kobietą na świecie". Ona jednak tego nie pamięta. - Świadek Margarete Gressel, była pokojówka, również nie pamięta takiego oświadczenia od pani Obst. Wie jednak, że oskarżona twierdziła, że jest córką rosyjskiego hrabiego i powiedziała, że ma bardzo bogatą zamężną siostrę bliźniaczkę. -Panna Johanna Scheffler: Świadek Obst złożyła rzeczywiście takie oświadczenie w Przemkowie. - Niektórzy świadkowie twierdzili, że w 1896 roku oskarżona używała wizytówek z nazwiskiem "baronowa Anna von Milewska" na lekcjach nauki tańca. - Szambelan von Blumenthal uzupełnia swoje wczorajsze zeznania, stwierdzając, że oskarżona była traktowana z pełnym szacunkiem podczas transportu z Kairu. Nie miał również zamiaru wnosić oskarżenia, aby nie denerwować 73-letniej księżnej. Nawet po śmierci księżnej nie miał zamiaru tego robić, pomimo kłamstw, które oskarżona rozpowszechniała w gazetach. Kiedy zdał sobie sprawę, że perły w naszyjniku były fałszywe, zapytał księżną, gdzie mogły się podziać prawdziwe. Księżna przypomniała sobie, że oddała naszyjnik z perłami do jubilera, aby je odnowić. Ponieważ była to firma pierwszej klasy, wszelkie podejrzenia w tym kierunku były bezzasadne. Wtedy myśli księżnej wróciły do Milewskiej i powiedziała: "Była strasznie lekkomyślna, ale nie była tak zła, żeby zamienić perły!".
📜
Źródło historyczne
Gazeta „Norddeutsche allgemeine Zeitung“, nr 96, rocznik 46 z dnia 25 kwietnia 1907 roku